Jan Lewandowski

Ateizm jest absurdem

dodane: 2026-04-10
Niniejszy tekst krytyczny o ateizmie jest stenogramem mojego referatu, który miałem wygłosić na konferencji apologetycznej organizowanej przez Agere Contra, niemniej jednak do uczestnictwa we wspomnianej konferencji i wygłoszenia tego referatu nie doszło z powodu mojej chwilowej niedyspozycji zdrowotnej. Publikuję więc tutaj zapis wspomnianego referatu.

   Dla ateisty nauka to nowa religia. A właściwie scjentyzm to dla ateisty nowa religia. Ale scjentyzm to parodia i karykatura nauki, a nie nauka. Do tego scjentyzm jest wewnętrznie sprzeczny i sam się obala. Scjentyzm orzeka bowiem, że tylko nauka poznaje prawdę o świecie, podczas gdy jest to stanowisko filozoficzne, nie naukowe. Nauka w ogóle nie może orzekać, że poznaje prawdę o świecie, bo wpadnie w błędne koło przy uzasadnianiu siebie samej. A więc scjentyzm, orzekając o nauce pozanaukowo, sam siebie obala. Mimo to ateista zamienił religię teistyczną na scjentyzm, aby pozbyć się religii w ogóle. Ale zamiast tego zamienił tylko jedną religię na drugą. Dlatego musimy bezwzględnie atakować scjentyzm. Nie możemy też bać się pokazywania ograniczeń nauki. To nie jest grzech dla katolika, co najwyżej jest to grzechem w oczach współczesnych wojujących sekularystów. Ale to nas mało obchodzi, a jeśli nas to obchodzi, to tylko o tyle, że dobrze nam z tym.


    To, co ateista nazywa argumentami przeciw teizmowi, to tylko jego wykręty. W zasadzie to ateista nie ma nic poza wykrętami i szyderstwami. Ale szyderstwo niczego nie obala. Ateista porównuje istnienie Boga do krasnoludków i wydaje mu się, że w ten sposób obalił istnienie Boga. To tak jakby ktoś sądził, że obalił dobrą reputację matki ateisty tylko i wyłącznie przez samo porównanie jej do kobiety lekkich obyczajów. Jest to oczywiście absurd, porównania nie obalają niczego, ale ateista infantylnie wierzy, że obalają. Sparodiowanie czegoś nie obala tego czegoś. Ateista porównuje Boga do krasnoludków. Widać po tym, że ze swoim „myśleniem” ateista pozostał w dzieciństwie.


    Skoro ateiści nie obalili dowodów na istnienie Boga, to oznacza to, że jakiekolwiek powoływanie się na krasnoludki nie ma sensu. Krasnoludki nie zastąpią Boga jako pierwszej przyczyny i projektanta świata ożywionego, bo tylko Bóg może rozwiązać problem regresu w nieskończoność w świecie fizycznym i problem nieredukowalnej złożoności oraz powstania życia w świecie biologicznym. Gdyby ateiści rozwiązali te problemy, wtedy Bóg byłby niepotrzebny i porównywanie Boga do krasnoludka byłoby uprawnione. Ale ateiści nigdy nie rozwiązali wspomnianych problemów i dlatego ich porównywanie Boga do krasnoludków jest tylko infantylną fałszywą analogią. Ateiści nigdy też nie odparli dowodów na istnienie Boga. Tym bardziej więc analogia Bóg-krasnoludek jest błędna i całkowicie fałszywa.


    Jeśli dla ciebie Bóg jest jak krasnoludek, to tylko obnażasz swoją ubogą i infantylną umysłowość, bo ni w ząb nie rozumiesz złożonych zagadnień filozoficznych, naukowych, logicznych i metafizycznych.


    Dlatego właśnie nazywam ich gimboateistami, bo mentalnie ze swoim myśleniem są na poziomie gimbazy, nawet jeśli są już w zaawansowanym wieku dorosłym.


    Ateiści mówią, że teizm ma coraz mniej luk, w których mógłby się schować, bo nauka rzekomo wyjaśnia coraz więcej. Ale wyjaśnienia nauki są hipotetyczne i omylne, więc nie wyjaśnia ona coraz więcej. Nauka co najwyżej opisuje coraz więcej, ale opis nie jest równoważny wyjaśnieniu. W dodatku każde nowe rzekome wyjaśnienie nauki rodzi coraz więcej kolejnych pytań, a zatem wyjaśnień prędzej ubywa niż przybywa. To ateizm ma coraz mniej luk, w których mógłby się schować. Samorództwo zostało obalone przez Ludwika Pasteura, choć kiedyś ateiści byli pewni, że życie powstaje w wyniku spontanicznego zbiegu okoliczności. Koncepcja odwiecznie istniejącego Wszechświata też została obalona przez teorię Wielkiego Wybuchu, choć kiedyś ateiści byli pewni, że Wszechświat jest odwieczny, statyczny i nigdy nie miał początku. Dziś jednak wiemy, że Wszechświat miał początek. Analiza budowy organizmów żywych coraz dobitniej wskazuje na projekt w przyrodzie, którego darwinizm nie jest w stanie wyjaśnić. Ateiści chowają się w coraz bardziej absurdalne luki, wskazujące na ich desperację. Modny jest na przykład ostatnio wśród ateistów pewien irracjonalny pomysł, który jest pod względem logicznym wewnętrznie sprzeczny. Ateiści twierdzą bowiem, że Wszechświat sam z siebie powstał z nicości. Jednak nicość nie może wytworzyć czegoś z niczego. Mamy tu sprzeczność. Inny absurdalny pomysł ateistów to całkowicie nieweryfikowalne empirycznie wieloświaty, wymyślone w desperacji tylko po to, żeby choć trochę osłabić argumentację wskazującą na fizyczną niemożliwość spontanicznego powstania życia z materii nieożywionej i na ewidentnie precyzyjnie zestrojony Wszechświat, w którym mikroskopijna zmiana choćby jednego z parametrów sprawiłaby, że w ogóle byśmy nie zaistnieli.


    Tak właśnie jest z życiem. Nie obserwujemy, że życie powstaje przypadkowo. Obserwujemy za to, że życie może pochodzić tylko od innego życia. Darwinowska teoria ewolucji została wymyślona z nienawiści do Boga. Teistyczny ewolucjonizm nic w tym nie zmienia. To jak próba ochrzczenia diabła.


    Darwinowska teoria ewolucji jest ateistycznym egzorcyzmem przeciw chrześcijaństwu i tym samym nic dziwnego, że z reguły służy ateistom jako egzorcyzm mający odczarowywać biblijną naukę o stworzeniu. Jednak za teorią ewolucji w sensie makro nie stoją żadne dowody, wbrew powszechnie rozgłaszanej propagandzie. Nie obserwujemy, że życie ewoluuje od najmniejszych form wielkości mikroba. Paradoksalne, zwłaszcza dla ateistów, jest to, że dowody na zmartwychwstanie Jezusa są dużo lepsze i mocniejsze niż tak zwane dowody na teorię ewolucji. Zmartwychwstanie Jezusa można udowodnić historycznie, nie używając nawet Ewangelii.


    Teoria ewolucji została wymyślona przez ateistów z nienawiści do Boga po to, żeby nie musieli w Boga wierzyć. Teoria ewolucji jest spiskiem przeciw Kościołowi. Teoria ewolucji, fizyczne hipotezy powstania i rozwoju Wszechświata - wszystko to są tylko sposoby na ucieczkę od Boga. Ateista jedynie zamienił Boga na tak zwane kategorie naukowe. Tymczasem darwinowska teoria ewolucji jest tylko metafizycznym snem. Darwinowi jedynie przyśniło się, że wyewoluował z jakiegoś ciepłego bajorka. To samo śni się wszystkim innym współczesnym ewolucjonistom.


    Ateizm nie jest zagadnieniem racjonalnym, ale irracjonalnym i psychologicznym. Ateista nie może zresztą twierdzić, że jest racjonalny, bo w świecie bez Boga racjonalność to tylko pusty zlepek słów. Ślepe procesy fizyczne nie tworzą racjonalności, bo same są irracjonalne. Gdybyśmy twierdzili przeciwnie, to otrzymalibyśmy sprzeczność.


    Ateiści często powtarzają bzdurę, że rzekomo nie ma dowodów i nawet dobrych przesłanek za istnieniem Boga. Doprawdy? Ależ są. Weźmy do ręki chociażby kilka wyśmienitych książek wydanych ostatnio w języku polskim na ten temat:


Edward Feser, Pięć dowodów na istnienie Boga, Poznań 2022.


Michel Yves Bolloré, Olivier Bonnassies, Bóg, nauka, dowody. Początek rewolucji, Katowice 2025.


Ariel A. Roth, Nauka odkrywa Boga. Siedem dowodów na Jego istnienie, Warszawa 2020.


    Zajrzyj też do moich ostatnich tekstów odnośnie dowodów na istnienie Boga:


https://www.apologetyka.info/ateizm/ateisci-nigdy-nie-obalili-dowodow-na-istnienie-boga,1730.htm


https://www.apologetyka.info/ateizm/sztuczna-inteligencja-twierdzi-ze-klasyczne-dowody-na-istnienie-boga-nigdy-nie-zostay-obalone,1748.htm


    A zatem ateista wcale nie jest ateistą dlatego, bo rzekomo nie ma dowodów lub przynajmniej dobrych przesłanek na istnienie Boga. Jak najbardziej są takie dowody i przesłanki, więc to tylko wykręt ateisty. Ateista jest ateistą dlatego, że nie radzi sobie ze swoją moralnością, a nie dlatego, że nie ma dobrych przesłanek, dowodów i argumentów za teizmem. Nawet Richard Dawkins przyznał w końcu, że istnieją dobre argumenty za Bogiem deistów, jak swego razu wspominał John Lennox, który debatował z Dawkinsem. A Anthony Flew, największy ateista XX wieku, a nie jakiś tam kundel Dawkins, skapitulował na swojej pozycji ateistycznej i nawrócił się na teizm, stwierdzając publicznie, że ludzkie DNA jest dowodem na istnienie Projektanta i dowody na projekt w przyrodzie są obecnie dużo lepsze niż w czasach, w których Flew zaczynał swoją karierę filozofa ateistycznego.


    Jedyną racją ateizmu jest rzekomy brak dowodów na teizm, ale ta racja jest jawnie fałszywa - jak już widzieliśmy powyżej. A tym samym ateizm jest fałszywy. Do tego ateizm wpada już na samym starcie w błąd logiczny argumentum ad ignorantiam, bo nawet gdyby nie było żadnych dowodów na teizm (a tak nie jest, jak już widzieliśmy), to nie dowodzi to fałszywości teizmu. Ale dowodzi to ponownie fałszywości ateizmu, bo wnioskowanie oparte na błędzie logicznym argumentum ad ignorantiam jest błędne od początku do końca.


    Reasumując, ateizm jest irracjonalny już na samym starcie i to podwójnie. Ateista twierdzi, że ateizm to tylko wniosek wynikający z braku przesłanek za istnieniem bogów. Nawet jeśli byłaby to prawda (ale wiemy już, że to nieprawda), to ateizm i tak jest błędny, gdyż wnioskowanie o braku czegoś z powodu braku dowodu jest błędem logicznym argumentum ad ignorantiam. Brak dowodu nie jest dowodem na brak. Brak dowodu na istnienie życia w galaktyce Andromedy nie jest dowodem na nieistnienie życia w galaktyce Andromedy. Ale ateizm i tak jest w błędzie, gdyż mamy bardzo dobre dowody na istnienie Boga, których ateiści nigdy nie obalili, nawet tych klasycznych. Ateizm nie jest brakiem wiary, ale wiarą w brak, jak słusznie kiedyś zauważył Gilbert Keith Chesterton, słynny apologeta chrześcijański, pod wpływem którego nawrócił się z ateizmu na chrześcijaństwo inny słynny apologeta chrześcijański - Clive Staples Lewis (tak, tak, to ten gość od Narni).


    Ateizm to tylko wieczne szukanie pretekstów do tego, żeby w Boga nie uwierzyć. Jeden wielki efekt wyparcia (por. Rz 1,20-25). Ateiście tak naprawdę nie chodzi o dowody, chociaż bez przerwy o nich gada. Gdyby ateiście chodziło o dowody, to odrzuciłby teorię ewolucji, na którą żadnych dowodów nie ma. To nie Bóg ukrywa się przed ateistą, ale ateista ukrywa się przed Bogiem. Ateista „poszukuje” Boga tak samo, jak złodziej poszukuje Policji. Zatkaj sobie soczewki lornetki zaślepkami i potem spróbuj coś wypatrzeć. Tak właśnie ateista „poszukuje” Boga.


    Do tego dochodzi jeszcze taki problem, że ateista jest ateistą właśnie dlatego, że po prostu nie zrozumiał on religii. Ateista jest ateistą dlatego, że nie myśli. Ateiści są wyszczekani, ale za tym wyszczekaniem nie idzie głębia.


    Prawdziwą przyczyną ateizmu jest nienawiść do Boga i bunt (Ps 53,2-4). Cała reszta, te wszystkie tak zwane racjonalne powody ateizmu, to już tylko preteksty i wymówki. Nawet na Sądzie Ostatecznym ateista będzie zaprzeczał, że Bóg istnieje.


    Ateista uprawia grę o najwyższym ryzyku. Bo jeśli się pomyli, to poniesie wieczne konsekwencje negatywne. Nie ma wyższego ryzyka niż to, nawet utrata doczesnego życia jest przy tym niczym (Mt 16,26).


    Na zakończenie kilka spostrzeżeń z zakresu socjologii religii. Często słyszymy od różnych ateistów, rzekomych postępowców, liberałów i modernistów, że Kościół traci posłuch i poparcie w społeczeństwie, zwłaszcza w społeczeństwach Zachodu, i takie tam różne inne narzekania. Tylko co z tego ma niby wynikać dla kwestii czy nauka Kościoła jest prawdą, czy nie jest? No właśnie kompletnie nic z tego nie wynika. To, że ktoś nie akceptuje nauki moralnej lub eschatologii Kościoła, nie oznacza, że ta nauka jest błędna. Odrzucali ją od samego początku ludzie, którzy „krytycznie myśleli i empatycznie czuli”, od gnostyków począwszy. To niczego nie dowodzi. Jezus od początku doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Jego nauka będzie „kamieniem obrazy”, za którą pójdzie na krzyż. Podejście różnych współczesnych modernistów, rzekomych postępowców i liberałów opiera się na założeniu, że Prawda objawiona powinna być taka, by nikogo nie „urażała”. To jest błąd. Chrystus nie przyszedł zdobywać sympatii, tylko zbawiać. Empatia nie jest kryterium prawdy. Wywody różnych modernistów, rzekomych postępowców i innych samozwańczych reformatorów i „naprawiaczy” Kościoła są kompletnie niezgodne z duchem nauczania Jezusa. Jezus nigdy nie dostosowywał swojej nauki do upodobań słuchaczy. Wręcz przeciwnie. Zajrzyjmy sobie do Ewangelii. Znajdziemy tam takie słowa:


„A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» [...] Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego»” (J 6,60-69).


    Jezus nie robił tragedii z tego, że ludzie odchodzą. Kościół jest od głoszenia Prawdy, a nie od upiększania statystyk. Przypomnijmy sobie też te słowa Jezusa:


„Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7,14).
„Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22,14). 


    Ludzie zgorszyli się i przestali za Jezusem chodzić. Czy Jezus zmienił naukę i stał się „bardziej empatyczny”, żeby ich przyciągnąć z powrotem? Nie.


    Prawda nie idzie na kompromisy. U modernistów idzie. Oni myślą po ludzku, a nie po Bożemu. Gdy Piotr popadł w taki błąd dostał stanowczą ripostę od Jezusa:


„Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki” (Mt 16,23). 


    Jezus kieruje te słowa też do modernistów i wszelkich współczesnych samozwańczych „reformatorów” Kościoła oraz rzekomych postępowców.


    Odpadanie ludzi od Kościoła nie jest zatem niczym, co świadczyłoby na niekorzyść Kościoła. Wręcz przeciwnie, tego właśnie należy się spodziewać jeśli Kościół głosi Prawdę. Prawda nie musi być wygodna. Niewygodna prawda powoduje, że ludzie odpadają od Kościoła. Dokładnie to zapowiedział Jezus:


„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8).


    Tymczasem tego właśnie modernista, rzekomy postępowiec i każdy inny samozwańczy „reformator” Kościoła już nie ogarnia, bo myśli po ludzku, a nie po Bożemu. Dla modernisty i liberała Kościół to tylko świecka instytucja, taka jak na przykład Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, która na pierwszym miejscu powinna dbać o statystyki członków. Ale Kościół jest od głoszenia Prawdy i nauki Jezusa, a nie od dbania o statystyki. I w tym miejscu postawię kropkę.


    Jan Lewandowski, kwiecień 2026.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane