Fiński profesor biochemii odkrył, że darwinowska teoria ewolucji to tylko bajeczka
Matti Leisola to mój ulubiony antyewolucjonista. Obdarzony ironicznym poczuciem humoru, energiczny, bardzo inteligentny, bystry i błyskotliwy. A także zadziorny. Wielokrotnie opisuje, jak rzucał różnym ewolucjonistom i ateistom wyzwania do debaty. Wszyscy oni rezygnowali z debat z nim, nawet jeśli wcześniej się zgadzali. Inni nawet nie odważyli się podjąć rękawicy, choćby wstępnie.
W 2022 roku wydawnictwo En Arche wydało książkę Matti Leisoli pod tytułem Heretyk, tłumacząc ją na język polski. Było to świetne posunięcie. W niniejszym tekście omówię tę książkę Leisoli za wspomnianym wydaniem polskim, wypisując z niej najlepsze smaczki. Tekst ten jest kontynuacją moich starań, które dążą do tego, aby omawiać najlepsze naukowe publikacje na rynku, pisane głównie przez zawodowych biologów, jacy profesjonalnie wykazują, że darwinowska teoria ewolucji nie ma nic wspólnego z faktami, nie opiera się na danych empirycznych i jest tak naprawdę tylko bajeczką dla dorosłych. Jeśli wierzycie, że teoria ewolucji jest faktem, jak często wmawia ludziom mainstream, to daliście się nabrać.
Jeśli chodzi o książkę Matii Leisoli, to ja jestem wprost zachwycony. Jego książka jest rewelacyjna i wręcz znakomita. Książka pt. Heretyk jest klejnotem. Jest po prostu cudowna i mówię to bez najmniejszej przesady. Ten napisany przez Leisolę obszerny traktat antyewolucyjny bez wątpienia stanowi i będzie stanowił dość duży kłopot dla subkultury darwinowskiej.
Nie mogłem się oderwać od tej książki. Czułem w kościach, że to będzie cholernie dobra książka. I nie pomyliłem się. Mój nos mnie nie zawiódł i tym razem. Leisola to jest właśnie ten profesor biologii w fartuchu laboratoryjnym, który osobiście bada cząstki molekularne pod mikroskopem. Tak, to jest ten facet. Jemu nie wciśniecie kitu, że darwinowska teoria ewolucji jest „faktem”, bo on osobiście sprawdził tę tezę w laboratorium. W czasie lektury książki Leisoli jedną z największych ciekawostek i zaskoczeń była dla mnie informacja, że w Finlandii już od lat siedemdziesiątych XX wieku istnieje wśród pracowników akademickich duży ruch oporu wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Jest tych przeciwników już tak wielu, że ewolucjoniści fińscy wraz z różnymi „autorytetami moralnymi”, nie wyłączając fińskiego Kościoła Luterańskiego, musieli aż wydać specjalne oświadczenie potępiające tych „krytykantów”, jak ich określono. Leisola sam o tym pisze w swej książce (s. 44). Z książki Leisoli potwierdziłem też sobie informację, że duży front przeciwników teorii ewolucji istnieje również wśród niemieckiej elity akademickiej. Ale o tym wiedziałem już wcześniej. Natomiast istnienie dużego ruchu oporu akademickiego wobec darwinizmu w Finlandii było dla mnie zaskakującą nowinką. Jak miło.
Omawiana książka Leisoli pt. Heretyk przyssała się do mojej twarzy niczym twarzołap z serii filmowej Obcy. Wprost nie mogłem się od niej oderwać. Przewidziałem sobie limit 10 przeczytanych stron dziennie na tę książkę. Skończyło się jednak na tym, że dosłownie pożarłem tę publikację, a raczej ona pożarła mnie. Przeczytałem ją w niecały tydzień, choć ma ona ponad 200 stron (w tym czasie miałem też inne obowiązki i projekty, więc wcale nie jest to wolno, jak mogłoby się wydawać). Leisola jest zadziorny, nie bierze jeńców po wtargnięciu na terytorium ewolucjonistów darwinowskich. Nie owija w bawełnę. Jego książkę czyta się szybko i jest bardzo wciągająca. Została dobrze napisana. Leisola nie tylko podważa darwinowską teorię ewolucji przy pomocy argumentów zaczerpniętych z biologii molekularnej, ale też przeplata swoje rozważania wspomnieniami z różnych bojów, jakie stoczył na gruncie personalnym z konkretnymi ewolucjonistami darwinowskimi, których wymienia z nazwiska i imienia. Leisola bardzo szeroko omawia też ferment, który jego osoba wywołała w fińskim świecie akademickim i w fińskim Kościele Luterańskim. Te rozgrywki na gruncie osobistym mogą zainteresować zwłaszcza kogoś, kto przez swoje nieortodoksyjne poglądy doznaje szykan w pracy uniwersyteckiej. Leisola poświęca na to zagadnienie znaczną część swych wywodów. To jakby dwie książki w jednej. Mamy tu omówione bardzo szczegółowo i profesjonalnie przeróżne mikrobiologiczne argumenty przeciw darwinowskiej teorii ewolucji, a zarazem to wszystko jest wplecione w ramy czegoś w rodzaju pamiętnika. Mamy w tej książce mnóstwo przysłowiowych smaczków dotyczących pisania przez darwinistów donosów (kapusie) i innych prób dyskredytowania naukowców sceptycznie nastawionych wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Tego wszystkiego doświadczył Leisola i nie tylko on. W swej książce Leisola często wspomina też swoją pracę w laboratorium i jej tajniki od strony przysłowiowej kuchni, gdy badał różnego rodzaju enzymy, bakterie i wirusy. Przed przeczytaniem pracy Leisoli trochę zniechęcało mnie to, że ta książka ma dwóch autorów (drugim autorem jest Jonathan Witt). Pomyślałem, że pewnie to jedna z tych książek, w której jedna połowa jest opracowana przez jednego autora, a druga połowa jest opracowana przez drugiego autora. Odpychają mnie takie książki, gdyż są dla mnie niejednorodne. Rozprasza mnie to i dekoncentruje. Jednak tym razem było inaczej. Na szczęście okazało się, że drugi współautor (wspomniany Jonathan Witt) jest tylko redaktorem wersji anglojęzycznej, którą Leisola przygotował na podstawie fińskiego wydania swej książki. No wiecie, Witt to tylko ktoś pomiędzy ghostwriterem i korektorem.
Rozprawa Leisoli jest unikatowa i myślę, że szybko stanie się kanonicznym hymnem w obrębie rosnącego w siłę globalnego ruchu antydarwinowskiego. Jest bowiem świetnie napisana, zarówno pod względem merytorycznym, jak i stylistycznym. Wciąga jak narkotyk. Dosłownie. I to już od pierwszych kart. Napisał ją profesor biochemii, z imponującym dorobkiem naukowym w zakresie badań molekularnych przeprowadzanych w laboratorium. Jego osiągnięcia mierzą się zarówno w liczbie opublikowanych prac naukowych (recenzowanych), jak i w dorobku patentowym. Pracował na uniwersytetach w różnym krajach, wykładał, piastował stanowiska dyrektorskie, otrzymywał prestiżowe nagrody naukowe. On sam jest zarazem sceptycznie nastawiony do darwinowskiej teorii ewolucji. Ten człowiek to ewidentny ewenement. Postać wybitna i nietuzinkowa.
Leisola naświetla też dużo ważnych kwestii filozoficznych, związanych z ateistycznym neodarwinizmem. Jego zdaniem sceptyk, który wierzy w teorię ewolucji, jest oszustem a nie sceptykiem. To z powodu buntu moralnego ateista nie akceptuje Boga jako wyjaśnienia, a nie z tego powodu, że Bóg jest złym wyjaśnieniem. Bóg luk bardzo dobrze wyjaśnia luki. Zamiast Boga, który jest najlepszym wyjaśnieniem luk, ateista woli wyjaśniać luki darwinowskim przypadkiem, co jest absurdem, bo przypadek nie wyjaśnia niczego. Ale ateista jest zbuntowany moralnie wobec Boga i dlatego woli wybrać absurd, który niczego nie wyjaśnia, byleby tylko nie wybrać Boga, który jest najlepszym wyjaśnieniem. Jakie masz lepsze wyjaśnienie inżynierii życia niż Bóg, ateisto? Ewolucja i przypadek. Ach tak, czyli wybierasz ślepą wiarę w absurd, byleby tylko nie wybrać jedynego sensownego wyjaśnienia, czyli Boga. Nasze wyjaśnienie jest racjonalne i empiryczne, bo nie obserwujemy niczego innego niż to, że każdy projekt ma projektanta. Nie obserwujemy, że przypadek tworzy cokolwiek.
Heretyk to nowa książka, ale oparta na wcześniejszej książce Leisoli, która była napisana w języku fińskim. Godny wspomnienia jest jej fiński tytuł Evoluutiouskon ihmemaassa, który w tłumaczeniu na polski brzmi: W krainie czarów wiary w ewolucję (s. 7). Dobre. Mocny tytuł. Podoba mi się.
Przechodzę do omówienia znakomitej książki Matti Leisola pt. Heretyk. W nawisach tradycyjnie podaję odnośniki wyłącznie do tej pracy, nawet wtedy, gdy w tekście przywołuję jakieś inne prace. Wspominam o tym po to, żeby czytelnik nie wpadł w konfuzję.
Swe rozważania Leisola rozpoczyna od spostrzeżenia, że ateiści często krytykują teistów za zasłanianie się tajemnicą i za mówienie „nie wiem”. Tymczasem ateiści robią dokładnie to samo, co teiści, a nawet częściej. Ateiści zapełniają luki swej wiedzy niejasnymi sloganami materialistycznymi, które są spekulatywne i nie są oparte na żadnym materiale dowodowym. Odwoływanie się przez ateistów do tego, że nauka rzekomo poznaje coraz więcej, jest tylko pustym pretekstem, gdyż w miarę jak wiemy coraz więcej, tym więcej otwiera się przed nami kolejnych tajemnic. Jest to proces nieskończony (s. 9-10). Od siebie dodam, że w nauce cały czas istnieje też proces porzucania starych teorii, które się dezaktualizują w świetle nowej wiedzy (na przykład teoria flogistonowa, teoria eteru, teoria cieplika i wiele innych, włącznie z paradygmatem newtonowskim, który również został zdezaktualizowany na rzecz teorii Einsteina). Nie jest więc prawdą, że nauka poznaje coraz więcej. Ta teza jest bardzo podejrzana.
Ale wróćmy do omówienia książki pt. Heretyk, autorstwa Matti Leisoli. Zauważa on, że nauka nie jest wolna od anomalii i niespójności. Na przykład ogólna teoria względności nie jest spójna z mechaniką kwantową. W ramach nauk fizycznych anomalie tylko się rozrosły, a największe fizyczne wizje świata są sobie wzajemnie obce. Podejście naukowe nie polega na zaufaniu opinii większości naukowców. Historia nauki uczy nas, że ta większość bardzo często się myli (s. 10).
W kontekście omylnego autorytetu mainstreamowej nauki Leisola przypomina też o tym, że jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku istniały setki badań naukowych, z których wynikało, że palenie papierosów nie wywołuje raka płuc i śmiertelnych chorób serca. Największe autorytety naukowe popierały ten pogląd w tamtych czasach, choć był on fałszywy. Innym przykładem jest pelagra. Leisola przypomina, że większość naukowców w XX wieku wierzyło, że pelagra jest wywoływana przez zarazki lub pleśń kukurydzy. Jednak później okazało się, że przyczyną pelagry jest niedobór witaminy B3. Przez znaczną część XX wieku większość naukowców głosiła też, że kontynenty są nieruchome. Jednak i ten pogląd okazał się błędny, choć główny nurt nauki popierał go dość długo Dziś jednak koncepcja epejroferezy, czyli ruchomych kontynentów, pokonała stary konsensus naukowy w geologii (s. 11). Leisola przypomina również o tym, że bardzo długo wśród establishmentu naukowego wspartego przez rząd USA dominował błędny pogląd, że jedzenie jajek jest bardzo szkodliwe i wywiera zły wpływ na serce. Jednak i w tej kwestii większość naukowców była po prostu w błędzie. Jajka okazały się pożywieniem niemal doskonałym. Konsensus naukowy przez bardzo długi czas bronił również błędnej koncepcji geocentrycznej, czyli poglądu, że Słońce krąży wokół Ziemi (s. 11-12).
Leisola miał wielokrotnie do czynienia z fanatyzmem materialistów naukowych, którzy nie są skłonni zagłębiać się nawet w argumenty i świadectwa przeczące ich światopoglądowi. Jedną z takich sytuacji był słynny naukowy projekt ENCODE. Okazało się, że przeczy on dominującemu w środowisku ewolucjonistów darwinowskich przekonaniu, że większość naszego DNA jest śmieciowe (tak zwane junk DNA). Taki pogląd dobrze pasował do darwinizmu, zgodnie z którym ewolucja działa metodą prób i błędów. Tymczasem projekt ENCODE ujawnił coś zupełnie odwrotnego. Okazało się, że mnóstwo naszego genomu, który wcześniej był uważany przez darwinistów za śmieciowy, jest czynny i pełni ważne funkcje biologiczne, gdyż jest transkrybowany na RNA. Ewolucjoniści darwinowscy dosłownie się wściekli, zupełnie ignorując wyniki tych badań. Niektórzy neodarwiniści nawet ubolewali, że trzeba będzie na nowo napisać podręczniki. Leisola jednak zachował się inaczej. Jako uznany wykładowca akademicki i profesor biotechnologii postanowił podążyć za świadectwami tam, gdzie go one poprowadziły. To spowodowało, że odrzucił neodarwinizm jako niepoparty dowodami, a nawet sprzeczny z dowodami. W ten sposób w oczach ewolucjonistów darwinowskich został heretykiem. Leisola cytuje fizyka Richarda Feynmana, laureata nagrody Nobla, który powiedział, że jeśli teoria nie zgadza się z wynikami eksperymentów, to jest błędna. Tak właśnie Leisola potraktował darwinowską teorię ewolucji (s. 12-14, 131, 132, 134, 143-147, 199, 210, 202 i tamże przypis nr 29).
W rozdziale 1 Leisola opisuje swoje pierwsze podejrzenia, jakich nabrał w stosunku do wiarygodności teorii ewolucji. Naprowadziły go na to częściowo jego własne przemyślenia i coraz większe zwątpienie w scjentyzm i materialistyczny światopogląd, ale przysłowiową iskrą na beczkę prochu była książka napisana przez indyjskiego naukowca, który był przeciwnikiem teorii ewolucji. Książkę tę podsunął Leisoli jakiś student. Początkowo Leisola rozgniewał się i pożyczył od studenta tę książkę, aby obalić jej treść. Jednak wywody zawarte w tej książce obalającej teorię ewolucji były nie do podważenia, a argumenty nie do odparcia. Wszystko się potwierdziło. Leisola skapitulował wobec tej argumentacji, a następnie stał się sceptykiem wobec teorii ewolucji. W ten sposób rozpoczęła się długa droga intelektualna Leisoli, w której na początku każda odpowiedź na zadane pytanie budziła w nim tylko jeszcze więcej kolejnych pytań i wątpliwości (s. 16-17, 21, 166, 169, 171).
Dodatkowo Leisolę zniechęciła postawa innych naukowców z jego środowiska. Zwłaszcza to, że widział jak przyjmują oni teorię ewolucji Darwina zupełnie bezkrytycznie. Nie potrzebowali żadnych świadectw. To zażenowało Leisolę, bo naukowcy powinni przecież żądać dowodów, zwłaszcza empirycznych. W przypadku teorii ewolucji Darwina w ogóle tak nie było, środowisko w jakim się obracał akceptowało teorię ewolucji na zasadzie owczego pędu. Łykali wszystko na wiarę jak młode pelikany, jak to ujął Leisola. Żadne dowody nie były im potrzebne (s. 17).
Jako przykład wyjątkowo naiwnej wiary w teorię ewolucji Leisola podaje zagadnienie pochodzenia pierwszego życia w dziedzinie zwanej ewolucją chemiczną. Nazywa to „fantazyjną opowieścią” i „wytworem wyobraźni” (s. 17, 19, 23, 31, 32, 209, 213, 216-217, 221). Leisola przytacza z fińskiego podręcznika szkolnego do biologii opis powstania życia wedle scenariusza darwinowskiego, po czym stwierdza, że ta opowieść jest kompletną fikcją, która nie ma żadnych podstaw empirycznych. Leisola zadaje ironiczne, ale zarazem bardzo trafne pytanie: gdzie są ci wszyscy naukowcy w tym momencie, którzy wmawiają społeczeństwu, że jako naukowcy zawsze żądają twardych faktów? Dlaczego tym razem nie protestują, pyta Leisola? Dlatego, że darwinowska teoria ewolucji nie jest przyjmowana ze względu na fakty, ale względu na naturalistyczną filozofię (s. 17-19).
Ludwik Pasteur już dawno obalił darwinowską koncepcję samorzutnego powstania życia z materii nieożywionej. Pasteur udowodnił, że życie może powstawać jedynie z innego życia. Niczego więcej nie obserwujemy. Późniejsze odkrycia już tylko potwierdzały odkrycie Pasteura. Darwinowska koncepcja powstania życia z materii nieorganicznej nie jest zgodna z naturalnym biegiem rzeczy (s. 20, 213).
Opinia publiczna jest oszukiwana przez ewolucjonistów darwinowskich, którzy twierdzą, że tak zwany eksperyment Millera udowodnił samourzutne powstanie życia z materii nieożywionej. Jednak środowisko naukowe wie, że to nieprawda. Miller otrzymał jedynie martwy racemat - głównie substancje smoliste i trochę (2%) aminokwasów. Ale nie miało to nic wspólnego z życiem. Nie były to nawet wszystkie aminokwasy, które są niezbędne do powstania życia, o czym za chwilę napiszę więcej. Wyrażano rozczarowanie eksperymentem Millera w gronie naukowym, choć podręczniki do biologii przedstawiały zupełnie odwrotny, wypaczony obraz sytuacji (s. 21, 30, 34). Leisola jednak przytacza specjalistyczny podręcznik od enzymologii, który bez ogródek stwierdza, że trudności związane z powstaniem enzymów tylko bez końca się piętrzą i oddalają rozwiązanie problemu, zamiast go przybliżać. Podręcznik ten w końcu przyznaje, że dylemat związany z pochodzeniem enzymów jest w zasadzie nierozwiązywalny, co jest niestety ignorowane (s. 22-23). Było to zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Trudności związane z wyjaśnieniem pochodzenia enzymów tylko nasiliły sceptycyzm Leisoli w kwestii darwinowskiej koncepcji nieukierunkowanych procesów tworzących rzekomo życie. W świątyni ewolucji nie wszystko jest w porządku. Podejrzenia Leisoli wzmocniły się, gdy dostrzegł on znaczący kontrast pomiędzy rzeczywistością i nadmiernym optymizmem u ewolucjonistów darwinowskich, którzy opisywali samoistne powstanie życia jako coś zupełnie oczywistego. Leisola dysponował już jednak na tyle dużą wiedzą, by nie dać się na to nabrać. Jednocześnie Leisola dostrzegł, że pomimo buńczucznych oświadczeń darwinistów w kwestii samoistnego powstania życia, w ich tekstach na ten temat jednocześnie roiło się od stwierdzeń typu „mogło”, „możliwe”. Słowa te wskazywały na nieokreśloną rzeczywistość, badacze pochodzenia życia poruszali się po omacku, formułując niedorzeczne i niepotwierdzone przypuszczenia (s. 23-24). Leisola wymienia też znanych naukowców, takich jak Arthur Weber, słynny badacz początków życia i uczestnik głośnego programu SETI. Weber powiedział Leisoli, że eksperyment Millera jest nieistotny dla zagadnienia powstania życia (s. 156, przypis nr 6).
Ewolucjoniści darwinowscy tendencyjnie przemilczają też przed opinią publiczną to, że w eksperymencie Millera powstały związki, które są zabójcze dla życia. Darwiniści przemilczają też to, że w eksperymencie tym powstały aminokwasy, które nie występują w białkach. Jednocześnie w eksperymencie Millera nie powstały aminokwasy, które są niezbędne do istnienia życia, takie jak lizyna, arginina i histydyna. Aby białko działało, musi być złożone z wszystkich wymaganych 20 aminokwasów. Żaden z eksperymentów wzorowanych na eksperymencie Millera, włącznie z samym eksperymentem Millera, nie był w stanie wytworzyć tych 20 aminokwasów. Związki chemiczne powstałe w eksperymencie Millera różnią się też znacząco od budowy tych, które znajdujemy w żywych komórkach. W eksperymentach Millera w nadmiarze występują jednofunkcyjne związki, które hamują tworzenie się polimerów. Eksperymenty Millera wytwarzają o wiele za mało molekuł posiadających dwie lepkie krawędzie. Taka przypadkowa mieszanina związków chemicznych jest bardzo daleka od zapoczątkowania życia. A co dopiero mówić o tym, że komukolwiek udałoby się pokazać, w jaki sposób RNA mogłoby powstać w wyniku przypadkowych reakcji chemicznych. Tak zwana hipoteza świata RNA, która głosi, że życie zaczęło się od RNA, jest pozbawiona realnych podstaw chemicznych. Koncepcję tę odrzucają nawet tacy prominentni ewolucjoniści jak Robert Shapiro. Udowodniono również, że założenia Millera co do wczesnej atmosfery na Ziemi były błędne. W rzeczywistości Miller nie był też pierwszym, który dokonał takiego eksperymentu, jak głosi darwinowska propaganda. Wcześniej, w 1913 roku, taki eksperyment przeprowadził już niemiecki naukowiec Walther Loeb (s. 25 i tamże przypis nr 13 i 14, s. 25-28).
Późniejsze odkrycia zakwestionowały tezę, że pierwotna atmosfera nie zawierała tlenu. To pogorszyło jeszcze bardziej sytuację darwinowskich scenariuszy powstania życia i podwoiło stopień trudności, gdyż tlen natychmiast niszczy związki niezbędne do powstania życia (s. 24-25).
Leisola pisze też o swoich badaniach związanych z enzymatycznymi przemianami rybozy. Wyniki jego badań kompletnie zaprzeczyły założeniom darwinowskiej teorii ewolucji, gdyż pokazały, że reakcje chemiczne rybozy z aminokwasami kompletnie zniszczyłyby wszystkie białka, jakie można sobie wyobrazić. Nie znamy nawet żadnej wiarygodnej drogi prowadzącej do powstania rybozy. Nie istnieje żaden oczywisty sposób, w jaki nukleotydy mogłyby powstać w prebiotycznej zupie. Jest to główny powód, dla którego nie ma wiarygodnych modeli syntezy molekuł RNA lub DNA w wyniku nieukierunkowanych reakcji chemicznych (s. 27-28, 157).
Leisola opisuje też problem chiralności cząstek w białku i w kwasach nukleinowych, który w zasadzie składa całą darwinowską bajeczkę ewolucyjną do grobu. Nasze ciało syntetyzuje wyłącznie lewoskrętne białko. W przeciwnym wypadku białko nie mogłoby żyć. Wszystkie aminokwasy białek w organizmach żywych mają postać lewoskrętną. Białka w naszym ciele funkcjonują także jako enzymy. W najprostszej komórce istnieje około 2 tysiące enzymów. Enzym dopasowuje się do swego substratu, tak jak lewa ręka dopasowuje się do rękawiczki na lewą rękę. I wszystkie enzymy muszą dopasować się do swoich substratów. Jeśli więc mamy na przykład 20 tysięcy lewoskrętnych alanin i tylko jedną prawoskrętną, to ta jedna cząsteczka wystarczy, aby zniszczyć enzymatyczne właściwości białka. Chemicznie nie można oddzielić tych dwóch form od siebie, gdyż są one pod względem chemicznym identyczne. Dopiero DNA może to uczynić. Potrzebna jest więc uprzednia informacja. Jednak w darwinowskiej teorii ewolucji istnieją jedynie procesy nieukierunkowane, które nie są w stanie tego rozdzielić. Co więcej, w reakcjach chemicznych obie formy chiralne są wytwarzane w równej ilości, czyli uzyskuje się mniej więcej równą ilość cząsteczek lewoskrętnych i prawoskrętnych. Żadne przypadkowe reakcje chemiczne nie są w stanie tego odwrócić tak, żebyśmy otrzymali tylko same lewoskrętne cząstki, jak ma to miejsce w aminokwasach białek (s. 29-30). Również eksperyment Millera nie przyniósł żadnego przełomu w tej sprawie. W substancji racemicznej Millera otrzymano mniej więcej po równo lewoskrętnych i prawoskrętnych elementów. Dokładnie tak zachowuje się przyroda, nie inaczej. Darwinowska teoria ewolucji kompletnie wywala się na każdej próbie wyjaśnienia tego, jak to się stało, że białko zawiera wyłącznie lewoskrętne formy, choć rzekomo zostało ono ukształtowane w wyniku przypadkowych i nieukierunkowanych procesów chemicznych (s. 30).
Leisola rzuca też kolejne kłody pod chwiejące się już od dawna nogi darwinowskiej bajeczki o ewolucji. Gdy przestają zachodzić procesy życiowe, górę bierze prawo entropii i zaczyna panować chaos. Jak zawiesić działanie prawa entropii, aby pierwsze życie mogło powstać za sprawą ślepych procesów, skoro potrzeba życia, aby zawiesić działanie prawa entropii? Istny paragraf 22. Darwiniści oczywiście nie są w stanie rozwiązać tej łamigłówki (s. 30, 39).
Ewolucjoniści darwinowscy są tak zdesperowani z powodu niemożliwości wyjaśnienia tego, jak powstało życie, że zaczęli fantazjować, iż życie przybyło na Ziemię po prostu z kosmosu. Najbardziej znanym promotorem tego poglądu był Francis Crick. Jednak nie jest to żadne rozwiązanie problemu, gdyż problem ten jest jedynie przesunięty na inny poziom. Poza tym badania pokazują, że życie nie przetrwałoby w przestrzeni międzygwiezdnej. Promieniowanie zabija zarodniki bakteryjne. Leisola dodaje, że żywa komórka to coś znacznie więcej niż tylko kwasy nukleinowe i białka. Jest tak skomplikowana, jak fabryka lub miasto (s. 31, 213-214, 216). Budowa chemiczna cząsteczki DNA nie tłumaczy jej kodu - nie wyjaśnia zasad, którymi kierują się komórki. Nie wyjaśnia też programu i informacji, które zapisano w DNA. Tak jak skład chemiczny atramentu nie wyjaśnia informacji zapisanych w książce lub języka i reguł gramatycznych użytych do zapisania utworu. Czysto materialistyczne scenariusze powstania życia, czyli te darwinowskie, nie są w stanie w żaden sposób tego wyjaśnić. Ewolucjoniści darwinowscy powołują się na ogromną ilość czasu, aby wyjaśnić powstanie życia i nawet najprostszych samoodtwarzających się organizmów, ale to tylko pusty wybieg. Nawet tryliony trylionów lat to za mało, aby samoistnie powstały tak niesamowicie złożone układy jak najprostsze życie, przy których najbardziej zaawansowana technologia NASA przypomina jedynie wynalazki z ery kamienia łupanego. Jednak szacowany wiek Wszechświata jest dużo krótszy niż tryliony lat. A ostatnio okazało się, że okno czasowe, w którym powstało życie, jest jeszcze krótsze niż wcześniej sądzono. Ewolucjoniści darwinowscy nie są w stanie wskazać żadnych świadectw, z których wynikałoby, że życie powstało samoistnie i przypadkowo (s. 32-33, 39, 172, 203, 209, 210, 213-214). Człowiek nawet przy użyciu najbardziej zaawansowanych technologii nie jest w stanie stworzyć maszyny, na przykład samochodu, który sam się powiela i tworzy swoje kolejne kopie. Jednak komórka biologiczna coś takiego właśnie robi, a mimo to darwiniści wygłaszają absurdalne stwierdzenia, że za to wszystko jest odpowiedzialny jedynie ślepy i nieukierunkowany proces (s. 214, 209).
Nie wiadomo też jaki mechanizm miałby być odpowiedzialny za przekształcenia organizmów w coś, czym wcześniej nie były. Darwinowski dobór naturalny nie jest tu żadnym wyjaśnieniem, nawet niepoważnym. Fred Hoyle podsumował to mówiąc, że gdyby istniała jakaś zasada odpowiedzialna za przekształcenia gatunków, to dałoby się wykazać ją w pół dnia w laboratorium. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Leisola pisze: „Nie posiadamy żadnych świadectw na nieukierunkowane pochodzenie życia. Mamy za to coraz więcej świadectw, które są z tym niezgodne. Oficjalne stanowisko pozostaje zatem czystą spekulacją” (s. 34). Leisola przytacza bardzo dobitną i długą wypowiedź Jamesa Toura, czołowego badacza pochodzenia życia, który opublikował aż 630 prac naukowych na ten temat i w 2014 roku został wymieniony przez Thomson Reuters na liście najbardziej wpływowych naukowców świata. Tour powiedział wprost i wielokrotnie to powtórzył, że nie wiemy kompletnie nic o powstaniu życia, nie mamy nawet poprawnych przypuszczeń w tej kwestii. Nie rozumiemy tego i nie wiemy zupełnie nic na ten temat, ci zaś, którzy twierdzą, że coś wiedzą, nie mają zielonego pojęcia o czym mówią i nie wiedzą niczego o chemicznej syntezie. Społeczność chemików jest w kropce i nic w tej kwestii nie rozumie, oświadczył Tour. Mimo to autorzy podręczników od ewolucji oszukują opinię publiczną i przedstawiają eksperyment Stanleya Millera tak, jakby wszystko w kwestii powstania życia było już wiadomo, a naturalistyczna teoria pochodzenia życia miałaby zostać całkowicie zaakceptowana (s. 34-35). A niedoinformowanej opinii publicznej nadal się wmawia, że życie to nic innego, jak tylko złożona materia. Tymczasem materialistyczne koncepcje pochodzenia życia znajdują się w przytłaczających tarapatach. Teoria ewolucji darwinowskiej jest zatem w ogromnym w kryzysie, bo nie jest w stanie wyjaśnić nawet czegoś tak podstawowego, jak powstanie życia (s. 36, 152). Dodam tu od siebie, że darwiniści zdają sobie sprawę z tych nieprzezwyciężalnych trudności w kwestii niemożliwości wyjaśnienia pochodzenia życia i czasem twierdzą wobec swoich oponentów (spotkałem się z tym osobiście), że teoria ewolucji po prostu nie zajmuje się pochodzeniem życia. Jednak jest to bezczelne kłamstwo. Istnieje dziedzina zwana ewolucją chemiczną lub biochemiczną, która zajmuje się właśnie pochodzeniem życia. Jest to jak najbardziej część neodarwinowskiej teorii ewolucji. Nie dajcie się nabierać.
Leisola wspomina też o tym, że nawet matematycy zaczęli podważać teorię ewolucji, negując z matematycznego punktu widzenia prawdopodobieństwo tego, że mechanizmy neodarwinowskie byłyby w stanie doprowadzić do powstania i rozwoju życia. Wszystko zaczęło się w Szwajcarii, latem 1965 roku, w mieście Wistar. Wtedy to na słynnej już dziś konferencji w Wistar spotkało się grono wybitnych matematyków i zaczęli oni dyskutować na ten temat. Opublikowali też pracę naukową, będącą sprawozdaniem z tych rozmów. Z czasem do tej dyskusji zaczęli się dołączać kolejni naukowcy, którzy byli równie sceptyczni wobec mechanizmów ewolucji darwinowskiej. Ten ciekawy wątek wraz ze szczegółami, nazwiskami i stosowną bibliografią Leisola omawia na stronach 36-37. Na stronach 37-38 Leisola omawia krytykę komputerowych symulacji darwinowskich, które miały „udowodnić” ewolucję. Skończyły się one niepowodzeniem. Patrz też odnośniki bibliograficzne u Leisoli na ten temat (s. 37, przypis nr 29).
Leisola opisuje też wyniki badań Douglasa Axe, który publikował na ten temat w naukowym czasopiśmie „Journal of Molecular Biology”. Axe udowodnił, że funkcjonalne białka są tak rzadkie w stosunku do niefunkcjonalnych, że ślepy proces darwinowski metodą przypadkowych mutacji nie zdołałby natrafić na te funkcjonalne, nawet gdyby dysponował bilionami lat. A przecież Wszechświat nie istnieje od bilionów lat. Oczywiście nowe formy życia wymagają nie jednego, ale kilkuset nowych typów białek oraz całego mnóstwa złożonych informacji epigenetycznych, tak więc mówimy tutaj o kropli w morzu potrzeb, dalekiej od wystarczającej do tego, by w wyniku ślepej ewolucji powstała nowa forma i funkcja biologiczna. Odkrycia Axe'a potwierdziły to, co przeczuwali wspomniani już wyżej matematycy z Instytutu Wistar. Neodarwinizm staje przed nieprzezwyciężalnymi problemami matematycznymi (s. 38-39, 171, 176, 182-186). Warto dodać, że książka Axe'a jest dostępna również po polsku: Douglas Axe, Niepodważalne. Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane (Warszawa, 2021). Oczywiście gorąco polecam. Podobne wyniki do wyników Douglasa Axe osiągnął Krishnendu Chatterjee i jego współpracownicy. Naukowcy ci ustalili, że ewolucyjne poszukiwania typowej funkcjonalnej sekwencji 1000 nukleotydów, rozpoczęte na płaskim krajobrazie adaptacyjnym, nie zakończyłyby się sukcesem, nawet gdyby populacje mogły prowadzić je przez cały szacowany wiek Ziemi. Poszukiwania byłyby daremne nawet wtedy, gdy obszar docelowy byłby bardzo szeroki. Poszukiwania okazały się daremne także wówczas, gdy obszary docelowe były liczne i rozległe. Analiza Chatterjee potwierdza wniosek, że istnieje wyraźna granica tego, co może osiągnąć nieukierunkowany proces ewolucyjny (s. 163-164, 181, 182-186).
Komórki biologiczne składają się z istnych maszyn molekularnych. Chlorofil jest metabolicznym silnikiem zamieniającym energię słoneczną w energię chemiczną. Bez tego silnika nie byłoby życia na Ziemi. A więc, aby było życie na Ziemi, wpierw musi być inne życie na Ziemi (kolejny paragraf 22). Jak darwinowska teoria o ewolucji wyjaśni takie małe fabryczki, odwołując się jedynie do bezmyślnych i ślepych procesów w przyrodzie? Oczywiście darwiniści nie wiedzą jak to wyjaśnić. Nie można czegoś takiego wyjaśnić przy pomocy przypadkowych i nieukierunkowanych procesów w przyrodzie. To nonsens (s. 39). Leisola trafnie komentuje beznadziejną sytuację ewolucjonistów: „nie mają oni materialistycznego wyjaśnienia powstawania i złożoności życia. Mimo pewnych siebie dogmatycznych, materialistycznych blefów nawet się do tego nie zbliżyli” (s. 39).
Leisola opisuje też ciekawy przypadek naukowca z nagrodą Nobla, który uwierzył w projekt w przyrodzie. Chodzi o profesora Wernera Arbera, który w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie inżynierii genetycznej. Leisola poznał Arbera osobiście i cytuje jeden z jego wywiadów, w których Arber stwierdził, że życie jest tak wyrafinowane i inżynieryjne, że mógł je stworzyć tylko Bóg Stwórca. Darwiniści często twierdzą, że odwołanie się do Inteligentnego Projektanta kończy z miejsca dociekania naukowe. Ale Arber, pomimo odwołania się do Stwórcy, jakoś nie zakończył badań i nawet otrzymał nagrodę Nobla za swoje wyniki. Pogląd o Stwórcy jakoś nie odwiódł go od dalszych dociekań. Tak więc odwołanie się do Projektanta wcale nie blokuje drogi do dalszych dociekań naukowych. A wręcz przeciwnie, naukowiec wierzący w Stwórcę może chcieć dalej dociekać jak Bóg coś zrobił. To takie trudne do pojęcia? Dla ewolucjonistów darwinowskich jest to właśnie nie do pojęcia. Nie grzeszą oni rozumem, niestety. Rozumują niezwykle sztywno, schematycznie i sztampowo. Na marginesie warto wspomnieć, że ich zarzut w tym miejscu jest jak miecz obosieczny. Jeśli odwołanie się do Projektanta kończy rzekomo dociekania, to można to samo powiedzieć o darwinowskich wyjaśnieniach materialistycznych. Przecież oni już z góry uznali, że wszystko jest dziełem wyłącznie przypadku, a zatem powinni zakończyć wszelkie badania. Przecież wszystko już niby wyjaśnili. Widzimy zatem, że ewolucjoniści darwinowscy oskarżają biologów wierzących w Projektanta o to, co sami robią. Arber wypowiedział posłuszeństwo materialistycznemu dogmatowi darwinowskiemu i zaczął podążać tropem świadectw (s. 40).
Darwiniści są zdruzgotani tym, że ponieśli całkowitą porażkę w kwestii wyjaśnienia powstania życia w kategoriach czysto materialistycznych, odwołujących się jedynie do przypadku i ślepych nieukierunkowanych procesów. Co więc nam radzą? Ano radzą nam, żebyśmy poczekali i byli cierpliwi. Wyjaśnienia „na pewno” się znajdą. Ale jakoś się nie znajdują. Ewolucjoniści darwinowscy popełniają tu błąd logiczny niedostatecznego uzasadnienia. Leisola trafnie ironizuje, że możemy też zaczekać na materialistyczne wyjaśnienie powstania Stonehenge. Parodiując logikę ewolucjonistów - Stonehenge powstało zupełnie przypadkowo, wystarczy odwołać się do ślepych i nieukierunkowanych procesów fizycznych. Co prawda nie wiemy jak to się stało, że Stonehenge samo się zrobiło, ale musimy poczekać. Jakieś wyjaśnienie na pewno się znajdzie i nie możemy ustawać w poszukiwaniach. Oto esencja myślenia darwinowskiego, które jest czystym absurdem i nonsensem. Nie trzeba dodawać, że nawet najprostszy żywy organizm jest o wiele bardziej skomplikowany od kamiennego kręgu Stonehenge (s. 41-42). Od siebie skromnie dodam, że ewolucjoniści darwinowscy popełniają tu nie tylko błąd logiczny niedostatecznego uzasadnienia, ale popełniają również błąd logiczny ad futuram. Odwoływanie się do nieistniejących na razie wyjaśnień z przyszłości, które wcale nie muszą kiedykolwiek zaistnieć, to właśnie błąd logiczny argument to the future. Przypomina to zachowanie kogoś, kto trwoni pieniądze i zadłuża się na potęgę, bo liczy na to, że spłaci wszystkie długi, jak tylko wygra w totka.
W rozdziale 2 Leisola analizuje skostniały światopogląd materialistyczny, który zdominował myślenie darwinistów. Jest to dogmatyzm, który uniemożliwia rozważenie alternatyw. Z takim dogmatyzmem Leisola zmagał się nieustannie. Zapytał pewnego zaciekłego ewolucjonisty darwinowskiego, w jaki sposób powstał elektromotor bakterii. Żadnej sensownej odpowiedzi nie było i żadnych szczegółów poza wyznaniem ślepej wiary, że ewolucja na pewno to kiedyś wyjaśni. Czysty dogmatyzm i ślepa wiara darwinistów, we wszechmoc ewolucji. Ciasnota umysłowa, jak to trafnie określił Leisola (s. 43, 45).
W Finlandii regularna naukowa krytyka teorii ewolucji rozpoczęła się już w latach siedemdziesiątych XX wieku. Fiński świat akademicki przeszedł od tamtej pory przez wiele wstrząsów. Krytyka teorii ewolucji w Finlandii była tak intensywna, że nawet fiński Kościół Luterański musiał zacząć bronić regularnie batożonych ewolucjonistów darwinowskich. Jednak darwiniści sami są winni takiego stanu rzeczy, ponieważ wypowiadają się w sposób arogancki i nacechowany dogmatyzmem. Co ciekawe, nawet niektórzy ewolucjoniści byli zmuszeni przyznać, że teoria ewolucji stała się dla darwinistów po prostu religią, której nie wolno nikomu krytykować. Zacytowany przez Leisolę ewolucjonista Michael Ruse napisał w „Huffington Post” z 20 września 2011: „Zwolennicy teorii ewolucji promują ją jako coś więcej niż zwykłą naukę. Teoria ewolucji jest rozpowszechniana jako ideologia, świecka religia - pełnoprawna alternatywa chrześcijaństwa. [...] Teoria ta jest religią. Tak było na początku i pozostało do dzisiaj”. Rzadko mamy do czynienia z tak trafnym i szczerym ujęciem rzeczywistości. Cytowany przez Leisolę ewolucjonista i biolog Franklin Harold przyznał z kolei, że nie istnieją darwinowskie wyjaśnienia procesów ewolucyjnych dotyczące jakiegokolwiek układu biochemicznego lub komórkowego. Jak to określił Harold: „Istnieją tylko różne spekulacje, wyrażające pobożne życzenia”. Pobożne życzenia u ewolucjonistów darwinowskich? Auć. Z dedykacją dla wszystkich darwinistów, którzy sprzedają innym bajkę, że teoria ewolucji jest niby „faktem” (s. 44, 105, 199).
Leisola pisze też, że dyskutował z setkami biologów i żaden z nich nie miał zielonego pojęcia o tym, skąd się wzięły język genetyki, białka, błony komórkowe, ścieżki metaboliczne, systemy kontrolne komórki i podstawowe plany budowy ciała organizmów. Wyznawany przez darwinistów metodologiczny materializm udaje metodę naukową, ale nią nie jest. Jednak metodologiczny materializm to nie jest neutralny sposób obserwowania świata. Dogmatycznie ogranicza możliwe odpowiedzi. Dogmatyzm ewolucjonistów darwinowskich został doskonale zilustrowany przez Leisolę za pomocą wypowiedzi darwinisty Scotta C. Todda, który oświadczył w 1999 roku: „Nawet jeśli wszystkie dane będą wskazywać na inteligentnego projektanta, hipoteza ta zostanie usunięta z nauki, bo nie ma charakteru naturalistycznego”. Usunięta z nauki? Ale przecież w nauce podobno decydują dane. Ale nie w darwinowskiej teorii ewolucji, bo to jest właśnie tylko świecka religia ateistycznych humanistów, a nie żadna nauka. Przytoczona przed chwilą wypowiedź Todda obrazuje to lepiej niż cokolwiek (s. 45). Nie znam bardziej otwartej deklaracji ewolucjonistów, która byłaby tak szczerym przyznaniem, że darwinizm to już tylko filozoficzna ideologia naturalizmu, która nie ma nic wspólnego z nauką i danymi. Darwinowska teoria ewolucji jest tylko koncepcją metafizyczną, o czym jej krytycy mówią od kilkudziesięciu lat. I mają rację, bo o tym samym zaczynają mówić już nawet jej zwolennicy.
Leisola przejrzał też podręczniki do biologii dla szkół średnich z ostatnich 50 lat. Przytaczają one rzekome świadectwa za teorią ewolucji, które są jednak mocno problematyczne i dyskusyjne. Przyznają to nawet ewolucjoniści darwinowscy z głównego nurtu. W zapisie skamielin nowe plany budowy ciała zwierząt pojawiają się nagle i dosłownie znikąd, co wprost przeczy darwinowskiej teorii ewolucji. Eksplozja kambryjska to najbardziej jaskrawy przykład wspomnianego wzorca. Przyprawia ona ewolucjonistów darwinowskich o silny ból głowy (s. 46). Sam Darwin uważał nagłe pojawienie się wielu nowych typów zwierząt w okresie kambru za główny problem swojej teorii. Miał nadzieję, że przyszłe odkrycia przyjdą mu z pomocą, ale po ponad 160 latach badań i odkryć problem jedynie się pogłębił. Odkrycie łupków z Burgess tylko pogorszyło sytuację darwinistów. Wskazywało ono na to, że w wyniku eksplozji kambryjskiej pojawiła się jeszcze większa różnorodność nowych planów budowy ciał, niż początkowo sądzono. Okres kambryjski był jeszcze krótszy i bardziej zróżnicowany, niż wcześniej sądzono, a zapis kopalny był już w zasadzie kompletny, co wytrącało ewolucjonistom darwinowskim argument z ręki w postaci wymówki, że znajdziemy ogniwa pośrednie w okresie sprzed kambru. Jednak takie ogniwa po prostu nie istnieją (s. 47).
Dlaczego pojawienie się licznych nowych typów zwierząt w zapisie skamielin stanowi tak wielki problem dla darwinistów? Jest tak dlatego, że ewolucjoniści uważają proces powstawania gatunków za stopniowy i bardzo powolny. Zapis kopalny jednak całkowicie temu przeczy, a do tego możemy już dziś powiedzieć z całą pewnością, że zapis kopalny jest praktycznie kompletny. Nie było żadnych przodków zwierząt w kambrze, zwierzęta kambryjskie pojawiają się po prostu nagle i znikąd. Nagle pojawiają się nowe, wysoce zróżnicowane plany budowy ciał zwierząt. Gdzie tu jest ewolucja? Nie ma jej (s. 47-48). Nawet gdybyśmy uznali, że większość skamielin zaginęła (a tak nie jest) i gdybyśmy uznali, że dziś dysponujemy jedynie ich bardzo małym ułamkiem, to proces darwinowski zgodnie ze swymi założeniami jest tak obfity, bogaty, zróżnicowany i rozwleczony w czasie, że mielibyśmy go w zasadzie potwierdzonego w sposób kompletny przez zapis kopalny. Form pośrednich byłoby niemal nieskończenie więcej w zapisie kopalnym niż w pełni wykształconych organizmów. Ale tak właśnie nie jest i nic takiego nie ma miejsca (s. 50). Paleontolodzy Stephen Jay Gould i Niles Eldredge zdawali sobie sprawę z tego druzgocącego dla ewolucjonizmu darwinowskiego problemu i wymyślili hipotezę punktualizmu, wedle której zmiany ewolucyjne pojawiają się szybko, a nie wolno, jak postulował Darwin. Jednak biologowie ewolucyjni głównego nurtu odrzucili punktualizm (s. 50), co wcale nie oznacza, że problem braku świadectw kopalnych został rozwiązany. Przeciwnie, punktualizm jest właśnie przyznaniem się przez ewolucjonistów darwinowskich do tego, że taki problem naprawdę istnieje i nie jest to żaden wymysł kreacjonistów.
Dlaczego ewolucjoniści darwinowscy głównego nurtu odrzucili punktualizm? Bo wielkie i przypadkowe mutacje nie zwiększają przystosowania, ale okaleczają i zabijają. Nie ma sposobu, by wielkie mutacje wygenerowały zasadniczo nową formę biologiczną o stopniu przystosowania wystarczającym do tego, by została przekazana w ewolucyjnej grze życia. Wielkie mutacje, wbrew temu co mówią różne komiksy o transformersach, dają dysfunkcyjne, bezpłodne, a często martwe potomstwo, zamiast genetycznych supergwiazd. Tradycyjny neodarwinizm ogranicza się do małych mutacji genetycznych i powolnego tempa ewolucji, ale nie jest zgodny z zapisem kopalnym. Punktualizm zaś jest zgodny z zapisem kopalnym, ale jest zarazem niezgodny z darwinizmem. Ewolucjoniści darwinowscy w gruncie rzeczy stoją przed dylematem wyboru między dwiema złymi możliwościami. Postulowane przez punktualizm zrywy ewolucyjne są zbyt szybkie, aby były prawdopodobne z matematycznego punktu widzenia lub i tak zbyt powolne, by wyjaśnić wzorzec nagłego pojawiania się i stazy w zapisie kopalnym. Nie tylko zapis eksplozji kambryjskiej przeczy neodarwinizmowi, ale darwinowskiej teorii ewolucji przeczy również zapis kopalny z okresu pojawiania się ptaków i zwierząt lądowych oraz w wielu innych miejscach (s. 51-52).
Tak czy inaczej, samo wymyślenie punktualizmu przez dwóch czołowych paleontologów i ewolucjonistów darwinowskich z XX wieku uwydatniło, zamiast rozwiązać głęboki dylemat, jaki stwarza zapis kopalny dla teorii ewolucji. Również cytowani przez Leisolę darwiniści Valentine i Erwin w książce wydanej w 2013 roku potwierdzają, że nie są w stanie rozwiązać problemu eksplozji kambryjskiej w zapisie kopalnym i znaleźć na to odpowiedzi (s. 52). A więc problem, jaki stwarza zapis kopalny dla darwinizmu, nie jest wymysłem kreacjonistów. Potwierdza to właśnie punktualizm, który został wymyślony przez samych ewolucjonistów darwinowskich, aby rozwiązać problem zapisu kopalnego. Ale punktualizm niczego nie rozwiązał.
Darwinowska koncepcja ewolucji ma na razie przewagę wśród biologów, ale nie zdobyła tej przewagi dlatego, że świadczą za nią jakieś dowody. Przeciwnie, problemy, takie jak zapis kopalny, są nieprzezwyciężalne dla ewolucjonizmu. Dlaczego więc darwinizm zyskał przewagę? Dlatego, że zaspokoił określoną potrzebę w sekularystycznym establishmencie. Tą potrzebą jest naturalistyczny scjentyzm. Scjentyzm, ze swoim przywiązaniem do filozoficznego materializmu, potrzebował zwycięstwa teorii bezrozumnej ewolucji nad koncepcją nadnaturalnego stworzenia, więc zwolennicy naturalistycznego scjentyzmu nadal wspierają tę teorię bez względu na to, jak wiele skamieniałości przemawia przeciwko niej (s. 53). Od siebie dodam, że społeczność ewolucjonistów darwinowskich w swych zachowaniach coraz bardziej przypomina wysoce zorganizowaną sektę religijną, która jest na wojnie z ortodoksyjnymi religiami monoteistycznymi.
W rozdziale 3 Leisola zabiera czytelnika w podróż po swoich wątpliwościach odnośnie do darwinowskiej teorii ewolucji. Leisola mieszkał na terenie kampusu Technicznego Uniwersytetu Helsińskiego. W jego mieszkaniu często odbywały się spotkania ze studentami, gdzie przeprowadzano różne ciekawe dyskusje. Był to rok 1976, kiedy to Leisola był profesorem biochemii na Uniwersytecie w Helsinkach. Wtedy to postanowił on opowiedzieć o swym sceptycyzmie wobec darwinowskiej teorii ewolucji. W jego mieszkaniu było aż około 60 studentów, którzy tłoczyli się dosłownie wszędzie. Tak wielkie było zainteresowanie tą dyskusją. Te spotkania ze studentami zaowocowały napisaniem i wydaniem przez Leisolę niewielkiej książeczki w języku fińskim pt. Ewolucja - religia przypadku (książka ta wyszła w 1977 roku). Mimo upływu kilku dekad, treść tej publikacji pozostaje wciąż aktualna. Zawiera ona na przykład cytat ze słów Maurice'a Caullery'ego, który powiedział, że mutacje nie rozwiązują głównych problemów darwinowskiej teorii ewolucji. Leisola opisał również eksperymenty noblisty Hermanna Josepha Mullera, przeprowadzone na muszkach owocówkach. Te eksperymenty nie potwierdziły teorii ewolucji i wykazały jedynie to, że gatunek zmienia się w niewielkim zakresie. Podczas wykładów ze studentami Leisola otwarcie dyskutował o problemach na poziomie molekularnym, przed którymi stoją teorie ewolucji chemicznej i biologicznej (s. 55 i tamże przypis nr 1, s. 57). Leisola rozpoczął też w tym czasie debaty z ewolucjonistami darwinowskimi. Okazali się oni nieprzygotowani do dyskusji. W czasie tych debat wyszło na jaw, że ewolucjoniści jedynie powtarzali bez sprawdzenia obiegowe farmazony. Niektórzy z nich przeszli na stronę Leisoli pod wpływem rozmów z nim. Jednym z takich nowych sceptyków w stosunku do darwinowskiej teorii ewolucji został docent biologii, były nauczyciel Leisoli, Pertti Markkanen (s. 56).
Obrońcy materialistycznej teorii ewolucji strzegą twierdzy darwinizmu przed niepożądanymi pytaniami. Ewolucjonizm darwinowski postuluje, że za powstanie całego życia na naszej planecie odpowiedzialny jest mechanizm błędów, bo mutacje genetyczne są właśnie błędami. Jak błąd może być korzystny i jak błędy mogą być odpowiedzialne za tak genialny proces jak złożoność i inżynieryjność bogactwa życia, którym nie dorównują nawet najbardziej zaawansowane technologie NASA? Czy tylko suma błędów jest odpowiedzialna za ewolucję od mikroba do mikrobiologa? To czysty nonsens. Mutacje rzadko bywają korzystne, a komórki starają się ograniczyć mutacje do minimum. Każda komórka posiada system korekcji błędów. To też wyewoluowało, choć w tej sytuacji zapobiegałoby ewolucji? Co za darwinowskie brednie (s. 57, 59, 172).
Kiedyś ewolucjoniści darwinowscy mniemali, że jest aż 100 tysięcy genów ludzkich. Projekt Human Genome zweryfikował to, jak bardzo darwiniści się mylili w tej kwestii. Okazało się, że genów jest pięć razy mniej - 20 000. Darwiniści często chełpią się tym, że rzekomo ustalili podobieństwo genów w różnych organizmach. Nie mówią jednak prawdy opinii publicznej. Wyszło bowiem na jaw, że te porównania są bardzo dyskusyjne i sporne. Wszystko zależy od tego, co porównujemy i odkąd zaczęliśmy odczytywać gen. W rzeczywistości genetyka dopiero raczkuje. Pozostało jeszcze wiele do odkrycia. O tym też ewolucjoniści darwinowscy nie mówią opinii publicznej (s. 58, 199).
Leisola opisuje też desperackie wysiłki ewolucjonistów darwinowskich, którzy przy pomocy czynników mutagennych, takich jak promieniowanie i substancje chemiczne, próbowali wywoływać ewolucyjne zmiany w roślinach i zwierzętach. Jednak oczywiście nie zostało to uwieńczone żadnym sukcesem (s. 60). Darwiniści do znudzenia przywołują przypadki uodparniania się bakterii na antybiotyki, jako rzekome przykłady „ewolucji w działaniu”, jednak nie jest to żaden przykład ewolucji w działaniu. Pomimo uodparniania się bakterii na antybiotyki, nadal są one tylko bakteriami, a nie czymś nowym lub innym. To nie jest oczywiście żadna „ewolucja” od mikroba do człowieka, o której tyle mówią ewolucjoniści darwinowscy. Jak zauważa Leisola, w żadnym wypadku nie powstaje tu jakaś nowa struktura biologiczna. Bakterie nie wytwarzają nawet nowego rodzaju białka. Po prostu ulepszają lub przekazują informację istniejącą już wcześniej (s. 61-62). Zmiany w organizmach są bardzo ograniczone. Odporność na antybiotyki występuje w bardzo wąskim zakresie (s. 62). Leisola omawia konkretny przypadek bakterii Aerobacter aerogenes. Mutacja w systemie kontroli tej bakterii może być uznana za korzystną w określonym środowisku, jednak z genetycznego punktu widzenia jest to destrukcyjny błąd dla tegoż systemu kontroli. Mechanizm indukujący został bowiem zniszczony. Oznacza to, że zmutowana bakteria nie kontroluje nadprodukcji jednego ze swoich enzymów. Przy okazji taka bakteria będzie mniej przystosowana w normalnych warunkach, bo zużyje część swojej energii do wytworzenia czegoś, czego nie potrzebuje (s. 62-63). Mutacja doprowadziła do degradacji części bakterii - zepsuła ją. Nie doszło jednak do powstania żadnej nowej informacji genetycznej. Aby w wyniku przypadkowych mutacji i doboru naturalnego mogły wyewoluować liczne formy życia istniejące na naszej planecie, mutacje te musiałyby dokonać czegoś znacznie większego od osłabienia istniejących już funkcji biologicznych. Musiałyby wytworzyć nowe formy i funkcje. Niczego takiego jednak nie obserwujemy u Aerobacter aerogenes. Zjawisko to nie występuje również w przypadku mutacji dających odporność na antybiotyki. Te rodzaje przystosowania opierają się zatem na istniejących już liniach metabolicznych. Zjawisko to nie ma nic wspólnego ze zmianami makroewolucyjnymi. Jeśli ewolucjoniści darwinowscy chcą przedstawić świadectwa na to, że za sprawą ślepego procesu o charakterze materialnym jest możliwa zmiana mikroewolucyjna, muszą poszukać przykładów gdzie indziej (s. 63-64).
W rozdziale 4 Leisola opisuje konflikty, w jakie popadł z subkulturą akademicką po zwątpieniu w darwinowską teorię ewolucji. Zaczęło się od odmawiania brania udziału w konferencji przez niektórych profesorów, jacy mieli uczestniczyć w odczycie Leisoli na temat informacji biologicznej (s. 65). Leisola w czasie różnych wystąpień publicznych był z furią atakowany przez różnych profesorów, gdy mówił, że ewolucjoniści darwinowscy tak naprawdę nie wiedzą jak za sprawą nieukierunkowanego procesu powstało życie i jak dalej rozwijało się. Jeden z profesorów w czasie komentowania wypowiedzi Leisoli posunął się nawet do palnięcia piramidalnej bzdury, gdy stwierdził, że drugie prawo termodynamiki mówi o wzroście uporządkowania w przyrodzie, choć prawo to mówi o czymś zupełnie odwrotnym (z czasem entropia wzrasta w przyrodzie, a nie maleje). Jednocześnie Leisola otrzymywał głosy poparcia od innych naukowców, którzy gratulowali mu odwagi i potwierdzali, że nikt nie wie, jak powstało życie. Jednym z takich naukowców był Birger Wikk, profesor chemii. Inny głos poparcia popłynął do Leisoli od Svena Segerstråhle, który potwierdził, że darwiniści nic nie wiedzą o tym, jak powstało i rozwinęło się życie (s. 66-67). Innym profesorem, który wsparł Leisolę był Jouko Virkkunen z Uniwersytetu Helsińskiego. On też doskonale rozumiał trudności, przed którymi stoi darwinowska teoria ewolucji. Był wobec niej sceptyczny. Powiedział, że mutacja genetyczna może wytworzyć co najwyżej jakąś wypustkę. Jednak czystym absurdem jest darwinowska wiara w to, że przypadkowy mechanizm ewolucyjny mógłby wytworzyć taką wspaniałą mechanikę, system kontrolny i program komputerowy w mózgu, aby tą wypustką poruszać. Teoria ewolucji stoi na glinianych nogach, powiedział Virkkunen (s. 67).
Leisola zauważa, że nauka nie formułuje prawd absolutnych i nieodwołalnych. Jej hipotezy zawsze są niepewne. Ale ewolucjoniści darwinowscy wmawiają społeczeństwu, że teoria ewolucji jest już rzekomo twardym faktem. A więc darwinowska teoria ewolucji nie jest nauką (s. 70). Leisoli grożono też utratą pracy z powodu jego sceptycyzmu wobec darwinowskiej teorii ewolucji (s. 71 i s. 139 oraz tamże przypis nr 6). Następnie rektor zakazał mu wstępu do wszystkich pomieszczeń uczelni. W powietrzu wisiała fanatyczna atmosfera linczu (s. 74-75). Leisola zauważył, że ci sami profesorowie, którzy niby popierają wolność akademicką, jednocześnie zakazują swobodnej debaty, zastraszają naukowców i marginalizują ich. Ale tacy ludzie nie spowodują, że dowody przeciwko współczesnej teorii ewolucji znikną (s. 75, 107).
Leisola zwraca też uwagę na to, że darwiniści kłamliwie wmawiają ludziom, że podział na mikroewolucję i makroewolucję rzekomo jest tylko wymysłem krytyków darwinizmu. Tymczasem jest to po prostu brednia. Terminów „mikroewolucja” i „makroewolucja” używali już tacy słynni ewolucjoniści jak George Gaylord Simpson, który posłużył się nimi w 1944 roku, a także Theodosius Dobzhansky. Wprowadzenie tych dwóch terminów nie jest zatem żadnym spiskiem kreacjonizmu (s. 76). Od siebie dodam, że sam spotykałem się z twierdzeniami ewolucjonistów w dyskusjach z nimi, którzy tak samo wmawiali mi, że podział na „mikroewolucję” i „makroewolucję” to rzekomo wymysł kreacjonistów. Tymczasem nie ma żadnych dowodów na to, że makroewolucja zachodzi. Makroewolucja jest jedynie pojęciem filozoficznym, za którym nie kryją się żadne świadectwa obserwacyjne (s. 76). W nauce powinny się liczyć świadectwa, a nie oszukańcze gierki semantyczne ewolucjonistów darwinowskich (s. 77).
Leisola opisuje też problem z darwinowskimi drzewami filogenetycznymi. Badacze zaczęli porównywać te drzewa i okazało się, że drzewa genealogiczne oparte na cechach anatomicznych w wielu punktach odbiegały od drzew genealogicznych opartych na podobieństwach molekularnych. Zatem brakowało im zbieżności. Jeszcze bardziej kłopotliwe dla ewolucyjnej makroewolucji było to, że drzewa genealogiczne oparte na samych porównaniach molekularnych również dawały niezgodne wyniki. Czasopismo „Nature” z 2013 roku (numer 497) sporządziło aż 1070 różnych drzew genealogicznych, po przebadaniu 1070 genów u dwudziestu różnych drożdży. Aż piętrzy się tu od sprzeczności. Biolodzy ewolucyjni nie są w stanie uporządkować nawet 20 typów drożdży, a wmawiają społeczeństwu, że ewolucja jest faktem i rzekomo już wiadomo, jak wyewoluowało aż 1,8 miliona gatunków na świecie. Ktoś nas tu robi w konia (s. 78-79). Warto tu nadmienić, że już nawet sami ewolucjoniści przyznali, że słynne filogenetyczne drzewo Darwina zostało ścięte i wylądowało w koszu. Czasopismo naukowe „New Scientist” w wydaniu z 24 stycznia 2009 (numer 2692) zamieściło na swej okładce bardzo wymowny tytuł: Darwin was wrong. Cutting down the tree of life, co tłumaczy się: Darwin się pomylił. Drzewo życia ścięte. Istotnie.
Darwin manipulował swoimi czytelnikami, gdy porównywał dobór naturalny do inteligentnego procesu hodowlanego, stosowanego przez ludzi. Tymczasem neodarwinowski mechanizm losowych mutacji i doboru naturalnego jest ślepy i nieukierunkowany. Sceptycy protestowali, mówiąc, że przykłady Darwina, zaczerpnięte z hodowli roślin i zwierząt, działają przeciwko jego teorii, bo po pierwsze, są przykładami sztucznego, nie zaś naturalnego doboru, a po drugie, i ważniejsze, dlatego, że dokonują się zawsze w ściśle określonych granicach. Psy pozostają psami. Gołębie pozostają gołębiami. Sceptycy podkreślali, że mikromutacje prowadzące do makroewolucji to jedynie wytwór fantazji darwinowskiej (s. 80). Upłynęło już ponad półtora wieku, a ewolucjoniści darwinowscy wciąż poszukują świadectw dla swej bujnej wyobraźni. Wszystkie przykłady doboru naturalnego, przytaczane w podręcznikach do ewolucji, nie wskazują na tak dalekosiężną, stwórczą moc mechanizmu darwinowskiego. Jednym z takich klasycznych podręcznikowych przykładów jest ćma pieprzowa, zwana krępakiem nabrzozakiem. Ciemno ubarwione ćmy w środowiskach skażonych sadzą miały tendencję do przeważania w populacji, gdyż maskowały się siadając na okadzonych pniach drzew i ptaki, nie widząc tych ciem, rzadziej je zjadały. Gdy sytuacja odwróciła się, a białe ćmy siadały na białych pniach brzozy, to wtedy one lepiej się maskowały i zaczynały dominować w populacji, gdyż były rzadziej zjadane przez ptaki. Ewolucjoniści darwinowscy uwielbiają tę historyjkę, ale jej wiarygodność i wartość dowodowa jest bardzo słaba, delikatnie mówiąc. Badania pokazały, że krępak nabrzozak nie siada na pniach drzew, lecz chowa się wśród liści, Darwiniści fałszowali swe podręczniki, umieszczając w nich fotografie martwych ciem przytwierdzonych do pni drzew przy pomocy szpilki. Nawet gdyby te sfałszowane bajeczki ewolucjonistów były prawdziwe, to nie dowodzą one po prostu niczego, bo mechanizm doboru naturalnego nie wytworzyłby tu niczego nowego. Ćmy o jasnym i ciemnym ubarwieniu istniały już wcześniej, zmieniła się jedynie proporcja jednych i drugich w populacji (s. 81-82). Podobnie jest z dziobami zięb. To kolejna historyjka, którą tak bardzo uwielbiają ewolucjoniści darwinowscy. Ale i ta historyjka nie dowodzi po prostu niczego. Dzioby zięb zmieniają się bardzo nieznacznie w jedną i w drugą stronę, w ściśle określonych granicach. Nie powstaje tu nic nowego, czego wcześniej by już nie było. A co dopiero nowy gatunek (s. 82). Warto tu dodać, że niektórzy zakwestionowali badania, z których miało niby wynikać, że dzioby zięb zmieniają się pod wpływem środowiska. Darwinowskie bajeczki nie wytrzymały nawet tego testu.
Nie są znane przypadki, gdy dobór naturalny wytworzył dużą ilość nowych informacji genetycznych. Rozległe badania przeprowadzone na bakteriach i innych szybko mnożących się organizmach mikroskopowych wykazały jedynie umiarkowane zmiany mikroewolucyjne, mieszczące się w ściśle określonych granicach. Rezultaty wspomnianych badań są łatwe do matematycznego opracowania, co oznacza, że można je rozciągnąć z kilku dekad i laboratoryjnych kolonii bakterii na miliardy lat i życie ożywione na całej planecie. I co się wtedy okazuje? Ano nic. Mechanizm mutacji i doboru naturalnego powoduje zmiany jedynie w bardzo ograniczonym zakresie. Bakterie pozostają wciąż tymi samymi bakteriami i nie ewoluują w nic innego, a co dopiero w człowieka, gada, ptaka, płaza (s. 83, 187). Leisola pisze, że jako biochemik nie zna ani jednego przypadku, w którym mechanizm mutacji i doboru naturalnego doprowadziłby do powstania nowej informacji genetycznej, która zaowocowałaby nowymi organami, narządami, planami budowy ciała etcetera (s. 83-84).
Ewolucjoniści darwinowscy manipulują też opinią publiczną powołując się na przykład mutacji znanej jako niedokrwistość sierpowatokrwinkowa. Ten błąd genetyczny ma być niby przykładem ewolucji w działaniu i twórczej roli doboru naturalnego. Ale nie jest to żadna ewolucja w działaniu. Ten błąd genetyczny nie prowadzi do zwiększenia ilości informacji. Wręcz przeciwnie, niedokrwistość to przykład sposobu, w jaki przyroda niszczy istniejący mechanizm biologiczny. Leisola przyrównuje to do przykładu zardzewiałych drzwi, które trudno otworzyć z powodu rdzy. Aż pewnego dnia nie można już ich wcale otworzyć z powodu korozji. Gdy ktoś potrzebuje zabezpieczenia przed złodziejami, to wtedy takie drzwi dają mu jakąś korzyść pod tym względem. Ale tylko pod tym względem, bo poza tym przez takie drzwi w ogóle nie można byłoby wchodzić do środka. Stwórcza moc rdzy jest żadna. Coś zostało zepsute, wskutek czego powstała korzyść niszowa. Nie pojawiła się jednak żadna nowa maszyna molekularna, a tym bardziej nowy organ, narząd, organizm lub gatunek. Istnieją gatunki ryb, które utraciły wzrok w ekosystemie podwodnych jaskiń, oraz owady, które straciły zdolność latania z powodu zamieszkiwania wietrznych wysp. Takie przykłady trudno uznać za powód do radosnego świętowania (s. 84). Te wszystkie przypadki są przykładami degeneracji, a nie ewolucji. Darwiniści przypominają kogoś, kto argumentuje, że utrata wszystkich zębów to przykład ewolucyjnego nabywania nowej korzystnej cechy, tylko dlatego, że ktoś, kto stracił wszystkie zęby nie zachoruje już na próchnicę. Do podobnych rezultatów prowadzi proces doboru inteligentnie sterowany przez ludzi. Można go zaobserwować w hodowli psów, gdzie prawdziwym problemem stały się choroby genetyczne, gdy rasa zbytnio oddaliła się od swojego dzikiego pierwowzoru (wilka). A zatem znowu pula genowa zostaje zubożona, co prowadzi do osłabienia zdolności adaptacji do zmian zachodzących w środowisku. A to w efekcie zwiększa zagrożenie wyginięciem. I to ma być ewolucja? Wolne żarty. To tylko degeneracja. Wszystkie przykłady mutacji, które są przytaczane przez ewolucjonistów darwinowskich, to tylko przykłady cofania się w rozwoju. Wilki są znacznie lepiej przystosowane do przetrwania w dziczy od chartów. Z każdym dniem zwiększa się ilość świadectw przeciw darwinowskiej idei siły doboru naturalnego (s. 85).
W rozdziale 5 Leisola opisuje przejścia, jakie miał z wydawcami z powodu swojego sceptycyzmu wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Dla ewolucjonistów darwinowskich wszelka etyka jest tylko iluzją wywołaną naszymi genami. W świetle tego wszelka dyskusja o normach moralnych staje się bezsensowna i bezprzedmiotowa. Ponieważ nie ma ostatecznej podstawy norm etycznych, dyskusja sprowadza się jedynie do wymiany różnych subiektywnych opinii (s. 87).
Darwiniści zdominowali główny nurt akademicki i publicystyczny do tego stopnia, że jest on w zasadzie przez nich sterroryzowany. Wydanie czegokolwiek, co krytykuje teorię ewolucji, spotyka się z nie lada wyzwaniem. Leisola postanowił więc założyć własne wydawnictwo, w którym wydawałby pracę krytyczne wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Nakłady polemizujących z teorią ewolucji książek, publikowanych przez wydawnictwo Leisoli, schodziły jak ciepłe bułeczki. Trzeba było robić aż dodruki niektórych książek. Fińskie społeczeństwo było bardzo wygłodzone i spragnione tej wiedzy (s. 88).
Leisola przytacza też ciekawą i wiele mówiącą wypowiedź profesora Henry'ego Schaefera, pięciokrotnego kandydata do nagrody Nobla. Powiedział on, że niektórzy obrońcy darwinizmu oceniają świadectwa na rzecz teorii ewolucji na podstawie standardów, których jako naukowcy nigdy by nie przyjęli w innych okolicznościach (s. 89).
Ewolucjoniści darwinowscy popełniają błąd, myląc obserwacje naukowe z materialistycznym światopoglądem, traktowanym jak religia. Leisola przytacza słowa znanego filozofa Paula Feyerabenda, który ostrzegał przed arogancją nauki i stwierdzał, że nauka jest znacznie bliższa mitowi niż sądzi wiele osób. Nauka jest tylko jedną z form myślenia rozwiniętych przez człowieka, i to niekoniecznie najlepszą. Nauka zwraca na siebie uwagę, jest hałaśliwa i zuchwała. A ostatnio nauka stała się najbardziej agresywną i najbardziej dogmatyczną instytucją religijną (s. 90-91).
Leisola zwraca uwagę też na to, że sfałszowane ryciny zarodków w wykonaniu Ernsta Haeckla nadal są używane w podręcznikach biologii na poparcie darwinowskiej teorii ewolucji, choć już nawet ewolucjoniści wiedzą o tym, że ryciny te zostały sfałszowane. I nie są to jedyne sfałszowane świadectwa ewolucji, które nadal są używane w podręcznikach. Leisola zwraca też uwagę na to, że darwiniści są bardzo nerwowi i przerywają rozmowę zawsze wtedy, gdy sceptycy zadają im jakieś pytania, co pokazuje, że darwinowska teoria ewolucji stoi tak naprawdę na glinianych nogach i nie dysponuje żadnymi sensownymi argumentami za swoimi racjami (s. 91-92).
Leisola opisuje też zabawny (a raczej przerażający) przypadek sterroryzowania przez darwinowską policję fińskiego wydawnictwa WSOY. Legendarny Arthur Ernest Wilder-Smith, posiadacz trzech doktoratów (w tym jeden z chemii), napisał krytyczną książkę o teorii ewolucji pt. Nauki przyrodnicze nie wiedzą niczego o ewolucji (Die Naturwissenschaften Kennen Keine Evolution). Książka ta została wydana w wielu językach. Leisola przełożył ją więc na fiński, po czym wyjechał na wakacje do Szwajcarii. Książka sprzedawała się świetnie, 700 egzemplarzy rozeszło się od razu na pniu. Dobry początek, jak na fińską książkę niezaliczaną do beletrystyki. Co stało się dalej? Sterroryzowany przez ewolucjonistów darwinowskich wydawca tej książki wstrzymał jej sprzedaż i kazał zniszczyć pozostałą część nakładu tejże książki (s. 92). Leisola opisuje też inne przypadki sytuacji, w których darwiniści nie dopuścili do publikacji książek obnażających bezpodstawność lub problemy ich bajeczki o ewolucji (s. 92, przypis nr 12). Witajcie w wolnym świecie akademickiej swobody myśli i wypowiedzi.
Ewolucjoniści darwinowscy wobec przeciwników ich teorii stosują najbardziej podłe chwyty poniżej pasa, takie jak obmawianie, szukanie dziury w całym, blefowanie, obrzucanie wyzwiskami (s. 94, 174).
Leisola omawia też dość szeroko zagadnienie informacji, którą znajdujemy w złożonych strukturach biologicznych, zwłaszcza w DNA. Ślepe, bezcelowe i nieukierunkowane procesy darwinowskie nie są w stanie w żaden sposób tego wyjaśnić, na tej samej zasadzie jak objaśnienie składu chemicznego druku w książce nie wyjaśni nam, skąd wzięła się informacja w tej książce. Procesy fizyczne i chemiczne nie są w stanie wyjaśnić pochodzenia informacji w złożonych strukturach biologicznych. Bezrozumne procesy przyrodnicze nie wytwarzają informacji. To może zrobić jedynie umysł. Nośnik informacji nie jest tożsamy z informacją, która jest na tym nośniku. W jaki sposób molekularny superkomputer, jakim jest komórka, mógł napisać własny program? Darwiniści nie mają pojęcia. Informacje zakodowane w DNA są odkodowywane przez RNA. Sekwencja liter kodu jest ważna dla pożądanej funkcji. Od powstania życia do eksplozji kambryjskiej nastąpił ogromny wzrost informacji, gdy doszło do powstania licznych nowych typów (nie tylko nowych gatunków), czyli zasadniczo nowych planów budowy ciała w ciągu stosunkowo krótkiego czasu geologicznego. Żadne znane zjawisko chemiczne, fizyczne lub biologiczne nie wyjaśnia tak ogromnego przyrostu informacji biologicznej. DNA przechowuje i rozdziela informacje w komórce. Posiada systemy kontrolne. Leisola omawia to bardzo szczegółowo, gdyż jest to pięta achillesowa darwinowskiej teorii ewolucji (s. 94-101, 109, 143, 147-149, 152-155, 156, 171, 209-214, 216).
Leisola opisuje też zagadnienie biologii systemów, która od dawna posługuje się kategorią projektu w przyrodzie i celowości (teleologia) przy wyjaśnianiu struktur świata żywego. Sygnały biologiczne nie krążą przypadkowo w komórce. Są zaadresowane, a materiał musi zostać dostarczony w odpowiednie miejsce. Komórki są małymi fabrykami, posiadającymi nawet własne taśmy montażowe. Są wyposażone w systemy bezpieczeństwa. Struktury te są ewidentnie celowościowe i zaprojektowane w bardzo skomplikowany i inżynieryjny sposób, żaden przypadkowy proces darwinowski nie byłby w stanie ich wytworzyć nawet przez biliony lat. Przypadkowe procesy nie wytwarzają nic poza chaosem i entropią. Darwinowska teoria ewolucji jest po prostu piramidalnym nonsensem. Biolodzy systemów otwarcie powołują się na terminologię teoretyków projektu i ignorują darwinowskie ramy założeniowe. Leisola nawet cytuje ich wypowiedzi, w których jawnie się do tego przyznają. Biolodzy systemów i biolodzy syntetyczni pracują już w nowym, teleologicznym paradygmacie, odrzucając mechanistyczne wyjaśnienia ewolucjonistów darwinowskich (s. 99-101, 213-214, 216).
Leisola wspomina też, że darwiniści grozili nawet śmiercią brytyjskiemu matematykowi, astronomowi i astrobiologowi Chandrze Wickramasinghe, po tym jak razem ze słynnym astronomem Fredem Hoyle napisał on w 1981 roku książkę pt. Evolution from Space. Policja potraktowała tę groźbę darwinowską na tyle poważnie, że Chandra wyjechał do swej ojczystej Sri Lanki wraz z rodziną. Ktoś groził mu, że spali jego dom razem z nim. Leisola nie dowierzał tej historii i postanowił ją sprawdzić. Napisał list do Chandry. Ten w liście zwrotnym potwierdził, że tak było, a nawet opisał wszystko w szczegółach. Ach ta darwinowska swoboda akademickiej wymiany myśli. Leisola opisuje też przykład pewnego filmu pt. The Deep Waters of Evolution. Film ten był wywiadem ze sceptycznymi wobec teorii ewolucji naukowcami. Z nieznanych powodów nie był on emitowany aż trzy lata po produkcji (s. 104). Sam Leisola również otrzymywał groźby od darwinistów (s. 138-139 i przypis nr 6 na s. 139).
Darwinowska teoria ewolucji to myślenie magiczne, a darwiniści stosują prymitywne sztuczki sofistyczne, aby się bronić. Błędne koła (błąd petitio principii) i ataki ad hominem to ich najczęstsze chwyty erystyczne. Darwinizm ma bardzo wiele wspólnego z astrologią. Obie te dziedziny posługują się wieloznacznymi i niejasnymi opowieściami, których nie da się sfalsyfikować. To nie jest nauka (s. 106, 195). Inne taktyki erystyczne, stosowane przez darwinowskich sofistów, to karykaturalne przeinaczanie argumentów przeciwników teorii ewolucji, ogólnikowe powoływanie się jedynie na wątpliwe autorytety (błąd logiczny argumentum ad verecundiam) oraz unikanie jak ognia naukowych argumentów kwestionujących ewolucjonizm (s. 135, 183, 194).
Leisola obala też absurdalną retorykę darwinistów i wtórujących im sekularystów, którzy straszą społeczeństwo, że jak teoria ewolucji upadnie, to nastąpi ponowna era teokracji i rządów fundamentalistów religijnych. Tymczasem jest to bzdura. Najwybitniejsi uczeni wszechczasów, tacy jak Newton, Galileusz, Boyle, Faraday, Maxwell, Pascal i Pasteur byli głęboko wierzącymi naukowcami, którzy nawet inspirowali się swą wiarą w Boga w zapale odkrywania tajników przyrody (s. 106-107). I jakoś nauka od tego nie upadła. I jakoś świat nie wpadł wtedy w objęcia fundamentalizmu religijnego, a wręcz przeciwnie, była to era, w której w zasadzie rodził się już sekularyzm (pominąwszy czasy Galileusza). Od siebie dodam, że darwiniści i ateiści często strasząc ludzi tym, że po upadku ewolucjonizmu darwinowskiego rzekomo nastaną wieki religijnego fundamentalizmu, potwierdzają tylko nieświadomie to, że ich religia darwinowska ma na celu ateizowanie społeczeństw. Ateistycznym darwinistom nie przeszkadza religia, bo teoria ewolucji jest właśnie ich religią, co przyznał wyżej już cytowany ewolucjonista Michael Ruse. Ateistycznym darwinistom przeszkadzają te religie, które nie są ich religią.
Począwszy od 1979 roku naukowcy regularnie znajdowali wyjątki od powszechnego kodu genetycznego. To w zasadzie obala darwinizm, który twierdzi, że istnieje rzekomo powszechny kod genetyczny, który jest dowodem wspólnoty pochodzenia całego życia na Ziemi (s. 108).
Darwiniści byli do tego stopnia zdesperowani, że jako „dowody ewolucji” przedstawiali zmutowane muszki owocowe z odnóżami wyrastającymi z ich głów. Fantastyczne „dowody” na ewolucję, naprawdę jestem pod wrażeniem. Owad ten jest jednak beznadziejnym kaleką, a nie prekursorem nowego, lepszego gatunku owadów. Embriolodzy wiedzą od lat, że podstawowa forma ciała zwierzęcia jest już ustalona, zanim geny budujące ciało zaczną działać. Jeśli muchy i ludzie mają bardzo podobny zestaw genów budujących ciało, to dlaczego muchy nie rodzą ludzi? Wykształcenie odporności na antybiotyki przez bakterie nie jest dowodem na to, że całe życie samoistnie i bez niczyjej pomocy wyewoluowało z chmury gazów. Wykształcenie odporności na antybiotyki u bakterii jest jedynie przykładem niewielkiej zmienności w obrębie gatunków, a nie przykładem przemiany jednego gatunku w inny. Bakteria nabywająca odporność na antybiotyki wciąż jest tylko tą samą bakterią i nie zmienia się w nic innego niż bakteria. Takie drobne zmiany istniejące w ramach gatunków były już znane u hodowców setki lat przed Darwinem i nie doprowadziły do zmian jednych gatunków w nowe gatunki. Za pomocą takich nieadekwatnych przykładów jak odporność bakterii na antybiotyki ewolucjoniści darwinowscy sprawiają jedynie fałszywe wrażenie, że ich teoria została potwierdzona (s. 108-109). Darwinizm ma też na koncie fałszywe prognozy, na przykład odnośnie do rzekomo śmieciowego DNA, dla którego biolodzy odnaleźli jednak istniejące funkcje. A więc nie jest to żadne „śmieciowe” DNA, jak jeszcze 20 lat temu powszechnie wierzyli ewolucjoniści darwinowscy, a niektórzy z nich wierzą w to do dziś z powodu swej ignorancji lub efektu wyparcia (s. 109). To teoryjki i bajeczki darwinowskie nie są niczym więcej niż tylko śmieciami.
Leisola pisze też o słynnym antyewolucyjnym filmie pt. Expelled: No Inteligence Allowed. Film ten obejrzało w kinach aż kilka milionów osób. Odniósł ogromny sukces medialny. W filmie tym wypowiedzieli się naukowcy sceptyczni wobec darwinowskiej teorii ewolucji (film ten jest też wstawiony na YouTube w momencie pisania przeze mnie niniejszego tekstu - oczywiście gorąco polecam ten film wszystkim zainteresowanym). Sukces wspomnianego filmu był jednak zbyt duży, żeby darwiniści pominęli go milczeniem. No więc zareagowali. Jak? Tak jak zwykle - oświadczając publicznie, że film jest rzekomo spiskiem uknutym przez kreacjonistów, którzy chcą wprowadzić idee religijne do szkół. Jednak w filmie nic o religii nie było, no chyba, że o tej religii darwinowskiej, która już w szkołach rozpleniła się na dobre. Film zaś opowiadał o naukowcach wyrzuconych z pracy tylko dlatego, że nie popierali oni bajeczki o ewolucji darwinowskiej. Darwiniści wierzą, że ślepe i nieukierunkowane siły przyrody doprowadziły do powstania złożonych cząsteczek, a następnie zwierząt i roślin. Tymczasem nawet najprostsze organizmy żywe są znacznie bardziej skomplikowane od maszyn zaprojektowanych przez ludzkich inżynierów z użyciem najbardziej zaawansowanych technologii. Ewolucjonizm darwinowski nie jest w stanie w żaden sposób wyjaśnić powstania zaawansowanych struktur biologicznych, nanomaszyn, wyrafinowanej inżynierii biochemicznej (s. 110, 172-173, 183-185, 203). Człowiek często naśladował przyrodę, ale nigdy nie zdołał przewyższyć jej najbardziej złożonych rozwiązań. Ile to jeszcze nasi najlepsi inżynierowie muszą się nauczyć od przyrody. Wystarczy wspomnieć o echolokacji, orientacji u ptaków, metamorfozie motyla, niesłychanie złożonych oczach owadów i zwinnym lataniu ważki. To są cuda przyrody, maszynerie natury, cuda inżynierii biologicznej. Okazuje się, że istnieje już cała gałąź w biologii, zwana bioniką, która zajmuje się technologicznym naśladowaniem projektów przyrody (ludzcy inżynierowie konstruują na przykład silniki wzorowane na silniku wici bakteryjnej). Leisola pisze też, że kolejnym problemem dla darwinizmu jest fakt, że skomplikowana seria zdarzeń zachodzących w okresie rozwoju zarodkowego nie może zostać wyjaśniona przez prostą analizę pochodzenia i funkcjonowania genów (s. 111).
Bajeczki ewolucjonistów darwinowskich sypią się na naszych oczach. Jednym z największych problemów darwinizmu jest zagadnienie orkiestracji. Ciało ludzkie jest zbudowane z setek komórek już od rozwoju zarodkowego. Wszystkie one muszą powstać w odpowiednim czasie, w odpowiedniej ilości i zostać dostarczone w odpowiednie miejsce podczas rozwoju zarodkowego. Jeśli to wszystko nie będzie idealnie zgrane, dojdzie do autodestrukcji organizmu. Jak ta niezwykła orkiestracja, nadzorowana rzekomo przez jakiegoś ślepego zegarmistrza darwinistów, mogła wyewoluować w sposób stopniowy, jedna mikromutacja po drugiej? Ewolucjoniści nie mają o tym zielonego pojęcia, ale mimo to są pewni, że „jakoś” musiało do tego dojść. Jakoś. Ślepa wiara w cuda jest bardzo typowa dla darwinistów. Upadł też dogmat ewolucji darwinowskiej o wspólnym pochodzeniu opartym rzekomo na świadectwie genów. Już nawet darwiniści przyznają, że należy odłożyć ten pogląd do lamusa. Nie ma żadnego wspólnego zestawu zachowanych genów dla całego życia. Każdy nowy genom wnosi własny zestaw unikalnych genów (s. 112, 172, 203). Dwadzieścia procent genów nicienia ma unikalny charakter (s. 112-113). Każda linia rozwojowa mrówek zawiera około 4000 nowych genów. Różnice morfologiczne można przypisać małej grupie nowych genów. Nie wiadomo, skąd się biorą te nowe geny. Darwinowska makroewolucja wymaga skoordynowanych zmian, by powstały nowe podstawowe plany budowy ciała zwierząt, bowiem jedynie pełny zestaw skoordynowanych zmian mógłby doprowadzić do korzystnej, a nie szkodliwej zmiany, która i tak zostałaby szybko wyeliminowana. Inne odkrycia wykazały, że ten problem może być przyczyną jeszcze większego bólu głowy ewolucjonistów darwinowskich. Wczesne mutacje są zawsze szkodliwe lub śmiertelne (letalne). Mutacje wpływające na podstawowe elementy budowy ciała organizmów są zawsze szkodliwe, prowadzą do okaleczających deformacji lub śmierci. Późniejsze eksperymenty przeprowadzone na różnych organizmach doświadczalnych doprowadziły do takich samych wniosków. Mutacje, które wpływają na podstawowy plan budowy ciała organizmów są szkodliwe, a często śmiertelne (s. 113, 115, 172, 181, 183, 203). Genetyk John F. McDonald nazywa ten problem „wielkim paradoksem darwinowskim” (s. 113-114). Zatem mutacje, których ewolucja potrzebuje do tego, aby stworzyć nowe plany budowy ciała, nie zachodzą, a te, które zachodzą, nie są jej potrzebne. Epigenetyka jest ostatecznym gwoździem do trumny darwinowskiej bajeczki o tym, że zmiany ewolucyjne w organizmach są powodowane przez losowe mutacje i utrwalane przez dobór naturalny. Tymczasem epigenetyka wprost temu przeczy. Coraz liczniejsza grupa współczesnych biologów jest przekonana, że w komórce znajdują się informacje, które nie są zawarte w DNA. Tak! Inaczej mówiąc, DNA nie kontroluje wszystkich procesów komórkowych. Biolodzy rozwojowi zaobserwowali, że plany ciała tworzą się pod wpływem formy i budowy komórek zarodka, a tego rodzaju informacja znajduje się poza DNA. Informacja zawarta w DNA jest zatem tylko częścią całkowitej informacji biologicznej. Jest to jeden z powodów, dla których mimo dowolnego mutowania DNA nigdy nie powstanie żadna nowa struktura anatomiczna (sic!). Badania w dziedzinie biologii komórki wykazały, że tradycyjny mechanizm darwinowski nie jest zdolny do spowodowania ważnych zmian ewolucyjnych (s. 114-115). Rewolucja epigenetyczna jest cmentarzem dla darwinowskiej koncepcji stopniowych zmian ewolucyjnych poprzez przypadkowe mutacje (s. 115, 201-202, 215). Pamiętajmy bowiem, że zdaniem neodarwinistów losowe mutacje i utrwalający je dobór naturalny są jedynym mechanizmem ewolucji. A tu się okazuje, że ten mechanizm nie jest w stanie doprowadzić do zmian wytwarzających nowe plany budowy ciała, czyli po prostu nowe zwierzęta, co ma leżeć w samym sercu darwinowskiej idei makroewolucyjnej, bez której nie ma żadnej ewolucji.
W rozdziale 7 Leisola analizuje relację między darwinizmem i instytucjonalnym chrześcijaństwem, naświetlając sprawę głównie od tej strony, że kościoły chrześcijańskie dały się ograć ewolucjonistom darwinowskim niczym dzieci. Nawet w czasie krajowej konferencji luteranów w Finlandii w 2005 roku krytycy darwinowskiej teorii ewolucji nie zostali dopuszczeni do mównicy (s. 117, 126). Leisola pyta: czy Kościół podporządkowany naturalistycznemu scjentyzmowi może być wiarygodny? (s. 118). Ewolucja ma być ślepym, nieukierunkowanym i bezrozumnym procesem nie wspieranym przez nikogo. Według ewolucjonistów darwinowskich ludzie są dziełem naturalnego procesu pozbawionego celu, który nie miał nas na względzie. Tak zwany teistyczny ewolucjonista próbuje więc dosiąść dwóch koni, które biegną w przeciwnych kierunkach (s. 119). Liberalni przywódcy chrześcijaństwa dopasowują Biblię do neodarwinizmu, ale nigdy odwrotnie. Karcą też słownie wiernych swoich kościołów i naukowców, którzy sprzeciwiają się darwinowskiej teorii ewolucji. Leisola doświadczył tego osobiście i nie tylko on jeden. Jak ocenić postawę takich serwilistycznych duchownych? Jak najbardziej nagannie. Jest to typowa dla chrześcijańskich liberałów teologia kapitulacji wobec scjentyzmu, naturalizmu i darwinowskiego materializmu (s. 120-123). Taka kapitulacyjna postawa żenuje nawet niektórych skrajnych nihilistów z obozu świeckich myślicieli. Paul Feyerabend, znany filozof i metodolog nauki, oświadczył, że jest szczególnie zdeprymowany taką postawą chrześcijańskich liberałów. Feyerabend stwierdził, że współczesny Kościół jest przestraszony powszechnym zgiełkiem podnoszonym przez wilki nauki i woli wyć razem z nimi, zamiast nauczyć ich dobrych manier (s. 123-124). Darwinowski naturalizm zatruł nie tylko świeckie uniwersytety i akademie, ale nawet wydziały teologii (s. 124-125). Józef Stalin jako chłopiec pobierał naukę w szkole cerkiewnej, ale po lekturze Darwina wyrzekł się wiary i zaczął nawracać innych na ateizm, wykorzystując przy tym darwinowskie idee (s. 125). Leisola cytuje biografów Stalina, którzy to potwierdzają (s. 125 i tamże przypis nr 13). Wielu innych też straciło wiarę po zapoznaniu się z teorią ewolucji. Jednym z nich był słynny William Provine. Leisola również cytuje jego oświadczenia, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości w tej sprawie. Provine oświadczył, że ewolucjonizm darwinowski doprowadził go nie tylko do ateizmu, ale także do utraty wiary w wolną wolę, obiektywną moralność i sens życia. Provine doskonale rozumiał, że darwinowski ewolucjonizm jest wrogi w stosunku do ortodoksyjnego chrześcijaństwa (s. 126-127). Ten darwinista był przynajmniej konsekwentny w kwestii wyciągnięcia wniosków z ideologii ewolucji darwinowskiej. To samo można powiedzieć o Stalinie. Też doskonale zrozumiał to samo, co Provine, wyciągając poprawne wnioski z pism Darwina.
Na stronie 128 Leisola oświadcza, że jako profesor biochemii opublikował 140 zrecenzowanych artykułów naukowych i był cytowany w literaturze naukowej 5000 razy. Leisola wątpi jednak w obiektywizm recenzentów, wątpią w to też inni naukowcy, między innymi znany kosmolog i fizyk teoretyczny Frank Tipler. Recenzenci bywają zbyt powierzchowni w ocenach i rzadko akceptują punkty widzenia, które są niezgodne z ich światopoglądem. Recenzenci pism naukowych to sekta, która forsuje tyranię większości pod pozorem uszanowania konsensusu. Ale konsensus to dogmatyka, w niczym nieodróżnialna od religijnej ortodoksji (s. 128-132, 136).
Leisola opisuje też dość zabawne sytuacje, które pokazują jak dogmatyczni są darwiniści, którzy nie są w stanie zaakceptować żadnego wyniku niezgodnego z ich ewolucyjną religią. W 2005 roku Mary Schweitzer poinformowała o swoim słynnym już odkryciu tkanki miękkiej w kościach tyranozaura. Wynik kompletnie niezgodny z darwinowskim paradygmatem i ewolucyjnymi założeniami. Jaki był efekt tego odkrycia? Darwiniści rozpętali piekło. Nie byli w stanie za nic w świecie uznać tego wyniku. Nieważne, co mówią dane. Im bardziej fakty są niezgodne z darwinowską ideologią, tym gorzej dla faktów. Schweitzer zapytała jednego z oburzonych ewolucjonistów darwinowskich, jakie wyniki powinna opublikować, aby go to zadowoliło. Odpowiedział, że żadne, bo wyniki badań go nie interesują. Wyniki, jakie zaprezentowała, są dla niego niemożliwe. Możliwe są tylko te, które wspierają ewolucjonizm darwinowski. Czasopismo „Discover” z 27 kwietnia 2006 roku nazwało w tytule swego artykułu „niebezpiecznym” (dangerous) odkrycie dokonane przez Schweitzer. Takie historie przeżyło wielu innych naukowców (s. 130 i tamże przypis nr 24). Oto ewolucjonizm darwinowski w pełnej krasie. Trudno o bardziej jaskrawy przykład, który unaoczniałby nam, że darwinowski ewolucjonizm to nie nauka. To ideologia, metafizyczna koncepcja, która jest filozoficznym materializmem przebranym za „naukę”. Dane naukowe nie mają tu najmniejszego znaczenia. Darwinizm nie podąża za danymi, bez względu na to, gdzie one prowadzą (s. 132, 137).
W rozdziale 8 Leisola opisuje irracjonalne zachowania tak zwanych „racjonalistów”. Jednym z najbardziej zabawnych momentów w książce Leisoli jest opis, w którym opowiada on o tym, jak miało dojść do debaty pomiędzy nim (między innymi) i ewolucjonistami darwinowskimi oraz ateistami. Fińskie stowarzyszenie sceptyków i fińskie towarzystwo darwinowskie miało przybyć na debatę zaplanowaną na 13 marca 2009 roku. Darwiniści i ateistyczni „sceptycy” mieli się zjawić na debacie i zmiażdżyć przeciwników teorii ewolucji. Brzmi pięknie. Ale ostatecznie ewolucjoniści darwinowscy i ateistyczni „sceptycy” na debacie po prostu nie zjawili się, bo nie przyszli. Istny kabaret! (s. 133-135). I tyle wyszło z tej debaty, czyli nic. Leisola zamieścił też w 2005 roku w fińskim czasopiśmie chemicznym ogłoszenie, w którym zaprosił darwinistów do debaty na temat powstania życia i naukowej wiarygodności teorii ewolucji. Odważnych do debatowania nie było (s. 136). Od siebie dodam, że kpiną jest udawanie przez ateistów i ewolucjonistów darwinowskich, że są oni niby „sceptykami”. Jest to oszukiwanie społeczeństwa. Żaden prawdziwy sceptyk nie broni jednocześnie bajeczki darwinowskiej, na którą nie ma żadnych dowodów, ale to absolutnie żadnych.
Leisola opisuje też, jak ateiści i ogólnie kreowana przez nich sekularystyczna subkultura rozgłasza bajki i mity na temat Średniowiecza. Ateistyczni bajkopisarze często wciskają ludziom kit, że w Średniowieczu wierzono w płaską Ziemię pod wpływem nauki Kościoła. Tymczasem jest to dziecięca wiara ateistów i świecki mit doby oświecenia, który nie ma nic wspólnego z prawdą. Ziemia ma kształt kuli w kosmologii średniowiecznych uczonych, na dowód czego Leisola przytacza historyczne dokumenty i ryciny (s. 137).
Leisola wspomina też o słynnej liście podpisanej przez ponad tysiąc naukowców, którzy zadeklarowali sceptycyzm wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Na tę listę mogą się wpisywać wyłącznie ci, którzy mają przynajmniej stopień doktora. Większość sygnatariuszy ma doktorat z nauk przyrodniczych. Lista była protestem przeciw publicznym kłamstwom darwinistów, wedle których żaden poważny naukowiec nie wątpi w darwinowską teorię ewolucji i teoria ta rzekomo nie podlega dyskusji w świecie naukowym. Leisola zauważa, że to tylko wierzchołek góry lodowej, bo zna prywatnie więcej naukowców, którzy wątpią w darwinowską teorię ewolucji, ale obawiają się konsekwencji po ewentualnym ujawnieniu tego (s. 138). Jednym z najbardziej przerażających przykładów szykanowania biologów, którzy postępują nie po myśli ewolucjonistów darwinowskich, był przypadek biologa Richarda von Sternberga. Ewolucjoniści darwinowscy zniszczyli mu karierę, rozpowszechniali kłamstwa, pomówienia, plotki i oszczerstwa na jego temat. Przeprowadzono w tej sprawie dwa śledztwa. Sprawa była tak głośna, że zajął się nią aż kongres Stanów Zjednoczonych, który w ostatecznym raporcie z prac komisji ogłosił, że nic z tego, co zarzucano Sternbergowi, nie okazało się prawdą. Sternberg został uniewinniony we wszystkich dochodzeniach. Darwiniści rozpętali kampanię złożoną z samych kłamstw. Smithsonian Institution, czyli organizacja, w której Sternberg był zatrudniony i która szykanowała go, nigdy go nie przeprosiła za wszystkie te kłamstwa i pomówienia (s. 141-143).
Leisola bardzo zręcznie punktuje też głupoty i kłamstwa wygadywane przez Richarda Dawkinsa, naczelnego apologetę ewolucjonizmu darwinowskiego na świecie. Okazuje się, że Dawkins nie tylko przerżnął z kretesem publiczną debatę o ewolucji z wspomnianym już wyżej profesorem Arthurem Ernestem Wilderem-Smithem. Dawkins został do tego stopnia znokautowany w czasie tej debaty, że musiał jakoś umniejszyć swoją porażkę i po debacie publicznie nakłamał, że Wilder-Smith nie studiował na Oxford University. W rzeczywistości Wilder-Smith studiował na Oxfordzie w latach 1933-1935. Doktorat zrobił w Reading. Prócz tego Wilder-Smith obronił jeszcze dwa doktoraty - jeden na Uniwersytecie Genewskim i drugi na Politechnice Federalnej w Zurychu. Tytuł profesora farmakologii Wilder-Smith posiadał na kilku uniwersytetach w Europie. (s. 136, 140-141). A zatem Dawkins jest przy tym człowieku zaledwie skromnym idiotą. Zresztą Dawkins tak w ogóle jest idiotą, choćby nawet miał dziesięć profesur i dwadzieścia doktoratów. Niczego by to nie zmieniło.
Nokaut Dawkinsa po debacie z Wilderem-Smithem o darwinowskiej teorii ewolucji był tak dobitny, że Uniwersytet w Oxfordzie usunął wszelkie ślady ze swych archiwów Oxford Union po tej druzgocącej dla ewolucjonistów darwinowskich wymianie zdań. Jednak w maju 2003 roku Dawkins publicznie przyznał, że wspomniana debata się odbyła, po czym znowu zaczął obrażać Wildera-Smitha (s. 140).
Leisola odpiera też częstą sofistykę darwinistów, którzy powołują się na to, że mamy rzekomo aż 98,7% wspólnego genomu z szympansami. Ma to być ewolucyjny dowód na rzekomą wspólnotę pochodzenia ludzi i małp. Pominąwszy to, że jest to nieprawda, bo liczba ta sukcesywnie spada w miarę jak jest aktualizowana pod wpływem dokładniejszych badań, to należy tu dodać, że ewolucjoniści darwinowscy jak zwykle manipulują danymi. Genetyczne różnice są większe niż wskazywałaby ta liczba. Po drugie, powszechnie szacuje się to podobieństwo jedynie na podstawie pojedynczego nukleotydu, pomijając inne rodzaje różnic genetycznych (s. 147). Wcale nie jesteśmy aż tak podobni do małp, jak wmawiają nam darwiniści. Wręcz przeciwnie, ludzi i małpy dzielą nieprzekraczalne różnice i wręcz przepaść. Ludzie i małpy dzieli odległość tak wielka, jak galaktyki.
W rozdziale 9 swej znakomitej książki Leisola opisuje swoje i swoich kolegów badania laboratoryjne białek, których wyniki zaprzeczają darwinowskiej teorii ewolucji. Leisola opisuje też swoje dyskusje ze światowej klasy biochemikami na temat ewolucji darwinowskiej. Okazuje się, że po zadaniu im kilku pytań sprawdzających biochemicy ci przyznawali się, że nigdy nie zweryfikowali twierdzeń ewolucjonistów i po prostu przyjęli te twierdzenia na wiarę, nie znając w ogóle podstaw teorii darwinowskiej (s. 151-153). Jak słodko.
Leisola opisuje też ogromne problemy, jakie zwolennicy darwinowskiej teorii ewolucji mają z wyjaśnieniem pochodzenia tak zwanych genów sierocych ORF. Istnienie genów sierocych jest niezgodne z darwinowskim założeniem, że ewolucja postępuje małymi kroczkami. Geny sieroce są bowiem oddalone od innych genów niczym galaktyki kosmiczne. Geny sieroce dzieli od innych genów taka przepaść, że żadne opisy i próby wyjaśnień nie są w stanie wytłumaczyć ich powstania za pomocą serii małych ewolucyjnych kroczków. Ich ewolucja jest po prostu niemożliwa fizycznie i biologicznie, biorąc pod uwagę jakiekolwiek obliczenia prawdopodobieństwa. To kolejny gwóźdź z wielu gwoździ do trumny darwinowskiej teorii ewolucji. Leisola osobiście badał to zagadnienie wraz z innymi naukowcami (s. 155-156, 215). Wszystkie szumne twierdzenia darwinistów na temat rzekomych mechanizmów ewolucji są pozbawione empirycznego potwierdzenia (s. 157). W ciągu 150 lat istnienia bakteriologii nie natrafiono nawet na żaden przypadek przekształcenia się jednego rodzaju bakterii w drugi, jak oświadczył cytowany przez Leisolę Alan Linton, profesor bakteriologii z Uniwersytetu Bristolskiego (s. 159).
Od strony 158 do 164 swej książki Leisola demaskuje blefy ewolucjonistów darwinowskich, którzy desperacko próbowali osiągnąć jakiekolwiek dowody na ewolucję, uszkadzając i niszcząc systemy kontrolne i regulacyjne bakterii lub wyłączając pewne geny. Jednak w ten sposób nie osiągnięto niczego nowego, żadnej nowej bakterii, a co dopiero rośliny lub zwierzęcia. Eksperymenty ewolucjonistów darwinowskich na Bogu ducha winnych bakteriach nie wytworzyły żadnych nowych rodzajów białek lub komórek, żadnych nowych interakcji typu białko-białko, żadnych nowych maszyn molekularnych. Efektem zawsze była tylko utrata informacji, zniszczenie mechanizmów, przy pomocy których bakteria naprawia swoje DNA. Bakterie traciły też zdolność wytwarzania cukru - rybozy, który jest składnikiem RNA. Niszczenie i uszkadzanie genów bakterii nie jest żadną ewolucją. To nonsens. Znaczenie drobnych mutacji bakterii jest ciągle przesadnie reklamowane przez darwinistów w ich świecie naturalistycznej wiary w ewolucję. Sytuacja przypomina stare porzekadło, że „krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje” - innymi słowy, wiele gadania, ale żadnych autentycznych rezultatów (s. 154-164, 171-172, 183-185, 187, 201, 203). Od siebie dodam, że podobnie ewolucjoniści darwinowscy męczyli biedne muszki owocówki, uszkadzając ich geny i produkując w ten sposób jedynie bezużyteczne mutanty z nogami na głowie lub ze zbędną parą skrzydeł. Jak widać, wiara w darwinowską bajeczkę o ewolucji polega właśnie na tym, że darwinista wierzy w to, iż powstał w wyniku serii uszkodzeń. Oto absurd nad absurdy. Ludzie uwierzą w każdy absurd, byleby tylko nie uwierzyć w Boga. Dokładnie tak jak pisał święty Paweł (Rz 1,21-22).
W rozdziale 10 Leisola przy pomocy bardzo złożonych wywodów z zakresu biochemii demaskuje blefy darwinistów odnośnie do rzekomych mikrobiologicznych dowodów na ewolucję. Leisola opisuje swoje badania z zakresu modyfikacji białek i inne prace dotyczące molekuł, które doprowadziły do opatentowania jego odkryć. Leisola oświadczył - warto przytoczyć jego godne uwagi i bardzo dobitne słowa w tym miejscu: „Ponad 40 lat pracy w tej dziedzinie spowodowało, że jestem jeszcze bardziej sceptyczny wobec teorii ślepej, nieukierunkowanej ewolucji. Widzę coraz bardziej wyraźnie, że przypadkowe mutacje nie mogą wytwarzać nowych funkcjonalnych informacji - ba, nawet jednego nowego genu - z pomocą lub bez pomocy doboru naturalnego i innych mechanizmów dodatkowych wprowadzonych w celu ratowania teorii neodarwinowskiej w obliczu zmasowanego naporu świadectw. [...] Efektem postępów w dziedzinie inżynierii genetycznej jest powstanie części takich kontrświadectw” (s. 166, patrz też s. 167, 171-173, 183). Wyniki eksperymentalne wskazują, że enzym lub białko można zmodyfikować jedynie na ograniczoną liczbę sposobów bez zniszczenia jego podstawowej struktury (s. 167).
Prawdopodobieństwo uzyskania dwóch równoczesnych i specyficznych mutacji w enzymach, które badał pewien doktorant odpytywany przez Leisolę na obronie doktoratu, było nie większe niż jeden do 20 milionów. Nie było więc niczym zaskakującym, że metoda oparta na przypadkowych mutacjach nie dała pozytywnego rezultatu. Neodarwinowskie mechanizmy nie posiadają żadnej stwórczej mocy (s. 168). Darwinowska teoria ewolucji jest jednak pod ochroną przed krytyką najbardziej zagorzałych sceptyków. Postmoderniści mogą sobie krytykować możliwość wszelkiego poznania i nawet istnienie samej rzeczywistości, jednak darwinizm jest wyłączony z tej krytyki i pozostaje w sferze tabu. W kulturze akademickiej istnieje tendencyjna wybiórczość i poprawność polityczna w kwestii tego, co można krytykować, a czego nie (s. 169). Oczywiście zalatuje tu hipokryzją u akademików. Albo prędzej strachem. Darwinowska milicja czuwa całą dobę (s. 164, 173-174).
Badania wciąż pokazują, wbrew założeniom darwinowskiej teorii ewolucji, że każda żywa komórka opiera się zmianom wykraczającym poza pewne skromne ramy, gdyż jest ona niezwykle skomplikowaną, ściśle kontrolowaną holistyczną całością (s. 172, 187, 203). Darwinowska teoria ewolucji ma własny paragraf 22. Nie ewoluuje coś, co nie istnieje. Darwiniści nie są więc w stanie wyjaśnić ewolucją powstania życia, białek i enzymów (s. 187). Istny pat.
W rozdziale 11 Leisola opisuje coraz większą przepaść, jaka istnieje pomiędzy wynikami badań biologicznych i darwinowską teorią ewolucji. Leisola snuje też paralele, jakie występują pomiędzy neodarwinizmem i upadłymi koncepcjami nauki, takimi jak kosmologia geocentryczna, teoria humoralna, koncepcja nieruchomych kontynentów i teoria flogistonowa. Darwinowska teoria ewolucji w bardzo wielu punktach przypomina właśnie upadłą teorię flogistonu. Chemicy zrobili z flogistonu niejasną zasadę, która nie jest ściśle zdefiniowana i w konsekwencji pasuje do wszelkich wyjaśnień. Koncepcja flogistonowa była przystrojona miriadami łatek. Dokładnie taka sama sytuacja występuje w przypadku darwinowskich takich sobie bajeczek. Darwinowska teoria ewolucji jest współczesną teorią flogistonową (s. 190-191, 192, 203-204). Darwinizm wszystko niby „wyjaśnia”. Te same procesy, które nakazały rybom wyjść na ląd, innym zwierzętom nakazały wrócić do morza. Świat jest albo altruistyczny, albo jest zalaną krwią areną przetrwania najlepiej przystosowanych. Darwinowska teoria ewolucji „wyjaśnia” zarówno cnotę, jak i występek, miłość i nienawiść, religię i ateizm. Pod tym względem darwinizm przypomina teoretyczne maszyny Rube'a Goldberga, czyli wyjaśnia wszystko i nic, a tym samym nie wyjaśnia tak naprawdę niczego. Tak samo jak teoria flogistonu, która w końcu upadła. Darwinowskie bajeczki dopasowują się do wszystkiego jak kameleon i tym samym są niefalsyfikowalne. W zapisie kopalnym i w świecie żywej przyrody nie istnieją ogniwa pośrednie łączące podstawowe grupy zwierzęce. Czy to dla ewolucjonistów darwinowskich jest jakiś problem? Ależ skąd. Wymyślili punktualizm i saltacjonizm (teoria skokowa), który zresztą i tak się powszechnie wśród nich nie przyjął i który sam Darwin stanowczo odrzucał. W miarę rozwoju wiedzy naukowej problemy darwinowskiej teorii ewolucji ulegają coraz większemu nasileniu (s. 191-192, 198, 201, 203-204, 206, 215). Słynna konferencja darwinistów, która odbyła się latem 2008 roku w austriackim Altenbergu, była w zasadzie oficjalnym przyznaniem się, że darwinowska teoria ewolucji znalazła się w ogromnych tarapatach i potrzebne jest całkowicie nowe ujęcie. Nie dzieje się tak, gdy jakaś teoria świetnie sobie radzi i odnosi sukcesy (s. 192). Ewolucjoniści darwinowscy wiedząc, że ich teoria w zasadzie upadła, zaczęli szukać alternatywnych ujęć, ukrywając jednocześnie przed opinią publiczną swe ogromne kłopoty (s. 198, 200, 204, 206, 215, 203 i tamże przypis nr 31, gdzie Leisola przytacza bibliografię prac biologów, którzy już otwarcie krytykują neodarwinizm jako nieaktualny). Leisola omawia wszystkie te alternatywne ujęcia na stronach od 200 do 204. Wszystkie one są tylko kolejnym zbiorem porażek, które nie tylko nie rozwiązują starych problemów, ale wręcz tworzą kolejne nowe problemy.
Lista przykładów, wskazywanych przez ewolucjonistów darwinowskich jako organy rzekomo szczątkowe lub przypadki rzekomo złego projektu w przyrodzie, drastycznie się kurczy. Przypadki rzekomo złego projektu okazują się ostatecznie przypadkami dobrego projektu (Leisola omawia tu przykład oka), a rzekomo bezużyteczne organy szczątkowe okazują się posiadać użyteczne funkcje. Darwiniści walcząc z koncepcją stworzenia sami posługują się tak zwaną teologią negatywną („Bóg nie stworzyłby świata takim, jaki on jest”), co obnaża ich teorię ewolucji jako koncepcję właśnie teologiczną, a nie naukową. Teologia negatywna ewolucjonistów darwinowskich jest zresztą bardzo płytka, infantylna i prymitywna. Tę prymitywną i infantylną teologię ewolucjoniści przejęli od Darwina, który rozumował równie płytko. Tak czy inaczej, darwiniści mieszają teologię z nauką. Leisola przytacza na dowód tego wiele oficjalnych wypowiedzi prominentnych ewolucjonistów (s. 196-198).
W rozdziale 12, który jest ostatnim rozdziałem genialnej książki Matti Leisoli, omawia on zagadnienia światopoglądowe, jakie są konsekwencją rozważań związanych z darwinowską teorią ewolucji, ogólnie pojętą nauką i religią. Świadectwa biologiczne brane jako całość nie wskazują na to, że wszelkie życie w sposób nieukierunkowany wyewoluowało od jakiejś pierwotnej formy życia, bez względu na to, jak ją pojmujemy. Niektórym wydawało się, że darwinowska teoria ewolucji jest wieczną prawdą. Jednak już w latach siedemdziesiątych XX wieku zaczęły pojawiać się dane, które przeczyły temu. Dane te są coraz bardziej liczne i lawinowo przybywa ich od mniej więcej 30 lat (s. 206, 215). Leisola zwraca też uwagę na to, że nauka nie jest wolna od światopoglądu i uprzedzeń tych, którzy ją uprawiają. Te uprzedzenia, wiara i światopogląd wpływają na wyniki i interpretacje badań. Jest to banał, ale zapomniano już o tej oczywistej prawdzie. Naukowcy popierali swego czasu eugenikę i rasizm, próbując wykorzystać do tego właśnie naukę. W Szwecji powołano nawet do istnienia Instytut Eugeniki (s. 207-208, 195). Darwinowska teoria ewolucji nie jest w stanie wyjaśnić zagadnienia świadomości i unicestwia wolną wolę, jak i w ogóle wszelką racjonalność, podważając swoje własne wnioski (s. 210-212, 208). Leisola przytacza wypowiedź Richarda Dawkinsa i Steve Pinkera, dwóch sztandarowych ateistów, którzy obok innego ateisty (Thomasa Nagela) przyznają, że poddają się w obliczu zagadki istnienia świadomości i qualiów (s. 212). Na stronach 217-218 Leisola przytacza wypowiedzi laureatów nagrody Nobla, którzy publicznie oświadczyli, że teza o inteligentnym zaprojektowaniu przyrody jest sensowna pod względem naukowym. To przeczy topornej propagandzie wielu ateistów, którzy wmawiają opinii publicznej, że hipoteza projektu wstrzymuje rozwój nauki. Jak widać, nie wstrzymuje. To chrześcijaństwu, a nie ateistom, nauka zawdzięcza przekonanie, że istnieją stworzone przez Boga prawa przyrody i struktura świata jest inteligibilna, czyli możliwa do poznania w racjonalny sposób. Dzięki temu przekonaniu, tacy najwięksi uczeni wszechczasów jak Newton, Kepler, Kopernik i Galileusz badali otaczający ich świat i prawa nim rządzące. Wiara w Boga i projekt w świecie w żadnym wypadku nie hamowała ich badań. Wręcz przeciwnie, dzięki temu mieli inspirację do rozwoju swych dociekań naukowych. Zainicjowali rewolucję naukową. Nie jest dziełem przypadku, że rewolucja naukowa dokonała się właśnie w chrześcijańskiej Europie. To chrześcijanie stworzyli nowoczesną naukę (s. 218-221, 194). Leisola demaskuje też oświeceniowy mit popularny wśród wielu ateistów, którzy niezgodnie z faktami historycznymi wierzą, że w Średniowieczu rzekomo rozgłaszano pogląd o płaskiej Ziemi. W rzeczywistości wszyscy wykształceni ludzie średniowiecza wiedzieli, że Ziemia ma kształt kuli (s. 219-220). Leisola publikuje rycinę z podręcznika uniwersyteckiego De sphaera mundi z roku 1230, na którym Ziemia jest przedstawiona w kształcie kuli (s. 219).
Nie mam wątpliwości, że krytyczna książka Matti Leisoli o darwinowskiej teorii ewolucji jest po prostu wybitna. Powinna ona trafić do kanonu książek antyewolucjonistycznych, razem z takimi ikonicznymi pracami jak Czarna skrzynka Darwina autorstwa Michaela Behego, które są otaczane czcią przez środowiska sceptyczne wobec darwinowskiej teorii ewolucji. I to w zasadzie wszystkie ciekawostki, jakie chciałem wypisać z rewelacyjnej książki Matti Leisoli pt. Heretyk. Książka ta zawiera oczywiście dużo więcej smaczków niż te wypisane przeze mnie w powyższym tekście, ale zostawiam je już dla tych, którzy zechcą wejść w posiadanie tej książki lub zapoznają się z nią za pośrednictwem jakiejś biblioteki.
Matti Leisola, Jonathan Witt, Heretyk. Podróż pewnego naukowca od darwinizmu do teorii inteligentnego projektu, wydawnictwo En Arche, Warszawa 2022.
Jan Lewandowski, luty 2026.