Jan Lewandowski

Sprzeczne rodowody Jezusa?

dodane: 2010-05-01

W moim odczuciu jedną z największych apologetycznych łamigłówek i wyzwań jest próba pogodzenia ze sobą rodowodów Jezusa, które zamieszczono w Ewangeliach Łukasza i Mateusza. Przypatrzmy się tym rodowodom, które zamieściłem w poniższej tabeli. Dla ułatwienia porównań, w kolumnie umieszczonej po lewej stronie zamieszczam też rodowód z 1 Księgi Kronik, który jest częściowo zbieżny z rodowodami Jezusa zamieszczonymi w Ewangeliach.

 

1 Krn

3,5-19

Mateusz 1,1-17

Łukasz

3,23-31

Dawid

Dawid

Dawid

Salomon

Salomon

Natan

Roboam

Roboam

  Mattat

Abiasz

Abiasz

Menna

Asa

Asa

Meleasz

Jozafat

Jozafat

Eliakim

Joram

Joram

Jona

Ochozjasz

 

Józef

Joasz

 

Juda

Amazjasz

 

Symeon

Azariasz

Ozjasz

Lewi

Jotam

  Joatam

  Mattat

Achaz

Achaz

Jorim

Ezechiasz

Ezechiasz

 

Manasses

Manasses

 

Amon

Amos

 

Jozjasz

Jozjasz

Eliezer

Jochanan

 

Jezus

Jechoniasz

Jechoniasz

Her

 

 

Elmadan

 

 

Kosam

 

 

Addi

 

 

Melchi

 

 

Neri

Szealtiel

Salatiel

Salatiel

Zorobabel

Zorobabel

Zorobabel

 

Abiud

Resa

 

Eliakim

Jan

 

Azor

Joda

 

Sadok

Josech

 

Achim

  Semea

 

Eliud

Matatiasz

 

Eleazar

Maat

 

Mattan

Naggaj

 

 

Chesli

 

 

Nahum

 

 

Amos

 

 

Mattatiasz

 

 

Józef

 

 

Jannaj

 

 

Melchi

 

 

Lewi

 

 

Mattat

 

Jakub

Heli

 

Józef

Józef

 

Jak widać, ewangeliczne rodowody zamieszczone u Łukasza i Mateusza na pierwszy rzut oka wydają się niezgodne, wręcz sprzeczne ze sobą. Nic dziwnego, że wielu przeciwników Biblii szybko wykorzystało tę sytuację i przypuściło wiele szturmów na te dwa fragmenty Pisma Świętego, zwłaszcza na ich korelację. Tytuł niniejszego eseju sugeruje, że jedynym problemem w kwestii tych rodowodów jest ich domniemana niezgodność. Ale tak nie jest, problem ten jest, co prawda, problemem głównym, ale nie jedynym. Z polskojęzycznej literatury popularnonaukowej niechętnej wierze chrześcijańskiej najwięcej zarzutów w kwestii rzeczonego zagadnienia rodowodów Jezusa znalazłem w książce Uty Ranke-Heinemann pt. Nie i Amen (Gdynia 1994) w rozdziale piątym. Niniejszy tekst będzie więc głównie polemiką z zarzutami z tej książki, choć nie tylko. Zarzuty przeciw ewangelicznym rodowodom Jezusa domagają się oczywiście o wiele większej rozprawy, która w swej objętości niewątpliwie znacznie wykraczałaby poza ramy niniejszego eseju, zwłaszcza gdyby podejmowała w sposób wyczerpujący wszystkie kwestie związane z tym zagadnieniem. Niniejszy esej nie jest więc na pewno wyczerpującym omówieniem tego palącego zagadnienia, postaram się jednak odpowiedzieć przynajmniej na najważniejsze i najczęściej podnoszone problemy w tej kwestii. Zainteresowanych bardziej dogłębnym i wszechstronnym zbadaniem dalszych problemów związanych z biblijnymi rodowodami odsyłam do książki M.D. Johnsona pt. The Purpose of Biblical Genealogies (Cambridge 1969). Z niektórych uwag tej cennej pracy będę korzystał w niniejszym eseju. Przedstawię więc teraz w punktach najczęstsze zarzuty wystosowywane wobec ewangelicznych rodowodów Jezusa.

 

1) Skoro Jezus ma być potomkiem Dawida ze strony Józefa, to Jezus powinien być biologicznym synem Józefa, tak jednak nie jest (z powodu cudownego poczęcia i narodzenia z Dziewicy)[1].

 

2) Rozwiązanie trudności z punktu 1 za pomocą twierdzenia o adopcji jest bezpodstawne, bo w prawie żydowskim nie znano takiego pojęcia. Jest tak dlatego, że pojęcie adopcji nie jest zorientowane monogamicznie, ponadto w pojęciu żydowskim o wszystkim decydowały rzeczywiste więzy krwi, których w pojęciu Żydów nie mogło zamazać żadne prawne adopcyjne anulowanie, mające nadawać prawa ojca komuś innemu[2].

 

3) Tak samo rozwiązanie trudności z punktu 1 za pomocą odwołania się do instytucji lewiratu nie ma sensu, ponieważ lewirat zakładał, że brat „dziedziczący” (tak to nazwijmy) żonę i dający jej nowe dziecko (które prawnie zostaje uznane za dziecko zmarłego) musi mieć po kim „dziedziczyć”. W wypadku Jezusa byłby tu problem, bo Józef nie „odziedziczył” Marii po zmarłym bracie, a nawet gdyby tak było, musiałby jeszcze dać Marii dziecko drogą naturalnej prokreacji[3].

 

4) Rodowody Jezusa są sprzeczne i niezgodne[4].

 

5) Mateusz i Łukasz wymieniają innych ojców dla Sealtiela i Józefa[5].

 

6) Królowie Ochozjasz, Joasz i Amazjasz, którzy rządzili między Joramem i Azariaszem (1 Krn 3,11n), oraz Jochanan (Jojakim) zostali pominięci przez Mateusza[6].

7) U Mateusza w linii rodowej Jezusa jest Jechoniasz, a temu przecież Bóg obiecał, że żaden z jego potomków nie zasiądzie na tronie Dawida (Jr 22,30), który miał być właśnie tronem Mesjasza[7].

 

8) Łukasz wymienia imiona protoplastów rodów izraelskich (Józef, Juda, Symeon, Lewi) w kontekście trwania monarchii judzkiej, choć zwyczaj używania tych imion jako imion własnych jest zwyczajem pochodzącym z okresu powygnaniowego, gdy monarchii już w Judzie nie było. To czyni jego opis bezwartościowym i anachronicznym[8].

 

9) W rodowodzie Jezusa u Mateusza są wymienione cztery kobiety, które „psują” Jezusowi rodowód pod względem etycznym: Tamar (popełniła grzech kazirodztwa), Rachab (poganka i nierządnica), Rut (Moabitka), żona Uriasza (cudzołożyła z Dawidem)[9].

 

10) Dawid „nie pozostawił przy życiu ani mężczyzny, ani kobiety” (1 Sm 27,9.11). Pozbawił też życia innych, w tym Uriasza, i uwiódł jego żonę. Z tego związku narodził się Salomon. Pochodzenie Mesjasza od kogoś takiego jest etycznie wątpliwe[10].

 

11) Bóg przeklął Dawida i jego potomstwo w 2 Sm 12,9n[11].

 

Z powyższych zarzutów najpoważniejszy jest moim zdaniem zarzut zawarty w punkcie 7, co nie znaczy oczywiście, że nie istnieją żadne sposoby jego rozwiązania. Zarzut zawarty w punkcie 3 można zignorować, jeśli tylko odeprze się zarzuty wspomniane w punkcie 2. Zarzuty wspomniane w punktach 5 i 6 można rozwiązać, jeśli tylko rozwiąże się problem 4 (dalej potraktuję te punkty w pewnym sensie łącznie). Podobnie kompleksowo można potraktować zarzuty oznaczone jako 9 i 10 (ewentualnie 11, który postaram się potraktować choćby częściowo osobno), które są słabe i w rzeczywistości opierają się na urojonych przesłankach.

 

Odniosę się teraz kolejno do wszystkich powyższych zarzutów.

 

1) Skoro Jezus ma być potomkiem Dawida ze strony Józefa, to Jezus powinien być biologicznym synem Józefa, tak jednak nie jest (cudowne poczęcie i narodzenie z Dziewicy).

 

Problem ten rozwiązuje się najczęściej (ale nie tylko, patrz dalsze wyjaśnienia w niniejszym punkcie) za pomocą argumentu, jaki możemy znaleźć w następnym punkcie. Argumentuje się mianowicie, że Jezus nie był, co prawda, biologicznym synem Józefa, był On jednak najprawdziwszym synem Józefa na mocy prawa adopcji. Krytycy znają ten argument i dlatego uprzedzają to ripostą również omówioną w punkcie następnym. Zanim jednak przejdę do następnego punktu, wspomnę tu o innych rozwiązaniach rzeczonego problemu, a także o pewnych związanych z powyższym punktem zarzutach Heinemann, które są jawnie bałamutne i wyraźnie liczą na ignorancję jej odbiorców. Otóż Heinemann twierdzi, że w przypadku Żydów mających pełnić ważne urzędy państwowe i kapłańskie niezmiernie istotne było posiadanie „krystalicznie czystych” rodowodów pod względem rasowym, zarówno ze strony matki, jak i ojca (przodkowie delikwenta powinni być Żydami). Ilustracją tego przypadku ma być przykład omówiony przez Flawiusza, który wspominał[12] pewien incydent związany z kapłanem Hirkanem, któremu wypomniano domniemaną nieczystość rasową w linii genealogicznej jego matki[13]. Opierając się na tych danych, Heinemann konkluduje, że „Jezus, według prawa żydowskiego, nie posiada nieskazitelnego pochodzenia, gdyż ze strony ojca – w każdym razie przy założeniu dziewiczego poczęcia – Jego ojciec nie był Jego ojcem, a Jego drzewo genealogiczne ze strony matki było nieznane”[14]. W rzeczywistości owa konkluzja Heinemann (mimo że w celu wywarcia na czytelniku wrażenia bezsporności powołuje się ona tutaj na „prawo żydowskie”) jest oparta na zupełnie błędnym rozumowaniu, jeśli nawet nie na manipulacji. Heinemann ekstrapoluje bowiem w tym miejscu kwestie rodowodowe związane z pełnieniem w I wieku n.e. danego urzędu państwowego lub kapłańskiego na mesjańskie pochodzenie Jezusa, które miało niewiele wspólnego ani z jednym, ani z drugim. Poza wspomnianym kontekstem urzędowym i kapłańskim żydowskie drzewo genealogiczne wcale nie musiało być „krystalicznie czyste” pod względem rasowym, przeciwnie, nawet w pełni prawowite rodowody żydowskie zawarte w ST wcale nie ukrywają, że pewne elementy ich nieprzerwanego łańcucha zawierają ewidentnie nieżydowskie ogniwa. Nie trzeba daleko szukać przykładów, wystarczy spojrzeć do linii rodowodowej potomków samego Izraela w 1 Krn 2, aby znaleźć tam wzmiankę, że do tej genealogii wszedł Egipcjanin imieniem Jarch, stając się biologicznym protoplastą następnych pokoleń (1 Krn 2,34-35).

 

Drugim urojonym problemem Heinemann jest jej zawarte w powyższym cytacie założenie, zgodnie z którym genealogie Jezusa w NT są „nieważne”, bowiem „Jego drzewo genealogiczne ze strony matki było nieznane”. Zarzut ten jest nonsensowny ze względu na fakt, że w całym ST mamy całe dziesiątki genealogii podanych tylko od strony ojca i mamy zarazem tylko jedną genealogię kobiety (por. Jdt 8,1-3)[15]. Nikt jednak z tego powodu nie twierdził nigdy wśród Żydów, że wszystkie genealogie ST są nieważne, tylko dlatego, że podano jedynie ich linię od strony ojca. Podawanie genealogii kobiety było wymagane tylko dla żon kapłanów żydowskich (i to też co najwyżej od czterech do ośmiu ostatnich pokoleń)[16]. Genealogii Jezusa to zatem nie dotyczy. Widzimy więc, że zarzuty Heinemann są zupełnie pozbawione jakiegokolwiek sensu i sztuczne problemy, jakie ona mnoży (mieszając ze sobą pozornie powiązane kwestie) w tym punkcie nie negują wiarygodności genealogii Jezusa.

 

Podkreślanie przez Heinemann, że tylko biologiczna relacja pomiędzy ojcem i synem (pokrewieństwo genetyczne) gwarantowałaby faktyczne pochodzenie Jezusa od Dawida, jest dość dyskusyjne. Nie ma, ani nigdy nie było tak naprawdę takiej konieczności. Nie jest tak dzisiaj, nie było to też tak rozumiane w starożytnym prawodawstwie na Bliskim Wschodzie. Już tylko samo przybranie kogoś za potomka zapewniało ciągłość linii rodowej, o czym napiszę opierając się na konkretnych przykładach, omawiając punkt następny.

 

Również podkreślanie przez Heinemann, że Jezus nie był potomkiem Dawida, bo nie znamy rodowodu Jego Matki, opiera się na dość płytkim postrzeganiu tamtej kultury. Zajmę się w tym punkcie teraz szerzej pewnym przykładem, który moim zdaniem najlepiej tłumaczy wspomniane przed chwilą problemy. ów przykład opiera się na prawie żydowskim wyłuszczonym w Lb 27,7-8 i 36,6-12 (por. też Joz 17,3-4). Czytamy tam, że jeśli ojciec nie pozostawi po sobie potomka męskiego, tylko córkę (czy córki), to staje się ona wtedy po nim pełnoprawną dziedziczką, która dla zachowania pokrewieństwa może wyjść za mąż tylko za kogoś z tego samego pokolenia, co ona. Z tego punktu widzenia Maria była dziedziczką, bowiem uznaje się, że Jej ojciec nie miał męskiego potomka („dziedzica” – por. też przypis w Biblia Tysiąclecia [dalej: BT] do Łk 3,23-38). Maria musiałby więc w tym wypadku pochodzić z tego samego pokolenia, co Józef, czyli z mesjańskiego pokolenia Dawida. Zauważał to już Euzebiusz[17], a wśród pierwszych chrześcijan rzeczywiście uważano, że Maria pochodzi z rodu Dawida[18]. Mimowolnie poświadczył to również Celsus już w połowie II wieku, który polemizował z poglądem chrześcijan, zgodnie z którym Maria pochodziła z rodu królewskiego[19]. Na to, że istotnie tak było, wskazuje fakt, że gdy Żydzi mieli się udać na spis ludności do miejsca swego pochodzenia, to Maria udała się do Dawidowego miasta Betlejem (por. Łk 2,1-7). W ten sposób można się uporać z problemem nieznajomości pochodzenia Matki Jezusa, a ponadto dodatkowo wyjaśnić, że pochodzenie Jezusa od Dawida „według ciała” (Rz 1,3), jak uczył Paweł, realizuje się na mocy bezpośredniego biologicznego pokrewieństwa z Jego Matką[20].

 

Uważa się również, że Heli, ojciec Marii, adoptował Józefa na swojego syna[21], ponieważ miał tylko córki. Podobne sytuacje istniały już w ST, np. Jakub adoptował synów patriarchy Józefa (por. Rdz 48,5). W Rdz 11,31 Lot został określony zarazem jako syn Harana (ben-haran) i syn Teracha (ben-beno, BT zupełnie gubi tu już ten niuans znaczeniowy i określa w tym miejscu Lota mianem „wnuka”), choć Terach był jego dziadkiem (por. Rdz 11,26-27). W tej sytuacji w Nowym Testamencie Józef byłby kontynuatorem rodu Marii, zyskując pełne prawa jako jego członek. To jeszcze bardziej zacieśnia więzy między Marią i Józefem. Natomiast dzięki tezie, że ojciec Matki Jezusa adoptował Józefa, po raz kolejny możemy przyjąć, że w rzeczywistości wiemy, jaka była Jej linia genealogiczna. W tym wypadku Jezus pochodzi od Dawida na mocy pokrewieństwa biologicznego ze swoją Matką i (w sposób legalny) na mocy wejścia do genealogii Józefa, która staje się zarazem Dawidową genealogią Jezusa. Oczywiście możemy nie posiadać dowodów historycznych na te rozwiązania. Wystarczy nam jednak tutaj to, że to jest możliwe z punktu widzenia tamtej kultury, bowiem już tylko taka hipoteza rozwiązuje nam wspomniane problemy.

 

2) Rozwiązanie trudności z punktu 1 za pomocą twierdzenia o adopcji jest bezpodstawne, bo w prawie żydowskim nie znano takiego pojęcia. Jest tak dlatego, że pojęcie adopcji nie jest zorientowane monogamicznie, ponadto w pojęciu żydowskim o wszystkim decydowały rzeczywiste więzy krwi, których w pojęciu Żydów nie mogło zamazać żadne prawne adopcyjne anulowanie, mające nadawać prawa ojca komuś innemu.

 

Próbując „uzasadnić” swój zarzut, Uta Ranke-Heinemann powołuje się w tym miejscu na Jüdisches Lexikon z 1982 roku, który mówi, że pojęcie adopcji było nieznane w prawie żydowskim, brakuje bowiem zarówno „terminu prawnego, jak też określenia technicznego” dla takiej praktyki[22]. Laik, który przeczyta taki cytat w kontekście wywodów Heinemann, od razu zrozumie to nie inaczej jak tylko potwierdzenie wywodów Heinemann: adopcja nie istniała w starożytnym Izraelu. Jednakże sam fakt, że w starożytnym Izraelu adopcja nie istniała w jasno zdefiniowanej terminologii prawnej, nie oznacza jeszcze przecież, iż w ogóle nie stosowano takiej praktyki. Przeciwnie, jak podaje jeden z biblistów: „Adopcja była znana w okresie Starego Testamentu, mimo tego iż nie istniał specjalny termin techniczny”[23]. W Starym Testamencie mamy nawet konkretne przykłady adopcji. O Esterze czytamy na przykład, że „nie miała ona ojca ani matki […], a gdy umarli jej ojciec i matka, przyjął ją Mardocheusz za córkę” (Est 2,7 – BT; por. też Est 2,15; Rdz 15,3; 16,2; 30,9-13; 48,5; Dz 7,21). Jak widzimy, adopcja jak najbardziej zdarzała się w starożytnym Izraelu, mimo braku ścisłych definicji prawnych w tej dziedzinie.

 

Adopcja nie była w starożytności obca również narodom, wśród których musieli żyć Żydzi. Stosowali ją Rzymianie, którzy traktowali adoptowanych tak jak własnych synów. Przykład takiej sytuacji możemy znaleźć na tablicy znanego rzymskiego rodu Antoninów, z tytułami filii nepotes, pronepotes i abnepotes, gdzie drzewo adoptowanych sięga aż do piątego pokolenia. Podobnie, arabskie plemiona zamieszkujące rejon Moah nie tylko adoptują swych potomków, ale wręcz traktują ich jak synów krwi, którzy są uważani za pełnoprawnych członków dalszej generacji w drzewie genealogicznym[24]. Arabowie są tak samo jak Żydzi Semitami, co nie jest bez znaczenia, ponieważ na pewno kultury te w starożytności rozwijały swe prawo i pojęcia z tym związane w bliskiej wzajemnej łączności. Adopcję znały również starożytne prawodawstwa asyro-babilońskie (kultura również bardzo bliska kulturze semickiej), greckie i rzymskie, o czym częściowo wspomniano wyżej[25].

 

3) Tak samo rozwiązanie trudności z punktu 1 za pomocą odwołania się do instytucji lewiratu nie ma sensu, ponieważ lewirat zakładał, że brat „dziedziczący” (tak to nazwijmy) żonę i dający jej nowe dziecko (które prawnie zostaje uznane za dziecko zmarłego) musi mieć po kim „dziedziczyć”. W wypadku Jezusa byłby tu problem, bo Józef nie „odziedziczył” Marii po zmarłym bracie, a nawet jakby to zrobił to musiałby jeszcze dać Marii dziecko drogą naturalnej prokreacji.

 

W niniejszym tekście przyjmuję punkt widzenia, zgodnie z którym nie będę wyjaśniał za pomocą tak ściśle rozumianego pojęcia lewiratu (por. Pwt 25,5n; Rdz 38,8-10; Księga Rut) kwestii ojcostwa Józefa wobec Jezusa. Dodam natomiast tutaj, że zagadnienie lewiratu znakomicie nadaje się do wyjaśnienia różnic, jakie występują w poszczególnych punktach w rodowodach Jezusa u Mt i Łk. Zagadnienie to będzie przedmiotem punktu następnego, gdzie dokładniej zapoznamy się z jego szczegółami.

 

4) Rodowody Jezusa są sprzeczne i niezgodne.

 

Tym samym dotarliśmy do meritum niniejszego eseju. Wbrew pozorom, wyjaśnienie tej trudności jest najprostszą i najłatwiejszą rzeczą w całej tej łamigłówce. Ale zacznijmy od początku i postawmy całe rozumowanie konkretnie, zaczynając od takiej oto tezy:

 

Aby ewangeliczne rodowody Jezusa były sprzeczne, musiałyby zajść następujące okoliczności: a) obie genealogie Jezusa musiałyby być „szczelne”, tzn. „postępować” tylko i wyłącznie w linii ojciec – syn; b) linia od Dawida do Jezusa, jaka została poprowadzona w obu rodowodach, musiałaby być prosta i jednokierunkowa niczym drabina, tzn. każdy z ojców w obu tych genealogiach musiałby mieć tylko jednego syna, co oznaczałoby zarazem, że nikt z członków obu tych genealogii nie mógłby mieć rodzeństwa, lub kuzynostwa; c) imiona w świecie semickim zawsze musiałyby być takie same, nie mogłyby one posiadać różnych wariantów, poszczególne osoby wymieniane w genealogiach mogłyby nosić zawsze tylko jedno i to samo imię.

 

Zachwianie tych warunków obala powyższy zarzut mówiący o sprzeczności tych dwóch linii rodowych. Nie trudno się domyślić, że warunek b) jest nierealny do spełnienia. Pozostałe warunki również, jak zobaczymy. A jeśli tak, to powyższy zarzut upada.

 

Zacznijmy od omówienia warunku b):

 

Jest rzeczą oczywistą, że przodkowie Jezusa żyjący od czasów Dawida byli z racji wielodzietności poszczególnych gałęzi rodów jakby porozpinani na mocno rozgałęzionej linii drzewa genealogicznego (sam Dawid miał ponad 19 synów [por. 1 Krn 3,1-9]) i każdy z ich potomków i potomków tych potomków miał drzewo genealogiczne wywodzące się od Dawida. I tak jak drogę pomiędzy koroną drzewa a jego pniem można przebyć, wspinając się za każdym razem po innych jego gałęziach, tak samo droga biegnąca po gałęziach genealogicznego drzewa rodu Dawida (którego Jezus jest jakby koroną, zaś Dawid pniem) może biec za każdym razem po innych gałęziach. W tym wypadku wyliczenie za każdym razem nieco innych gałęzi na drodze biegnącej między takim genealogicznym pniem a koroną nie będzie ani wzajemnie sprzeczne, ani wykluczające się. W obu przypadkach obie linie genealogiczne będą różne, będą one jednak liniami jednego i tego samego drzewa genealogicznego, prowadzącymi nas w obu przypadkach od tego samego początku do tego samego wierzchołka. Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Rzymu, choć biegną czasem nieco inaczej.

 

Powyższy barwny wywód operujący na pograniczu botaniki nie jest li tylko czystym teoretyzowaniem. Można go częściowo umocować historycznie, tłumacząc bardziej szczegółowo, jak obaj Ewangeliści mogli iść po różnych gałęziach tego samego drzewa genealogicznego. Zanim przejdziemy do konkretnych przykładów z genealogii Starego Testamentu, dokonajmy przeglądu pewnego dość pomocnego w tym miejscu przykładu spoza świata semickiego. Mianowicie, wiadomo o istnieniu pewnego drzewa genealogicznego jednego z paryskich hrabiów, w którym znajdujemy różne linie rodowodowe. Jedna z tych linii zawiera listę królów panujących oficjalnie, zaś druga zawiera listę królów tytularnych (Ludwik XVII i Henryk V), tzn. takich, którzy nie panowali. Jeszcze inna linia rodowodowa na tym samym drzewie genealogicznym prowadziła od św. Ludwika, idąc przez adoptowanych członków rodów Burbonów i Orleanów[26]. W tym wypadku jedno i to samo drzewo genealogiczne prowadzi po innych liniach, podobnie jak jedno i to samo drzewo genealogiczne Jezusa w obu Ewangeliach.

 

Następnie, spójrzmy na fragment genealogii w 1 Krn 3,17-19, czytamy tam, że Szealtiel jest wujem Zorobabela. Jednak w Ezd 3,2 mamy już „skrótową” genealogię, gdzie czytamy, że Szealtiel jest „synem” (hebr. ben, które może znaczyć też „wnuka” lub ogólnie „potomka”) Zorobabela. Tym samym skrótem idzie Mateusz (a także Septuaginta[27]), który podaje, że Salatiel „zrodził” (egennesen) Zorobabela (Mt 1,12). Z tego przykładu jasno wynika, że hebrajskie genealogie nie musiały iść „prosto”, tzn. nie musiały one zstępować tylko z ojca na syna, lecz mogły też „skręcać” na linie poboczne, jak czyni to Mateusz (co było widać przed chwilą). A jeśli choćby tylko jeden z Ewangelistów może „skręcać” na poboczne linie rodowodu, wspinając się po innych gałęziach drzewa genealogicznego niż drugi Ewangelista, to w ten sposób możemy znajdywać inne osoby w obu genealogiach (jak ma to miejsce właśnie w rodowodach ewangelicznych). I w tym wypadku obie genealogie nie są sprzeczne, obie są też prawdziwe, choć się różnią.

 

Z pomocą przychodzi nam tutaj również Juliusz Afrykańczyk, pisarz chrześcijański z III wieku, który chyba jako pierwszy postanowił odeprzeć zarzuty tych (co wyraźnie podkreśla cytujący jego świadectwo Euzebiusz[28]), którzy zarzucają ewangelicznym rodowodom Jezusa niezgodność. W liście (zatytułowanym O zgodności rodowodów ewangelicznych) wysłanym do Arystydesa[29] Afrykańczyk twierdził, że ma dostęp do wiarogodnych podań i przekazów pochodzących od samych krewnych Jezusa (którzy rozpowszechniali nawet w związku z tym dokument znany jako Księga dni[30]), zgodnie z którymi Łukasz i Mateusz podali różne linie genealogiczne Jezusa właśnie dlatego, że jeden z nich podawał rodowód Jezusa od Dawida przez potomków Salomona (Mateusz), zaś drugi (Łukasz) przez potomków Natana. Salomon i Natan byli bowiem obaj synami Dawida, choć królem był tylko Salomon (por. 1 Krn 3,5). Następnie, twierdził Afrykańczyk[31], dodatkowe różnice w ewangelicznych rodowodach Jezusa są spowodowane także przez inne okoliczności, takie jak fakt, że przynajmniej jeden z Ewangelistów podawał listę przybranych potomków Dawida. Afrykańczyk podaje nawet na to konkretny przykład, mianowicie, odnosi się on do zagadnienia ojcostwa Józefa. Ewangeliczne rodowody Jezusa zdają się różnić w tej kwestii, wedle Mateusza Jakub jest ojcem Józefa (Mt 1,16), zaś wedle Łukasza zdaje się nim być Heli (Łk 3,23). Afrykańczyk tłumaczy ten fakt w ten sposób, że pochodzący od Salomona Jakub był biologicznym ojcem Józefa, zaś pochodzący od Natana Heli miał być jego ojcem legalnym. Wzięło się to stąd, że na drodze pomiędzy Józefem a jego dziadkiem nastąpiły dwa przemieszania rodów. Pierwsze miało miejsce w trzecim pokoleniu wstecz od Józefa, kiedy to Matan (dziadek Józefa od strony Salomona) i Esta wydali na świat Jakuba. Po śmierci Matana Estę poślubił Melchi, który był z tego samego pokolenia, co Matan (lecz z innego rodu, pochodził z linii Natana), i z tego związku narodził się Heli. Jakub i Heli byli więc braćmi przyrodnimi. Ale Heli nie miał dzieci i po jego śmierci Jakub wziął wdowę po nim za żonę. Z tego związku narodził się Józef. Józef był więc prawnym (legalnym) synem biologicznie bezdzietnego Helego i zarazem naturalnym (biologicznym) synem Jakuba. Matan i Melchi zaś byli dziadami Józefa[32]. Rozwiązania te powtarzał Augustyn[33]. Niektórzy interpretują to w duchu lewiratu[34] (i nie czynią błędu, bowiem semickie pojęcie „zrodzenia” może się odnosić również do lewiratu[35]), a jeszcze inni zauważają, że semickie pojęcie ojcostwa jest szerokie i może znaczyć nie tylko ojca, ale także po prostu przodka, wuja, stryja itd.[36] Przykładem tej ostatniej sytuacji jest choćby wspomniany już raz wcześniej tekst z Rdz 11,31. Tylko w tym jednym wersie Lot został określony zarazem jako syn Harana (ben-haran) i syn Teracha (ben-beno), choć Terach był jego dziadkiem (por. Rdz 11,26-27). W Rdz 46,21 wymieniono Arda, Gerę i Namaana jako synów Beniamina, choć ze ściślejszej genealogii zawartej w Lb 26,38-40 i w 1 Krn 8,1-3 dowiadujemy się, że w rzeczywistości byli oni wnukami Beniamina (A Septuaginta podaje nawet w Rdz 46,21, że Ard był prawnukiem Beniamina, bo zrodził go Gera – Gera de egennesen ton Arad). W innych miejscach ST nawet dalekich przodków rodów nazywa się „ojcami” (hebr. ‘ab – np. Pwt 26,5; 1 Krl 15,11.24; 2 Krl 15,38 itd.). Podobnie jest w Nowym Testamencie. W Mk 10,47-48 Jezus jest nazwany synem Dawida, choć przecież dzieliło ich wiele pokoleń (por. też Mt 1,1.20; 9,27; 12,23; 15,22; 20,30-31; 21,9.15; Łk 18,38-39). W tym wypadku relacje Ewangelistów nie byłyby sprzeczne, bo obaj nie mówiliby stricte o jednym i tym samym „ojcu”, którego nazywają innym imieniem (Jakub lub Heli). Innymi słowy, skoro pojęcie „ojciec” miało w semickim kontekście kulturowym szersze znaczenie, niż ma ono w naszej kulturze, to wedle Ewangelistów „ojcem” Józefa mógłby być zarazem Jakub, jak i Heli, i za każdym razem pojęcie to mogłoby być używane przez nich w zupełnie innym znaczeniu. Nie byłby to więc błąd, ani sprzeczność.

 

W ten sam sposób można wyjaśnić inne pozorne rozbieżności w ewangelicznych rodowodach Jezusa. Np. jeśli przyjąć, że wedle Mateusza Salatiel (Szealtiel w ST – por. 1 Krn 3,17) jest synem Jechoniasza (Mt 1,12), a wedle Łukasza ojcem Salatiela jest Neri (Łk 3,27), to wcale nie musi być tu żadnej sprzeczności, bo Neri byłby faktycznym ojcem Salatiela, zaś Jechoniasz legalnym[37]. Sprzeczność w tym miejscu nie musiałaby też zachodzić dlatego, że w świetle tego, co powiedziano nieco wyżej, obaj Ewangeliści nie musieliby tu mówić o ojcu Salatiela w dosłownym rozumieniu. Zresztą Filon Aleksandryjski i kronikarz Jedidaeusz z Aleksandrii świadczyli, że w I wieku Jechoniasz był zwany właśnie Neri, ponieważ Ner, lampa Dawida, świeciła w nim coraz słabszym światłem. W tym wypadku Łukasz nie byłby w sprzeczności z Mateuszem, pisząc, iż to Neri jest ojcem Salatiela, obaj mówili o Jechoniaszu, choć nazywali go po prostu inaczej. Po raz kolejny widać, że często konieczna jest tego typu wiedza, aby rozumieć zwyczaje tamtych ludzi, gdyż nie posiadając tej wiedzy często postrzegamy jakąś sprzeczność w ich wywodach. Ten przykład powinien nauczyć nas pokory i cierpliwego poszukiwania rozwiązań, nim zaczniemy pochopnie wyrokować i zarzucać „błędy” i „niezgodności” Ewangelistom.

 

Wyżej omówione rozwiązanie Afrykańczyka doczekało się nie tylko akceptacji wśród części badaczy, ale dodatkowo rozbudowywano to ujęcie o nowe warianty, równie ciekawe i ukazujące nam po raz kolejny, że ewangeliczne rodowody Jezusa wcale nie muszą być wzajemnie sprzeczne. Jednym z takich wariantów jest przyjęcie poglądu, że Mateusz przekazał nam listę oficjalnych spadkobierców tronu, aby wykazać, jak prawa królewskie zostały przekazane z Dawida na Jezusa poprzez Józefa. Łukasz natomiast miałby przekazywać nam listę prywatnych przodków Jezusa, tak naturalnych, jak i legalnych. Skoro linia Salomona wygasła na Jakubie, to w takim wypadku prawa królewskie przeszłyby na młodszą linię Natana, a więc na Józefa, syna Helego. To by tłumaczyło, dlaczego Łukasz prowadzi swój rodowód przez potomków Natana[38]. Inni modyfikują tę tezę oraz tezę Afrykańczyka i twierdzą, że Mateusz wymienia naturalnych przodków Jezusa, zaś Łukasz legalnych[39]. Jeszcze inni proponują dalsze modyfikacje tego rozwiązania: Łukasz prowadzi rodowód od Dawida przez ojca Józefa, a Mateusz przez dziada Józefa od strony matki (tak Nettelhorst[40]); lub Mateusz prowadzi ten rodowód po linii królewskiej (tronowej) od Salomona a Łukasz przez faktycznych przodków po mieczu (tak G. Machen za A. Herveyem[41]).

 

Pewnym powodzeniem cieszy się też wyjaśnienie, zgodnie z którym ewangeliczne rodowody Jezusa różnią się dlatego, że jeden z nich (tzn. rodowód Jezusa u Mateusza) został poprowadzony od strony przodków Józefa, zaś drugi (ten u Łukasza) od strony przodków Marii. Wyjaśnienie takie podawał już Annius z Viterbo w 1490 roku[42]. Wariant niniejszej tezy można znaleźć już u autorów starożytnych, takich jak Tertulian, który twierdził, że to Mateusz poprowadził rodowód Jezusa przez przodków Jego Matki[43]. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego poglądu, jednak znane mi argumenty, które się wysuwa przeciw niemu, są słabe i w moim odczuciu go nie negują[44]. Jednym z takich argumentów jest twierdzenie, że Ewangeliści nie mogli podawać rodowodu Jezusa od strony Jego Matki, ponieważ Żydzi nie wyprowadzali rodowodów kobiet[45] (argument ten wymienia też Deschner[46]). Uważam taki argument za bardzo słaby, choćby dlatego, że jak wyżej wspomniałem, Żydzi sporządzali czasem rodowody kobiet. Wyżej pisałem o rodowodzie Judyty (Jdt 8,1-3) i o rodowodach kandydatek na żony kapłanów. Również Juliusz Afrykańczyk wspominał o tym, że Żydzi sporządzali rodowody kobiet, jako przykład podawał tu rodowód Rut, który miał spoczywać w archiwach żydowskich aż do jego czasów[47]. Jeśli chodzi o Łukasza, to mógł on jak najbardziej podać rodowód Jezusa od strony Jego Matki, ponieważ Łukasz nie był Żydem. Jeden ze starożytnych prologów łacińskich do Ewangelii Łukasza podaje, że „św. Łukasz jest Syryjczykiem pochodzącym z Antiochii […]”[48]. Również Euzebiusz potwierdzał w III wieku istnienie znanych mu dawnych przekazów, zgodnie z którymi Łukasz pochodził z Antiochii[49]. Uważa się ponadto, że napisał on swoją Ewangelię dla nie-Żydów, z czym zgadzają się nawet religioznawcy niewierzący: „Ponadto ustalono bez większej trudności, że ewangelię napisał Grek z myślą o czytelnikach, którzy nie byli Żydami[50]. Jak widać, „racjonaliści” wręcz brną w sprzeczności w swej argumentacji w kwestii rodowodów. Jak bowiem wspominałem wyżej, kiedy Heinemann próbowała podważyć wiarygodność ewangelicznych genealogii Jezusa, to wtedy argumentem miało być to, że nie podano Jego rodowodu od strony Matki. Kiedy jednak ktoś twierdzi, że taki rodowód podano w Ewangelii Łukasza, to wtedy „racjonaliści” (Deschner) twierdzą z kolei, że to niemożliwe, bowiem Żydzi nie wyprowadzali przecież rodowodów od strony matek. Zatem i tak źle, i tak nie dobrze. Krytykom, jak widać, nikt nie dogodzi, nawet gdy się z nimi zgodzi.

 

Wszystkie te sposoby wyjaśnień nie muszą być jednakowo poparte materiałem historycznym, przytoczonym konsekwentnie do odpowiadającego im elementu, jak ma to częściowo miejsce w przypadku wyżej wspomnianego wyjaśnienia Afrykańczyka. W sumie to nawet wcale o to nie chodzi. Absolutnie wystarczy już tylko to, że wyjaśnienia te są możliwe z historycznego punktu widzenia. Już tylko sama taka możliwość pozwala wyjaśnić powyższą trudność, jaka wiąże się z domniemaną sprzecznością istniejącą rzekomo pomiędzy ewangelicznymi rodowodami Jezusa. Powyższe koncepcje mogłyby zatem stanowić częściowe odparcie zarzutu o sprzeczność pomiędzy rodowodami Jezusa zamieszczonymi w Ewangeliach. Odnoszą się one do tej części tezy, którą wyżej oznaczyłem za pomocą podpunktu b). Ale była też pierwsza część tezy, którą oznaczyłem za pomocą a). W odniesieniu do tego ostatniego podpunktu uważałem (i nadal uważam), że skoro oba rodowody Jezusa posiadają pewne luki w swym ciągu (co wykażę dalej), to również nie możemy mówić o tym, iż są one sprzeczne. Każdy z Ewangelistów podawałby bowiem w takim wypadku „nie po kolei” poszczególnych członków rodu, w dodatku nie wymieniałby ich wszystkich. W tej sytuacji oba rodowody raczej uzupełniałyby się, niż byłyby sprzeczne względem siebie. Zniknąłby również problem ich różnej długości, z powodu której samo powyższe wyjaśnienie odwołujące się tylko do zstępowania przez obu Ewangelistów po innych gałęziach drzewa genealogicznego, byłoby częściowo niewystarczające (choć nie niemożliwe, bowiem każdy dodatkowy „skręt w bok” na drzewie genealogicznym prowadzonym przez Łukasza mógłby wyjaśniać, dlaczego w jego rodowodzie jest więcej postaci niż u Mateusza).

 

Mówiąc o tym, że oba ewangeliczne rodowody Jezusa są „nieszczelne”, warto podać na wstępie kilka uwag. Po pierwsze, greckie słowo egennesen (pochodzi od gennao), które znajdujemy w genealogii Jezusa u Mateusza, nie musi oznaczać bezpośredniej relacji pomiędzy rodzicem a dzieckiem (ojcem a synem). Słowo to może oznaczać bardziej ogólnie pojętą relację między protoplastą jakiegoś rodu a jego dalszymi potomkami[51], jak było to wyraźnie widać także z przykładów przytaczanych wcześniej. Można wskazać na jeszcze kolejne przykłady. Np. w Hbr 11,12 czytamy, że z Abrahama zostało zrodzone (egennethesan, pochodzące tak jak egennesen od gennao) potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie. Oczywiście nie może tu chodzić o to, że Abraham zrodził sam całe to liczne potomstwo, on bowiem spłodził tylko kilku potomków, którzy dali początek tak licznej sadze. Słowo egennesen w ogóle nie musi mieć nic wspólnego z prokreacją, rabini zwracali uwagę na to, że słowo to może oznaczać relację pomiędzy uczniem a jego mistrzem, który daje mu nową wiedzę[52] (por. też 1 Kor 4,15; Flm 1,10). Może też oznaczać ono przekazanie jakiejś funkcji, błogosławieństwa lub godności[53] (por. Ps 2,7; 110,3; Dz 13,33; Hbr 1,5; 5,5; Jk 1,18; 1 P 1,3). W tym wypadku Mateusz wymieniałby przodków Jezusa, ale niekoniecznie zawsze w kolejności „ojciec – syn”, równie dobrze mógłby ich wymieniać w kolejności „ojciec – wnuk”, „ojciec – prawnuk”, „wuj – syn”, „wuj – prawnuk” itd. Istotnie, Mateusz w rozdziale pierwszym swej Ewangelii pomija w liście przodków Jezusa takich królów, jak Ochozjasz, Joasz, Amazjasz i Joakin, pomija też fragment genealogii z 1 Krn 3,21-24[54]. Nie był to jakiś istotny błąd Mateusza, podobne pominięcia czynili też autorzy ST, a mimo to nikt z Żydów nie odrzucał ich genealogii. Niekompletna jest na przykład genealogia w 1 Krn 2,3-35 i 8,1-28[55], a także w Ezd 3,2 i Ag 1,1.13.15 oraz 2,2.23 (w tej ostatniej Szealtiel jest nazwany synem Zorobabela, choć wedle ściślejszej genealogii z 1 Krn 3,17 jest on synem Jechoniasza). Niekompletna jest także genealogia w Ezd 7,1-5, co wychodzi na jaw dzięki porównaniu jej z 1 Krn 5,32-37 i 6,1-15[56], a także genealogia synów Beniamina z 1 Krn 8,1, co widać po porównaniu jej z Rdz 46,21 i Lb 26,38-39.

 

Pewnym wyżej już częściowo zasygnalizowanym mankamentem tego ujęcia jest jednak to, że w takiej sytuacji trzeba przyjąć, iż ewangeliczne genealogie Jezusa są niekompletne, ale i to można próbować rozwiązać na korzyść mesjańskiego pochodzenia Jezusa, bowiem – jak wspomniałem wyżej – takie niekompletne genealogie są też i w ST, nikt jednak z tego powodu wśród Żydów nie robił problemu ani nie czynił zarzutu wobec tych genealogii. Można więc domniemywać, że wystarczyły takie „skrótowe” genealogie, aby wykazać, iż Jezus istotnie pochodził od Dawida. Ktoś, kto chciał, mógł zweryfikować sobie resztę w bardziej kompletnych kronikach, tutaj wystarczało wymienienie „głównych punktów” w linii przodków Jezusa. Żydzi bez wątpienia posiadali takie bardziej szczegółowe genealogie, na co wskazuje wyżej cytowany Flawiusz oraz na co wskazuje fakt, zgodnie z którym w ewangelicznych rodowodach Jezusa znajdujemy nie zawartą w ST powygnaniową listę potomków z rodu Dawida. Interesujące jest to, że o ile wiem, to ze strony żydowskiej nigdy nie padał w starożytności zarzut co do Jezusa, że nie pochodził on od Dawida. Warto zauważyć, że nawet gdyby ewangeliczne genealogie Jezusa były kompletne, to i tak nic by to nikomu obecnie nie pomogło, bowiem tego nie da się dziś sprawdzić, skoro takie listy genealogiczne nie dotarły do nas (choć żyjący w I wieku Flawiusz i wspomniany wyżej Afrykańczyk donosili, że wiele rodowodów żydowskich krążyło jeszcze w ich czasach[57]). Żydowskie archiwa z Jerozolimy, które mogły zawierać takie dokumenty, zostały doszczętnie spalone w 70 roku I wieku naszej ery przez Rzymian, którzy zrównali z ziemią to miasto[58].

 

Wreszcie, przejdźmy do podpunktu, który wyżej oznaczyłem jako c). Jak być może jeszcze pamiętamy, w podpunkcie tym zaznaczyłem, że te same postacie w obu ewangelicznych rodowodach Jezusa mogłyby nosić różne imiona albo też ich imiona mogłyby w tych rodowodach posiadać różne warianty. W tym wypadku inne imiona tych samych postaci w tych genealogiach nie byłyby podstawą do twierdzenia, że genealogie te są sprzeczne. Czy zatem w starożytności Semici nadawali poszczególnej osobie więcej niż jedno imię lub czy jedno imię posiadało bardzo odmienne warianty, do tego stopnia odmienne, że na pierwszy rzut oka nie mające ze sobą nic wspólnego? Owszem, spójrzmy teraz na kilka przykładów takich sytuacji. W czasach Jezusa używano podwójnych imion, czasem dodatkowo jeszcze przydomków, np. Piotra nazywano raz Szymonem, kiedy indziej Piotrem (por. Mt 10,2; Dz 10,17-18.32; 11,13). Innego Szymona zwano Niger (Dz 13,1). Podobnie Tomasz Didymos, co do którego czwarta Ewangelia wzmiankuje, że był nazwany raz tak a raz inaczej (J 11,16; 20,24; 21,2). Tak samo Mateusz był zwany Lewi (Mt 9,9; Mk 2,14; Łk 5,27), Judasz zwany był Iskariota (Łk 22,3), Józef był zwany Barnabas (Dz 4,36), lub Barsaba i na dodatek miał jeszcze przydomek Justus (Dz 1,23), Jan był zwany Markiem (Dz 12,12.25; 15,37) a Judę zwano Barsabasem (Dz 15,22). Kol 4,11 wspomina zaś niejakiego Jezusa, którego zwano Justus. Wiadomo też, że Marię zwano Magdaleną (Łk 8,2). Jedna z encyklopedii biblijnych podaje, że „Podwójne imię nie należało w czasach Chrystusa Pana do rzadkości […]”[59]. Już od najdawniejszych czasów uważa się Judę Tadeusza za jednego i tego samego Apostoła. Jedne kodeksy NT mają w jakimś miejscu Juda, inne zaś Tadeusz[60]. Wiadomo też, że Jezus zmieniał apostołom imiona, np. wspomnianemu Szymonowi na Piotr, co też może tłumaczyć występowanie dwóch różnych imion dla jednej i tej samej osoby. Podwójne imiona występowały już od czasów ST. Król judzki Jojakin (2 Krl 24,6) był też nazywany Jechoniaszem (Jer 22,24), Sedecjasz miał na imię również Mataniasz (2 Krl 24,17). Eliakimowi nadano imię Jojakim (2 Krl 23,34; 2 Krn 36,4). Danielowi nadano imię Belteszassar, Chananiaszowi – Szadrak, Miszaelowi – Meszak, Azariaszowi zaś Abed-Nego (Dn 1,7). Gedeona nazywano Jerubbaalem (Sdz 6,32; 7,1; 8,35), Tiglat Pilezar III otrzymał w Babilonii drugie imię Pulu, zaś Salmanassar V przybrał imię Ululai[61]. Zorobabel jest zaś uważany za Sassabasara z Ezd 1,8[62]. Antiocha zwano Epifanesem (2 Mch 10,9) a Ptolemeusza Makronem (2 Mch 10,12). Ezawa zaś zwano Edom (Rdz 25,29-30).

 

Przejdźmy teraz do drugiej z wyżej wspomnianych sytuacji – mocno zróżnicowane warianty tych samych imion. Czasem różnice imion w genealogiach Jezusa (i różnice względem imion z ST, na których te rodowody się wzorują ) – to różnica spowodowana jedynie różnicami w ortografii, jak choćby w przypadku Asafa i Asy (1 Krn 3,10; Mt 1,7-8)[63] Może się to brać stąd, że pismo hebrajskie nie zawierało samogłosek i przy transkrypcji uwzględniającej wokalizację mogły powstawać różne warianty. Inne imiona w genealogiach biblijnych posiadają już dużo bardziej zróżnicowane warianty. Np. imię Azariasz posiada w LXX takie warianty, jak Azarias, Azaria, Ozias, Ochozias (kodeks B)[64]. Imię Heli jest zdrobnieniem imienia Eliakim, a to imię jest z kolei synonimem imienia Joakim[65]. Widać to również w Wulgacie, gdzie pewien z kapłanów jest nazwany w Jdt 4,7 Heliachim, choć Septuaginta ma w tym miejscu Ioakim (Jdt 4,7 – LXX; ten sam kapłan w Wulgacie jest już w Jdt 15,9 określony mianem Ioachim). Tak ogromne zróżnicowanie i nieregularność imion, które mimo tej różnorodności za każdym razem mogą odnosić się tylko do jednej i tej samej osoby, daje nam do myślenia, kiedy patrzymy na oba ewangeliczne rodowody Jezusa, w których występuje tak dużo różnych imion. W świetle tego, co przed chwilą widzieliśmy, można stwierdzić, że różne imiona w tych rodowodach wcale nie muszą zatem oznaczać innych osób, tym samym tylko na podstawie innych imion w obydwu tych rodowodach nie można twierdzić, że rodowody te są sprzeczne, ponieważ wymieniają inne osoby. Z drugiej strony, jeśli w biblijnych rodowodach pewne imiona powtarzają się (np. imię Lewi, Józef i Juda występuje dwukrotnie w genealogii Jezusa u Łukasza 3,24.29.30.33, zaś w genealogii mesjańskiej w ST w LXX powtarza się takie imię, jak Ochozias, Azaria(s), Ozias[66]), to naprowadza nas to na wniosek, że pewne imiona w genealogiach mogą się odnosić do innych osób o tym samym imieniu, dlatego właśnie występują pewne różnice w ewangelicznych rodowodach Jezusa.

 

Jak widać, może być wiele wyjaśnień tłumaczących, dlaczego w ewangelicznych rodowodach Jezusa są różnice. W świetle tego faktu, zarzucanie tym rodowodom, że są one niezgodne, jest dość pochopne i ten, kto czyni taki zarzut, nie posiada zbyt wielkiej wiedzy o kulturze i onomastyce semickiej.

 

5) Mateusz i Łukasz wymieniają innych ojców dla Sealtiela i Józefa.

 

Możliwe wyjaśnienie dla tych trudności podałem już w omówieniu punktu powyższego.

 

6) Królowie Ochozjasz, Joasz i Amazjasz, którzy rządzili między Joramem i Azariaszem (1 Krn 3,11n) oraz Jochanan (Jojakim), zostali pominięci przez Mateusza.

 

O pomijaniu znów było już wyżej – z punktu widzenia genealogii ST, które też pomijały niektóre osoby, nie ma tu jakiejś tragedii. Podejmuje się różne skomplikowane próby wyjaśnienia pominięcia przez Mateusza tych królów (przeoczenie kilku „oczek” genealogii w Septuagincie, z powodu nazywania niektórych różnych tak naprawdę królów tym samym imieniem: Ozjasz[67], czy chęć zachowania przez Mateusza schematu czternastkowego[68]), ale nie będziemy się tu nimi zajmować, bo interesuje nas tu tylko sam fakt tego pominięcia, nie zaś wyjaśnienie jego przyczyn. Uważam, że większość tego typu problemów, jak pomijanie określonych imion w ewangelicznych rodowodach Jezusa, a zwłaszcza dodawanie w nich takich imion (których nie ma w ST – patrz imiona od Zorobabela w dół[69]), można wyjaśnić również tym, że autorzy genealogii zawartych w Łk i Mt czerpali swą wiedzę o genealogiach spoza ST, z jakichś bardziej kompletnych kronik (w punkcie poprzednim wykazałem, że genealogie w ST nie były kompletne), stąd również jest im znana lista przodków Jezusa po okresie wygnania, która jest z kolei już kompletnie nieznana autorom ST. To, że autorzy ewangelicznych genealogii Jezusa uzupełniali swe listy o pewne osoby, nie oznaczało stricte błędu dla Żydów wychowanych na Starym Testamencie, w którym taka sytuacja występowała dość często. Np. autor genealogii synów Beniamina zawartej w Lb 26,38-39 uzupełnia genealogię Beniamina z Rdz 46,21 o Achirama i Szefufama. Natomiast autor 1 Krn 8,1 uzupełnia te dwie genealogie o Rafę i Nocha.

 

7) U Mateusza w linii rodowej Jezusa jest Jechoniasz, a temu przecież Bóg obiecał, że żaden z jego potomków nie zasiądzie na tronie Dawida (Jr 22,30), który miał być właśnie tronem Mesjasza.

 

Heinemann wyrwała tekst z Jr 22,30 z kontekstu, interpretując go sobie dość swobodnie podług linii wcześniej wymienionych zarzutów. W rzeczywistości tekst z Jr 22,30 wcale nie dotyczy Mesjasza, który zasiądzie na tronie Dawida, bowiem tekst ten mówi tylko o bezpośrednich potomkach (patrz też przypis do Jr 22,30 w BT) króla Jechoniasza, ujmując sprawę tylko w kontekście obecnej monarchii judzkiej. Zwróćmy uwagę na ten tekst i fragmenty, które zaznaczyłem w nim kursywą: „[Jechoniasz] nie zażyje szczęścia w swych dniach, ponieważ żadnemu z jego potomków (ki lo’ jicelah mizzare’o) nie uda się zasiąść na tronie Dawida ani panować nad Judeą” (Jr 22,30 – BT). We fragmencie tym słowo „żaden” (lo’, słowo to jest dość nieścisłe w Biblii i wcale nie musi oznaczać bezwzględnie wszystkich członków jakiejś grupy[70], nie musi więc też oznaczać wszystkich potomków Jechoniasza, w tym i Jezusa) odnosi się więc tylko do królów panujących nad Judeą (co widać z fragmentu, jaki oznaczyłem kursywą), czyli innymi słowy: do monarchii judzkiej. Natomiast Mesjasz wedle wyobrażeń żydowskich miał panować nie tylko nad Judeą, ale także nad poganami (por. Łk 24,21). Judea natomiast przestała istnieć po roku 70, gdy Rzymianie zrównali z ziemią ówczesne centrum świata żydowskiego. Potomkowie króla Jechoniasza, o jakich mowa w Jr 22,30, mogą więc być co najwyżej tylko jego bezpośrednimi potomkami, co widać ze słów, że Jechoniasz nie zażyje szczęścia „w swych dniach” (hebr. bejamaiw). Oznacza to, że jego potomkowie, którzy nie zasiądą na tronie judzkim, będą tylko jego bezpośrednimi potomkami, ponieważ za swego życia zobaczy on jeszcze, że rzeczywiście „żaden” z nich nie zasiądzie na tym tronie. To jest w tym wersie wymienione jako przyczyna jego nieszczęścia. Ponownie tu widać, że zwrot „żaden z jego potomków” odnosi się tu więc tylko do tych potomków, którzy nie zasiadając za jego życia na tronie judzkim, będą przyczyną jego nieszczęścia, czyli na pewno chodzi tu tylko o jego bezpośrednich potomków. Mesjasz zaś nie był takim potomkiem, dlatego tekst ten nie dotyczy Jego osoby. Wreszcie, zaledwie kawałek dalej (Jr 23,5n) czytamy o tym, że Mesjasz będzie jednak potomkiem Dawida, widać więc, że autor tych fragmentów zapisując proroctwo Jahwe mówiące o tym, że potomkowie Jechoniasza nie zasiądą na tronie judzkim, nie miał na myśli wszystkich potomków Dawida po Jechoniaszu. Gdyby autor ten tak zakładał, to nie napisałby już w Jr 23,5n o tym, że Mesjasz będzie potomkiem Dawida. Warto nadmienić, że w Ag 2,23 Bóg orzeka Zorobabelowi, że wybrał go i upodobał sobie. Zorobabel był potomkiem Jechoniasza (por. 1 Krn 3,17-19). Gniew Jahwe na potomstwo Jechoniasza trwał więc tylko jedno pokolenie, nie był on absolutny i nie posiadał bezwzględnego charakteru i nieograniczonego zasięgu czasowego. Po tej właśnie linii (od Jechoniasza przez Zorobabela) Mateusz poprowadził dalej genealogię Jezusa (por. Mt 1,12). Warto też nadmienić, że ów Zorobabel, o którym wspomina się w genealogii Jezusa, nie musiał być akurat potomkiem Jechoniasza. Imię Zorobabel było dość powszechne wśród Żydów. ów Zorobabel mógł być kimś, kto pochodził z pobocznej względem Jechoniasza linii genealogicznego drzewa potomków Dawida, nie byłby więc w tej sytuacji ściśle potomkiem Jechoniasza. Taka sytuacja również rozwiązywałaby problem proroctwa z Jr 22,30.

 

8) Łukasz wymienia imiona protoplastów rodów izraelskich (Józef, Juda, Symeon, Lewi) w kontekście trwania monarchii judzkiej, choć zwyczaj używania tych imion jako imion własnych jest zwyczajem pochodzącym z okresu powygnaniowego, gdy monarchii już w Judzie nie było. To czyni jego opis bezwartościowym i anachronicznym.

 

Imiona protoplastów rodów izraelskich jak najbardziej były stosowane w okresie monarchii, czego dowodzi imię Józef, które jako imię własne spotykamy już w czasach Dawida, o czym świadczy 1 Krn 25,1-2. Ten sam tekst świadczy, że imię Issachar jako imię własne także było stosowane już za czasów Dawida (1 Krn 26,5), choć przecież również było to imię jednego z dwunastu protoplastów rodów izraelskich (Rdz 49,14). W 1 Sm 22,5 i 24,11.13.18-19 (por. też 1 Krn 21,9.11.13.18-19; 29,29; 2 Krn 29,25) czytamy, że jeden z proroków w okresie przedwygnaniowym w czasach Dawida nosił imię Gad, a imię Gad było przecież również imieniem jednego z dwunastu protoplastów plemion izraelskich (por. Rdz 49,19). Tak samo było z imieniem Beniamin, imię to było imieniem jednego z protoplastów dwunastu rodów izraelskich (por. Rdz 49,27), a mimo to imię to nosił jeden z niedalekich potomków Beniamina (1 Krn 7,10). Powyższy zarzut jest więc zwyczajnie chybiony, skoro imiona noszone przez protoplastów dwunastu rodów izraelskich były jak widać stosowane jednak jako imiona własne, które nadawano zwykłym osobom już w czasach Dawida i monarchii.

 

9) W rodowodzie Jezusa u Mateusza są wymienione cztery kobiety, które „psują” Jezusowi rodowód pod względem etycznym: Tamar (popełniła grzech kazirodztwa), Rachab (poganka i nierządnica), Rut (Moabitka), żona Uriasza (cudzołożyła z Dawidem).

 

10) Dawid „nie pozostawił przy życiu ani mężczyzny, ani kobiety” (1 Sm 27,9.11). Pozbawił też życia innych, w tym Uriasza i uwiódł jego żonę. Z tego związku narodził się Salomon. Pochodzenie Mesjasza od kogoś takiego jest etycznie wątpliwe.

 

Te zarzuty można potraktować łącznie, określając je mianem „etycznej problematyki genealogii Jezusa”. Zarzuty te nie wydają się poważne. Za poważne można by było uznać je tylko wtedy, gdyby gdzieś w Biblii Bóg orzekł, że linia prowadząca od Dawida do Mesjasza ma być krystalicznie czysta pod względem etycznym. Takiego wymagania Bóg jednak nigdzie w Biblii nie postawił, przeciwnie, jest ono utopijne, gdyż w Biblii czytamy, że „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23 – BT). Warto też dodać, że poszczególne negatywne pod względem etycznym występki członków genealogicznej linii Jezusa nie wpływają na „etyczne konto” samego Mesjasza. Już w Pięcioksięgu Bóg oświadczył, że: „Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców” (Pwt 24,16 – BT). Powyższe zarzuty Heinemann nie negują więc wiarygodności genealogii Mesjasza z punktu widzenia samej Biblii, prędzej są one raczej jej osobistym problemem.

 

11) Bóg przeklął Dawida i jego potomstwo w 2 Sm 12,9n.

 

Ten zarzut Heinemann jest z kolei oparty na tekście wyrwanym z kontekstu. Już bowiem zaledwie kawałek dalej Bóg odwołał częściowo swe przekleństwo wobec Dawida, bowiem ten pożałował, co zrobił: „Dawid rzekł do Natana: «Zgrzeszyłem wobec Pana». Natan odrzekł Dawidowi: «Pan odpuszcza ci też twój grzech – nie umrzesz […]»” (2 Sm 12,13 – BT). Poza tym zarzut ten, podobnie jak dwa zarzuty omówione przed chwilą, jest oparty na problematyce czysto etycznej, z którą Heinemann ma najwyraźniej znów kłopot w przypadku analizy rodowodów Jezusa. Sam ten fakt nie neguje jednak jeszcze wiarygodności tych rodowodów.

 

Reasumując, wszystkie powyższe rozwiązania problemu „niezgodności” pomiędzy ewangelicznymi genealogiami Jezusa nie są oczywiście ostatnim słowem na ten temat. Można by znaleźć więcej rozwiązań, sięgając do historii żydowskiej i starożytnej (głównie semickiej) onomastyki. Nie są to też pełne rozwiązania tych dylematów, są to raczej propozycje ich rozwiązań, choć są one zarazem oparte na konkretnych faktach. Niektóre z tych rozwiązań nie muszą być też zgodne ze sobą, jedne z nich można wybrać, inne odrzucić, bo jest w czym wybierać. Każde z nich ma jednak tę zaletę, że jest sensowną propozycją wyjścia z wszystkich wspomnianych problemów. Nie wiemy dokładnie, dlaczego istnieją wszystkie wspomniane różnice w ewangelicznych genealogiach Jezusa. Nie wiemy tym samym, które z wyżej wspomnianych rozwiązań powinno się zastosować do przezwyciężenia tego problemu. Być może każde z nich jest po trochu takim rozwiązaniem, być może tylko jedno, albo jedynie część z nich. Nie jest jednak aż tak istotne uzyskanie odpowiedzi na pytanie, które rozwiązanie jest tu najwłaściwsze, liczy się sam fakt, że takie rozwiązania mogą istnieć, bowiem można je umocować historycznie.

 

Jan Lewandowski, listopad 2004



[1] Por. U. Ranke-Heinemann, Nie i Amen, Gdynia 1994, s. 74-75, 77-78, 84. Identyczne rozumowanie u K. Deschnera, I znowu zapiał kur, t. I, Gdynia 1996, s. 56.

[2] Por. tamże, s. 75-76.

[3] Tamże, s. 75.

[4] Tamże, s. 80. Por. też: J.Keller, Jezus, w: Od Mojżesza do Mahometa, red. tenże, Warszawa 1987, s. 140. Por. też: K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. I, dz. cyt., s. 52.

[5] Tamże, s. 81. Por. też: K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. I, dz. cyt., s. 57.

[6] Tamże, s. 83.

[7] Tamże, s. 82-83.

[8] Tamże, s. 83.

[9] Tamże, s. 84-85.

[10] Tamże, s. 85-86.

[11] Tamże, s. 86.

[12] Por. Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, XIII, 10, 5.

[13] Por. U. Ranke-Heinemann, Nie i Amen, dz. cyt., s. 76-78.

[14] Tamże, s. 77-78.

[15] Por. M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, „Tarnowskie Studia Teologiczne”, t. VI (1977), s. 129.

[16] Tamże, s. 122.

[17] Por. Euzebiusz, Historia kościelna, I, 7.

[18] Por. Justyn, Dialog z Żydem Tryfonem, 100.

[19] Por. Orygenes, Przeciw Celsusowi, 32.

[20] Por. E. Dąbrowski, Podręczna encyklopedia biblijna, t. I, Poznań – Warszawa – Lublin 1959, s. 415.

[21] Por. J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, „Studia Theologica Varsaviensia”, rok 15 (1977) nr 1, s. 33.

[22] Por. U. Ranke-Heinemann, Nie i Amen, dz. cyt., s. 75-76.

[23] M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 124.

[24] Por. J. Teodorewicz, Od Betleem do Nazaretu, Poznań – Warszawa – Wilno – Lublin 1932, s. 169; por. też: M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 124.

[25] Por. J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 33; por. też: tenże, Jezus, syn Dawida, Warszawa 1973, s. 145, przyp. 34.

[26] Por. J. Teodorewicz, Od Betleem do Nazaretu, dz. cyt., s. 169.

[27] Por. Ewangelia według św. Mateusza, red. J. Homerski, Poznań – Warszawa 1979, s. 73.

[28] Por. Euzebiusz, Historia kościelna, I, 7, 1.

[29] Por. tamże, I, 7, gdzie Euzebiusz zawarł obszerne fragmenty z tego listu.

[30] Tamże, I, 7, 14.

[31] Tamże, I, 7, 4.

[32] Tamże, I, 7, 5-10.16. Por. też: D. Rops, Dzieje Chrystusa, Warszawa 1995, s. 102-103, przyp. 4; E. Dąbrowski, Podręczna encyklopedia biblijna, t. I, dz. cyt., s. 415.

[33] Por. Augustyn, O zgodności Ewangelistów, II, 3, 5n; por. też: tenże, Przeciw Faustusowi, III.

[34] Por. J. McDowell, Przewodnik apologetyczny, Warszawa 2003, s. 287.

[35] Por. J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 34; por. też: tenże, Jezus, syn Dawida, dz. cyt., s. 145.

[36] Por. M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, Cambridge 1969, s. 142; por. też: Ewangelia według św. Mateusza, dz. cyt., s. 73n.

[37] Por. E. Dąbrowski, Podręczna encyklopedia biblijna, t. I, dz. cyt., s. 415; por. też: M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 142. 

[38] Por. D. Rops, Dzieje Chrystusa, dz. cyt., s. 103, przyp. 4, pkt 2.

[39] Por. J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 33.

[40] Por. J. McDowell, Przewodnik apologetyczny, dz. cyt., s. 288.

[41] Por. tamże.

[42] Por. D. Rops, Dzieje Chrystusa, dz. cyt., s. 103, przyp. 4, pkt 3. Por. też: Ewangelia według św. Łukasza, red. F. Gryglewicz, Poznań – Warszawa 1974, s. 126; J. McDowell, Przewodnik apologetyczny, dz. cyt., s. 123, 288-290; M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 143.

[43] Por. M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 144.

[44] Większość argumentów przeciw tej tezie można znaleźć w: M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 143-144. Mimo że autor próbuje się odwoływać do argumentów filologicznych i zasad składni greckiej, to argumenty te nie wydają się przekonujące, ponieważ autor był w stanie jedynie wykazać, iż w Łk 3,23 coś mogłoby zostać napisane inaczej, lecz nie musiałoby, gdyby Łukasz chciał zaznaczyć, że rodowód Jezusa w jego Ewangelii idzie po linii Marii.

[45] Por. E. Dąbrowski, Podręczna encyklopedia biblijna, t. I, dz. cyt., s. 415.

[46] Por. K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. I, dz. cyt., s. 56.

[47] Por. Euzebiusz, Historia kościelna, I,7,13.

[48] Za: Wstęp do Nowego Testamentu, Poznań 1996, s. 228. Ten sam cytat można też odnaleźć w: G. Ricciotti, Życie Jezusa Chrystusa, Warszawa 1954, s. 138. O antiocheńskim pochodzeniu Łukasza patrz też w: E. Dąbrowski, Prolegomena do Nowego Testamentu, Warszawa 1952, s. 83. 

[49] Por. Euzebiusz, Historia kościelna, III, 4, 6.

[50] Z. Kosidowski, Opowieści Ewangelistów, Warszawa 1979, s. 84. Por. też Z. Poniatowski, Źródła do wczesnego chrześcijaństwa, w: Katolicyzm starożytny jako forma rozwoju pierwotnego chrześcijaństwa, red. J. Keller, Warszawa 1969, s. 83; M. Grant, Święty Piotr, Warszawa 2001, s. 40. Heinemann nie uważa, że Ew. Łk została napisana przez Łukasza, zgadza się jednak z poglądem, że została ona napisana przez „chrześcijanina wywodzącego się z kręgów pogańskich, który pisze nienaganną greką” - U. Ranke-Heinemann, Nie i Amen, dz. cyt., s. 221.

[51] Por. J. Teodorewicz, Od Betleem do Nazaretu, dz. cyt., s. 168.

[52] Por. Ewangelia według św. Mateusza, dz. cyt., s. 71-72.

[53] Por. M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 124.

[54] Por. Ewangelia według św. Mateusza, dz. cyt., s. 73; por. też: J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 29; D. Rops, Dzieje Chrystusa, dz. cyt., s. 103, przyp. 4, pkt 2; M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 123-125.

[55] Por. J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 21; por. też: tenże, Jezus, syn Dawida, dz. cyt., s. 140.

[56] Por. M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 124.

[57] Por. Józef Flawiusz, Autobiografia, I; tenże, Przeciw Apionowi, I, 7; Euzebiusz, Historia kościelna, I, 7, 13-15. Patrz też świadectwa rabinackie: T. Bab, Yebamot, fol. 49, 2; T. Hieros, Taanith, fol. 68, 1; B. Rabba, sek. 98, fol. 85, 3. T. Bab, Kiddushin, fol. 70, 9.

[58] Por. Józef Flawiusz, Wojna żydowska, II, XVII, 6; VI, 6, 3. 

[59] Por. Podręczna Encyklopedia biblijna, t. I, dz. cyt., s. 621.

[60] Por. Eugeniusz Dąbrowski, Prolegomena do Nowego Testamentu, dz. cyt., s. 236.

[61] Por. Podręczna Encyklopedia biblijna, t. II, dz. cyt., s. 701.

[62] Por. tamże.

[63] Por. M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 182.

[64] Por. tamże, s. 181.

[65] Por. D. Rops, Dzieje Chrystusa, dz. cyt., s. 103, przyp. 4, pkt 3.

[66] Por. M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 181.

[67] Bardziej zainteresowanych próbami wyjaśnienia tego pominięcia odsyłam do M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 181-182; por. też: Ewangelia według św. Mateusza, dz. cyt., s. 73.

[68] Por. M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 123,126; por. też: M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 192n; J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, art. cyt., s. 29-30.

[69] Kwestię analizy tych imion na podstawie literatury żydowskiej dość szczegółowo podjął M.D. Johnson, The Purpose of the Biblical Genealogies, dz. cyt., s. 179-180.

[70] Np. w Jr 50,3.40 czytamy, że żaden (lo’) człowiek ani zwierzę nie osiedli się w Babilonie po jego upadku – welo’ jihejeh joszeb bah me’adam we’ad-behemah nadu halaku, lo’-jeszeb szam ‘isz (por. też Jr 50,39). Podobnie jest w Jr 51,43, gdzie czytamy o Babilonii, że „nie przechodzi tamtędy żaden człowiek” – welo’-ja’bor bahen ben-‘adam. Jednakże, jak wiadomo z historii, Babilon upadł bez walki i wciąż potem mieszkali w nim ludzie, nawet Żydzi, o czym świadczy tekst z Za 2,11. Podobnie w Iz 52,1 czytamy, że do Jeruzalem nigdy nie wejdzie „żaden” (lo’) nieobrzezany, co też przecież nie może być rozumiane dosłownie, bowiem ten sam Izajasz mówi dalej, że narody pogańskie, które nie dostępowały obrzezania, znajdą się kiedyś w Jeruzalem (Iz 56,7; 60,11; 62,11; 66,10-12.18-20; por. też Jr 3,17; Za 14,17). W Joz 23,9 czytamy, że żaden (lo’) człowiek z krajów podbijanych w Kanaan nie ostał się przed Izraelem (lo’-amad ‘isz bipenekem ‘ad hajjom hazzeh). A przecież były narody, które ostały się jednak przed Izraelem podczas podboju Kanaanu (por. Joz 13,1n), i tak było jeszcze nawet w czasach Sędziów (por. Sdz 1,27-33; 2,23). W Jr 2,6 czytamy, że obszar, przez jaki przeszli Żydzi wychodzący z Egiptu, to „ziemia, której żaden (lo’) człowiek nie może przebyć” (be’erec lo’-‘abar bah ‘isz), lecz przecież Żydzi po niej przeszli. W Jr 40,15 Jochanan mówi do Godoliasza, że zabije Izmaela tak, że „żaden (lo’) człowiek nie będzie wiedział” (we’isz lo’ jeda’; por. też Jr 41,4,  gdzie pada identyczna fraza w odniesieniu do wiedzy ludzi o śmierci Godoliasza). Ale przecież Godoliasz o tym wiedział. Jak widać słówko „żaden” (lo’) nie zakłada bezwzględnie braku jakichkolwiek wyjątków, zatem z leksykalnego punktu widzenia fragment Jr 22,30 mówiący o tym, że „żaden” (lo’) potomek Jechoniasza nie zasiądzie na tronie mesjańskim, nie wyklucza, iż Jezus, potomek Jechoniasza, zasiądzie kiedyś na tym tronie. 

Licznik: 12960
Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane