Grzegorz Żebrowski

Komunia na rękę - odparcie zarzutów (v2)

dodane: 2020-10-03
Komunia na rękę - odparcie zarzutów (v2)
Wśród znaczącej części katolików utarło się powszechne przekonanie, że przyjmowanie komunii na rękę jest zwykłym świętokradztwem. (wersja poprawiona poprzedniego artykułu pod tym samym tytułem)

I rzeczywiście - próbując odnaleźć jakieś informacje w internecie, o wiele ciężej znaleźć cokolwiek, co by broniło tej praktyki – zdecydowana większość odnosi się bardzo krytycznie do tej formy przyjmowania Ciała Pańskiego. Jednym z najbardziej popularnych filmów w tym temacie okazał się materiał Wojciecha Cejrowskiego „Cejrowski o Komunii Świętej na rękę”1, takie spojrzenie również promuje serwis PCh24.pl, który notabene nie kryje swojego sceptycyzmu wobec Soboru Watykańskiego II. Jeśli chodzi o wersję tekstową, to oczywiście najpopularniejszym tekstem jest dość często występujący artykuł ks. Paula McDonalda, zamieszczonego np. na stronie gloria.tv2.

Po drugiej stronie barykady można jednak odnaleźć takie materiały jak film Mikołaja Kapusty "Teolog vs. Cejrowski o Komunii św. na rękę"
3, oraz wypowiedzi kilku pojedynczych księży jak np. ks. Rafała Jarosiewicza4, który zwrócił cenną uwagę na naukę papieża Benedykta XVI w przedmiocie sprawy.

 

Postanowiłem w tej notce zebrać najczęstsze zarzuty wysuwane przez przeciwników tej praktyki i pochylić się przez chwilę nad nimi. Oto one:

1. Jest to oczywista profanacja Najświętszego Sakramentu, ponieważ hostia jest bardzo kruchliwa i zawsze jakieś cząstki zostają na rękach tych, którzy przyjmują Ją na rękę, przez co upada to na ziemię, albo pozostaje na ubraniach i dochodzi do profanacji Ciała Jezusa Chrystusa, który tak samo jest obecny w każdej najmniejszej drobince tejże hostii.

2. Ludzie którzy to biorą na rękę robią to ze strachu przed zakażeniem się koronawirusem i jest to zwykły przejaw braku wiary, że Jezus ma moc uchronić nas przed chorobą.

3. jest to bardzo niehigieniczne, ponieważ palcami dotykamy wszystkich przedmiotów, zbieramy zarazki, a następnie tymi palcami wkładamy do ust hostię.

4. Na egzorcyzmach Anelise Michell demony radośnie świętowały z tego faktu, że zmusiły Kościół to podawania komunii "na łapkę".

5. Świadectwo Cyryla jest niewiarygodne, ale za to o wiele bardziej wiarygodnymi są relacje św. Leona, św. Bazylego oraz Grzegorza wielkiego, z których miałoby wynikać, że praktyka przyjmowania do ust była już obecna w IV-V wieku wbrew temu co twierdzą propagatorzy Komunii na rękę.

6. Św. Jan Paweł II nauczał, że przyjmowanie Komunii na rękę jest świętokradztwem, a św. Matka Teresa z Kalkuty głosiła, że jest to gorsze niż aborcja.

7. przy komunii na rękę niebezpieczeństwo upadku na ziemię i tym samym profanacji cząstek Ciała Pańskiego jest o wiele bardziej prawdopodobne, niż w przypadku podawania jej do ust.

8. Świadectwa biblijne przemawiają za komunią do ust…

9. Przyjmowanie Komunii na rękę jest archeologizmem, który przecież został potępiony przez papieża Piusa XII.

10. Przeciwko praktyce komunii na rękę przemawia podobieństwo do praktyki protestanckiej.

11. Forma Komunii na rękę sprzyja większej profanacji polegającej na zanoszeniu hostii do ławek, porzucaniu cząstek na podłogę pod tymi ławkami, czy też w skrajnych przypadkach umożliwia wynoszenie ich z Kościoła przez satanistów.

12. św. Tomasz nauczał, w Summie Teologicznej, że dotykać Ciała Pańskiego mogą tylko osoby i przedmioty konsekrowane – korporał, kielich oraz ręce kapłanów. Inni ludzie mogą dotykać rękoma Komunii świętej wyłącznie w przypadku nagłej konieczności.


Odpowiedzi:

Zarzut nr 1.Jest to oczywista profanacja Najświętszego Sakramentu, ponieważ hostia jest bardzo kruchliwa i zawsze jakieś cząstki zostają na rękach tych, którzy przyjmują Ją na rękę, przez co upada to na ziemię, albo pozostaje na ubraniach i dochodzi do profanacji Ciała Jezusa Chrystusa, który tak samo jest obecny w każdej najmniejszej drobince tejże hostii.

Nie ma wątpliwości, że Kościół w Ogólnym Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego wyraźnie nakazuje puryfikację, opłukiwanie rąk, aby uchronić Ciało Pańskie obecne w okruchach konsekrowanych hostii. W ten oto liturgiczny sposób podkreśla wielkie sacrum i wielką wiarę w Jego prawdziwą obecność w konsekrowanym chlebie. Jednakże dokonuje to jedynie w sposób symboliczny, ponieważ ma świadomość o absolutnej niemożności uchronienia od tejże "profanacji" absolutnie wszystkich cząsteczek. Tym samym musi się jedynie ograniczać tylko do tego, co jest wyraźnie widoczne dla oczu, oraz pewnych symbolicznych i stałych gestów takich jak oczyszczenie pateny nawet, jeśli one są niedostrzegalne. No i właśnie do tejże "absolutnej niemożności" chciałbym teraz nawiązać. Wystarczy tylko zwrócić uwagę, że podczas konsekracji kapłan dotyka swoimi palcami już przeistoczoną hostię, odkłada ją na patenę, a następnie swoimi rękami, którymi przed chwilą dotykał Ciała Jezusa pod postacią łamliwego chleba, dotyka teraz lekcjonarza, a chwilę później nierzadko podaje swoją rękę służbie liturgicznej i wiernym na znak pokoju. Te ręce, które przed chwilą dotykały Najświętszego Ciała Jezusa, a które nie zostały jeszcze obmyte, dotykają teraz innych rąk, oraz dotykają rękojeści kielicha Pańskiego. Zwróćmy uwagę, że ta rękojeść nie jest puryfikowana po zakończeniu obrzędu rozdawania Komunii, ponieważ puryfikowane jest jedynie jego wnętrze. A więc na tej rękojeści również może znajdować się Ciało Pańskie. Ten kielich zostaje zabrany przez ręce ministrantów i odstawiony na bok. I proszę zwrócić uwagę, że tyle samo Chrystusa zostało "sprofanowanego" nawet przez tych, którzy rozdają komunię tylko do ust! Mówiąc "tyle samo Chrystusa" - mam namyśli oczywiście całego Chrystusa, ponieważ cały Chrystus jest obecny w najmniejszej cząstce konsekrowanego chleba. Owszem, można powiedzieć, że po konsekracji kapłan może oczyścić swoje dłonie z ułamków Ciała Pańskiego zgodnie z 278 punktem Ogólnego Wprowadzenia do Mszału Rzymskiego:

278. Ilekroć przylgnie do palców jakaś cząstka Hostii, zwłaszcza po łamaniu Chleba i Komunii wiernych, kapłan powinien otrzeć palce nad pateną, a jeśli to konieczne, obmyć je. Ma również zebrać cząstki znajdujące się poza pateną.

Jednakże problem z tym przepisem jest taki, że sugeruje on wstępne dokonanie oceny, czy taka cząstka przylgnęła do palców, czy też nie i w wypadku kiedy kapłan stwierdzi, że przylgnęła, to wówczas powinien te palce otrzeć, albo opłukać wodą.

Oczywiście,
należy uznać to za konieczność spożycia wszystkich cząstek, jeśli są widoczne na naszym ręku, natomiast w przypadku, kiedy są niewidoczne, to już nie jest to wymagane. Zeznania wielu mistyków, jak i sama nauka Kościoła oraz Biblia w 1 Kor 11,27nn pouczają nas przede wszystkim o tym, że sprofanować Ciało i Krew można nie tyle poprzez nieświadome upuszczenie na ziemię i podeptanie, co przez stan swojego ducha, przez stan grzechu, przez brak należytej duchowej powagi, pokory i świadomości co się teraz dokonuje, poprzez spożywanie Ciała Pańskiego tak jak opłatka wigilijnego, przez niewiarę w Jego obecność.

Bardzo trafnym komentarzem do tego problemu jest opis do filmu o prawidłowym przyjmowaniu Komunii na rękę z kanału Mocnych w duchu5:

Przy udzielaniu Komunii Świętej do ust każdy kapłan kilka razy w roku spotyka sytuację, że Pan Jezus upada na ziemię. Patena czasem uchroni przed tym upadkiem, ale częściej nie uchroni. Przy udzielaniu Komunii Świętej na rękę nie spotkałem się jeszcze nigdy, aby Pan Jezus upadł na ziemię.

Ponieważ film obudził niezwykłą troskę o drobinki chleba pozostające ewentualnie na ręku, należy dopowiedzieć, że Kościół o tym wie. Drobinki konsekrowanego chleba spadają nieustannie na ziemię i na ubranie ludzi, kiedy kapłan pokazuje konsekrowany chleb i mówi "Ciało Chrystusa". Ten ruch ręką do góry i w dół sprawia, że drobinki spadają z chleba na ziemię i na ubranie ludzi. Kiedy w kościele jest mocne światło, widać to bardzo wyraźnie. To się dzieje codziennie i w każdym kościele. Kościół o tym wie.

Właściwością chleba jest to, że jest kruchy i się kruszy. Ten nasz współczesny chleb, to raczej się pyli. Nie da się wszystkiego uzbierać przy łamaniu chleba i dzieleniu się nim. Ale to Bóg wymyślił, że przychodzi w chlebie, wiedząc, że chleb tak się kruszy. Gdyby Jezus chciał ochrony drobinek, to przyszedłby w jabłkach albo szynce, albo w czymś innym. Tymczasem to Bóg wybrał kruszący się chleb. Dlatego nie poprawiajmy Boga! A raczej próbujmy zrozumieć dlaczego tak zrobił. Bóg wybrał chleb wiedząc, że on się kruszy i nie jesteśmy w stanie wyzbierać wszystkich drobinek!

Gdyby misją Kościoła była ochrona odrobinek chleba, to już dawno Kościół zabroniłby sprawowania Mszy św. oraz rozdawania Komunii przez starszych kapłanów, przez kapłanów niedowidzących, przez kapłanów, którym się trzęsą ręce. Już dawno Kościół zabroniłby sprawowania Mszy św. w plenerze oraz rozdawania Komunii na dworze. Nie wolno by było rozdawać Komunii bez dorosłego ministranta z pateną itd. A jednak ochrona drobinek chleba nie jest misją Kościoła!

 

Tradycjonaliści w tym momencie często zwracają uwagę, że przedsoborowa praktyka nakazywała kapłanowi trzymać palce złączone aż do chwili puryfikacji, aby nie uronić żądnego ułamka. Pytanie jakie się nasuwa w związku z tym, to na ile ta praktyka była rzeczywiście skuteczna, na ile gwarantowała, że nie uroni się nic, nawet jeśli kapłan faktycznie wytrzyma i nie rozłączy tych palców aż do puryfikacji, już nic nie mówiąc o tym, czy naprawdę nie zdarza im się nigdy „niechcący” tych palców rozłączyć? No i czy jedynym możliwym przypadkiem, kiedy te okruchy mogłyby upaść na ziemię jest sytuacja, kiedy kapłan rozłączyłby palce? W jaki sposób to miałoby uchronić pylenie się tej hostii przy jej podnoszeniu, albo w ruchu, kiedy kapłan podaje ją do ust?



2. Ludzie którzy to biorą na rękę robią to ze strachu przed zakażeniem się koronawirusem i jest to zwykły przejaw braku wiary, że Jezus ma moc uchronić nas przed chorobą.

Nie ma wątpliwości, że są sytuacje, w których mimo braku naszej wiary, to jednak cuda się dokonują. Mam tutaj na myśli przede wszystkim cud Eucharystii - przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. On zawsze się dokonuje nawet, jeśli nie dajemy temu wiary. Jednak w tym przypadku dzieje się tak, ponieważ sam Chrystus nas zapewnił, że to się będzie działo zawsze i bez wyjątku niezależnie od tego, czy wierzymy, czy też nie. Lecz niestety jest to jedyne takie zapewnienie Boga jakie znam, że ten cud dokonuje się zawsze bez względu na wielkość naszej wiary. Nigdzie nie słyszałem o Jego zapewnieniu, że zawsze podczas sakramentów uchroni nas od wszelkiego zakażenia nawet mimo braku powzięcia elementarnych i zalecanych środków ostrożności. Przypomina to trochę słynną anegdotę, kiedy to podczas powodzi Kowalski wchodzi na dach z wiarą, że Bóg go uratuje. Podpływa łódź i ludzie mówią mu: "wskakuj do łodzi, bo się utopisz". A on mówi: "nie, ja wierzę, że Bóg mnie uratuje". Woda podchodziła coraz wyżej i wyżej i ta sama łódź podpływała do niego jeszcze 2 razy, a on za każdym razem mówił, że nie, bo on wierzy, że Bóg go uratuje. No i w końcu zatonął. Staje przed Bogiem z pretensjami, że on przecież w Niego wierzył, a Bóg go nie uratował. Na to Bóg do Kowalskiego: "3 razy posyłałem po ciebie łódź, a nie chciałeś wsiąść". I taki też przykład dał nam sam Jezus Chrystus na kartach swojej Ewangelii. Mimo iż dysponował mocą boską, to jednak w przypadku zagrożenia, widząc prostą i naturalną metodę na odsunięcie tego niebezpieczeństwa, podejmuje te środki ostrożności. Zobaczmy:

Mt 12:14 Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. [...]

Tak więc niestety niektóre cuda wymagają wiary. I pytanie jakie należałoby postawić wszystkim tym, którzy wymagają od innych wiary w to, że nie zostaną zarażeni - to jaką wiarę trzeba mieć, aby zniwelować ryzyko zakażenia wirusem w przypadku, kiedy poprzednik był zakażony i oblizał palce księdza? Czy większą wiarę niż miał Piotr, gdy widział cuda Jezusa, jak chodził po wodzie i sam chciał po niej chodzić, czy też mniejszą - no i jak mniejszą, to dlaczego mniejszą? Na przykładzie św. Piotra widzimy, że brak silnej i realnej wiary może źle się skończyć, bo zaczął on tonąć.

Z drugiej strony to w jaki sposób
można by się było dowiedzieć, czy osoba zaraziła się koronawirusem podczas komunii, czy też nie? Przecież jak po przyjęciu komunii do ust zachoruje, to zawsze będzie można powiedzieć, że mógł się zarazić w innym momencie - przechodził obok innego zakażonego, dotknął klamki, a potem dotknął np. swojego nosa...


3. To jest bardzo niehigieniczne - jak twierdzi chociażby Wojciech Cejrowski. Ponieważ bierzemy Hostię z brudnej ręki, brudnymi palcami, którymi wcześniej dotykaliśmy klamek, ławek, itp.

Myślę, że jest to sztuczny problem i raczej niewiele mający wspólnego z prawdą, że jest to mniej higieniczna forma. Wystarczy tylko obejrzeć film Mocnych w Duchu6, w którym ojciec jezuita mówi, że prawie w ogóle się nie zdarza, aby ksiądz po rozdawania komunii nie miał kilka razy oblizanych palców. Jeśli chodzi o przyjmowanie na ręke, to przede wszystkim należy przypomnieć, że najczęściej przy wejściu do Kościoła jest dozownik z płynem dezynfekującym. Oprócz tego podając na rękę komunię można brać za krawędź hostii, a ręka, na którą kapłan kładzie hostię może być też lekko wklęsła, dzięki czemu ta hostia nie będzie dotykać całą powierzchnią dłoni, ale oprze się na swoich krawędziach. Więc powierzchnia styku może być minimalna. Również warto zwrócić uwagę, że ludzie praworęczni, którzy najczęściej łapią za klamki prawą ręką, to Komunię przyjmują na lewą rękę i analogicznie odwrotnie dla leworęcznych. I oczywiście nic nie mówiąc o tym, że wielu ludzi nie tyle się boją zarażenia, co raczej mają opór wewnętrzny wobec dotykania ustami oblizanych palców kapłana przez poprzedników. Zwyczajnie wolą przyjąć samego Jezusa, bez śliny innych wiernych. I takich moim zdaniem też trzeba uszanować, jak również uszanować tych, którzy mają obawy przed zakażeniem koronawirusem, jak i tych, dla których taka forma jest o wiele piękniejszą formą czci wobez naszego Pana.

 


4. Na egzorcyzmach Anelise Michell demony radośnie świętowały z tego faktu, że zmusiły Kościół to podawania komunii "na łapkę".
- To jest popularny argument znany z wypowiedzi Lecha Dokowicza podczas uroczystości wywyższenia Krzyża w 2019 roku7. Ku mojej radości zobaczyłem, że ludzie sobie spokojnie poradzili z tym argumentem - o czym można się przekonać w komentarzach pod tym filmem.

Ale dla czytelników oczywiście wyjaśnię to jeszcze i tutaj. Otóż problem w tym, że my nie mamy żadnego powodu, aby wierzyć demonom przemawiającym podczas egzorcyzmów.
Nie mamy podstaw dawać im wiarę nawet jak egzorcysta zaklina demona, aby mówił zgodnie z prawdą i tylko to, na co pozwala mu Bóg. Nie ma żadnego powodu, aby uznać, że Bóg faktycznie coś każe demonom mówić, bo tym samym demony mogą wykorzystać tę sytuację, że słuchacze są przekonani o tym, że mówią z rozkazu Boga, aby ich zwieść. Ten argument można łatwo obrócić przeciwko sceptykom twierdząc, że szatan wykorzystał tę okazję, aby wprowadzić sztuczne zamieszanie, aby zamącić ludziom w głowie sztucznym problemem komunii na rękę, aby w ten sposób ludzie bardziej się koncentrowali na postawie zewnętrznej, niż na swojej postawie wewnętrznej, oraz czystości swojego serca.

 


5.Starożytne świadectwa...

Tutaj chciałbym się odnieść do zarzutów podważających wiarygodność świadectwa Cyryla oraz do przytoczonych fragmentów ojców Kościoła z których rzekomo miałoby wynikać, że praktyka komunii do ust była powszechna już w V, a nawet w IV wieku. Jest to odniesienie do świadectw przywoływanych przez ks. Paula McDonalda, który podaje ich aż trzyw paragrafie zatytułowanym dramatycznie "Nieubłagana wymowa faktów". Pisze on:

Papież św. Leon Wielki (440-461) już w piątym wieku jest wczesnym świadkiem tradycyjnej praktyki. W swych komentarzach do szóstego rozdziału Ewangelii według św. Jana mówi o Komunii do ust jako o panującym wówczas zwyczaju: "Przyjmuje się do ust to, co uznaje się przez wiarę"(2). Papież nie mówi o tym, jakby wprowadzał jakąś nowość, ale tak, jakby był to przyjęty od dawna zwyczaj.

- Niestety z tego ustępu nie wynika, że przyjmowanie do ust było obecną praktyką. Podobnie i dzisiaj mówimy, że dziecko wszystko co znajdzie na ziemi, to bierze do ust - lecz z tego nie wynika, że bierze bezpośrednio do ust bez udziału rąk, ale raczej chodzi o to, że te przedmioty bierze do ręki, po czym wsadza do ust.

Dalej ks. Paul pisze:


Około 150 lat później, ale nadal trzy wieki przed czasem, w którym praktyka ta miałaby być rzekomo wprowadzona, papież św. Grzegorz Wielki (590-604) jest kolejnym jej świadkiem. W swych dialogach (Rzym 3, rozdz. 3) opowiada, jak papież Agapit uczynił cud podczas Mszy, po umieszczeniu Ciała Pańskiego w ustach wiernego. Również Jan Diakon wspomina o sposobie udzielania Komunii przez tego papieża.

- No to już jest lepszy przykład... lecz niestety tutaj mamy pewną manipulację i niedopowiedzenie. Myślę, że wszystko stanie się jasne, jeśli zacytujemy ten fragment z Grzegorza Wielkiego:

GRZEORZ WIELKI DIALOGI, KSIĘGA TRZECIA, 3. O papieżu Agapicie

Wkrótce potem, ze względu na sprawę Gotów, błogosławiony Agapit kapłan świętego Kościoła Rzymskiego, któremu z woli Bożej służę, przybył do cesarza Justyniana. Pewnego dnia, jeszcze w czasie podróży na ziemi greckiej, przyprowadzono do niego człowieka ślepego i kulawego, który nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa ani podnieść się z ziemi - aby go uleczył. Gdy krewni kulawego przyprowadzili go, płacząc, mąż Boży z niepokojem zapytał, czy wierzą w jego uzdrowienie. Odpowiedzieli, że wierzą, iż zostanie uzdrowiony mocą Boga i powagą Piotra. Mąż Boży natychmiast pogrążył się w modlitwie, rozpoczął mszę świętą i złożył ofiarę w obecności Boga wszechmogącego. Po jej zakończeniu, odchodząc od ołtarza, wziął za rękę kulawego i wobec obecnych tam ludzi postawił go na nogi. A gdy włożył mu do ust Ciało Chrystusa, język od dawna niemego rozwiązał się i zaczął on mówić IB. Wszyscy pełni podziwu zaczęli płakać z radości, a dusze ich ogarnął lęk i bojaźń, gdy zobaczyli co Agapit mógł uczynić mocą Pana i za wstawiennictwem Piotra.


Zwróćmy uwagę, że ten człowiek nie mógł ani mówić, ani widzieć, nie mógł się podnieść - co wskazywało na pewnego rodzaju upośledzenie, albo nawet wręcz paraliż, więc w jaki sposób człowiek ten mógłby przyjąć Ciało Pańskie na rękę zgodnie z obowiązującym zwyczajem?

No i trzecie - ostatnie świadectwo:


Św. Bazyli (330-379) mówi wyraźnie, że przyjmowanie Komunii do ręki jest dopuszczalne jedynie w czasie prześladowania albo w przypadku mnichów przebywających na pustyni, kiedy nie ma diakona ani kapłana, by Ją podać: "Gdy zaś w czasie prześladowania jest ktoś zmuszony z braku kapłana lub diakona wziąć Komunię własną ręką, to nie jest to grzechem" (list 93).

- No i tutaj również... szkoda, że autor nie rozróżnia brania Komunii na rękę od brania Komunii własną ręką, bo tak się składa, że mowa jest o tym drugim, a nie o pierwszym... A praktyka samodzielnego brania komunii swoją własną ręką nie jest obecna do dzisiaj – innymi słowy – nikt nie ma prawa jej brać własnymi rękami z ołtarza, albo wyciągać z kielicha. Czasami sceptycy argumentują, że nie ma różnicy pomiędzy braniem własną ręką, a braniem na rękę, bo w tym drugim przypadku i tak i tak finalnie bierzemy to przecież własną ręką. Abstrahując że ten zarzut jest bezpodstawny, bo jeśli byłaby to prawda, to oznaczałoby to, że również możemy brać hostię samodzielnie z kielicha – a jednak nie możemy tak robić, to jednak w przypadku tego argumentu nie ma to żadnego znaczenia. Wystarczy tylko uprawdopodobnić (nawet nie ma potrzeby tego dowodzić), że w tym fragmencie właśnie o to chodziło autorowi, aby pokazać, że nie jest to niezbity dowód na obecność tej praktyki w IV wieku.

No i na koniec warto zwrócić uwagę w jaki to sposób ksiądz Paul chce podważać świadectwo Cyryla. Otóż twierdzi on, że tekst jest nieautentyczny, na co wskazywać by mogły słowa Cyryla, który zachęca również do uświęcenia oczu przez zetknięcie ze świętym ciałem, oraz to samo zrobić z krwią Pańską, gdy usta są jeszcze wilgotne. Dla autora jest to dziwaczne i zabobonne, a tym samym wg niego miałoby wskazywać, że nieautentyczne. Nie wiem co autor tutaj widzi zabobonnego, ale niestety to smutne - wszystko co się nie podoba i nie pasuje do założonej sobie doktryny zawsze można odebrać autentyczność z dowolnego powodu - tym razem tym powodem była rzekoma zabobonność (arbitralnie orzeknięta przez ks. McDonalda) tych wskazań Cyryla. Być może ktoś za 1000 lat będzie chciał podważyć autentyczność współczesnego kultu relikwii, albo tego, że w święto św. Błażeja kapłani przykładają dwie świece ludziom do gardeł, bo uzna to sobie również za zabobonne. Gdybym nie wiedział o całym kontekście Grzegorza Wielkiego, to również mógłbym powiedzieć, że ten tekst był dodany przez kogoś, kto zmyślił sobie historyjkę o rzekomym cudzie, aby kłamliwie propagować praktykę komunii do ust. Oczywiście nie będę tego robił, tym bardziej, że nawet nie ma takiej potrzeby, jednak pokazuję jak to wygląda rzetelność tego autora, który wykorzystuje prymitywny i dość popularny sposób polegający na zakwestionowaniu autentyczności przekazu.

 

Świadectwo Cyryla zdaje się potwierdzać świadectwo Teodoreta z Cyru (słowa przytoczone przez ojca Tomasza Kwietnia na łamach „W drodze” nr 309, który miał napisać coś takiego:

 

Należy rozważyć, jak podczas św. misterium bierzemy członki oblubieńca, całujemy je, obejmujemy je i dotykamy nimi naszych oczu.
 

W filmie "Komunia św. na rękę - ratunek przed tzw. pandemią czy klęska Kościoła?"8 na kanale Bractwa św. Piusa X pojawił się zarzut wobec tego świadectwa. Otóż ks. Jakub Wawrzyn zwrócił uwagę na to, że jest ono bezwartościowe, bo Teodoret z Cyru był rzekomo arianinem, a więc nie uznawał Bóstwa Chrystusa, co za tym idzie, uprawnia nas do wniosku, że tę wypowiedź możemy uznać za heretycką. Jednak księdzu Wawrzynowi chyba coś się pomyliło. Teodoret z Cyru nie był żadnym arianinem, był biskupem Kościoła. Otarł się o herezję nestorianizmu, bronił ten pogląd, lecz z tego, co wiadomo, nie odłączył się od Kościoła, oraz nie podzielał wszystkich poglądów tej nestoriańskiej doktryny. Warto dodać, że Nestoriusz był człowiekiem, o którym wiadomo, że bezwzględnie zwalczał arian. Ale tak naprawdę, to nie ma to nawet żadnego tutaj znaczenia! Należy zwrócić uwagę, że świadectwo Teodoreta nie nosi żadnych znamion jego prywatnych poglądów, a jedynie są wzmianką o istniejącej pewnej praktyce ówczesnego Kościoła, praktyce, która doskonale koreluje ze świadectwem św. Cyryla i stanowi jego doskonałe potwierdzenie. Nawet jeśli Teodoret zbłądził w doktrynie, to jednak zwróćmy uwagę, że cały czas utożsamiał się z Kościołem, a zarzuty, jakie mu stawiano dotyczyły jedynie poglądów a nie stosowania samowolnych praktyk niezgodnych ze zwyczajem ówczesnego Kościoła.

 

W tym miejscu warto przytoczyć jeszcze dwa inne świadectwa:

Dionizego z Aleksandrii w korespondencji z papieżem Sykstusem II :
 

[…] Powiedziałem mu, że wystarczy mu wieloletnia łączność z Kościołem, ponieważ słuchał on słów eucharystycznych i razem ze wszystkimi odpowiadał "amen" i stał przy stole i wyciągał ręce na przyjęcie świętego pokarmu i brał go i miał przez długi czas udział w ciele i krwi Pana naszego […]
 

oraz świadectwo św. Jana Damasceńskiego z VIII wieku:
[…] Zbliżamy się z gorącym pragnieniem i mając dłonie ułożone na sobie w kształt krzyża bierzemy na nie Ciało Ukrzyżowanego, a zwracając ku Niemu oczy, usta i czoło, przyjmujemy ten węgiel, aby ogień naszej tęsknoty połączony z jego żarem spalił nasze grzechy, oświecił serca, a uczestnictwo w Bożym płomieniu rozpłomieniło nas i przebóstwiło […]

 



Sam kardynał Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, swojej książce pt.
Służyć Prawdzie w rozdziale "Komunia święta do IX wieku - 13.VI. Jak przyjmować Komunię świętą?" pisał:

"Otóż wiemy, że aż do IX wieku Komunię św. przyjmowano stojąco, do ręki, co nie znaczy, że tak miało pozostać na wieki."
 


6. Św. Jan Paweł II nauczał, że przyjmowanie Komunii na rękę jest świętokradztwem, a św. Matka Teresa z Kalkuty głosiła, że jest to gorsze niż aborcja.

Myślę, że dobrą odpowiedzią jest artykuł zamieszczony na serwisie pl.aleteia.org z którego wynika że jest to zwykła nieprawda, nie ma żadnego potwierdzenia w pismach tego papieża, a sam Jan Paweł II zawsze udzielał komunii do rąk, gdy tylko ktoś sobie tego życzył9.


Niestety podobnie z Matką Teresą z Kalkuty - nie wiem kto szerzy takie informacje, ale nieznane są żadne źródła, które potwierdzają te jej rzekome słowa.
 

W tym miejscu warto dodać, że w sieci nie brakuje zdjęć papieża Benedykta XVI, który jest uważany za najbardziej tradycyjnego papieża po Soborze Watykańskim II, a który to udziela Komunii na rękę. Czy on też popełniał świętokradztwo?

  

 

Warto też wrócić do tej książki kard. Ratzingera „Służyć Prawdzie10 w rozdziale "Komunia święta do IX wieku - 13.VI. Jak przyjmować Komunię świętą?" i zacytować jej dalszy fragment:

 

Jak przyjmować Komunię świętą? Klęcząc czy stojąc? Na rękę czy do ust? Naprzód trzeba powiedzieć, że obydwa sposoby są dopuszczalne. Może ktoś zapytać: czy tolerancja jest tu na miejscu? Otóż wiemy, że aż do IX wieku Komunię św. przyjmowano stojąco, do ręki, co nie znaczy, że tak miało pozostać na wieki. Albowiem piękno i wielkość Kościoła polega na tym, że rośnie, dojrzewa i Tajemnicę pojmuje coraz to głębiej. W tym sensie nowe formy powstające po IX wieku mają jako wyraz czci dla Najświętszego Sakramentu swe pełne uzasadnienie. Z drugiej strony musimy jednak powiedzieć, że jest rzeczą niemożliwą, aby Kościół do IX wieku, więc przez 900 lat przyjmował Eucharystię niegodnie. Czytając teksty Ojców Kościoła, widzimy, z jaką czcią i gorącością ducha przyjmowano Komunię. U św. Cyryla — IV wiek — znajdujemy szczególnie piękny tekst. Mówi on w swej katechezie, jak wierni mają przystępować do Komunii świętej. Zbliżając się do ołtarza mają kłaść prawą rękę na lewą, aby w ten sposób obie dłonie utworzyły tron i krzyż zarazem dla Króla. Cyrylowi chodzi o ten symboliczny wyraz pełen piękna i głębi: ręce człowieka tworzą krzyż, który staje się tronem dla zstępującego Pana. Wyciągnięta, otwarta ręka staje się znakiem postawy człowieka wobec Chrystusa: człowiek roztwiera przed Nim szeroko swe ręce. Zważywszy to wszystko, dochodzimy do przekonania, że jest rzeczą fałszywą spierać się o tę lub ową formę. Nie powinniśmy zapominać, że nie tylko nasze ręce są nieczyste, lecz także nasz język, nasze serce; że językiem grzeszymy często więcej niż rękoma. Największym ryzykiem podjętym przez Boga i równocześnie wyrazem Jego miłosiernej miłości jest to, że nie tylko ręce i język, lecz także i nasze serce może Go dotykać.

 


7. przy komunii na rękę niebezpieczeństwo upadku na ziemię i tym samym profanacji cząstek Ciała Pańskiego jest o wiele bardziej prawdopodobne, niż w przypadku podawania jej do ust.

W tym miejscu chciałbym nawiązać do eksperymentu ukazanego przez pana Cejrowskiego w jego filmie, w którym widać, że hostie rzucone na podłoże pozostawiają po sobie okruchy. Jednakże mamy tutaj do czynienia z pewną manipulacją. W tym eksperymencie (co widać na filmie) hostie zostały rzucone z pewnej wysokości na twarde podłoże w w ilości wielu sztuk. Nie jest to to samo, gdy kapłan kładzie łagodnie tę hostię na nasze miękkie ręce. Ja wiele razy przyjmowałem Komunię na rękę i jeszcze ani razu nie widziałem na rękach jej odłamka. Oczywiście nie przeczę, że mogą być na nich mikrocząstki, ale takie same cząstki mogą na ziemię upadać w dowolnym momencie również w procesie zwykłego pylenia przy ruchu podawania hostii do ust. A z Ciałem Chrystusa nie jest tak, że im więcej cząstek upadnie, tym więcej Chrystusa upadnie na ziemię. Chrystus jest obecny w całości w każdej cząstce - nawet tej najmniejszej. Więc niezależnie od tego, czy podajemy do ust, czy do rąk, Ciało Chrystusa zawsze upada na ziemię i to wielokrotnie. I co najważniejsze w tym wszystkim – Kościół o tym wie, wie od dawna! Jeszcze raz cytując opis pod filmem mocnych w duchu: Sam Jezus wybrał na swoje Ciało właśnie chleb, który jest ze swojej natury kruchy. Gdyby to było aż tak ważne, aby Jego Ciało się nie profanowało poprzez upadek na ziemię, to mógłby wybrać coś innego niż chleb. No i kolejny ważny problem z tym zarzutem - skąd wiadomo, że przypadkowy i niezauważony upadek Ciała Pańskiego jest dla Jezusa profanacją? Skąd wiadomo, że to sprawia ból i cierpienie naszemu Zbawicielowi? Wielokrotnie słyszałem z różnych objawień mistyków, że największym brudem i zniewagą, której boi się Jezus, to nasz brud duchowy, stan grzechu, niegodna postawa duchowa (brak świadomości, kogo się przyjmuje, spożywanie Ciała Pańskiego tak jak się spożywa opłatek wigilijny). Tutaj właśnie niestety "zasługą" tych sceptyków jest to, że ludzie bardziej się koncentrują na postawie zewnętrznej niż wewnętrznej.

 


8.Biblijne świadectwa.

Tutaj sceptycy komunii na rękę, tacy jak np. wspomniany ks. McDonald podają fragmenty takie jak (Ez 2, 8-9).

"I rzekł [Pan] do mnie: (...) «A ty, synu człowieczy, słuchaj, co ja mówię do ciebie, a nie bądź drażniący, jak dom drażniący jest; otwórz usta twoje, a jedz, co ja daję tobie». I ujrzałem, a oto wyciągnięta do mnie ręka, w której była zawinięta księga. (...) I rzekł do mnie: «Synu człowieczy, cokolwiek znajdziesz, zjedz; zjedz tę księgę, a idź i mów do synów Izraelowych». I otworzyłem usta moje, i nakarmił mnie ową księgą, i rzekł do mnie: «Synu człowieczy, brzuch twój jeść będzie, a wnętrzności twoje napełnią się tą księgą, którą ja daję tobie». I zjadłem ją, a była w ustach moich jak miód słodka" (Ez 2, 8-9).

Ks. McDonald ładzie nacisk na to, że Bóg daje Ezechielowi coś bezpośrednio do ust. Nie wiem, w jaki sposób ten fragment można wiązać z problemem przyjmowania Eucharystii do ust lub na rękę, ale aby ukazać stronniczość autora, należy spytać, dlaczego nie zacytował fragmentu z Apokalipsy, który jest bliźniaczo podobny i wyraźnie nawiązujący do tego ustępu z księgi Ezechiela, a wygląda on tak:

Ap 10,9 Poszedłem tedy do anioła i powiedziałem mu, by mi dał książeczkę. A on rzecze do mnie: *Weź* (gr. labe) i zjedz ją; gorzkością napełni żołądek twój, lecz w ustach twoich będzie słodka jak miód.

W tym fragmencie jest wyraźne wezwanie do tego, aby *WZIĄĆ* (greckie labe) i zjeść.
Widzimy tu zwrot "weź i zjedz", co w normalnych warunkach i w kontekście czynności jedzenia powinno się kojarzyć ze zwykłą czynnością polegającą na tym, że aby coś zjeść, to najpierw trzeba wziąć do ręki i wsadzić sobie samodzielnie do ust. Gdyby w tym przekazie chodziło o coś nadzwyczajnego, to można by się było spodziewać innego doboru słów niż tego zwykłego zwrotu "weź i zjedz".

Otworzenie ust i napełnienie ich zwojem wcale nie musi nawiązywać do Eucharystii, bo może również dobrze kojarzyć się z otwarciem ust jako gotowości do głoszenia słowa Boga i Jego zapewnieniem, że te usta zostaną napełnione słowem Bożym, na co wskazuje najbliższy kontekst tego ustępu, jak również występuje to chociażby w takich fragmentach jak Ps 51,17; Prz 31,8-9.

Fragmentem o wiele bardziej nawiązującym do Eucharystii, który jest traktowany przez Kościół jako jej starotestamentalną zapowiedź, jest scena z 1 Krl rozdział 19, w którym to Eliasz zagrożony śmiercią uciekał przez pustynię i kiedy wyczerpały mu się siły, prosił Boga o śmierć. Wówczas ujrzał anioła, który go obudził, podał mu podpłomyk i dzban wody i powiedział, żeby wstał i jadł, bo przed nim długa droga. Po czym ta sytuacja powtórzyła się powtórnie i jak podaje Biblia, Eliasz szedł o mocy tego pokarmu czterdzieści nocy. Dlaczego ks. McDonald tego nie przytoczył? Czyżby dlatego, że nie bardzo pasowało mu do założonej sobie tezy, bo w tym fragmencie Eliasz sam wziął ten pokarm i zjadł i nie ma żadnej wzmianki, aby ktoś mu ten pokarm włożył do ust?

1 Krl 19,7 Anioł Jahwe znów po raz drugi dotknął go i rzekł: Wstań, jedz, bo [czeka] cię zbyt długa droga."


Czasem można znaleźć powoływanie się również i na inne fragmenty - np. o tym, że Jezus podał chleb umoczony w misie Judaszowi. Lecz niestety w tych fragmentach nigdzie bezpośrednio nie wynika, jakoby podał bezpośrednio do ust, a nie za pośrednictwem rąk. Na ostatniej wieczerzy widzimy bardzo wyraźne słowa "bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje".

9. Przyjmowanie Komunii na rękę jest archeologizmem, który przecież został potępiony przez papieża Piusa XII

Dla wyjaśnienia – archeologizm odnosi się do pewnego trendu myślowego, z jakim zetknął się papież Pius XII opierającego się na przekonaniu, że Kościół powinien wracać do praktyk, które były obecne w starożytności, ponieważ wg propagatorów tej myśli miałoby to być lepsze i bliższe tradycji apostolskiej. Taką koncepcję skrytykował wspomniany papież w swojej encyklice „Mediator Deiargumentując (w takim telegraficznym skrócie), że ten kierunek myślenia jest niewłaściwy i kwestionuje to, że Duch Święty opiekuje się Kościołem na przestrzeni wieków i tym samym papież uznał to za błędny sposób rozumowania.

 

Jednakże taki argument tradycjonalistów nie jest trafiony, ponieważ to co się zbiega z archeologizmem nie oznacza, że jest podyktowane tymże arechologizmem. Papież Pius XII potępił jedynie to, co jest właśnie tym archeologizmem podyktowane. A to że ta praktyka komunii na rękę nie była podyktowana lepszością jedynie z tego powodu, że była pierwotna i starożytna, to wystarczy tylko zwrócić uwagę na to, że zgodnie ze świadectwem św. Cyryla Ciało Pańskie było całowane, obejmowane, oraz dotykano nimi oczu. Gdyby ktoś się kierował tym archeologizmem, to prawdopodobnie chciałby przywrócić również i te elementy ze starożytnych świadectw.

 

Z kolei nawet jeśli przyznać rację tradycjonalistom i uznać to za archeologizm (choć jak ukazałem to wyżej – oczywiście nim nie jest) to warto zauważyć, że następni papieże nie byli zobligowani do trzymania się nauk swoich poprzedników, gdyby tylko mieli inne zdanie w jakiejś kwestii - dla przykładu posoborowy papież (po Soborze Trydenckim) Sykstus V zabronił ingerencji w przekład Pisma Świętego i zabronił pod ekskomuniką wydawanie innych przekładów, niż łacińska. Jego łaciński przekład został wycofany natychmiast po jego śmierci, a również jak wiadomo, Biblia w językach narodowych była wydawana z katolickim imprimatur nawet przed Soborem Watykańskim II – ograniczenie to zostało zniesione przez papieża Benedykta XIV w 1753 r. w konstytucji Sollicita ac provida.

 

10. Przeciwko praktyce komunii na rękę przemawia podobieństwo do praktyki protestanckiej.

Taki argument wysnuł ksiądz Wawrzyn z bractwa św. Piusa X w swoim filmie „Komunia św. na rękę - ratunek przed tzw. pandemią czy klęska Kościoła?argumentując, że taka forma komunii jest do złudzenia podobna do praktyki protestanckiej i że mamy do czynienia z protestantyzacją Kościoła katolickiego. Niestety taka logika myślenia nie jest poprawna, ponieważ upodobnienie się pod pewnymi względami pewnego zjawiska do innego, które nie jest uznawane za prawdziwe, nie oznacza od razu że to pierwsze z automatu też nie jest właściwe, oraz nie oznacza, że ci, którzy spowodowali to upodobnienie, kierowali się tym, aby właśnie to podobieństwo zaszło – czyli zrobili to w celu upodobnienia, a nie z tego powodu, że za tym stały jakieś konkretne racje. Tutaj wystarczyłoby zwrócić uwagę tradycjonalistom, że podobnego argumentu używają Świadkowie Jehowy - aby podważyć nasze katolickie zwyczaje, to przytaczają podobieństwa do praktyk pogańskich. I tutaj oczywiście nie oszczędzają żadnych naszych świąt katolickich – od Wielkiej Nocy aż po Boże Narodzenie. I faktycznie, jeśli by się przyjrzeć niektórym zwyczajom, które w naszej tradycji są od niepamiętnych czasów, to może się okazać że część z nich mogła być zainspirowana takimi praktykami. Dlatego przypuszczam, że zwrócenie uwagi na to tradycjonalistom nie musiałoby skutkować tym, że takie praktyki zostałyby przez nich odrzucone. Z drugiej strony warto zaznaczyć, że przyjęcie pewnych praktyk od protestantów nie jest dla nas żadną nowością. Weźmy chociaż biblię – zarówno w języku narodowym, jak i przekłady z języków oryginalnych. Po soborze trydenckim było zabronione drukowanie Biblii w językach narodowych. Robili to wyłącznie protestanci. Zakaz ten został zniesiony dopiero w XVIII wieku przez papieża Benedykta XIV. Ale i tak dalej można było publikować tłumaczenia jedynie z Wulgaty. Z języków oryginalnych tłumaczyli dalej – towarzystwa biblijne, które były prowadzone przez protestantów. I co więcej, przez długi czas Kościół się temu sprzeciwiał i surowo potępiał11. To ograniczenie zostało zniesione dopiero przez papieża Piusa XII, czyli jak widzimy – nawet przed Soborem Watykańskim II, czyli domniemywam, że co do tego aktu nie powinni mieć zastrzeżeń nawet tradycjonaliści. Tak więc po tym zniesieniu nagle wszyscy przyklasnęli i stwierdzili, no że jednak protestanci mieli rację… No cóż... Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nikomu nie przyjdzie nagle do głowy pomysł, aby jednak wrócić do łaciny, co by zbytnio nie upodabniać się do nich. Ciekawostką może być jeszcze to, że w to właśnie protestanci najbardziej podtrzymują kreacjonizm i zbudowali potężną apologetykę broniącą tę koncepcję i obalającą ewolucjonizm. Kościół jakiś czas temu pod tym względnem zdaje się, że w znacznej mierze przychylił się ewolucjonizmowi, ale pod wpływem protestanckiego dorobku coraz częściej można obserwować powrót do kreacjonizmu. Więc widzimy, że w pewnym miejscu odróżniliśmy się od nich w poglądach (tzn. oni zawsze uważali, że kreacjonizm jest prawdziwy, a myśmy w dość sporej części przystali na ewolucjonizm) - no to może powinniśmy zapytać tradycjonalistów czy może właśnie powinniśmy definitywnie zostać w tym ewolucjonizmie, aby podkreślić swoją odmienność w poglądach wobec nich? Oczywiście to pytanie zadałem z przekąsem, bo dla tradycjonalistów oczywiście jedyną słuszną opcją jest kreacjonizm - czyli to, co wyznają protestanci od zawsze i obudowali to zaawansowaną apologetyką (czego nie można powiedzieć o nas, bo w naszym Kościele zdania są mocno podzielone). No i kolejny punkt. Dlaczego powinniśmy się odróżniać w poglądach od protestantów, a nie np. od prawosławnych? Przecież prawosławni przyjmują komunię bezpośrednio do ust i to właśnie oni bardziej akcentują naszą nieprzychylność wobec naszego Kościoła niż protestanci. Dla tradycjonalistów wszyscy ci, którzy nie są podlegli papieżowi, to są heretycy, schizmatycy będący po za Kościołem. A podobieństwo katolicyzmu do prawosławia jest przeogromne - a zwłaszcza w wydaniu przedsoborowym. Aż dziwi ta ich niekonsekwencja, że nie poświęcają aż tak wielkiej uwagi na to, aby jak najbardziej odróżnić się od nich, skoro ten aspekt jest dla nich tak ważny.

I w tym wszystkim to już teraz nie bardzo wiem, co miałoby wg tradycjonalistów być przyczyną przyjęcia praktyki Komunii na rękę - czy archeologizm (czyli chęć powrotu do formy starożytnej na zasadzie - "im bardziej pierwotne, tym lepsze"), czy też chęć upodobnienia się do praktyki protestanckiej - bo zdaje się, że jedno zaprzecza drugiemu. Jednak pamiętajmy, że w tym wszystkim najważniejsze jest to, że dla nas po dziś dzień ta konsekrowana hostia nie jest symbolem, ale prawdziwym, substancjalnym Ciałem Naszego Pana Jezusa Chrystusa. I pod tym najbardziej fundamentalnym i tak naprawdę – jedynym istotnym względem nic się nie zmieniło. Tym samym nie ukrywam swojego rozgoryczenia postawą tradycjonalistów, dla których chyba jednym z najważniejszych celów jest podkreślanie i mocne akcentowanie odmienności wobec protestantyzmu – czasem mam wrażenie, że to nawet bierze górę nad tym, co jest najbardziej istotne w naszej wierze.

 

11. Forma Komunii na rękę sprzyja większej profanacji polegającej na zanoszeniu hostii do ławek, porzucaniu cząstek na podłogę pod tymi ławkami, czy też w skrajnych przypadkach umożliwia wynoszenie ich z Kościoła przez satanistów.

W tym momencie trudno nie zgodzić się z takim zarzutem, ale jednak i w takim rozumowaniu można dostrzec jeden bardzo poważny błąd. Otóż nie walczmy z formą komunii na rękę, ale walczmy z praktyką zanoszenia Najświętszego Sakramentu do ławek. Podobnie jak pozwolenie na jazdę samochodem powoduje łamanie przepisów drogowych. Nie zabraniajmy jeździć samochodem, ale walczmy z łamaniem tych przepisów. Metodą zaradzenia tego problemu może być egzekwowanie, aby wierni spożywali Ciało Pańskie bezpośrednio przy szafarzu. W przypadku oddalania się kogoś z hostią, szafarz powinien wstrzymać rozdawanie komunii i podążyć za taką osobą (albo poprosić wiernych o jej zatrzymanie) i wyegzekwować, aby przy nim to Ciało Pańskie zostało spożyte. Jeśli chodzi o satanistów – to argument jest o tyle słaby, że podobnie jak nie jesteśmy w stanie zapobiec świadomej profanacji w przypadku komunii na rękę, to dokładnie tak samo nie jesteśmy w stanie zapobiec takiej samej profanacji w przypadku przyjmowania Komunii do ust – bo przecież taka osoba zawsze może po przyjęciu hostii wyjąć ją sobie z ust i wsadzić do kieszeni.

 

12. św. Tomasz nauczał, w Summie Teologicznej, że dotykać Ciała Pańskiego mogą tylko osoby i przedmioty konsekrowane – korporał, kielich oraz ręce kapłanów. Inni ludzie mogą dotykać rękoma Komunii świętej wyłącznie w przypadku nagłej konieczności.

Istotą poprawnej interpretacji jakiejkolwiek nauki zarówno w prawie jak i w teologii jest opieranie się na rzeczywistym i zamierzonym znaczeniu, a nie na literalnym brzmieniu.

Jeśli mielibyśmy się kierować literalnym zrozumieniem nauki św. Tomasza i na jej podstawie wyciągać wniosek, że w tych słowach św. Tomasz uczy nas, że w absolutnie żadnym wypadku nie wolno nam dotknąć Komunii rękami - czyli wniosek taki, że można nam dotykać jedynie ustami i językiem – to wówczas można by było na tej podstawie wyciągać absurdalne wnioski. Dla przykładu można by było wówczas powiedzieć, że co prawda swoimi niekonsekrowanymi rękami nie możemy odnieść monstrancji z Najświętszym Sakramentem z ołtarza, ale swoimi ustami - o ile tylko bylibyśmy w stanie - to możemy tego dokonać, bo wg tejże nauki co prawda nasze ręce nie mogą tego dotykać, ale usta już nie są obwarowane tym zakazem. Tymczasem nauka św. Tomasza dotyczy czegoś zupełnie innego i może wskazywać, że nic nie uprawnia nas do dotykania Najświętszego Sakramentu żadną częścią ciała w sytuacji, kiedy nasze ręce nie zostały konsekrowane - np. w takich sytuacjach jak rozdawanie Komunii, przenoszenie monstrancji, przenoszenie hostii z i do tabernakulum itp. Jednakże przystępowanie do stołu Pańskiego przez wiernych było czymś oczywistym dla św. Tomasza, więc tym samym uprawnia nas to do przyjęcia wniosku, że jedyną oczywistą okolicznością uprawniającą nas do dotykania Najświętszego Sakramentu naszym niekonsekrowanym ciałem jest moment przyjęcia Ciała Pańskiego jako swojego własnego pokarmu. Żadna inna okoliczność (taka jak np. dotykanie Ciała Pańskiego w monstrancji), o ile nie jest usprawiedliwiona jakąś szczególną, absolutnie konieczną sytuacją (np. w celu uchronienia przed zamierzoną profanacją) nie jest dopuszczalna. I o to tutaj właśnie chodziło, a nie o wskazanie, że język i usta są bardziej uprawnione od naszych rąk. Tym samym ta nauka w żaden sposób nie uchybia formie przyjmowania Komunii na rękę.

 

1 Cejrowski o Komunii na rękę: https://www.youtube.com/watch?v=XTLX14fc7uA

2 Artykuł ks. Paula McDonalda https://gloria.tv/share/S9GGsMBha36s3JCtDdRrGC1hA

3 Film Mikołaja Kapusty „Teolog vs Cejrowski o Komunii św. na rękę”: https://www.youtube.com/watch?v=PA9-kioxrPI

4 Głos ks. Rafała Jarosiewicza w przedmiocie sprawy: https://wiadomosci.onet.pl/religia/opinie/komunia-swieta-na-reke-nie-jest-swietokradztwem-opinia/4tcxxsn

5 Film o prawidłowym przyjmowaniu Komunii na rękę z kanału Mocnych wraz z opisem pod filmem https://www.youtube.com/watch?v=AkxsKesRr3Y

6 Tamże

7 Fragment wypowiedzi Dokowicza podczas uroczystości Podniesienia Krzyża w 2019r. https://www.youtube.com/watch?v=bYryGRUCTd8

8 Materiał z kanału FSSPX Polska „Komunia św. na rękę - ratunek przed tzw. pandemią czy klęska Kościoła?” https://www.youtube.com/watch?v=3V7E0w0m0xo

9 https://pl.aleteia.org/2020/06/02/czy-jan-pawel-ii-krytykowal-przyjmowanie-komunii-sw-na-reke-wyjasnienie-sprawy/

10 Książka Służyć Prawdzie dostępna na stronie: https://docer.pl/doc/x1ecesx

11 https://pl.wikipedia.org/wiki/Przek%C5%82ady_Biblii

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane