Jan Lewandowski

Pośrednictwo Maryi

dodane: 2004-09-10
Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Wszechpośredniczka Maryja, który został zamieszczony w internetowym serwisie racjonalistycznym[1]. W tekście tym Agnosiewicz próbuje atakować stosunek i postawę, jaką katolicy przejawiają wobec Matki Jezusa. Swój wspomniany tekst, na który będę odpowiadał, podobnie jak w przypadku poprzednich jego tekstów, z jakimi polemizowałem na łamach niniejszego serwisu, Agnosiewicz ułożył w formie dialogu, jaki odbywa się pomiędzy księdzem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia ksiądz katecheta i skrótu Kk) a pewnym uczniem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia Prostaczek i za pomocą skrótu P). Na samym początku swego tekstu Agnosiewicz pisze:

 

Ksiądz katecheta - Drogie dzieci, dzisiejszą katechezę poświęcimy Matce Bożej. Do niezliczonych darów, jakimi Bóg nas obsypał, zaliczyć należy Maryję, Matkę Zbawiciela. Chciałbym was wprowadzić w podstawowe prawdy mariologiczne. Dziś zacznijmy od wyjątkowej roli wszechpośredniczki i współodkupicielki, jaką Bóg zamyślił dla Maryi przy zbawieniu naszym.

Prostaczek - Dlaczego Maryję nazywamy Matką Boga, chociaż była tylko człowiekiem ?

 

Odpowiedź:

            Dziwne pytanie. Skoro Pismo nazywa Jezusa Bogiem (np. 1 J 5,20; J 1,1; Tt 2,13, itd.), to Maria może być nazwana Matką Boga, skoro urodziła Go. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Kk. - Maryja była Matką Jezusa Chrystusa, prawdziwego Syna Bożego, dlatego przysługuje Jej tytuł Bożej Rodzicielki, Bogurodzicy, Matki Bożej.

P. - Jezus najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego matka jest Bogarodzicą. Traktował ją cokolwiek lekceważąco, delikatnie mówiąc.

 

Odpowiedź:

            Przyjrzymy się, czy rzeczywiście. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

Kk. - Jak tak możesz mówić?! Jak tak możesz myśleć?! Kiedy oddajemy Jej cześć, to naśladujemy wówczas samą Ewangelię. Ona stanowi punkt wyjścia. W niej uczczono Maryję w taki sposób, jakiego nie doświadczył żaden człowiek. Wystarczy np. przeczytać, co pisze św. Łukasz o zwiastowaniu Matce Bożej. Anioł nazywa Maryję "obdarzona łaską". Bóg urzeczywistnia swój plan zbawienia nie bez Jej akceptacji. Po odpowiedzi Maryi: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego", rozpoczyna się wybawienie nas przez Boga. W akcie odkupienia Bóg chciał dobrowolnej zgody, wolnego "tak" swojego stworzenia. Stąd przyjęcie zbawienia przez Maryję jest istotnym momentem w dziejach zbawienia. Ona odzwierciedla najważniejsze treści wiary. W Niej objawia się, kim jest Jezus Chrystus i czym jest dla nas zbawienie. Maryja przyjęła Bożą propozycję, zgodziła się być Matką Jezusa Chrystusa, wychowała Go, dzieliła z Nim radości i smutki.

P. - Nie było żadnej Bożej propozycji, proszę księdza, tylko oznajmienie. Bóg, którego dziecko miała Maryja urodzić i wychować, nie zaszczycił jej nawet swoją wizytą, jak na przykład Mojżesza. Po prostu wysłał posłańca, który ...oznajmił Maryi, że jego pan postanowił, aby urodziła mu syna.

 

Odpowiedź:

            To co Agnosiewicz wyżej wypisuje jest co najmniej niepoważne. Przecież do Mojżesza też Bóg wielokrotnie wysyłał anioła (por. Wj 3; Dz 7,38). Czy to znaczy, że wtedy już go lekceważył? Wyróżnienie nie tkwi więc w tym, że Bóg zwraca się do kogoś bezpośrednio, lecz w tym, czego od kogoś oczekuje. Patrząc w innych kategoriach, to właśnie Maria miała urodzić Mesjasza. Już tylko samo to nobilituje ją o wiele bardziej niż Mojżesza, mimo, iż do niego Bóg zwracał się bezpośrednio. Idąc dalej tokiem rozumowania Agnosiewicza, w myśl którego poprzez fakt bezpośredniego zwracania się do kogoś Bóg nobilituje tego kogoś bardziej niż tych, do których się w ten sposób nie zwraca, można by dojść do absurdalnego wniosku, że np. sprzeciwiający się Bogu Elifaz z Temanu jest ważniejszy w planie zbawczym Boga niż Matka Jezusa, bowiem do niego Bóg zwracał się bezpośrednio w swym gniewie (por. Hi 42,7). Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:     

 

Wprawdzie ta próbowała oponować, była zmieszana i zagubiona. Jakże to się stanie - pytała - skoro nie poznałam męża? ("poznanie" oznacza współżycie - podobnie jak Kain "poznał" swoją żonę). Anioł objaśnił, że Duch Święty na nią zstąpi, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego. "Nie bój się Maryjo" - uspokajał. Poddała więc się pokornie temu co i tak już dla niej zaplanowano. "Ecce ancilla Domini" - rzekła (łac. ancilla - dziewka, służąca, niewolnica). Jeśli chodzi o wspólne radości i smutki, to może nam się nasunąć pytanie - dlaczegóż więc Jezus ciągle narzekał na dom rodzinny? Dlaczego czuł, że w tam jego prorocza misja jest lekceważona (Mk 6,4)?

 

Odpowiedź:

            A czy Mk 6,4 mówi cokolwiek o Marii? Nie. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Matka nie towarzyszyła mu w drodze krzyżowej, nawet legendy katolickie mówią, że pot ocierała mu jakaś Weronika, a nie matka?

 

Odpowiedź:

            A od kiedy Agnosiewicz wierzy w te legendy? Ponadto, dziwne, że Agnosiewiczowi nie przyszło do głowy, że w przeciwieństwie do Weroniki Maria po prostu nie miała sposobności tego zrobić. Jak wynika z Mk 15,16-22, w drodze krzyżowej Jezus był eskortowany przez żołnierzy, którzy znęcali się nad nim. Oznacza to, że nie łatwo było uzyskać dostęp do Niego w celu sprawienia mu jakiejś ulgi. Dla żołnierzy rzymskich był w końcu skazańcem. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:  

 

Dlaczegóż rodzina Jezusa nie zajęła się jego pochówkiem? Dlaczego uczynił to jakiś enigmatyczny Józef z Arymatei w towarzystwie jakichś kobiet galilejskich (pogrzebowi przyglądały się dwie Marie, lecz jedna to Maria Magdalena, druga była matką Józefa - Mk 15, 47; BT)?

 

Odpowiedź:

            W Mt 27,57 czytamy, że Józef był „zamożnym człowiekiem”, a w Mk 15,43, że był „poważnym członkiem Rady”, co wskazuje, że był osobą wpływową. Stąd można łatwo wytłumaczyć, czemu to właśnie jemu a nie Matce Jezusa udało się uzyskać w szybkim czasie ciało Jezusa od Piłata. Z Matką Jezusa Piłat nie byłby najwidoczniej chętny w ogóle rozmawiać, skoro w skali ówczesnych stosunków społecznych nie miała takich koneksji jak zamożny Józef z Arymatei. Natomiast wysłanie do Piłata kogoś tak wpływowego jak Józef z Arymatei rokowało szanse na to, że ciało Jezusa zostanie wydane bez zbędnych komplikacji. Ma to więc swój głębszy sens, do którego Agnosiewicz już nie dokopał się jednak. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu: 

 

Kk. - Jezus przed oddaniem swego ducha Ojcu zatroszczył się o losy swojej Matki - oddał Ją wszystkim ludziom za duchowa Matkę. Oddał Ją Janowi i nam pod opiekę. W ten sposób dokonała się nasza adopcja, przybranie za dzieci Boże, braci Chrystusa, dzieci Maryi.

P. - Faktycznie tak nas zapewnia najpóźniejsza z Ewangelii. Inne milczą o tym. Jeżeliby jednak przyjąć, że w istocie te słowa były aktem strzelistym naszej adopcji Bożej i jednocześnie zmianą Jezusa stosunku do matki, to nadal możemy się zastanawiać, dlaczego po śmierci nie potwierdzał tego?

 

Odpowiedź:

            A ile razy miałby to jeszcze potwierdzać, wystarczy, że powiedział to raz. Zresztą, gdyby powiedział to więcej niż raz, to Agnosiewicza i tak by to wtedy nie zadowoliło, nie ma co się łudzić. Nawet gdyby mówił o tym tekst, on okrzyknąłby to prawdopodobnie mianem „późniejszego dopisku”. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Dlaczego nie jej pierwszej się objawił, aby potwierdzić, że żyje, lecz byłej jawnogrzesznicy Marii Magdalenie ?

 

Odpowiedź:

            Znów rozumowanie jakimiś dziwnymi kategoriami. Zupełnie nieuzasadniony jest postulat, że kolejność objawiania się Jezusa miała być dokonywana podług schematu jakiegoś wyróżniania poszczególnych osób. Istnienie takich kategorii to czysty wymysł Agnosiewicza, nie zaś jakiś porządek ewangeliczny. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:   

 

Kk. - Bo akurat tamtędy przechodziła. A zresztą, któż to może wiedzieć, niezbadane są ścieżki Pana. Nie ważne są detale, takie jak kolejność objawień, istotna jest ta Prawda świetlista, że Maryja jest naszym wspomożeniem w drodze do Pana, współcierpiała z Jezusem, jest więc i Współodkupicielką. Jak zadekretował papież Benedykt XV: "Maria cierpiała i niemal zmarła wraz ze swym cierpiącym Synem; dla zbawienia ludzkości odrzuciła swe matczyne przywileje i tak dalece, jak to od niej zależało, ofiarowała swego Syna boskiej sprawiedliwości, dlatego możemy powiedzieć, że wraz z Chrystusem zbawiła ludzkość."

P. - Pismo jednak powiada, że odkupienie mamy tylko poprzez śmierć Jezusa, nie wspomina nic o łzach Maryi jako o środku dodatkowym.

Odpowiedź:

            Ani cytowany Benedykt XV, więc Agnosiewicz polemizuje sam ze sobą. Jak podaje jeden ze słowników teologicznych, „Maryja nic nie dodaje do Odkupienia, z którego sama pierwsza korzysta […]. Jezus sam nas odkupia i pojednuje […]”[2]. Maria nic zatem nie ujmuje Jezusowi w przynależnym mu dziele zbawienia. Powyższe słowa Benedykta XV bardzo ładnie ukazują w jakim znaczeniu Kościół rzymski uważał Marię za współodpowiedzialną w dziele zbawczym, jakiego dokonał Jezus na krzyżu. Dzięki Marii, dzięki jej „tak” Bogu od samego początku (por. Łk 1,38) i potem, Jezus zbawił świat na krzyżu. W tym znaczeniu w Kościele rzymskim uważa się dziś po Soborze watykańskim II Marię za współodpowiedzialną w dziele zbawienia Jezusa, o czym można przeczytać choćby w dokumencie Soboru watykańskiego II pt. Konstytucja dogmatyczna o Kościele[3]. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:  

Kk. - Była bezgrzeszna i z racji tego wyjątkowego statusu miała swój udział w naszym odkupieniu.

P. - Kościół mówi, że była bezgrzeszna nadinterpretowując słowa Gabriela: pełnaś łaski. On jednak nie mówił: jesteś bezgrzeszna, lecz obdarzona łaską. Potwierdzeniem tego jest fragment listu św. Pawła do Rzymian: "Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego...wszyscy bowiem zgrzeszylii pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z jego łaski, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie" (Rz.3:10.23-24). Wszyscy oznacza, że wszyscy, a nie wszyscy oprócz Maryi.

 

Odpowiedź:

Wcale nie. W tekście greckim mamy tu pantes – „wszyscy”, które to słowo wcale nie musi zawsze oznaczać wszystkich bez wyjątku. Np. w Łk 15,1 czytamy, że do Jezusa zbliżali się „wszyscy” (pantes) grzesznicy i celnicy, aby go słuchać, co oczywiście nie może być rozumiane dosłownie, bo przecież w ówczesnym świecie starożytnym byli też tacy grzesznicy i celnicy, którzy nigdy o nim nie słyszeli. W Dz 8,10 czytamy, że Szymon Mag, czarownik, był poważany przez „wszystkich” (pantes), i uważali go oni za „moc Bożą”, co również nie może być rozumiane dosłownie. Na pewno choćby wielu Żydów postępujących wedle Prawa ST nie uważało go za moc Bożą, bo Prawo ST potępiało przecież magików i czarowników (por. Kpł 19,26; por. też Lb 23,23; Pwt 18,10; Nah 3,4; Ml 3,5). Nie „wszyscy” w ówczesnym świecie słyszeli też o Szymonie. W Fil 2,21 czytamy, że „wszyscy” (pantes) szukają już tylko własnego pożytku a nie Jezusa Chrystusa, co również nie może być rozumiane dosłownie, bo z tego wynikałoby, że nawet Paweł i inni wierni chrześcijanie z tego okresu nie szukali już Chrystusa, tylko własnego pożytku, itd. W takim samym nie absolutnym znaczeniu używa też słowa pantes grecki Stary Testament. Np. w Iz 14,18 czytamy, że „wszyscy królowie ziemi” (pantes hoi basileis ton ethnon) leżą w grobowcach, co oczywiście nie może być rozumiane dosłownie, bo w tym czasie byli też żyjący królowie na ziemi. W  Jr 43,2 (LXX: Jr 50,2) czytamy, że Azariasz, Jochanan „oraz wszyscy ludzie” (kai pantes hoi andres) odezwali się do Jeremiasza. Oczywiste jest, że słowo „wszyscy” nie może być w tym wypadku rozumiane dosłownie. W Jdt 13,13 czytamy, że zbiegli się „wszyscy, od najmniejszego do największego” (pantes apo mikrou heos megalou) aby zobaczyć Judytę. W tym wypadku słowo pantes („wszyscy”) znów nie posiada swego dosłownego znaczenia. W Wj 7,24 czytamy, że z powodu zanieczyszczenia Nilu „wszyscy” (pantes) Egipcjanie kopali w pobliżu Nilu w poszukiwaniu wody, co oczywiście nie może być rozumiane dosłownie, bo Egipcjanie zamieszkiwali nie tylko obszar Nilu (można ich było spotkać nawet poza Egiptem, w Kanaan – por. np. Rdz 16,1,3; 21,9; 25,12; 1 Sm 30,11; Ez 29,13). Podobnie w Rdz 47,15 czytamy, że „wszyscy” (pantes) Egipcjanie przychodzili do Józefa, prosząc go o jedzenie, co również nie może być rozumiane dosłownie z wymienionych wcześniej powodów. W 1 Krl 10,24 (por. też 2 Krl 9,23) czytamy, że „wszyscy” (pantes) przybywali do Salomona po radę, co oczywiście nie może być rozumiane dosłownie, bo na pewno byli tacy ludzie gdzieś na świecie, którzy do niego po tę radę przybyć nie mogli (choćby ze względów geograficznych). Przykłady takiego zastosowania słowa pantes i słów z nim związanych można by mnożyć, jednak jak widać już choćby po powyższych przykładach, słowo to może zakładać wyjątki. Dalej Agnosiewicz pisze:   

 

Tak rozumiał to też Tomasz z Akwinu, największy katolicki teolog i filozof.

 

Odpowiedź:

            Co nie znaczy, że zawsze musiał mieć rację. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Ale proszę księdza, jeśli mi wolno, pragnąłbym podzielić się z księdzem moimi rozterkami, gdyż chodzi mi w istocie o coś innego, co z tego wynika. Otóż moim zdaniem hołdy jakie Kościół każe oddawać Maryi są gorszące, gdyż przyćmiewają one cześć jaką winniśmy Bogu. Według mnie Maryja zdeklasowała pod tym względem Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego, razem i z osobna wziętych.

 

Odpowiedź:

„Według mnie” – dobrze powiedziane. Dalej Agnosiewicz pisze:

Kk. - Ależ chłopcze Maryja nie odbiera hołdów boskich, tylko pełni rolę wszechpośredniczki w naszych kontaktach z Trójcą Przenajświętszą. W jednej z najdoskonalszych książek o Maryi autorstwa św. Alfonsa Ligouri (patrona konfraterni, która prowadzi Radio pod Maryi imieniem), czytamy: "Zostaniemy prędzej wysłuchani, kiedy udajemy się do Marii, wzywając jej świętego imienia, niż gdybyśmy wzywali imienia Jezusa naszego Zbawiciela."

 

Odpowiedź:

            Czy jednak dziś w Kościele rzymskim, po reformach kultu maryjnego od czasu II Soboru watykańskiego ktoś jeszcze tak naucza? Tego Agnosiewicz nie wykazał. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

P. - Ale przecież Biblia wyklucza to w jednoznacznych słowach. Mówi Jezus: "A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię" (J.14,13-14). Mówi jasno: proście przeze mnie i w imię moje, a ja was wysłucham. Dlaczego więc Kościół twierdzi, że to wcale nie tak, że jest inaczej, że jest droga szybsza i prostsza.

 

Odpowiedź:

            Gdzie dziś Kościół tak naucza? Tego już Agnosiewicz nie powiedział. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Pytam się więc - dlaczego Kościół proponuje drogę na przełaj, czy nie ugrzęźniemy na niej w naszej wędrówce do Zbawienia? Czy nie Chrystus jest jedynym pośrednikiem do tego celu?

 

Odpowiedź:

            Jak wyżej. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

Kk. - Tak, Chrystus jest jedynym pośrednikiem, ale jako nasza Głowa włącza całe ciało w swoje pośrednictwo. A ciało Chrystusa w jego najpiękniejszych członkach to Maryja i święci. Prośba o Jej wstawiennictwo nie oznacza zaprzeczenia lub przyćmienia prawdy, że Jezus Chrystus jest jedynym Pośrednikiem zbawienia. Wstawiennictwo Maryi jest całkowicie uzależnione od zbawienia dokonanego przez Chrystusa i czerpie z Jego mocy.

P. - Dosyć to skomplikowana hipoteza i przyznam - słabo ją rozumiem. No bo w Ewangelii Jana powiada Jezus: "Ja jestem Droga i Prawda i Żywot. Nikt nie przychodzi do Ojca tylko przeze mnie." (14,6), zaś w Pierwszym Liście do Tymoteusza czytamy: "Jeden jest Bóg i jeden pośrednik między Bogiem i ludźmi, Syn Człowieczy Jezus Chrystus." (2,5). Gdzie więc w tym wszystkim sytuuje się Maryja?

 

Odpowiedź:

Wersy te nie zajmują się pośrednictwem wstawienniczym, jakie dziś w Kościele pełni Maryja, mówią one o czymś zupełnie innym. Pierwszy z przytoczonych wersów mówi o „przychodzeniu do Ojca” w znaczeniu znalezienia się wierzących Jezusa w Królestwie Boga za sprawą Jezusa, który na końcu czasów rozsądzi o tym, kto powinien się znaleźć w Królestwie Ojca. Na takie znaczenie wskazuje kontekst poprzedzający tego wersu, bowiem o takim „przyjściu” swych uczniów do Królestwa Bożego na końcu czasów mówi właśnie Jezus w wersach poprzednich, tzn. od J 14,2-5. Agnosiewicz narzuca zatem mówiącym o „przychodzeniu do Ojca” słowom Jezusa z J 14,6 inny sens niż te słowa miały pierwotnie. Pośrednictwo Marii jakie odgrywa ona wobec wierzących to zupełnie inna kwestia niż „przychodzenie do Ojca” o jakim mówi Jezus w J 14,6. Podobnie jest z następnym z „zacytowanych” przez Agnosiewicza wersów, tzn. 1 Tm 2,5. Ten wers również mówi o pośrednictwie w innym znaczeniu. Wystarczy przeczytać drugą połówkę tego wersu, uciętą przez Agnosiewicza, aby się przekonać o tym, że wers ten także mówi o wyjątkowym pośrednictwie Jezusa w znaczeniu odkupienia ludzkości dokonanego na krzyżu. W 1 Tm 2,6 czytamy bowiem, że „Jezus wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie” (1 Tm 2,6, Biblia Tysiąclecia, dalej: BT). Jezus został w NT nazwany bowiem właśnie „pośrednikiem lepszego przymierza” (Hbr 8,6) i „pośrednikiem Nowego Przymierza” (Hbr 9,15; por. też Hbr 12,24). Przytoczone przez Agnosiewicza wersy nie są w sprzeczności z ideą pośrednictwa Marii pełnionego w Kościele, nie zajmują się bowiem w ogóle takim pośrednictwem i mówią o zupełnie innym pośrednictwie. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:                

 

Jezus nauczał pastuszków i rybaków, krótko mówiąc - ludzi nieuczonych, nie tylko w teologii, ale i sztuce pisania i czytania. Nie przypuszczam więc aby swoje przemowy i kazania formułował w ten sposób, żeby bez pomocy katechizmu i słownika teologicznego, nie dało się ich odczytać poprawnie. Musielibyśmy przyjąć, że wiara pierwszych wieków chrześcijaństwa, zanim to pojawiły się dogmaty i ich tłumacze, była nad wyraz niedoskonała, by nie rzec - odstępcza.

 

Odpowiedź:

            Obraz świata prezentowanego przez Agnosiewicza jest tylko pozornie zgrabny. Temu co Agnosiewicz wypisuje przeczy już choćby to, że w pierwszym wieku św. Paweł pisał swe listy, w których już wtedy musiał wyjaśniać wiele zawiłych kwestii. Jezus nauczał prosty lud, nie oznacza to jednak, że ten „prosty lud” nie miał pytań, że nie rodziły się potem pod wpływem tych nauk kontrowersje, itd. Jeśli zaś dziś są także kontrowersje, to nie świadczy to o niczym złym. Wtedy wyjaśniał to choćby Paweł w swych skomplikowanych traktatach teologicznych jakimi były jego listy, dziś stara się wyjaśniać to katechizm i słowniki teologiczne. Dociekliwość zawsze była cechą ludzką i po to są dziś słowniki teologiczne i katechizmy, aby ją zaspokajać. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:  

 

Kk. - Czyż nie wiesz, że Jezus nauczał również poprzez przypowieści, które miały sens przenośny ?

P. - Tak, ale ten sens przenośny wynikał z tych przypowieści. Przykładowo ziarno, które pada na dobry grunt, należy wprawdzie odczytywać parabolicznie, ale rolnik może sobie z tym poradzić, bowiem wie, że dobry zasiew rodzi owoce, owoce życia. Trudno jednak słysząc o gruszce wyparabolizować z niej pietruszkę. Jeden pośrednik to jeden, dwóch to nie jeden.

 

Odpowiedź:

            Jak wyżej. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Kk. - Oj synu widzę, że jesteś oporny na zasiew Prawdy. Skoro nie chcesz przyjąć dowodów teologicznych, może przemówią do ciebie racje rozumowe, bo najwyraźniej pozujesz na racjonalistę. Otóż jest faktem, że kobiety z natury są pośredniczkami - one pośredniczą między ojcem a dziećmi, pomiędzy samymi dziećmi, pomiędzy mężem a sąsiadem, a nawet pomiędzy nami a Bogiem, skoro w naszych kościołach widuje się najczęściej kobiety. Gdyby jeszcze dalej iść drogą twojej logiki, można by dojść do zaskakującego wniosku, że wszystkie kobiety są pośredniczkami z wyjątkiem Matki Bożej.

P. - Faktycznie, dochodzimy do zaskakujących wniosków. Księdza logika jest nad wyraz jasna i jej polot zgina kornie mój kark. Jest tam tylko jedno 'ale' - ale co z Biblią, proszę księdza? Dlaczego na podstawie Biblii dochodzimy do odmiennych wniosków?

 

Odpowiedź:

            Bo często nie rozumiemy tego co czytamy, nie chcę nam się w to wgłębić, podpasowujemy tekst do naszych własnych poglądów (choć powinno być odwrotnie), co dobrze pokazuje choćby przykład Agnosiewicza. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

 

 Trzeba przyznać, że dosyć to wątpliwa pośredniczka, która nie rozumie istoty swej misji. Wprawdzie przed połogiem archanioł pouczył Maryję, że pocznie kogoś wyjątkowego w wyjątkowy sposób, ale już kilkanaście lat później Maryja ze swym małżonkiem nie rozumieli co Jezus ma na myśli mówiąc, że przychodząc do świątyni przebywa ze swym Ojcem. Byli oboje najwyraźniej poirytowani, nie wiedzieli też nic o jego świętej misji.

 

Odpowiedź:

            Nawet uczniowie Jezusa nie rozumieli do samego końca jego misji, często w nią wątpili (najlepszym dowodem na to Ewangelie, por. zaparcie się Piotra, polityczne oczekiwania jego uczniów – Łk 24,21, itd.), więc nic w tym dziwnego. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Kk. - Biblia sankcjonuje tę Prawdę w innym miejscu. Mamy tam przecież scenę pośrednictwa Maryi, w sprawie wprawdzie przyziemnej, ale nie bez znaczenia dla dogmatów maryjnych. Oto na weselu w Kanie Galilejskiej Maryja zauważyła, że zabrakło wina i powiedziała do Jezusa: "Nie mają już wina". Swymi słowami pobudziła Syna do spełnienia pierwszego cudu przemienienia wody w wino.

P. - Ale Jezus najwyraźniej nie był zadowolony z tego 'pośrednictwa', jak to ksiądz ujął. Rzekł do niej hardo: "Co mnie i tobie, niewiasto?", zwracał się do niej tak konsekwentnie, nie mówił 'matko'. Może więc bardziej odpowiednim tytułem byłaby Niewiasta Boska ?

 

Odpowiedź:

            Zwracanie się do matki kobieto (gr. gynai) nie musi być objawem niegrzeczności. Jezus wypowiadał się w ten sposób także do innych kobiet, wobec których nie żywił jakiejś wrogości, czy niechęci. Tak mamy w J 4,21; 8,10; 20,15; Łk 13,12. Warto też zwrócić uwagę na pewien tekst z Septuaginty, w którym to samo słowo słowo gynai pada w bardzo życzliwym kontekście:

„A Holofernes rzekł do niej: Odwagi, niewiasto [gynai – przyp. J.L.]! Niech się nie lęka twoje serce! Ja nigdy nie uczyniłem nic złego człowiekowi, który postanowił służyć Nabuchodonozorowi, królowi całej ziemi” (Jdt 11,1, BT).

Również apokryficzna 4 księga Machabejska, zawarta w Septuagincie, używa terminu „niewiasto” w pochlebnym znaczeniu:

 

„O jedyna kobieto [gynai – przyp. J.L.] pobożność doskonałą rodząca!” (4 Mch 15,17).

 

„[…] kobieto [gynai – przyp. J.L.], wytrzymałością nawet tyrana zwyciężyłaś, a w czynach i słowach mocniejszą się okazałaś niż mężowie” (4 Mch 16,14).

                Mamy zatem w tych starożytnych semickich tekstach jawne przykłady zastosowania słowa „kobieto” i „niewiasto” w bardzo życzliwych kontekstach, zatem wiemy już, że zwracanie się przez Jezusa za pomocą tego słowa do Jego Matki nie musiało mieć w żadnym wypadku nieżyczliwego wydźwięku. Powyższy zarzut Agnosiewicza oparty na użyciu przez Jezusa słowa gynai w J 2,4 jest więc zwyczajnie chybiony.

Swoją drogą, to ciekawe, że Agnosiewicz wykorzystuje tutaj tekst z J 2,4. Słowa te znajdują się tylko w jednej Ewangelii a przecież przy innych okazjach Agnosiewicz dyskredytuje słowa Chrystusa jako nieprawdziwe, czyniąc to właśnie z tego powodu, że są one tylko w jednej Ewangelii. Tak jest z tekstem z Mt 16,17-19, któremu Agnosiewicz zarzuca, że jest on tylko w jednej Ewangelii, co świadczy jego zdaniem (jakie Agnosiewicz wyraził w tekście pt. Prymat papieski[4]) o nieautentyczności tych słów. Tak jest też z zapisanymi w Ewangelii Łukasza słowami Chrystusa skierowanymi do dobrego łotra. W swym tekście pt. Chrześcijaństwo czy paulinizm[5] Agnosiewicz wytyka fakt, że tekst ten znajduje się tylko w jednej Ewangelii. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Kk. - Jezus dlatego zwraca się do Maryi per niewiasto, aby podkreślić jej nową godność w stosunku do całej ludzkości, nawiązując do pierwszej niewiasty-matki Ewy. Wyraz "Niewiasto" ma uroczyste, mesjańskie znaczenie - przypomina pierwszą zapowiedź odkupienia z Księgi Rodzaju: "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę". Odkupienie dokonało się w Maryi w sposób uprzedzający. Jezus Chrystus odkupił Ją, jak odkupił wszystkich ludzi, mocą swoich przyszłych zasług. Łaski odkupienia dostąpiła już w swym poczęciu. Stąd Jezus uważał Ją za najświętszą ze wszystkich ludzi.

P. - Bardzo piękny teologiczny wywód. Nawet gdyby Jezus również pojmował 'niewiastę' na sposób mesjański, gdyby nawiązywał do Ewy, to jednak uroczysty cały ten zwrot niewątpliwie nie był, mówiąc eufemistycznie.

Odpowiedź:

            A czemuż miał być „uroczysty”? W końcu Jezus może mieć inną relację do swej Matki (bardziej stanowczą momentami), niż my powinniśmy mieć. Nie ma w tym nic dyskredytującego Marię. To byłoby wręcz nierealne a nawet komiczne, gdyby Jezus zwracał się cały czas do swej Matki w sposób „uroczysty”. Oczekiwania jakie stawia tu Agnosiewicz stosunkom międzyludzkim ukazują, że jego obraz świata jest dość karykaturalny momentami. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:    

 

Mówił przecież: czegóż ode mnie chcesz kobieto ? Dokładnie te same słowa skierował do Jezusa demon, przemawiając z ciała opętanego: "Co mnie i tobie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Poprzysięgam cię przez Boga, abyś mię nie męczył" (Mk 5, 7, Wujek). "Co mnie i tobie" oznacza więc - daj mi spokój. No chyba, że i demon miał jakieś mesjanistyczne ukryte znaczenie na myśli.

Odpowiedź:

            Niekoniecznie. Owo „co mnie i tobie” (ti emoi kai soi) może mieć po prostu znaczenie pytające. Np. Septuaginta za pomocą tego zwrotu tłumaczy pytanie wdowy do Eliasza – „czego chcesz ode mnie?”, zamieszczone w 1 Krl 17,18. W tekście hebrajskim który Septuaginta tłumaczy tu za pomocą ti emoi kai soi mamy tu mah-lli walak, co dosłownie tłumaczone znaczy: „co (mah) mnie (li) i (wa) tobie (lak)”. Pytanie to (jego ewidentnie idiomatyczny charakter jest wyraźnie widoczny) jak widać nie musi być przesiąknięte agresją, ani uczuciem wyższości w stosunku do kogoś, może co najwyżej pobrzmiewać w nim uczucie pewnego żalu, ale i zarazem zwyczajnej próby porozumienia się z kimś. Czy do tak zwyczajnych i ludzkich reakcji oraz uczuć nie ma już prawa Jezus w stosunku do swoich bliskich? Czy to przekreśla ostatecznie tych bliskich? Oczywiście, że nie, przecież tak samo zadane pytanie wyżej wspomnianej wdowy do Eliasza również nie neguje jego doniosłej roli, jaką odegrał w planie Bożym. Niniejszym, sposób w jaki zwrócił się Jezus do swej Matki na przyjęciu w Kanie galilejskiej nie przynosi żadnej ujmy Jego Matce. Jako ciekawostkę można w tym miejscu przytoczyć co piszą w tym miejscu Scott Hahn, Jeff Cavins i Mark Shea: „Warto również zauważyć, że pytanie: „Czyż to moja lub Twoja sprawa?” – nie oznacza „Odczep się”. Raczej jest to hebrajski idiom znaczący „Nie wystąpiłbym z tym, o co prosisz, ale przychylę się do twojej prośby”. (Podobne przykłady można znaleźć w 1 Krl 19,20, Rdz 23,15, Łk 8,26-39, Mt 8,28-34, Mk 1,23-28, Łk 4,31-37 i Mk 5,6-7)”[6]. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:     

 

 W gruncie rzeczy znaczenie zwrotu 'niewiasto' odnośnie własnej matki było czymś dla niej poniżającym, a nie wywyższającym, było dla żydów rażącym naruszeniem przykazania o czci dla własnej matki.

Odpowiedź:

            Agnosiewicz nie wskazał żadnych podstaw dla takiego stwierdzenia. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Zaś cała scena w Kanie nie ukazuje nam żadnego pośrednictwa, lecz strofowanie przez Jezusa własnej matki.

 

Odpowiedź:

            Jak wyżej. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Mówi ksiądz, że uważał ją za najświętszą z ludzi, ale i to przeczy świadectwu ewangelicznemu. Ewangelia Mateusza powiada nam: "Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą". Jezus jednak nie zechciał się z nimi widzieć i rzekł: "Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia" (Mt 12, 46-49). Jeszcze dosadniej tę scenkę prezentuje Łukasz: "Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworzei chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je" (Łk 8, 20-21) !

 

Odpowiedź:

            Nic w tym wersie nie wskazuje na to, że Jezus wyparł się swej Matki, lub nie chciał z nią rozmawiać. W wersie tym Jezus wykorzystuje po prostu stwierdzenie kogoś z tłumu do zilustrowania prawdy, że więzy duchowe są silniejsze niż więzy krwi (por. przypis w BT do Mt 12,50). Jezus nie mógł w tych słowach przecież stwierdzić, że Jego Matka nie jest Jego Matką, skoro nie słucha słowa Bożego, bo Maryja - jak wiemy z kart Ewangelii  - słuchała słowa Bożego i wypełniała je (por. np. Łk 1,38; Dz 1,14). Dalej Agnosiewicz pisze:   

 

Innym razem gdy "jakaś kobieta z tłumu zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je" (Łk 11, 27-28).

 

Odpowiedź:

       Tu mamy sytuację podobną jak wyżej. Jezus nie przeczy przecież w tych słowach temu, że Maria jest błogosławiona. Byłoby to sprzeczne z tym, co mówi Duch święty o Marii przez Elżbietę, a także sama Maria o sobie (por. Łk 1,42-48). W powyższych słowach Jezusa możemy się nawet dopatrywać przyznania racji kobiecie, która się do niego zwraca. Jezus mówi bowiem w Łk 11,28 menoun – które może zostać przetłumaczone m.in. jako „owszem”, „zaiste”, „faktycznie”. Menoun może też mieć czasami znaczenie przeciwne, jednak w tym wypadku kontekst nie rozstrzyga jednoznacznie, czy tak jest. Z drugiej strony, jeśli owo menoun nie odnosi się do słów kobiety, będąc potwierdzeniem tych słów, tylko do słów Jezusa z Łk 11,28, to jasne jest, że w tym wypadku słówko to nie zaprzecza słowom kobiety zapisanym w Łk 11,27, które mówią o „błogosławieństwie” Marii. Skoro bowiem coś do czegoś się nie odnosi, to nie może zaprzeczać temu. Św. Augustyn pisał (Kazanie 25, 7-8) o błogosławieństwie Marii: „Maryja w doskonały sposób wypełniała wolę Ojca. Dlatego ważniejsą sprawą było dla Maryi, że stała się uczennicą Chrystusa, niż to, że była Jego matką. A zatem Maryja była błogosławioną, ponieważ zanim zrodziła Nauczyciela, wcześniej nosiła Go w swoim łonie […]. A zatem Maryja jest błogosławiona, ponieważ słuchała słowa Bożego i strzegła go. Bardziej strzegła prawdy w sercu niż ciała w łonie […]. Być w sercu, znaczy więcej niż być w łonie”. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Aż trudno zdać sobie sprawę z konsekwencji tych słów - oto Jezus uważał Marię za ...zwykłą grzesznicę.

Odpowiedź:

            Nigdzie Jezus nie powiedział, że uważa Marię za „grzesznicę”. Przechodzę do dalszej części komentowanego przeze mnie tekstu:

 

Gdzież to Niepokalane Poczęcie, gdzie miłość, ba, gdzie szacunek. Jak może być błogosławiona między niewiastami, skoro Jezus zaprzeczył jakoby była błogosławiona ?

 

Odpowiedź:

Nigdzie w Łk 11,28 Jezus nie zaprzeczył, że Maria jest błogosławiona. Wręcz przeciwnie. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Jak może był pośredniczką skoro Jezus na kartach ewangelii nie chce się z nią widzieć ?

Odpowiedź:

 

            W żadnym miejscu Ewangelii Jezus nie mówi, że „nie chce się widzieć” z Marią. To już tylko czysty twór fantazji Agnosiewicza.

 

Jan Lewandowski

 



[1] Por. M. Agnosiewicz, Wszechpośredniczka Maryja, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,330 .

[2] Mały Słownik Maryjny, Niepokalanów 1987, s. 64-65, cyt. za W. Bednarski, W obronie wiary, Gdańsk - Toruń 1997, s. 120. 

[3] Por. Lumen gentium, 56-58.

[4] Por. M. Agnosiewicz, Prymat papieski, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,328 .

[5] Por. M. Agnosiewicz, Chrześcijaństwo, czy paulinizm, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1035 .

[6] Por. http://css.catholicexchange.com/ . Za jedną z publikacji tego ośrodka podaję wspomniany cytat.

Licznik: 8105
Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane