O.K.

Biblijni władcy, Saul, Dawid i Salomon -prawda historyczna czy religijne bajania i legendy? (recenzja)

dodane: 2022-08-19
0
Biblijni władcy, Saul, Dawid i Salomon -prawda historyczna czy religijne bajania i legendy? (recenzja)
Recenzja książki Alfreda Palli broniącej historyczności relacji Biblii na temat potęgi państwa pierwszych królów Izraela: Saula, Dawida i Salomona.+bonus, omówienie leksykonu Piusa Czesława Bosaka zbierającego biblijne relacje o władcach Izraela.

Alfred J. Palla, „Królestwo Saula, Dawida i Salomona w świetle źródeł biblijnych i pozabiblijnych oraz danych archeologicznych”, Wydawnictwo Bogulandia 2017

 

[Wprowadzenie] Czy opisane w Biblii wielkie, bogate i potężne królestwo Izraela zjednoczonego pod berłem namaszczonych z woli Bożej królów: Saula, Dawida i Salomona, dominujące w X w. p.n.e. nad całym Lewantem, rzeczywiście istniało? Czy są to jedynie wyolbrzymione, upiększone legendy, spisane wieki po fakcie, anachroniczne bajania późniejszych autorów biblijnych o wyśnionym „złotym wieku” w odległej przeszłości? Wśród specjalistów od wielu lat istnieje spór na ten temat. Wielu ateistów i rewizjonistycznych biblistów przychyla się do drugiego zdania. Pozornie, na prosty chłopski rozum, wydaje się, że mają oni rację. Wszak, jeśli królestwo Salomona było tak bajecznie potężne i bogate, jak twierdzi Biblia, archeolodzy łatwo powinni byli znaleźć jego pozostałości. Bowiem jeśli chodzi o inne mocarstwa Bliskiego Wschodu, w Asyrii czy Babilonii znaleziono wspaniałe ruiny królewskich miast i pałaców, z nieprzebranymi archeologicznymi skarbami, monumentami, reliefami, bogatą zapomnianą literaturę, tysiące tekstów na glinianych tabliczkach. Niczego takiego natomiast nie znaleziono w Izraelu z X w. p.n.e., czasów Dawida i Salomona. Prostacki wniosek jest taki, że nie znaleziono, bo niczego takiego nie znaleziono, a opowieści biblijne to jedynie wymysły. Biblia to zbiór bajeczek, szczególnie jeśli chodzi o opis takiej bajecznej, wymyślonej mitycznej istoty jak Bóg… Dlaczego to jedynie prostacki wniosek, który nie musi odpowiadać rzeczywistości (pozostałości po królestwie Dawida i Salomon a niekoniecznie musiały przetrwać, archeologia niekoniecznie musiała je odnaleźć, a poza tym to nieprawda, że niby niczego nie znaleziono) opowiemy w dalszej części, w recenzji wspomnianej książki Alfreda Palli.

 

Na razie kontynuujmy opowieść o podważaniu biblijnej relacji o potędze królestwa Dawida i Salomona. Jak już wspomniałem, wśród biblistów i archeologów istnieje spór o wiarygodność tych historii i ogólnie historyczną wartość relacji Starego Testamentu. Specjaliści podzielili się na dwa obozy, które przyjęto nazywać minimalistami i maksymalistami. Minimaliści utrzymują, że Stary Testament jako źródło historyczne, jest z zasady niewiarygodny. Księgi biblijne zostały spisane późno, w okresie dominacji imperium perskiego, albo nawet jeszcze później, w czasach hellenistycznych, po podbojach Aleksandra Wielkiego. Historia Izraela to zbiór mitów i legend, stworzonych dla zbudowania tożsamości narodowościowej Żydów, a opowieści biblijne mają jedynie niewielkie (minimalne) oparcie w faktach. Wszystko to, co w Biblii nie jest potwierdzone przez zewnętrzne, pozabiblijne relacje, należy odrzucić jako niehistoryczne. Maksymaliści natomiast na odwrót, sprzeciwiają się twierdzeniom minimalistów. Uważają oni, że Stary Testament jako źródło historyczne jest wiarygodna, w maksymalnym stopniu, na jaki tylko pozwala stan badań naukowych (stąd nazwa maksymaliści). Tzn. o ile tylko nie mamy wyraźnego zaprzeczenia jakiejś relacji biblijnej w zewnętrznych źródłach czy danych naukowych, należy uznać daną relację biblijną za historycznie wiarygodną, spisaną niedługo po wydarzeniu, lub przynajmniej opierająca się na starszych, wiarygodnych źródłach pisanych. Widzimy, że mamy tu tak naprawdę dwa skrajnie różne podejścia, opierające się na dwóch fundamentalnie przeciwstawnych założeniach. O ile teoretycznie można sobie wyobrazić jakieś pole do (często niestety zgniłego) kompromisu, to zazwyczaj przedstawiciele tych dwóch obozów go nie chcą. Za tymi założeniami stoją bowiem poglądy ideologiczne i religijne, wiara albo niewiara religijna, oraz stosunek do żydowskiej historii i współczesnego państwa Izrael.

 

Na początku XXI w. głośnym echem odbiły się publikacje, tak fachowe, jak i jeszcze bardziej popularne książki, izraelskiego archeologa z Uniwersytetu z Tel Awiwu, Izraela Finkelsteina, w których kwestionował on nie tyle samo istnienie, co znaczenie królestwa Dawida i Salomona w X w.p.n.e. [Izrael Finkelstein, Neil Asher Silberman, „The Bible unearthed: archaeology’s new vision of ancient Israel and the origin of it’s sacred texts”, Touchstone 2002 oraz „David and Salomon: in search of the Bible’s Sacred Kings and the Roots of the Western Tradition”, 2006, wydanie polskie jako: „Dawid i Salomon; odkrycia archeologiczne, które podważyły wiarygodność Biblii”, Amber 2006]. Czy Finkelsteina można nazwać minimalistą, trudno powiedzieć, bo jego poglądy nie były aż tak jednoznaczne. Z jednej strony odrzucał on poleganie na Biblii jako wiarygodnym źródle, i krytykował on za to innych uczonych, z drugiej strony odrzucił on też poglądy najbardziej radykalnych minimalistów, jakoby teksty biblijne były skrajnie późno napisanymi (po niewoli babilońskiej) całkowitymi wymysłami, uważał on Dawida i Salomona za postacie historyczne. Jednak uważał ich co najwyżej za lokalnych plemiennych kacyków, a Zjednoczone Królestwo miało nigdy nie istnieć. Prawdziwa państwowość Izraela miała stworzyć dopiero w IX w. p.n.e. bałwochwalcza dynastia Omrydów i to tylko w królestwie północnym Izraela, południowe królestwo Judy miało się wyłonić dopiero w VIII w. p.n.e. (wedle narracji biblijnej po śmierci Salomona Zjednoczona Monarchia miała się rozpaść na dwa królestwa). I tę historię miała rzekomo, wedle Finkelsteina i jego zwolenników (w Polsce poglądy bliskie minimalistycznym czy może poglądom Finkelsteina prezentuje m.in. dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano z Uniwersytetu Warszawskiego), udowodnić naukowo archeologia.

 

Tezy Finkelsteina szybko podchwyciły promujące liberalne poglądy media i spopularyzowały jako rzekomo prawdę absolutną. Powstało wiele opracowań, artykułów popularnonaukowych, filmów dokumentalnych, prezentujących poglądy Finkelsteina i jemu podobnych jako ustaloną ostatecznie i bezdyskusyjnie (poza paroma fanatycznymi oszołomami wciąż irracjonalnie przekonanymi, że Biblia to bezbłędne Słowo Boże) prawdę. Tezy z prac Finkelsteina wpisywano do Wikipedii zwłaszcza angielskiej, jako święta i niepodważalną prawdę, a twierdzenia jego krytyków miały być jakoby „nienaukowe”. To były, cóż specyficzne, szalone czasy. Po atakach z 11 września 2001 r. trwała wojna z terroryzmem, a także druga intifada, krwawe starcia między Izraelczykami i Palestyńczykami nakręcające spiralę przemocy zamachów terrorystycznych i izraelskiego odwetu. Po obaleniu Talibów w Afganistanie republikański prezydent USA George W. Bush uznał, że wreszcie należy zrobić porządek ze zbrodniczym, ludobójczym terrorystycznym reżimem Saddama Husajna w Iraku (Saddam był jedynym przywódcą, który poparł zamachy z 11 września). Ale, tak jak izraelski król Saul był niekonsekwentny w wytępieniu bandyckiego plemienia Amalekitów tak Amerykanie w Iraku i Afganistanie byli niekonsekwentni, jeśli chodzi o zrobienie w brutalny sposób porządku ze współczesnymi Amalekitami; Talibami i aparatem bezpieczeństwa Saddama, który w Iraku dalej dokonywał zbrodni (to właśnie dawna bezpieka Saddama stworzyła tzw. Państwo Islamskie). Irak, a później Afganistan stały się centrami islamskiego terroryzmu, ku uciesze lewactwa, histerycznie szczującemu przeciw rzekomemu „amerykańskiemu imperializmowi”. Podjudzane przez media, dla których Bush (symbol amerykańskiego konserwatywnego republikańskiego establishmentu, niezależnie od obiektywnej oceny jego rządów) stał się obiektem hejtu (o którym jeszcze wtedy tak nie mówiono i bez wstydu go jawnie uprawiano) i nienawiści numer jeden, lewactwo poczuło, że dostało wiatr w żagle. To właśnie w tych czasach na piedestał wszedł prymitywny wojujący ateizm. Dan Brown wydał swoją powieść „Kod Leonarda da Vinci”, a wkrótce potem Richard Dawkins wydał „Boga urojonego”. W Polsce wychwalano zaś portale w stylu Racjonalista.pl wzywające do zerwania z chrześcijańskimi, katolickimi „przesądami”. W tej sytuacji, każda publikacja, która uderzała w wiarę i wiarygodność Biblii (plus konserwatywne poglądy czy polityków, niezależnie od obiektywnej oceny tych drugich, albo w „prześladujący” Palestyńczyków-nieważne czy rzeczywiście, czy też nie- Izrael) była od razu wynoszona na piedestał. Z czasem jednak przyszła reakcja, odpowiedź apologetyczna na prostacki wojujący ateizm, zmieniła się sytuacja geopolityczna, wzięto się ostrzej za tępienie terrorystów, Busha zastąpił liberał Obama (laureat pokojowej Nagrody Nobla za sam fakt niebycia Bushem, a później nowy obiekt nienawiści tym razem z drugiej strony politycznej barykady), a radykałowie, czy to islamscy, czy lewicowi, czy ateistyczni, nie mieli już tak lekko, nie potrafili wyprowadzać bardziej powalających ciosów... (później do głosu doszli i radykałowie prawicowi, ale to już inna historia...)

W przypadku sporu o królestwo Dawida i Salomona kontratak przyszedł ze strony maksymalistycznie nastawionych archeologów (szczególnie Amihai i Eilat Mazarów oraz Yosefa Garfinkela), krytykujących tezy Finkelsteina i prowadzących nowe wykopaliska, których rezultaty miały potwierdzać prawdziwość biblijnych relacji. Przez pewien czas trwała ostra debata „naukowa”, pełna kalumnii i wzajemnych oskarżeń o ideologiczne i polityczne motywacje, szczególnie pod adresem tychże wspomnianych „pseudouczonych”, co ośmielają się pracować z łopatą w jednej ręce a Biblią w drugiej i nawet ośmielają się relacjom tej księgi wierzyć, interpretując znaleziska wedle jej zapisów.

 

I ja swego czasu tę debatę z napięciem śledziłem, kibicując uczonym szukającym potwierdzenia archeologicznego biblijnych historii. Przeczytałem, lata temu, książki Finkelsteina., jednak prawdę mówiąc , nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia. Wydawały mi się pełne naciąganych tez, a oskarżenia, które Finkelstein i Silberman kierowali pod adresem tradycyjnie nastawionych, maksymalistycznych uczonych (o jakoby błędnokołowe myślenie, tak jest z archeologicznymi artefaktami, bo tak mówi Biblia. A skąd wiadomo, że Biblia jest wiarygodna? Bo potwierdzają ją znaleziska zinterpretowane na podstawie Biblii...), można równie dobrze wysunąć przeciw nim samym (skąd wiadomo, że to znalezisko nie można powiązać z takim a takim władcą biblijnym? Bo Biblia jest niewiarygodna. A skąd wiadomo, że jest niewiarygodna? Bo nie znaleziono artefaktów, które by ja potwierdzały…). Zbierałem również doniesienia i artykuły, które polemizowały z tym jakoby jedynie naukowo słusznym obrazem. Z czasem jednak zeszło to na dalszy plan. Zainteresowałem się innymi kwestiami, a i media jakoś przyjęły do wiadomości, że jednak istnieją archeologiczne dowody na znaczenie państwa Dawida i Salomona. Finkelstein i minimaliści też jakoś co nieco odpuścili dyskusję (Finkelstein w kolejnych pracach po części przyznał rację poglądom maksymalistów, a także zajął się innymi kwestiami, jak podważaniem wiarygodności późniejszych Ksiąg Kronik). Pozostawiłem sobie jednak archiwum zgromadzonych prac, by kiedyś może do tematu wrócić.

 

Ale temat podjął ktoś inny. Mianowicie znany adwentystyczny działacz Alfred Palla (biografia na Wikipedii). Ma on na swoim koncie szereg publikacji, jeśli chodzi o apologetykę Biblii, ale słynie również z kontrowersyjnych poglądów -jest fundamentalistą i kreacjonistą biblijnym, niekiedy też w swoich tekstach uderza w Kościół Katolicki. Po studiach historycznych w Polsce Palla wyjechal do Stanów Zjednoczonych. Tam zrobił doktorat w ewangelikalnym Fuller Theological Seminary, ale zdaje się, że uzyskany tam tytuł nie jest chyba uznawany w Polsce. W każdym razie w 2018 r. już w Polsce Palla zrobił doktorat, już powszechnie uznawany na całym świecie w Akademii Pomorskiej w Słupsku. Tytuł pracy doktorskiej brzmiał Zjednoczona monarchia izraelska w świetle tekstów biblijnych, pozabiblijnych i danych archeologicznych oraz poglądów i teorii rewizjonistycznych”. Recenzowana zaś tutaj książka „Królestwo Saula, Dawida i Salomona w świetle źródeł biblijnych i pozabiblijnych oraz danych archeologicznych” jest, wedle słów Palli (str. 11) nieznacznie przerobioną wersją tejże rozprawy doktorskiej. W książce tej Palla broni wiarygodności biblijnej historii Zjednoczonej Monarchii Izraela za rządów Saul, Dawida i Salomona, przytaczając m.in. najnowsze osiągnięcia archeologii i krytyki biblijnej. Książkę nabyłem parę lat temu, po czym… odłożyłem ją na półkę, do czasu, aż „wrócę do tematu”. Ale w końcu postanowiłem „wrócić” i się wreszcie zająć, przynajmniej prezentując w recenzji główne kwestie dla zainteresowanych Czytelników.

 

[Omówienie książki Alfreda Palli] W pierwszym rozdziale Palla omawia biblijne źródła historyczne dla rekonstrukcji dziejów Zjednoczonej Monarchii, czyli Księgi Samuela, Królewskie i Kronik. Wskazuje on na argumenty pozwalające datować te księgi na czasy współczesne opisywanym w nich wydarzeniom (lub tez niezbyt od nich odległe), a nie, jak chcą minimaliści, na wieki późniejsze. Do takich argumentów należą zwroty, iż pewne miejscowości (jak Ciklag/Siklag/Ziklag, 1 Sm 27,6, str. 17-18) były w posiadaniu władców Judy aż „do dnia dzisiejszego”, podczas gdy zostały one utracone w późniejszych czasach (Ciklag miało zostać stracone przez Roboama w 925 r. p.n.e.). Także biblijna narracja o dziejach Dawida ma paralele w literaturze semickiej z tego okresu, jak opowieść o królu Idrimi, władcy miasta Alalach, który wygnany, został przywódcą kompanii wyrzutków Habiru i w końcu zdołał odzyskać tron (str. 20). Podobnie Księgi Królewskie charakterem bardziej przypominają roczniki asyryjskie niż literaturę z okresu po wygnaniu babilońskim, w epoce perskiej. Natomiast Księgi Kronik, powstałe w okresie perskim (minimaliści próbowali przesuwać ich powstanie na czasy machabejskie, co jednak spotkało się z krytyką -teksty z II w. p.n.e. jak Septuaginta i teksty wspólnoty z Qumran zawierają odniesienia do Ksiąg Kronik, co wskazuje, że istniały już one długo przedtem, str. 24-25), opierają się na dużo starszych źródłach. W przeszłości deprecjonowano wartość historyczną Ksiąg Kronik, uważając je za późny zbiór wymysłów, obecnie jednak stanowisko to się zmienia na ich korzyść. Choć wydaje się, że Księgi kronik w głównej mierze opierają się na Księgach Samuela i Kornik, to jednak prezentują one odmienną perspektywę historyczną od tamtych. Wbrew stanowisku starszej krytyki, taka sytuacja działa tak naprawdę na korzyść Ksiąg Kronik i przede wszystkim źródeł, na których się opierały, które podawały opis tych samych wydarzeń z różnych perspektyw (spełniając w ten sposób kryterium wielokrotnego potwierdzenia). Wiele detali zawartych tylko w Kronikach otrzymało zewnętrzne potwierdzenie jak np. inskrypcje w tunelu Ezechiasza (str. 26-28).

W dalszej części 1 rozdziału Palla poddaje krytyce teorie na temat powstania historycznych ksiąg biblijnych (str. 29-40). Punktuje teorię źródeł JEDP (hipotezę dokumentarną, J-Jahwista, E -Elohimista, D -Deuteronomista, P -źródło kanpłańskie, z ang. priestly) jako oparta na przyjętych w XVII-XIX w. a priori założeniach, które zostały sfalsyfikowane przez późniejsza archeologię Bliskiego Wschodu. O ile teoria źródeł JEDP jest stosowana głównie do Pięcioksięgu, to jednak ma istotny wpływ na teorie opisujące pochodzenie innych ksiąg biblijnych. W myśl tego Księgi Samuela i Królewskie miałyby stanowić część wielkiej historii Izraela (obejmującej Księgi Jozuego, Sędziów, Samuela i Królewskie) spisanej przez Deuteronomistę w VII-VI w. p.n.e. na podstawie ideologii historycznej Księgi Powtórzonego Prawa. Palla argumentuje jednak, że wbrew tymże teoriom, Księga Powtórzonego Prawa wykazuje znaczne podobieństwa w strukturze do hetyckich przymierzy z II tysiąclecia p.n.e., zawierając ponadto wiele archaicznych sformułowań. Może być ona znacznie starsza, niż zakładany przez krytyków VII w. p.n.e. A co za tym idzie, również księgi historyczne, prezentujące podobny pogląd historiozoficzny co Księga Powtórzonego Prawa, mogą być znacznie starsze. Palla wspomina krótko (str. 38-39) o rewizjonistycznych poglądach postmodernistycznych wielu minimalistów, usiłujących oderwać relacje historyczne Biblii od jej kontekstu. Miałyby to być ich zdaniem, jedynie alegoryczne opowiastki zmyślone w celach ideologicznych. Więcej miejsca poglądom minimalistów w dalszej części rozdziału (str. 40-54). Minimaliści arbitralnie przesuwają powstanie ksiąg Biblii możliwie późno, argumentując to rzekomym brakiem zewnętrznych, pozabiblijnych potwierdzeń. Twierdzą oni, że w X w. Jerozolima była prowincjonalną wioską bez znaczenia, a cały splendor monarchii Izraela z tamtego okresu to wymysł autorów po wygnaniu Babilońskim. Palla kontrargumentuje, badania archeologiczne stwierdziły, że to właśnie po wygnaniu, za czasów perskich, Jerozolima była zapchana prowincjonalną dziurą, a chociażby poziom piśmiennictwa był niższy niż przed wygnaniem. Historyczne księgi biblijne pełne są szczegółowych relacji bardziej pasujących do kontekstu epoki asyryjskiej, pierwszej połowy I tysiąclecia p.n.e., niż do czasów perskich. Ilustruje to porównanie Ksiąg Samuela i Królewskich z powstałymi za czasów perskich Księgami Kronik. Minimaliści kwestionują wiarygodność relacji biblijnych, uważając je za dzieła dydaktyczne, promujące określoną ideologię. Palla odpowiada, że jest to zjawisko powszechne w dziełach historycznych, tak autorów starożytnych, jak i współczesnych, w tym samych biblijnych minimalistów. Autorzy biblijni mieli swoje poglądy na historie, ale jej nie zmyślali, przeciwnie, stanowiła centrum ich żywych zainteresowań. To właśnie w historii szukali przykładów na potwierdzenie swoich poglądów. Minimalistom nie podoba się, że biblijne relacje mają postać barwnych narracyjnych opowieści, a nie wyliczenia suchych faktów, oraz obsesyjnie żądają, by były one potwierdzone przez źródła zewnętrzne, inaczej należy uznać je za fikcję. Jednak jak zauważa Palla, prowadzi to do absurdów, bo w ten sposób należałoby odrzucić historyczność inwazji Juliusza Cezara na Brytanię w 55-54 r. p.n.e., o której wiemy tylko z relacji jego samego (str. 49). Natomiast z drugiej strony, ilekroć mamy możliwość zewnętrznego potwierdzenia relacji biblijnych, te wychodzą zwykle z tej próby zwycięsko. Minimaliści uznają priorytet „nauk społecznych” (czyt. marksizm i jego koncepcje) nad według nich „niewiarygodne” historyczne źródła biblijne -które po prostu nie wpisują się w ich wydumane wizje.

 

W rozdziale drugim Palla omawia odnalezione przez archeologów dokumenty (inskrypcje) z czasów monarchii izraelskiej, które potwierdzają wiarygodność relacji biblijnych. Stela faraona Merenteptaha z XIII w. p.n.e. dowodzi istnienia narodu Izraela jeszcze w czasach przedmonarchicznych. Inskrypcja faraona Szeszonka, który najechał Palestynę w 925 r. p.n.e., potwierdza relację biblijną. Stela z Tel Dan aramejskiego króla Chazaela (panował 842-800 r. p.n.e.) odnaleziona w 1993 r. dostarczyła kluczowego dowodu na potwierdzenie istnienia dynastii Dawida. Wielu uczonych dopatrywalo się odniesień do Dawida już na wcześniej znanych dokumentach: inskrypcji Szeszonka oraz odnalezionej w 1868 r. steli moabickiego króla Meszy, gdzie chwali się on zwycięstwami nad ciemiężącym wcześniej Moab Izraelem. Stela Meszy to niezależne potwierdzenie wiarygodności biblijnej relacji historycznej. Stela oraz tzw. czarny Obelisk króla asyryjskiego Salmanasara (858-824 r. p.n.e.) dalej potwierdzają relację biblijną, a także znaczenie królestwa Izraela na arenie międzynarodowej w IX w. p.n.e., mają także istotne znaczenie dla chronologii władców Izraela. Natomiast odnalezione inskrypcje w Khirbet Quajefa, Izbet Sartah, Kalendarz z Gezer oraz kamień z Tel Zajit, wszystkie z X w. p.n.e., dowodzą znajomości starohebrajskiego pisma alfabetycznego w tym okresie. Tym samym upada lansowana przez minimalistów teza, jakoby pismo było nieznane w Izraelu w tym okresie, a opowieści o Saulu, Dawidzie i Salomonie to spisane wieki później przekazywane droga ustną i wyolbrzymione legendy. Przeciwnie, wszystko wskazuje, ze wspominana w Biblii instytucja nadwornych pisarzy jak najbardziej istniała, a rozwinięta królewska administracja wymagająca znajomości pisma przez duża liczbę urzędników istniała w X w. p.n.e. nawet w prowincjonalnych ośrodkach. Ostrakon z Khirbet Quajefa wprost wspomina o królu, dowodząc istnienia monarchii w tym okresie. Minimaliści oczywiście desperacko próbowali podważać świadectwa tychże dokumentów, jednak ich naciągane tezy nie spotkały się z uznaniem większości uczonych specjalistów.

 

Rozdział trzeci to omówienie chronologii władców Izraela, w oparciu o najbardziej rozpowszechnioną rekonstrukcję amerykańskiego biblisty Edwina R. Thiele. Za pomocą pewnych założeń o tym, jak liczono daty panowania, oraz uwzględniając koregencje (wspólne rządy dwóch monarchów, zazwyczaj ojca i syna w tym samym okresie), powiązał on nieraz niejasne zapisy o długości rządów poszczególnych władców Izraela i Judy, ze znanymi z innych źródeł, asyryjskich, egipskich i fenickich okresami panowania władców ościennych, osiągając niemal całkowicie spójny schemat. Palla zwraca uwagę, że byłoby to zapewne niemożliwe, gdyby zapisy biblijne stanowiły późny wymysł z czasów powygnaniowych. Także wzmianka o ślubie Salomona z córką faraona wspiera wiarygodność kontekstu historycznego Biblii. Wiemy na podstawie zewnętrznych źródeł, że faraonowie nie wydawali kobiet ze swojej rodziny (córek, szwagierek, sióstr) za obcych władców, z wyjątkiem okresu słabości państwa egipskiego w X-VIII w. p.n.e.

 

Czwarty rozdział omawia dane archeologiczne z okresu X w. p.n.e przypisywanego Zjednoczonej Monarchii. Czy archeologia potwierdza, czy zaprzecza istnienie i rozmach królestwa Dawida i Salomona? To jest właśnie najbardziej gorący obecnie obszar sporu między minimalistami a maksymalistami Na początku Palla pokrótce omawia dzieje archeologii biblijnej i jej metody, szczególnie datowania, datowanie względne na podstawie warstw wykopalisk archeologicznych, a także datowanie za pomocą stylu ceramiki i datowanie radiowęglowe. Każda z tych metod ma swoje ograniczenia.

 

Tu także jest miejsce na krytykę tezy Izraela Finkelsteina, która na przełomie XX i XXI w. narobiła tyle zamieszania. Finkelstein twierdził, że znaleziska z warstwy archeologicznej epoki żelaza IIA , które dotychczas zazwyczaj datowano na X w. p.n.e., czasy Dawida i Salomona, należy przesunąć na epokę późniejszą, 1 połowę IX w. p.n.e. Były to czasy, gdy w północnym królestwie Izraela panowała dynastia Omrydów, znana w Biblii z odstępstwa od czystego kultu Jahwe, na rzecz bałwochwalstwa i kultu fenickiego Baala. Według Finkelsteina to właśnie Omrydzi, a nie Dawid i Salomon, mieli stworzyć podstawy prawdziwej państwowości Izraela i doprowadzić go do potęgi, wbrew narracji biblijnej, potępiającej ich za odstępstwo od prawowitego kultu. Finkelstein twierdził, że epoce Dawida i Salomona odpowiada warstwa epoki żelaza IB, gdzie znaleziska archeologiczne są znacznie skromniejsze. Wydaje się, że wtedy wciąż dominowała struktura plemienna, a Dawid i Salomon mogli być co najwyżej lokalnymi wodzami, nie władcami bliskowschodniej regionalnej potęgi.

Jednym z twierdzeń Finkelsteina było to, że datowanie radiowęglowe znalezisk z warstwy żelaza IIA wskazuje nie na X, lecz na pierwszą połowę IX w. p.n.e. Tu jednak szybko wytknięto mu błąd metodologiczny. Datowanie radiowęglowe jest bowiem obarczone błędem rzędu kilkudziesięciu lat i musi być dodatkowo kalibrowane. Zaś krzywa kalibracji przebiega tak, że podobne wyniki dostaje się zarówno dla pierwszej połowy IX w. (czasy Omrydów), jak i X w. p.n.e. (czasy Dawida i Salomona). Teoretycznie mogło być i tak i tak. W czasach Finkelsteina wskazówka przesuwała się raczej na IX w., czasy Omrydów. Jednak badania nowych próbek (w tym przeprowadzone przez samego Finkelsteina) z powrotem przesunęły datowanie raczej na X w. p.n.e., czasy Dawida i Salomona (str. 128-129). Także datowanie ceramiki przez Finkelsteina rzekomo na IX w. p.n.e. (w oparciu o znaleziska z pałacu Omrydów w Samarii) okazało się subiektywne i zawodne. Inni archeolodzy wytknęli, że styl ceramiki nie zmienił się tak bardzo pomiędzy X a IX w. p.n.e., jak twierdzi Finkelstein (str. 130-131).

Jednak prawdziwym gwoździem do trumny teorii minimalistycznych było odkrycie w 2007 r. przez archeologa Yosefa Garfinkela silnie ufortyfikowanego miasta Khirbet Quajefa z X w. p.n.e. (próbowano je identyfikować z biblijnym Netaim lub Szaarajim), 30 km na zachód od Jerozolimy. Była to prawdopodobnie stolica prowincji i pograniczna forteca, strzegąca Judę przed najazdami z zachodu. Datowanie radiowęglowe potwierdziło istnienie miasta w X w. p.n.e. Zostało ono prawdopodobnie zniszczone podczas najazdu Szeszonka w 925 r. p.n.e. W mieście znaleziono m.in. ruiny królewskiego pałacu oraz wspomniany w rozdziale drugim ostrakon napisany pismem alfabetycznym. Co ważne, choć w mieście znaleziono wiele szczątków bydła owiec i kóz, nie znaleziono szczątków świń, oraz przedmiotów kultowych co wspiera tezę, że zamieszkiwali tam Izraelici (religia mojżeszowa zakazuje spożywania wieprzowiny oraz tworzenia wizerunków bóstw i ich kultu). Inne podobne hebrajskie miasto z X w. p.n.e. znaleziono w Tel Rechow na północy Izreala -wykopaliska prowadził tam Amihai Mazar. Układ obu tych miejscowości został starannie zaplanowany, a miasta zostały starannie obwarowane charakterystycznymi dla Izraelitów murami kazamatowymi z bloków kamiennych. Świadczy to o istnieniu dobrze zorganizowanej centralnej administracji królestwa w tym okresie.

 

Finkelstein usiłował przesunąć datowanie odkrytych wcześniej wielokomorowych bram w Megiddo, Chasorze i Gezer, z czasów Salomona (gdzie je dotychczas datowano, jako dowody na istnienie rozwiniętego królestwa Salomona zgodnie z relacją 1 Krl 9,15) na czasy Omrydów. Lecz zostało to skrytykowane i wielu archeologów powróciło do datowania, na podstawie charakterystycznej ceramiki, na X w. p.n.e. W wielu miejscach na liście miejscowości zdobytych przez faraona Szeszonka można znaleźć warstwy zniszczenia, a w nich podobną ceramikę co w Megiddo, Chasorze i Gezer. Stajnie w Megiddo, datowane na czasy Omrydów, mogły powstać na ruinach wcześniejszych stajni Salomona (str. 140).

 

Minimaliści podważali także wielkość i polityczne znaczenie Jerozolimy w X w. p.n.e. Według Biblii (2 Sm 5,6-9; 1 Krn 11,4-8) dawną twierdzę Jebuzytów zdobył Dawid i uczynił ją swoją stolicą. Natomiast minimaliści, powołując się na rzekomy brak okazałych znalezisk archeologicznych z tego okresu, postulują, że Jerozolima była co najwyżej małą lokalną wioską. Jest to jednak ignorowanie innych świadectw dowodowych. Listy z egipskiego Amarna z XIV w. p.n.e. pokazują, że Jerozolima była wtedy poważnym ośrodkiem regionalnym, mimo również braku potwierdzenia archeologicznego w lokalnych wykopaliskach. Podobnie jest z wieloma innymi miejscowościami wzmiankowanymi w różnych starożytnych dokumentach historycznych jako istotne ośrodki, a po których znaleziono niewiele materiału archeologicznego (str. 150-151). Jerozolima jest ponadto miejscem specyficznym. Jest ona zamieszkana od bardzo odległej starożytności aż po dzień dzisiejszy, toteż kolejni mieszkańcy często budowali na ruinach budowli swych poprzedników. Jest to sytuacja odmienna od wielu miejscowości, które zostały zniszczone i opuszczone, przez co zachowały się ku uciesze archeologów liczne pozostałości po dawnych wiekach. Tak było w przypadku stolic imperium asyryjskiego, Nimrud czy Niniwie, miast porzuconych wieki wcześniej, które odkopano pod zapomnianymi wzgórzami. W Jerozolimie natomiast budowano na skałach, gdzie aby coś zbudować, trzeba było usunąć wcześniejsze konstrukcje, albo na usypanych ziemnych tarasach, które łatwo ulegały erozji. Ponadto do dziś znajdują się tam prywatne domy, więc obszar na prowadzenie wykopalisk jest ograniczony. Zaś w rejonie potencjalnie najcenniejszym, czyli na Wzgórzu Świątynnym, wykopaliska są z przyczyn politycznych niemożliwe, stoją tam święte sanktuaria islamskie: Meczet al Aksa i Kopuła na Skale. Nawet gdyby było to możliwe, za czasów Heroda Wielkiego, kiedy budował on swoją Świątynię, przekopano i wyrównano cały ten teren, co stanowi katastrofę pod względem archeologicznym, bo nastąpiło przemieszanie warstw ziemi, utrudniające datowanie znalezisk (str. 152). Zresztą sama Jerozolima, aby być centrum administracyjnym, nie musiała być sama w sobie wielkim miastem -większość mieszkańców mogła mieszkać tak naprawdę po wioskach w okolicy. Podobny model spotykano w ośrodkach filistyńskich i fenickich (str. 153).

W Jerozolimie odkopano szereg konstrukcji, które zdaniem niektórych archeologów można datować na X w. p.n.e. Wykopaliska prowadzone przez Eilat Mazar w 2005 r. odsłoniły pozostałości budowli, którą ona i szereg innych archeologów uważa za pałac króla Dawida (na podstawie biblijnych wzmianek topograficznych). Budowla, na podstawie szczątków ceramiki, datowana jest na X w. p.n.e. i znajdowała się poza ufortyfikowanym miastem Jebuzytów, co wspiera tezę, że została zbudowana po zdobyciu miasta przez Dawida. W opinii Amihai Mazara budowla nie miała sobie równych w Lewancie pomiędzy XII a IX w. p.n.e. (str. 157). Natomiast sfrustrowany Izrael Finkelstein przystąpił do kontrataku, twierdząc, że wnioski Mazarów są wymysłami wziętymi z lektury Biblii, a budowlę trzeb datować na czasy hellenistyczne, epokę machabejską. Jednak wydaje się to tylko wyrazem desperacji -wszystkie argumenty (datowanie ceramiki zarówno z warstwy budowli, jak i bezpośrednio poniżej, datowanie radiowęglowe próbek z tej warstwy, odkryte w tym rejonie inskrypcje i odciski glinianych pieczęci, str. 158) wskazują na w. p.n.e., czasy Dawida i Salomona. Twierdzenia minimalistów, że nie ma żadnych pozostałości Jerozolimy jako stołecznego miasta wielkiego królestwa, wydaje się, że należy włożyć między bajki.

Minimaliści z braku bezpośrednich dowodów archeologicznych próbowali także negować istnienie Świątyni Salomona. Jednak jak już wspomniano, prowadzenie wykopalisk na Wzgórzu Świątynnym jest niemożliwe z powodów politycznych. Natomiast biblijny opis budowy Świątyni Salomona dobrze koresponduje ze znanymi archeologii innymi podobnymi sanktuariami w Lewancie z tamtego okresu. Podobnie jest ze zbudowanym w pobliżu Świątyni pałacem Salomona, który również przypomina inne bliskowschodnie rezydencje królewskie z okresu przed dominacją Babilończyków a później Persów. Opis tronu Salomona (2 Krn 9,17-19) przypomina fenicki tron z kości słoniowej z VIII w. p.n.e. znaleziony na Cyprze (str. 165).

Innym przedmiotem sporu stało się istnienie państwa Edomu na południe od Judy i tamtejszych kopalń miedzi w X w. p.n.e. minimaliści zaprzeczali temu oraz że Edom był podległy władzy Dawida i Salomona. Jednak przeprowadzone w XXI w. wykopaliska w Khirbet en-Nahas, gdzie znajdowały się kopalnie miedzi, po raz kolejny zaprzeczyły temu, potwierdzając biblijną narrację. Funkcjonowanie tych kopalni wymagało istnienia zorganizowanego aparatu państwowego. Datowanie radiowęglowe pestek znalezionych w kopalniach potwierdziło ich funkcjonowanie w X w. p.n.e., zatem ten aparat państwowy jak najbardziej wtedy musiał istnieć (str. 167).

 

Podsumowując kwestię archeologicznych dowodów na istnienie monarchii Dawida i Salomona, można powiedzieć, że o ile na przełomie XX i XXI w. takich dowodów było niewiele (lub były one kwestionowane), to jednak wykopaliska prowadzone w pierwszych dekadach XXI w. przyniosły wiele nowego materiału dowodzącego, że w X w. p.n.e. w Ziemi Świętej istniało zorganizowane państwo na wysokim poziomie cywilizacyjnym. Nawet jeśli nie wszystkie nowe znaleziska jednoznacznie potwierdzają tę tezę (archeologia też jak najbardziej wymaga interpretacji i jest podatna na poglądy ideologiczne), jest ich po prostu za dużo by utrzymywać poglądy minimalistów, że w X w. p.n.e. w Palestynie istniały jedynie zacofane społeczności plemienne. Przy okazji, trudno nie odnieść wrażenia, że tak intensywna kampania wykopaliskowa stanowiła niejako reakcję na twierdzenia minimalistów, którzy znaleźli sobie nowe pole do atakowania wiarygodności Biblii -i należało im te pole odebrać.

 

Rozdział piąty wraca do okresu, kiedy w Palestynie istniały tylko społeczności plemienne, czyli epoki Sędziów. Jak wyglądały wtedy społeczności Izraelitów? Czy da się je odróżnić od rdzennej ludności kananejskiej? Wreszcie, jaki był ich poziom cywilizacyjny w porównaniu z epoką królewską?

 

Palla omawia charakterystyczne osiedla izraelskie z epoki Sędziów, których archeolodzy znaleźli kilkaset. Nieufortyfikowane te osady charakteryzowały się posiadaniem wewnętrznego dziedzińca dla zwierząt. Wskazuje to, że ludność trudniła się w głównej mierze pasterstwem, w mniejszym stopniu rolnictwem. Jest to zgodne z obrazem Izraelitów jako przybyłych z pustyni pasterzy. Ilość osad stopniowo zwiększa się od Jordanu w kierunku zachodnim, zgodnie z opinią o ekspansji Izraelitów w Kanaanie w okresie Sędziów (str. 172-173). Naczynia były proste, a charakterystyczną cechą była obecność domów czteroizbowych. Jedynie niewielką ilość tego typu budowli znaleziono poza Izraelem na terenach sąsiednich, możliwe jednak, że zbudowali je izraelscy imigranci (str. 173-176).Najbardziej jednak charakterystyczną cechą tych osiedli jest brak świńskich kości oraz przedmiotów kultowych, zgodnie z Prawem Mojżeszowym (str. 177-178).

 

W dalszej części tego rozdziału Palla omawia społeczeństwo izraelskie na podstawie zapisów Biblii, a także ideologię instytucji monarchii według Biblii w porównaniu z podobnymi monarchiami na Bliskim Wschodzie. Bliskowschodni monarcha miał być przede wszystkim przywódcą pilnującym religijnie usankcjonowanego porządku boskiego: Władca był wybrańcem bożym i miał posiadać mądrość daną od bóstwa, pilnować porządku społecznego, ochraniać słabszych przed wyzyskiem silniejszym, zwalczać wrogów zewnętrznych. Miał swoje prawa, ale tez ich ograniczenia, nie był władca całkowicie absolutnym. W Izraelu, w przeciwieństwie do innych państw, królowie nie byli deifikowani, byli namiestnikami wybranymi przez Boga-Jahwe i odpowiadali przed Nim za wypełnianie przepisów Prawa. Nie mogli również pełnić funkcji kapłańskich, w przeciwieństwie do innych monarchii Bliskiego Wschodu. Ideałem politycznym była teokracja, bezpośrednie rządy Boga, lecz z powodów praktycznych Bóg zezwolił na ustanowienie w Izraelu scentralizowanej władzy monarchicznej, wedle dobrowolnego pragnienia Izraelitów.

 

Rozdział szósty opisuje przejście Izraela od społeczeństwa klanowego do scentralizowanej monarchii. W XII-X w. upadły stare potęgi epoki brązu: Asyria, Babilonia, osłabił się Egipt. Wytworzyła się próżnia polityczna umożliwiająca powstanie licznych niezależnych państw w Lewancie. Jednocześnie na wybrzeżu Palestyny osiedlili się Filistyni, dobrze zorganizowany lud, który zaczął napierać na Izraelitów, co tych ostatnich skłoniło do przyjęcia scentralizowanej monarchii. Jednocześnie nastąpił znaczny wzrost populacji Izraelitów, który to przyrost demograficzny będzie utrzymywał się az do VIII w. p.n.e., okresu najazdu asyryjskiego. Jednocześnie postępowała urbanizacja, przenoszenie się ludności z nieobwarowanych wiosek, do ufortyfikowanych miast. Nastąpił przełom cywilizacyjny, na który nałożyło się przyjęcie władzy centralnej (której przyjęcie było z jednej strony koniecznością, z drugiej stymulowało dalszy wzrost i specjalizację zawodową populacji). Przełom ten szczególnie jest widoczny na terenach południowej Samarii i ziemi plemienia Beniamina, rejonie częstych walk izraelsko-filistyńskich skutkujących zniszczeniami wojennymi miejscowości odbudowywanych już na nowy sposób (str. 196). Efektem tego przełomu jest powstanie sporej liczby zorganizowanych ośrodków miejskich, budowanych wedle podobnych planów, z licznymi ośrodkami administracyjnymi (pałace), a także fortyfikacji (str. 196-197). Te ostatnie w większości zostały zniszczone przez najazd Szeszonka w 925 r. p.n.e. (str. 198). Pojawiły się tez wyroby luksusowe (głównie z Fenicji), wcześniej prawie nieobecne (str. 198). Minimaliści utrzymywali, że państwowość Izraelska w okresie X w. ograniczała się do wodzostwa przywódców wojennych, z trudem utrzymujących lojalność poszczególnych plemion. Jednak, choć panowanie Saula można uznać za okres przejściowy między dwoma etapami rozwoju cywilizacyjnego, jednak można już wtedy mówić o Izraelu jako o państwie, a nie konfederacji plemiennej -Saul był w pełni uznawanym monarchą, potrafiącym narzucić poddanym swoją wolę i stworzyć organizację państwową, posiadającą profesjonalną administrację i wojsko, utrzymywane z nadwyżek produkcyjnych ogółu społeczeństwa (str. 201-202).

 

Minimaliści twierdzili, że Izrael nie istniał jako zjednoczone państwo. W ich przekonaniu najpierw miało się wyłonić północne królestwo Izraela na przełomie X i IX w. p.n.e., zapóźniona cywilizacyjnie południowa Juda miała uzyskać państwowość dopiero w VIII w. p.n.e. Jednak badania archeologiczne wykazały duży postęp w zaludnieniu Judy w X w. p.n.e. w porównaniu z XIV w. p.n.e. (gdy listy z Amarna wzmiankują Jerozolimę jako istotny regionalny ośrodek w Kanaanie). Zaś odkrycie Khirbet Quajefa sfalsyfikowało twierdzenia minimalistów (str. 203). Ze względu na ciągłość kultury materialnej rozróżnienie pomiędzy znaleziskami z X, IX i VIII w. p.n.e. jest często trudne -to tylko minimaliści chcieliby wszystkie znaleziska datować jak najpóźniej, na VIII w. p.n.e. w myśl ich teorii (str. 203). Próby obliczenia liczby ludności metodami statystycznymi, chociażby z tego powodu obarczone są metodologicznymi trudnościami -a minimaliści traktują swoje wątpliwe twierdzenia jako rzekomo niezbite fakty (str. 204). Księga Izajasza (Iz 7,17) wspomina o odpadnięciu Izraela od Judy, co świadczy, ze w VIII w. p.n.e. był to powszechnie znany historycznie fakt (str. 206). Nie ma nic, co by przeczyło istnieniu w X w. p.n.e. zjednoczonego królestwa zarówno Izraela, jak i Judy (obok wielu innych podobnych państw w Lewancie w tym okresie, str. 207). Przeciw są jedynie tendencyjne twierdzenia minimalistów i ich błędne logicznie argumenty z milczenia.

 

W następnych rozdziałach, siódmym, ósmym i dziewiątym, Palla opisuje panowanie królów Saula, Dawida i Salomona odpowiednio. Jest to zasadniczo opowiedzenie historii biblijnych, które Palla uzupełnia o wiadomości zaczerpnięte z innych, późniejszych źródeł żydowskich, takich jak pisma Józefa Flawiusza czy apokryficzna Księga Starożytności Biblijnych Pseudo-Filona. Przy czym Palla szczegółowo objaśnia kontekst poszczególnych epizodów z panowania poszczególnych monarchów, na podstawie paralelnych epizodów biblijnych, przepisów Prawa Mojżeszowego, oraz analogii z podobnymi epizodami znanymi z literatury innych narodów ówczesnego Bliskiego Wschodu. Polemizuje przy okazji z twierdzeniami rewizjonistycznych uczonych, podważających wiarygodność biblijnych narracji, lub próbujących reinterpretować przekaz biblijny, tak by stawiać pierwszych władców izraelskich w złym świetle (choć Palla zauważa, że przekazy biblijne i tak są dość krytyczne wobec postaci władców, w przeciwieństwie do pochlebczych relacji u innych narodów). Tak przykładowo Palla szczegółowo opisuje słynny pojedynek Dawida z Goliatem (str. 227-229; 244-250). Minimaliści próbowali podważać wiarygodność tego opowiadania, twierdząc m.in. że opis uzbrojenia Goliata jest anachronizmem, przywodzi na myśl uzbrojenie greckiego hoplity, którzy w wiekach późniejszych zaciągali się masowo jako najemnicy w armiach państw Bliskiego Wschodu. Jednak Palla wykazuje, że opis ten jest jak najbardziej w zgodzie z realiami epoki, a podobny rynsztunek był wykorzystywany w epoce brązu przez elitarnych wojowników (choć nie na masową skalę). Palla wyjaśnia również kontekst epizodów, które przez wielu rewizjonistycznych uczonych były uważane za dublety, oraz harmonizuje narracje, które miałyby być jakoby sprzeczne. Tam zaś, gdzie w przekazanym tekście biblijnym występują ewidentne sprzeczności, tłumaczy to pomyłkami kopistów, tłumacząc, jak w prosty sposób można poprawić skażony tekst. Jak na fundamentalistę biblijnego przystało, Palla przyjmuje, że biblijna wersja historii Izraela jak najpełniej odpowiada rzeczywistości. Minimaliści zapewne mogliby się przyczepić, że Palla ma dość bezkrytyczny stosunek do przyjmowanych źródeł historycznych. Jego narracja jest, można tak powiedzieć, bardziej apologetyczna niż „naukowa”. Nie chodzi o to, by stawiać określenia „apologetyczny” i „naukowy” we wzajemnym przeciwieństwie, bo tak nie jest i interpretacja Palli jest jak najbardziej naukowa. Krytycy jednak zawsze będą się pytać, czy rzeczywiście było dokładnie tak, jak w tradycyjnie przyjmowanej wersji biblijnej. Czy np. opis uchybień królów Izraela odnosi się do ich rzeczywistych uchybień w stosunku do istniejącego już wcześniej Prawa Mojżeszowego, w formie identycznej do naszej obecnej, kiedy przyniósł je powracający z Babilonu Ezdrasz (jak to opisują księgi Ezdrasza i Nehemiasza)? Czy np. przepisy księgi Powtórzonego Prawa (Pwt 17,14-20) by król nie gromadził za dużej ilości złota, żon, koni i rydwanów, nie powstały właśnie pod wpływem nadużyć Salomona, które pod wpływem ideologii deuteronomistycznej tak właśnie ocenia autor Ksiąg Królewskich? Może tak, a może nie, może rzeczywiście jak utrzymuje Palla przepisy Pwt powstały przed epoką królewską, tyle że zostały, jak to opisuje Biblia, zapomniane w okresie monarchii aż do czasów króla Jozjasza. Nie sposób tego dzisiaj naukowo ocenić. Podobnie jak nie sposób ocenić, czy usunięcie pewnej liczby osób, które stały na drodze Dawida do władzy nad całym Izraelem, rzeczywiście dokonało się bez wiedzy i aprobaty prostodusznego Bożego pomazańca. Nie sposób już dzisiaj ocenić prawdziwych intencji i motywacji ludzi sprzed trzech tysięcy lat. Można co najwyżej przyjąć sposób widzenia Pisma Świętego, biblijnego historyka lub też z nim polemizować, czysto po ludzku jak historyk z historykiem. A sądy moralne pozostawić Bogu… Rzecz w tym, że interpretacja Palli historii królów izraelskich, niekoniecznie musi być jedynie słuszną. Tak z naukowego, jak i apologetycznego punktu widzenia, przyjmującego tradycyjny, zgodny z narracją biblijną maksymalistyczny obraz izraelskiej monarchii. Czasem po prostu Palla przyjmuje wygodny dla swojej opowieści punkt widzenia, ignorując inne możliwości. Przykładowo, Palla przyjmuje, za hebrajskim Tekstem Masoreckim 1 Krl 14,21, że Roboam, syn Salomona miał w chwili objęcia władzy 41 lat, z czego Palla wyciąga daleko idące wnioski (str. 318;355-359). Ignoruje przy tym wersję Septuaginty tego wersetu, która stwierdza, że Roboam miał wtedy nie 41 lecz 16 lat, mimo iż w innych miejscach, gdzie mu to pasuje, Palla przyjmuje warianty Septuaginty. Niby to drobnostka, ale jednak pokazuje podejście Palli do źródeł...

 

Zakończenie (str. 369-377) zawiera po prostu podsumowanie twierdzeń z całej książki. Ale Palla dodaje jeszcze Appendyks: przegląd współczesnej historiografii wczesnego Izraela (str. 379-397). Jest to długie podsumowanie najważniejszych prac i przeciwstawnych poglądów, jakie prezentowano w temacie historii Starego Testamentu od XIX w. do czasów współczesnych. W XIX w. i na początku XX w., jak to było już wspominane, dominowała metoda historyczno-krytyczną, oparta na teorii źródeł JEDP Wellhausena. Przełom nastąpił w dużej mierze za sprawą amerykańskiego archeologa Williama F. Albrighta, który starał się połączyć historię i filologię z odkryciami archeologicznymi. Pod wpływem tych ostatnich zmienił swe początkowo krytyczne podejście, pokazując liczne analogie pomiędzy opowieściami biblijnymi a znaleziskami i tekstami z epoki brązu. Te analogie, jego zdaniem, potwierdzały historyczną wiarygodność Biblii. Uczeni podzielili się na dwa obozy, większość uczonych amerykańskich podzielała poglądy Albrighta. Jednak w Europie, pod wpływem myśli niemieckiej poglądy szkoły historyczno-krytycznej nadal były utrzymywane, pomimo znalezisk archeologicznych. Po rewolucji społecznej 1968 r. zaś na zachodnich uczelniach coraz większe wpływy zdobyły poglądy mniej lub bardziej nawiązujące do marksizmu i jego twierdzeń; o determinizmie i „konieczności dziejowej”, akcentujące czynniki społeczne i minimalizujące rolę wielkich jednostek, takich jak pierwsi królowie izraelscy, Saul, Dawid i Salomon. Przy takim nacisku na czynniki socjologiczne, popularność zdobyły teorie nawiązujące do myśli Maxa Webera, niemieckiego socjologa przełomu XIX i XX w. W myśl tych wszystkich socjologicznych teorii, tradycyjna wizja propagowana przez Albrighta i jego szkołę podbijających Kanaan Izraelitów, potomków patriarchów z epoki brązu, poszła w kąt. Izrael miał się wziąć w wyniku „pokojowej infiltracji’ nomadów z pustyni lub też w wyniku quasi-marksistowskiego przewrotu uciśnionych warstw społecznych. W międzyczasie zakwestionowane też niektóre twierdzenia Albrighta, stwierdzając, że podobne analogie do tych, które Albright wskazywał między życiem patriarchów a zwyczajami z epoki brązu, można znaleźć także z okresem epoki żelaza w I tysiącleciu p.n.e.

 

Wahadło co i rusz wychylało się to na korzyść historycznej wiarygodności Biblii, to przeciwko niej. Mimo wszystko za początek okresu „historycznego” Izraela, w odróżnieniu od okresu „legendarnego”, uznawano ustanowienie zjednoczonej monarchii Izraela ok. 1000 r. p.n.e. Szkoła historyczno-krytyczna atakowała wiarygodność opowieści biblijnych, postulując późną redakcję na podstawie kryteriów ideologicznych, wykorzystującą wybiórczo traktowane źródła z okresów wcześniejszych. Nie podważała za to samo istnienie zaawansowanej monarchii w Izraelu. Zmieniło się to wraz z pojawieniem się minimalistów w latach 80-tych XX w. Minimaliści byli po prostu konsekwentni w swoim odrzuceniu historyczności opowieści biblijnych, na podstawie braku potwierdzeń w pozabiblinych źródłach i negowaniu wartości znalezisk archeologicznych. Takiego potwierdzenia nie było nie tylko dla okresu Patriarchów czy Wyjścia z Egiptu, ale również dla wczesnej monarchii. Minimaliści ignorowali fakt, że nie jest to wcale wyjątkowa sytuacja, jeśli chodzi o cywilizacje antyczne, oraz przesuwali powstanie ksiąg biblijnych najdalej jak się, da na okres perski lub hellenistyczny, odmawiając im z góry historycznej wiarygodności. Minimaliści na siłę przyrównując kroniki biblijne do dzieł greckiej historiografii, ignorując problem, skąd w takim razie znalazły się tam dane zapomniane wieki wcześniej, jak imiona biblijnych urzędników, których pieczęcie odnajdywała archeologia. Taki radykalizm spotkał się oczywiście z odpowiedzią bardziej konserwatywnych biblistów. W 1998 r. Walter C. Kaiser napisał opracowanie podsumowujące uprzedzenia minimalistów: odrzucanie z góry wydarzeń nadprzyrodzonych, czy epizodów niepotwierdzonych przez zewnętrzne pozabiblijne źródła, opowiadań koncentrujących się na jednostkach, a nie procesach społecznych, czy odrzucanie relacji, które nie pasują do z góry założonych koncepcji antropologicznych i socjologicznych (str. 392-393). Na początku XXI w. swoje książki wydali zaś archeolodzy Izrael Finkelstein i Neil Silberman. Z jednej strony odrzucili oni poglądy najbardziej radykalnych minimalistów, na rzecz twierdzeń szkoły historyczno-krytycznej, z drugiej negowali oni istnienie potężnej Zjednoczonej Monarchii Izraela na podstawie wypracowanej przez Finkelsteina chronologii warstw archeologicznych epoki żelaza. Minimaliści przyjęli ja za coś absolutnie niepodważalnego i udowodnionego naukowo, jednak szybko inni specjaliści wykazali wybiórczość twierdzeń Finkelsteina i Silbermana w ich popularnonaukowych książkach. W XXI w. pojawiało się coraz więcej pozycji archeologów i biblistów krytykujących twierdzenia minimalistów. W zakończeniu (str. 397) Palla pisze: Ideologia wpływa na metodologię i końcowe wnioski, jak można się przekonać w rezultacie powyższego zarysu historiografii wczesnego Izraela. Nikt nie historii bez przyczyny. Każdy ma w tym jakiś cel. […] W związku z tym trzeba brać pod uwagę ideologiczne podłoże obecne w antycznych źródłach biblijnych i pozabiblijnych, a także we współczesnych publikacjach, poglądach i teoriach traktujących o wczesnym Izraelu, które bynajmniej nie są od niego wolne.

 

[Podsumowanie i dalsze wnioski] Teraz przyszedł czas na podsumowanie pracy Palli i może kilka słów moich własnych poglądów na temat sporu minimalizm-maksymalizm, jeśli chodzi o rozmiar i znaczenie Zjednoczonej Monarchii.

 

Czy książkę Palli można określić jako merytorycznie wartościową pozycję? Z całą pewnością! Zawiera ona olbrzymią ilość użytecznych informacji (4452 przypisy na końcu książki!), które można wykorzystać. Można się z niej wiele dowiedzieć o izraelskiej monarchii, poglądach uczonych na jej temat, oraz współczesnym stanie badań archeologicznych. Jest też olbrzymią skarbnicą gotowych odpowiedzi na konkretne zarzuty stawiane przeciw wiarygodności Biblii i opowieściach o pierwszych królach Izraela. W swojej recenzji zaledwie skrótowo opowiedziałem zawartość tej książki, do której odsyłam w sprawach bardziej szczegółowych. Jednakże, jak już sygnalizowałem wcześniej, nie uważam, żeby książka Palli (ani żadna inna) był jakimś ostatecznym werdyktem w sprawie Zjednoczonej Monarchii, czy ogólnie wiarygodności historycznej Starego Testamentu. Dyskusja na ten temat między minimalistami a maksymalistami trwa w tej sprawie od dziesięcioleci. Wątpię, by interpretacja przez Palllę dziejów Zjednoczonej Monarchii przekonała zagorzałych minimalistów. Zresztą wcale nie o to chodzi, raczej o obronę przed buńczucznością i jakoby niepodważalnością ichnich twierdzeń.

 

W temacie archeologii biblijnej, co rusz dokonywane są nowe odkrycia, ale reinterpretowane są też stare, na korzyść lub niekorzyść wiarygodności Biblii. Tak to już jest, szczególnie jeśli chodzi o Stary Testament, bez interpretacji, często opierającej się na subiektywnych kryteriach, się nie obędzie. Tutaj praktycznie nie sposób o jednoznaczne, definitywne stwierdzenia, czy relacje biblijne są wiarygodne, czy nie. Choć wydaje się na chwilę obecną, że trudno będzie minimalistom dłużej utrzymywać twierdzenia, jakoby w Palestynie w X w. p.n.e. nie było zaawansowanego, piśmiennego społeczeństwa -nowe odkrycia wydają się zdecydowanie temu przeczyć. Jednak, jeśli chodzi o poszczególne etapy historii relacji Boga z ludzkością (od początku świata, aż po czasy współczesne), Stary Testament jest specyficzny. Są to bowiem tak odległe czasy, że trudno o jednoznaczną weryfikację zawartych w nim opowieści, często zawierających element cudowny, nadprzyrodzony. O ile Nowy Testament osadzony jest w jednej konkretnej epoce historycznej, początków cesarstwa rzymskiego, mamy wyraźnie osobowo określone świadectwa (konkretnych apostołów i ewangelistów) oraz garść niezależnych relacji pozabiblijnych. Możemy te świadectwa porównywać i bronić ich wiarygodności. Ze Starym Testamentem jest nieco inaczej. On obejmuje wiele wieków, całe epoki, długą transmisję relacji spisanych przez anonimowych zwykle redaktorów, przekazujących jedna oficjalną, „uświęconą” wersję. Których to redaktorów („proroków”, jak chce żydowska tradycja) działalność trudno jednoznacznie umieścić w czasie. Także współczesnych wydarzeniom świadectw jest mniej, więc trudniej o jednoznaczność kontekstu. Interpretacja maksymalistyczna jest nieraz równie możliwa co minimalistyczna, wybór jest często arbitralny. Poszczególne społeczeństwa Bliskiego Wschodu żyły, szczególnie w okresach przejściowych między dominacją poszczególnych imperiów, w większej izolacji, dbały tylko o własne sprawy, nie interesowano się historią ogólną. Czy teksty biblijne przekazują relacje spisane przez naocznych świadków niemal verbatim, czy były jeszcze przeredagowane w czasach późniejszych? Czy późno spisany materiał nie może być wiarygodny i na odwrót, czy to, co zapisano wcześnie, jest wiarygodne? Są to kwestie nieraz otwarte, stąd mnóstwo pola do interpretacji. Czy starotestamentowe opowieści o cudach, proroctwach, czy bohaterskich czynach choćby Dawida, czy Sędziów, są prawdziwe czy zmyślone na użytek religijnej propagandy? To często kwestia wiary i poglądów czytelników. Archeologia nie pomoże, jeśli chodzi o czyny i osobowość indywidualnych wybitnych jednostek w danej konkretnej sytuacji.

 

Spory pomiędzy minimalistami i maksymalistami (czy też ich odpowiednikami) nie ograniczają się tylko do archeologii biblijnej, a kontrowersje wokół początków monarchii izraelskiej nie są bynajmniej czymś wyjątkowym. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku wielu innych tradycyjnych narracji o początkach państw, przekazanych przez źródła o wieki późniejsze, gdzie wyniki badań archeologicznych są często rozczarowujące, wydają się kłócić z tym, co przekazuje historia. Przykładów jest wiele. Wczesna historia Rzymu (założonego wedle tradycji w r. 753 p.n.e., jednak wczesną historię Rzymu znamy ze znacznie późniejszych przekazów autorów z przełomu naszej ery: Tytusa Liwiusza, czy Dionizjusza z Halikarnasu). Dyskusja o historyczności Wojny Trojańskiej i wielkość odkopanej w XIX w. przez Heinricha Schliemanna Troi. Kwestia istnienia najwcześniejszej chińskiej dynastii Xia, którą przez wiele lat uważano jedynie za legendarną. Problem istnienia państwa Medów, które w źródłach antycznych (Herodot, ale także zapiski asyryjskie) jest opisywane jako największe imperium w Iranie, zanim Persowie pod wodzą króla Cyrusa Wielkiego zrzucili ich jarzmo, a następnie sami ich podbili. Pomimo wielkiego zasięgu władzy Medów, dowody archeologiczne na istnienie ich państwa były minimalne, podobnie jak królestwa Dawida i Salomona -przynajmniej do końca XX w. Nawet w przypadku początków państwa polskiego jest wśród specjalistów wiele kontrowersji i archeologia „żre” się z przekazami pisanymi. Wydaje się jednak, że wraz z upływem czasu i postępem wykopalisk archeologicznych, wizja minimalistów, traktujących te wszystkie przekazy jako wymysły, znajduje się w odwrocie. Nowe odkrycia archeologii zdają się potwierdzać, że państwa te, uważane za legendarne, rzeczywiście istniały. Jednak, jak przestrzegają niektórzy, niekiedy nowe odkrycia wywołują przesadny entuzjazm i nazbyt optymistyczną ocenę maksymalistów, przekonanych, że wszystkie prastare przekazy zostały już całkowicie potwierdzone. Niekoniecznie, być może jeszcze nie… nadal wiele odkryć jest fragmentarycznych. Taka jest już natura archeologii, która zazwyczaj musi się liczyć z wielką niekompletnością znalezisk. Szydercy często usiłują przedstawiać maksymalistycznych uczonych, archeologów, jako narwanych romantyków, chcących za wszelką cenę udowodnić prawdziwość wspaniałych heroicznych opowieści sprzed wieków. No, ale jak w takim razie ocenić minimalistów? Oni uważają się często za wyrosłych z mitów postępowych obrońców racjonalnego myślenia. Czy nie wyglądają raczej na gromadę frustratów, chcących złośliwie obalić te wszystkie piękne dawne opowieści o herosach i twórcach wielkich państw, zanegować wszelkie dowody na prawdziwość tych historii? Przywiązanych do przestarzałej, ewolucyjnej wizji rozwoju społeczeństw, postępujących jednokierunkową drogą od form niższych do wyższych (a formą najwyższą, według marksistów, miałby być globalny komunizm zaprowadzony przez uświadomione klasy). W takiej wizji nie ma miejsca na bardziej cywilizacyjnie rozwinięte państwa przed bardziej prymitywnymi, jak np. wspaniałą, bogatą monarchię Salomona przed biedną prowincją Judy (czy pan-achajską wyprawę przeciw wielkiemu ośrodkowi handlowemu, jakim była mykeńska Troja, przed okresem zacofanych wieków ciemnych w starożytnej Grecji). Jednak historia fałszuje ten pogląd, pokazując, że rozwój społeczeństw wcale nie przebiega jednokierunkowo -zdarzają się okresy stagnacji i regresu, po których następuje restart i nowe podejście.

 

Wspominając jeszcze o ideologii, trudno mi przynajmniej uniknąć wrażenia, że teza Finkelsteina i jego zwolenników, że prawdziwymi twórcami państwowości izraelskiej nie byli Dawid i Salomon, lecz dynastia Omrydów z IX w. p.n.e. (Omri, jego syn Achab i jego żona, demonizowana w Biblii fenicka królowa Izebel) wprowadzająca kult fenickiego Baala w miejsce kultu Jahwe, ma wyraźne współczesne ideologiczne konotacje. Deprecjonuje bowiem dynastię Dawidową, prawowiernych czcicieli Pana Boga, za to wywyższa bałwochwalców, wyznawców kojarzonego z kultem płodności Baala, wprowadzonego przez kobietę Izebel. W myśl tej wizji, pobożność i wierność Bogu Prawdziwemu nie ma znaczenia i nie jest nagradzana powodzeniem w życiu doczesnym. Wszystko to jakoby wymysł fałszujących później historię patriarchalnych religijnych fundamentalistów, przeciwko feministycznej wizji Izebel. Którzy to patriarchalni fundamentaliści jakoby i dzisiaj gnębią i zniewalają kobiety, sprzeciwiając się aborcji, antykoncepcji itd. Cóż, spory sprzed blisko 3 tys. lat i duch przeklętej Izebel wiecznie żywe… Inną ideologiczną kwestią jest istnienie Świątyni Salomona i jakoby prawo Żydów do Ziemi Świętej, jako pierwotnych jej właścicieli, co negują Palestyńczycy i ich sympatycy. Cóż, w Koranie nie ma wani jednej wzmianki o Świątyni Salomona (dla islamu jest wręcz czymś niewygodnym, jako konkurencja dla Mekki) -stąd też częste negowanie zdawałoby się bezspornego faktu jej istnienia… Wydaje się jednak, że negowanie istnienia i znaczenia królestwa Dawida i Salomona, to tylko krótka anomalia na przełomie XX i XXI w., kiedy dane archeologiczne chwilowo wydawały się przemawiać na niekorzyść tradycyjnej historii biblijnej. Później nowe odkrycia zmieniły ten obraz. Nauka nie jest jednak odporna na wpływy ideologii. Z kolei stosując metodologię minimalistów, można zanegować wiele wydarzeń, uznawanych za bezspornie historyczne. Weźmy na przykład wydarzenie fundamentalne dla historii świata zachodniego -inwazję perską na Grecję w 480 r. p.n.e. Znamy jej przebieg tylko i wyłącznie ze źródeł greckich -w źródłach perskich (choć nielicznych, ale jednak istniejących) nie znaleziono do tej pory o tym fakcie ani wzmianki… Minimaliści, gdyby byli konsekwentni, powinni twierdzić, ze wszystko to zmyślił sobie Herodot... Minimaliści mają pretensje, że niby nie odnaleziono ruin Jerozolimy -ale nie odnaleziono również ruin wielu innych wspaniałych miast starożytności. Starożytna Aleksandria, wspaniała stolica panującej w Egipcie greckiej dynastii Ptolemeuszy, leży obecnie pod wodą -opis, jak wyglądało to miast w starożytności, zawdzięczamy Strabonowi. A syryjska Antiochia nad rzeką Orontes, trzecie co do wielkości miasto cesarstwa rzymskiego, ojczyzna Łukasza Ewangelisty i jeden z pierwszych ośrodków chrześcijaństwa? Przez wieki opuszczone miasto zalał muł Orontesu. Opisywanych w źródłach starożytnych pałaców i innych wspaniałych budowli Antiochii archeolodzy nigdy nie znaleźli. Znaleźli za to mnóstwo luksusowych przedmiotów i wspaniałych mozaik, świadczących o niegdysiejszej wspaniałości i bogactwie miasta [opisuje to wspaniały album „Antioch, the lost ancient city”, pod redakcją Christine Kondoleon, Princeton University Press, 2000]. Wydaje się, ze skromne rezultaty wykopalisk w Jerozolimie są obiektywnie równie usprawiedliwione, jak w przypadku tych dwóch wielkich metropolii cesarstwa rzymskiego. Pierwszy budynek z czasów machabejskich (II w. p.n.e.) archeolodzy odkopali w Jerozolimie dopiero w 2013 r. (https://www.israel21c.org/first-ever-hasmonean-house-discovered-in-jerusalem/ ). A przecież nikt, nawet minimaliści, nie zaprzeczają, że Jerozolima istniała w II w. p.n.e. …

 

Dajmy sobie już spokój z fanaberiami minimalistów i ich pseudonaukową metodologią. Zjednoczone królestwo Izraela Dawida i Salomona, jaki ostatecznie werdykt? Wydaje się, ze możemy być spokojni, że jednak istniało, jako suwerenny polityczny byt. Zostawiając na boku dane liczbowe w tekście Biblii, jeśli chodzi o sam fakt istnienia i zasięg politycznych wpływów tego państwa, relacji Starego Testamentu możemy zaufać. Autorzy biblijni nie mieli interesu, by wypisywać jakieś kompletnie wyssane z palca początki swojej monarchii, nieodpowiadające ogólnie znanej historycznej prawdzie. Okres Saula i Dawida, a może nawet początki monarchii Salomona, to okres przejściowy między organizacja plemienną a wielkim, scentralizowanym, rozwiniętym i bogatym państwem. Od Izraela drewnianego do murowanego. Zjednoczona monarchia Izraela mogła stać na nieco wyższym lub nieco niższym poziomie cywilizacyjnym, być nieco bardziej lub nieco mniej bogata i zaludniona. Ale to już problem w tym, co wykażą dalsze badania archeologiczne. Nie ma to jednak większego znaczenia, jeśli chodzi o zasadniczy fakt istnienia tego państwa i jego dominację na Bliskim wschodzie w X w. p.n.e. Może wszystkie skarby Salomona ukradł faraon Szeszonk w 925 r. p.n.e. A może jednak Zjednoczona Monarchia, choć relatywnie bogatsza i potężniejsza od swoich sąsiadów, była jednak w absolutnym sensie na niższym poziomie rozwoju niż oba podzielone królestwa Judy i Izraela w wiekach późniejszych, IX i VIII p.n.e. Po prostu czas, przyrost naturalny i rozwój cywilizacyjny zrobił swoje… To są jednak kwestie drugorzędne. Najważniejsze jest to, że możemy chyba przyjąć, że opowieści biblijne o królach Saulu, Dawidzie i Salomonie, mają swoje oparcie w historii, odnoszą się do prawdziwych niegdyś żyjących ludzi z krwi i kości. Natomiast już samo to, jak zinterpretujemy historię, czyny tychże jednostek, to już osobna sprawa, poza domeną archeologii. To już rola historiografii i egzegezy biblijnej.

 

[Omówienie leksykonu o. Bosaka] Skoro jesteśmy w temacie monarchii i królów izraelskich, warto przy okazji omówić jeszcze jedną pozycję książkową:

Pius Czesław Bosak, „Królewie Izraela, Słownik -konkordancja”, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2017

Ojciec Pius Czesław Bosak jest autorem całego szeregu tematycznych leksykonów i konkordancji, zbierających dane encyklopedyczne i porządkujących wszystkie fragmenty biblijne omawiające poszczególne szczegółowe zagadnienia i tematy. Wydaje je licznie szczególnie w ostatnich latach, w swoim dorobku ma m.in. opracowane leksykony i konkordancje postaci biblijnych (zarówno Starego i Nowego Testamentu), miejsc i lokalizacji geograficznych, a także zwierząt opisanych w Biblii, proroków Starego Testamentu, arcykapłanów Izraela itp. Oraz wspomniany leksykon poświęcony monarchom królestw Izraela i Judy.

Ktoś mógłby się zastanawiać: czy dzisiaj, w epoce powszechnie dostępnych internetowych encyklopedii (Wikipedia i podobne) oraz elektronicznych wyszukiwarek, czy publikowanie tradycyjnych, książkowych konkordancji (które kosztują konkretne pieniądze) ma jeszcze sens? Moim zdaniem, wbrew pozorom, zdecydowanie tak! Choć wyszukiwarki są niby ogólnie dostępne i pozornie łatwe w użyciu, to jednak przynajmniej dla mnie, tradycyjna, fizycznie namacalna książka wciąż ma swój urok. I podchodzi się do niej inaczej niż do tekstu na ekranie komputera. Wymaga ona na czytelniku więcej cierpliwości, koncentracji, skupienia, co jest o tyle korzystne, że potrafi odciągnąć od wielu nieistotnych bodźców rozpraszających marnotrawnie naszą uwagę. Czytanie zaś tematyczne tekstu biblijnego pod postacią konkordancji jest zupełnie innym doświadczeniem, różniącym się od tradycyjnego czytania księga po księdze, czy werset po wersecie. Pozwala bardziej się skupić na danym konkretnym temacie -w tym przypadku historii władców Izraela -i ogarnąć go pełnym spojrzeniem. Wszystko, czego szukamy w danym temacie, jest wówczas łatwo dostępne, na właściwym miejscu.

 

Leksykon o. Bosaka zestawia wszystkie biblijne informacje o biblijnych królach Izraela od Saula, Dawida i Salomona (który zajmują połowę objętości książki, bo tyle pisze o nich Biblia), poprzez kolejnych władców obu podzielonych królestw, północnego Izraela i południowego Judy, aż do podboju Judy przez Babilończyków w 586 r. p.n.e. Po rozdziale wstępnym, przedstawiającym dzieje Izraelitów od Abrahama poprzez okres Sędziów, mamy hasła poświęcone każdemu z monarchów. Na początku każdego z rozdziałów mamy encyklopedyczne wprowadzenie, zwięźle opisujące postać i dokonania danego władcy. Potem mamy przytoczone tematycznie wszystkie teksty biblijne odnoszące się do danej postaci, wedle tłumaczenia Biblii Tysiąclecia. Po kolei, pochodzenie, rodzinę danego króla, jego czyny, okoliczności śmierci, późniejsze wzmianki w Biblii.. I w ten sposób mamy od razu na wierzchu wszystkie biblijne dane o konkretnym biblijnym władcy i jego dokonaniach Choć należy zaznaczyć, że jest to konkordancja, a nie synopsa, ani próba zharmonizowania poszczególnych relacji. Poszczególne teksty biblijne odnoszące się do danej kwestii zamieszczone są w kolejności ksiąg biblijnych. Dlatego nieraz, żeby porównać paralelne opisy w Księgach Samuela/Królewskich i Kronik trzeba przerzucić kilka stron. Może dodatkowo przydałby się również indeks wersetów biblijnych, którego niestety brakuje. Ale i tak pomimo tych drobnych mankamentów, jest bardzo dobrze i wygodnie i nie trzeba się zanadto samodzielnie trudzić się wyszukując potrzebne fragmenty. Dlatego uważam warto wydać te kilkadziesiąt złotych za to, że ktoś zadał sobie raz a dobrze ten trud za nas. Czas to pieniądz, pieniądz to czas zaoszczędzony w ten sposób na bardziej pożyteczny wysiłek. Te pogrupowane biblijne informacje nigdy się bowiem nie zdezaktualizują, z takiej konkordancji można korzystać przez dziesięciolecia i przekazać spadkobiercom. Warto się zaopatrzyć w tego typu leksykony, jeśli myśli się o poważniejszym studiowaniu Biblii. W mojej opinii, choć może jestem człowiekiem starej daty, taka książkowe pogrupowanie jest dla mnie wygodniejsze i łatwiejsze w użyciu od choćby najbardziej przyjaznych komputerowych wyszukiwarek, czy najbardziej nawet elegancko napisanych, mogących robić cuda na kiju, skryptów wyszukujących.

 

Sierpień 2022

 

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości