Jan Lewandowski

Nie ma dowodów na teorię ewolucji - agnostyk Michael Denton

dodane: 2023-08-28
Omówienie kultowej i przełomowej książki Michaela Dentona pt. Kryzys teorii ewolucji (Warszawa 2021, wydawnictwo En Arche).

    W obecnych czasach przymiotnik „kultowy” zdewaluował się ponieważ jest nadużywany niemal w stosunku do wszystkiego. Niemniej jednak nie będzie żadnej przesady gdy zastosujemy określenie „kultowy” do książki Michaela Dentona, pt. Kryzys teorii ewolucji. Książka ta ma niewątpliwie status książki kultowej, która rozpoczęła epokę krytycznych publikacji naukowych w stosunku do darwinizmu. Polskie tłumaczenie książki Dentona ukazało się u nas dopiero po ponad trzydziestu latach. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale. Bez przesady można powiedzieć, że książka Michaela Dentona ma w biologii status porównywalny do statusu pracy Kopernika pt. O obrotach sfer niebieskich. Przed książką Dentona w drugiej połowie XX wieku w zasadzie nie istniały aż tak mocno krytyczne prace naukowe dyplomowanych biologów, dotyczące darwinizmu. Poglądy biologów na ewolucję były sporadycznie i z nielicznymi wyjątkami sceptyczne ale generalnie były monolitem i teoria ewolucji była w zasadzie jednomyślnie uznawana za fakt. Po wydaniu książki Dentona się to zmieniło i rozpoczął się wśród biologów trend wydawania prac, które zaczęły się wypowiadać otwarcie i stanowczo krytycznie o teorii ewolucji. Prac tych nie było z początku dużo ale ich liczba cały czas rosła. Sytuacja zmieniła się w sposób dość widoczny i przełomowy po 2000 roku. Jak odnotował Michael Behe:


„Wraz z początkiem tysiąclecia grupa znanych biologów napisała książki krytyczne o teorii ewolucji. Żaden z nich nie twierdzi, że darwinowski mechanizm jest główną siłą napędową życia”.


    W tej sytuacji można uznać, że książka Dentona była jak kamień milowy. A raczej kamyczek. Spowodowała lawinę, która rozpoczęła się od małego i niepozornego ruchu. Ale ruch ten był znaczący w dużej skali. Tym bardziej należy więc książkę Dentona omówić, zwłaszcza w kontekście apologetycznym. Darwinizm nie musi być przyczyną ateizmu. Ateiści traktują jednak darwinizm jako najlepszy pretekst do swego ateizmu i najlepszą wymówkę od tego, żeby wierzyć w Boga. Jeśli Bóg nie jest potrzebny do tego, aby nas stworzyć, to wiele osób uzna, że Bóg nie jest już w ogóle do niczego potrzebny. W tej sytuacji Bóg mógłby równie dobrze nie istnieć i wszelkie nasze wyjaśnienia świata mogą obyć się bez Niego. Tak właśnie argumentują ateiści. Zagadnienie prawdziwości darwinizmu jest zatem kluczowe. Czy darwinizm opiera się na jakichś dowodach? Jeśli nie, to tym samym kwestia roli Boga w świecie pozostaje nadal otwarta. Wydaje się, że ateiści dużo lepiej od katolików rozumieją problem związany z darwinizmem. Niektórzy katolicy ulegają złudzeniu, że ewolucja to tylko taki „niewinny gadżet”, który możemy sobie podpiąć pod teizm. Nie, nie jest tak. Nie jest to „niewinny gadżet” ponieważ ten „niewinny gadżet” usprawiedliwia ateizm. A ateista uważa podpinanie Boga pod teorię ewolucji za nadmiarowe. W tym sensie krytyczna książka Dentona o ewolucji staje się jeszcze bardziej ważna dla naszych apologetycznych rozważań. I tym bardziej należy ją omówić.


    Michael Denton jest osobą, która jest totalnym zaprzeczeniem darwinowskiej propagandy, zgodnie z którą teorię ewolucji może krytykować jedynie nieuk, ignorant lub kreacjonista. Richard Dawkins posunął się swego czasu wręcz do takiego oto bezczelnego i aroganckiego stwierdzenia:


„Jest absolutnie bezpieczne powiedzieć, że jeśli spotkasz kogoś, kto twierdzi, że nie wierzy w ewolucję, to osoba ta jest nieukiem, głupcem lub jest chora umysłowo” (Richard Dawkins, New York Times Book Review, 9 kwietnia 1989).


    Tymczasem Denton jest z wykształcenia biologiem molekularnym (doktorat) i agnostykiem. Zupełnie przeczy więc obiegowej mantrze darwinistów. Denton nie jest zresztą jedynym takim przykładem. Darwinizm jest też krytykowany przez innych agnostyków. Jednym z nich jest choćby niemiecki pisarz i badacz przyrody Joachim Zillmer, który również wydaje książki krytykujące darwinizm. Jego prace ukazały się nie tylko po niemiecku ale również po polsku (Kłamstwo ewolucji i Pomyłka Darwina, obie prace wydane przez wydawnictwo Amber odpowiednio w 2006 i w 2000 roku). Tacy jak Denton i Zillmer stanowią więc ekskluzywne przypadki, które zaprzeczają kłamliwej erystyce darwinistów, że teorię ewolucji może krytykować jedynie nieuk, ignorant lub kreacjonista (albo wszystko to na raz). Zillmer jest zresztą jeszcze bardziej ostrzejszy w swych pracach niż Denton, choć obaj autorzy pozostają tak samo merytoryczni i przytaczają mnóstwo danych.


    Denton wprost z zegarmistrzowską precyzją analizuje to, co darwiniści przedstawiają jako „dowody” na swą teorię. Drobiazgowo analizuje wiele ustępów z książki samego Darwina, jak i z prac innych ewolucjonistów, po czym porównuje te twierdzenia z danymi. To porównanie nie jest korzystne dla teorii ewolucji i pokazuje, że teoria ewolucji w żaden sposób nie pokrywa się z faktami i z nich po prostu nie wynika.


    Książkę Dentona czyta się jak dobrą książkę sensacyjną - z zapartym tchem. Oczywiście nie oznacza to, że jest ona oparta na poszukiwaniu sensacji lub co gorsza - na poszukiwaniu taniej sensacji. W żadnym wypadku. Jest to bardzo rzetelna rozprawa naukowa z zakresu biologii.


    Książka Dentona jest napisana bardzo przystępnym językiem, nawet laik jest w stanie ją zrozumieć pomimo zaawansowanej tematyki. Denton wszystko wyjaśnia i wprowadza do każdego tematu nim go rozwinie.


    Gdy czytałem książkę Dentona to uderzało mnie jak można wierzyć w taki absurd jak darwinizm. Jak można wierzyć w to, że losowe procesy doprowadziły do takiej złożoności życia już na samym poziomie biomolekularnym. Nawet jedna komórka po powiększeniu o miliard razy przypomina ogromną fabrykę o średnicy dwudziestu kilometrów. Nie ma żadnej przesady w porównywaniu komórki do fabryki. Denton wykazuje to krok po kroku, że nawet najprostsze komórki są w pełni zorganizowane i wyposażone w systemy kontroli, regulacji, transportowania, w systemy produkcji chemikaliów, systemy kodowania i dekodowania informacji, synchronizacji, a nawet w systemy naprawcze. W czasach Darwina wiara w losową teorię ewolucji wydawała się jeszcze odrobinę sensowna. Dziś ta wiara nie ma już żadnego sensu, zwłaszcza w świetle odkryć biologii molekularnej. Książka Dentona jest napisana z ogromną erudycją i charyzmą. Pozbawiła mnie do reszty złudzeń w temacie darwinizmu. Darwinowska teoria ewolucji to zbiorowa hipnoza, iluzja i oszustwo. Każdy kto uważnie przeczyta tę książkę pozbawi się resztek złudzeń w tej kwestii.


    Darwinizm będzie podtrzymywany w sekularystycznej kulturze i świeckim mainstreamie ponieważ pozwala sekularystom utrzymywać masy w bezpiecznym poczuciu, że Boga nie ma i tym samym Bóg nie jest już nam do niczego potrzebny. Jest to jednak tylko mit i miraż. Darwinowska mrzonka nic tak naprawdę nam nie wyjaśnia, a współcześni sekularyści to tylko nowi szamani, którzy podobnie jak dawni kapłani egipscy utrzymują społeczeństwa w stanie ułudy, czyniąc to przy pomocy różnych sztuczek socjotechnicznych i manipulacji.


    Przechodzę do omówienia książki Michaela Dentona pt. Kryzys teorii ewolucji (Warszawa 2021, wydanie En Arche). Numery stron w nawiasach podaję za polskim wydaniem tej pracy. Z książki Dentona wynotowuję głównie ciekawostki. Nie jest to streszczenie tej pracy. Jeśli ktoś chce się zapoznać z całościową wymową tego dzieła, to powinien sięgnąć po nie bezpośrednio. Polecam, naprawdę warto. Mam nadzieję, że moja dalsza recenzja zachęci czytelników do tej książki.


    We Wstępie do książki Dentona czytamy, że większość biologów zgodzi się już ze stwierdzeniem, że problemy teorii ewolucji są poważne. Również i Denton przyjął podejście radykalne, gdyż podejścia konserwatywnego nie da się już obronić (s. 10).


    Wszystkie elementy w organizmie są już dopasowane w celu wspólnego funkcjonowania i każda zmiana tego stanu rzeczy skończy się śmiercią organizmu. W celu dopasowania się organów i układów do siebie wszystko wewnątrz organizmu musiałoby się zmienić jednocześnie albo wcale. To wyklucza jakiekolwiek zmiany ewolucyjne i przypuszczenie, że takie zmiany zachodziły jest absurdalne (s. 12-13, 88).


    Darwin nie był oryginalnym twórcą koncepcji ewolucji w przyrodzie. Takie idee proponowali już starożytni filozofowie, tacy jak Empedokles, Epikur i Demokryt (s. 31n).


    Darwin przyznał, że przyjąłby teorię ewolucji nawet wtedy gdyby nie przemawiały za nią żadne fakty i dowody (s. 47). Ta dogmatyczna postawa cechuje darwinistów aż po dziś dzień. Nawet jeśli zostaną oni przyparci do muru i w końcu stwierdzą, że żadnych dowodów na teorię ewolucji nie ma, to i tak będą się upierać przy tym, że teoria ewolucji jest „faktem” i wcześniej czy później dowody się znajdą. Teoria ewolucji po prostu „musi” być prawdziwa i brak dowodów na nią jest dla darwinistów nieistotny. Lepiej być ślepym wyznawcą darwinizmu niż religiantem, choć w tej sytuacji nie ma żadnej różnicy i jedna religia po prostu zostaje zamieniona na inną.


    Darwin nie miał na poparcie swych makroewolucyjnych twierdzeń żadnych dowodów empirycznych w postaci form pośrednich (s. 52). Wystarczy popatrzeć na sekwencję kopalną koni, która wedle darwinistów jest jedną z najlepiej zachowanych linii ewolucyjnych. Tymczasem luki w tym zapisie są wyraźne i jednoznaczne (s. 91, 182, 185-186). Poszukiwanie ciągłości w schematach przyrody okazało się daremnym przedsięwzięciem (s. 92, 94, 116, 119, 123). Denton zwraca też uwagę na to, że w kladystyce zupełnie zrezygnowano z klasyfikowania organizmów w linie sekwencyjne zgodne z darwinowskimi wzorcami rozwoju (s. 127-136). Z tego powodu zaistniał nawet konflikt między kladystami i darwinistami (s. 136-138). Denton przytacza wypowiedzi różnych kladystów, którzy twierdzą wręcz, że poszukiwanie przodków jest sprawą beznadziejną i należy porzucić ramy ewolucyjne, które stały się nieistotne. Sekwencyjny porządek przyrody jest zdaniem kladystów odzwierciedleniem jedynie wyobraźni ewolucjonistów i niczym więcej (s. 137-138). Denton cytuje nawet na stronie 164 oświadczenie Muzeum Brytyjskiego, które stwierdziło: „zakładamy, że żaden z rozpatrywanych przez nas gatunków kopalnych nie jest przodkiem jakiegoś innego”. Takie buty!


    Darwin popełniał błędne koło w swej argumentacji na rzecz luk w zapisie kopalnym. Twierdził, że zapis kopalny jest niekompletny ale jako dowód na to, że zapis kopalny jest niekompletny przedstawiał brak form pośrednich, co właśnie chciał wyjaśnić (s. 53, 192, 351).


    Między Archeopteryxem i gadami istnieje wciąż bardzo poważna luka. Jego skrzydła mają lotki i są w pełni wykształcone, ma on pewne cechy gadzie ale w zasadzie jest to ptak (s. 54, 174-175, 272). Jego mózg również był ptasi, co można wywnioskować z odlewów wewnątrzczaszkowych (s. 177). Nie jest to żadne ogniwo pośrednie między ptakami i gadami, co zresztą darwiniści sami przyznali po latach. Innym takim darwinowskim niewypałem, jeśli chodzi o nieudanych kandydatów na ogniwa pośrednie, okazała się stułbia. Miała ona być ogniwem pośrednim pomiędzy roślinami i zwierzętami. Okazało się jednak, że jest to kolejny błąd darwinistów i stułbia nie jest niczym takim (s. 351 i tamże przypis nr 2). Wedle darwinistów teoria ewolucji jest „faktem”, jednak jak na fakt, to coś dużo zmian i poprawek mamy w tym wszystkim.


    Teoria Darwina wymagała odnalezienia niezliczonej liczby form pośrednich, a nie zaledwie jednej lub dwóch (s. 54, 66). Brak form pośrednich sprowadzał teorię Darwina do poziomu czystej spekulacji (s. 56, 73). Darwin nie znalazł też żadnej sekwencji form pośrednich prowadzącej do tak skomplikowanych struktur jak oko kręgowców lub nerka ssaka (s. 57-58). Tłumaczenie, że powstawanie takich struktur dokonywało się w wyniku losowych mechanizmów zakrawa na absurd. Nie wiadomo nawet jak drogą losowych przypadków miałyby powstawać najprostsze rozwiązania, nie mówiąc już o tym, że na to wszystko było po prostu za mało czasu (s. 58-59). Istnieją też unikatowe cechy organizmów, które to cechy pojawiają się nagle i nie mają żadnej wcześniejszej struktury pośredniej, takie jak włosy, które występują tylko u ssaków, kręgosłup kręgowców, męski organ rozrodczy pająków, skrzydło nietoperza, układ kanałów wodnych i układ ambulakralny szkarłupni, szyja żyrafy, męski organ rozrodczy ważki i tak dalej (s. 106, 109, 212). Mamy też takie struktury jak rzęska, która w swej budowie jest niezmienna we wszystkich organizmach i nie znajdujemy żadnej formy pośredniej dla tego organu (s. 106-107). Tak samo jest z kodem genetycznym, który jest w pełni uformowany we wszystkich żywych organizmach świata jako stały oraz stabilny wzorzec i nie znajdujemy żadnej pośredniej formy kodu genetycznego (s. 108).


    Denton pyta: gdzie są te wszystkie niezliczone formy pośrednie, które miały się odnaleźć w zapisie kopalnym lub żyć gdzieś obecnie? Nie ma ani śladu. Żaden czysto losowy proces wymierania nie wyeliminowałby tak skutecznie wszystkich starożytnych i przejściowych postaci organizmów (s. 135, 192).


    Denton drobiazgowo analizuje też takie organy jak serce i płuca u ryb, płazów, gadów i ssaków pokazując, że narządy te są tak znacząco odmienne, że w żaden sposób nie pasują do darwinowskiej idei przejść ewolucyjnych między rybami, płazami, gadami i ssakami (s. 111-116, 208-212, 219). To samo tyczy się układów rozrodczych u tych stworzeń, które Denton bardzo drobiazgowo analizuje i konkluduje, że jakiekolwiek postulowanie przejścia jednego takiego układu w drugi jest nonsensem, gdyż są one całkowicie nieadekwatne i nie pasują do siebie w żaden sposób (s. 113, 176, 218, 232).


    Jedną z największych zagadek przyrody jest metamorfoza i godowe zachowania owadów (na przykład ważek), które są unikatowe i w żaden sposób nie dają się wyjaśnić przy pomocy stopniowych i losowych zmian darwinowskich. Denton analizuje wiele przykładów metamorfoz. Na przykład motyl przechodzi stadia metamorfozy od jaja, przez gąsienicę, która zawija się w kokon. Absolutnym fenomenem jest to, że gąsienica w kokonie rozpuszcza się w płyn, z którego powstaje motyl. Motyl w zasadzie powstaje całkowicie od nowa i jest zupełnie innym organizmem niż jego stadia wcześniejsze, przez które po kolei przechodzi na naszych oczach. Darwinizm nie jest w stanie w żaden sposób wyjaśnić powstania takich cudów przyrody za pomocą ślepego i bezcelowego procesu losowych zmian. Takich fenomenów w przyrodzie jest dużo więcej, na przykład rośliny owadożerne (s. 220-221, 226-228). Jednym z najbardziej zadziwiających cudów przyrody omawianych przez Dentona jest silnik bakteryjny, który do złudzenia przypomina budowę ludzkich silników zmechanizowanych. Darwinizm nie jest w stanie w żaden sposób wyjaśnić powstawania takich wyraźnie celowych i zaprojektowanych konstrukcji za pomocą procesu losowych mutacji (s. 224-225, 228).


    Denton omawia też wiele nieadaptacyjnych cech organizmów żywych, takich jak wielosegmentowy żołądek krowy (koń posiada dużo prostszy żołądek), autodestrukcyjne zachowania owadów oraz altruizm wśród zwierząt, co w żaden sposób nie pasuje do darwinowskiego schematu przetrwania najlepiej przystosowanych (s. 222-224).


    Skamieliny również nie dają żadnego dowodu na zachodzenie zmian postulowanych przez darwinistów. Gatunki dawnych wieków były tak samo niezmienne jak i te współczesne (s. 100, 102-103). Darwin sam przyznał w liście do doktora Asa Graya, który to list Denton cytuje, że to wyobraźnia musi wypełniać ogromne luki w zakresie braku form pośrednich (s. 102, 116).


    Cała teoria Darwina opiera się na samych poszlakach i nigdy nie miała żadnego poparcia empirycznego. Darwin nie był w stanie wskazać ani jednego autentycznego przypadku, w którym selekcja naturalna doprowadziła do zmiany ewolucyjnej w przyrodzie, nie mówiąc o wytworzeniu nowego gatunku (s. 59, 51, 62, 65, 68, 70-72, 77, 101, 141). Pomimo spekulatywności idei Darwina, jego teoria została obecnie wyniesiona do rangi dogmatu. Stało się tak jednak nie z powodu empirycznych faktów, które de facto nie istnieją na poparcie tej teorii, ale z powodu czynników pozanaukowych, takich jak czynniki filozoficzne, psychologiczne i społeczne (s. 66, 72, 74-75). Darwiniści nie są w stanie udowodnić swej teorii ponieważ wszelkie obserwacje przyrody interpretują w świetle swej teorii, odgórnie ją zakładając przed aktem interpretacji, co jest rozumowaniem kolistym (s. 73, 100). Iluzją jest przekonanie, że teoria ewolucji została przez okres 150 lat po Darwinie potwierdzona i udowodniona ponad wszelką wątpliwość. To kłamstwo. Teoria ewolucji jest tak samo nieudowodniona obecnie, jak była nieudowodniona i wątpliwa za życia Darwina, który nie ukrywał swych wątpliwości i te wątpliwości rosły u niego wraz z latami (s. 74-75, 98).


    Argumenty Darwina były od zawsze podatne na wieloznaczne interpretacje i alternatywne wyjaśnienia (s. 62). Gdy w 1872 roku Darwin po wielu poprawkach i uzupełnieniach wydał ostatnią wersję swej książki O powstawaniu gatunków, to znajdowała się tam już cała masa sprzeczności i niespójności (s. 62).


    Darwiniści błędnie ekstrapolują mikroewolucję w makroewolucję. Powstawania nowych typów i nowych organów nie można wyjaśnić przez znane fakty z zakresu genetyki i systematyki. Darwiniści błędnie wnioskują, że skoro zaszła jakaś drobna zmiana ewolucyjna, to musi zajść już każda zmiana ewolucyjna. Tymczasem brak tu wynikania. Jest ogromna różnica między zmianą ubarwienia skrzydeł ćmy i domniemaną ewolucją, która miała wykształcić mózg człowieka. A różnice między muszkami owocowymi z Hawajów są całkowicie błahe w porównaniu z różnicami między myszą a słoniem, czy też ośmiornicą i pszczołą (s. 84). Darwiniści popełniają tu taki sam błąd jak ktoś, kto z drobnych zmian ciśnienia wpływających na zmiany pogody wnioskowałby, że za zmiany pór roku również odpowiadają zmiany ciśnienia atmosferycznego. Tymczasem za zmiany pór roku odpowiadają zupełnie inne czynniki, takie jak czynniki astronomiczne powodujące zmianę nachylenia osi naszej planety w stosunku do Słońca (s. 84). Gatunki mają zawsze swoje granice, poza które nie są w stanie wyjść bez uniknięcia śmierci organizmu (s. 88, 97, 101). Fundamentalna zmiana w budowie organizmu wymagałaby jednoczesnej koadaptacyjnej zmiany w całości jego struktury (s. 89, 212, 230).


    W rozdziale 7 swej książki Denton analizuje zagadnienie homologii. Homologia (podobieństwo organizmów) ma wspierać darwinowską ideę, że organizmy stopniowo ewoluowały jedne w drugie. Tymczasem homologia tylko pozornie wspiera teorię ewolucji. Po pierwsze, struktury homologiczne są często określane przez niehomologiczne układy genowe i embrionalne (s. 142-148). Po drugie, istnieje znaczne podobieństwo anatomiczne u organizmów, które nie są w ogóle spokrewnione ze sobą lub nie pochodzą od wspólnego przodka. Jest to tak zwana konwergencja (s. 149-150). Na przykład walenie pod względem anatomicznym wyglądają jak ryby ale są ssakami (s. 151). Denton daje też wiele innych przykładów konwergencji, gdzie takie same struktury biologiczne w organizmach nie mają nic wspólnego z pokrewieństwem między nimi (s. 177-178, 180-181). Podobieństwo organizmów nie dowodzi więc wspólnego pochodzenia. Homologia nie jest dowodem na ewolucję. Darwiniści mylą podobieństwo z pokrewieństwem, tak samo jak Linneusz pomylił walenia z rybą (s. 151-153). To co darwiniści uważają za dowód na jedność może jednocześnie wskazywać na podział (s. 153). Darwinowskie wnioskowanie jest niepoprawne logicznie i wadliwe, co przypadek homologii pokazuje nam najbardziej spektakularnie ze wszystkiego.


    W rozdziale 8 Denton analizuje zapis kopalny. Tu się dopiero dzieje. Już na samym początku rozdziału Denton cytuje Darwina, który stwierdził, że powinniśmy znajdować niezliczone ilości form pośrednich w zapisie kopalnym ale nie znajdujemy. Zapis kopalny jest nieciągły, mamy luki między typami (s. 155). Zapis kopalny jest dokładnie taki jak obecnie obserwowany przez nas świat przyrody: żadnych form pośrednich (s. 159, 161, 197). Co więcej, znajdujemy dzisiaj nawet żywe stworzenia, które darwiniści uważali za wymarłe od stu milionów lat. Tak było na przykład z rybami celakantokształtnymi, które w czasach współczesnych wyłowiono nieopodal wschodnich wybrzeży Afryki. Darwiniści uważali, że te ryby są przodkami płazów. Okazało się, że te ryby żyją obecnie i są niezmienne od setek milionów lat (s. 156). Znajduje się też inne żyjące stworzenia, na przykład na dnach oceanu, które darwiniści uważali za wymarłe. Zakrojone na szeroką skalę wyprawy morskie i ekspedycje podwodne nie ujawniły istnienia żadnych form pośrednich, tak upragnionych przez darwinistów (s. 157, 160-161).


    Co więcej, zapis kopalny pokazuje nam coś zupełnie odwrotnego niż powinniśmy się spodziewać po teorii ewolucji. Skamieniałości zwierząt pojawiają się nagle i znikąd w skałach z okresu kambryjskiego, w pełni ukształtowane i bez form pośrednich. Tak samo jest z roślinami okrytonasiennymi, co dziwiło już Darwina. Zapis kopalny nic nie mówi nam o pochodzeniu typów, rzędów i klas, które w tym zapisie nie posiadają żadnych form pośrednich i są w pełni gotowe oraz ukształtowane, tak jak obecnie (s. 161-166, 171n, 186-188, 192, 216, 230-231). Denton odpiera też ewentualne zarzuty darwinistów o to, że zapis w skałach prekambryjskich jest niekompletny. Tymczasem zapis w skałach prekambryjskich jest bardzo solidny i znaleziono w nich nawet skamieniałości bakterii i organizmów jednokomórkowych (s. 188). Denton analizuje też statystyki porównawcze między zapisem kopalnym i zapisem współcześnie żyjących kręgowców. Okazuje się na tej podstawie, że zapis kopalny jest bliski niemal stu procentom w kwestii swej rzetelności i może być uznany za kompletny (s. 189-190). Darwiniści nie mogą już jako pretekstu używać argumentu, że zapis kopalny jest niedoskonały i dlatego nie znajdujemy form pośrednich. Zapis kopalny jest bardzo dokładny i potwierdzają to cytowani przez Dentona współcześni paleontolodzy (s. 191-192).


    Denton rozwija też temat niezliczonej ilości form pośrednich wymaganych przez teorię ewolucji, co Darwin sam przyznawał (s. 155). Denton wylicza przy pomocy różnych statystyk filogenetycznych, że takich ogniw pośrednich musiałoby być setki tysięcy lub nawet miliony. A tymczasem nic takiego nie znajdujemy, nawet cząstki tego, choć przecież coś powinno się zachować w zapisie kopalnym lub naturze (s. 173-174, 186, 194). Denton omawia tak zwany model punktualistyczny, stworzony przez tak wybitnych darwinistów jak Gould, Eldredge i Goldschmidt. Badacze ci, najwyraźniej podłamani faktem nieistnienia form pośrednich w zapisie kopalnym, zaproponowali teorię punktualizmu, zgodnie z którą ewolucja posuwała się skokowo, bez form pośrednich. Skutek był odwrotny od zamierzonego i media zamiast skupić się na tym proponowanym rozwiązaniu skoncentrowały się na tym, że w zapisie kopalnym są luki i nie ma poświadczenia istnienia form pośrednich (s. 195-196, 231). Sam Darwin sprzeciwiał się idei ewolucji skokowej, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że będzie to przyznanie się do porażki i koniec jego teorii (s. 193, 231). Darwiniści również są zgodni co do tego, że idea ewolucji skokowej obaliłaby całkowicie teorię ewolucji ponieważ byłoby to zabójcze dla organizmów (s. 231-232).


    Denton krytycznie analizuje też wyciąganie przez darwinistów pochopnych wniosków ze skamielin. Skamielina w zasadzie dostarcza nam informacji jedynie o układzie kostnym. Tkanki miękkie nie zachowują się w zapisie kopalnym. A tymczasem tkanki miękkie to aż 99% budowy organizmu i to one są najbardziej istotne z punktu widzenia porównań anatomicznych. Darwiniści wypełniają lukę braku tkanek miękkich jedynie za pomocą swojej wyobraźni, snując nieuprawnione spekulacje o rzekomym pokrewieństwie kopalnych gatunków (s. 176, 181, 183, 185). Denton daje przykład sytuacji, w której darwiniści pomylili się wnioskując o pokrewieństwie organizmów jedynie na podstawie budowy szkieletu w zapisie kopalnym. Ryby celakantokształtne, o których darwiniści błędnie sądzili, że wymarły, okazały się mieć zupełnie inną strukturę tkanek miękkich niż przypuszczano. To przekreśliło tę rybę jako domniemanego przodka czworonogów. Po wyłowieniu jej w czasach współczesnych okazało się, że nie posiada ona żadnych organów wewnętrznych wstępnie przystosowanych do użytku w środowisku lądowym (s. 179, 181, 183, 185). Inne takie żywe skamieliny, o których darwiniści błędnie sądzili, że one też wymarły, to na przykład oposy (s. 305-307).


    W rozdziale 9 Denton analizuje nieudane próby darwinistów w zakresie łatania luk spowodowanych brakiem form przejściowych. Zwraca uwagę na to, że darwiniści nie są w stanie nawet w przybliżeniu opisać teoretycznie jak miałoby następować przekształcanie się jednych organizmów w drugie, jak miałyby zachodzić zmiany dostosowawcze niepasujących do siebie układów anatomicznych, fizjologicznych, organów wewnętrznych i tak dalej (s. 199-200, 229-230). Jak chociażby wykształciły się ptaki z gadów? Na przykładzie spekulacji darwinistów odnośnie do rzekomego powstania piór z gadzich łusek Denton pokazuje jałowość i wręcz groteskowość zgadywanek w tym obszarze. Darwiniści nie przeprowadzają żadnych obliczeń aerodynamicznych. Snują baśniowe spekulacje o tym jak powstały pióra, które miały zaistnieć tylko dlatego, że służyły jako siatki na owady, choć siatka na owady jest z zasady dziurawa i nie nadaje się do latania. Za kompletny nonsens uważa Denton spekulacje darwinistów, z których wynika, że gadzie łuski przekształciły się w skrzydła, co jest niezgodne z wszelkimi zasadami aerodynamiki (s. 200-208, 211, 212, 216-218, 232).


    W rozdziale 11 Denton omawia zagadkę pochodzenia życia. To jest już obszar, w którym darwinizm kompletnie się wykłada i nie jest w stanie zaoferować żadnego sensownego wyjaśnienia (s. 249). Od siebie dodam, że darwiniści zdają sobie z tego sprawę i często kłamią w dyskusjach, że teoria ewolucji nie dotyczy powstania życia. Jednak nie jest to prawda. Próbami wyjaśnienia powstania życia jak najbardziej zajmuje się dziedzina znana jako ewolucja prebiotyczna. Darwiniści przeprowadzali też nieudane eksperymenty, przy pomocy których chcieli wykazać, że życie powstało spontanicznie z materii nieożywionej - tak zwany eksperyment Millera-Ureya.


    Tymczasem Denton wskazuje na to, że biologia molekularna ujawnia nam, iż nawet najprostsze komórki bakterii są dużo bardziej złożoną maszynerią niż jakakolwiek technologia stworzona przez człowieka. Przepaść między materią nieożywioną i maszynerią życia jest tak ogromna, że darwinizm nie jest w stanie jej zasypać przez swe pozorne wyjaśnienia odwołujące się do czysto losowych i przypadkowych zmian. To kolejna spektakularna luka po lukach w zapisie kopalnym odnośnie do form pośrednich. Każda komórka jest zminiaturyzowaną fabryką, zawierającą tysiące precyzyjnie dopasowanych elementów niezwykle wyrafinowanej maszynerii molekularnej. Nawet najprostsze komórki nie mają w sobie nic prymitywnego i nie mogą być uznawane za przodków, jak chcieliby darwiniści. Budowa komórki jest bardzo zaawansowana w sensie technologicznym, w pełni uformowana i w zasadzie identyczna we wszystkich organizmach żywych, bez względu na to czy mówimy o bakterii, czy o człowieku (s. 250-251, 264). Mimo to darwiniści ślepo wierzą, że tak złożone maszynerie molekularne jak życie mogą powstawać zupełnie przypadkiem. Wskazują na to choćby próby poszukiwania życia w kosmosie, czy na Marsie, które miałoby się tam pojawić spontanicznie i przypadkowo. Mars jest planetą najbardziej podobną do Ziemi pod względem warunków sprzyjających życiu. Jednak już wiemy, że żadne życie na Marsie nie istnieje i zostało to w zasadzie wykluczone ponad wszelką wątpliwość. Darwiniści ponieśli kolejne fiasko. Życie jest czymś zupełnie unikatowym i nic nie wskazuje na to, że zaistniało gdzieś poza Ziemią i może powstawać przypadkowo gdziekolwiek (s. 251-261).


    Istnieją też bardzo poważne i w zasadzie nieprzezwyciężalne problemy w kwestii tak zwanej prabiotycznej zupy, w której zdaniem darwinistów miało spontanicznie powstać życie. Problem w tym, że nie ma żadnych dowodów na istnienie takiej prabiotycznej zupy. Co więcej, istnieją też trudności natury technicznej. Okazuje się, że gdyby istniał tlen w pierwotnej atmosferze, w której miało uformować się życie, to uległoby ono degradacji zanim życie uformowałoby się do końca. Związki organiczne, z których miałoby formować się pierwsze życie, po prostu rozkładają się i degradują przy obecności tlenu. Zachodzi reakcja utleniania. Darwiniści próbowali uniknąć tej trudności przez postawienie hipotezy, że w pierwotnej atmosferze nie było tlenu. Jednak nie ma na to żadnych dowodów geochemicznych. Co gorsza, postulowanie atmosfery beztlenowej nic darwinistom nie daje i tylko jeszcze bardziej pogarsza ich sytuację. W atmosferze beztlenowej mamy bowiem do czynienia z nieistnieniem warstwy ozonowej. Brak warstwy ozonowej oznacza zaś, że na Ziemię przedostają się tak duże ilości promieniowania ultrafioletowego, że uszkadzają one wszelkie życie i powodują jego śmierć. Cząsteczki kwasów nukleinowych, które budują materiał genetyczny wszystkich współczesnych organizmów, bardzo dobrze absorbują promieniowanie ultrafioletowe, które uszkadza je i wywołuje śmiertelne mutacje. Jak policzył Sagan, współczesne organizmy otrzymałyby tak dużą dawkę promieniowania w atmosferze beztlenowej, że byłaby ona śmiertelna już zaledwie po czasie równym 0,3 sekundy (s. 263-265, 325-329, 358).


    Denton pisze też o tym, że po odkryciu śladów glonów w skałach sprzed 3,5 miliardów lat drastycznie skrócił się okres, w którym mogłoby powstać życie - z miliardów lat do co najwyżej kilkuset milionów lat. Przyznają to nawet sami darwiniści, których Denton cytuje (s. 264, 357-358). Nawet najprostsze do wyobrażenia sobie życie musiałoby posiadać już co najmniej 80 białek (s. 265), które pracowałyby jednocześnie i w bardzo złożony oraz skomplikowany sposób. Fizycznie niemożliwe jest zupełnie przypadkowe powstanie tak złożonej struktury gdyż już nawet jedno białko jest maszynerią niemalże nieskończenie bardziej skomplikowaną niż cokolwiek, co zbudował człowiek. Translacje genu muszą być od razu dokonywane poprawnie albo białko przestaje być funkcjonalne. Wszelka losowość przy budowie tak skomplikowanych struktur biomolekularnych jest całkowicie wykluczona w skali jakiegokolwiek prawdopodobieństwa, które w tej sytuacji jest zerowe (s. 266-268, 271, 273, 325-329, 334). Nawet najprostsza komórka zawiera w sobie całą maszynerię biomolekularną, na którą składają się sztuczne języki i systemy ich dekodowania, banki pamięci, układy kontrolne i regulacyjne (włączanie i wyłączanie różnych genów w różnym czasie i w różnych komórkach), mechanizmy zabezpieczające przed błędami, weryfikujące poprawność i używane w kontroli jakości, zautomatyzowane układy montażowe, w których komórka produkuje własne części etcetera. Informacja w DNA jest też spakowana w bardzo ekonomiczny sposób. Komórka jest również istnym laboratorium chemicznym, jakie w mniej niż sekundę produkuje substancje chemiczne, do wytworzenia których najlepsze laboratoria chemiczne stworzone przez ludzi potrzebują kilkanaście godzin, dni lub nawet tygodni. Komórka jest fabryką, zależną od funkcjonowania nawet stu tysięcy unikatowych białek. Zbudowanie jednej takiej komórki zajęłoby nam 50 milionów lat. A to tylko jedna komórka. Tymczasem mózg ssaka składa się z 10 miliardów komórek nerwowych (s. 334-335, 340-348). Zbudowanie takiego mózgu lub czegoś, co by chociaż było podobne do niego, zajęłoby nam wieczność, nawet z uwzględnieniem faktu, że budowalibyśmy taki mózg w sposób zaplanowany i celowy. Tymczasem darwiniści ślepo wierzą, że takie układy powstają zupełnie przypadkowo, w stosunkowo krótkim czasie i przy pomocy bezcelowych procesów (s. 336, 345, 347-348). Totalny nonsens.


    Darwiniści wiedzą już o tym, że powstanie życia drogą losowych procesów jest po prostu niemożliwe i dlatego zaczęli rozważać hipotezę panspermii, czyli ideę, że życie przybyło na Ziemię z kosmosu i nie powstało na naszej planecie (s. 273-274).


    Postulowany przez darwinistów losowy proces, który miałby tworzyć skomplikowane struktury białkowe i genetyczne, prowadziłby wyłącznie do autodestrukcji tych układów, które ze swej natury są tak precyzyjne i wyważone, że nie mogą powstawać metodą prób i błędów (s. 268-269). Zmiana jednego aminokwasu w jednym białku wywołałaby potężne zakłócenia w całej cytoarchitekturze komórki. A komórka obciążona niewydajnymi białkami, kodem podatnym na błędy i dławiona odpadami natychmiast przestałaby funkcjonować. Darwiniści w żaden sposób nie są w stanie wyjaśnić skąd pochodzi kod genetyczny (s. 270).


    W rozdziale 12 Denton pokazuje, że porównania organizmów na poziomie biomolekularnym całkowicie nie pasują do darwinowskiej koncepcji ewoluowania jednych organizmów w drugie. Nawet te gatunki, które zdaniem darwinistów są ze sobą blisko spokrewnione, na poziomie molekularnym dzieli przepaść (s. 279). Poziom molekularny i porównania w jego obszarze obnażają szokującą prawdę, że nie istniały żadne formy przejściowe między gatunkami, klasami i podklasami, które okazują się być całkowicie odizolowane od siebie i unikatowe (s. 279-286, 290-299, 308-309, 357). Jest to całkowicie zgodne z typologiczną strukturą obwodową, która w ogóle nie bierze pod uwagę sekwencji następstw kolejnych ogniw pośrednich w schemacie darwinowskim (s. 296). Na poziomie porównań molekularnych nie ma ani śladu tradycyjnej serii ewolucyjnej domniemanych form pośrednich: kręgouste => ryby => płazy => gady => ssaki. Na przykład człowiek jest tak samo odległy od minoga jak od ryby (s. 286-287, 306). Płazy są równie odległe od ryb jak od każdej innej grupy gadów lub ssaków (s. 287). Odległości są zawsze ogromne i grupy są od siebie zawsze sterylnie odizolowane, niemal za każdym razem w tej samej proporcji, bez względu na to co porównujemy (s. 288). Nawet z porównania sekwencji białek u naczelnych (małp, goryli i człowieka) wynika całkowicie niepokrywająca się struktura klas (s. 289).


    W rozdziale 13 Denton analizuje zagadnienie losowych mutacji, które jako główny mechanizm darwinowski kompletnie nic nie wyjaśniają w kwestii rozwoju życia. Denton podaje wiele przykładów, które pokazują jak absurdalna jest darwinowska wiara w to, że losowe mutacje i dobór naturalny doprowadziły do całej złożoności życia. Denton podkreśla, że w ogóle poszukiwanie rozwiązań przez czysto losowe procedury jest beznadziejnie nieskuteczne (s. 311). Nawet wtedy gdy chcielibyśmy losowo wytworzyć najkrótsze angielskie słowa i zdania, natrafiamy na nieprzekraczalne bariery statystyczne (s. 311-316). Tak samo jest w sytuacji, w której chcielibyśmy utworzyć w całkowicie przypadkowy sposób na przykład zegarek lub samolot. Biorąc pod uwagę ilość kombinacji, które musielibyśmy przetestować, potrzebowalibyśmy całej wieczności (s. 316, 321, 323). Podobnie nie da się napisać programu komputerowego przy pomocy losowego walenia w klawiaturę. Ilość kombinacji jest tu tak wielka, że nie da się jej przekroczyć w żadnym możliwym czasie (s. 319). Losowy proces, mający doprowadzić do powstania i rozwoju życia zgodnie z dogmatem darwinowskim, jest niemożliwy z tych samych powodów (s. 320, 337).


    W rozdziale 14 Denton powraca do tematu złożoności struktur biologicznych, takich jak oko. Przytacza słowa Darwina, który pisał, że myśl o konstrukcji oka wywołuje w nim dreszcze (s. 331, 337-338). Wielu biologów jest sceptycznych wobec darwinowskiego dogmatu, zgodnie z którym do całej złożoności życia doprowadziła czysta losowość (s. 332-334, 337).


    W rozdziale 15, który jest rozdziałem ostatnim, Denton przechodzi do podsumowań swoich rozważań. Teoria ewolucji w ujęciu darwinowskim pozostaje dziś tak samo nieudowodniona jak w czasach Darwina (s. 349-350). Darwinowska teza, zgodnie z którą całe obecne życie wyewoluowało od pierwszej komórki, nie została potwierdzona przez ani jedno empiryczne odkrycie od 1859 roku do dziś. Pomimo ponad stulecia niemal nadludzkich wysiłków i poszukiwań ze strony biologów ewolucyjnych, główne zarzuty stawiane Darwinowi przez jego współczesnych polemistów nigdy nie zostały odparte i obalone. Zarzuty te są aktualne do dzisiaj. Umysł przy pomocy swojej fantazji wciąż musi wypełniać „olbrzymie niezapisane luki”, o których wspominał Darwin w swoim liście do Asy Graya. Darwiniści uznają istnienie luk do dzisiaj i to właśnie oni byli odpowiedzialni za rozpowszechnienie tej informacji przez swe nawoływanie do ich zapełnienia przy pomocy kolejnych odkryć. Ale luki nigdy nie zostały zapełnione (s. 350-351, 352, 360, 363). Dziś luki w świecie przyrody są równie wielkie jak w czasach Linneusza i w sumie jeszcze większe niż w czasach Darwina. Jedną z najbardziej spektakularnych luk darwinowskich jest brak jakichkolwiek form przejściowych między materią nieożywioną i ożywioną. Formy przejściowe w teorii ewolucji są nie tylko empirycznie nieobecne ale są wręcz koncepcyjnie niemożliwe (s. 352-353). To darwiniści są tu wbrew faktom empirycznym, a nie ich przeciwnicy, którzy twardo trzymają się obserwacji, z których wynika, że jedne organizmy nie ewoluują w inne organizmy (s. 359-360).


    Koncepcja losowych mutacji, jako głównego motoru ewolucji, również mocno osłabła. Losowe procesy nie są w stanie wytworzyć nic ciekawego i złożonego, a na pewno nic takiego jak obecny fenomen życia, będący przykładem zaawansowanej technologii inżynieryjnej już na samym poziomie molekularnym. To ewidentnie falsyfikuje darwinizm i jest wystarczającym powodem do jego odrzucenia (s. 353, 362). Dla sceptyka obrazą dla własnego rozumu jest już sama sugestia, że programy genetyczne, zawierające do około miliarda bitów informacji, zarządzające wzrostem i rozwojem wielu miliardów komórek w celu utworzenia złożonego organizmu, powstały wskutek czysto losowych procesów. Jednak dla darwinisty taki nonsens jest czymś oczywistym i niewątpliwym - paradygmat darwinowski ma tu bezwzględne pierwszeństwo, wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi (s. 357-358, 363). Migrujące ptaki mogą wyczuwać pole magnetyczne Ziemi. Mózg ludzki i zagadka świadomości są ciągle tajemnicą i całkowitą enigmą. Nierozwiązana pozostaje natura pamięci. To tylko przykłady. Sugerowanie przez darwinistów, że za to wszystko odpowiadają czysto losowe procesy jest afrontem wobec rozumu i zdrowego rozsądku. Pytanie o to jak powstaje perfekcyjnie heksagonalna symetria płatka śniegu wciąż wybija ze snu krystalografów. Nikt nie może twierdzić, że wszystkie siły przyrody zostały zidentyfikowane i rozumiemy podstawową strukturę materii (s. 361).


    Denton analizuje też prace słynnych metodologów i historyków nauki, takich jak Thomas Kuhn i Paul Feyerabend, którzy wykazywali na przykładach takich jak odrzucona w końcu po długim okresie teoria flogistonowa, że fakty nie mają większego znaczenia jeśli chodzi o teorie naukowe i ich przyjmowanie oraz odrzucanie. Ważniejsze od faktów są czynniki pozanaukowe, takie jak psychologia, socjologia, nastrój społeczny i klimat epoki etcetera. Dlatego też darwinizm został przyjęty bez empirycznego poparcia i utrzymuje się nawet wbrew faktom (s. 353-356, 362, 363). Darwiniści są tak samo ogłupieni jak zwolennicy teorii flogistonowej, którzy mieli przed oczami fakty falsyfikujące tę teorię, a mimo to nie byli w stanie jej odrzucić. Gimnastyka umysłowa i odwrót od zdrowego rozsądku u darwinistów mają dokładnie te same cechy, które przejawiali zwolennicy nieistniejącego flogistonu, w nieskończoność opierający się faktom obalającym ich teorię, która była tak samo bezpodstawna i jałowa jak darwinizm (s. 357).


    Na ostatniej stronie swej książki Denton finalnie konkluduje, że darwinowska teoria ewolucji jest tylko mitem i metafizyką, nie jest ona poparta nawet w najmniejszym stopniu żadnym potwierdzeniem empirycznym. To tylko zbiór domysłów, który nic nie wyjaśnia. Darwinizm to tylko wielki kosmogoniczny mit XX wieku, w niczym nie różniący się od pradawnych mitów szamanizmu, jakie odpowiadały na taką samą potrzebę ludów prymitywnych, które również chciały za wszelką cenę zrozumieć genezę świata przyrody. Jednak świat przyrody wciąż twardo i uparcie opiera się uwięzieniu w naszych skostniałych schematach myślenia. Ciągle w zasadzie nic nie wiemy o tym jak powstała cała obecna złożoność życia. Dzisiaj jest to taka sama enigma jak wtedy gdy Darwin przystępował do pisania swej książki O pochodzeniu gatunków. Zagadka życia wciąż nie jest rozwiązana, choć darwinistom wydaje się, że już ją rozwiązali. Darwinizm poniósł spektakularną porażkę w kwestii wyjaśnienia czegokolwiek, co jest związane z człowiekiem, jego naturą i pochodzeniem (s. 363-364).


    To wszystko, co chciałem wynotować z książki Michaela Dentona pt. Kryzys teorii ewolucji. Nie jest to w żadnym wypadku streszczenie tej pracy i mylne wrażenie odniesie ktoś, kto uzna, że są to wszystkie argumenty i zarzuty jakie przedstawia Denton. W żadnym wypadku. W niniejszym tekście ślizgałem się jedynie pobieżnie po treści tej książki i wypisałem tylko to, co uznałem za ciekawostki. Tymczasem całościowa wymowa pracy Dentona jest dużo bardziej obfitująca w szczegóły z zakresu biologii i jest wręcz szokująca. Osoby, które dały się nabrać na obiegową propagandę, że teoria ewolucji jest bezdyskusyjnym faktem, będą całkowicie zszokowane po przeczytaniu książki Michaela Dentona. Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym. Praca Dentona jest szokująca nawet dzisiaj, gdy czytelnik jest już w miarę obyty z wieloma pracami krytykującymi darwinizm, powszechnie dostępnymi na rynku. A co dopiero mówić o latach osiemdziesiątych XX wieku, gdy książka Dentona ukazała się (1985 rok). Szok musiał być wtedy wielokrotnie większy. Szkoda tylko, że praca ta ukazała się tak późno w języku polskim. Gdyby ukazała się u nas wcześniej, to ilość ludzi zindoktrynowanych darwinizmem w Polsce byłaby zapewne przynajmniej trochę mniejsza. W ogóle uważam, że lekturę prac krytykujących darwinizm powinno się zaczynać właśnie od książki Michaela Dentona. Praca ta była bowiem pionierska w tym zakresie i od niej biorą początek inne słynne publikacje krytykujące darwinizm, takie jak choćby słynna książka Michaela Behe pt. Czarna skrzynka Darwina (również wydana po polsku już w 2008 roku i wznowiona niedawno). Behe nie ukrywa zresztą w wywiadach, że książka Dentona jest dla niego wielką inspiracją i otworzyła mu oczy. Widać to choćby po porównaniu treści obu tych książek. Idea nieredukowalnej złożoności i celowości takich organów jak silnik bakteryjny była omawiana już w książce Dentona. Terminologia, którą wykorzystuje Behe, również jest zaczerpnięta od Dentona. Behe rozwija spostrzeżenia Dentona w zakresie biologii molekularnej, która całkowicie zaprzecza darwinowskiej idei wzrostu złożoności organizmów przez losowe mutacje. Widać to doskonale. Tak więc praca Michaela Dentona tym bardziej powinna być przysłowiowym must have dla każdego sceptycznego wobec darwinizmu czytelnika. Jeśli nie masz żadnej książki, która krytycznie odnosi się do darwinizmu, a chciałbyś mieć choć jedną lub od czegoś zacząć, to powinna to być właśnie ta pozycja.


    Michael Denton, Kryzys teorii ewolucji, Warszawa 2021, wydawnictwo En Arche.


    Jan Lewandowski, sierpień 2023.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane