Jan Lewandowski

Odpowiedź na list Mariusza Agnostyka cz.2

dodane: 2004-09-10
        Niniejszy tekst jest odpowiedzią na pewne przekłamania i przeinaczenia, które Mariusz Agnosiewicz próbuje rozpowszechniać w formie plotek na swym forum[1] w związku z moją osobą i polemiką jaką podjąłem z jego serwisem. Chciałbym niniejszy tekst traktować jako pewnego rodzaju sprostowanie na przyszłość odnośnie tych plotek, które Agnosiewicz rozpowszechnia zarówno w czasie gdy jest pisany niniejszy list (luty 2004), jak i odnośnie plotek, które będzie nadal rozpowszechniał na mój temat. Jak bowiem mniemam, to co on teraz pisze odnośnie mojej osoby i polemiki jaką podjąłem z jego serwisem, będzie też „wersją obowiązującą na przyszłość”. Tym samym chciałbym pewne sprawy choćby pokrótce i zwięźle wyjaśnić.

 

            Tytułem wstępu i pewnego naświetlenia całej kwestii nadmienię o co mniej więcej chodzi. Otóż Mariusz Agnosiewicz ujął się honorem i po wstępnej publikacji w grudniu 2003 moich polemik z jego serwisem w portalach www.apologetyka.katolik.pl i www.kulty.info (przy czym warto dodać, że na tym drugim portalu wycofano niestety już moją polemikę po jej wstępnej publikacji, bowiem z powodu bankructwa właściciela serwera na którym serwis kulty.info się znajduje dalsza publikacja cyklu moich rozpraw polemicznych z Racjonalistą nie byłaby już możliwa) dość szybko i sprawnie zareagował, pisząc dwie rozprawki polemiczne[2] z tekstami[3], w których polemizowałem z nim i jego serwisem. Na te rozprawki i ja dość szybko odpowiedziałem. Można powiedzieć, że do tego momentu jeszcze jakoś polemizowaliśmy, choć się nie zgadzaliśmy, to jednak jakoś polemizowaliśmy. Piszę „jakoś”, bo niestety Mariusz w sposób bardzo tendencyjny odpisywał na moje teksty, odnosząc się do jakichś skrawków moich tekstów, i skrzętnie przemilczając wszystkie kwestie bardziej istotne dla całości zagadnień (wystarczy porównać jego odpowiedzi na moje polemiki z nim), choć ja polemizowałem z całością jego artykułów, niemal zdanie po zdaniu (tylko w jednym z prawie trzydziestu tekstów pominąłem w odpowiedzi na jego polemikę pewne niektóre mało merytoryczne partie materiału). Ale to się w końcu urwało i doszło do tego, że od naszych spornych kwestii Mariusz przeszedł w końcu do żenujących „chwytów propagandowych”, które prezentował w pełnych żalu i histerii odezwach do mnie, słanych na moją skrzynkę mailową oraz na swoje forum[4].

 

            Na pierwszą z serii takich odezw odpowiedziałem więc znów w formie pełnego i wyczerpującego tekstu, tytułując ją Odpowiedź na list Mariusza Agnostyka[5]. Z czasem doszedłem do wniosku, że zrobiłem błąd, bowiem zniżanie się do tak mało merytorycznego poziomu (pomijając już fakt, że serwis Agnosiewicza w oczach iluś osób w ogóle ma poważne problemy z ogólnie pojętą merytorycznością, i ludzie pytają mnie publicznie, czy był w ogóle sens polemiki z tak miernym intelektualnie zjawiskiem polemicznym[6]) zaśmieca tylko serwis www.trynitarysci.republika.pl , który w tej chwili jest jeszcze mało pojemny. Ale co się stało to się nie odstanie i mój tekst poszedł. Dlaczego doszedłem do wniosku, że poziom tej dyskusji stał się już tak mało merytoryczny? Otóż kiedy Agnosiewiczowi skończyły się jakieś tam argumenty, to przeskoczył do czegoś co ja określam sobie mianem „racjonalistycznej filozofii ludowej”, która jest bardzo prymitywna lecz bardzo wygodna i zarazem częsta w użyciu, bowiem polega ona na odwołaniu się do pewnych ewidentnie wątpliwych merytorycznie stereotypów. Stereotypy te od początku do końca dotyka choroba logicznego inwalidztwa (z racji stosowania błędów erystycznych z zakresu argumentum ad personam – uzasadnię to na konkretnym przykładzie dalej), prócz tego bazują one na kompletnym, czy już dawno zdezaktualizowanym (scjentyzm) niezrozumieniu (często też na tendencyjnym i celowym wykrzywieniu) istoty nauki i zasad prowadzenia sporów (znów argumentum ad personam).

 

Owe stereotypy może obalić każdy kto skończył już choćby jeden semestr (dosłownie – nawet nie więcej) jakichkolwiek studiów, lub nawet ktoś kto studiów nie kończył, ale oczytał się choćby pobieżnie w opracowaniach popularnonaukowych. Kiedyś poświęcę być może jakiś specjalny osobny tekst na to dość ciekawe zjawisko określane przeze mnie mianem „ludowej filozofii racjonalistycznej”, dominującej, czy raczej pokutującej zwłaszcza wśród internetowych „racjonalistów”, tym razem jednak ograniczę się do pewnych stwierdzeń podstawowych.

 

Mówiąc w telegraficznym skrócie, wspomniana „filozofia” polega na tym, że kiedy danemu „racjonaliście” kończą się argumenty merytoryczne, to wtedy zaczyna on nagle stosować tzw. „tyranię autorytetu”, która polega na tym, że powołuje się on na nie na jakiś fakt, czy konkret, ale na opinię jakiegoś naukowca. Nie trudno się domyślić, że owo powołanie się to oczywiście nic innego jak zwykła zapchajdziura w argumentacji, mająca maskować fakt, że delikwentowi zwyczajnie skończyły się już jakieś konkretne argumenty. Delikwent więc zaczyna „cytować naukowców” (jeśli dobrze pójdzie, bo najczęściej kończy się na tym, że on się do naukowców „odwołuje” na zasadzie ogólnikowej i pustosłownej deklaracji, która jest niczym więcej jak wyznaniem jego wiary, którą każe on nam podzielać). Jest to o tyle śmieszne, że bazuje na kompletnym niezrozumieniu istoty nauki, lub na jej przeinaczeniu, bowiem w nauce z powodu jej rozrostu i komplikacji nie zawsze mamy już dziś do czynienia z twierdzeniami pewnymi i bezspornymi (jak to miało być z założenia na początku powstawania nauki). W nauce często jest dziś tak, że ktoś z tytułem naukowym coś twierdzi, i jednocześnie ktoś inny z tytułem naukowym z tej samej dziedziny twierdzi coś zupełnie odwrotnego, często nawet na podstawie tych samych przesłanek. Dalej rozwinę to jeszcze o konkretne przykłady. Skoro zatem nie zawsze mamy w nauce coś pewnego, to nie można się do niej w polemice i w sporach o fakty (a taki najwyraźniej był charakter mojego polemicznego sporu z Agnosiewiczem) odwoływać jako do czegoś, co załatwia sprawę „raz a porządnie”. W polemice liczą się konkrety, im bardziej uchwytne i namacalne, tym argument lepszy.

 

Taki „racjonalistyczny filozof ludowy” liczy ponadto na to, że ktoś przestraszy się i ugnie przed ową tyranią autorytetu, i ze strachu przed napiętnowaniem i doklejeniem mu etykietki „niewykształconego”, „nie idącego w parze” z rzekomymi osiągnięciami „najnowocześniejszej” nauki (w rzeczywistości tylko tej części nauki, która wybiórczo odpowiada danemu racjonaliście) spasuje w dyskusji. Wywieranie presji za pomocą takich prymitywnych metod jest oczywiście godne pożałowania, ale Agnosiewicz stosował to z powodzeniem także wobec mnie, gdy wręcz prorokował, tak oto określając swą wiarę co do przyszłości nauki: „Prezentuje Pan bardzo skrajnie konserwatywny i tradycyjny punkt widzenia biblisty. Pańskie tezy są dziś nie do utrzymania i niedługo pewnie jedynie Pan i kilku równie zapartych biblistów wierzyć będzie, że Biblia to księga ściśle monoteistyczna, bez żadnych wpływów i pozostałości politeistycznych. Takie stanowiska nie będą jednak już prezentowane w naukowych periodykach biblistyki, gdyż nie sposób przeczyć oczywistości”[7].

 

Dlatego właśnie tyle o tym tu piszę (i dalej napiszę o tym jeszcze więcej). Wszystko to wzięło się stąd, że mu wytknąłem Agnosiewiczowi, iż w dyskusji ze mną zamiast polemizować za pomocą konkretów, on odwołuje się tylko do opinii pewnych niewierzących biblistów (którzy wcale nie mają monopolu naprawdę). Wtedy jednak Agnosiewicz w swojej argumentacji dokonał swego rodzaju „małej rewolucji” i......    zaczął cytować mi opinie katolickich biblistów. Jakby to już było dogmatem! Nie jest, o czym napiszę dalej, teraz jednak prześledźmy bardziej szczegółowo linię rozumowania Agnosiewicza i zobaczmy jak dziś on triumfuje, pisząc o mnie na swym forum dyskusyjnym w ten oto sposób:

 

„Ja z JL próbowałem polemizować, ale to jest niemożliwe, bo on uważa, że należy po prostu jak najwięcej pisać, aby mieć rację. Kiedy go przycisnąłem chcąc wydobyć od niego wyznanie w jednym miejscu, że nie miał racji, kiedy mu to jasno wyświetliłem okraszając nawet ten pogląd cytatami z katolickich biblistów (kiedy zarzucił, że opinie "moich" biblistów brały się z niedowiarstwa - on po prostu zwiał, ale nie zdobył się na przyznanie do błędu”[8].

 

            Weźmy na warsztat kluczowe zdanie Agnosiewicza z powyższego wywodu: „Kiedy go przycisnąłem chcąc wydobyć od niego wyznanie w jednym miejscu, że nie miał racji, kiedy mu to jasno wyświetliłem okraszając nawet ten pogląd cytatami z katolickich biblistów (kiedy zarzucił, że opinie "moich" biblistów brały się z niedowiarstwa - on po prostu zwiał, ale nie zdobył się na przyznanie do błędu”.

 

Agnosiewicz uważa zatem, że miał rację, ponieważ cytował mi katolickich biblistów. Skoro to ma być tutaj takie niby istotne, to wróćmy więc do tego punktu dyskusji i zobaczmy co ci katoliccy bibliści powiedzieli wtedy. Agnosiewicz pisał:

 

„No to weźmy katolickiego autora:
# Alfred Lapple, "Od Księgi Rodzaju do Ewangelii. Wprowadzenie do lektury Pisma Świętego", Wydawnictwo Znak (katolickie), Kraków 1983.
========
Str. 162-164: "Zwrot "Bóg ojców" lub "Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba" jest w Starym Testamencie formułą tak fundamentalną i o takiej mocy zaklęcia, że można przyjąć przebiegający w prostej linii i nieprzerwany rozwój obrazu Boga w epoce patriarchów. Pogląd ten podziela również Henricus Renckens, kiedy pisze, iż wewnętrznie i organicznie powiązane szczeble rozwoju prowadzą od "osobistego Boga opiekuńczego do Boga rodziny, następnie do Boga narodu, a wreszcie do Boga całego świata".
Innego zdania jest jednak Gaalyahu Cornfeld: "Trudno powiedzieć, jakie były według Księgi Rodzaju poglądy religijne patriarchów, kiedy bowiem spisywano najstarsze części ustnej tradycji, były one już przemieszane z dodanymi później szczegółami i uwagami komentującymi, które wypływały z późniejszej, bardziej monoteistycznej postawy duchowej". Jeśli pamiętamy, że na ukształtowaniu albo przekształceniu ostatecznej redakcji posiadanej dziś przez nas biblijnej historii patriarchów zaważył duch prorocki, to musimy się zdumiewać, jak dużo pomimo to pozostało w tej historii elementów dziwnych i politeistycznych. Można zatem postawić uzasadnione pytanie, jak wyglądał ten przekaz przed monoteistyczno-prorocką korekturą. Pomijając już to, że w opowieści o Racheli mówi się beztrosko o posążkach bóstw domowych, tzw. terafim (Rdz 31, 19, 30, 34), uderza w historii poszczególnych patriarchów, że wymienia się tam różne bóstwa o nazwie El:
El-Szaddaj (Rdz 17, 1; 28, 3; 35, 11; 48, 3),
El-Elion (Rdz 14, 18),
El-Olam (Rdz 21, 23),
El-Betel (Rdz 28, 10-22; 35, 7),
El-Roj (Rdz 16, 13-14).
Obok tego spotykamy jeszcze inne określenia, jak:
El Bóg Izraela (Rdz 33, 20),
Penu-El = oblicze Boga (Rdz 32, 25-33), Lęk Izaaka (Rdz 31, 53) i
Mocarz Jakub (Rdz 49, 24).
Czyżby przy tych nazwach chodziło o różne bóstwa lokalne, tak że moglibyśmy mówić o politeizmie patriarchów?
"Musimy pamiętać, że w miarę rozwoju czasów wzrastało też poznanie naszych duchowych ojców. Więcej bowiem dane było wiedzieć o Bogu Wszechmogącym Mojżeszowi niźli patriarchom, więcej prorokom niźli Mojżeszowi i więcej apostołom niźli prorokom" (Grzegorz Wielki, Homilie na proroka Ezechiela II. 4, 12; PL 76, 900).
Objawiający siebie Bóg dostosowywał się do pojęć ówczesnych ludzi: początkowo zadowalał się wiarą prostą, niedoskonałą jeszcze, ale zdolną do dalszego rozwoju, i występował jako Bóg określonego miejsca. W postaci filozoficznej abstrakcji nie mógłby być zrozumianym. Jest zupełnie możliwe, że patriarchowie byli najpierw przepojeni myślą o s w o i m Bogu opiekuńczym, który był różny od bóstw opiekuńczych innych plemion. Szczególnie dużo daje pod tym względem do myślenia Rdz 31, 53, gdzie .,,Bogu Abrahama" przeciwstawiony jest jako wyraźnie odrębna wielkość "Bóg Nachora". W biblijnej historii patriarchów widoczny jest zarys bardzo interesującego procesu dojrzewania religijnego, którego zapewne sami patriarchowie jasno sobie nie uświadamiali. Może nawet linie tego rozwoju - od Boga rodzinnego i lokalnego do jedynego, uniwersalnego Boga świata i ludzkości - nakreślone zostały z perspektywy wyklarowanego monoteizmu epoki proroków w sposób bardziej konsekwentny, niż przebiegały w rzeczywistości. Niewątpliwie jednak ostateczny redaktor biblijny przywiązywał szczególną wagę do wykazania, że różne bóstwa, w których nazwie zawarty jest pierwiastek El, "są hipostazami, czyli formami objawienia j e d n e g o El i w tym sensie stanowią jedność" (Otto Eissfeldt). (...) Przez identyfikację Boga Jahwe z dawnym B o g i e m o j c ó w osiągano dwojaki cel. Przede wszystkim była przez to zagwarantowana c i ą g ł o ś ć h i s t o r y c z n a, był to bowiem jeden i ten sam Bóg, który kierował losami Izraela poczynając od dni Abrahama. Tradycja ludowa i wiara religijna przenikają i ożywiają się wzajemnie. Ponadto następuje również proces monoteistycznego oczyszczenia i dojrzewania"  Jak widzimy autor jest na tyle uczciwy, że nie zaprzecza oczywistości o jakiej pisałem w moim tekście, a jedynie gimnastykuje się nad wytłumaczeniem tego - poprzez infantylizm ludu wybranego, więc dlatego Pan nawet w Biblii jawi się z "politeistycznym zmąceniem". Po prostu lud wybrany nie był gotów na wzniosłość monoteizmu i musiał doń dojrzeć, przechodząc przez stadium politeistyczne. Autor nie zataja również faktu monoteistycznego oczyszczania tekstów biblijnych, pierwotnie znacznie bardziej politeistycznych, ani tego, że czyszczenie to oczywiście pozostawiło ewidentne ślady i pozostałości politeizmu niewątpliwie istnieją.
Jak więc widać nawet katolicy mają biblistów z uczciwym podejściem do tematu. Wprawdzie jego wytłumaczenia mogą u racjonalisty wywoływać uśmiech, ale jest on przynajmniej o tyle uczciwy, że nie zataja faktów, nie przeinacza ich jakoś całkowicie jak np. Pan w swoich wywodach, bo o Palli już nie wspomnę.
Lapple zdobył się na to, bo jak pisze wydawca: uwzględnia on nie tylko naukę Kościoła, ale z drugiej strony najnowsze prace specjalistyczne. Niestety większość katolickich biblistów nie porywa się na tak wymagający projekt, zadowalając się uwzględnieniem jedynie nauki Kościoła... Jednak dzięki swemu podejściu praca Lapple, jak pisze we wstępie ksiądz J. Kudasiewicz:
"należała po swym ukazaniu się do najczęściej tłumaczonych i wydawanych książek biblijnych za Zachodzie. (...) W świetle wypowiedzi krytyków, tłumaczy i wydawców, książka Alfreda Lapple ukazuje się jako dzieło gruntowne, poważnie udokumentowane, precyzyjne, odważnie otwarte na to co nowe we współczesnej biblistyce, a równocześnie umiarkowane w sądach i liczące się z zaleceniami Urzędu Nauczycielskiego Kościoła"
Przypuszczam więc, że jest to jedna z lepszych katolickich pozycji biblistycznych jakie się ukazały po wojnie. Jak widać, twierdząc, że moje poglądy uzasadnia tylko niedowiarstwo "moich" biblistów, pisze Pan od rzeczy, gdyż uzasadnia je generalnie naukowa biblistyka. Potwierdzenia nawet zasadniczych moich tez znajduje także u katolickich autorów i to tej rangi co Lapple”[9].

 

            Po przeczytaniu tego co tu napisał Agnosiewicz spytajmy: czy to, na podstawie czego on tak triumfuje wniosło jakieś nowe fakty do omawianej przez nas sprawy? Nie, nie ma żadnych faktów, znów tylko same opinie jednego z biblistów (tzw. „tyranii autorytetu” u Agnosiewicza ciąg dalszy), co prawda katolickiego, o niczym to jednak nie przesądza, bowiem wśród katolickich biblistów jest często tyle różnych poglądów na jedną sprawę, ile biblistów. Mógłbym podać na to wiele przykładów z katolickich komentarzy biblijnych, które na całych setkach stron szczegółowo referują takie różnice w poglądach biblistów na daną sprawę[10]. Pewne mody w biblistyce przychodzą, inne odchodzą. Będą następne, itd. Trafnie podsumował to jeden z katolickich biblistów, który napisał o przypuszczeniach współczesnej biblistyki, że „w nauce nie ma dogmatów”[11]. O takich rzeczach nie wie już Agnosiewicz, lub nie chce wiedzieć.   

 

W powyższym cytacie Agnosiewicz napisał też:

          

„Lapple zdobył się na to, bo jak pisze wydawca: uwzględnia on nie tylko naukę Kościoła, ale z drugiej strony najnowsze prace specjalistyczne”.

 

Agnosiewicz nie wie chyba o tym, że Kościół w swym oficjalnym nauczaniu nigdy nie wypowiadał się otwarcie i zdecydowanie na temat „politeistycznego pochodzenia jahwizmu” (a nawet jakby to zrobił, to jeszcze o niczym nie świadczy, bowiem ranga obowiązywania nauki Kościoła jest bardzo zróżnicowana), i chodzi tu najprędzej o zachęcanie biblistów przez Kościół do szukania odpowiedzi na pytania o naturę tekstu biblijnego. Znów więc Agnosiewicz sobie coś nadinterpretował. Ponadto nie uzupełnił tego o żadne konkrety. Jaka nauka Kościoła? Znów pozostaje nam jedynie zawierzyć w jakieś wyznania wiary agnostyka Mariusza A.

 

Agnosiewicz napisał też:

 

Weźmy bardzo istotny dla mojego całego tekstu rozdzialik pt. "Wchłanianie innych bogów i boże imiona" (zob. str. 3157), bo ona bardzo mocno potwierdza cały mój wywód. Opierałem się na tam kilku autorach, którzy potwierdzali moje samodzielne i wcześniejsze wnioski na ten temat, m.in. Eliade, którego zapewne Pan zna. Wywód jest dość klarowny i nie można powiedzieć, że to jakieś odwoływanie się do autorytetów. Tym jak zwykle tylko wzbogacam moje teksty. I co Pan na to odpisał. Oto cała odpowiedź na meritum tego fragmentu:
 

>Nic o tym nie świadczy. O problematyczności wysuwania takich wniosków na bazie >terminu elohim pisałem już wyżej.
 

Oczywiście wyżej nie ma ani grama odpowiedzi na to co stanowi istotę moich argumentów. Wysuwa Pan przy tym nieuprawniony zarzut, że powołuje się na niedowiarków, a oni bredzą z racji niedowiarstwa”[12].

 

            Oczywiście jest to kolejne jawne przeinaczenie Agnosiewicza, wręcz kłamstwo. Po pierwsze nieprawdą jest, że wspomniany rozdzialik skwitowałem tylko tym jednym zdaniem, które Agnosiewicz wyżej zacytował, pisząc przy tym: „Oto cała odpowiedź na meritum tego fragmentu”. Wystarczy zajrzeć do mojego tekstu[13], aby się przekonać, że owo zdanko nie jest moją „całą odpowiedzią” na ten rozdzialik, tylko komentarzem do jednego z pierwszych fragmentów tego rozdzialiku (!), co oczywiście całkowicie zmienia postać rzeczy. Agnosiewicz zupełnie przemilczał już, że do prawie całego jego akapitu ustosunkowałem się dalej w swym tekście (podając zresztą dalej w tym ustosunkowaniu wiele argumentów na podstawie tekstu hebrajskiego), i sprawia wrażenie, że napisałem tylko jedno zdanie do tego akapitu. Wreszcie, nieprawdą jest stwierdzenie, że „wyżej nie ma ani grama odpowiedzi na to co stanowi istotę moich argumentów”, bowiem do kwestii elohim odnosiłem się dziesiątki razy w swej polemice z Agnosiewiczem, analizując pod tym kątem wielokrotnie tekst hebrajski. Może się przekonać o tym każdy, kto w całości przeczyta dwie części mojej polemiki na ten temat[14].

 

Agnosiewicz napisał też:

 

„Zapomniałem dodać, jako że będę odpowiadał jedynie na część Pańskich polemik, więc aby nie mówił Pan, że pomijam to co trudne, pproszę aby to Pan wskazał na co powinienem odpowiedzieć w pierwszej kolejności, które Pańskie teksty uważa Pan za najmocniejsze, tylko niech Pan nie pisze, że wszystkie są równie mocne”[15].

 

I dalej:

 

„[…] jestem otwarty na poruszenie dowolnego fragmentu tutaj na forum jeśli ktoś sobie tego życzy, może to być fragment wybrany przez samego JL, co mu zresztą tez proponowałem przed tym jak się zmył. Pociągnięcie jednego konkretnego problemu daje nadzieje na jego rozpracowanie bez zasłaniania się laniem wody”[16].

 

Czyż to nie groteska rodem z powieści Franza Kafki? Zamiast odnieść się od razu do wszystkich moich wcześniejszych odpowiedzi w temacie choćby tego rozdzialiku, Agnosiewicz na swym forum za pomocą mojego zmanipulowanego cytatu udaje, że ja na nic tak naprawdę mu rzeczowo nie odpisałem, i że teraz można na ten temat podyskutować „zamiast lać wodę”. Wodę leje tu jednak najwyraźniej ktoś inny, kto bawiąc się w kotka i myszkę zasłania się tym jako byle pretekstem przed podjęciem rzeczowej dyskusji, którą powinien podjąć w rzeczywistości już wcześniej.

 

Agnosiewicz napisał też:

 

„Ciekawy przykład: JL powołuje się tam na biologa Bernarda Korzeniewskiego aby de facto wesprzeć argumentację kreacjonistyczną - tak go "przytoczył", że prof. Korzeniewski jakby wspiera tezę, iż naukowa koncepcja powstania życia jest jedynie "filozoficznym modelem rzeczywistości, przy opisie którego wykorzystano wyobraźnię i pewne luźno powiązane elementy chemii oragnicznej i biologii". Z pewnością napiszę o tym B. Korzeniewskiemu, (który zamieszczał swoje teksty w Racjonaliście) - zapewne bardzo rozbawi albo poirytuje ten fragment. To jest cały styl pisarstwa apologetów. Tam jest tak dużo podobnych manipulacji i błędów, że trzeba by pisał jakieś teksty-olbrzymy aby to wszystko poruszyć. Mogę więc tylko komentować poszczególne fragmenciki, ale całości - raczej już nie zamierzam”[17].

 

Mamy tu ciekawy przykład demagogii i zwykłego przeinaczania intencji mojej wypowiedzi. Ale od początku, żebyśmy nic nie stracili z tych rarytasów jakich dostarcza nam mistrz przekręcania oczywistych faktów. Po pierwsze, znów rzuca się w oczy tzw. „tyrania autorytetu”. Zauważmy, że w swej merytorycznej niemocy Agnosiewicz nie jest w stanie rozprawić się choćby w pobieżny sposób z tym co napisałem, a właściwie z tym co zacytowałem. Całe jego „wykazanie”, że się myliłem ogranicza się do stwierdzenia, że..... Korzeniewski ewentualnie by się uśmiał, gdyby to zobaczył, a ja jestem rzekomo kreacjonistą (?!). I tylko tyle! Mało przemyślany atak na osobę, który zresztą w podręcznikach do logiki i metodologii nauk jest klasyfikowany jako tzw. „błąd erystyczny” z klasy argumentum ad personam[18].

 

Reszta, czyli to co Agnosiewicz pisze wyżej o „przeinaczeniach i błędach” u apologetów to oczywiście również kolejna deklaracja bez jakiegokolwiek pokrycia i bez odwołania się do jakichkolwiek konkretów (takie „tak, bo ja tak mówię”). Czyż to nie jest „merytoryczność” najwyższych lotów? W zasadzie to z czym Agnosiewicz się tu nie zgadza? Z tym, że przytaczałem biologów na dowód tego, że nie wiemy nic o początkach życia, że nie mamy w tej sprawie danych empirycznych i dlatego pozostają nam już tylko hipotezy w tej sprawie, które nawet Dawkins określił mianem „science fiction”, zaś Miller, twórca słynnego eksperymentu (mającego dowieść kiedyś przypadkowe powstanie życia) określił je mianem „papierowej chemii”?[19] Gdzie tu jest nieprawda? A może mamy już dziś jakieś dane empiryczne wyjaśniające nam jak powstało życie? Tylko wtedy, gdyby Agnosiewicz tego dowiódł (nie dowiedzie, bo takich danych nie ma nikt, żaden biolog) wyszłoby na to, że nierzetelnie cytowałem Korzeniewskiego. Taka jest właśnie argumentacja Agnosiewicza, obśmiać coś na „łapu capu” bez głębszego pomyślunku, odwołując się do myślowych stereotypów rodem z podręcznika „ludowego filozofa racjonalisty”, i uznać sprawę za załatwioną. W rzeczywistości jest to jednak tkwienie w swej przepełnionej samouwielbieniem rzekomo bezdyskusyjnej racji. 

 

Myślę, że po tych wyczerpujących wyjaśnieniach będzie teraz zrozumiałe, dlaczego nie chciałem odpowiedzieć wtedy na kolejny list Agnosiewicza, co mi on wyżej wielokrotnie tak skrupulatnie i wręcz triumfalnie wypominał na zasadzie, że „zwiałem”, czy „uciekłem”. Nie, po prostu uznałem, że Agnosiewicz zaczął bawić się w kotka i myszkę, przestając wnosić już coś istotnego do dyskusji. Pozostały mu już tylko triki z pogranicza „racjonalistycznej filozofii ludowej”, którą stosuje cały czas także teraz i która nie ma w sobie za grosz merytoryki, nie mając też nic wspólnego z faktami. Jest to również czepianie się słówek i przeinaczanie czyichś wypowiedzi, w celu zamaskowania tego, że nie ma się już tak naprawdę nic do powiedzenia. Wystarczy poczekać na kolejną jego odezwę na forum Racjonalisty, która będzie operowała tego typu trikami.

 

Jan Lewandowski     

 

 

 



[1] Por. Coz człowiekowi wpadnie do przeglądarki, http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,3349 .

[2] Por. M. Agnosiewicz, Metoda poznawcza racjonalizmu, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2915 ; Tenże, Przemilczana historia Jehowy, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3156 .

[3] Chodziło o moje 2 teksty: Krytyczna analiza poznawczej metody ateizmu, http://www.apologetyka.katolik.pl/polemiki/ateizm/ulomny_obraz_swiata/index.php (tekst ten w zaktualizowanej wersji zamieściłem również pod adresami: http://www.kulty.info/apologetyka/ateizm.php ; por. też Jan Lewandowski, Etymologia z punktu widzenia ateisty, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm ) ; Czy w Biblii są jakiejś pozostałości politeizmu?, http://www.apologetyka.katolik.pl/polemiki/ateizm/jl_kontra_racjonalista/jl_politeizm/index.php ; Tenże, Politeizm, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm .

[4] M. Agnosiewicz, Ataków Lewandowskiego ciąg dalszy, http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,2907 .

[5] Por. Jan Lewandowski, Odpowiedź na list Mariusza Agnostyka, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm .

[6]Zapoznałem się pobieżnie z zawartością "racjonalisty" i trochę się dziwię Agnosiewiczowi, że mało dba o dobór artykułów na wysokim poziomie merytorycznym, bo facet wydaje się być naprawdę inteligentny” (Kuba, Agnosiewicz Strikes Back, http://www.apologetyka.katolik.pl/forum/viewthread.php?tid=524 ) „Wiecie co, szkoda naprawdę czasu i atłasu na dyskusje z tym facetem. Gościowi sie marzy baza wiedzy na wzór francuskich encyklopedystów, tylko nie zauważył postępu nauki i nie przyswoił sobie najbardziej podstawowych zasad publikacji o ambicjach naukowych. Artykuły w Racjonaliście są merytorycznie w porywach na mierny z plusem - ani w tym myśli przewodniej (poza sprzeciwem wobec religii katolickiej) ani planu, ani logicznej argumentacji...” (Magda, Tamże).

[7] M. Agnosiewicz, Ataków Lewandowskiego ciąg dalszy, art. cyt., http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,2907 .

[8] Tenże, Coz człowiekowi wpadnie do przeglądarki, art. cyt., http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,3349 .

[9] M. Agnosiewicz, Ataków Lewandowskiego ciąg dalszy, art. cyt., http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,2907 .

[10] Orientacyjnie por. np. katolicki Wstęp do Nowego Testamentu, Poznań 1996 (passim), czy bardzo obszerny zestaw różnic w m.in. w katolickich poglądach na Ewangelie i ich pochodzenie w: Roman Bartnicki, Ewangelie synoptyczne, Warszawa 1996, s. 367-406.

[11] W. Chrostowski, Posłowie do III wydania, w: Witold Tyloch, Dzieje ksiąg Starego Testamentu, Warszawa 1994, s. 336.

[12] M. Agnosiewicz, Ataków Lewandowskiego ciąg dalszy, art. cyt., http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,2907 .

[13] Por. Jan Lewandowski, Przemilczana historia Jehowy, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm .

[14] Por. tamże; por. też Jan Lewandowski, Czy w Biblii są jakiejś pozostałości politeizmu?, art. cyt., http://www.apologetyka.katolik.pl/polemiki/ateizm/jl_kontra_racjonalista/jl_politeizm/index.php ; Tenże, Politeizm, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm .

[15] M. Agnosiewicz, Ataków Lewandowskiego ciąg dalszy, http://www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,2907

[16] Tenże, Coz człowiekowi wpadnie do przeglądarki, art. cyt., http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,3349 .

[17] Tamże.

[18] Por. Jan Przybyłowski, Logika z ogólną metodologią nauk, Gdańsk 1995, s. 175.

[19] Biologowie rzeczywiście twierdzą, że z braku danych nie możemy już nic pewnego powiedzieć o początkach życia. Szereg wypowiedzi biologów na ten temat zebrałem w tekstach: Metoda poznawcza racjonalizmu, http://www.trynitarysci.republika.pl/artykuly/jl/racjonalista/racjonalista.htm ; Czy ateizm jest światopoglądem naukowym?, http://www.kulty.info/apologetyka/ateizm2.php ; http://www.geocities.com/jarkowi/D/JL/ateizmNaukowy.htm .

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane