Jan Lewandowski

Obalenie kolejnych twierdzeń ateisty Jana Woleńskiego

dodane: 2026-10-30
Polemiczna odpowiedź na artykuł Jana Woleńskiego z czasopisma "Forum Myśli Wolnej".

    26 stycznia 2026 roku opublikowałem na niniejszym portalu apologetyka.info polemikę z książką Jana Woleńskiego pt. Granice niewiary (Kraków 2004), którą obaliłem strona po stronie, niemal zdanie po zdaniu. Z moją rzeczoną polemiką można zapoznać się tutaj:


https://www.apologetyka.info/ateizm/jan-wolenski-przereklamowany-guru-ateistow,1783.htm 


    W czasopiśmie „Forum Myśli Wolnej” (rok XXIX, jesień [X, XI, XII], nr 110 z 2026 roku, strony 9-16) Woleński po blisko roku odpisał mi w artykule pt. Apologeta „Gromi” ateistów, chociaż nie jest to de facto odpowiedź na moją polemikę, ale próba polemiki z moimi tekstami o apologetyce presupozycyjnej. W niniejszym tekście wyczerpująco odpowiem na wspomnianą próbę polemiki Woleńskiego ze mną.


    Przed przeczytaniem mojej poniższej polemiki z Woleńskim zalecam czytelnikowi wpierw zapoznanie się z jego „odpowiedzią” mi z wspomnianego artykułu z „Forum Myśli Wolnej”. Czytelnik zrozumie wtedy, do jakich moich tez odnosi się Woleński, a raczej nie odnosi się, gdyż komentarze Woleńskiego mają z reguły kontekst satyryczny, luźno powiązany z moimi zarzutami. Szydera to ulubiona „broń” ateistów. Innej nie mają i nigdy nie mieli. Woleński cytuje obszerne fragmenty mojego artykułu o apologetyce presupozycyjnej pt. Apologetyka presupozycyjna - cierń w oku ateistów,


https://www.apologetyka.info/ateizm/apologetyka-presupozycyjna-ciern-w-oku-ateistow,1231.htm


https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TF/jl_apologetyka-presupozycyjna2019


po czym dodaje swoje komentarze, które z reguły są od czapy i niezbyt na temat. Są one poza tym merytorycznie dość ubogie, płytkie i lakoniczne, niejednokrotnie w ogóle nie odnoszą się do tego, co napisałem. Wygląda to tak, jakby Woleński odpowiadał mi od niechcenia i trochę na odwal. W tekście Woleńskiego dopuszczonym do druku widoczne są niepoprawione literówki i usterki leksykalne. Na przykład Woleński wali byki w stylu „poresupozycyjnej”, „Redakcja poinformował mnie” etcetera. Nie czepiam się tu stricte samych literówek, używam tych przykładów jedynie jako ilustracji wspomnianego faktu, że tekst Woleńskiego powstał w pośpiechu, na kolanie i niedbale. Jakoś trzeba było zareagować, choćby byle jak, więc Woleński zrobił to - też jakoś. Niemniej jednak jestem Woleńskiemu winny podziękowania, gdyż w zasadzie zacytował bardzo obszerne fragmenty mojego presupozycyjnego wywodu, który dosłownie demoluje ateizm z siłą bomby atomowej, po czym Woleński tego wywodu nawet nie naruszył, bo jego komentarze nie obalają nic w tym, co napisałem.


    Moja wcześniejsza polemika z Woleńskim zawierała blisko 100 stron i była praktycznie rzecz biorąc obaleniem strona po stronie i zdanie po zdaniu całej jego książki pt. Granice niewiary. Woleński „odpowiedział” na moją blisko stustronicową polemikę z jego książką tekstem o objętości...... 8 stron, czyli w zasadzie nie odpowiedział. Zamiast tego Woleński napisał artykuł omawiający moje teksty o apologetyce presupozycyjnej. Można i tak, przy czym warto dodać, że Woleński czepia się o drugorzędne detale w moich wywodach, które nie mają wpływu na wniosek końcowy, który jest mianowicie taki, że ateista nie posiada epistemologii. To pozostaje bez zmian. Podkreślam: ateista nie posiada epistemologii, bo nie ma skąd jej wziąć. To nie jest tak, że ateista nie posiada dobrej epistemologii. Ateista nie posiada żadnej epistemologii, bo nie ma czym uwiarygodnić jakiejkolwiek epistemologii. Ateiście pozostaje jedynie powoływanie się na ewolucję przy uwiarygodnianiu swojej teorii poznania, co jest od początku do końca absurdem, ponieważ ewolucji nie tylko nikt nie udowodnił, ale nawet gdyby ktoś to zrobił, to i tak nic by z tego nie wynikło dla domniemanej epistemologii ateisty, gdyż dobór naturalny dla przetrwania faworyzuje również błędne przekonania, fałsz, a nawet kłamstwa (przypominam choćby zjawisko mimikry, która jest wyraźnym faworyzowaniem iluzji przez przyrodę - jeszcze do tego wrócę dalej). Więcej na temat całkowicie poronionych już na starcie prób uwiarygodniania przez ateistów ich epistemologii przy pomocy teorii ewolucji napisałem tutaj:


https://www.apologetyka.info/ateizm/czy-ewolucja-gwarantuje-ateiscie-poprawne-poznanie-rzeczywistosci,1460.htm


    Woleński pisze, że temat ewolucji w ogóle pominie, co tylko zwielokrotnia skalę jego porażki i kapitulacji w temacie epistemologii ateisty. Woleński słabo się też usprawiedliwia, gdy pisze, że nie będzie mi odpowiadał na moją polemikę z jego książką pt. Granice niewiary, bo rzekomo musiałby od początku przytaczać jej tezy. Ale co by to dało, skoro ja te tezy już zakwestionowałem w moim poprzednim tekście polemizującym z Woleńskim? Powtórzenie dwa razy tego samego błędu nie czyni go prawdą. Aż ciśnie się na usta przysłowie, że góra urodziła mysz. Tak podsumowałbym wstępnie próbę polemiki Woleńskiego ze mną. Piszę „próbę”, bo polemiką z prawdziwego zdarzenia to nie jest nawet w zarysie. Od takiej rzekomej tuzy polskiego ateizmu można by spodziewać się czegoś więcej.


    Woleński „odpowiadając” mi cały czas odgórnie zakłada, że posiada uzasadnienie dla swej epistemologii i racjonalności, a to jest właśnie coś, co ja kwestionuję u ateistów od lat, i kwestionowałem to również pisząc swoją polemikę z Woleńskim i jego książką pt. Granice niewiary, którą obaliłem całą strona po stronie, niemal zdanie po zdaniu. „Odpowiedź” Woleńskiego od początku jest więc obarczona błędnym kołem, ponieważ z góry zakłada on coś, co powinno być udowodnione, a czego nie udowodnił i co ja przy okazji podważyłem i zakwestionowałem, używając do tego wspaniałego i czcigodnego dorobku intelektualnego globalnej apologetyki presupozycyjnej.


    W zasadzie to Woleński ze mną prawie w ogóle nie polemizuje. Wydaje mu się, że przytoczenie poglądów innych na jakiś temat jest jakąś formą odpowiedzi na moje zarzuty. Ale nie jest. Jedna opinia nie uzasadnia innej opinii (zwłaszcza w sporach o epistemologię), nawet jeśli jest to opinia wypowiedziana przez jakiegoś pracownika akademickiego - bo to wciąż tylko opinia. To jest generalnie problem u wielu pracowników akademickich, który dostrzegam już od wielu lat: zamiast polemizować lub przynajmniej argumentować, referują oni jedynie poglądy swoich poprzedników. Ale to nie jest polemika. To tylko kwerenda. Ten sam problem ma ze sobą Woleński w dyskusji ze mną. Komentarze Woleńskiego odzwierciedlają niestety coraz bardziej opłakany z roku na rok poziom edukacyjny polskiego szkolnictwa wyższego, który to stan diagnozowaliśmy już niejednokrotnie w naszych licznych polemikach. Jeszcze potem do tego wrócę. I pamiętajmy, że przykład idzie z góry. Jacy będą wykładowcy, tacy będą studenci.


    Przechodzę teraz do polemiki z tekstem Woleńskiego na mój temat, który to tekst miał być odpowiedzią na moją polemikę z nim, ale niestety niczym takim się nie stał. Odpowiadam zdanie po zdaniu na wszystko, co napisał do mnie lub raczej o mnie Woleński. Nic nie pomijam, wycinam jedynie moje cytaty, które on przytacza (dlatego dobrze by było, żeby czytelnik najpierw zapoznał się z artykułem Woleńskiego, aby zobaczyć, do których moich wypowiedzi próbuje odnosić się Woleński). W mojej poniższej polemice wypowiedzi Woleńskiego biorę w cudzysłów i pod nimi piszę swoje polemiczne odpowiedzi i riposty. Jest to stara metoda orygenesowska (lub prędzej sokratejska), którą praktykujemy z sukcesem na tym portalu od ponad 20 lat. Jak już kilkakrotnie podkreślałem - zalecam czytelnikowi zapoznanie się z oryginalnym tekstem Woleńskiego na mój temat, aby czytelnik zorientował się, czego dotyczą jego „odpowiedzi”:


„Pan mgr Jan Lewandowski, absolwent Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego, religioznawca i teolog z wykształcenia, przedstawiający się jako filozof i apologeta chrześcijański z zamiłowania, bardzo mocno skrytykował moją książkę Granice niewiary.”


Odpowiedź:


    Woleński rozpoczyna swoją wypowiedź od sarkastycznego wyliczania tytułów i opisu życiorysu swojego krytyka, co jest zbędne w tym momencie i tym samym stanowi podręcznikowy przykład błędu logicznego ad hominem. Zamiast odnieść się do merytorycznej treści mojej krytyki, Woleński próbuje zdeprecjonować status oponenta poprzez sugerowanie, że jego działalność filozoficzna wynika jedynie z zamiłowania, a nie z formalnego statusu. Tego rodzaju protekcjonalny ton ma na celu odwrócenie uwagi od faktu, że to właśnie rzekomo naukowe i autonomiczne stanowisko Woleńskiego zostało przeze mnie skutecznie podważone na poziomie fundamentalnych założeń. Woleński zapomina, że w chrześcijańskim systemie teistycznym prawda nie zależy od ludzkich dyplomów, lecz od Boga, który jest źródłem wszelkiej mądrości, podczas gdy ateistyczna próba budowania autorytetu na ludzkich tytułach akademickich jest jedynie arbitralnym i pustym konstruktem. Pomijam już to, że w obecnych czasach, gdzie dostęp do wiedzy i jej rozwój jest tak dynamiczny dzięki współczesnej technologii, tytuły akademickie, włącznie z tytulaturą profesorską, są po prostu archaicznym i wręcz anachronicznym przeżytkiem. Żyjemy w czasach, w których nawet zwykły chatGPT jest w stanie wygrać każdą dyskusję z dowolnym profesorem wyższej uczelni (wystarczy zajrzeć choćby do naszego działu polemik z Łukaszem Niesiołowskim-Spano, gdzie prezentujemy takie miażdżenie Niesiołowskiego-Spano przez chataGPT w ramach wyjątkowo interesującej ciekawostki i eksperymentu informatycznego). I nie jest to jedynie moja prywatna opinia, ale opinię taką przedstawił mi w dyskusji prywatnej właśnie pewien profesor. Korespondencję mailową w tym zakresie posiadam do dziś. Nie jest to część mojej argumentacji, żeby ktoś nie pomyślał, ale taka pikantna ciekawostka, którą zapodaję czytelnikowi niniejszej debaty na zasadzie pewnej dygresji. Tak jest. Era współczesnej technologii i masowego dostępu do informacji wespół z apologetyką presupozycyjną nieoficjalnie zakończyła erę profesorów - odtąd tytuł profesora ma już tylko jedynie znaczenie sentymentalne, ozdobnikowe i co najwyżej szlacheckie. Czy ktoś dziś powołuje się jeszcze na swoje domniemane szlachectwo jako na argument w dyskusji? Na niniejszej stronie wielokrotnie piętnowaliśmy setki, jeśli nawet nie tysiące bzdur bezrefleksyjnie powtarzanych przez wielu profesorów.


„Początkowo zamierzałem napisać odpowiedź na utwór p. Lewandowskiego, ale w końcu zrezygnowałem, ponieważ doszedłem do wniosku, że musiałbym powtórzyć obszerne fragmenty mojego tekstu, aby odpowiedzieć na tę krytykę.”


    Odpowiedź:


    Ta deklaracja Woleńskiego jest jawną i bezradną kapitulacją intelektualną ubraną w piórka rzekomej wyższości naukowej. Twierdzenie Woleńskiego, że musiałby powtórzyć fragmenty swojej własnej książki, to klasyczny unik i błąd logiczny petitio principii, czyli zakładanie tego, co dopiero należało udowodnić. Skoro książka Woleńskiego pt. Granice niewiary została przeze mnie niemal zdanie po zdaniu zmiażdżona i poddana presupozycyjnej krytyce, która obnażyła bezfundamentowość ateistycznych założeń Woleńskiego, to ponowne cytowanie tych samych bezfundamentowych tez nie byłoby żadną odpowiedzią, lecz jedynie powielaniem tych samych błędów logicznych, które już wypunktowałem w swojej polemice z Woleńskim. Woleński ucieka od debaty, ponieważ jako „racjonalista” i ateista nie posiada w swoim systemie żadnych narzędzi epistemologicznych, które pozwoliłyby mu uzasadnić prawa logiki, naukową prawdę czy choćby częściową niezawodność ludzkiego poznania, na które bez przerwy się powołuje. Jego rezygnacja z merytorycznej dyskusji potwierdza tylko, że w zderzeniu z bezkompromisową presupozycyjną apologetyką chrześcijańską ateizm nie ma do zaoferowania nic oprócz unikania konfrontacji i arbitralnego trzymania się swoich błędnych dogmatów. Moim głównym zarzutem wobec Woleńskiego było stwierdzenie, że ateista nie posiada żadnej epistemologii. Nie zarzucałem, że ateista ma słabą epistemologię lub błędną epistemologię, ale zarzucałem, że ateista nie ma żadnej epistemologii, bo w świecie ateisty żadna epistemologia nie jest możliwa i de facto nie istnieje. To jest główne i czołowe twierdzenie oraz podstawowy wniosek apologetyki presupozycyjnej. Zamiast odpowiedzieć na mój zarzut i wykazać (to, co niemożliwe), że w świecie ateisty epistemologia jest możliwa, Woleński po prostu założył z góry, że już posiada epistemologię, co ja właśnie zakwestionowałem. A zatem Woleński zakłada z góry to, co dopiero powinien udowodnić, i tym samym popełnia klasyczny błąd logiczny petitio principii. To jest błędne koło w argumentowaniu. Woleński jako „argumentu” używa zakwestionowanego przeze mnie założenia. Trochę słabo, jak na aż taką rzekomą „tuzę” polskiej logiki.


„Gdy jednak Forum Myśli Wolnej zaproponowało mi sporządzenie kolejnej wypowiedzi dla tego pisma, zdecydowałem, że warto zająć się (przy okazji poruszę pewne punkty ze wspomnianej krytyki mojej książki) tzw. apologetyką presupozycyjną, którą Lewandowski traktuje jako swoje stanowisko startowe, ponieważ to podejście «najczęściej momentalnie obnaża gołosłowność wszelkich twierdzeń ateisty oraz to, że ateista nie ma skąd wziąć epistemologii, a zatem uważam apologetykę presupozycyjną za doskonały punkt wyjścia».”


    Odpowiedź:


    Woleński przyznaje, że został zmotywowany do zajęcia się apologetyką presupozycyjną nie ze względu na wewnętrzną potrzebę logicznego rozliczenia swojego systemu, lecz z powodu zewnętrznej propozycji wydawniczej. Już na wstępie ujawnia się bezradność jego stanowiska, które traktuje analizę fundamentalnych presupozycji jako margines i dodatek robiony przy okazji, a nie jako absolutnie kluczową kwestię gnozeologiczną. Woleński bezpodstawnie zakłada, że może przejść do porządku dziennego nad zarzutem, iż ateista nie ma skąd wziąć epistemologii, tak jakby rzetelność poznania ateisty była rzeczą oczywistą, domyślną opcją niewymagającą transcendentnego uzasadnienia. A to jest właśnie to ateistyczne założenie, które kwestionuje każdy apologeta presupozycyjny i przy okazji ja.


„Krótko mówiąc, apologetyka presupozycyjna, mocą swoich założeń, działa jak huragan i pełni funkcję skutecznego młota na ateistów.”


    Odpowiedź:


    Użycie przez Woleńskiego metafory huraganu i młota ma na celu stworzenie retorycznego wrażenia, że siła presupozycjonalizmu wynika jedynie z agresywnej dynamiki dyskusji, a nie z żelaznej i bezwzględnej logiki. Woleński próbuje w ten sposób zredukować transcendentalną konieczność teistyczną do czystego animuszu polemicznego, aby uniknąć przyznania, że jego własny światopogląd ateistyczny jest bezbronny w zderzeniu z wykazaniem nielogiczności ateistycznego punktu startowego.


„Przytoczone uwagi Lewandowskiego wprawdzie bardzo (chciałoby się rzec apologetycznie) reklamują apologetyczny presupozycjonizm, ale nie tłumaczą, czym on jest.”


    Odpowiedź:


    Woleński dopuszcza się tutaj delikatnej manipulacji i błędu ignorowania kontekstu, ponieważ przytoczone przez niego cytaty stanowią tezy skrótowe i podsumowujące, a nie pełną definicję systemową, która została wyłożona w moich artykułach źródłowych. Próba dyskredytacji metody jako rzekomej reklamy bez treści pokazuje jedynie, że Woleński szuka jakiegokolwiek pretekstu formalnego, aby nie mierzyć się z faktem, iż bez Boga chrześcijańskiego nie jest w stanie dowieść zasadności własnego procesu myślowego. Zresztą chwilę dalej Woleński jednak poprawia sam siebie, gdy znajduje gdzieś indziej u mnie wytłumaczenie odnośnie do tego, czym jest apologetyka presupozycyjna:


„Wyjaśnienie znajdujemy w drugim z powołanych tekstów Lewandowskiego i jest ono takie [...]”.


    Dalej Woleński pisze:


„W Granicach niewiary poświęciłem kilkadziesiąt stron analizie pojęć wiary (jako pistis, tj. zaufania), wiary religijnej, racjonalności i nauki.”


    Odpowiedź:


    Wymienianie liczby stron poświęconych analizom definicyjnym jest klasycznym odwołaniem do własnego autorytetu (błąd logiczny ad verecundiam), które nie wnosi nic do debaty presupozycyjnej. Woleński może zapisać nawet tysiące stron analizami pojęcia racjonalności, ale dopóki nie wskaże obiektywnej bazy, która czyni ateistyczny umysł zdolnym do poprawnego i obiektywnego racjonalizowania w bezbożnym, chaotycznym uniwersum, jego wielostronicowe wywody są nic nie warte i są jedynie arbitralną żonglerką terminologiczną zawieszoną w próżni oraz zasłoną dymną.


„Argumentowałem za tezą, że inne są podstawy przekonań naukowych, tj. należących do nauki, a inne przekonań światopoglądowych, np. religijnych.”


    Odpowiedź:


    Woleński pisze, że „argumentował”. Na podstawie czego, skoro jako ateista nie ma dostępu do żadnej epistemologii? Nie wiemy. I nie dowiemy się. Woleński wprowadza tutaj całkowicie sztuczną i nieuprawnioną dychotomię między nauką a światopoglądem, co stanowi fundamentalny błąd kategorialny. Zapomina lub celowo przemilcza fakt, że sama nauka nie jest neutralna i nie funkcjonuje bez przyjętych na wiarę założeń światopoglądowych. Aby nauka w ogóle mogła wystartować, naukowiec musi najpierw przyjąć na wiarę uniwersalne presupozycje o racjonalnym statusie i przewidywalnym uporządkowaniu Wszechświata w zakresie jego struktury (regularność praw przyrody), niezmienności praw logiki oraz wiarygodności ludzkich zmysłów i pamięci. Wszystkie te podstawy przekonań naukowych są głęboko światopoglądowe, a ateizm Woleńskiego nie daje żadnego racjonalnego powodu, dla którego natura miałaby być regularna i inteligibilna (poznawalna zwrotnie).


„W kwestii istnienia Boga, odróżniłem agnostycyzm wyrażający się zdaniami nie wiem, czy Bóg istnieje i nie wiem, że Bóg nie istnieje (gdzie słowo wiem, odnosi się do przekonań naukowych) od ateizmu (wiem, że Bóg nie istnieje; chodzi przede wszystkim o tzw. nowy ateizm) i teizmu wiem, że Bóg istnieje).”


    Odpowiedź:


    Woleński buduje tutaj misterną strukturę semantyczną wokół słowa „wiem”, próbując powiązać wiedzę wyłącznie z metodologią nauk empirycznych. Jest to skrajny i wewnętrznie sprzeczny scjentyzm. Skoro Woleński twierdzi, że wie coś na podstawie nauki, to musi najpierw dowieść, że metoda naukowa jest wiarygodnym źródłem prawdy absolutnej. Jeśli tego nie uczyni, jego rozróżnienie na agnostycyzm i ateizm staje się czysto umowną klasyfikacją psychologiczną, a nie rzetelnym podziałem epistemologicznym. Ponadto, samo twierdzenie, że nauka dostarcza jedynego kryterium wiedzy, nie jest wnioskiem nauk empirycznych, lecz arbitralnym dogmatem filozoficznym. Woleński popada tu w tę samą wewnętrzną sprzeczność, co większość scjentystycznych ateistów. Punktowałem już ten błąd u Woleńskiego w mojej poprzedniej polemice z nim. Ale Woleński na to nie odpowiada, zamiast tego jedynie od nowa powtarza to, co już obaliłem.


„Przyjąłem, że raczej należy mówić nie wierzę, że Bóg istnieje, o ile przyjmuje się, że nauka dostarcza kryteriów racjonalności, zwłaszcza gdy znane dowody na istnienie Boga budzą wątpliwości (nie jestem pierwszym lub ostatnim, który to podnosi).”


    Odpowiedź:


    Zwrot „o ile przyjmuje się” obnaża całkowitą arbitralność presupozycji Woleńskiego. On po prostu przyjmuje, bez żadnego logicznego uzasadnienia, że to nauka dostarcza kryteriów racjonalności, a następnie z tej pozycji sędziuje nad dowodami na istnienie Boga. Jest to podręcznikowy przykład błędu błędnego koła. Woleński ocenia Boga za pomocą rozumu i nauki, których wiarygodności nie potrafi dowieść bez Boga. Odwołanie się do faktu, że nie jest pierwszym ani ostatnim zgłaszającym wątpliwości, to błąd logiczny argumentum ad populum, polegający na sugerowaniu prawdziwości tezy poprzez liczbę osób, które ją podzielają. To pospolity błąd u ateistów, który punktuję tysiące razy rocznie w różnych potyczkach i dyskusjach z nimi.


„W konsekwencji określiłbym siebie jako agnostyka w kwestii istnienia Boga i praktycznego ateistę, tj. kogoś, kto nie dostrzega powodów, aby podzielać wiarę religijną (dalej będę używał terminu ateizm).”


    Odpowiedź:


    Etykietowanie samego siebie jako agnostyka i praktycznego ateisty to próba ucieczki przed koniecznością obrony własnego stanowiska. Woleńskiemu zdaje się, że jeśli ogłosi się jedynie kimś, kto nie dostrzega powodów, to zwolni się z ciężaru dowodowego. Jednak jako praktyczny ateista organizuje swoje życie, myślenie i filozofię wokół presupozycji, że Boga nie ma. Taki system myślowy musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych założeń, w których kosmos jest bezcelowy, a prawa logiki są tylko iluzją lub przypadkowym produktem ubocznym ewolucji. Konsekwencje takich założeń są bardzo poważne i wyjątkowo destrukcyjne dla jakkolwiek rozumianej pozycji ateistycznej (nawet tej w wersji agnostycznej, która de facto jest tchórzostwem intelektualnym), na co apologetyka presupozycyjna kładzie silny nacisk.


„Powyższe tezy osadziłem w konkretnym kontekście epistemologicznym.”


    Odpowiedź:


    Samo osadzenie tez w kontekście nie oznacza, że ów kontekst posiada jakiekolwiek racjonalne fundamenty. Woleński buduje piękne piętra swojego filozoficznego gmachu, całkowicie ignorując fakt, że cała ta konstrukcja wisi w próżni, ponieważ fundamentem pod nią jest ateistyczny piasek relatywizmu i przypadkowości materiału. I to był mój główny zarzut wobec Woleńskiego już w poprzednim moim tekście polemizującym z nim i jego książką pt. Granice niewiary. Odpowiedzi na ten mój zarzut (i inne zarzuty) nadal nie ma ze strony Woleńskiego.


„Tedy, zarzut, że ateista nie ma skąd wziąć epistemologii jest dość kuriozalny; aczkolwiek, jak to wielokrotnie podkreślałem w swych publikacjach, nie ma jednego uprawnionego w pełni stanowiska filozoficznego.”


    Odpowiedź:


    Nazwanie mojego zarzutu „kuriozalnym” to zwykły unik emocjonalny zamiast argumentacji. Zaraz po tym Woleński sam rzuca wyrok na własną domniemaną przez niego epistemologię, pisząc, że nie ma jednego uprawnionego w pełni stanowiska filozoficznego. W tym jednym zdaniu Woleński oficjalnie ogłasza bankructwo ateistycznej myśli. Jeśli nie ma jednego uprawnionego stanowiska, to znaczy, że jego własna rzekoma epistemologia jest tylko jedną z nieskończonych, subiektywnych opcji, bez jakiejkolwiek uniwersalnej i obiektywnej mocy wiążącej. Woleński sam niechcący potwierdza zarzuty chrześcijańskiej apologetyki presupozycyjnej: jego system nie produkuje wiedzy pewnej, lecz jedynie relatywne opinie.


„Gwoli uzupełnienia dodam, że opublikowałem obszerną książkę Epistemologia. Poznanie, prawda i realizm (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007, II wyd. 2007).”


    Odpowiedź:


    Ponownie mamy u Woleńskiego do czynienia z błędem logicznym ad verecundiam – powoływaniem się na własną publikację książkową jako na rzekomy dowód poprawności stanowiska. Dla apologety presupozycyjnego nie ma znaczenia, jak gruba jest książka Woleńskiego i jak renomowane wydawnictwo ją wypuściło. Pytanie brzmi: czy w tej książce Woleński zdołał uzasadnić istnienie prawdy i niezawodność ludzkiego poznania bez popadania w regres do nieskończoności lub błędne koło, bazując na ateistycznych presupozycjach? Odpowiedź brzmi: nie, ponieważ w ateizmie jest to logicznie niemożliwe.


„Lewandowski nie zgadza się ze mną (i z innymi ateistami czy też agnostykami) w kwestiach fundamentalnych. Mogę nawet zrozumieć jego zapewnienia o tym, że jako presupozycjonista apologetyczny dosłownie zmiata mnie w debacie i wykazuje, że moja książka jest zbiorem chochołów.”


    Odpowiedź:


    Woleński próbuje zbagatelizować fakt porażki swojego systemu, sprowadzając chrześcijańską argumentację do poziomu pustych zapewnień. Ta protekcjonalna postawa ma ukryć przed czytelnikiem bezwzględną prawdę: apologetyka presupozycyjna wykazuje, że cała dyskusja o granicach niewiary prowadzona przez Woleńskiego opiera się na pojęciach, do których używania jako ateista nie ma on najmniejszego prawa logicznego.


„Animusz retoryczny jest nieodzowny w polemikach światopoglądowych, a także stosowany przez ateistów.”


    Odpowiedź:


    Woleński po raz kolejny redukuje głęboki problem epistemologiczny do kategorii czystej retoryki i stylu wypowiedzi. Zamiast odpowiedzieć na mój zarzut o wewnętrzną sprzeczność ateizmu, woli dyskutować o animuszu i technikach prowadzenia sporów, co stanowi klasyczną dywersję mającą odwrócić uwagę od sedna sprawy.


„To jednak, co spotykamy w wywodach Lewandowskiego (zwłaszcza liczne epitety pod adresem ateistów, a także smakowite uwagi o uczciwości i sklepie zoologicznym czy wykazywanie, że ateista zrównuje jedzenie dzieci z jedzeniem cukinii) jest wyjątkowo intensywne pod względem retorycznym i przypomina filipiki ortodoksyjnych marksistów przeciwko filozoficznym sługusom burżuazji.”


    Odpowiedź:


    Jakie niby „epitety”? Dla ateisty „epitetem” jest jakakolwiek próba merytorycznej krytyki jego twierdzeń lub nawet jakakolwiek próba polemiki z jego nienaruszalną dumą i pseudointelektualnym napuszeniem. Przerabiam to od lat. Fakt, że moje oceny poglądów ateistycznych i wynikających z tego postaw bywają ostre, stanowcze i dosadne (taki jest też ogólnie przyjęty styl apologetyki presupozycyjnej), nie implikuje, że rzekomo szermuję jakimiś „epitetami”. Woleński przytacza przykłady cukinii i sklepu zoologicznego, ale przecież to były ilustracje gigantycznych problemów gnozeologicznych i moralnych w ateistycznym światopoglądzie, a nie jakieś luźne „epitety”. Woleński oderwał to całkowicie od kontekstu i zupełnie nie odniósł się już do istoty rzeczy, z którą wiązały się te przykłady, i zamiast tego skupił się jedynie na powierzchownej warstwie słownej. Takie retoryczne chwytanie oponenta za słówka w celu uniknięcia meritum zagadnienia i istoty rzeczy jest bardzo typowe dla ateistycznych sofistów. Szczególnie zabawne jest to, że w tym samym fragmencie, w którym Woleński bezpodstawnie zarzuca mi stosowanie „epitetów”, jednocześnie porównuje on moją argumentację do erystyki marksistowskiej. To jest właśnie epitet zastosowany przez rzekomego przeciwnika epitetów. Innymi słowy, mamy tu u Woleńskiego ewidentny podwójny standard, gdzie zarzuca on innym dokładnie to, co sam praktykuje. Tyle tylko, że Woleńskiemu wolno, a innym nie. Woleński stosuje żałosne porównanie do marksizmu, aby wywołać u czytelnika negatywne skojarzenia polityczne i w ten sposób zdezawuować krytykę chrześcijańską. Co więcej, oburzenie Woleńskiego na przykłady z jedzeniem dzieci i cukinii pokazuje jego całkowitą bezradność wobec redukcji do absurdu (reductio ad absurdum), którą stosuje presupozycjonizm. Jeśli ateizm odrzuca Boga jako absolutnego Dawcę Prawa, to na poziomie czysto materialistycznym i ewolucyjnym nie istnieje obiektywna różnica moralna między zniszczeniem tkanki roślinnej a zniszczeniem tkanki ludzkiej. Woleński ucieka w oburzenie estetyczne i porównania polityczne, ponieważ na gruncie logicznym nie potrafi dowieść, dlaczego w jego świecie bez Boga jedzenie dzieci miałoby być obiektywnym złem, a nie jedynie subiektywnym tabu społecznym.


„Ważniejsze jest jednak to, jakie założenia czyni apologeta presupozycyjny, aby huraganowo ugodzić swym młotem startowym tych, którzy poważają się sądzić, że Boga (czy też bogów) nie ma i na ile są owe założenia uzasadnione.”


    Odpowiedź:


    Woleński nareszcie zapowiada przejście do meritum, ale sama konstrukcja tego zdania pokazuje jego fałszywą presupozycję, że to założenia chrześcijanina wymagają zewnętrznego uzasadnienia przed trybunałem ludzkiego rozumu. Woleński nie rozumie, że Boże Objawienie jest autorytetem ostatecznym, który mocą nieomylności pieczętuje sam siebie i całą resztę rzeczywistości. Zadając pytanie o uzasadnienie punktu startowego, Woleński próbuje postawić się w roli neutralnego sędziego, choć jego własne krzesło sędziowskie wisi w całkowitej gnozeologicznej próżni.


„Niżej dokładniej rozpatrzę tę kwestię.”


    Odpowiedź:


    Zabrzmiało poważnie, ale jak zwykle nic z tego nie wyniknie. Ta zapowiedź Woleńskiego spotka się z moim natychmiastowym odporem, ponieważ jakakolwiek próba rozpatrywania założeń teistycznych z pozycji ateistycznej autonomii rozumu jest skazana na porażkę. Każde kolejne zdanie, które Woleński napisze w celu krytyki Boga, będzie musiało potajemnie korzystać z logicznych narzędzi, które istnieją i mają sens tylko dlatego, że Bóg chrześcijański istnieje. Woleński pożycza i nie oddaje z teistycznego światopoglądu, co zresztą czyni każdy ateista z zasady nieudolnie krytykujący teizm.


„Biorąc te wywody dosłownie wychodzi na to, że ateista Bertrand Russell dowodząc sprzeczności zbioru wszystkich zbiorów, które nie są własnymi elementami, mylił się, ponieważ nie wierzył w Boga.”


    Odpowiedź:


    Woleński posługuje się w tym miejscu skrajną ignorancją wobec istoty argumentu transcendentalnego i stosuje infantylną redukcję do absurdu. Apologeta presupozycyjny wcale nie twierdzi, że Bertrand Russell pomylił się w swoich obliczeniach matematycznych czy logicznych, lecz wskazuje na to, że Russell jako ateista nie miał żadnych logicznych podstaw, by w swoim świecie bez Boga uzasadnić niezmienność, uniwersalność i niematerialność praw logiki oraz matematyki, którymi się posługiwał. Paradoks Russella jest poprawny właśnie dlatego, że prawa logiki są absolutne i odzwierciedlają strukturę myślową Boga, a nie bezbożny chaos. Russell odkrywając ten paradoks, nieświadomie korzystał z chrześcijańskiego kapitału intelektualnego, podczas gdy jego własny ateistyczny światopogląd nie dawał mu żadnego prawa, by oczekiwać, że prawa logiki będą działać w sposób uniwersalny. Ten sam problem ma Woleński i każdy inny ateista.


„Może jednak chodzi tylko o to, że ateista nie może przeprowadzać poprawnych rozumowań o Bogu, ponieważ nie uznaje egzystencji tego bytu.”


    Odpowiedź:


    Woleński po raz kolejny próbuje spłycić problem i zamienić fundamentalny kryzys epistemologiczny ateizmu w zwykłą dyskusję o definicji pojęć. Presupozycjonalizm nie ogranicza braku podstaw u ateisty wyłącznie do sfery teologii. Chodzi o to, że ateista nie może przeprowadzić w pełni spójnego i uzasadnionego rozumowania o czymkolwiek – w tym o nauce, moralności czy logice – ponieważ odrzuca jedyny fundament, który gwarantuje obiektywność tych narzędzi. W świecie ateisty nie wiadomo nawet czy dwa plus dwa równa się cztery, jak lubi powtarzać znany kanadyjski apologeta presupozycyjny Sye ten Bruggencate (bezwzględnie polecam za każdym razem zapoznanie się z internetowym dorobkiem tego Kanadyjczyka).


„Też osobliwe stanowisko, ponieważ sugeruje, że ateista nie ma podstaw do krytyki przejścia od zdania dla każdego przedmiotu istnieje jego przyczyna do zdania: istnieje przyczyna wszystkich przedmiotów.”


    Odpowiedź:


    Woleński ucieka w techniczną analizę zagadnień formalnych w klasycznych dowodach kosmologicznych, całkowicie ignorując fakt, że apologetyka presupozycyjna nie posługuje się tego typu argumentacją indukcyjną. Woleński uważa stanowisko chrześcijańskie za osobliwe, ponieważ sam tkwi w błędnym przeświadczeniu, że ludzki autonomiczny rozum może w sposób całkowicie neutralny oceniać poprawność logiczną zdań, podczas gdy bez Boga samo istnienie logiki i zdolność rozumu do dostrzegania błędów formalnych pozostaje całkowicie niewyjaśnionym przypadkiem ewolucyjnym.


„Lewandowski powinien lepiej zapoznać się z pojęciami dowodu czy uzasadniania, to może nie formułowałby stwierdzeń w rodzaju skoro Popper uważał, że wszystkie hipotezy empiryczne mają zerowe prawdopodobieństwo, to ateista nie ma racji, gdy uważa, że wiedza naukowa dostarcza argumentów na rzecz tezy, że Bóg nie istnieje.”


    Odpowiedź:


    Woleński stosuje tutaj tanią wycieczkę osobistą typu ad hominem, pouczając oponenta o konieczności znajomości definicji, zamiast odnieść się do głębokiego problemu, jaki niesie ze sobą filozofia Karla Poppera dla bezbożnego scjentyzmu. Jeśli probabilistyczna ocena teorii empirycznych w ujęciu popperowskim dąży do zera, to twierdzenie Woleńskiego, że nauka dostarcza mu jakichkolwiek pewnych argumentów przeciwko teizmowi, staje się czystą manifestacją ślepej wiary (podkreślałem to już w mojej poprzedniej polemice z Woleńskim i jego książką pt. Granice niewiary). Woleński zamiast merytorycznie wykazać błąd w tej interpretacji falsyfikacjonizmu, woli uciec w protekcjonalny ton.


„Wszelako ateista (przynajmniej w moim rozumieniu) przyjmuje, że istnieje tylko to, o czym nauka twierdzi, że egzystuje.”


    Odpowiedź:


    To zdanie Woleńskiego jest klasycznym wyznaniem dogmatycznego scjentyzmu i materializmu, które natychmiast unieważnia samo siebie poprzez błąd logiczny błędnego koła. Zdanie, że istnieje tylko to, o czym nauka twierdzi, że egzystuje, samo w sobie nie jest twierdzeniem naukowym, lecz czysto metafizycznym i filozoficznym założeniem. Nauka badająca świat materialny za pomocą eksperymentów nie potrafi dowieść metodami laboratoryjnymi słuszności tezy, że poza materią nic więcej nie istnieje i że ta nauka cokolwiek poprawnie poznaje. Woleński buduje więc swoją definicję rzeczywistości na arbitralnym dogmacie, który sam nie spełnia kryteriów naukowości, jakie próbuje narzucić innym. To wewnętrzna sprzeczność w wywodach Woleńskiego, którą punktowałem już w mojej pierwszej polemice z nim. Tę samą sprzeczność popełnia oczywiście każdy inny ateista scjentyczny, który powołuje się na naukę przeciw religii, traktując naukę jako źródło wiarygodnych osądów o rzeczywistości. A apologeta presupozycyjny właśnie to kwestionuje, że ateista byłby w stanie jakkolwiek udowodnić lub bez błędnego koła uzasadnić, że nauka stanowi jakkolwiek wiarygodne źródło poznania rzeczywistości.


„W tym kontekście, uznanie (to jest jedna z moich głównych tez w książce Granice niewiary), że to na teiście spoczywa obowiązek podania dowodu, że Bóg istnieje, a nie na ateiście, że Bóg nie istnieje.”


    Odpowiedź:


    Dowodów na istnienie Boga jest całe mnóstwo i ani Woleński, ani żaden inny ateista nigdy ich nie zakwestionowali, nawet wstępnie (aktualnie na niniejszej stronie apologetyka.info publikuję obszerny wieloodcinkowy cykl na ten temat). Ateiści mogli te dowody jedynie wyprzeć i to właśnie notorycznie robią. Próba przerzucenia ciężaru dowodu (onus probandi) to ulubiona i skrajnie nielogiczna zagrywka współczesnego ateizmu, którą Woleński z dumą powtarza za swoją książką. Woleński udaje, że jego pozycja jest neutralna i pasywna, podczas gdy w rzeczywistości przyjmuje on potężną presupozycję o materialnym i samowystarczalnym charakterze Wszechświata. Twierdzenie, że kosmos powstał i działa bez Boga, jest tak samo radykalnym i wymagającym uzasadnienia roszczeniem ontologicznym, jak twierdzenie teisty. Woleński ucieka przed tym obowiązkiem, ponieważ wie, że na gruncie ateizmu nie jest w stanie dowieść racjonalności własnego stanowiska startowego. Ani w ogóle żadnego swojego stanowiska.


„Lewandowski zadaje ateistom 19 pytań, które ujawniają dodatkowe presupozycje apologetyczne. Przytoczę 18 (pomijam poświęcony etyce, bo odpowiedź wymagałaby dłuższego wywodu; skracam też niektóre fragmenty) i postaram się na nie krótko odpowiedzieć.”


    Odpowiedź:


    Pominięcie przez Woleńskiego pytania o etykę pod pretekstem, że wymagałoby to dłuższego wywodu, to jawna i tchórzliwa rejterada przed najbardziej niszczycielskim punktem presupozycyjnej krytyki. Woleński doskonale wie, że na gruncie ateistycznego materializmu i relatywizmu obrona obiektywnego statusu dobra i zła jest całkowicie niemożliwa i kończy się sprowadzeniem moralności do kwestii gustu, umowy społecznej lub ewolucyjnego instynktu przetrwania stada, co stawia Hitlera, ojca Kolbe, Matkę Teresę z Kalkuty i Irenę Sendlerową w jednej linii jako alternatywne strategie biologiczne. Woleński woli ten temat przemilczeć, by ratować pozory racjonalności swojego światopoglądu.


„To prawda, że aby nie mylić się (ale trzeba dodać «w czymkolwiek»), trzeba mieć wszechwiedzę. Lewandowski dopuszcza się paralogizmu, gdy twierdzi, że odrzucenie istnienia Boga oznacza mylenie się we wszystkim. Stąd zdanie «Nie wiesz niczego» jest nieuzasadnione.”


    Odpowiedź:


    Skąd Woleński to wszystko wie, skoro odrzuca Boga i nie jest w stanie zagwarantować na to miejsce żadnego innego źródła swej wiedzy, epistemologii i racjonalności? Po drugie skąd Woleński wie, co jest „nieuzasadnione”? Nie dowiadujemy się tego wszystkiego od niego. Przecież ja oraz inni apologeci presupozycyjni właśnie zakwestionowaliśmy to, że ateista może wiedzieć cokolwiek, a także to, że może nie mylić się choćby w jednej kwestii, natomiast Woleński to właśnie nadal bezzasadnie zakłada i następnie pisze tak, jakby wiedział cokolwiek lub prawie wszystko. Ale to właśnie zostało zakwestionowane przez apologetykę presupozycyjną. Pomimo strojenia się co chwila w naukowe piórka cały czas występuje to samo błędne koło u Woleńskiego, gdyż z góry zakłada on swoją wiedzę i dostęp do epistemologii, których istnienia nie wykazał i które ja oraz inni apologeci presupozycyjni zakwestionowaliśmy. „Dyskusja” z Woleńskim i innymi ateistami właśnie dlatego wygląda tak, jak „dyskusja” z daltonistą o malarstwie. Gdy tłumaczymy daltoniście, że nie ma sensu „dyskusja” z nim o malarstwie, a daltonista mimo to nadal z nami „dyskutuje”, to zachowuje się on dokładnie tak samo jak Woleński i każdy inny ateista, który „wyjaśnia” cokolwiek apologecie presupozycyjnemu. Apologeta presupozycyjny pyta ateistę „skąd wiesz cokolwiek”, a ateista nie odpowiada i zamiast tego opowiada o swojej rzekomej wiedzy jako fakcie dokonanym. Takie zachowywanie się ateisty to czysty nonsens, ale w tym nonsensie tkwi po uszy właśnie Woleński i każdy inny ateista próbujący jakkolwiek „argumentować” w stosunku do apologety presupozycyjnego. Woleński całkowicie mija się z sensem pierwszego pytania, zarzucając mi paralogizm, którego wcale nie popełniłem. Woleński nie rozumie, że jeśli człowiek nie posiada wszechwiedzy ani nie ma dostępu do Objawienia od Boga, który jest wszechwiedzący, to nie ma on żadnego obiektywnego punktu odniesienia, by z absolutną pewnością stwierdzić, czy w danej kwestii się nie myli. Bez Boga ateista może jedynie zgadywać lub opierać się na prawdopodobieństwie. Skoro jednak w ateizmie istnieje możliwość, że ateista myli się absolutnie we wszystkim (włącznie ze swoimi kryteriami oceny prawdy), to jego roszczenie do posiadania jakiejkolwiek pewnej wiedzy zostaje zniszczone, a zdanie „Nie wiesz niczego” staje się logiczną koniecznością jego własnego systemu. Powoływanie się przez ateistę na „prawdopodobieństwo”, jako ewentualne koło ratunkowe, też jest nonsensem, ponieważ pojęcie prawdopodobieństwa zakłada dostęp do prawdy w celach porównawczych (wystarczy spojrzeć na strukturę semantyczną słowa prawdopodobieństwo). A przecież ateista nie jest w stanie wykazać, że posiada dostęp do jakiejkolwiek prawdy w jego świecie bez Boga. Ewolucja też ateiście w niczym nie pomoże, bo ewolucja z założenia faworyzuje nawet fałszywe przekonania, kłamstwa i iluzje w celu przetrwania (patrz choćby zjawisko mimikry w przyrodzie). Dlatego też Woleński wprost napisał w swej niby odpowiedzi do mnie, że tematu ewolucji ze mną nie podejmie. I słusznie, bo intuicyjnie zdaje on sobie sprawę z tego, że ewolucja mu w niczym nie pomoże w jakiejkolwiek dyskusji o epistemologii.


„Założenie, że bez Boga nie można być niczego pewnym jest arbitralne i wymaga wielu założeń dotyczących stanu pewności. Ateista nie twierdzi, że wie, że nic nie wie. Lewandowski miesza radykalny sceptycyzm z ateizmem.”


    Odpowiedź:


    Znowu nie wiadomo, skąd Woleński niby to wszystko wie. Woleński próbuje bronić się przed zarzutem o wewnętrzną sprzeczność ateizmu poprzez oskarżenie mnie o mieszanie pojęć i rzekomą arbitralność chrześcijańskiego punktu wyjścia. To nie chrześcijanin miesza ateizm ze sceptycyzmem, lecz to sam ateizm w swojej ostatecznej konsekwencji logicznej nieuchronnie redukuje się do radykalnego sceptycyzmu i solipsyzmu. Jeśli Woleński twierdzi, że jest czegoś pewien bez Boga, to musi podać absolutny fundament tej pewności, który sam nie opiera się na kolejnym, nieudowodnionym założeniu. Skoro jednak Woleński tego nie robi, jego pewność jest jedynie subiektywnym stanem psychologicznym, a nie obiektywną kategorią epistemologiczną. Twierdzenie, że ateista nie uważa, iż wie, że nic nie wie, nie ratuje go przed faktem, że ateista nie potrafi logicznie uzasadnić nawet tego, skąd wie to, co rzekomo wie.


„Lewandowski miesza swoje rozumienie prawd absolutnych z domniemanym (przez niego) stanowiskiem ateisty. Gdyby znał historię filozofii, pewnie wiedziałby, że niezbyt udolnie powtarza argument sceptycyzmu przeciwko episteme. Ateista może przyjąć, że wiedza to doksa, a więc zbiór twierdzeń uznanych za uzasadnione, ale odwoływalnych.”


    Odpowiedź:


    Znowu Woleński nie wyjaśnia, skąd to wszystko niby wie. Skąd Woleński wie, że nie jest na odwrót? I to za każdym razem, gdy coś orzeka? Nie wie tego. Woleński próbuje ukryć słabość swojej pozycji za fasadą rzekomej erudycji historyczno-filozoficznej, uciekając w greckie pojęcie doksa, czyli mniemania lub opinii. Definiując wiedzę ateistyczną jako zbiór twierdzeń jedynie uznanych za uzasadnione, ale odwoływalnych, Woleński wprost przyznaje rację mojej (i nie tylko) presupozycyjnej krytyce. Jeśli wasza wiedza to tylko doksa – tymczasowa, płynna i relatywna opinia, która w każdej chwili może zostać odwołana – to oznacza to, że w ateistycznym świecie nie istnieje żadna obiektywna i niezmienna prawda. Woleński oficjalnie i zarazem niechcący potwierdza, że jego światopogląd nie oferuje prawdy, lecz jedynie tymczasowy konsensus, co czyni jego niezbyt udolną krytykę teizmu całkowicie bezwartościową i pozbawioną jakiegokolwiek trwałego fundamentu logiki.


„Kolejne pomylenie ateizmu z radykalnym sceptycyzmem. To nie znaczy, że nie ma problemu z definicją prawdy i kryterium prawdy. Dla Lewandowskiego nie ma, skoro wierzy, że wiedza zależy od istnienia Boga. Pytanie, czy rozumianego wedle Ewangelii czy wedle Koranu.”


    Odpowiedź:


    Znowu Woleński nie wyjaśnia, skąd to wszystko niby wie. Skąd Woleński wie, że nie jest na odwrót? I to za każdym razem, gdy coś orzeka? Mógłbym o to pytać właśnie za każdym razem, gdy rozpoczynam każdy kolejny nowy akapit polemizujący z Woleńskim. Woleński ponownie ucieka tu od odpowiedzi merytorycznej, stosując tani wybieg polegający na etykietowaniu mojego argumentu jako radykalnego sceptycyzmu. Woleński po prostu nie zrozumiał, że to nie jest żadne moje rzekome pomylenie pojęć, lecz logiczne wykazanie, że ateistyczny światopogląd z konieczności implikuje skrajny sceptycyzm, ponieważ odrzuca Absolut, który jako jedyny gwarantuje obiektywną naturę prawdy i ucieczkę przed owym skrajnym sceptycyzmem. Ponadto Woleński stosuje błąd logiczny odwrócenia uwagi (red herring) i sięga po klasyczną fałszywą dychotomię, pytając szyderczo o Ewangelie czy Koran. Dla apologety presupozycyjnego ta uwaga jest całkowicie chybiona, ponieważ to chrześcijański teizm, a nie islam, dostarcza spójnego, wewnętrznie niesprzecznego i historycznie potwierdzonego Objawienia, które w pełni uzasadnia ludzką racjonalność. Woleński stawia te systemy na jednej linii (co jest przy okazji przejawem typowej dla ateistów ignorancji historycznej), by nie przyznać, że jego własna pozycja nie ma żadnego kryterium prawdy.


„Wprawdzie nie należy odpowiadać pytaniem na pytanie, ale jednak zapytam: «Czy mamy przyjąć, że nauka nie dostarcza zasadnych przekonań?»”


    Odpowiedź:


    Woleński sam wprost przyznaje się do popełnienia błędu logicznego, po czym bez żenady konstruuje pytanie, które jest jawną manipulacją i błędem logicznym złożonego pytania (plurium interrogationum). Apologeta presupozycyjny nie twierdzi ostatecznie, że nauka nie dostarcza zasadnych przekonań, lecz wskazuje na fakt, że w ateizmie Woleńskiego samo pojęcie zasadności i wiarygodności nauki jest całkowicie niemożliwe do uzasadnienia. To dwie zupełnie różne kwestie, które Woleński pomieszał w jedno. Nauka działa i dostarcza wiedzy właśnie dlatego, że świat został racjonalnie stworzony przez Boga, a ludzki umysł jest ukształtowany na Jego obraz i podobieństwo. Woleński próbuje przypisać ateizmowi zasługi nauki, stosując de facto nieuprawnione zapożyczenie chrześcijańskich założeń o regularności przyrody, po czym udaje, że jego materialistyczny kosmos zrodzony z przypadku w ogóle na to pozwala. Ale nie pozwala. Woleński znowu pożyczył wnioski od teizmu, ale zapomniał oddać, jak każdy inny ateista.


„Można zrozumieć, że dla Lewandowskiego bardziej zasadne jest to, że Jezus zmartwychwstał niż, to, że był synem Żydówki.”


    Odpowiedź:


    To zdanie Woleńskiego to atak osobisty o charakterze sarkastycznej insynuacji, który ma na celu ośmieszenie oponenta w oczach czytelników. Zamiast zmierzyć się z potężnym problemem błędnego koła i regresu do nieskończoności w ateistycznym światopoglądzie przy uzasadnianiu zmysłów i rozumu, Woleński woli budować fałszywe opozycje historyczno-teologiczne. Chrześcijański teizm w pełni uznaje oba te fakty za całkowicie historyczne, spójne i zasadne, podczas gdy Woleński na poziomie swojej ateistycznej rzekomej epistemologii nie potrafi podać racjonalnego powodu, dla którego jakiekolwiek świadectwo historyczne miałoby być uznane za obiektywnie prawdziwe.


„Nadto Lewandowski nie rozumie, że błędne koło nie dotyczy korzystania z założeń meta teoretycznych, o ile nie są przesłankami w danym rozumowaniu.”


    Odpowiedź:


    To nie ja czegoś tu rzekomo nie rozumiem, ale to Woleński ucieka w unik, który za chwilę obnażę, ukazując jak na talerzu płytkość tegoż uniku. Pisze on o bezpośrednim błędnym kole, ale wygląda na to, że nie słyszał o pośrednim błędnym kole. Zresztą ateistę dopada bezpośrednie błędne koło już na dzień dobry przy każdej możliwej próbie uzasadnienia swoich instrumentów poznawczych (rozum i zmysły), bo ateista nie posiada żadnego niezależnego autorytetu (tak jak posiada go teista w postaci Boga), który by mu uwiarygodnił jego instrumenty poznawcze (rozum i zmysły). Woleński próbuje ratować się przed zarzutem o logiczne błędne koło w swoim ateistycznym światopoglądzie za pomocą akademickiego żargonu o założeniach metateoretycznych. Jest to jawna i nieudolna próba ukrycia faktu, że ateistyczny system Woleńskiego i tak ostatecznie w końcu musi zmierzyć się ze z góry skazaną na porażkę próbą uzasadnienia rozumu za pomocą rozumu, nawet w sytuacji, w której uznamy ten unik Woleńskiego, polegający na chwilowej ucieczce w to samo miejsce, w którym i tak go dopadniemy. A oto dlaczego: niezależnie bowiem od tego, jak Woleński nazwie swoje ukryte założenia startowe, w zderzeniu z argumentem transcendentalnym nie jest on w stanie uciec przed faktem, że i tak uznaje wiarygodność ludzkiego aparatu poznawczego na słowo honoru. Używanie rozumu do badania rozumu w celu udowodnienia sprawności rozumu summa summarum kończy zawsze w podręcznikowym, ontologicznym błędnym kole (lub w regresie do nieskończoności), a desperacka ucieczka Woleńskiego w metateorię to jedynie zwykła semantyczna sztuczka i zasłona dymna.


„Oczywiście, że inni mogą się mylić, a Lewandowski jest jednym z nich, np. gdy ocenia teorię ewolucji jako pseudonaukę (wymyślili ją ateiści z nienawiści do Boga).”


    Odpowiedź:


    Szkoda, że Woleński nie wykazał, a jedynie bezzasadnie to zadeklarował, iż mogę się mylić, gdy oceniam teorię ewolucji jako pseudonaukę. Tym bardziej, że w tym samym swoim artykule Woleński otwarcie deklaruje, że o teorii ewolucji dyskutował nie będzie (patrz niżej). Woleński znowu ucieka od problemu własnej omylności, która inherentnie jest przypisana do światopoglądu ateisty z tego powodu, że ateista nie posiada żadnej epistemologii. Powtarzam - żadnej, bo żadna epistemologia nie jest możliwa w światopoglądzie ateisty, nie tylko choćby byle jaka epistemologia, ale po prostu żadna. To jest właśnie fundamentalny zarzut apologetyki presupozycyjnej wobec dowolnego światopoglądu ateisty. Presupozycyjna krytyka dotyczy właśnie tego, że w ateizmie Woleński nie posiada absolutnego kryterium, by odróżnić prawdę od błędu. Woleński woli rzucać insynuacje i drwinki, by odwrócić uwagę od faktu, że jego własny umysł według materializmu jest jedynie wynikiem ślepych mutacji genetycznych, które nie dążą do prawdy, lecz jedynie do przetrwania. A przetrwać można również dzięki fałszowi, kłamstwu lub nawet iluzji, więc oparta na mutacjach genetycznych darwinowska teoria ewolucji nie daje ateiście żadnej gwarancji prawdy. Dlatego właśnie ateista nie ma skąd wziąć epistemologii. Żadnej. Jakiejkolwiek. Jest to stosunkowo prosty i łatwy do pojęcia zarzut, ale większość ateistów rozumuje tak powierzchownie, chaotycznie i niedbale, że nie są w stanie istoty tego zarzutu załapać nawet wstępnie lub jedynie w zarysie.


„Faktycznie, zgodnie z argumentacją starożytnych sceptyków, ateista nie tylko może się mylić we wszystkim, ale też myli się we wszystkim. Tylko w takim przypadku jest pewne, że ateista myli się w ocenie apologetyki poresupozycyjnej i teizmu.”


    Odpowiedź:


    Woleński próbuje w tym miejscu użyć sarkazmu i ironii, ale nieświadomie konstruuje zdanie, które kompletnie dewastuje jego własną pozycję. Konstruując paradoks oparty na starożytnych sceptykach, próbuje pokazać absurdalność zarzutu oponenta, jednak wpada w pułapkę błędu logicznego autorefutacji (samowywrotności). Jeśli Woleński jako ateista dopuszcza logiczną możliwość, że myli się we wszystkim (a to wprost wynika właśnie z faktu, że ateista nie ma skąd wziąć epistemologii), to cała jego dotychczasowa i przyszła krytyka teizmu traci jakikolwiek status wiedzy i staje się jedynie nic nieznaczącym szumem informacyjnym. Woleńskiemu wydaje się, że bawi się retoryką, a w rzeczywistości obnaża kompletną bezradność ateistycznego rozumu, który nie potrafi wyjść poza sferę subiektywnych mniemań o jedynie omylnym statusie.


„Ateista nie oczekuje jakichkichkolwiek świadectw od Boga.”


    Odpowiedź:


    To lakoniczne zdanie Woleńskiego to ostateczny dowód na jego dogmatyczne i antyracjonalne uprzedzenie, które leży u podstaw całego jego ateizmu. Woleński deklaruje, że nie oczekuje świadectw, ponieważ z góry, w sposób całkowicie arbitralny, założył w swoich presupozycjach, że Bóg nie istnieje i żadne dowody nie mają prawa się pojawić. To podejście całkowicie demaskuje fałsz ateistycznej opowieści o rzekomym poszukiwaniu prawdy, otwartości na argumenty naukowe i neutralności badawczej. Woleński nie jest neutralnym agnostykiem badającym granice niewiary – jest z góry uprzedzonym dogmatykiem, który zamknął swój umysł na jakiekolwiek transcendentne Objawienie, co czyni jego roszczenia do bycia obiektywnym naukowcem całkowicie bezpodstawnymi.


„To problem nie tylko ateisty, ale każdego, kto bada rozumowania i metody naukowe. Skoro Lewandowski uznaje, że to wymaga przyjęcia istnienia Boga, jego sprawa.”


    Odpowiedź:


    Nie, to nie jest problem każdego, ale jest to problem ateisty i tym samym jest to również problem ateisty Woleńskiego. Wskazałem na ten problem i Woleński po prostu od tego problemu po raz kolejny uciekł. Woleński popełnia tu błąd logiczny tu quoque. Woleński stosuje tutaj ponadto klasyczny błąd logiczny polegający na przerzuceniu odpowiedzialności i ucieczce od rzetelnej argumentacji poprzez sprowadzenie fundamentalnego problemu uniwersaliów do kwestii prywatnych upodobań oponenta. Twierdzenie Woleńskiego, że jest to rzekomo problem każdego, stanowi rażące zafałszowanie epistemologiczne (nie oceniam czy świadome, czy nie). Dla chrześcijańskiego teisty uniwersalność i niezmienność praw logiki oraz metod naukowych nie jest żadnym nierozwiązywalnym problemem, ponieważ są one ugruntowane w niezmiennym charakterze i umyśle Boga. Dla ateisty takiego jak Woleński jest to natomiast absolutny krach światopoglądowy. Woleński nie potrafi wyjaśnić, dlaczego w materialistycznym uniwersum rządzonym przez przypadek i chaos cokolwiek miałoby mieć charakter uniwersalny. Kwitując to zwrotem „jego sprawa”, Woleński oficjalnie podpisuje deklarację bezradności swojego systemu wobec problemu indukcji i uniwersaliów.


„Odsyłam do Granic niewiary, rozdz. VII i VIII.”


    Odpowiedź:


    Jaki sens ma odsyłanie mnie przez Woleńskiego do jego książki pt. Granice niewiary, którą podważyłem strona po stronie, niemal zdanie po zdaniu w mojej poprzedniej polemice z nim? Odpowiedzi na to nie było i nie ma. To kolejna próba uniknięcia przez Woleńskiego merytorycznej dyskusji poprzez błąd logiczny ad verecundiam i odsyłanie do własnych tekstów, bez podania jakiegokolwiek argumentu w bieżącej polemice. Woleński zakłada, że samo istnienie rozdziałów w jego książce automatycznie rozwiązuje problem braku obiektywnego standardu wartościowania światopoglądów. Z perspektywy presupozycyjnej to odesłanie jest całkowicie puste. Bez Boga uniwersalny standard wyższości jednego systemu nad drugim nie istnieje, a Woleński w swoich rozdziałach może co najwyżej opisywać swoje subiektywne, ateistyczne preferencje, które nie mają żadnej obiektywnej mocy dowodowej.


„To już było dyskutowane – jeden wcześniejszy apologeta stwierdził credo, quia absurdum.”


    Odpowiedź:


    Woleński posługuje się tutaj manipulacją historyczną i błędem fałszywego tropu, przypisując chrześcijaństwu wyrwaną z kontekstu i powszechnie błędnie interpretowaną parafrazę słów Tertuliana. Wykorzystanie hasła „wierzę, bo jest to niedorzeczne” jako rzekomej odpowiedzi na problem logiczności ateizmu to kiepski wybieg erystyczny. Apologetyka presupozycyjna nie odrzuca logiki ani nie ucieka w irracjonalizm. Wręcz przeciwnie: wykazuje, że to właśnie ateizm Woleńskiego jest z gruntu niedorzeczny i nielogiczny, ponieważ próbuje posługiwać się prawami logiki, jednocześnie niszcząc ich jedyne transcendentne uzasadnienie. Woleński woli dyskutować o Tertulianie, byle tylko nie odpowiedzieć na zarzut wewnętrznej sprzeczności własnego stanowiska ateistycznego.


„Nie ma nic złego w byciu nielogicznym. Co do tez Lewandowskiego na temat ewolucjonizmu, pozostawię je bez dalszego komentarza, w czym nie ma czegokolwiek nielogicznego.”


    Odpowiedź:


    Mamy tu już na dzień dobry kapitulację Woleńskiego w temacie teorii ewolucji. Słabo. Jest to interesujące, zwłaszcza w kontekście częstych zapewnień ateistów, że ewolucjonizm jest rzekomo „udowodnionym faktem”. A może jednak nie jest? Odsyłam do moich polemicznych tekstów o teorii ewolucji, które obnażają brak jakiejkolwiek zasadności w kwestii twierdzeń darwinowskiej teorii ewolucji:


https://www.apologetyka.info/tag/teoria%20ewolucji/


    Ewolucyjny autodestrukcjonizm to potężna pułapka epistemologiczna, w którą wpada każdy konsekwentny ateista scjentyczny, a którą Woleński postanowił przemilczeć. Na gruncie materialistycznego ateizmu ludzki umysł jest jedynie produktem ubocznym ślepego, bezcelowego procesu ewolucyjnego, ukierunkowanego wyłącznie na przetrwanie i reprodukcję, a nie na poznanie prawdy absolutnej lub w ogóle jakiejkolwiek prawdy. Dobór naturalny faworyzuje te przekonania, które sprzyjają adaptacji do środowiska, bez względu na to, czy są one prawdziwe, czy fałszywe. Przykładem tego jest powszechna w przyrodzie mimikra, gdzie przetrwanie gatunku zależy bezpośrednio od faworyzowania iluzji, kłamstwa i oszustwa wizualnego. Skoro mechanizm ewolucyjny regularnie posługuje się fałszem dla osiągnięcia korzyści biologicznych, to ateista nie ma żadnej racjonalnej gwarancji, że jego własne procesy myślowe, w tym zaufanie do nauki i logiki, nie są jedynie kolejną użyteczną ewolucyjnie iluzją. Słynny filozof Alvin Plantinga sformułował na tej podstawie Ewolucyjny Argument Przeciwko Naturalizmowi (EAAN), wykazując, że połączenie ewolucji i ateizmu daje człowiekowi potężny powód do powątpiewania w sprawność własnego aparatu poznawczego. Jeśli wasz ateistyczny mózg rozwinął się tak samo jak kły drapieżnika czy skorupa żółwia, czyli jako narzędzie przetrwania, to przypisywanie mu zdolności do odkrywania obiektywnej prawdy o strukturze Wszechświata jest całkowicie nieuprawnione. Ateista ewolucjonista niszczy podstawy własnej racjonalności, ponieważ uznając swój rozum za produkt przypadku, nie ma czym uwiarygodnić poprawności tego rozumu, co prowadzi bezpośrednio do gnozeologicznego bankructwa. To gnozeologiczne bankructwo ateizmu pogłębił jeszcze bardziej Angus Menuge w swojej wyśmienitej książce pt. Sprawczość na cenzurowanym. Materializm a racjonalność nauki (Warszawa 2023), która to książka jest po prostu jednym wielkim cmentarzyskiem każdej ewentualnej ateistycznej teorii poznania (tym samym ta książka to przysłowiowy must have dla każdego apologety teistycznego). Menuge zauważa mianowicie (tamże, s. 228), że ateista przy braku zewnętrznego gwaranta dla swych zmysłów i racjonalności (takiego jak Bóg) pozostaje z nierozwiązywalnym problemem nieskończonej liczby sprzecznych, lecz jednocześnie równoważnych sobie interpretacji swoich danych zmysłowych. Skoro tylko jedna z tych niezliczonych interpretacji danych zmysłowych może być prawdziwa, a nieskończona reszta alternatywnych interpretacji danych zmysłowych jest fałszywa, to szansa na to, że ateista trafi akurat w poprawną interpretację swoich danych zmysłowych i rzeczywistości dąży do zera lub jest wręcz równa zeru. I pozamiatane.


    Dalej - oświadczenie Woleńskiego, że nie ma nic złego w byciu nielogicznym, to absolutna autodestrukcja jego własnego statusu jako filozofa i rzekomego obrońcy racjonalizmu. Jeśli dla Woleńskiego bycie nielogicznym nie jest niczym złym, to na jakiej podstawie rości sobie prawo do krytykowania chrześcijaństwa za rzekomy brak logiki? W tym momencie Woleński unieważnia całą swoją dotychczasową działalność naukową i polemiczną, sprowadzając dyskusję do poziomu czystego absurdu. Ponadto ucieczka od komentarza w kwestii argumentu o pianie ewolucyjnej pokazuje, że Woleński nie potrafi odpowiedzieć na zarzut redukcjonizmu materialistycznego. Jeśli ludzkie myśli są tylko biologicznym i chemicznym produktem ubocznym ewolucji, to nie mają żadnej wartości logicznej, a milczenie Woleńskiego jest jedynie potwierdzeniem tego, że nie potrafi wyjść z tej pułapki ewolucyjnego sceptycyzmu.


„Nic nowego – teista Jan Łukasiewicz uważał, że logika jest w Bogu, ale ją zmienił.”


    Odpowiedź:


    Woleński wykazuje się tutaj rażącym błędem kategorialnym oraz nadinterpretacją poglądów Jana Łukasiewicza. Tworzenie systemów logik wielowartościowych przez Łukasiewicza było operacją na modelach formalnych i ich rozbudową, a nie ontologiczną zmianą struktury rzeczywistości czy umysłu Boga. Prawa logiki w ujęciu teizmu klasycznego i presupozycyjnego odzwierciedlają niezmienną naturę Boga, która nie podlega żadnym ewolucyjnym fluktuacjom ani umownym konwencjom. Woleński próbuje użyć autorytetu znanego logika, aby zamazać fakt, że w jego własnym, ateistycznym świecie logika nie jest zakorzeniona w niczym stałym i stabilnym.


„O ile wiem, Graham Priest, czołowy przedstawiciel logiki parakonsystentnej, tj. tolerującej sprzeczność, jest ateistą.”


    Odpowiedź:


    No i co z tego? Odwołanie się Woleńskiego do faktu, że Graham Priest jest ateistą, to podręcznikowy błąd logiczny genetic fallacy oraz przy okazji błąd ad hominem. To, w co prywatnie wierzy lub nie wierzy twórca danego systemu formalnego, nie ma najmniejszego znaczenia dla epistemologicznego problemu uzasadnienia logiki. Logika parakonsystentna jako system matematyczny nadal operuje na obiektywnych i niezmiennych regułach wnioskowania formalnego. Woleńskiemu wydaje się, że wskazanie ateisty tolerującego sprzeczność rozwiązuje problem, podczas gdy w rzeczywistości tylko go pogłębia: pokazuje, że ateistyczni myśliciele muszą kapitulować przed zasadą niesprzeczności, aby ratować swoje bezbożne konstrukty przed ostatecznym rozpadem.


„Nie mogę odpowiadać za wszystkich, ale sam uznałbym każdą konwencję uznającą rozumowania Lewandowskiego za poprawne logicznie za nie w porządku.”


    Odpowiedź:


    To zdanie Woleńskiego to tylko kolejna złośliwość osobista i popis skrajnego subiektywizmu, który całkowicie obnaża brak obiektywnych kryteriów w jego filozofii. Zamiast odpowiedzieć na pytanie o arbitralność konwencji logicznych w ateizmie, Woleński woli uderzyć w oponenta za pomocą taniego sformułowania retorycznego. Przyznaje w ten sposób, że jego ocena poprawności logicznej nie wynika z obiektywnego, transcendentnego standardu prawdy, lecz z jego własnego, osobistego i uprzedzonego uznania, co jest ostatecznym upadkiem ateistycznej epistemologii.


„Sprawa jest prosta – podstawą jest to, że operacja konsekwencji logicznej wyklucza rozumowania (dedukcyjne) prowadzące od prawdziwych przesłanek do fałszywych wniosków.”


    Odpowiedź:


    Skąd Woleński niby to wie? Nie wiemy. Spytałem przy okazji i w zasadzie powinienem tak rozpoczynać każdy akapit polemiki z nim, skoro jako ateista Woleński nie był i nadal nie jest w stanie wykazać, że posiada dostęp do jakiejkolwiek epistemologii. Woleński wykazuje się tutaj kompletnym niezrozumieniem istoty mojego pytania i próbuje uciec w elementarną, podręcznikową definicję operacji konsekwencji z zakresu logiki formalnej. Pytanie presupozycyjne nie brzmiało „jak działa dedukcja”, lecz na jakiej podstawie Woleński uważa, że jego ludzkie, ewolucyjne rozumowanie jest w ogóle zdolne do poprawnego stosowania tej operacji bez popadania w błędne koło. Definiując poprawność logiki za pomocą samej definicji logiki, Woleński podręcznikowo realizuje błąd circulus in demonstrando (błędne koło w dowodzeniu i rozumowaniu). Przyjmuje on za pewnik sprawność swojego aparatu pojęciowego i logiki, aby dowieść, że posługuje się poprawną logiką, co po raz kolejny potwierdza, że ateista musi przyjąć logikę jedynie przez błędne koło lub na ślepą wiarę, bez jakiegokolwiek racjonalnego fundamentu.


„Ponieważ zdanie «Bóg istnieje» nie jest twierdzeniem logicznym. W konsekwencji, zdanie «Bóg nie istnieje» nie jest sprzecznością logiczną, a to jest argument za stanowiskiem zajętym w książce Granice niewiary.”


    Odpowiedź:


    Woleński ponownie wykazuje się rażącym błędem kategorialnym oraz kompletną nieświadomością istoty argumentu transcendentalnego. Porównując istnienie Boga do twierdzeń logiki formalnej, Woleński zachowuje się tak, jakby Bóg był jedynie pojedynczym faktem wewnątrz Wszechświata, podlegającym weryfikacji na poziomie zdań syntaktycznych. Apologeta presupozycyjny nie twierdzi, że zdanie „Bóg istnieje” jest tautologią w sensie rachunku zdań, lecz że Bóg jest ontologicznym i metafizycznym warunkiem możliwości zaistnienia jakiejkolwiek logiki, prawdy i sensu (w tym samego rachunku zdań). Twierdzenie Woleńskiego, że negacja istnienia Boga nie jest sprzecznością logiczną, to skrajnie powierzchowne podejście, które ignoruje fakt, iż odrzucenie Boga prowadzi do absolutnej sprzeczności systemowej u ateisty i absurdu gnozeologicznego. Woleński próbuje ogłosić sukces swojej książki na podstawie szkolnego rozróżnienia logicznego, ukrywając fakt, że jego własne stanowisko nie potrafi uzasadnić, dlaczego te rzekome twierdzenia logiczne w ogóle obowiązują i skąd ludzki umysł ma do nich dostęp.


„Właściwie wystarczy zauważyć, że indukcja nie jest dedukcją (Lewandowski notorycznie nie odróżnia dowodu w sensie logicznym od rozumowania jako przejścia od przesłanek do wniosku; każdy dowód jest rozumowaniem, ale nie każde na odwrót), a więc kryteria poprawności drugiej (dokładniej: warunek wynikania logicznego wniosku z przesłanek) nie stosują się do pierwszej.”


    Odpowiedź:


    Mamy tu kilka chochołów naraz u Woleńskiego. Wypunktuję je teraz konsekwentnie jeden po drugim. Po pierwsze nigdy nie twierdziłem, że dedukcja jest indukcją. Gdzie tak niby napisałem? Woleński nie wie albo nie chce tego pokazać. Efekt jest ten sam w obu przypadkach - my też nie wiemy. Ale ja wiem, że nigdy czegoś takiego nie stwierdziłem. Zwłaszcza w tym fragmencie mojego tekstu, który Woleński tu niby komentuje. Sami sprawdźcie, jak nie wierzycie. Tak więc to tylko manipulacja lub w najlepszym przypadku błędna nadinterpretacja Woleńskiego. Woleński stosuje tutaj protekcjonalny wybieg erystyczny, próbując pouczać oponenta o elementarnych różnicach między indukcją a dedukcją, co jest podręcznikowym przykładem błędu logicznego ignoratio elenchi. Żaden presupozycjonista nie ocenia indukcji kryteriami dedukcji. Pytanie zadane Woleńskiemu (między innymi) dotyczyło fundamentalnego, filozoficznego problemu indukcji, czyli braku jakiegokolwiek logicznego uprawomocnienia dla wnioskowania o przyszłości na podstawie przeszłości w świecie bez Boga. Dalej - nigdzie też nie twierdziłem, że samo przejście od przesłanek do wniosku jest już jakimś niby „dowodem”, co Woleński mi zarzucił („Lewandowski notorycznie nie odróżnia dowodu w sensie logicznym od rozumowania jako przejścia od przesłanek do wniosku”). Skąd Woleński wytrzasnął tego chochoła? Znowu nie wiemy. Nigdy nawet nie zasugerowałem takiej tożsamości. Po co miałbym to w ogóle robić? A tak przy okazji: skąd Woleński wie, że brak takiego odróżnienia byłby jakimś błędem? Też nie wiemy i Woleński też nie wie, bo bez jakiejkolwiek epistemologii Woleński nie wie nie tylko tego, ale nie wie nawet tego, że dwa plus dwa równa się cztery. Bo skąd Woleński miałby to wiedzieć, skoro jego ateistyczny światopogląd nie ma dostępu do żadnej epistemologii? Nie tylko do słabej epistemologii albo do marnej epistemologii, ale do żadnej. Tak właśnie jest, koledzy ateiści. Apologetyka presupozycyjna zniszczyła ateizm jak bomba atomowa wrzucona w sam środek waszego pociesznego kółeczka wzajemnej adoracji. Pogódźcie się z tym - im wcześniej, tym lepiej dla was. Woleński w ramach zasłony dymnej ucieka w formalne definicje typów rozumowań, ponieważ nie potrafi odpowiedzieć na zarzut, że jego ewolucyjno-materialistyczny światopogląd nie daje żadnej gwarancji regularności natury i niezmienności znaczenia słów. Ta semantyczna i metodologiczna żonglerka ma jedynie zamaskować kompletną kapitulację ateistycznej epistemologii przed problemem indukcji. To tylko maskarada.


„To oczywiście nie rozwiązuje kwestii poprawności rozumowania indukcyjnego. Hume i Popper (zwłaszcza ten drugi) bynajmniej nie uważali, że wszelkie indukcje są niepoprawne, ale to sprawa dyskutowana przez wielu metodologów, np. Kazimierza Ajdukiewicza i Rudolfa Carnapa.”


    Odpowiedź:


    W tym zdaniu Woleński oficjalnie podpisuje swój własny wyrok i przyznaje rację całej krytyce presupozycyjnej, pisząc wprost, że to oczywiście nie rozwiązuje kwestii poprawności rozumowania indukcyjnego. Zamiast podać ateistyczne rozwiązanie problemu indukcji, który leży u podstaw wszystkich nauk przyrodniczych, Woleński kapituluje i ucieka w błąd logiczny argumentum ad verecundiam, zasłaniając się nazwiskami Ajdukiewicza, Carnapa, Hume'a i Poppera. Co więcej, jego uwaga o Popperze jest jawnym zniekształceniem faktów historyczno-filozoficznych, ponieważ Karl Popper był radykalnym antyindukcjonistą, który uważał indukcję za mit i procedurę całkowicie nielogiczną. Woleński woli odesłać czytelnika do nieskończonych dyskusji metodologów, byle tylko nie przyznać, że jako ateista opiera całą swoją wiarę w naukę na mechanizmie indukcyjnym, którego spójności i poprawności nie potrafi w żaden sposób dowieść bez odwołania się do chrześcijańskiego porządku stworzenia.


„Przykład ostatni dotyczy tzw. indukcji eliminacyjnej, a nie uogólniającej. Nawiasem mówiąc, nie bardzo wiadomo skąd Lewandowski ma wiedzę o smutku Russella. Być może wywnioskował to z założenia, że Bóg istnieje.”


    Odpowiedź:


    Podśmiechujki Woleńskiemu pomogą tyle, co umarłemu kadzidło (szydera to jedyny „argument”, jaki pozostał ateistom - zresztą nigdy nie mieli innego). Najwyraźniej Woleński nie czytał tego, co Russell pisał o niemożności uzasadnienia indukcji. Gdyby to przeczytał, to wtedy nie zadawałby bezsensownych pytań o to, czy wywnioskowałem pesymizm Russella ze zdania „Bóg istnieje”. Pesymizm Russella wywnioskowałem z pesymistycznego tonu Russella w kwestii niemożności uzasadnienia indukcji. Nawet gdyby ton Russella nie był pesymistyczny, a nawet gdyby był hurraoptymistyczny, to sytuacja ateistów w kwestii niemożności uzasadnienia indukcji jest nie tylko pesymistyczna, ale jest wręcz tragiczna. Bez indukcji nie ma nauki, która jest współczesną ateistyczną religią. Ateistom nie powinno być tu do śmiechu, tak jak właśnie nie było do śmiechu Russellowi. Ale może jeszcze tacy jak Woleński są daleko za Russellem w kwestii uświadomienia sobie tragicznego położenia ich ateistycznego światopoglądu scjentystycznego. Woleński ucieka w tym miejscu w tanią ironię i czepianie się warstwy stylistycznej mojego tekstu, co stanowi jawną kapitulację przed meritum problemu. Rozróżnienie między indukcją eliminacyjną a uogólniającą to kolejna zasłona dymna u Woleńskiego, która w żaden sposób nie wpływa na meritum oraz na moje wnioski, i tym bardziej nie ratuje ateizmu przed zarzutem bezfundamentowości. Każdy rodzaj indukcji, niezależnie od przymiotnika, opiera się na założeniu o powtarzalności i racjonalnej strukturze rzeczywistości, której materialistyczny kosmos ateisty nie potrafi uzasadnić. Woleński też nie potrafi, choć właśnie miał okazję to zrobić na łamach czasopisma „Forum Wolnej Myśli”. Ale tego nie zrobił, bo nie mógł tego zrobić. W ateizmie jest to po prostu niemożliwe. Skierowana w moją stronę złośliwa uwaga Woleńskiego o smutku Russella to błąd logiczny ignoratio elenchi oraz próba odwrócenia uwagi od faktu, że sam Russell w swoich pismach filozoficznych otwarcie przyznawał się do bezradności wobec braku logicznego uzasadnienia dla indukcji. Szach mat, koledzy ateiści. Woleński woli kpić z mojej formy wypowiedzi, ponieważ na poziomie epistemologicznym nie ma czytelnikowi nic sensownego do zaoferowania. Każda „dyskusja” z ateistą wygląda dokładnie tak samo. Dowolny ateista może mieć nawet sto profesur naraz lub być królem Anglii, a nawet królem Marsa i Jowisza w koregencji, ale kompletnie nic to nie zmienia. Pustka wywodów ateisty pozostaje zawsze taka sama, niezależnie od aktualnie grillowanego przez apologetę egzemplarza.


„Pewność ateisty w kwestii jego istnienia nie ma nic do rzeczy w sprawie jego światopoglądu.”


    Odpowiedź:


    Jak najbardziej ma. Napisałem o tym nawet cały artykuł:


https://www.apologetyka.info/ateizm/ateista-nie-wie-nawet-tego-czy-on-sam-istnieje,1391.htm


https://opoka.org.pl/biblioteka/F/FG/jl_istnienie


    To jedno zdanie Woleńskiego wstrząsa posadami całej jego rzekomej filozofii i stanowi rażący błąd logiczny polegający na sekwencyjnym odcinaniu wniosków od założeń. Twierdzenie, że pewność co do własnego istnienia nie ma nic do rzeczy w sprawie światopoglądu, to skrajny absurd. Jeśli ateistyczny światopogląd nie potrafi za pomocą własnych założeń dowieść logicznie i bezbłędnie nawet tego, że ateistyczny podmiot poznający realnie istnieje, to cały światopogląd ateisty jest bezwartościową iluzją. Woleński arbitralnie odseparowuje ateistyczny podmiot od jego bazy światopoglądowej, ponieważ intuicyjnie wyczuwa, że kartezjańskie cogito ergo sum w świecie bez Boga jest tautologią zapętloną w błędnym kole, a ateista nie potrafi udowodnić nawet własnej egzystencji bez kradzieży teistycznego realizmu i teologii stworzenia.


„Podsumowując, Lewandowski urządza festiwal paralogizmów (ciągle stosowany jest argument, że jeśli ateista X podważa argument ateisty Y, to tym samym obala ateizm w ogóle) w swoich pytaniach kierowanych do ateisty, obudowany sporą dozą ignorancji historyczno-filozoficznej oraz wyjątkowo wątpliwym przeświadczeniem, że przyjęcie istnienia Boga jest dobre na wszystko, w szczególności na fundamentalne problemy dotyczące rozumowań.”


    Odpowiedź:


    Żadne z tych twierdzeń Woleńskiego nie zostało wykazane, pomijając już to, że jak niby miałby on cokolwiek wykazać, skoro jest ateistą, a ateista nie ma dostępu do żadnej epistemologii. Nie do kiepskiej lub nawet do byle jakiej epistemologii. Ateista nie ma dostępu do żadnej epistemologii. Woleński rzuca w moją stronę oskarżenie o festiwal paralogizmów (których nigdzie mi nie dowiódł), samemu konstruując potężnego chochoła. Krytyka presupozycyjna wcale nie twierdzi, że spór między ateistami obala ateizm z powodu samej różnicy zdań. Wykazuje ona natomiast, że wewnętrzna sprzeczność i wielość sprzecznych, subiektywnych opinii wśród ateistów wynika bezpośrednio z braku jakiegokolwiek obiektywnego i absolutnego standardu prawdy w ich systemie. Rzucony w moją stronę zarzut o rzekomą ignorancję historyczno-filozoficzną jest pustym epitetem (Woleński nigdzie nie wykazał mi żadnej ignorancji historyczno-filozoficznej), za którym Woleński ukrywa własną bezradność wobec faktu, że chrześcijański teizm jako jedyny stanowi warunek konieczny (sine qua non) dla sensowności ludzkiego myślenia. Twierdzenie, że Bóg jest dobry na wszystko, to infantylne spłycenie argumentu transcendentalnego, który nie jest magicznym wyjaśnieniem, lecz jedynym logicznym i koniecznym fundamentem dla uniwersalnych praw logiki.


„Dodam jeszcze coś obyczajowego. Lewandowski bardzo często udziela się w internetowym piśmie Apologetyka. Informuje ono, że komentarze do tekstów tam ogłaszanych są blokowane. Napisałem do redakcji prośbę o umożliwienie mi kontaktu z moim krytykiem. Udzielono mi odpowiedzi, że takie informacje nie są udostępniane. Poprosiłem o przekazanie Lewandowskiemu mojego adresu i przekazanie mu sugestii, abyśmy wymienili uwagi. Redakcja poinformował mnie, że zadośćuczyniła mojej sugestii, ale nic z tego nie wynikło.”


    Odpowiedź:


    Woleński schodzi tutaj na poziom plotki obyczajowej i anegdoty personalnej, co jest podręcznikowym i rażącym przykładem błędu ad hominem oraz próby wywołania współczucia u czytelnika (argumentum ad misericordiam). To, jak funkcjonuje polityka prywatności redakcji portalu internetowego oraz kwestie wymiany korespondencji administracyjnej, ma dokładnie zerową wartość dla ważności logicznej argumentów presupozycyjnych. Woleński marnuje przestrzeń publikacji na opowieści o braku odpowiedzi na listy, ponieważ brakuje mu argumentów stricte filozoficznych, którymi mógłby odeprzeć moje zarzuty o gołosłowność swojej teorii poznania. Dla porządku wyjaśniam, że Woleński wcale nie napisał do portalu Apologetyka.info, o ile wiem (nikt mi nic nie przekazał), ale do redakcji portalu Prodoteo i Contragentiles (Woleński nie ukrywa publicznie, że ma z nimi kontakt). Jednak portal Prodoteo i portal Contragentiles nie są częścią portalu Apologetyka.info. Okazjonalnie współpracuję z Prodoteo, ale to tylko luźna współpraca. Opublikowali tylko kilka moich tekstów, dwa wywiady ze mną oraz jedną prelekcję. Stałym miejscem mojej publicystyki od lat jest niniejszy portal Apologetyka.info, na którym w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat opublikowałem ponad 500 tekstów polemizujących z ateizmem i innymi wyznaniami religijnymi (opublikowałem najwięcej polemik z ateistami). Woleńskiemu pomyliły się portale apologetyczne, co jest trochę słabe jak na takiego reklamowanego przez ateistów herosa intelektu. Jeśli zaś chodzi o komentarze do naszych tekstów, to z reguły blokujemy komentarze do naszych tekstów w wykonaniu ateistycznych trolli na naszym portalu, ponieważ nic istotnego one nie wnoszą i są jedynie hejtowaniem oraz zaśmiecaniem przestrzeni publicznej. Widać aż nadto to zaśmiecanie w wykonaniu ateistycznych trolli choćby na YouTube, czego nie chcemy powtarzać u siebie i czego woleliśmy uniknąć. Mamy też moderację pod tekstami. Każdy, kto chce, może założyć i opłacić swój własny portal internetowy, a następnie podjąć z nami polemikę poza naszym portalem i tak niekiedy bywało (tak właśnie zrobił Woleński - problemu nie było). My nie będziemy udostępniać naszej przestrzeni internetowej ateistycznym trollom, którzy i tak nic sensownego nie wnoszą poza zgrywaniem wciąż tej samej zdartej płyty (nachalne powtarzanie od nowa wciąż tych samych pseudoargumentów, które obalaliśmy już setki razy), a jedynie śmiecą i włażą z buciorami pełnymi błota w naszą sterylną przestrzeń, nie mówiąc nawet głupiego „dziękuję” za naszą gościnę (moje wywody o trollach nie są w żadnym wypadku jakąś aluzją do Woleńskiego, jedynie wyjaśniam tutaj, dlaczego mamy z reguły zablokowane komentarze przed anonimowymi hejterami). Na wszystko, o czym wiemy, i co byłoby jakkolwiek polemicznie skierowane w naszą stronę, odpowiedzieliśmy już wielokrotnie i wyczerpująco w naszych tekstach lub filmach, więc wcale nie unikamy polemiki z nikim, zwłaszcza z ateistami. Dowodem na to jest również mój niniejszy kolejny już tekst polemizujący z Woleńskim. Prodoteo przekazało mi informację, że Woleński prosi, abym do niego napisał. Ale ja już do niego napisałem wcześniej, publikując moją obszerną (blisko 100 stron) polemikę z jego książką pt. Granice niewiary. Co miałbym do tego dodać? Wszystko już dodałem, co miałem do dodania. Przyznam się, że nawet przez chwilę siedziałem przed klawiaturą i zastanawiałem się, co miałbym napisać do Woleńskiego w mailu? Jak miałbym zacząć swoją korespondencję do niego? Przecież to on chciał skierować korespondencję do mnie. Ponadto chciałbym zaznaczyć, że prywatnej korespondencji z ateistami z reguły nie prowadzę, gdyż jest to czystą stratą czasu i puszczaniem pary w gwizdek. Pisze do mnie prywatnie wielu ateistów i teistów, a także rzekomych agnostyków, buddystów, antynatalistów (niepotrzebne skreślić), ale odpowiadam tylko w wyjątkowych sytuacjach. Poza tym uważam to za zwykłą stratę czasu. Gdybym siedział i odpisywał każdemu, kto do mnie pisze prywatnie i chce sobie pogadać oraz podyskutować, to musiałbym zrezygnować ze spraw rodzinnych i zawodowych, poświęcając cały czas jedynie na korespondencję prywatną. Nigdy nie napisał do mnie żaden muzułmanin. Kto wie, może Woleński nawróci się kiedyś przynajmniej na Islam i wtedy będę miał na koncie również polemikę z muzułmaninem. Wszak w swej polemice ze mną Woleński wspomina o Koranie, czyli już wie, że coś takiego jest.


„Okoliczność ta dobrze ilustruje wskazane wyżej duchowe powinowactwo (niektórych) apologetów katolickich z ich ortodoksyjnymi marksistami.”


    Odpowiedź:


    Nerwy puszczają. Ta kolejna insynuacja Woleńskiego o rzekomym duchowym powinowactwie apologetów katolickich z marksizmem to wyłącznie akt bezsilnej złości i frustracji. Woleński desperacko próbuje przypiąć chrześcijańskim myślicielom łatkę totalitarnego dogmatyzmu, całkowicie ignorując fakt, że to właśnie jego własny, ateistyczny materializm i ewolucjonizm stanowiły absolutny fundament ideologiczny dla zbrodniczych systemów marksistowskich. To właśnie ateiści zamordowali blisko 100 milionów ludzi w samym tylko XX wieku z powodów ideologicznych (wystarczy zajrzeć na Wikipedii do hasła pt. Masowe zbrodnie reżimów komunistycznych), a nie katolicy. Projekcja własnych problemów światopoglądowych na oponenta nie zastąpi rzetelnej epistemologii, której Woleńskiemu dramatycznie brakuje.


„To oczywiście argument ad personam i nie ma żadnego znaczenia merytorycznego – ważniejsze jest to, że apologetyka presupozycyjna jest zawieszona w próżni argumentacyjnej, ponieważ jej założenia nie są uzasadnione, a wnioski bardziej retoryczne niż będące wynikiem rozumowań.”


    Odpowiedź:


    Woleński z rozbrajającą szczerością sam przyznaje, że użył argumentu ad personam i że nie ma on żadnego znaczenia merytorycznego, po czym natychmiast wraca do formułowania pustych haseł. Podsumowanie Woleńskiego, że apologetyka presupozycyjna jest rzekomo zawieszona w próżni, to klasyczna projekcja i błąd odwrócenia pojęć. To właśnie ateizm Woleńskiego wisi w próżni gnozeologicznej, ponieważ jego „odpowiedź” na moją blisko stustronicową krytykę jego książki pt. Granice niewiary zamyka się w ośmiostronicowym uniku, który wyżej również doszczętnie obaliłem i w którym Woleński nie potrafił uwiarygodnić ani jednego narzędzia poznawczego ateisty. Odrzucając ewolucyjne uzasadnienie rozumu jako niewypał i kapitulując przed problemem indukcji, Woleński niechcący pokazał, że jego rzekomo racjonalistyczne stanowisko to jedynie bezfundamentowa struktura oparta na życzeniowej ślepej wierze w autonomię ludzkiego umysłu. Zderzenie tej rzekomej „ateistycznej tuzy” z żelazną konsekwencją apologetyki presupozycyjnej zakończyło się całkowitą porażką, w której góra rzeczywiście urodziła mysz, a rzekomy autorytet uciekł z pola bitwy w obszar drugorzędnych i nieistotnych dla meritum detali oraz administracyjnych skarg.


    Podsumowanie


    Ta polemika całkowicie obnażyła bezradność Woleńskiego i jego ucieczkę przed moją stustronicową argumentacją (lub nawet ponad stustronicową, jeśli dodać inne moje teksty, które Woleński bez powodzenia próbował komentować). Podsumowując całą moją dotychczasową polemikę z Woleńskim, należy bezlitośnie obnażyć fakt, że ośmiostronicowy tekst Woleńskiego, stanowiący rzekomą odpowiedź na moje blisko stustronicowe obalenie jego książki pt. Granice niewiary, był jedynie próbą ucieczki przed intelektualną kapitulacją. Woleński zaprezentował pełen wachlarz błędów logicznych (do których niekiedy nawet sam się przyznaje), manipulacji i uników, które całkowicie zdezawuowały jego status jako rzekomej tuzy polskiego ateizmu. Próbując zdyskredytować moją krytykę, notorycznie sięgał po błąd logiczny ad hominem oraz wycieczki osobiste, sarkastycznie wyliczając tytuły oponenta lub uciekając w plotki obyczajowe o braku odpowiedzi na listy i polityce prywatności internetowej redakcji. Ponadto Woleński permanentnie budował błędy chochoła, przypisując stronie chrześcijańskiej rzekome nieodróżnianie indukcji od dedukcji. W kwestiach fundamentalnych Woleński podręcznikowo realizował błąd petitio principii oraz błędne koło w dowodzeniu, zapożyczając bezzwrotnie chrześcijańskie pojęcia i próbując uzasadniać sprawność ludzkiego rozumu za pomocą tego samego rozumu. Kiedy Woleński został przyciśnięty do muru w sprawie uniwersalności praw logiki, uciekł w relatywizm, sprowadzając wiedzę do tymczasowej opinii i ogłaszając, że nie ma nic złego w byciu nielogicznym, czym ostatecznie podpisał wyrok śmierci na własny „racjonalizm”. Świadome pominięcie przez Woleńskiego kwestii obiektywnej moralności oraz ewolucyjnego autodestrukcjonizmu to ostateczny dowód na to, że w zderzeniu z żelazną konsekwencją apologetyki presupozycyjnej ateistyczna konstrukcja Woleńskiego rozpadła się jak domek z kart. Cała ta licha próba odpowiedzi potwierdziła jedynie, że ateizm nie posiada żadnej epistemologii, a jego najgłośniejsi obrońcy w momencie realnej konfrontacji potrafią jedynie produkować retoryczne uniki, drwinki i puste oraz bezzasadne deklaracje, niechcący potwierdzając w ten sposób podstawową tezę apologetyki presupozycyjnej, że w ich bezbożnym świecie logiczne myślenie wisi w całkowitej próżni i nie ma skąd wystartować.


    Ateista nigdy nie obali apologetyki presupozycyjnej, ponieważ aby coś obalić trzeba być racjonalnym, a apologetyka presupozycyjna właśnie domniemaną racjonalność ateistów podważa i neguje już na samym początku. Przypomina to casus komputera, który bezskutecznie próbuje się uruchomić, pomimo tego, że wirus komputerowy blokuje jego system już na etapie rozruchu. Ateista jest tu komputerem, a apologetyka presupozycyjna jest tu wirusem. Jak zawsze powstaje pytanie: skąd ateista, który wierzy w to, że ukształtowały go ślepe, nieracjonalne i nieukierunkowane procesy darwinowskie, wie, że poznaje cokolwiek i jest racjonalny? Jak ateista rzekomo rozwikłał jakiekolwiek zagadki Wszechświata, od którego jest mniejszy jakieś 500 kwadryliardów razy? Jak mózg ateisty rozgryza Wszechświat, który jest 6 sekstylionów razy większy od jego mózgu i 172,5 miliona razy dłużej egzystuje niż ateista? Na jakiej podstawie ateista, którego wiedza - nawet przy założeniach bardzo optymistycznych - jest inherentnie omylna, niepełna, wybrakowana i bardzo ograniczona, notorycznie próbuje osądzać Boga, którego wiedza jest nieskończona i nieomylna? Nigdy nie uzyskałem odpowiedzi od ateistów na te pytania lub chociażby na jedno z tych pytań. Apologeci presupozycyjni zadają ateistom te pytania od dekad z takim samym skutkiem, czyli bez skutku. Arogancja i zarozumialstwo ateistów są całkowicie bezzasadne, co apologetyka presupozycyjna obnaża najmocniej spośród wszystkich szkół apologetycznych. Dlatego właśnie każdy ateista kończy w debacie z apologetą presupozycyjnym jak biedny jelonek po zderzeniu z pędzącym pociągiem (wystarczy obejrzeć sobie debaty z udziałem kanadyjskiego apologety presupozycyjnego Sye ten Bruggencate, o którym już wspominałem wyżej). Według darwinowskiego światopoglądu ateisty racjonalność to jedynie wynik bezdusznych reakcji elektrochemicznych w mózgu. Tym samym rozumowanie, logika, metodologia naukowa i matematyka w ateistycznym świecie to tylko losowe spięcia synaps w małpiej czaszce, które nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość i nie mają logicznego prawa do opisywania obiektywnej prawdy o Wszechświecie. Równie dobrze można by w tej sytuacji twierdzić, że spięcia na stykach samochodowego akumulatora też opisują nam jakieś prawdy o świecie. Takie twierdzenie byłoby permanentnym nonsensem. Ale takim właśnie permanentnym nonsensem jest ateizm. Nic dziwnego, że przy takim samozaoraniu się ateizmu już na starcie każdy ateista jest niemal od razu intelektualnie rozstrzeliwany w starciu z dowolnym apologetą presupozycyjnym.


    Jan Lewandowski, październik 2026.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane