Jan Lewandowski

Ateiści nigdy nie obalili cudu słońca w Fatimie

dodane: 2026-07-04
Cud wirującego słońca w Fatimie jest kolejnym spektakularnym znakiem wejścia Boga i sfery nadprzyrodzonej w historię ludzkości. W poniższej rozprawie bardzo drobiazgowo i szczegółowo omówię to zagadnienie, ukazując zarazem jak w sposób niezwykle naciągany ateiści nieudolnie i desperacko próbują sprowadzić ten kolejny cud do zjawisk naturalnych i psychologicznych, do których on sprowadzić się w żaden sposób nie da.

  Wypadałoby nakreślić kilka słów o słynnym i spektakularnym cudzie wirującego słońca w Fatimie. „Wyjaśnienia” ateistów w tej kwestii są wyjątkowo idiotyczne i absurdalne, więc tym bardziej należy wykorzystać okazję i to uwypuklić.


    Na początek kilka niezbędnych słów wprowadzenia dla tych, którzy tematu nie znają, choć nie sądzę, że w ogóle istnieją tacy ludzie w naszym kręgu kulturowym. Cud Słońca to niezwykłe zjawisko, które miało miejsce 13 października 1917 roku w Cova da Iria koło Fatimy w Portugalii. Zgromadzony tam tłum liczący od 30 do 100 tysięcy osób (w tym dziennikarze i sceptycy) zaobserwował, jak słońce zaczęło wirować na niebie, zygzakować i świecić wieloma jaskrawymi kolorami. Zjawisko było zapowiedziane trzy miesiące wcześniej przez trójkę portugalskich pastuszków (Łucję, Franciszka i Hiacyntę) jako znak potwierdzający prawdziwość objawień maryjnych. Po ulewnym deszczu chmury rozstąpiły się i wyłoniło się słońce, które nie oślepiało. Słońce zamieniło się w srebrny dysk, zaczęło gwałtownie wirować wokół własnej osi, ciskać jasne snopy kolorowego światła, a następnie runęło zygzakiem w stronę przerażonego tłumu. Wszyscy świadkowie zauważyli, że ich ubrania, wcześniej przemoknięte od deszczu, w niewytłumaczalny sposób stały się całkowicie suche. Zjawisko to zostało oficjalnie uznane przez Kościół katolicki za cud.


    Ateiści próbują nieudolnie i desperacko tłumaczyć cud słońca w Fatimie, uciekając się do różnych hipotez meteorologicznych i hipotez złudzeń optycznych. Poniżej bardzo szczegółowo i wyczerpująco obalę te ateistyczne hipotezy i wykażę jak absurdalne i nieadekwatne one są w swym nieprzystosowaniu do opisywanej rzeczywistości.


    Jak już wspomniałem, cud Słońca w Fatimie był zapowiedziany trzy miesiące wcześniej przez Matkę Bożą na dzień 13 października 1917 roku. Cud został zapowiedziany bardzo dokładnie na określoną godzinę. Dzieci (Łucja, Franciszek i Hiacynta) były niepiśmienne w momencie, w którym przekazały tę wiadomość.


    Na miejscu, w dniu zapowiedzianego cudu zjawili się także wolnomularze, którzy mieli zamiar go skompromitować. 


    Cud rozpoczął się zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej z 13 lipca 1917 roku, punktualnie w południe, zgodnie z czasem solarnym. Słońce wirowało na niebie przez 10 minut. Długo. Żadne złudzenie nie trwa tak długo, co obala wszelkie te absurdalne „wyjaśnienia” racjonalistów odwołujące się do jakichś zaspanych oczek. Coś dużo „zaspanych” ludzi tam było, jakieś trzydzieści tysięcy.


    Na miejscu cudu w Fatimie zjawili się też redaktorzy antyklerykalnego czasopisma „O Século”, założonego przez wolnomularza Sebastião de Magalhães Limę, wielkiego mistrza loży masońskiej Wielkiego Wschodu, od 1915 roku ministra edukacji w portugalskim rządzie republikańskim. Czy można sobie wyobrazić lepszych świadków cudu niż taka reprezentacja? Jak się przekonamy dalej, ku własnemu zaskoczeniu, to właśnie ta wroga Kościołowi gazeta potwierdziła zajście cudu w Fatimie, co jest najlepszym z możliwych potwierdzeń, jakie można sobie wyobrazić. To właściwie przesądza sprawę, ale nie kończmy jeszcze teraz delektowania się tym tematem. Przedstawię jak najwięcej ciekawostek, do których dotarłem, a także dalszych rozważań potwierdzających ten cud.


    Cud słońca w Fatimie zdarzył się na oczach wielotysięcznego tłumu, w którym byli też obecni liczni dziennikarze i fotografowie. Świadkami było wielu ateistów i sceptyków.


    Słońce jawiące się cudownie świadkom przypominało srebrny dysk, mieniło się różnymi kolorami. Można się było w nie wpatrywać bez uszkodzenia wzroku. Nie można tego pomylić z żadnym złudzeniem.


    Wieść o zapowiedzianym cudzie rozeszła się po całej Portugalii. W południe 13 października 1917 roku tłum, którego wielkość szacowano na 30-70 tysięcy osób, zgromadził się na łąkach oddalonych o dwie godziny marszu od Ourém, najbliższego miasteczka. Z Terras Novas przyjechał nawet omnibus. Policzono wszelkie pojazdy pozostawione przy drodze: odnotowano ponad 100 automobilów, 135 rowerów, 240 powozów.


    Oto fragment książki kanonika Casimira Barthasa pt. Il était trois petits enfants (Było sobie troje dzieci):


„Nagle deszcz ustaje i rozpraszają się gęste dotąd chmury. Pojawia się słońce w zenicie, przypominające srebrny dysk, w który można się wpatrywać i nie czuć się oślepionym, i zaczyna się obracać niczym ogniste koło, rzucając na wszystkie strony snopy światła o zmiennych barwach. Niebiosa, ziemia, drzewa, skały, obserwatorzy i cały przestwór mienią się kolejno w kolorach żółci, czerwieni, niebieskości, fioletu. Na kilka chwil gwiazda się zatrzymuje. Po czym wznawia swój świetlisty taniec, jeszcze bardziej olśniewający. Znowu się zatrzymuje i raz jeszcze rozpoczyna pokaz fajerwerków tak niezwykły, że żaden pirotechnik nie zdołałby wymyślić czegoś podobnego. Jakże opisać wrażenia tłumu? Ekstaza, bezruch, wstrzymane oddechy. Siedemdziesiąt tysięcy ludzi nie odrywa wzroku od nieba. Nagle wszyscy w tej ciżbie, wszyscy bez wyjątku odnoszą nieprzeparte wrażenie, że słońce urywa się z firmamentu i zakosami rusza na nich! Ze wszystkich piersi naraz wyrywa się krzyk. „Cud!... Cud!...” - wołają jedni. [...] „Wszyscy pomrzemy!” - słychać tu i ówdzie [...]. A inni mówią: „Jakie to piękne!”. Jakże opisać podniecenie tego tłumu? Jakiś starzec, dotąd niewierzący, wyrzuca ręce w górę, krzycząc: „Matko Boża Różańcowa, uratuj Portugalię!”. I wszędzie wokół, na całych błoniach rozgrywają się podobne sceny”.


    Doktor Joseph Garrett, były profesor matematyki na Uniwersytecie w Coimbrze, obecny tego dnia na łące, szacował, że było tam 70 tysięcy osób. Ten taniec słońca z przerwami trwał dziesięć minut. Widzieli to, powtarzam, wszyscy obecni bez wyjątku: wierzący, niewierzący, wieśniacy, miastowi, uczeni, a nawet wolnomyśliciele. Wszyscy - bez żadnego przygotowania, bez nastawienia innego niż wezwanie kilkuletniej dziewuszki, która prosiła, aby patrzyć w słońce - wszyscy dostrzegli to samo zjawisko z tymi samymi przerwami w dniu i o godzinie zapowiedzianej kilka miesięcy wcześniej jako pora wielkiego cudu.


    Później dochodzenie kościelne w sprawie cudu pozwoliło stwierdzić, że ruchy słońca zauważyły także osoby, które znajdowały się pięć i więcej kilometrów od Cova da Iria, nie wiedziały zatem, co tam się dzieje, i w żaden sposób nie mogły podlegać sugestii ani paść ofiarami zbiorowej halucynacji.


    W trakcie dochodzenia wyszło też na jaw coś bardzo ciekawego, co potwierdzili wszyscy o to zapytani. Otóż kiedy ludzie otrząsnęli się z wrażenia i odzyskali świadomość na tyle, że wiedzieli, co się dzieje na ziemi, każdy ze zdumieniem stwierdził, że ubrania, jeszcze kilka minut wcześniej przemoczone na deszczu, są zupełnie suche. Nikt nie odczuwał niedogodności, jaką jest stanie w przemoczonej odzieży.


    Przypomnijmy, że zawodowy fotograf przytaszczył sprzęt do Cova da Iria. Mamy więc zdjęcia zrobione na miejscu 13 października 1917 roku. Zebrano poza tym wiele świadectw w promieniu 35 kilometrów od miejsca cudu słońca w Fatimie.


    John de Marchi donosi, że zjawisko zaobserwowano w miasteczku Alburitel (położonym 18 kilometrów na wschód od Fatimy). Widzieli je miejscowa nauczycielka ze swoimi uczniami i pewien „niedowiarek, który przez całe przedpołudnie natrząsał się z tamtych gamoniów, że poszli do Fatimy tylko po to, by zobaczyć zwykłą wieśniaczkę”. Kiedy cud się dokonał, odechciało mu się żartów: „Wyglądał wtedy jak sparaliżowany, stał ze wzrokiem wlepionym w słońce. Potem zaczął drżeć od stóp do głów i wzniósłszy ręce do nieba, padł na kolana w błocie”.


    Jeszcze jedna relacja z Alburitel: 


„Miałem ledwie dziewięć lat - opowiada ksiądz Inácio Lourenço Pereira. - Chodziłem do szkoły w rodzinnym miasteczku położonym na samotnym wzgórzu, na wprost Fatimy, w odległości jakichś dziesięciu, jedenastu kilometrów. Było około południa, kiedy nagle zaalarmowały nas krzyki ludzi, którzy przechodzili drogą koło szkoły. [...] Ludzie zbiegali się na rynek, płakali i krzyczeli, wskazując słońce, nikt nawet nie słuchał, o co pyta nasza wystraszona nauczycielka. [...] Nieruchomym wzrokiem wpatrywałem się w słońce. Wyglądało jak śnieżna kula obracająca się wokół własnej osi. Nagle zaczęło opadać zygzakiem, jakby leciało na ziemię. Wystraszyłem się, potwornie się wystraszyłem i pobiegłem między ludzi. Wszyscy płakali, oczekując, że w każdej chwili nastąpi koniec świata. [...] To słoneczne zjawisko trwało długie minuty i w tym czasie wszystko, co było w pobliżu, mieniło się kolorami tęczy... Twarze mieliśmy raz czerwone, raz niebieskie, raz żółte i tak dalej. Te dziwa jeszcze bardziej wzmagały nasz strach. Po dziesięciu minutach słońce wróciło na swoje miejsce, tak samo jak zeszło w dół, nadal blade i bez blasku”.


    Afonso Lopes Vieira (1878-1946), z wykształcenia prawnik, był jednym z najbardziej znanych portugalskich poetów i zdeklarowanym ateistą. Do roku 1916 współpracował z antyklerykalnym rządem jako urzędnik biura parlamentu. On także był świadkiem cudu, który widział ze swojej posiadłości w São Pedro de Moel położonej niedaleko Leirii, 34 kilometry od Fatimy. Wspomina: 


„Tego dnia, 13 października, nie pamiętałem o proroctwach pastuszków, ale zachwyciło mnie niezwykłe widowisko na niebie, dla mnie coś całkowicie nowego, co oglądałem z balkonu”.


    Ateista Vieira pod wpływem tego zdarzenia nawróci się i nawet postawi kaplicę w swojej posiadłości. Jego historię opowiedziała dziennikarka Paula Sofia Luz.


    Wymienione tu miejscowości leżą w różnych odległościach od Fatimy i w różnych kierunkach. Prawdopodobnie więc słoneczny cud widziany był w promieniu rzędu 40 kilometrów. 


    Pewien szczegół zapadł wszystkim w pamięć: cud dokonał się 13 października 1917 dokładnie o godzinie zapowiedzianej trzy miesiące wcześniej przez dzieci.


    W następnych dniach o tym zadziwiającym zdarzeniu rozpisywała się już cała portugalska prasa, zarówno chrześcijańska, jak i antyklerykalna, ponieważ wszyscy dziennikarze obecni w Fatimie widzieli to samo.


    Można tu jeszcze wymienić trzy prywatne listy z epoki, które zaświadczają, że cud słoneczny widziano w Torres Novas, czyli także niedaleko Fatimy. Patrz w dokumentacji fatimskiej, 3.1, doc. 319, list Adelaide Grego do przyjaciółki, 24 listopada 1917 roku; listy Gonçalo Xaviera de Almeiday Garretta do ojca Manuela Formigão, doc. 334, 3 grudnia 1917 roku, i doc. 355, 1 stycznia 1918 roku.


    Dziennikarz Avelino de Almeida, antyklerykał, również był świadkiem cudu słońca w Fatimie. W laickiej gazecie ,,O Século” opublikował on sensacyjną opowieść zamieszczoną na pierwszej stronie, a jego relacja była zgodna z tym, co widział cały tłum. Wysyp artykułów prasowych na ten temat to dowód sam w sobie: z całą pewnością w Cova da Iria wydarzyło się coś niewiarygodnego. Szczególnie użyteczne dla naszych dociekań są artykuły dziennikarzy wrogich Kościołowi: mimo karkołomnych starań, by zanegować cud, w gruncie rzeczy relacjonują go w zgodzie ze świadectwami uczestników wydarzenia.


    Wybraliśmy najważniejsze opublikowane materiały, ale tylko z prasy, która reprezentuje ideologię laicką, republikańską, liberalną i antyklerykalną.


    Wszystkie cytowane poniżej artykuły można znaleźć w portugalskiej Bibliotece Narodowej w Lizbonie, w Bibliotece Głównej Uniwersytetu w Coimbrze, w Bibliotece Publicznej w Porto lub w sanktuarium fatimskim. Dokonaliśmy wyboru i zleciliśmy tłumaczenie z portugalskiego na francuski. Nadzorował je profesor José Eduardo Franco (CIDH - Universidade Aberta; CLEPUL, Wydział Literatury na Uniwersytecie Lizbońskim), asystowali mu: doktor João Diogo Loureiro (CLEPUL, Wydział Literatury na Uniwersytecie Lizbońskim), ojciec José Luis de Almeida (biblioteka Centrum Badań Le Saulchoir) i badaczka Helena Jesus (Université Paris VI).


    Oto najbardziej znaczące fragmenty ułożone w porządku chronologicznym.


    ,,O Século” 21 lipca 1917 roku, zauważa, że władze są poinformowane i zajmą się sprawą:


„Od dawna krążyła w tej mieścinie uporczywa pogłoska, że 13 każdego miesiąca matka Jezusa Chrystusa objawia się dwojgu dzieciom. [...] Pogłoska ta, jak można przypuszczać, wzbudziła powszechne zaciekawienie [...] i przyciągnęła w to miejsce tysiące osób: niewierzący chcieli zobaczyć coś interesującego, a wierzący przybyli z pobożności. Dlatego 13 tego miesiąca, w dniu, na który zapowiedziano objawienie się Matki Boskiej, udaliśmy się we wskazane miejsce. Były tam już tysiące ludzi, niektórzy przyszli z bardzo oddalonych wiosek wiedzeni pragnieniem, aby Ją ujrzeć. [...] Rozległ się wtedy dźwięk podobny do gromu i zaraz potem dwie dziewczynki znajdujące się pod dębem otoczonym licznymi kwiatami, które wydały mi się iście rajskie, rozpłakały się, zaczęły się miotać jak w epilepsji, a wreszcie padły na ziemię w ekstazie. Jedną z nich - ona właśnie miała ten przywilej, że słyszała i widziała — kilka osób zasypało pytaniami. Odparła, że widziała jakby piękną lalkę, która do niej mówiła. Miała – ciągnęła - światłość wokół głowy i przyzywała ją delikatnym melodyjnym głosem. Spośród tego, co jej powiedziała, najważniejsze było to, że ogłosiła swoje kolejne objawienie 13 dnia przyszłego miesiąca w tym samym miejscu [...]. Sprawa wydaje mi się nadzwyczajnie śmieszna i naprawdę nie uwierzyłbym temu dziecku, gdyby nie to, że zasługuje na pełne zaufanie, bo było szczere i wiarygodne, i gdyby opowieści dziewczynki nie potwierdzili inni, którzy używali tych samych słów i wymieniali te same fakty”.


    „O Mundo” 19 sierpnia 1917 roku:


„Przyznać należy, że to trochę za dużo jak na dziecięcą fantazję. Niepiśmiennemu dziecku nie przyszłyby spontanicznie do głowy podobne myśli, nie potrafiłoby też tak łatwo przyswoić ich sobie”.


    ,,O Debate” 23 sierpnia 1917 roku pisze o „farsie”, co nas akurat najmniej obchodzi - obchodzi nas natomiast to, że gazeta ta potwierdziła, iż cała sprawa trafiła już na pierwsze strony gazet portugalskich:


„Mamy na myśli tę farsę, której sukces uświęciły już tytuły na pierwszych stronach gazet, mianowicie ukazanie się Matki Boskiej w okolicy Vila Nova d'’Ourém – widzianej wyłącznie przez trójkę dzieci!”.


    ,,Semana Alcobacense” z 16 września 1917 roku potwierdza, że tysiące ludzi udało się na zapowiedziany cud objawienia Matki Bożej w Fatimie:


„Matka Boska obiecała, że będzie się tam spotykać z wiernymi, wyznaczywszy datę: 13 dnia każdego miesiąca. Wieść podawano sobie z ust do ust, pisano o niej nawet w gazetach, toteż w ostatni czwartek, gdy miała się odbyć kolejna z zapowiedzianych wizyt, tysiące ludzi zostawiły swoje ziemie i domy i udały się do Fatimy, by zobaczyć Matkę Boską, pogadać z Nią, może nawet uścisnąć Jej dłoń”.


    Ton ten antyklerykalnej laickiej gazety jest oczywiście szyderczy i prześmiewczy, niemniej potwierdza ona niezależnie to, że na miejsce cudu w Fatimie udawały się już tysiące ludzi.


    Antyklerykalna gazeta ,,O Debate” z 20 września 1917 roku potwierdza tę samą informację, pisząc, że „przyszły tam tysiące ludzi”.


    Antyklerykalna gazeta „O Marinhense” z 22 września 1917 roku również przemawia szyderczym i prześmiewczym tonem, niemniej jednak wymienia konkretną liczbę ludzi, którzy zjawili się na miejscu cudu w Fatimie: 20 tysięcy osób. Oto ta relacja:


„W naszym regionie w pewnym miejscu koło Fatimy, niedaleko Vila Nova de Ourém, wydarzyło się coś cudownego: święta okryta kwiatami, odziana w błyszczącą jedwabną szatę i otoczona świetlistym nimbem ukazała się pastuszkom. [...] W ostatni czwartek wedle szacunków około 20 tysięcy osób przybyło do Fatimy, żeby zobaczyć Świętą Dziewicę!”.


    ,,O Século” z 13 października 1917 roku po raz kolejny potwierdza w jednym z artykułów, że „do Fatimy ściągnęły tłumy i zgromadziły się na łące”.


    Powyższy artykuł i następny podpisał Avelino de Almeida, słynna postać w środowisku portugalskiego dziennikarstwa w trzech pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Współpracował z kilkoma ważnymi gazetami, między innymi z „O Século” (był redaktorem naczelnym), „A Capital”, „O Primeiro de Janeiro” czy „Jornal de Notícias”, wyróżnił się jako krytyk teatralny i kinowy, założył pismo „Cinéfilo”, którym kierował. W młodości wstąpił do seminarium, lecz potem oddalił się od katolicyzmu i stał się zajadłym antyklerykałem. Przeszedł inicjację wolnomularską (loża Irradiação), założył „A Lanterna” (1909-1910), gazetę radykalnie antykatolicką. Był jednak rzetelnym dziennikarzem, o czym świadczy powyżej wspomniany artykuł z 13 października 1917 roku jego autorstwa, stosunkowo wyważony, i następny artykuł, o którym za sekundę wspomnę – to istne trzęsienie ziemi.


    Oto ten artykuł. Bomba wybucha 15 października 1917 roku. Antyklerykalny „O Século” poświęca pierwszą stronę cudowi słońca w Fatimie, uznając, że faktycznie miał miejsce! Zacytujmy:


„Zadziwiające! W samo południe słońce zawirowało w Fatimie. Według obliczeń wykonanych przez osoby wykształcone i niepodlegające wpływom mistycznym tłum liczy 30-40 tysięcy osób. [...] I oglądamy wtedy zjawisko niezwykłe i niewiarygodne dla tego, kto nie był świadkiem. [...] Gwiazda przypomina bladą srebrną okrągłą płytkę i można na nią patrzyć bez przykrości dla wzroku. Nie grzeje, nie oślepia. Można by powiedzieć, że to zaćmienie. I wybucha wówczas potężny krzyk, słyszymy, jak widzowie wołają: «Cud! Cud! Cud!» [...] Na oczach zdumionego ludu, którego zachowanie przenosi nas w czasy biblijne, wpatrzonego w błękit nieba z odkrytą głową, słońce drgnęło i zaczęło się poruszać - tego nigdy dotąd nie widziano. I wbrew wszelkim prawom natury zaczęło «wirować». [...]. Najwięcej ludzi wyznaje, że widzieli drżenie, wirowanie słońca; inni mówią, że zobaczyli uśmiechniętą twarz Marii Panny we własnej osobie, klną się na wszystko, że słońce obróciło się dokoła własnej osi niczym ogniste koło fajerwerków, i zeszło niżej, aż sparzyło ziemię promieniami. [...] Władzom nie pozostaje nic innego, jak wypowiedzieć się na temat tego danse macabre słońca, który dzisiaj w Fatimie wyrwał triumfalne okrzyki z gardeł wiernych i zrobił ogromne wrażenie - o czym mnie zapewniają wiarygodni świadkowie - na wolnomyślicielach, a także na osobach niekłopoczących się kwestiami religijnymi, przybyłych jednak na tę słynną teraz łąkę”.


    „Diário de Notícias” tego samego dnia, 15 października 1917 roku, wbrew sobie daje tytuł „Cud” w Fatimie z podtytułem: Ponad 50 000 osób przybyło na miejsce objawienia. Autor artykułu przyznaje, że to „ciekawe” fakty, a „tysiące osób” zaświadczają zgodnie o tym samym.


„Mimo nieprzyjemnego deszczyku, który zaczął padać z samego rana, niesamowite tłumy ściągnęły do parafii w Fatimie, pragnąc uczestniczyć w niezwykłym zdarzeniu zapowiadanym od dawna i przykuwającym uwagę. [...] Ponieważ wiele osób trzymało otwarte parasole, niżsi poprosili, aby je pozamykać, po czym, co ciekawe i zaświadczone przez tysiące widzów, zza chmur wyłoniło się słońce barwy przyćmionego srebra, obracało się w kółko, jakby poraził je prąd - takiego określenia użyli wykształceni świadkowie zdarzenia. Pod wpływem tego tysiące osób, być może oślepionych światłem słońca, które po raz pierwszy się pokazało tego dnia, padło na kolana z płaczem, podnosząc dłonie złożone instynktownie. [...] «Godzina cudów» na pewno miała miejsce”.


     „A Capital” z 16 października 1917 roku nie wie, jak się odnieść do sprawy, na koniec zatem przyznaje, że nie potrafi tego wytłumaczyć:


„Tak zwane objawienia w Vila Nova de Ourém wzbudzają dyskusje. Wiemy, że trójka młodziutkich «królów» coś widzi i rozmawia z tym; wiemy, że to się powtarza w ściśle określonych terminach; wiemy wreszcie, że tysiące osób widziało, jak słońce „się obraca”. Wszystko to jest jasne, logiczne i namacalne. [...] Nie wiemy natomiast - przynajmniej na razie - jak brzmi imię błazna, który rządzi tym niesłychanym jarmarkiem”.


    ,,O Portugal” z 16 października 1917 roku, nie szukając wyjaśnienia tego, co się stało, opisuje sprawę w artykule zatytułowanym Ostrożna rezerwa


„Przepisując kawałki z opowieści w «O Século» o udanym cudzie w Fatimie, autor tekstu w «O Dia» [innej gazecie] stwierdza, że fakty wywarły wrażenie. Nie chce ich jednak komentować. Taka postawa jest w najlepszym razie ostrożna. Pastuszkowie, którzy mieli widzenia, ogłosili tylko rychły koniec wojny, nie wypowiedzieli się jednak na temat restauracji monarchii, stąd rezerwa dziennikarza «O Dia», który czeka naturalnie, aż 13 dnia w przyszłym miesiącu nastąpi objawienie na ten temat, i wtedy będzie mógł poczynić swoje komentarze. Na dodatek nie tylko dziennik «O Dia» zachowuje rezerwę - nawet pan redaktor z «O Século», który udał się do Fatimy, czeka, aż wypowiedzą się eksperci na temat nieskoordynowanych ruchów słońca [...]”.


    „A Lucta” z 18 października 1917 roku zamieszcza artykuł zatytułowany Pani z Fatimy, którego autor niechętnie i ze wzgardą uznaje fakty:


„I cóż takiego się stało na tych ugorach, na które Matka Boska obiecała zstąpić i przemówić do ludu Portugalii? Około drugiej po południu jedno z trojga dzieci, które się modliły pod dębem, dało ręką znak i tłum opadł na kolana. Następnie zza chmur wyłoniło się słońce oświecone mocniejszym blaskiem, obwiedzione ciemnym kręgiem. Potem stało się jak blady księżyc, padły na nie wyblakłe kolory: niebieski, jasnożółty i inne. I wtedy słońcem zaczęło rzucać, ruchy były urywane, nierówne - dygotało i dygotało, po czym znieruchomiało w ciszy. Przy nagłych zmianach barw krajobraz okolicy również się zmienił, stracił ostrość, najostrzejsze nawet kontury rozmyły się we mgle. Kobiety ze złożonymi rękami, pobladłe z zadziwienia, błagalnym wzrokiem wpatrywały się w niebo, na ich twarze wypływała żarliwość i ekstaza. [...] Cud ograniczył się do bajecznych zmian pejzażu, do osobliwych akrobacji słońca, do oszołamiających efektów pirotechnicznych w chmurach, do zaskakujących przeobrażeń barwy światła. Ale wszyscy moi informatorzy przysięgają, że przy słońcu widzieli niezwykłe rzeczy [...]. Pewien szacowny doktor z moich stron, ongiś - jak mi powiedziano - przepiękny przykład lokalnego jakobinizmu, wrzeszczał jak opętany ze złożonymi rękami i wzrokiem utkwionym w cel: „Jest! Jest Matka Boska! A teraz odchodzi!»”.


    ,,O Democrata” z 26 października 1917 roku zamieszcza artykuł pod tytułem Cud fatimski, wspominając o przepowiedzianym rychłym powrocie żołnierzy do domu. Jest to kolejna antyklerykalna gazeta, która niechcący potwierdza, że cud słońca w Fatimie rzeczywiście miał miejsce. Jednocześnie pyta - dlaczego?:


„Widzieli, jak słońce tańczyło, wirowało, opadało, wspinało się wyżej – niby dlaczego?”.


    Tak samo niechcący potwierdza cud słońca w Fatimie „Cronica Carta de Lisboa”. która w wydaniu z 26 października 1917 roku publikuje artykuł pod tytułem „Cud” w Ourém.


    Fakty związane z cudem słońca w Fatimie są tak niezaprzeczalne, że wspomniany już wyżej antyklerykał i mason Avelino de Almeida 29 października 1917 roku publikuje w „Ilustração Portuguesa”, piśmie o zasięgu krajowym, długi na cztery strony artykuł (strony 353-356) o cudzie słońca w Fatimie, do którego doszło 13 października, zilustrowany dziesięcioma zdjęciami zrobionymi przez Judaha Ruaha, jego fotografa będącego na miejscu. Widać na nich gęsty tłum wpatrzony w niebo, klęczący – widać świadków „potężnego cudu”, jak to określa de Almeida. Avelino niewiele tu pisze o samym zjawisku (już je szczegółowo przedstawiał we wcześniejszych artykułach), wzywa jednak Kościół Katolicki, społeczność naukowców i wolnomyślicieli, aby zbadali fenomen zaobserwowany przez tłum.


    „Ecos de São Pedro d'Alva” z 1 listopada 1917 roku jest kolejną antyklerykalną gazetą, która nie jest w stanie zaprzeczyć faktowi cudu słońca w Fatimie i w ten sposób go potwierdza, pisząc o nim:


„Nieprawdopodobne się wydaje to, co się dzieje na łąkach w Fatimie, w gminie Vila Nova de Ourém. Jak donosi «O Século» [...], wiadomo, że dwa dni wcześniej jakieś 40–50 tysięcy osób ściągnęło z różnych stron kraju, żeby być świadkami wielkiego Cudu!!! Ukazania się Matki Boskiej!!! [...]”.


    Antyklerykalna gazeta „A Aurora” wychodząca w Porto mówi 11 listopada 1917 roku o „objawieniu fatimskim”: 


„Potem doszło do objawienia i cudu fatimskiego, podobnego jak w Lourdes - zapewne upamiętni to kolejna bazylika. Wszyscy ci poczciwcy, naiwni biedacy, [...] faktycznie widzieli, jak w deszczowy ponury dzień słońce pod postacią srebrnego dysku wyłoniło się zza chmur, potem zaczęło wirować, opadać i dygotać w iście histerycznych konwulsjach, a w tym czasie - wedle opowieści najstarszego dziecka usadowionego na kolanach osoby dorosłej - Matka Boska zapowiadała koniec wojny i rychły powrót żołnierzy, którzy już zmierzają do kraju. [...]”.


    Przedstawione tu liczne fragmenty relacji naocznych świadków są kopalnią informacji na temat tego, co dokładnie się stało 13 października 1917 roku w Fatimie. Wszystkie artykuły pochodzą z pism antyklerykalnych, dziennikarze zatem nie próbowali uwiarygodnić wydarzeń. Ale przez to wzrasta ciężar gatunkowy ich tekstów. Z tej obfitości możemy wydedukować kilka istotnych informacji, które pozwolą wyeliminować różne hipotezy. Czego więc możemy być pewni?


1. Ówczesny rząd Portugalii był bardzo antyklerykalny, taki też był burmistrz Vila Nova de Ourém zarządzający całą gminą. Nie można w związku z tym zakładać, że dokonano jakiegoś kościelnego oszustwa za przyzwoleniem lub przy współudziale władz państwowych bądź lokalnych.


2. Dzieci były prostymi analfabetami, co poważnie podważa hipotezę oszustwa.


3. Przedstawione fakty i liczby, podobnie jak przyznanie, że zdarzenia rzeczywiście miały miejsce, można uznać za minimum, zważywszy, że pochodzą z gazet antyklerykalnych. To istotne, by na przykład oszacować liczebność tłumu zgromadzonego w Fatimie.


4. Cud fatimski został zapowiedziany w sierpniu 1917 roku, wyznaczona była dokładna data i godzina i te informacje rozeszły się szeroko, dzięki czemu każdy, kto chciał, mógł się udać do Fatimy, aby albo zobaczyć znak bezpośrednio od Boga, albo wrócić spokojnie do domu, gdyby się okazało, że to wszystko jest oszustwem bądź że do niczego nie doszło.


5. Tysiące osób były świadkami cudu, co najmniej 30-40 tysięcy. Inni świadkowie mówili nawet o 70 tysiącach na miejscu i o 200 tysiącach łącznie z tymi, którzy widzieli to w okolicach. Niezależnie od faktycznej liczby już 30 tysięcy to spory tłum. Jednomyślność tylu świadków ma wielkie znaczenie.


6. Wydarzyło się coś naprawdę doniosłego, co widzieli wszyscy obecni; i było to doniosłe, nawet jeżeli nie wiadomo, co właściwie się stało i jaka była tego przyczyna.


7. Z tego, co nam wiadomo, nikt z obecnych na miejscu nie twierdził, że niczego nie widział albo że oglądał oszustwo. I to mimo tego, że do Fatimy przybyło wiele osób po prostu ciekawych albo sceptycznych.


8. Zaskakuje, a nawet wprawia w zakłopotanie wielu ówczesnych portugalskich ateistów to, że nikt z niewierzących w cuda nie zareagował racjonalnie. Ci ludzie byli wtedy u władzy i mogli powołać komisję śledczą, zlecić zbadanie miejsca i być może - kto wie? - znaleźć dowody na przeprowadzone widowisko pirotechniczne, mogli przesłuchać świadków i ich rodziny. W małej wiosce zawsze są podziały i podejrzliwość, ludzie nawzajem się znają i wszystko o sobie wiedzą. Tymczasem jedyne fajerwerki, jakie dane nam było ujrzeć, to ciąg kpin i zniewag, którym towarzyszyły wyrażane pewnym tonem niespójne twierdzenia ateistów i antyklerykałów – ale nikt nawet nie próbował ich udowodnić.


9. Wbrew wszelkim oczekiwaniom i choć nikt nie wierzył, że tak się stanie, zapowiedziany cud dokonał się w południe solarne, które w Fatimie wypadało tego dnia dokładnie o godzinie 13:21.


    Czemuż to nie przeprowadzono dochodzenia i nie ujawniono rzekomego oszustwa wymyślonego przez księży i jezuitów tak wytykanych palcem? Zwolennicy tego poglądu mieli wszystko, żeby wyjaśnić sprawę: władzę, policję, wymiar sprawiedliwości i prasę.


    I w ogóle jak mogły ich usatysfakcjonować sprzeczne i niespójne wymówki i „tłumaczenia” prasy antyklerykalnej i ateistycznej? Oczywiście nie może współistnieć hipoteza oszustwa, niewątpliwie obmyślonego wcześniej, i zjawiska meteorologicznego, które z definicji jest nieprzewidywalne - a w tamtych czasach z pewnością takie było.


    W jednym tylko artykule dostrzegamy przebłysk zdrowego rozsądku. Chodzi o tekst Avelina de Almeidy w „O Século”, w którym autor zauważa, że władze powinny się wypowiedzieć na temat tańca słońca, lecz samego faktu de Almeida już nie neguje. Władze nie poszły za tą radą, nie przeprowadziły dochodzenia.


    O czym świadczą liczne i dostępne powszechnie również dziś zdjęcia z momentu cudu słońca w Fatimie?


    Są cenne. Nie tylko dokumentują niezwykłą chwilę, ale też potwierdzają, że coś faktycznie się działo, i zaświadczają o wielkości zgromadzonego tłumu, wnosząc kilka ważnych elementów do naszego dochodzenia. 


    Zdjęcia pokazują tłum wpatrzony w niebo, gdzie człowiek nie mógł nic wykombinować, zwłaszcza w tamtych czasach. Porównajmy na szybko Lourdes i Fatimę. W miasteczku w Pirenejach Matka Boska objawiła się w grocie, w miejscu, gdzie być może udałoby się wymyślić jakąś mistyfikację przy użyciu ukrytych drzwi albo świetlistych przedmiotów. W Fatimie było to niemożliwe. Na jednym zdjęciu widać lekko pofalowane łąki, które uniemożliwiają dokonanie mistyfikacji na dużej wysokości.


    Te same zdjęcia pokazują tłum wpatrzony w jedno miejsce na niebie, gdzie coś się dzieje. To pozwala w dużej części wyeliminować tezę halucynacji zbiorowej, jeżeli w ogóle coś takiego istnieje (nie istnieją halucynacje zbiorowe - psycholodzy i behawioryści już dawno rozstrzygnęli to zagadnienie).


    Na zdjęciach widzimy też przestraszone dzieci, są onieśmielone i źle przyjmują nagłą sławę, która wyraźnie im ciąży. Trudno byłoby z nich zrobić uczestników oszustwa.


    Zdjęcia z cudu słońca w Fatimie potwierdzają chronologię: najpierw deszcz, potem przejaśnienie. Fotografia ze słońcem na jasnym niebie jest ważna, obala bowiem hipotezę zwykłego zjawiska meteorologicznego.


    Istnieje też zdjęcie, które przedstawia Lúcię z papieżem Janem Pawłem II podczas beatyfikacji Francisca i Jacinty 13 maja 2000 roku. Potwierdza to, że Kościół przykłada dużą wagę do cudu w Fatimie ponad 80 lat po tym wydarzeniu. Zbadano dokładnie wielkość i kąt, pod jakim padały cienie na zdjęciach podczas cudu fatimskiego. Dzięki temu ustalono, że źródło światła, które je wytworzyło, wisiało na niebie pod kątem 30 stopni, podczas gdy rzeczywiste Słońce powinno było o tej porze wisieć na wysokości 42 stopni.


    W 1930 roku biskup Leirii uznał objawienia fatimskie za wiarygodne. Poświęcenie całego świata Niepokalanemu Sercu Marii Panny przez Piusa XII było już odpowiedzią na życzenie Matki Boskiej wyrażone w Fatimie. Paweł VI również spotkał się z Lúcią w Fatimie.


    Żadne z trojga dzieci przekazujących światu objawienie fatimskie nigdy nie zmieniło swojej wersji wydarzeń. Żadne nie zyskało z tego tytułu pieniędzy ani zaszczytów. Dwoje pastuszków zmarło dość szybko, jak zresztą zapowiedziała im Matka Boża. Francisca zabrała grypa hiszpanka 4 kwietnia 1919 roku, a Jacinta zachorowała i zmarła 20 lutego 1920 roku.


    Czy cud słońca w Fatimie to było tylko zjawisko naturalne, jak desperacko i nieudolnie próbuje to tłumaczyć wielu współczesnych ateistów i pseudosceptyków?


    Tę absurdalną hipotezę wykluczają obserwacje naukowe. Czy w Układzie Słonecznym wystąpiły jakieś zaburzenia potwierdzone obserwacjami? Nie.


    W czwartek 18 października 1917 roku dziennikarz gazety ,,O Século” publikuje na drugiej stronie artykuł – pyta w nim o to kierownika obserwatorium astronomicznego w Lizbonie, Augusta Frederica Ooma, który oświadcza, że „gdyby tego dnia miało miejsce jakieś zjawisko kosmiczne, [...] z pewnością zostałoby zarejestrowane”.


    Ściśle mówiąc, lizbońskie obserwatorium nie odnotowało niczego niezwykłego 13 października 1917 roku oprócz lekkich zakłóceń na zachodzie.


    Biskup Leirii w roku 1930 napisał: 


„Zjawisko to, którego nie zarejestrowało żadne obserwatorium astronomiczne, co oznacza, że nie było naturalne, ujrzało na własne oczy mnóstwo osób wszelkich stanów i klas społecznych [...], nawet ludzie, którzy przebywali w odległości wielu kilometrów, co wyklucza wyjaśnianie tego zbiorowym złudzeniem'”.


    Przypomnijmy: zjawisko to zaobserwowało wielu świadków z odległości nawet 34 kilometrów.


    Żadne zagraniczne obserwatorium również nie odnotowało żadnych nietypowych zmian w ruchu Słońca.


    A może było to tylko wyjątkowe zjawisko meteorologiczne, jak jeszcze bardziej desperacko próbuje to tłumaczyć wielu współczesnych ateistów i pseudosceptyków?


    Tej hipotezy nie da się obronić, ponieważ wydarzenie zapowiedziano z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Czy troje niepiśmiennych dzieci zdołałoby podać dokładną datę, dzień i godzinę takiego zjawiska? Nawet gdyby faktycznie to był jakiś fenomen meteorologiczny, nie dałoby się go przewidzieć na trzy miesiące naprzód. Dziś wiemy już na pewno, że prognozy meteorologiczne dłuższe niż dwutygodniowe są niemożliwe. W 1972 roku meteorolog Edward Lorenz wyjaśnił, dlaczego nie da się prognozować pogody na więcej niż dwa tygodnie naprzód. Otóż wynika to z wrażliwości procesów atmosferycznych na warunki początkowe. Nazwano to efektem motyla.


    Niemniej hipotezy zjawiska meteorologicznego bronił Portugalczyk, doktor matematyki Diogo Pacheco de Amorim, który wysuwał przypuszczenie, że ,,cud słońca” mógł być efektem rozszczepienia światła na kryształkach lodu na dużej wysokości, tak jak w przypadku tęczy. Amorim uważał, że „soczewki powietrzne” (o różnym składzie albo o różnej temperaturze) mogły zaburzyć rozpraszanie światła i zmodyfikować widoczną tarczę słońca, a nawet być przyczyną zmiany barw. Amorim przyznał jednocześnie, że jego hipoteza jest nie do utrzymania: ,,Nie możemy wyjaśnić fenomenu tak złożonego i tajemniczego, a tylko go porównać albo rozłożyć na elementy porównywalne do znanych fenomenów”. Teoria ta ostatecznie nie wnosiła niczego w wyjaśnienie chaotycznych ruchów słońca, czyli była bezużyteczna. Amorim sam ją obalił.


    Inny fizyk, Stanley Jaki, spekulował, że to, co się stało, mogło mieć korzenie meteorologiczne: „Wydaje się, że przezroczyste chmury otoczyły słońce i utworzyły ogromną naturalną soczewkę”. Ale i w takim wypadku soczewka nie stwarzałaby wrażenia, że słońce wiruje albo spada na ziemię, co widzieli liczni świadkowie niezależnie od siebie (i co zostało udokumentowane piśmiennie jeszcze tego samego dnia). Poza tym takiego zjawiska, o jakim mówi Jaki, nigdy i nigdzie nie zaobserwowano. Hipoteza Jakiego nadaje się tak samo do kosza, jak hipoteza Amorima.


    Nie była to też zbiorowa halucynacja. Tę hipotezę można wykluczyć z tego prostego powodu, że nie istnieje coś takiego jak „zbiorowa halucynacja” tłumu. Ten fenomen nie może się zdarzyć nawet w dość ograniczonej grupie, a tym bardziej nigdy go nie odnotowano w grupie tysiąca osób, a w grupie liczącej 30-70 tysięcy ludzi taki fenomen jest całkowicie nierealny.


    Halucynacja to zjawisko dokładnie zbadane, zajmował się nim na przykład francuski psychiatra Henri Ey i opisał je w Traité des hallucinations czy w Manuel de psychiatrie. Chodzi o spostrzeżenia zmysłowe bez zewnętrznego bodźca, bazujące wyłącznie na odczuciach wewnętrznych, które doprowadzają do tego, że dana osoba zachowuje się tak, jakby te odczucia były rzeczywiste, chociaż nie ma żadnych bodźców zewnętrznych uzasadniających takie odczucie czy postrzeganie.


    Halucynacje mogą być różne (wzrokowe, słuchowe, somatyczne), zawsze jednak świadczą o zaburzeniach umysłowych. Występują regularnie przy zachwianiach równowagi umysłowej albo przy destrukcji osobowości, towarzyszą im na ogół różne zaburzenia (pobudzenie, stany lękowe, patologiczne formy zachowania i tak dalej). Dlatego właśnie z medycznego i logicznego punktu widzenia zbiorowe halucynacje są niemożliwe, należałoby bowiem w takim wypadku zakładać, że takie same zaburzenia występują równocześnie u wielu osób bez żadnych obiektywnych przyczyn zewnętrznych.


    Nie wolno tych przypadłości mylić ze zbiorowymi przypadkami innych widzeń, które dla odróżnienia opierają się na obiektywnych przyczynach zewnętrznych.


    Nie można ich porównywać z dostrzeganiem UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających (w rodzaju świateł nad Lubbock w Teksasie czy nad Waszyngtonem), potwierdzanych czasem zdjęciami lub obiektywnymi dowodami materialnymi, jak obrazy z radarów.


    Nie można ich również porównywać z magicznymi sztuczkami, których podstawą są triki.


    Nie można ich także łączyć z fatamorganą, która pojawia się na horyzoncie i którą tłumaczą szczególne warunki atmosferyczne.


    Po pierwsze, psychiatria, neurologia, psychoanaliza i psychologia kliniczna odrzucają pojęcie zbiorowej halucynacji. Nie ma na ten temat żadnych potwierdzonych i zweryfikowanych badań, prac ani eksperymentów. Naukowcy nigdy nie potwierdzili zbiorowej halucynacji w odniesieniu do tłumu.


    Po drugie, „psychozy zbiorowe” albo „zarażenia afektywne”, potwierdzane wyłącznie na małych grupach, powstają najczęściej w sytuacjach lęku, napięcia lub niepokoju, na ogół nocą, ale nie w pełni dnia, w południe na równinie takiej jak Cova da Iria - zdjęcia zrobione tam przed cudem fatimskim i w trakcie tego wydarzenia nie świadczą, że wystąpiło coś takiego jak trans czy szczególna ekscytacja.


    Po trzecie, grupa osób, które padły ofiarą halucynacji, musiałaby doznawać tych samych emocji, a między osobami musiałaby zaistnieć wystarczająco silna sugestia, co jest absolutnie niemożliwe w przypadku, gdy grupę stanowią tysiące obcych sobie ludzi, wierzących albo obojętnych czy wręcz wrogo nastawionych do kwestii religijnych. Tym bardziej jest to niemożliwe, kiedy część osób zaobserwowała fenomen z odległości wielu kilometrów od Fatimy, i to nie wiedząc, że ma się dokonać cud. To, że ku zaskoczeniu uczestników cud fatimski się dokonał o godzinie 13:30 (czyli w południe solarne w tym miejscu), chociaż spodziewali się go półtorej godziny wcześniej, wyklucza możliwość sugestii.


    Wszystko to pozwala stwierdzić, że wydarzenia z 13 października 1917 roku w Fatimie nie można wytłumaczyć zbiorową halucynacją.


    Czy to było oszustwo?


    To jedyna dopuszczalna hipoteza pasująca do faktu, że cud był z góry zapowiedziany i że nie stwierdzono, by tego dnia wystąpiło jakieś zjawisko naturalne, które pozwoliłoby go wyjaśnić. Oszustwo to zresztą hipoteza najczęściej wymieniana w antyklerykalnych środkach przekazu, tyle że nie wytrzymuje próby analizy. Pod gołym niebem nie dałoby się czegoś takiego wyreżyserować.


    Wszystkie zdjęcia i świadectwa dotyczące cudu w Fatimie są zgodne: na niebie coś się działo, gdy słońce stało w zenicie i doszło do przejaśnienia. A to jedyne miejsce, gdzie fizyczną niemożliwością jest zmontować jakieś oszustwo.


    Jak zresztą wiadomo, fenomen fatimski z odległości aż 34 kilometrów zaobserwował Afonso Lopes Vieira. Widziany z tak daleka przedmiot zawieszony pod kątem 30 stopni znajduje się 19 kilometrów nad ziemią! Czy w roku 1917 znalazłby się ktoś zdolny stworzyć iluzję na takiej wysokości? Ponadto w przypadku mistyfikacji jej autorzy zaczęliby widowisko w samo południe, a nie o 13:21, raczej bowiem nie wzięliby pod uwagę różnicy między południem według wskazań zegara a południem solarnym.


    Przypomnijmy też, że cud fatimski oglądało co najmniej 30 tysięcy osób, w tym wielu niewierzących i zwykłych gapiów. Jaka sztuczka mogłaby zwieść aż tyle ludzi? Było tak oczywiste, że to niemożliwe, iż nikt nigdy nie pokusił się o udowadnianie, jak wykombinowano takie widowisko.


    Dorzućmy do tego czynniki przemawiające za tym, że nie da się tu mówić o oszustwie: niepiśmienne dzieci, uboga wioska, władze wrogo nastawione do wiary. A także to, że przez następne kilkadziesiąt lat nikt nigdy nie wniósł świadectwa, że to było oszustwo, a troje głównych świadków nigdy ani na jotę nie zmieniło swoich relacji. Czy można sobie wyobrazić, że Lúcia zgodziłaby się przeżyć 80 lat w klasztorze, aby ukryć kłamstwo? Że - co gorsza – po 80 latach od zdarzenia oszukiwałaby nadal samego papieża?


    To był więc cud.


    Pole do snucia hipotez znacznie zmalało - pozostała tylko ta jedna możliwość. Okoliczności są całkowicie zgodne z tym, co można sobie wyobrażać w obliczu takiego wydarzenia:


niewytłumaczalny cud,


zapowiedziany z wyprzedzeniem, 


przez nieuczone dzieci,


widziany przez wielki tłum,


przy niechętnych religii lokalnych władzach,


mający na celu wzbudzenie wiary.


    Ta możliwość, jedyna, jaka pozostała, wymaga tylko istnienia Boga. Czytelnik, który dotąd nam towarzyszy, przyzna, że ten wyłączny warunek wcale nie jest niedorzeczną hipotezą, wręcz przeciwnie.


    A jakie jest obecne oddziaływanie Fatimy?


    Ogromne.


    Przyjrzymy się teraz współczesnym następstwom fatimskiej historii, które jeszcze bardziej uwiarygodniają jej nadprzyrodzony charakter. Cud ten, naprawdę niezwykły, nie pozostał w sferze wspomnień, wręcz przeciwnie: odegrał niebagatelną rolę w najnowszych dziejach świata.


    To, co się stało w Fatimie, nie było malowniczym i egzotycznym skrętem w folklor religijny. To, co się stało w portugalskiej wiosce, było wyjątkowe i bez precedensu! Czegoś takiego wcześniej nie widziano: zapowiedziane z dużym wyprzedzeniem cudowne i niewytłumaczalne zjawisko na niebie, które faktycznie zaszło we wskazanym miejscu i dokładnie o wyznaczonej godzinie i było widziane przez wszystkich obecnych. 


    W Fatimie wszystko się odbyło jawnie: cały kraj wiedział o zapowiedzianym cudzie, który odbył się za dnia na oczach dziesiątków tysięcy świadków, wykluczone było jakiekolwiek oszustwo. Zważywszy na kontekst polityczny i ideologiczny, każda hipoteza zmierzająca do racjonalnego wyjaśnienia tego, co wtedy zaszło, jest po prostu niemożliwa. I dlatego silne przekonanie, że w Fatimie istotnie nastąpił cud wirującego słońca, jest dzisiaj równie mocne jak w czasach samego wydarzenia.


    Ten cud stał się, aby ludzie uwierzyli. Wszystko, co zaszło 13 października 1917 roku, zostało wyciągnięte na światło dnia i szczegółowo wyjaśnione. Słońce nie oślepiło tych, którzy widzieli jego wirowanie. I każdy czytelnik niniejszego tekstu, w żaden sposób nieoślepiony, może dokonać świadomego wyboru na podstawie tego, czego się dowiedział.


    A teraz w drugiej części mojego artykułu obalę zaprezentowane przez polskojęzyczną Wikipedię sceptyczne pseudoargumenty przeciw cudowi słońca w Fatimie. Część z tych pseudoargumentów Wikipedii powtarza się i pokrywa się z tym, co było omawiane i obalane już wyżej, jednak mimo to wrócę jeszcze do tego. Po prostu domknijmy porządnie ten temat. Poniżej przedstawiam krytyczne wobec cudu słońca w Fatimie tezy Wikipedii punkt po punkcie i metodycznie odpowiadam na nie. Zaczynamy: 


„Profesor Auguste Meessen z Instytutu Fizyki Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium stwierdził, że zgłoszone przez pielgrzymów obserwacje były złudzeniami optycznymi, wywołanymi przez zbyt długie patrzenie w tarczę słoneczną.”


Odpowiedź: 


    Już w tym zdaniu Wikipedia wprowadza „autorytet naukowy”, ale nie informuje czytelnika o kluczowej rzeczy: Meessen nie był świadkiem wydarzeń w Fatimie, nie prowadził badań terenowych ani nie analizował relacji bezpośrednio po wydarzeniu, lecz formułował swoją opinię kilkadziesiąt lat później na podstawie wtórnych opisów. Tymczasem relacje antyklerykalnej prasy portugalskiej z października 1917 roku, zwłaszcza „O Século”, nie opisują subiektywnych doznań wzrokowych pielgrzymów, lecz zjawisko obserwowane jako zewnętrzne i wspólne, relacjonowane również przez dziennikarzy sceptycznie nastawionych do objawień. Stwierdzenie Meessena jest więc nadinterpretacją, a nie opisem faktów historycznych.


„Meessen argumentuje, że powstałe na siatkówce oka kontrasty następcze spowodowane długotrwałym okresem wpatrywania się w słońce są prawdopodobnie przyczyną zaobserwowanego efektu ‘tańca’ czy też ‘wirowania’ słońca.”


Odpowiedź: 


    Hipoteza kontrastów następczych może tłumaczyć indywidualne artefakty widzenia, ale nie tłumaczy kluczowego elementu relacji z 1917 roku: synchronizacji obserwacji i reakcji tłumu. Reporter „O Século” opisuje momenty, w których dziesiątki tysięcy ludzi podczas cudu słońca w Fatimie reagowały jednocześnie, krzykiem i strachem, co zakłada wspólny bodziec zewnętrzny, a nie niezależne i losowe zjawiska siatkówkowe. Kontrasty następcze nie powodują zgodnych czasowo, masowych reakcji behawioralnych.


„Podobnie Meessen uważa, że zaobserwowane zmiany koloru najprawdopodobniej spowodowane były wybieleniem światłoczułych komórek siatkówki oka.”


Odpowiedź: 


    Wyjaśnienie to jest tylko pozorne i redukuje relacje świadków do fizjologii jednostki, podczas gdy relacje prasowe – także antyklerykalne – opisują zmiany kolorów jako cechę zjawiska obserwowanego na niebie, a nie jako problem percepcyjny poszczególnych osób. Co więcej, wybielenie fotoreceptorów prowadzi zwykle do utraty nasycenia barw lub powstawania plam, a nie do sekwencyjnych, bogatych zmian kolorystycznych opisywanych w Fatimie. Wikipedia nie wykazuje, że mechanizm fizjologiczny proponowany przez Meessena generuje takie efekty w sposób przewidywalny i zbiorowy.


„Meessen zaobserwował, że słoneczne cudy zgłaszane były w wielu miejscach, gdzie religijnie nastawionych pielgrzymów zachęcano do długotrwałego spoglądania w słońce.”


Odpowiedź: 


    To zdanie wprowadza uogólnienie, które rozmywa specyfikę Fatimy. W przypadku Fatimy istotne jest to, że zjawisko było zapowiedziane na konkretną datę, obserwowane przez ogromny tłum oraz relacjonowane przez prasę wrogą Kościołowi. „O Século” nie opisuje sytuacji, w której pielgrzymów „zachęcano do patrzenia w słońce”, lecz wydarzenie, które zaskoczyło zarówno wiernych, jak i sceptyków. Uogólnienie Meessena pomija ten kontekst historyczny.


„Jako przykład podaje objawienie w Heroldsbach, w Niemczech (1949), gdzie dokładnie takie same, jak w Fatimie, efekty optyczne zgłoszone zostały przez ponad dziesięć tysięcy osób.”


Odpowiedź: 


    Twierdzenie o „dokładnie takich samych” efektach jest problematyczne, ponieważ nie wykazano, że kontekst Heroldsbach był analogiczny do Fatimy pod względem zapowiedzi, obecności sceptycznej prasy, reakcji władz świeckich i skali oddziaływania społecznego. Porównanie późniejszego wydarzenia do Fatimy nie obala relacji z 1917 roku, a jedynie pokazuje, że podobne interpretacje pojawiały się w innych kontekstach religijnych. Nie jest to argument wyjaśniający, lecz analogia, która sama wymaga uzasadnienia.


„Nickell sugeruje ponadto, że efekt ‘tańca’ zaobserwowany w Fatimie jest efektem optycznym wynikającym z tymczasowego zniekształcenia siatkówki oka, spowodowanym przez długie wpatrywanie się w intensywne światło.”


Odpowiedź: 


    Odwołanie do Nickella powiela ten sam problem metodologiczny co wcześniejsze pseudoargumenty Meessena: wyjaśnienie indywidualne stosuje się tu do zjawiska zbiorowego. Co istotne, Nickell nie odnosi się do relacji antyklerykalnej prasy portugalskiej, która opisuje wydarzenie w Fatimie jako obiektywnie niezwykłe, a nie jako subiektywne złudzenie pielgrzymów. „O Século” nie miało interesu w podtrzymywaniu religijnej narracji, a mimo to uznało, że to, co się wydarzyło, nie daje się łatwo sprowadzić do prostych efektów optycznych. To milczenie sceptycznych „wyjaśnień” na temat tych źródeł jest jedną z ich największych słabości.


„De Marchi uważa, że zapowiedź niesprecyzowanego ‘cudu’, nagłość początku i końca wszystkich domniemanych ‘cudów słońca’, różne podłoża religijne obserwatorów, duża liczba obecnych ludzi oraz brak znanych uspokajających czynników naukowych czynią masową halucynację wątpliwą.”


Odpowiedź: 


    To zdanie przyznaje, że wiele elementów wydarzenia w Fatimie nie pasuje do klasycznej definicji halucynacji masowej. Antyklerykalna prasa, w tym „O Século”, podkreślała zarówno różnorodność obserwatorów, jak i fakt, że wielu sceptyków i dziennikarzy obecnych na miejscu również relacjonowało zjawisko jako niezwykłe. To sugeruje, że niezależnie od religijnych przekonań ludzi, efekt był postrzegany jako realny i zewnętrzny, co wprost podważa hipotezę masowej halucynacji.


„Aktywność słońca zaobserwowana została przez osoby znajdujące się ponad 18 km dalej, co również wyklucza teorię masowej halucynacji bądź masowej histerii, jeżeli powoływać się na De Marchiego.”


Odpowiedź: 


    Relacje z odległych miejsc, w tym świadectwa opisane w lokalnej prasie i archiwach z okolic Fatimy, pokazują, że osoby obserwowały to samo zjawisko fizycznie obecne na niebie, a nie tylko w umysłach tłumu. To mocny kontrargument wobec teorii psychologicznej, ponieważ synchronizacja obserwacji na takiej odległości nie mogłaby wynikać z sugestii czy histerii zbiorowej.


„Cud Słońca był widoczny w promieniu 40 km od Fatimy również przez osoby niewierzące, co wyklucza zbiorową psychozę.”


Odpowiedź: 


    To stwierdzenie dodatkowo podkreśla, że niezależnie od religijnego nastawienia obserwatorów, efekt był zauważalny i opisany jako nadzwyczajny. Relacje „O Século” i innych świeckich gazet z tego okresu odnotowują, że sceptyczni dziennikarze opisali zjawisko fatimskie jako obiektywne, co nie pasuje do hipotezy psychozy masowej.


„Pomimo tych twierdzeń, nie wszyscy świadkowie zgłosili zaobserwowanie ‘tańca słońca’.”


Odpowiedź: 


    Różnice w relacjach nie podważają samego faktu, że zjawisko fatimskie miało miejsce. „O Século” odnotowało, że niektórzy ludzie widzieli mniej spektakularne efekty lub tylko zmiany kolorów, co jest zgodne z naturalną zmiennością obserwacji w dużych tłumach, ale nie wyklucza, że słońce zachowywało się w sposób niezwykły.


„Niektórzy ludzie zobaczyli jedynie rozpromienione kolory.”


Odpowiedź: 


    Zgadzając się z tym, warto podkreślić, że w relacjach prasowych i archiwach z 1917 roku nawet obserwacja „rozpromienionych kolorów” była niezwykła w kontekście normalnego zachowania słońca, zwłaszcza w takiej synchronizacji czasowej.


„Niektórzy, włączając w to osoby wierzące, w ogóle nic nie zobaczyli.”


Odpowiedź: 


    Brak obserwacji przez część osób nie obala zdarzenia. W relacjach „O Século” zwracano uwagę, że obserwacja zależała od pozycji, warunków atmosferycznych i kierunku patrzenia, co jest normalne w przypadku masowych obserwacji astronomicznych. To nie jest argument przeciwko obiektywności zjawiska fatimskiego, a raczej naturalne ograniczenie percepcyjne.


„Nie istnieją żadne naukowe, astronomiczne relacje o jakiejkolwiek niezwykłej aktywności słońca w trakcie trwania domniemanego ‘tańca’, nie ma także świadków jakichkolwiek niecodziennych zachowań słońca dalej niż 64 km od Cova da Iria.”


Odpowiedź: 


    To stwierdzenie ignoruje fakt, że większość współczesnych obserwatorów nie prowadziła instrumentów naukowych ani nie raportowała w sposób astronomiczny, co jest typowe dla wydarzeń spontanicznych. Relacje dziennikarzy, w tym tych z „O Século”, pokazują, że nawet sceptycy opisali zjawisko fatimskie jako niezwykłe i godne notowania. Brak oficjalnych raportów astronomicznych wcale nie dowodzi, że zjawisko fatimskie nie miało miejsca, a jedynie że nie zostało ono zmierzone profesjonalnymi przyrządami w czasie rzeczywistym.


„Słonecznego fenomenu nie zaobserwowano w żadnym laboratorium.”


Odpowiedź: 


    To stwierdzenie nie przekreśla autentyczności obserwacji fatimskich. W październiku 1917 roku nie istniały rozbudowane systemy monitoringu astronomicznego w każdej części Europy, a zjawisko fatimskie miało miejsce w bardzo krótkim czasie i lokalnym kontekście. Antyklerykalna prasa portugalska, w tym „O Século”, relacjonowała wydarzenie jako realne i obserwowane przez tysiące ludzi w Fatimie i poza nią, w tym przez osoby sceptyczne – nawet bez laboratoriów.


„Niemożliwe, by mógł ujść uwadze tak dużej ilości astronomów i, oczywiście, innych mieszkańców półkuli.”


Odpowiedź: 


    I nie uszedł. Masowe obserwacje, rozciągające się na dziesiątki kilometrów, nie pasują do wyjaśnienia, że zjawisko fatimskie było tylko subiektywne lub lokalne. Reporterzy „O Século” podkreślali skalę zgromadzenia, reakcje tłumu i obserwacje osób znajdujących się w różnych miejscach, co pokazuje, że nie był to efekt lokalnej iluzji czy zwykłej halucynacji.


„Nie można kwestionować, że było to zjawisko astronomiczne bądź meteorologiczne.”


Odpowiedź: 


    To zdanie można odczytać jako wprowadzenie do wyboru między wyjaśnieniem naturalnym a nadnaturalnym. Relacje z prasy świeckiej pokazują, że w Fatimie nie zaobserwowano typowych cech meteorologicznych ani astronomicznych, które mogłyby wytłumaczyć gwałtowny ruch słońca, zmiany kolorów i synchroniczne reakcje tłumu. „O Século” opisywało zdarzenie jako coś niezwykłego, niewytłumaczalnego prostymi prawami fizyki, co doprowadza nas do nieuchronnego wniosku, że zjawisko fatimskie wymaga innej kategorii wyjaśnienia.


„Albo wszyscy świadkowie wydarzenia fatimskiego zostali wprowadzeni w błąd i ich wyznania były błędne, albo musimy dopuścić zjawisko nadnaturalne.”


Odpowiedź: 


    To logiczne rozgraniczenie dobrze pokazuje, że próby redukcji Fatimy do halucynacji, efektu psychologicznego czy złudzeń optycznych nie wytrzymują konfrontacji z dokumentacją źródłową. Antyklerykalna prasa nie miała interesu w afirmowaniu cudów, a mimo to relacjonowała zdarzenie fatimskie jako obiektywnie niezwykłe i niemożliwe do wyjaśnienia w sposób naturalny. Argument Pio Scatizziego pokazuje, że przy zachowaniu rzetelności źródeł, hipoteza nadnaturalnego charakteru zjawiska fatimskiego pozostaje poważnym wnioskiem.


„Steuart Campbell, pisząc dla edycji Journal of Meteorology w 1989 roku, postuluje, że chmura stratosferycznego pyłu zniekształciła obraz słońca 13 października sprawiając, że łatwo było na nie patrzeć i powodując możliwość zaobserwowania zmiany kolorów żółtego, fioletowego i niebieskiego oraz wrażenia ‘wirowania’.”


Odpowiedź: 


    Ta hipoteza jest czysto spekulatywna i opiera się na analogii do pojedynczych przypadków obserwacji pyłu stratosferycznego. Relacje z 1917 roku, w tym z prasy antyklerykalnej „O Século”, nie wspominają o obecności pyłu czy innych warunków atmosferycznych, które mogłyby wytłumaczyć nagłą i skoordynowaną obserwację efektów świetlnych przez dziesiątki tysięcy osób obecnych w Fatimie. Twierdzenie Campbella ignoruje fakt, że zjawisko było widoczne w promieniu 40 km od Fatimy, obejmując zarówno wierzących, jak i sceptyków, co nie pasuje do lokalnego efektu pyłu.


„Na poparcie swojej hipotezy Campbell zgłasza, że niebiesko-czerwone słońce zaobserwowano w Chinach oraz udokumentowano w 1983.”


Odpowiedź: 


    Odwoływanie się do przypadku z 1983 roku jest słabe metodologicznie, ponieważ nie stanowi bezpośredniego dowodu dla Fatimy z roku 1917. Kontekst obserwacji w Chinach był zupełnie inny, a obserwatorzy w Fatimie byli świadkami zjawiska opisanego wprost przez świecką prasę jako gwałtowne i dynamiczne, nie zaś subtelne zabarwienie słońca spowodowane pyłem stratosferycznym. Analogia czasowa i geograficzna nie wyjaśnia wszystkich charakterystycznych cech wydarzenia fatimskiego, takich jak „wirowanie” słońca jako srebrnego dysku spadającego na ludzi i reakcje tłumu na to. Analogia Campbella jest po prostu fałszywa, nieadekwatna i naciągana. Nie da się jej tym samym zastosować do Fatimy.


„Joe Nickell, sceptyk oraz badacz zjawisk paranormalnych, utrzymuje, że położenie zjawiska, opisane przez wielu świadków, ma zbyt inny od słonecznego azymut i wysokość, by być słońcem.”


Odpowiedź: 


    Nickell nie zauważa, że to tylko podkopuje jego sceptycyzm i dodatkowo potwierdza, a nie obala cud słońca w Fatimie, potwierdzając jednocześnie jego nadprzyrodzoność. Ponadto relacje z 1917 roku o cudzie fatimskim, w tym prasowe sprawozdania z „O Século”, nie koncentrują się na dokładnych pomiarach azymutu i wysokości Słońca, lecz opisują zjawisko fatimskie jako obiektywnie obserwowalne i niezwykłe. Podkreślają one synchroniczne reakcje tłumu oraz efekt wizualny postrzegany przez tysiące ludzi obecnych w Fatimie i w dużych odległościach od niej, co wskazuje, że obserwowany obiekt był traktowany jako realny, a nie błędnie zinterpretowany azymut.


„Sugeruje, że przyczyną zjawiska może być słońce poboczne. Czasami określane terminem parhelion, słońce boczne jest relatywnie powszechnym zjawiskiem atmosferycznym związanym z odbiciem/załamaniem światła słonecznego przez mnóstwo lodowych kryształków, tworzących chmury typu cirrus lub cirrostratus.”


Odpowiedź: 


    Wikipedia sama przyznaje później, że parhelion nie pasuje do kluczowego elementu obserwacji. Relacje z 1917 roku opisują gwałtowne ruchy słońca w Fatimie, zmieniające się kolory i wrażenie zbliżania się srebrnego dysku ku ziemi – cechy, które parhelion, będący zjawiskiem nieruchomym, nie wyjaśnia. Antyklerykalni dziennikarze także podkreślali, że nie było to zwykłe halo czy odbicie światła w Fatimie, lecz obserwowalne zjawisko dynamiczne.


„Słońce boczne jest jednak zjawiskiem nieruchomym i nie może wyjaśnić zgłaszanego ‘wirowania’.”


Odpowiedź: 


    Tutaj Nickell sam przyznaje słabość swojej hipotezy. Relacje prasowe z Fatimy opisują efekt ruchu słońca w sposób dramatyczny i synchroniczny w całym tłumie, co jest nie do pogodzenia z nieruchomym zjawiskiem optycznym. Ten kontrast pokazuje, że naturalistyczne wytłumaczenie nie obejmuje cech obserwowanych podczas zjawiska fatimskiego.


„Nickell sugeruje, że wyjaśnienie dla tego oraz podobnych zjawisk może leżeć w chwilowym zniekształceniu siatkówki oka, spowodowanym wpatrywaniem się w intensywne światło lub efektem wywracania oczu tam i z powrotem by uniknąć kompletnego oślepienia (co łączy w sobie obraz, kontrast następczy oraz ruch).”


Odpowiedź: 


    To „wyjaśnienie” sprowadza obserwację do subiektywnej percepcji jednostki, ignorując fakt, że tysiące świadków w Fatimie i poza nią widziało te same zmiany w tym samym czasie. „O Século” i inne naoczne relacje prasy antyklerykalnej i ateistycznej wskazują, że nawet osoby sceptyczne i niewierzące były świadkami niezwykłego zjawiska w Fatimie, które nie mogło być wynikiem indywidualnego zniekształcenia siatkówki.


„Nickell konkluduje, że była to najprawdopodobniej: prawdopodobnie kombinacja czynników, włączając w to zjawiska optyczne i meteorologiczne (słońce widziane przez cienkie chmury powodujące, że wydawało się ono srebrnym dyskiem; zmienność gęstości przepływających chmur, przez co słońce naprzemiennie jaśniało i przyciemniało się, oraz zdawało się przybliżać i oddalać; pył lub kropelki wilgoci w atmosferze, nadające światłu słonecznemu mnogość kolorów; i/lub inne zjawiska).”


Odpowiedź: 


    Ten długi ciąg hipotez i bezpodstawnych spekulacji jest typowym dla ateistów przykładem prób naturalistycznego wytłumaczenia „na siłę” obserwacji. Relacje z 1917 roku odnoszące się do Fatimy, w tym sprawozdania świeckiej prasy antyklerykalnej, nie potwierdzają obecności takich chmur, pyłu czy warunków atmosferycznych. Fenomen fatimski obserwowany był w sposób gwałtowny, krótki i dynamiczny, czego nie da się sprowadzić do wielu przypadkowych czynników. Synchronizacja percepcji w całym tłumie wyklucza prostą kombinację przypadkowych efektów optycznych i meteorologicznych, a świadectwa dziennikarskie pokazują, że nawet wrogowie Kościoła uznali wydarzenie za niezwykłe. Nie stałoby się tak, gdyby było to jakieś naturalne zdarzenie meteorologiczne, którego w dodatku nie dało się tak precyzyjnie i co do minuty zapowiedzieć z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, co akurat miało miejsce w tym przypadku.


„Kevin McClure utrzymuje, że tłum w Cova da Iria mógł oczekiwać na pojawienie się znaków na słońcu, jako że podobne zjawisko zostało zgłoszone w tygodniach poprzedzających zajście.”


Odpowiedź: 


    To twierdzenie ignoruje fakt, że wcześniejsze raporty były lokalne i nie miały tak dramatycznej formy, jak opisano w październiku 1917 roku. Relacje z prasy antyklerykalnej „O Século” pokazują, że obserwacja słońca jako „tańczącego” była niespodziewana nawet dla sceptyków obecnych na miejscu w Fatimie, co wskazuje, że wcześniejsze oczekiwania nie mogły w pełni wyjaśnić tego dynamicznego zjawiska.


„Za podstawę swoich twierdzeń przyjmuje to, że wierni zobaczyli to, co chcieli zobaczyć.”


Odpowiedź: 


    Redukowanie obserwacji do efektu subiektywnego oczekiwania nie uwzględnia wielu świadectw niezależnych od religijnej motywacji, w tym relacji dziennikarzy antyklerykalnych i ateistycznych, którzy również byli obecni na miejscu cudu słońca w Fatimie. „O Século” relacjonowało, że sceptycy widzieli te same zmiany w słońcu, co potwierdza, że zjawisko fatimskie nie było tylko projekcją pragnień wiernych.


„Jednak zarzuca się twierdzeniu McClure'a, że nie tłumaczy ono podobnych raportów od ludzi znajdujących się w tym czasie kilometry dalej, którzy, opierając się na ich zeznaniach, nie myśleli nawet w tamtym czasie o wydarzeniu.”


Odpowiedź: 


    To jest właśnie kluczowy punkt obalający wyjaśnienie McClure’a. Masowa halucynacja lub oczekiwanie na cud nie może obejmować osób, które były poza głównym zgromadzeniem i nie spodziewały się żadnego znaku. Prasa świecka z różnych miejsc odnotowała niewytłumaczalne obserwacje słońca u ludzi oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od Fatimy, potwierdzając obiektywność zdarzenia i wykluczając prostą interpretację psychologiczną.


„Kevin McClure oświadczył, że nigdy nie widział podobnego zbioru sprzecznych relacji w sprawie w żadnym z badań, których dokonał na przestrzeni uprzednich dziesięciu lat.”


Odpowiedź: 


    Sama deklaracja McClure’a podkreśla wyjątkowość zdarzenia. Fakt, że nawet badacz z doświadczeniem w analizie zjawisk paranormalnych uznał zestaw relacji za bezprecedensowy, potwierdza, że „tańca słońca” z Fatimy nie można łatwo sprowadzić do konwencjonalnej halucynacji, sugestii tłumu czy efektu psychologicznego. Relacje antyklerykalnej prasy dodatkowo wzmacniają znaczenie autentyczności i niezwykłości zjawiska fatimskiego.


„Leo Madigan wierzy, że wielu świadków wydarzenia nie myli się; domniemywa jednak sprzeczności w zeznaniach oraz sugeruje, że zdziwienie, strach, egzaltacja i wyobraźnia musiały odegrać swoje role zarówno podczas obserwacji, jak i podczas opowiadania o wydarzeniu.”


Odpowiedź: 


    Madigan uznaje autentyczność części obserwacji, ale próbuje wytłumaczyć różnice w relacjach czynnikami psychologicznymi. Tymczasem relacje antyklerykalnej prasy portugalskiej, w tym „O Século”, nie opisują zjawiska fatimskiego jako subiektywnej projekcji czy wyobraźni – dziennikarze ci odnotowali obserwacje fatimskie w sposób racjonalny i z dystansem, zwłaszcza u osób sceptycznych, które nie były pod wpływem strachu ani religijnej egzaltacji. To pokazuje, że pewne różnice w zeznaniach świadków z Fatimy wynikają głównie z różnic w percepcji i pozycji obserwatorów, a nie z psychologicznych halucynacji.


„Madigan porównuje doświadczenia do doświadczeń modlitewnych oraz zastanawia się, czy duchowy charakter zjawiska nie wyjaśnia sprzeczności pomiędzy wyznaniami świadków.”


Odpowiedź: 


    Odwołanie do duchowego charakteru zdarzenia fatimskiego jest nadinterpretacją subiektywną, która nie obala faktu obserwacji jako obiektywnego zdarzenia. Prasa antyklerykalna dokumentowała reakcje tłumu i zmiany słońca w Fatimie w sposób neutralny, wskazując, że zjawisko fatimskie miało charakter zewnętrzny, niezależny od wiary obserwatorów. Dlatego pewne drobne różnice w zeznaniach nie muszą być dowodem na halucynacje, lecz naturalną zmiennością w masowych obserwacjach. Takie różnice w zeznaniach zdarzają się nawet u współczesnych świadków, którzy opisują na przykład wypadek samochodowy przed Policją. Nikt z tego nie wyciąga wniosku, że wypadku samochodowego w ogóle nie było.


„Profesor Lisa Schwebel, Uniwersytet św. Jana w Nowym Jorku, zauważa, że zjawisko słoneczne w Fatimie nie jest wyjątkowe: było wiele podobnych spraw, odnotowanych przy wysoce intensywnych spotkaniach religijnych, zakończonych nagłą i niespodziewaną obecnością świateł na niebie.”


Odpowiedź: 


    To twierdzenie opiera się na przesadnym uogólnieniu, które nie uwzględnia wyjątkowych cech fatimskiego zjawiska. Relacje prasowe z 1917 roku, w tym „O Século”, opisują obserwacje w Fatimie jako masowe, gwałtowne, synchroniczne i widoczne na bardzo dużym obszarze, włączając sceptyków i osoby niewierzące, które przybyły na to wydarzenie i chciały je podważyć. Choć inne wydarzenia religijne mogły powodować subiektywne wrażenia świetlne, żadne nie dokumentują tego samego stopnia zjawiska, tak licznej obecności świadków (w tym niewierzących) i skoordynowanej obserwacji dynamicznego „tańca słońca” w Fatimie. W związku z tym Fatima pozostaje wyjątkowa pod względem skali, synchronizacji i dramatyzmu obserwacji, co odróżnia ją od innych przypadków, na które powołuje się Schwebel.


    Fakt zaobserwowany przez tysiące świadków, w tym obecnych na miejscu antyklerykałów i ateistów, jest następujący:


Słońce było jak srebrny dysk, który wirował i prawie spadł na gapiów, wywołując przerażenie.


    A oto „wyjaśnienie” sceptyka:


To tylko dyfrakcja lub rozszczepienie promieni słonecznych na chmurce.


    Co ma tu jedno z drugim wspólnego? Nic. Zero. Pomijając to, że żadnych chmur w momencie cudu słońca na niebie nie było i mamy zdjęcia z momentu cudu w Fatimie to poświadczające. Tak właśnie ateusze „wyjaśniają” fakty nadprzyrodzone. Zawsze gdy ateista wciska ci kit, że jest on „racjonalny”, to odczytuj to odwrotnie, jako: irracjonalny.


    Relacje świadków z Fatimy niezależnie od siebie podkreślają, że w pewnym momencie słońce zamieniło się w wibrujący lub drgający srebrny dysk, który leciał lub spadał na nich w kierunku ziemi. Do tego ludzie i rzeczy znajdujące się na powierzchni ziemi zmieniali kolory na czerwony, żółty i niebieski. Świadkowie z Fatimy i okolic mówią wręcz o czymś w rodzaju pokazu fajerwerków. Towarzyszą temu histeryczne reakcje przerażenia i nawróceń nawet zatwardziałych antyklerykałów i ateistów. Jest oczywiste, że ludzie widzieli coś tak niezwykłego i niespotykanego wcześniej, że nie tłumaczą tego wszystkiego nawet choćby minimalnie wszystkie te głupie i desperackie teoryjki ateistów o naturalnym zjawisku pogodowym i złudzeniu optycznym (ewentualnie głupie i naciągane teoryjki o sile sugestii pod wpływem tłumu). Zjawiska pogodowe i złudzenia optyczne zdarzają się regularnie. A tymczasem nawet antyklerykalni dziennikarze relacjonujący sprawę na miejscu w Fatimie wyraźnie podkreślają, że mieli do czynienia z czymś niezwykłym i nadzwyczajnym, czego nikt nie widział wcześniej i czego nie da się naturalnie wytłumaczyć. Ateiści nigdy nie obalili cudu słońca w Fatimie. To niepodważalna konkluzja, jaka wynika z wszystkich powyższych faktów.


    PS W pierwszej części powyższego tekstu wykorzystałem niemal dosłownie (lekko jedynie parafrazując) obszerne partie materiału z rewelacyjnej książki Michela Yves Bolloré i Oliviera Bonnassies pt. Bóg, nauka, dowody. Początek rewolucji (Katowice 2025), gdzie znajduje się znakomicie opracowany rozdział nr 21 (od strony 401 do strony 435), w całości poświęcony właśnie cudowi słońca w Fatimie. Rozdział ten jest wyjątkowo bogato udokumentowany i wszechstronnie opracowany, tak jak zresztą cała pozostała reszta tej książki, którą serdecznie polecam czytelnikom zainteresowanym apologetyką chrześcijańską. W drugiej części powyższego tekstu, gdzie polemizowałem już z krytyczną sekcją Wikipedii o cudzie słońca w Fatimie, posługiwałem się już samodzielnie opracowaną argumentacją i spostrzeżeniami.


    Jan Lewandowski, lipiec 2026.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane