Jan Lewandowski

Trójca

dodane: 2004-09-10
Czy Trójca to nauka niezgodna z Pismem Świętym? Polemika z Racjonalistą.
    Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Trójca[1], który został zamieszczony na jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz stara się za pomocą różnych argumentów zaprzeczyć nauce o Trójcy Świętej. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Niniejszy tekst nie powinien być jednak traktowany jako dowodzący istnienia Trójcy. Ograniczam się tu bowiem głównie do polemiki z zarzutami Agnosiewicza, nie wychodząc poza obszar zakreślony przez jego zarzuty. Jest różnica między tekstem, który odpiera zarzuty, a tekstem, który stawia sobie za cel dowieść czegoś. W tym wypadku, skoro Agnosiewicz twierdzi w swym tekście, że wedle NT Trójca nie istnieje, to on musi tego dowodzić. Ja zaś analizuję tylko argumentację Agnosiewicza, odpierając jego zarzuty. Zainteresowanym biblijnym uzasadnieniem dla dogmatu o Trójcy podam jednak w tekście odpowiednie odnośniki do bibliografii. Na samym początku swego tekstu Agnosiewicz pisze:

 

Wielbimy Boga w Trójcy, a Trójce w Jedności, nie mięszając osób, ani dzieląc istoty... Jednakowoż oni nie są trzej Wiekuiści, lecz jeden tylko Wiekuisty; nie są trzej Wszechmogący, lecz jeden Wszechmogący. Tak więc Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem, Duch święty jest Bogiem, a jednakże nie są trzema Bogami, lecz jednym Bogiem. Bo wprawdzie każda z tych osób, wzięta z osobna, jest Bogiem i Panem, religja katolicka zabrania mówić, że jest trzech Bogów lub trzech Panów. Ojciec nie jest uczyniony od nikogo; nie jest ani stworzony, ani spłodzony. Syn jest od samego Ojca: ani uczyniony, ani stworzony, lecz spłodzony. Duch święty jest od Ojca i Syna: ani uczyniony, ani stworzony, ani spłodzony, ale pochodzący. W tej Trójcy trzy osoby są współwiekuiste i różne pomiędzy sobą"

Powyższą opinię musi podzielać każdy kto uważa się za katolika. Jeśli zgadzać się będzie z wszystkimi innymi dogmatami Kościoła, ale Trójcy nie przełknie - będzie już arianinem. "Dzisiaj, jeśli już nie ma arjan zdeklarowanych, to być może właśnie, że wszyscy chrześcijanie są arjanami w głębi duszy" (Reinach)

 

Odpowiedź:

„Wszyscy”? W „głębi duszy”? Skąd Reinach wie, co tkwi w głębi duszy „wszystkich”? To są sądy kompletnie nieodpowiedzialne. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Jest to jeden z najważniejszych (jak nie najważniejszy) dogmat, którym odznacza się katolicyzm. Trynitaryzm jest jest dogmatem katolickim, ale już nie chrześcijańskim (kształtował się między IV-VI w. n. e). Upatrywanie Biblii jako źródła dogmatu o Trójcy Św. jest wymysłem. Biblia przeczy temu w wielu miejscach (m.in. Mk 13,32, Mt 26,53, Rzym. 8,34, Rzym. 15,6, Dz Ap 1, 6-7).

 

Odpowiedź:

No to popatrzmy po kolei na wspomniane wersy, czy rzeczywiście przeczą one nauce o Trójcy:

 

„Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32 – Biblia Tysiąclecia, dalej: BT).

 

Wers ten jest od dawna przez różnych przeciwników Trójcy[2] stosowany przeciw Boskości Jezusa, zrobił więc już jakiś czas temu swego rodzaju karierę teologiczną[3]. Z tego zwrotu zdaje się wynikać, że Jezus nie był Bogiem, bowiem tekst podaje, że przez fakt, iż Syn „nie zna” dnia i godziny końca świata, to w przeciwieństwie do Boga Ojca nie wie On wszystkiego, co Bóg przecież powinien wiedzieć. Jednakże sposób wyrażania się ludzi myślących w kategoriach powstałych na styku świata semicko-grecko-rzymskiego jest nieco inny niż nasze potoczne sformułowania i z tego punktu widzenia powyższy zwrot wcale nie musi zakładać, iż Jezus naprawdę nie wie, w którym dniu i godzinie ma nastąpić koniec świata. Semici używali czasem zwrotów, które przypisywały wiedzę na jakiś temat tylko jednej osobie, choć było wiadomo, że nie jest ona jedyną osobą, jaka musi o tym wiedzieć. Dobrym przykładem tego jest Apokalipsa, ostatni utwór NT, w którym czytamy o Jezusie i jego wiedzy:

 

„Oczy Jego jak płomień ognia, a wiele diademów na Jego głowie. Ma wypisane imię, którego nikt nie zna prócz Niego” (Ap 19,12-13 – BT).

 

Jak widzimy, wers ten wyraźnie podaje, że był taki moment, w którym tylko Jezus znał swe imię, i nie zna go nikt poza nim. Czy to oznacza, że tego imienia nie znał już Bóg Ojciec? Wcale nie. W tekście tym pada nawet identyczna konstrukcja językowa jak w Mk 13,32 – oudeis oiden – „nikt (nie) zna”. Podobnie czytamy w innym miejscu Apokalipsy:

 

„Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje” (Ap 2,17, BT).

 

Czy skoro „nowe imię”, jakie mają otrzymać zbawieni, jest znane tylko im samym, a na przykład temu, kto im je nadał, lub Bogu, już nie? Warto odnotować, że i w tym tekście pada również identyczna konstrukcja językowa jak w Mk 13,32 – oudeis oden – „nikt (nie) zna”.

 

Jak zatem w tym momencie widać, biblijny zwrot „nie zna nikt prócz” nie musi znaczyć dokładnie tego, że ktoś o czymś na pewno nie wie, i nie musi być rozumiany dosłownie. Zwrot ten posiada być może jakieś przenośnie znaczenie, a nie dosłowne. Tym samym to, że Jezus w Mk 13,32 powiedział, iż o dniu i godzinie końca świata nie wie nikt poza Bogiem Ojcem, nie musi być rozumiany tak, że Jezus miałby również nie wiedzieć o wspomnianym dniu i godzinie końca świata.

 

Przejdźmy do innych wersów, jakie zdaniem Agnosiewicza zaprzeczają nauce o Trójcy:

„Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26,53 – BT).

 

Nie rozumiem, jak ten wers ma zaprzeczać istnieniu Trójcy. Przypuszczam, że Agnosiewiczowi chodzi tu o to, że Syn „nie może” czegoś uczynić, musi to uczynić Bóg Ojciec. Jednak to o niczym nie świadczy. Zauważmy, że w Hbr 1,10 Bóg Ojciec mówi do Syna, że ten stworzył świat. Czy to znaczy, że Bóg Ojciec „zlecił wykonanie” tego Synowi, bo sam nie mógł tego już zrobić? Wcale nie. Jak widać, to, że jedna Osoba Boska wykonuje coś jakby samodzielnie, bez udziału innych Osób Trójcy, nie znaczy, że jest tak dlatego, że sama nie jest w stanie tego zrobić. Powyższy wers nie zaprzecza temu, że Jezus jest jedną z Osób Trójcy.

 

Przechodzę do omówienia następnych wersów, jakie podał Agnosiewicz:

 

„Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?” (Rz 8,34 – BT).

 

Nie wiem, jakim cudem ten wers może zaprzeczać nauce o Trójcy. Być może Agnosiewczowi chodzi tu o to, że Jezus wstawia się do Boga Ojca za chrześcijan. Nie widzę jednak nic dziwnego w tym, że Bóg Syn nawiązuje z Bogiem Ojcem dialog w sprawie zbawienia chrześcijan. Być może Agnosiewiczowi chodzi tu o to, że z tego wersetu wynika jakoby, iż Jezus nie jest w stanie wydać wyroku potępienia na kogoś. Wers jednak tego nie stwierdza, tylko o to pyta, a to różnica. Naprawdę nie mam pojęcia, o co dokładnie chodzi tu Agnosiewiczowi. Tak czy inaczej powyższy wers nie zaprzecza temu, że Jezus jest jedną z Osób Trójcy.

 

Przechodzę do omówienia następnych wersów, jakie podał Agnosiewicz w celu zaprzeczenia nauce o Trójcy:

 

„Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?». Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą […]»” (Dz 1,6-7 – BT).

 

Tutaj już nawet przy najszczerszych chęciach nie mogę wpaść na to, jak ten wers miałby przeczyć nauce o Trójcy. Być może Agnosiewiczowi chodzi tutaj o to, że Bóg Ojciec, a nie Syn „ustalił swoją władzą”, kiedy nastąpi czas „przywrócenia królestwa Izraela” (co ma też może jakoś wiązać się z Mk 13,32). Jednak jak wyżej pisałem, to, że jedna Osoba Boska wykonuje coś jakby bez udziału innych Osób Trójcy, nie znaczy, że jest tak dlatego, iż sama nie jest w stanie tego zrobić. Przecież są w NT sytuacje, gdzie Jezus podejmuje jakieś decyzje sam. Dobrym przykładem tego jest wers z J 5,21, w którym Jezus wyraźnie mówi, że ożywi „tych, których chce”. Popatrzmy też na niektóre inne wersety, z których wyraźnie widać, że jeśli Jezus zechce, to podejmuje suwerenne decyzje:

 

„Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?». Odpowiedział mu Jezus: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną». Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?»” (J 21,21-23 – BT).

 

„Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie” (Ap 3,21 – BT).

 

W Mt 8,3 (por. Mk 1,41; Łk 5,13) Jezus, uzdrawiając, mówi: „Chcę, bądź oczyszczony”. Cały NT jest zapełniony sformułowaniami, w których Jezus mówi, że dokona czegoś, nie powołując się przy tym na wolę Ojca (por. J 1,43; 6,40,44; Mt 26,18; Ap 2,17 i wiele, wiele innych).

 

Jak widać, w powyższych decyzjach Syn nie powołuje się już na Boga Ojca, podejmując suwerenne decyzje, co ukazuje, że jest w stanie swobodnie to czynić, jeśli zechce.

 

Ponadto są w NT nawet sytuacje, gdzie Jezus podejmuje jakąś decyzję sam, czasem nawet nie czekając na decyzję Boga Ojca, mimo iż zwraca się do Niego. w J 17,24 Jezus zwracając się do Boga Ojca, decyduje: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata” (J 17,24 – BT). W tekście greckim pada tu thelo – „chcę”, które posiada też aspekt „postanawiam” coś[4] (takie znaczenie tego słowa jest obecne np. w J 5,21 czy w Dz 18,21, gdzie oznacza ewentualne postanowienie Boga, jakie może zapaść wobec Pawła).

 

Jak widać, w powyższych decyzjach Syn nie powołuje się już na Boga Ojca, podejmując suwerenne decyzje, co ukazuje, że jest w stanie swobodnie to czynić, jeśli zechce. Nie przeczy więc nauce o Trójcy to, że czasem Bóg Ojciec podejmie jakąś decyzję, a nie Jezus. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

 "Pośrednika zaś nie ma tam, gdzie chodzi o jednego, a Bóg jest jeden" - mówi Paweł (Gal 3, 20). Katolicy mówią: owszem, jest jeden, ale w trzech osobach.

 

Odpowiedź:

Ten tekst jest wyrwany przez Agnosiewicza z kontekstu i wygląda tak, jakby miał zaprzeczać nauce o Trójcy Świętej. Powyższy tekst Pawła mówi jednak nie o Trójcy Świętej, ale o pośrednikach w nadaniu Prawa i pośredniku w nadaniu obietnicy, jaką Bóg dał Abrahamowi. Obietnica ta miała dotyczyć Pomazańca. Bóg, przekazując ją Abrahamowi, nie potrzebował pośredników, tak jak w przypadku nadania Żydom Prawa, bo wobec Abrahama był tylko On sam jeden, tak jak sam jeden tylko był odbierający tę obietnicę Abraham. I tylko tyle mówi ten tekst, w żadnym wypadku nie dotycząc Trójcy Świętej. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Katolicy to te świnie z Folwarku zwierzęcego, który niechybnie przychodzi nam teraz do głowy. Tamten świat też miał swojego prawodawcę, proroka, który ułożył zasady świata zwierząt. W tym świecie zwyciężyli właśnie ich katolicy (świnie), którzy przerobili dawne prawa. Jeśli stało, że wszystkie zwierzęta są równe, świnie dopisały: owszem, wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze. Tak jak świnie do każdego przykazania dopisały swoje "ale", tak i katolicy uczynili z prawem chrześcijan. Powyższe porównania katolików do świń Orwellowskich mają jednak jedną różnicę: świnie były zdecydowanie gorsze od reszty zwierząt, natomiast nie jest to takie jednoznaczne przy porównaniu katolików i chrześcijan. Raczej można się skłaniać, do odwrotnego wartościowania. Niechybnie jednak ukazuje to różnice między katolicyzmem i chrześcijaństwem, na które ci pierwsi się powołują.

 

Odpowiedź:

Jak z takimi kalumniami polemizować? Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Nawet w ewangelii Jana, gdzie ubóstwienie Jezusa jest największe wyznaje: "Ojciec większy jest ode mnie" (14, 28).

 

Odpowiedź:

W Hbr 2,7.9 czytamy, że jako człowiek Jezus „mało od aniołów był pomniejszony”, po czym został ukoronowany chwałą i czcią za swe cierpienia. Z tekstu tego wynika zatem, że na czas swego ziemskiego pobytu Jezus był mniejszy nawet od aniołów, co wiązało się z jego dobrowolną kenozą i uniżeniem wspomnianym w Flp 2,7-8. Skoro wedle tego tekstu Jezus był przez ten okres mniejszy od aniołów, to nic dziwnego zatem, że Jezus był w tym czasie tym bardziej mniejszy również od Boga Ojca. J 14,28 wykazuje więc tylko tyle, że Jezus, będąc na ziemi, mówi właśnie o tym swym „umniejszeniu”. Nie przeczy ten wers zatem w żadnym wypadku nauce o Trójcy. Wers ten jest zresztą po raz kolejny już wyrwany przez Agnosiewicza z kontekstu. Jego sens jest o wiele głębszy, wręcz odwrotny, niż sugeruje to Agnosiewicz, gdy tylko przeczyta się ten wers w całości, i oczywiście Agnosiewiczowi nawet nie chciało się tego sensu poszukać (strzela on tylko na oślep jakimiś strzępkami tekstów, bez próby znalezienia właściwego i pełnego sensu tych tekstów).

 

Popatrzmy więc przez chwilę, jak zdanie Jezusa z J 14,28 wygląda w całości, bez cenzorskiego szatkowania w wykonaniu Agnosiewicza, które to szatkowanie, jak wiadomo, często może po prostu odwrócić zupełnie znaczenie tekstu (tak jest, niestety, tym razem). A wygląda to zdanie w całości tak:

 

„Gdybyście mnie miłowali, to byście się radowali, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest niż Ja”.

 

Dlaczego Jezus powiązał radość uczniów z tym, że odchodzi, i z tym, że Ojciec jest większy od Niego? To oczywiste, Jezus mówi w tym tekście, że uczniowie powinni się radować z tego, że On idzie do Ojca, skoro teraz jest mniejszy od Niego. Ale jak już Syn do Ojca pójdzie, wtedy przestanie być mniejszy od Ojca, i to właśnie powinno być przyczyną radości uczniów. Takie znaczenie tego wersu jest oczywiste, inaczej trudno byłoby o  logiczne wytłumaczenie, dlaczego uczniowie Jezusa mieliby cieszyć się z tego, że Jezus odejdzie do Ojca. Nie byłoby też jasne, co ma wspólnego ta radość uczniów i ten powrót do Ojca z tym, że Jezus jest od Niego mniejszy. Sprawa wyjaśnia się dopiero wtedy, gdy przyjmiemy, że ten powrót Jezusa do Ojca powinien napawać uczniów radością, bo wtedy Jezus już nie będzie mniejszy od Ojca, zostanie ponownie wywyższony (por. J 8,28; Dz 5,31; Hbr 7,26). Wynikający z faktu wcielenia kontrast istniejący pomiędzy uniżeniem i wywyższeniem Syna jest opisany w Flp 2,8-9. To wyjaśnienie zgadza się z tym, co napisałem wyżej zgodnie z Hbr 2,7.9, gdzie czytamy, że na czas wcielenia Jezus był mniejszy nawet aniołów (tym bardziej musiał być więc mniejszy od Ojca). Jak widać, po przeczytaniu zdania Jezusa z J 14,28 w całości okazuje się, że ma ono zupełnie przeciwne znaczenie niż to, jakie wyciąga z niego Agnosiewicz na podstawie tylko drugiego fragmentu tego zdania. Komentując owo fragmentaryczne odczytanie wyszarpanych z kontekstu słów z J 14,28, trudno takiego odczytania nie odbierać jako manipulację. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

W Starym Testamencie nie ma nawet wzmianki, że Bóg jest jakąś triadą!

 

Odpowiedź:

W ST nie ma wielu nauk, o jakich mówi NT. Gdyby wystarczyło samo ST, nie trzeba by było pisać NT. Ten argument jest zatem obliczony na naiwność czytelników Agnosiewicza. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Gdyby Bóg był troisty to wyraziłby to bardziej jasno (jak inne mniej ważne dogmaty), a przecież chyba nie były Jego celem niepewności i rozłamy.

 

Odpowiedź:

Ten argument jest bezzasadny. Rozłamy powstawały w chrześcijaństwie na tle chyba wszystkich nauk, nawet tych najmocniej wyrażonych w Piśmie. To tak jakby twierdzić, że skoro ktoś w trakcie swej lektury Biblii zwątpił w to, że Bóg Biblii istnieje, i potem wywołał rozłam, i odpadł od Kościoła, to ma to być niby dowodem na to, że Biblia nie uczy w sposób jasny o tym, że Bóg istnieje. Rozłamy nie są więc dowodem na to, że Biblia o czymś nie uczy, tylko są one dowodem na słabość wiary jej niektórych czytelników. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Gdyby rzeczywiście było to prawdą, zostałoby wyraźniej zaznaczone, a nie poprzez jakieś niejasne wzmianki. Jest to  z b y t   w a ż n e   dla istoty wiary, by na podstawie niejednoznacznych słów wywodzić to z Biblii. Poza tym ludzie w początkach chrześcijaństwa  p i s a l i b y  o tym, natomiast pisarze Chrześcijańskich Pism Greckich, którzy żyli w pierwszych wiekach naszej ery,  n i e   m ó w i ą   o   t y m   n i c.

 

Odpowiedź:

Ten argument jest również naciągany. Biblia to nie tekst pełen pustych formułek, lecz przesłanie oparte na opisie żywych wydarzeń. Nawet zresztą gdyby był taki fragment z jakąś wyraźną definicją Trójcy dla odpornych na wyciąganie prostych wniosków z jasnego tekstu, to jak sądzę, Agnosiewicz i tak by zaraz taki fragment okrzyknął mianem „późniejszego dopisku”, czyniąc to tylko dlatego, że by mu ten tekst nie pasował do jego walki z najbardziej fundamentalnymi prawdami chrześcijaństwa.

 

Tylko dla kogoś, kto się zaprze rękami i nogami, nauka o trzech Osobach Boskich nie wynika z Biblii. Na ten temat można napisać całą rozprawę składającą się z kilku rozdziałów tekstu, na co tutaj niestety nie pozwala mi już miejsce, więc odsyłam do pewnego obszernego opracowania w tej kwestii[5], zamieszczonego również w całości w Internecie[6]. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

W II wieku myśliciele chrześcijańscy nie uznawali, że Chrystus jest współistotny Bogu Ojcu, lecz przyznawali mu "drugie miejsce po niezmiennym i wiecznym Bogu, Stwórcy świata" (1 apologia św. Justyna, 13). Podobnie uważał Ojciec Kościoła Ireneusz (Adversus haereses 2, 28, 8) oraz największy teolog kościelny pierwszych wieków chrześcijaństwa - Orygenes, który pisał o Chrystusie: "nie jest potężniejszy niż Ojciec, lecz posiada mniej władzy. Tego nauczamy, bo dajemy wiarę jego własnym słowom, gdy mówi, że Ojciec, który go posłał, "większy jest ode Mnie"" (Contra Celsum 8, 15).

 

Odpowiedź:

Tutaj Agnosiewicz, niestety, przemilcza, jak w pełni przedstawiało się nauczanie wspomnianych pisarzy o Jezusie, a przez to fałszuje ich nauki. To, że Justyn i Ireneusz nie uczyli o współistotności Syna z Ojcem, zaś Orygenes przyznawał Synowi mniejszą władzę od Ojca (tzw. subordynacjonizm), nie rozstrzyga jeszcze o tym, że nie uważali Jezusa za Boga (wręcz przeciwnie, jak zaraz ukażę). Taki wniosek jest równie absurdalny jak twierdzenie, że skoro sprzątaczka w banku ma mniejszą władzę od szefa banku, to już nie może mieć takiej samej natury jak jej szef, tzn. natury ludzkiej. Tym samym fakt, że Jezus miał zdaniem tych pisarzy umniejszoną rolę względem Boga Ojca, nie znaczy jeszcze, że stał niżej od Niego na ontologicznej drabinie bytowej, nie będąc już Bogiem. Nierówność pomiędzy dwoma osobami w zakresie sprawowanych funkcji nie wyklucza jeszcze ich tożsamości ontologicznej. Dla Ireneusza Jezus był najprawdziwszym Bogiem Jahwe, i tak samo dla Orygenesa. Można to wykazać kilkoma sposobami, odwołując się do pism wspomnianych autorów.

 

Na sam początek popatrzmy, co na przykład uczy Orygenes o istnieniu Jezusa: „Nikt bowiem nie może godnie pojąć niestworzonego i pierworodnego wszelkiego stworzenia, tylko Ojciec, który go zrodził”[7]. Ale to nie jedyna wskazówka, że Orygenes uważał Jezusa za istotę niestworzoną, czyli najprawdziwszego Boga. Niejaki Pamfil z Cezarei (zmarł śmiercią męczeńską w 309 roku), zapalony kolekcjoner prac Orygenesa, który samodzielnie przepisał większą część jego dzieł,[8] napisał dzieło pt. Obrona Orygenesa. Składało się ono z pięciu ksiąg, szóstą dodał potem Euzebiusz jako częściowy współautor dzieła[9]. Do naszych czasów zachowała się tylko pierwsza księga dzieła Obrony Orygenesa. Autor zauważa w niej, że zarzucanie Orygenesowi, iż uczył o Synu jako istocie stworzonej, jest poważnym wypaczeniem i niezrozumieniem prawdziwej nauki Orygenesa. Pamfil w tym celu używa cytatów z dzieł Orygenesa. Oddajmy więc głos Pamfilowi i zobaczmy, jakie słowa Orygenesa na temat Syna Bożego on zacytuje. Jak pisze o Jezusie Orygenes cytowany przez Pamfila za Komentarzem do Listu do Hebrajczyków, „nie było takiej chwili, w której nie istniał”[10].

 

Orygenes powtarza to w swym Komentarzu do Listu do Rzymian, gdzie pisze, że „wedle Ducha [Jezus – przyp. J.L.] zaś istniał wcześniej i nie było takiego czasu, w którym nie istniał”[11]. Następnie w swym dziele O zasadach[12] Orygenes pisał: „Dlatego wierzymy, że Bóg zawsze jest Ojcem swego Jednorodzonego Syna, który wprawdzie narodził się z Niego i od Niego pochodzi, jednakże bez jakiegokolwiek początku – ani takiego, który da się określić w czasie, ani takiego, który można sobie wyobrazić wyłącznie rozumowo, i że tak powiem, zauważyć jedynie w umyśle i w duszy”[13].

 

Jak widać, dla Orygenesa Jezus istniał odwiecznie, bowiem Orygenes pisał o nim, że jest on „niestworzony”. Jak wiemy, wedle Biblii tylko Bóg jest niestworzony, więc dla Orygenesa Jezus był najprawdziwszym Bogiem. Orygenes zresztą nazwał Jezusa „prawdziwym Bogiem”[14] w swym wspomnianym dziele pt. Przeciw Celsusowi, które Agnosiewicz zna, skoro je wyżej cytuje (dziwne więc, że przemilczał ten fakt).

 

Agnosiewiczowi wydaje się wyżej, że skoro Orygenes mógł w swym Przeciw Celsusowi napisać, że Jezus ma mniejszą władzę od Boga, to dla niego od razu Jezus nie mógł być już z tych powodów Bogiem takim jak Bóg Ojciec. Tymczasem takie rozumowanie jest w tym miejscu zwykłym złudzeniem i zdradza od razu nieznajomość nauki Orygenesa, który utożsamiał Jezusa z Bogiem Jahwe.

 

W swym dziele pt. Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej (tom I) Orygenes pisał:

 

„[…] sam Chrystus mówi przez usta proroka: «Zbliżcie się do mnie, a ja zbliżę się do was, mówi Pan», i w innym miejscu: «Ja jestem Bogiem, który się zbliża, a nie Bogiem z daleka»”[15].

 

W którym miejscu Chrystus miał powiedzieć te słowa „przez usta proroka”? W księgach Zachariasza 1,3 i w Jeremiasza 23,23, skąd Orygenes przytoczył te dwie wypowiedzi Jahwe. Kiedy zajrzymy do tych miejsc ST, to okazuje się, że tam słowa te wypowiada właśnie Jahwe. Tym samym wyraźnie tu widać, że Orygenes przypisując Jezusowi słowa Jahwe z Za 1,3 i Jr 23,23, wyraźnie utożsamia Jahwe Boga z Chrystusem. Innymi słowy, dla Orygenesa Jahwe mówiący w tych dwóch miejscach ST to był po prostu nikt inny jak sam Jezus. W obu tych tekstach można nawet znaleźć imię Boże Jahwe w tekście hebrajskim.

 

Ale to nie jedyne miejsce wspomnianego dzieła Orygenesa, gdzie dokonuje on takiego utożsamienia. Inne takie utożsamienie znajdujemy w innym miejscu wyżej cytowanego dzieła Orygenesa, gdzie pisał on:

 

„A zatem «spadnie na nich przerażenie i strach», gdy ujrzą tkwiący w nas mocno znak krzyża i dostrzegą «wielkość owego ramienia», które Pan rozpostarł na krzyżu, tak jak sam powiedział: «Przez cały dzień wyciągałem ręce moje do niewiernego i sprzeciwiającego mi się ludu» […]. Jezus natomiast, który po wyniesieniu na krzyżu miał ramionami swymi objąć cały świat, powiada: «Wyciągnąłem ręce swoje do ludu niewiernego i opornego»”[16].

 

W obu powyższych przypadkach Orygenes przypisuje Jezusowi wypowiedzenie słów z Iz 65,2. Kto zaś w Iz 65,2 wypowiada słowa o wyciąganiu rąk do ludu niewiernego? Jahwe Bóg (por. Iz 65,7). Zatem po raz kolejny widać, iż dla Orygenesa Jezus to był Jahwe.

 

W innym swym dziele Orygenes pisał podobnie:

„[…] Chrystus mówi u proroków: «Służył mi lud, którego nie znałem, na pierwsze wezwanie był mi posłuszny», oraz «Dałem się znaleźć tym, którzy mnie nie szukali, ukazałem się tym, którzy mnie nie pytali»”[17].

 

Jakie słowa „proroków” Orygenes przypisuje w tym miejscu Chrystusowi? Są to dwa cytaty. Pierwszy pochodzi z Ps 18,44-45, drugi zaś pochodzi z Iz 65,1. To drugie przytoczenie jest w tym miejscu istotniejsze, bowiem w Iz 65,1 mówi właśnie Jahwe (por. Iz 65,7). Tym samym znów wyraźnie tu widać, że Orygenes, przypisując Jezusowi słowa Jahwe z Iz 65,1, wyraźnie utożsamia Jahwe Boga z Chrystusem[18].

 

Wyraźne utożsamienie Jezusa z Jahwe Bogiem znajdujemy również w innym miejscu Orygenesowego Przeciw Celsusowi, gdzie czytamy:

 

„Trzeba jednak wiedzieć, że Słowo za pośrednictwem Izajasza obiecuje sprawiedliwym, iż przyjdą dni, gdy w odnowionym świecie «słońce nie będzie więcej światłością, lecz Pan będzie dla nich światłością wieczną, a Bóg ich chwałą»”[19].

 

W tym miejscu Orygenes przypisuje Jezusowi słowa z Iz 60,19. Kto zaś wypowiedział te słowa w Iz 60,19? Kiedy zajrzymy do tekstu z Iz 60,19-22, to wtedy znów zobaczymy, że Orygenes przypisuje Jezusowi słowa Jahwe, po raz kolejny utożsamiając Jahwe z Chrystusem.

 

W II tomie wyżej wspomnianego dzieła Orygenesa pt. Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, czytamy:

 

„Chrystus przybrał sobie Kościół w prostej wierze, «za żonę wziął dziewicę ze swego rodu»”.

 

Następnie Orygenes rozwija tę myśl:

 

„Tak bowiem już dawno obiecał, przemawiając przez proroka: «Poślubię cię przez wiarę»”[20].

 

Przez którego proroka ST Jezus miał wypowiedzieć, zdaniem Orygenesa, słowa „Poślubię cię przez wiarę”? Słowa takie czytamy w Oz 2,22. Wypowiada je tam sam Jahwe – i mamy tym samym kolejny dowód na to, że dla Orygenesa Jezus był po prostu Jahwe z ST.

 

Natomiast o Trójcy Orygenes pisał:

„Nie jest bowiem tak, że Duch Święty kiedyś dawniej był czymś innym i dopiero w wyniku rozwoju doszedł do tego, że stał się Duchem Świętym […]. Gdyby tak było, to Duch Święty nigdy nie znajdował by się w jedności Trójcy, to znaczy w zjednoczeniu z nieodmiennym Ojcem i Jego Synem, chyba że zawsze był Duchem Świętym[21].

 

W innym swym dziele Orygenes pisał o Trójcy:

 

„Istnieje jednak jedno źródło tych studni: jedna jest bowiem substancja i natura Trójcy”[22].

 

Kawałeczek dalej Orygenes pisze o Jezusie, „który wprawdzie istnieje w swej własnej substancji, ale wraz z Ojcem i Duchem Świętym nosi nazwę źródła Bóstwa”[23].

 

Dlaczego tych wszystkich fragmentów z dzieł Orygenesa nie zacytuje Agnosiewicz, tylko aby dowieść tego, że Orygenes nie uważał Jezusa za prawdziwego Boga, cytuje on jakieś zmanipulowane przez siebie skrawki cytatów, nadając im swój własny kontekst? Widocznie mamy tu do czynienia z cenzurą, która przemilcza pewne niewygodne fakty. Niewygodne, bo nie pasujące do pewnej tezy.

 

Natomiast co do Ireneusza, to Agnosiewicz również jest w błędzie, gdy cytując go wyżej, sugeruje, że skoro nie pisał on o Jezusie jako „współistotnym Ojcu”, to na pewno nie uważał go tym samym za Boga. Nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem Ireneusz za pomocą innych sposobów wyrażał swoją wiarę w to, że Jezus jest Bogiem takim jak Bóg Ojciec. W swym dziele pt. Wykład nauki apostolskiej Ireneusz pisał:

 

„A więc Panem jest Ojciec i Panem jest Syn, Bogiem jest Ojciec, Bogiem jest Syn, bo zrodzony z Boga jest Bogiem. I tak według substancji, swej mocy i istoty ukazuje się jeden Bóg, zaś wedle porządku naszego zbawienia to Syn i to Ojciec”[24].

 

Swoje wspomniane dzieło pt. Wykład nauki apostolskiej Ireneusz zakończył takimi oto słowami:

 

„Chwała najświętszej Trójcy i jednemu Bogu, Ojcu i Synowi i wszechmogącemu Duchowi Świętemu”[25].

 

U tego pisarza wczesnochrześcijańskiego również tak jak u Orygenesa znajdujemy bardzo wiele utożsamień Jezusa i Jahwe w ST. Ireneusz pisał:

 

„A więc jest to Słowo Boże (Logos), który zawsze jest z ludzkością i który zapowiada to, co ma nastąpić, pouczając ludzi o sprawach Bożych. To on właśnie rozmawiał z krzewu cierniowego i rzekł do Mojżesza: «Przyjrzałem się utrapieniom mojego ludu w Egipcie i zstąpiłem, aby ich wyzwolić». […] i dlatego Słowo mówi do Mojżesza: «Jestem tym, który jest»”[26].

 

Słowa te są oczywiście wszystkim czytelnikom Biblii dobrze znane, bowiem wypowiada je właśnie Jahwe w Wj 3,7-8.14, kierując je do Mojżesza. W Wj 3,7 pada zresztą w tekście hebrajskim imię Jahwe jako autora tych słów.

 

Ale to nie jedyne miejsce, gdzie Ireneusz utożsamia Jezusa z Jahwe z ST. W tym samym dziele Ireneusza również w innym miejscu znajdujemy wyraźne utożsamienie Osoby Jezusa ze słowami wyraźnie mówiącymi o Jahwe w Ps 24 (23), 8 i 10:

 

„[…] a ponieważ Słowo stało się ciałem, wstępowało w sposób widzialny. A ponieważ wtedy widziały go moce, to jest niżsi aniołowie, zawołały do tych, którzy byli na firmamencie: podnieście książęta, bramy wasze i unieście się bramy odwieczne, aby mógł wejść Król chwały. Na ich zdziwienie i słowa «Któż to jest?», ci, którzy go już widzieli, poświadczyli po raz drugi: «Pan dzielny i potężny, On jest Królem chwały»”[27].

 

W jeszcze innym miejscu swego dzieła Ireneusz pisał:

 

„To, że wśród nas miał się objawić – gdyż Syn Boży stał się Synem człowieczym – i że miał być uznany przez nas, którzy nie mieliśmy o nim wcześniej żadnej wiadomości, mówi samo Słowo przez Izajasza w ten sposób: «Objawiłem się tym, którzy mnie nie szukali, dałem się znaleźć tym, którzy o mnie nie pytali. I rzekłem: oto jestem dla ciebie, ludu, dla tych, którzy nie wzywali mego imienia»”[28].

 

W tym miejscu Ireneusz – podobnie jak wyżej Orygenes – uważa, że wypowiedziane przez Jahwe w Iz 65,1 słowa wypowiedział nikt właśnie Jezus. Zatem również dla Ireneusza Jahwe objawiający się w ST to nikt inny jak sam Jezus.

 

Jakie w tym świetle ma więc znaczenie to, że wedle Agnosiewicza Ireneusz nie uczył o Jezusie, że był on współistotny Bogu Ojcu? Żadne, tak czy inaczej widać, że nie ma to większego znaczenia, skoro Ireneusz uczył, iż Jezus jest Bogiem Jahwe z ST.

 

Jak widać, wystarczy wziąć wspomnianych przez Agnosiewicza dwóch z brzegu pisarzy wczesnochrześcijańskich z II i III wieku po Chrystusie, aby przekonać się na podstawie analizy ich pism, że dla nich Jezus był Bogiem Jahwe. Przeczy to jaskrawo nie tylko temu, co pisze Agnosiewicz, ale także temu, co pisze idący Agnosiewiczowi regularnie na pomoc w niniejszym komentowanym przez mnie tekście Deschner, który napisał, że „w II i III wieku też powszechnie nie utożsamiano jeszcze Jezusa i Boga”[29]. Za pomocą spreparowanych cytatów z dzieł Tertuliana Deschner stara się dowieść[30], że dla Tertuliana Syn był kimś, kto nie istniał od zawsze (czyli: stworzeniem), zupełnie jednak przemilczając, że Tertulian również, tak samo jak wyżej Orygenes i Ireneusz, utożsamiał Jezusa z Jahwe Bogiem. W swym dziele pt. Przeciw Prakseaszowi, dziele, które Deschner, o dziwo, próbuje wykorzystywać do tego, aby dowieść, że Tertulian uważał Jezusa za kogoś, kto nie istniał od zawsze (!), Tertulian wyraźnie utożsamił Jezusa z Bogiem Jahwe:

 

„Naturalnie głosimy, że i Syn ze swej strony jest niewidzialny, jako Słowo i Duch Boży, z racji stanu swej substancji oraz dlatego, że jest Bogiem; był jednak widzialny jeszcze przed wcieleniem, tak jak rzekł Aaronowi i Miriam: «I jeśli będzie prorok między wami, dam mu się poznać przez wizję i we śnie będę mówił do niego» […]”[31].

 

Gdzie w ST padają powyższe słowa „I jeśli będzie prorok między wami, dam mu się poznać przez wizję i we śnie będę mówił do niego”, które zdaniem Tertuliana Jezus (określany w tym miejscu przez Tertuliana jako „Syn” i „Słowo”) miał wypowiedzieć do Aarona i Miriam? Słowa te padają w Lb 12,6 i wypowiada je tam nikt inny jak właśnie Bóg Jahwe, o czym przekonujemy się, czytając ten tekst od początku, czyli od Lb 12,5. Jak zatem widać, również i dla Tertuliana Jahwe przemawiający w Lb 12,6 do Aarona i Miriam był nikim innym jak Jezusem Chrystusem. A Deschner, próbując udowodnić coś przeciwnego, zwyczajnie manipuluje faktami. Warto też wspomnieć, że Terulian pisał o Jezusie i Bogu Ojcu, że są „jednym Bogiem obaj[32], a w swym dziele Przeciw Prakseaszowi dodawał jeszcze:

 

„Syn wszechmogącego tak samo jest wszechmogący, jak Syn Boga jest Bogiem”[33].

 

O tym wszystkim oczywiście Deschner ani Agnosiewicz nam już nie pisną ani słowem, ze zrozumiałych względów. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Katolicy i im podobni nie dowierzają jednak słowom Jezusa, gdyż najwyraźniej mają jakieś pewniejsze objawienia. Początki Trójcy sięgają soboru nicejskiego z 325 r., gdzie ustalono, że Ojciec i Syn są sobie równi.

 

Odpowiedź:

To, że coś uroczyście ogłoszono na jakimś soborze, nie znaczy, że nauka ta nie była już obecna dużo wcześniej. Trójca jest tego najlepszym przykładem, skoro o Bogu w trzech Osobach uczono już dużo wcześniej przed soborem nicejskim. Jak było widać wyżej w jednym z podanych przeze mnie cytatów, wyraźnie uczył o Bogu w trzech Osobach Ireneusz. Uczył o nim także Hipolit, który niecałe 100 lat po Apostołach (i ponad 100 lat przed soborem nicejskim) pisał:

 

„Bóg bowiem jest jeden: Ojciec który rozkazuje, Syn który słucha i Duch Święty, głosi naukę”[34].

 

Prawie identycznie uczył w tym samym czasie Atenagoras z Aten, który już w roku 177 napisał o chrześcijanach, że „uznają Boga-Ojca, Boga-Syna i Ducha Świętego, oraz uczą o ich potędze w jedności i ich odrębności w zakresie funkcji”[35].

 

Urodzony zaledwie kilkadziesiąt lat po Apostołach, Tertulian pisał już ponad 100 lat przed soborem nicejskim o Trójcy, zaczynając od Jezusa:

 

„Syn wszechmogącego tak samo jest wszechmogący, jak Syn Boga jest Bogiem”[36].

 

Po czym dodawał o Duchu świętym do kompletu Trójcy:

 

„[…] zesłał dar otrzymany od Ojca, Ducha Świętego, trzecią osobę Bóstwa”[37].

 

Wspomniany wyżej Orygenes, który również żył przed soborem nicejskim, także nauczał, że Bóg jest jeden w trzech Osobach, będąc Trójcą:

 

„Istnieje jednak jedno źródło tych studni: jedna jest bowiem substancja i natura Trójcy”[38].

 

Dalej Orygenes pisze o Trójcy jako całości, gdy pisze o Synu Bożym, „który wprawdzie istnieje w swej własnej substancji, ale wraz z Ojcem i Duchem Świętym nosi nazwę źródła Bóstwa”[39].

 

Już ok. 70 lat przed soborem nicejskim biskup rzymski Dionizy lepiej niż ktokolwiek wyrażał swą wiarę w Trójcę:

 

„Stąd mogę twierdzić, że Boża Trójca schodzi się w jedno Bóstwo, [tworząc] jakby szczyt […], i jest jednym wszechmocnym Bogiem wszechrzeczy”[40].

 

Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Autorem współistotności (homouzji) jest poganin, cesarz Konstantyn (ochrzcił się dopiero na łożu śmierci) , który niepodzielnie dyktował przebieg prac i rozstrzygnięć soboru, "wbrew jego woli nie działo się wówczas [na soborze] nic" (Deschner).

 

Odpowiedź:

Deschner nie jest w tych sprawach żadnym autorytetem, tym bardziej że jak wyżej ukazywałem, sfałszował prawdę o poglądach pisarzy wczesnochrześcijańskich na naturę Jezusa. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Teoria współistotności Ojca i Syna nie była postulowana przez żadną stronę ówczesnego konfliktu teologicznego wśród biskupów, dlatego właśnie, że nie było to hasło żadnego stronnictwa Konstantyn podsunął takie rozwiązanie, jako mało klarowne i dające możliwość swobodnej interpretacji (zakazał formułowania wykładni autentycznej, czyli obowiązującej)

 

Odpowiedź:

Pojęcie homouzji nie ma większego znaczenia, w obliczu faktu, zgodnie z którym wiemy, że – jak wskazywałem wyżej – wiara w Boga w trzech Osobach istniała u chrześcijan już długo przed soborem nicejskim. Pojęcie homouzji było potrzebne tylko dla celów definicyjno-formalnych, aby lepiej ująć pewne kwestie, na tle których powstał spór z Ariuszem. Nie było to potrzebne nikomu wcześniej do wiary w Trójcę, skoro jak wykazałem wyżej, inni już wcześniej w to wierzyli i nie potrzebowali do tego znajomości pojęcia homouzji. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Następnie na soborze w Konstantynopolu w 381 r. katolicyzm wypracował trzeciego Boga - tzw. Ducha św., który miał pochodzić od Ojca .

 

Odpowiedź:

Nonsens, z tego, co podawałem wyżej, wyraźnie widać, że setki lat przed soborem w Konstantynopolu z 381 roku chrześcijanie wierzyli, iż Duch Święty jest trzecią Osobą Boską. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

W ewangelii Jana Bóg jest duchem jako taki, nie mamy rozróżnienia. Podobnie u Pawła: "Pan zaś jest Duchem (...)" (2 Kor 3, 17).

 

Odpowiedź:

To absolutnie nie przeczy boskości Ducha Świętego, wręcz przeciwnie, może świadczyć nawet za nią. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Duch Święty znany był wcześniej w Iranie.

 

Odpowiedź:

I nie ma to większego znaczenia, skoro rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie we wszystkich rejonach świata, jak wykazałem to na podstawie mnóstwa przykładów w jednym z poprzednich artykułów tego cyklu pt. Czy Stary Testament wzoruje się na wierzeniach innych religii? Dalej Agnosiewicz pisze:

 

"Antyczni chrześcijanie znajdowali w Biblii tak niewiele potwierdzeń słuszności dogmatu o Trójcy Świętej, że doszło, chyba w IV wieku, do jednej z najsłynniejszych interpolacji nowotestamentowych - fałszerstwa, które pod nazwą comma Johanneum przedostało się do wielu kodeksów biblijnych. Otóż słowa pierwszego listu Jana: "Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą" zastąpiono takimi oto: "trzej bowiem dają świadectwo w niebie: Ojciec i Słowo i Duch Święty, a ci trzej w jedno się łączą" (5, 7-8)" (Deschner ).

 

Odpowiedź:

Ta interpolacja nie jest nikomu niezbędna do wiary w Trójcę. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

W VI wieku Kościół zachodni dodał do nicejskiego "Symbolu wiary" łacińskie słowo filioque ("i od Syna"), by wskazać, że Duch Św. pochodzi zarówno od Ojca, jak i od Syna. Ta poprawka wywołała rozdźwięk między części wschodnią i zachodnią Kościoła. W roku 876 synod biskupów w Konstantynopolu potępił papieża za działalność polityczną i za nieskorygowanie heretyckiej wstawki. Taka drobnostka stała się zaczątkiem rozpadu między wschodem i zachodem.

 

Odpowiedź:

To jest bez większego znaczenia. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

"Formułując naukę o Trójcy Świętej, Kościół uległ po prostu wpływowi religii pogańskich, w których okazywano cześć setkom boskich trójc. Albowiem, jak pisał już Arystoteles, "trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec. W świętym obrządku nabożeństw posługujemy się właśnie tą liczbą, tak jakbyśmy z rąk natury otrzymali jej prawa". Już Ksenokrates (IV w. p.n.e.) twierdził, że ponad wszechświatem istnieje postać trójjedyna, i wszystkie wielkie religie hellenistyczne posiadały trójce. Głoszono naukę o trójpostaciowości Apisa i trójpostaciowości Serapisa, którą tworzyli Izyda, Serapis (=Ozyrys), Horus. Trójca występowała też w religii dionizyjskiej, gdzie stanowili ją Zagreus, Fanes i Dionizos. W Italii wciąż powracano do idei triady kapitolińskiej: Jowisza, Junony i Minerwy. Istniała teologia Hermesa Trisemgistosa, Hermesa trzykroć wielkiego, trójjedynego Boga świata, o którym twierdzono, że jest "jako jedyny całością i trzykroć jeden", by wspomnieć choćby o kilku trójcach z ich antycznej obfitości" (Deschner).

 

Odpowiedź:

Jak już wyżej pisałem, Deschner nie jest żadnym autorytetem w tych kwestiach, tym bardziej że podobnie jak wyżej Agnosiewicz, Deschner również w drugim tomie swego dzieła pt. I znowu zapiał kur za pomocą powyrywanych z kontekstu cytatów pisarzy wczesnochrześcijańskich wypacza prawdę o tym, za kogo ci pisarze uważali Jezusa. Tym samym Deschner razem z Agnosiewiczem kwalifikuje się do szeregu podrzędnych fałszerzy historii, nie mogących uchodzić za autorytety w tej subtelnej kwestii, jaką jest historyczny proces rozwoju nauki o Trójcy. Warto też zauważyć, że Deschner, pisząc wyżej, iż nauka o Trójcy powstała pod wpływem religii pogańskich, nie daje na to żadnych dowodów. To, co wypisuje, jest więc zwykłym gołosłowiem. Jak już wspominałem wyżej, rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie we wszystkich rejonach świata, na co wskazywałem już wielokrotnie na podstawie mnóstwa przykładów w kilku poprzednich odcinkach niniejszego cyklu. Nie mają zatem ani Deschner, ani Agnosiewicz nawet cienia dowodu na to, że chrześcijanie przejęli ideę Trójcy Świętej od pogan. Przechodzę do dalszej części omawianego tekstu:

 

Politeistyczny charakter hinduizmu jest pozorny, w istocie jest on religią monoteistyczną. Hindus będący wyznawcą Wisznu (Zachowawca), Sziwy (Niszczyciel) i Brahmana (Stwórcę), uważa tę triadę jedynie za przejaw Boga Najwyższego. Brahma w rodzaju nijakim oznacza świętą i czarodziejską siłę, zawartą w Słowie boskim (idea Logosu występująca również w chrześcijaństwie), która mieszka w kapłanach; słowo to może również oznaczać duszę świata, absolut. Brahma użyte w rodzaju męskim jest uosobieniem tej siły, najwyższym bogiem. Można to odnieść do Trójcy. Triadę spotykamy również w religii babilońsko-asyryjskiej, współtworzą ją trzy planety-bogowie: Sin (bóg księżyca), Szamasz (bóg słońca) i Isztar (boskie uosobienie planety Wenus), w wierzeniach nusajrytów (alawitów), ugrupowania religijnego, wywodzącego się z muzułmańskiego ruchu szyickiego, narodziło się w X w., w trójcy nusajryckiej zasiadają: Ali, Mahomet, Salman al-Farsi.

 

Odpowiedź:

I o czym ma to niby świadczyć? Bo tak naprawdę to nie świadczy to o niczym na temat przez nas rozważany. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Czyż nie brzmi bosko pojęcie: "trójjedynego Boga"? Jakby trzech, ale jeden. Trzeźwy rozum ludzki nijak tego nie pojmie, więc implikuje tam boski pierwiastek.

 

Odpowiedź:

A kto powiedział, że Bóg w swej naturze ma być pojęty dla człowieka, który z natury jest od Niego kimś zupełnie innym, ograniczonym w porównaniu z nim, podległym? Przecież to bezsens zakładać, że człowiek musi rozumieć naturę Boga. Powyższy wywód absolutnie nie jest jakimś uzasadnionym zarzutem. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Jedyną Trójcą Świętą jaką czci każdy katolik to: Władza, Seks i Pieniądz. O tak, to jest bez wątpienia katolicka Santissima Trinidad. Znana jest obecnie inna modniejsza triada, tzw. jezuicka trójca, którą w życiu religijnym wyznają katolicy: Jezus, Maria, Józef (J. M. J.).

 

Odpowiedź:

Bez komentarza. Myślę, że z takimi wykwitami nie ma potrzeby polemizować. Wypisywanie takich rzeczy świadczy o Agnosiewiczu gorzej niż lepiej. Przechodzę do dalszej części omawianego tekstu:

 

Trójca boska nie była atrakcyjną dla ludu, była zbyt niepojętną, "Bóg jest za wysoko, Duch Święty jest zbyt niematerialny; to, czego trzeba ludowi, są to bałwany białe ze złotem, różem i błękitem" (Reinach )

 

Odpowiedź:

Panu Reinachowi już wyżej dziękowałem i widzę, że tutaj niespecjalnie podniósł swój poziom. Dalej Agnosiewicz pisze:

 

Trójcowe ciekawostki: I Jezus jest Bogiem, i Bóg Ojciec jest Bogiem i Duch Święty też jest Bogiem - jednym i tym samym. Czym zatem było zesłanie Ducha Św. w czasie chrztu Jezusa? Bóg zesłał Boga na Boga. A śmierć na krzyżu? Bóg kazał umierać Bogu, aby udobruchać Boga.

 

Odpowiedź:

Bóg jest jednym Bogiem, ale zarazem trzema różnymi Osobami. Nie ma więc żadnej sprzeczności w tym, aby wyżej wspomniane wydarzenia mogły się odbyć.

Jan Lewandowski

 

 

 



[1] Por. M. Agnosiewicz, Trójca,  http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1233.

[2] Np. przez Świadków Jehowy; por. ich broszura pt. Czy wierzyć w Trójcę?, Brooklyn 1989, s. 19.

[3] Na temat historii swego rodzaju kariery, jaką ten wers zrobił w kontekście uznawania Jezusa za Boga, por. F. Dreyfus, Czy Jezus wiedział, że jest Bogiem?, Poznań 1995, s. 31n i 65n.

[4] Por. choćby R. Popowski, Słownik grecko-polski Nowego Testamentu, Warszawa 1997, s. 147-148.

[5] Por. W. Bednarski, Pismo święte przeczy nauce Świadków Jehowy, innych sekt i wyznań niekatolickich, Gdańsk – Toruń 1997, rozdziały: 2 i 3 (omawiają kwestię Bóstwa Chrystusa), 3 (omawia kwestię odwieczności Chrystusa), 14 (omawia Boskość Ducha Świętego), 15-16 (omawia rozwój i naukę o Trójcy Świętej).

[7] Por. Orygenes, Przeciw Celsusowi, VI, 17.

[8] Por. Hieronim, Żywoty sławnych mężów, 75.

[9] Por. Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, VI, 33, 4; VI, 36, 4.

[10] Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, rozdz. III.

[11] Za: tamże.

[12] Orygenes, O Zasadach, I, 2, 2.

[13] Cyt. za Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, rozdz. III.

[14] Orygenes, Przeciw Celsusowi, I, 68. Por. też tamże, II, 8, 9; VI, 66; VI, 77; VII, 43; VII, 49; VIII, 67; VIII, 72, gdzie Orygenes wielokrotnie nazywa Jezusa Bogiem.

[15] Tenże, Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, t. I, Homilia I, 7.

[16] Tamże, homilia VI, 8 i homilia XI, 4.

[17] Tenże, Przeciw Celsusowi, II, 78.

[18] Por. też podobne utożsamienie w Przeciw Celsusowi, VI, 5, gdzie przypisano Jezusowi słowa Jahwe wypowiedziane w Oz 10,12.

[19] Tenże, Przeciw Celsusowi, VI, 51.

[20] Tenże, Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, t. II, Homilia XII, 5.

[21] Tenże, O zasadach, I, 3, 4, cyt. także w Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, IV.

[22] Tenże, Homilie o księgach Liczb, Jozuego, Sędziów, Homilia XII, 1.

[23] Tamże.

[24] Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej, 47.

[25] Tamże, 100.

[26] Tamże, punkty: 2 oraz 45-46.

[27] Tamże, 84.

[28] Tamże, 92.

[29] K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. II, Gdynia 1997, s. 24.

[30] Tamże.

[31] Tertulian, Przeciw Prakseaszowi, XIV.

[32] Tenże, Apologetyk  XXI,  9-13.

[33] Tenże, Przeciw Prakseaszowi, XVII.

[34] Hipolit, Przeciw Noetosowi, 14.

[35] Atenagoras z Aten, Prośba za chrześcijanami, X.

[36] Terulian, Przeciw Prakseaszowi, XVII.

[37] Tamże, XXX.

[38] Orygenes, Homilie o księgach Liczb, Jozuego, Sędziów, homilia 12, 1.

[39] Tamże.

[40] Za: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1997, s. 152. Cytat ten można znaleźć też w: S.J.  Stasiak  i  R.  Zawiła, ABC teologii  dogmatycznej – notatki  z wykładów ks. prof. Romana E. Rogowskiego, Oleśnica – Wrocław 1993, s.  209.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane