Grzegorz Żebrowski

Czy Bóg jest odpowiedzialny za niezawinione cierpienie?

dodane: 2019-07-31
Dlaczego Bóg sprawił, że żony Dawida zostały publicznie zgwałcone, skoro winnym był Dawid, a nie jego żony?

Do napisania tej filozoficznej rozprawki skłoniła mnie jedna wypowiedź Fjałkowskiego [1], w której obarcza on winą Boga za to, że żony Dawida zostały publicznie zgwałcone, co było skutkiem występku właśnie Dawida, a nie tych żon. Z jego wypowiedzi przebija się jakiś zarzut, że przecież one były niewinne... Więc gdzie ma tutaj być boża sprawiedliwość? Oczywiście jestem w trakcie pisania obszernej polemiki polemizującej z niniejszą prelekcją Fjałkowskiego, ale w przypadku tego problemu zdecydowałem się wynieść to do odrębnego wątku ze względu na potrzebę wyjaśnienia tej kwestii, jako że dość często tego typu zarzut można słyszeć z ust ateistów.

- Motyw publicznego i brutalnego zgwałcenia żon Dawida nie jest taki oczywisty, jak przedstawia to nam Fjałkowski. Biblia ukazuje nam to jak wyrocznę Bożą, w której żony (lepszym określeniem jest tu "harem") miałyby być odebrane Dawidowi i oddane innemu, który z nimi miałby obcować (2 Sam 12,11), co też tak się stało (2 Sam 16-21-22). Więc nie ma tutaj takiej pewności, że wiązało się to z jakimś ich wielkimi katuszami z powodu grzechu Dawida, bo Biblia nigdzie nie mówi, czy te kobiety strasznie cierpiały z nowym władcą, a z poprzednim to było im lepiej, czy też może przypadkiem nie było odwrotnie. Ale dla potrzeby tej filozoficznej rozprawki założę, że mogło dojść do takiego scenariusza, jaki na pierwszy rzut oka jawi się słuchaczowi słuchającego Fjałkowskiego, w którym grupa bandytów wdziera się do jego domu, podbija ochronę i dokonuje brutalnego gwałtu na jego żonie (takie sytuacje zdarzają się w realnym życiu). I jeszcze do tego przyjmijmy założenie, że stało się to po tym, jak ten mąż żył wcześniej w harmonii z Bogiem, po czym dopuścił się rażącego występku. Czy w takiej sytuacji można przypisywac winę Bogu za ukaranie niewinnej kobiety?

Wyobraźmy sobie, że wkradliśmy się w łaski właściciela firmy ochroniarskiej, który podarował nam darmową ochronę 24h na dobę, dzięki czemu jego pracownicy strzegli nas dzień i noc przed intruzami. W pewnym momencie jednak jakimś swoim zachowaniem naraziliśmy się mu i tym samym wypadliśmy z jego łask, co skutkowało, że przestał nam dawać swoją darmową ochronę, co z kolei skutkowało tym, że nasze mieszkanie następnej nocy zostało obrabowane. Czy to oznacza, że winę za to ponosi właściciel firmy ochroniarskiej? No przecież nie... To że dawał mu do tej pory ochronę, to była jego dobrym, darmowym i zupełnie dobrowolnym gestem. A to, że nagle przestał ochraniać, to przecież miał prawo tak postąpić. Przecież podobnie mogło być z tym mężem tej żony - dopóki był w harmonii z Bogiem, to Ten go obdarzał swoim błogosławieństwem oraz strzegł jego samego i jego żony dzień i noc. Kiedy ten mąż przez swój występek wypadł z łaski, Bóg mógł sprawić, że przestał jego samego i jego żony traktować na preferencyjnych zasadach w stosunku do całej reszty świata.

I jak widać, takie wyjaśnienie powinno być tutaj wystarczające, lecz jednak ja w tym rozważaniu pójdę o krok dalej.
Wyobraźmy sobie taki bardzo uproszczony model składający się z trojga ludzi:

1. Mężczyzna M1
2. Mężczyzna M2
3. Kobieta K

a) Kobieta dopuściła się występku na mężczyźnie M1 w taki sposób, że fałszywie go oskarżyła, przez co ten człowiek trafił na 1 rok aresztu.
b) Natomiast ten mężczyzna M1 dopuścił się występku na mężczyźnie M2 w ten sposób, że wykiwał go w białych rękawiczkach, tak że ten doznał straty, która stanowi roczny dochód.
c) Natomiast mężczyzna M2 zgwałcił kobietę K.

Jak widać, koło się zamknęło.
Można spytać, dlaczego kobieta K musiała tyle cierpieć z powodu brutalnego gwałtu? Czy ona była temu winna? Oczywiście, że akurat temu nie. Ale też trzeba spytać, dlaczego mężczyzna M1 trafił niesłusznie za kratki? Czy był temu winny? No też nie... No i w końcu trzeba się spytać, dlaczego mężczyzna M2 musiał stracić uczciwie zarobione pieniądze z powodu takiego draństwa? Czy był temu winny? No oczywiście, że temu akurat nie... Jednym słowem: są cierpiący, a nie ma winnych...

Tak więc widzimy, że naturą grzechu jest to, że najczęściej ktoś inny cierpi z jego powodu - innymi słowy: jeden generuje smród, a ktoś inny musi go skonsumować. Jednak w tym wszystkim przychodzi do nas Bóg i mówi, abyśmy nie grzeszyli... I nie dlatego, że to jest Jego widzimisię, ale dlatego, że grzech powoduje jakieś cierpienie i to cierpienie może do nas wrócić na skutek innego grzechu. Grzech można przyrównać do śmierdzących odchodów, które generujemy i dajemy innym do zjedzenia. A naturą tego typu odchodów jest to, że one się sama nie ulatniają - ktoś będzie musiał to skonsumować. Tak więc ja to postrzegam jako jakiś globalny bilans zła, który został wyprodukowany przez nasz grzech, a który nie może być inaczej rozładowany, jak tylko przez czyjeś cierpienie (lub - jak wierzymy - Bóg ma moc zniwelować to również przez naszą pokutę). Te "śmierdząca odchody" są tutaj oczywiście metaforą, ale wydaje mi się, że jej koncepcja znajduje się również w Biblii, lecz pod inną nazwa: "kielich obrzydliwości". Z jednej strony widzimy Jezusa, który pije z kielicha goryczy (Mt 26:39.42) który podał mu Ojciec (J 18,11), oraz pokazuje nam, że my też możemy z niego pić (Mt 20,22-23), co przekłada się na chwałę w Królestwie Niebieskim. Z drugiej strony Apokalipsa ukazuje nam nierządnicę - Babilon, która generuje tago typu gorycz i napoiła narody winem (kielichem) obrzydliwości:

BT Ap 18,1-6 Potem ujrzałem innego anioła [...]. (2) I głosem potężnym tak zawołał: Upadł, upadł Babilon [...], (3) bo winem zapalczywości swojego nierządu napoiła wszystkie narody, i królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu [...] (5) bo grzechy jej narosły - aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie. (6) Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie.

W tym miejscu wielu mogłoby się przyczepić i zapytać, dlaczego Bóg dopuścił zło? Tutaj tak w skrócie odpowiem, co było omawiane szczegółowo w odrębnych publikacjach, że możliwość wyboru i czynienia zła jest koniecznością z punktu widzenia wolnej woli. Gdyby człowiek był zdolny czynić tylko dobro, to nie miałby wolnej woli, byłby co najwyżej zaprogramowanym automatem do czynienia tylko dobra.

Chciałbym się również podzielić luźną refleksją, która być może nie jest związana bezpośrednio z apologetyką - otóż wydaje mi się, że na tym polega miłosierdzie Boże, że Bóg nie potępia nas za to, że więcej takich odchodów wyprodukowaliśmy i nakarmiliśmy nimi innych, niż sami skonsumowaliśmy po innych. I być może na tym polega sprawiedliwość Boża, że ci co więcej jej skonsumowali, niż wyprodukowali, to będą mieli większą chwałę w wieczności, a ci bezczelni, którzy wyprodukowali ją i winą obarczyli Boga, za to że dał im możliwość karmienia swoimi smrodami innych (podobnie jak pijak oskarża Boga o to, że się przewrócił) i nawet nie wysilili się na zwykłe "przepraszam", mogą zostać potępieni.

1. https://www.youtube.com/watch?v=Gc5hndrQHlw

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane