Jan Lewandowski

Czy hymn Wenancjusza Fortunata o krzyżu jest bałwochwalstwem?

dodane: 2009-09-13

        Ostatnio niektórzy Świadkowie Jehowy (dalej: ŚJ) oraz inni ex-wielbiciele nauk płynących z pewnej arcyświętej Organizacji rezydującej na Brooklynie wyciągnęli na światło dzienne pewną starą pieśń o krzyżu. O jaki utwór dokładnie się rozchodzi? Chodzi mianowicie o Pieśń pasyjną, która jest tłumaczeniem fragmentu łacińskiego hymnu Pange, lingua gloriosi proelum certaminis (Sław, języku, bój chwalebny). Autorem hymnu był Wenancjusz Fortunat, biskup Poitiers (zm. 601 r.). Oto kontrowersyjny fragment tej pieśni:

 

1. Krzyżu święty, nade wszystko,

drzewo przenajszlachetniejsze!

W żadnym lesie takie nie jest,

jedno, na którym sam Bóg jest.

Słodkie drzewo, słodkie gwoździe

rozkoszny owoc nosiło.

 

 

2. Skłoń gałązki, drzewo święte,

Ulżyj członkom tak rozpiętym.

Odmień teraz oną srogość,

Którąś miało z urodzenia.

Spuść lekuchno i cichuchno

Ciało Króla niebieskiego.

 

 

3. Tyś samo było dostojne,

Nosić światowe Zbawienie,

Przez cię przewóz jest naprawion,

Światu, który był zagubion,

Który święta Krew polała,

Co z Baranka wypłynęła.  

 

            Co takiego znajduje się w tym fragmencie, że ŚJ dopatrzyli się tu z miejsca „bałwochwalstwa”? Jak widać w załączonym tekście autor zwraca się tu jakby w formie osobowej do krzyża i sławi go. Wiadomo co to może oznaczać dla ŚJ, który od razu doznaje w tym momencie skojarzenia ze słynną satyrą na bałwochwalstwo z Iz 44n, gdzie czytamy o potępieniu wszystkich tych, którzy – no właśnie, czynią sobie bożki z drewna i zwracają się do nich. Jednak czy krzyż jest dla kogokolwiek takim bożkiem? Oczywiście, że nie, analogia jest tu zupełnie nietrafiona, do czego wrócę później. Na razie jednak nie wybiegajmy zbyt daleko w przód. W każdym razie dla ŚJ cytowany fragment to „dowód”  na katolickie bałwochwalstwo, tym bardziej, że Fortunat napisał tę pieśń dla uczczenia kawałka drzewa Krzyża świętego, podarowanego w 569 r. księżniczce Radegundzie przez cesarza bizantyńskiego Justyna II.

 

            Czy rzeczony fragment sławiący drzewo krzyża to zatem rzeczywiście „bałwochwalstwo” w takim sensie w jakim mówi o nim satyra z Iz 44n? Nie, taki zarzut jest oparty na typowym dla ŚJ infantylnym, powierzchownym i mało wnikliwym rozumowaniu. Rozbierzmy więc temat na części pierwsze i tym samym pozbawmy ten zarzut sensu, którego nie ma on nawet odrobinę. Po pierwsze, jak już wspomniałem, rzeczony fragment pieśni nie może być bałwochwalstwem analogicznym do bałwochwalstwa z wspomnianej satyry u Izajasza ponieważ w tejże satyrze wyraźnie określa się czym bałwochwalstwo jest: chodzi o wykonywanie z drewna i metalu wizerunku obcych bogów i zwracanie się do nich. Krzyż nie jest dla nikogo z katolików żadnym bogiem obcym i nikt z nich nie zwraca się do niego jako do czegoś żywego. Jeśli ŚJ tak naprawdę myślą to po raz kolejny dają tylko smutne świadectwo charakterystycznej dla siebie płycizny intelektualnej.

 

            To po pierwsze. Po drugie, czy sam fakt, że Fortunat chciał uczcić krzyż oznacza, że był bałwochwalcą? Nie, przecież w Biblii czytamy, że należy czcić takie przedmioty jak przybytek (Lb 19,30; 26,2, Biblia Warszawska, Biblia Tysiąclecia, dalej: BT). Należy też czcić rodziców (Wj 20,12; Lb 19,3; Pwt 5,16; Mt 15,4; 19,19; Mk 7,10; 10,19; Łk 18,20; Ef 6,2) a nawet króla (1 P 2,17) itd. Oczywiście ŚJ może powiedzieć, że słowo „czcić” może mieć różne znaczenia, cześć czci nie równa, jednak w ten właśnie sposób obala on idealnie swój zarzut co do hymnu Fortunata, bo skoro cześć czci nie równa to oddawanie czci nawet krzyżowi nie ujmuje niczego z czci należnej tylko Bogu, jest to po prostu inna płaszczyzna czci a nie bałwochwalstwo. Jest to swego rodzaju szacunek.

 

            Nie wdając się zbytnio w złożone zagadnienie biblijnej czci (to co napisałem jest z powodzeniem wystarczające dla niniejszego tematu) przejdę do następnych zagadnień. Z jakich jeszcze powodów hymn Fortunata nie jest bałwochwalstwem? Z wielu. Jednym z tych powodów jest na pewno fakt, zgodnie z którym ten hymn to poezja. Czytamy w nim dalej choćby o tym, że Jezus był „na słońcu upieczony”. Czy Chrystus był w ogóle upieczony? Nawet dla niezbyt rozgarniętego czytelnika jest oczywiste, że ten hymn jest pełen przenośni i nie należy brać go aż tak dosłownie. Mimo to ŚJ jednak rozumują bardzo powierzchownie i nie wyłapują tych niuansów, nic więc dziwnego, że bardzo drażni ich, że autor tego hymnu jakby zwraca się do krzyża jak do kogoś żywego. Pomijając już to, że nikt nie wierzy, iż krzyż słyszy ten hymn, który jest do niego jakby skierowany – trzeba naprawdę być jakimś chyba niepełnosprawnym umysłowo aby tak to rozumieć – to jeśli ŚJ nie są w stanie tego pojąć, to może trafi do nich coś innego. Popatrzmy na pewien analogiczny fragment z Biblii o chwaleniu Jahwe, zwłaszcza na fragmenty jakie pogrubiłem: 

 

Ps 148:3-10

3. Chwalcie Go, słońce i księżycu, chwalcie Go, wszystkie gwiazdy świecące.

4. Chwalcie Go, nieba najwyższe i wody, co są ponad niebem:

5. niech imię Pana wychwalają, On bowiem nakazał i zostały stworzone,

6. utwierdził je na zawsze, na wieki; nadał im prawo, które nie przeminie.

7. Chwalcie Pana z ziemi, potwory i wszystkie morskie głębiny,

8. ogniu i gradzie, śniegu i mgło, gwałtowny huraganie, co pełnisz Jego słowo,

9. góry i wszelkie pagórki, drzewa rodzące owoc i wszystkie cedry,

10. dzikie zwierzęta i bydło wszelakie, to, co się roi na ziemi, i ptactwo skrzydlate,

(BT)

 

            Jak widzimy autor biblijny zwraca się do chyba wszystkich ciał niebieskich a także do wielu bytów czysto fizycznych typu woda, ogień, grad, śnieg i mgła. Interesujący jest zwłaszcza fragment w którym psalmista zwraca się do drzew owocowych i cedrów. Brzmi znajomo? W końcu drzewo krzyża wspomniane w hymnie to takie samo drzewo jak to, którym jest drzewo owocowe. Oczywiście ŚJ może powiedzieć, że ten Psalm to tylko poezja, jednak w ten sposób po raz kolejny idealnie obali on swój własny zarzut co do hymnu Fortunata, bo przecież tenże hymn też jest tylko poezją. Każdy kij ma dwa końce.  

 

ŚJ upierają się też, że przecież hymn Fortunata znajduje się w niektórych brewiarzach a tym samym musi być modlitwą do krzyża skoro brewiarz to modlitewnik. Można jednak ich zapytać – skoro Psałterz też jest jednym wielkim zbiorem modlitw to czy powyższy tekst z Ps 148,9, w którym psalmista zwraca się do drzew owocowych i cedrów, też jest modlitwą do drzew? Znów mamy tu do czynienia z samoobalalną argumentacją ŚJ.

 

Poza tym ŚJ najwyraźniej nie wiedzą, że mogą być różne modlitwy, modlitwa to pojęcie bardzo szerokie. Nie każda modlitwa to rozmowa, podobnie jak nie każda rozmowa to modlitwa. Są różne rodzaje modlitwy, w tym tzw. modlitwa kontemplacyjna, w której nie ma de facto żadnego dialogu pomiędzy osobami. W takiej kontemplacji rozważa się np. dzieła Boże, cud stworzenia, dzieła Zbawienia itp. Krzyż niewątpliwie jest dziełem Bożego Zbawienia. Powyższy hymn Fortunata nie jest de facto jakąś modlitwą do jakiegoś bożka skoro nikt w Kościele Rzymskokatolickim nie traktuje krzyża jak bożka, który jeszcze słyszy, myśli i wysłuchuje modlitw. Tak naprawdę ta modlitwa jest poetycką kontemplacją i metaforą służącą do rozważania dzieła Zbawienia jakim był krzyż. To rozważanie nie jest tradycyjną modlitwą/dialogiem, tylko modlitwą kontemplacyjną, w której nie ma dialogu osób, gdyż krzyż nie jest osobą ani jakimś bogiem. Nie jest to więc żadne bałwochwalstwo. Nawet cień tego. Rzeczywistości duchowe mogą być jak widać bardzo złożone.

 

Reasumując, po przeanalizowaniu wszystkich możliwych aspektów tej kwestii okazało się, że nie ma żadnego powodu ku temu aby hymn Wenancjusza Fortunata o krzyżu miał zostać uznany za bałwochwalstwo.

 

Jan Lewandowski, wrzesień 2009

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane