O.K.

Pierwszeństwo Ewangelii Jana (recenzja)

dodane: 2021-07-28
0
Recenzja książki Johna A.T. Robinsona „The priority of John”.

John A.T. Robinson, „The priority of John”, SCM Press 1985. Na lipiec 2021 r. niestety brak jest wydania polskiego. O ile nie zaznaczono inaczej, wszystkie odniesienia do stron dotyczą tego właśnie wydania.

Ewangelia według świętego Jana jest chyba tą z Czterech Ewangelii, która budzi najwięcej kontrowersji. XIX-wieczni racjonalistyczni krytycy w większości odmawiali jej historycznej wiarygodności, uważając ja za późne wymysły nieznanego autora z II w. odwołującego się do hellenistycznej filozofii wyrażanej w sposób symboliczny przez fikcyjne opowiadania, dialogi i przemowy w tejże księdze. W połowie XX w. te poglądy zaczęły się jednak zmieniać, dostrzeżono, że autor Czwartej Ewangelii jest pod wieloma względami precyzyjniejszy, jeśli chodzi o geografię i zwyczaje Palestyny z I w. niż autorzy Ewangelii Synoptycznych (Mateusza, Marka i Łukasza), a nowe odkrycia i analizy pokazały, że wiele pojęć, które uważano za czysto greckie, tak naprawdę funkcjonowały w judaizmie w tamtym okresie. Spowodowało to dowartościowanie Ewangelii Jana, jednak stare poglądy do dzisiaj pokutują w świadomości wielu tak biblistów, jak i laików. Jedną z pozycji, które prezentowały nowe podejście do Ewangelii Jana, jest omawiana w tej recenzja książka anglikańskiego biblisty Johna Arthura Thomasa Robinsona (1919-1983). Robinson najbardziej znany jest z innego dzieła, mianowicie wydanego w 1976 r. „Redating the New Testament”, w którym, wbrew przekonaniom większości biblistów, datował wszystkie księgi Nowego Testamentu przed zburzeniem Świątyni w Jerozolimie w roku 70 (recenzja tej pracy naszym portalu). Jednak spośród wszystkich ksiąg Nowego Testamentu najbardziej fascynowała Ewangelia Jana, którą wbrew wielu liberalnym krytykom, uważał za rzetelne źródło, któremu w wielu przypadkach należałoby przyznać -wbrew dominującej wówczas opinii-pierwszeństwo w stosunku do wizji życia Jezusa, jak wyłaniała się z odczytania tylko jakoby wcześniejszych Ewangelii Synoptycznych. Jak pisze, planował on napisać książkę na ten temat już w latach 50-tych ubiegłego wieku, przeszkodziły mu w tym jednak pełnione przez niego obowiązki biskupa Woolwich. Zamiar ten jednak udało mu się zrealizować, chociaż ostatnie jego dzieło i zwieńczenie jego długoletnich studiów, „The priority of John”, wydano już po jego śmierci.

W rozdziale pierwszym Robinson stara się zdefiniować, co on rozumie przez pojęcie „pierwszeństwa”, „priorytetu” (priority) Ewangelii Jana. Naturalnie pierwsze co się nasuwa, to porównanie chronologiczne z Ewangeliami Synoptycznymi; Mateusza, Marka i Łukasza. Robinson jednak wyraźnie podkreśla, że mówiąc o „priorytecie” Ewangelii Jana, nie chodzi mu tak naprawdę o to, że miała ona zostać spisana pierwsza, przed Ewangeliami Synoptycznymi. Uważa on bowiem, że wszystkie Cztery Ewangelie zostały napisane mniej więcej w tym samym czasie. Robinsonowi chodzi bardziej o co innego, mianowicie o niezależność Ewangelii Jana od Synoptyków, chociaż jego rozumienie „priorytetu” tej pierwszej nie sprowadza się tylko do tego. Już na wstępie, kontrastując ze sobą pojęcia „priorytetu” oraz „wtórności” (posteriority), Robinson stara się odwieść czytelników od robienia pewnych automatycznych założeń, i pokazać czego to pojęcie, w jego rozumieniu, nie implikuje. Mianowicie nie chodzi o to, że Jan Ewangelista korzysta wprost z tekstu Ewangelii Synoptycznych, lub też na odwrót, Synoptycy wykorzystują Jana. Lecz również nie wyklucza to tego, że Jan znał księgi Synoptyków (czy na odwrót).

Robinson wchodzi tu bowiem w polemikę z twierdzeniami krytyki redakcji, twierdzącymi jakoby ewangelie były produktem kompilacji różnych źródeł dokonanej przez późnych redaktorów, problemem miał być zaś tylko dokładna relacja pomiędzy tymi źródłami, tzn. kto kopiował od kogo, z jakiego źródła. Robinson pokazuje jałowość takiego podejścia, opartego na arbitralnych założeniach, wyliczając różne podejścia różnych badaczy, które prowadziły do sprzecznych, lub absurdalnych rezultatów. Od naiwnego podejścia uważającego Ewangelię Jana za „szatę bez szwów” (tzn. całkowicie spójną i zupełnie niepowiązaną z opowieściami Synoptyków), po różnego rodzaju próby wydzielenia z niej poszczególnych źródeł, na podstawie niejednorodności w opowiadaniu, stylu i słownictwie, próbie łączenia jej fragmentów z relacjami Synoptyków, czy też rzekomo wykorzystywanymi przez nich źródłami, jak hipotetyczne Q, M czy L, wydzielania z niej materiału „nie-Janowego”, lub tez „przed-Janowego” itd. Robinson pokazuje, jak wszystkie te próby nie trzymają się kupy, to co miałoby być wspólnymi źródłami dla Jana i Synoptyków wykazuje pomiędzy nimi różnice, to co miało być niezależne, wykazuje podobieństwa. Robinson odnotowuje ironiczne uwagi krytyków takiej metodologii, Piersona Parkera: „Wygląda na to, że jeżeli autor Czwartej Ewangelii używał dokumentów źródłowych, to on sam je wszystkie napisał” (It looks as though, if the author of the fourth Gospel used documentary sources, he wrote them all himself, str. 19, za Two Editions of John, Journal of Biblical Literature 75,1956 str. 304), czy B.H. Streetera: „Jeśli źródła przeszły taką liczbę wyolbrzymień, wycięć, zmian kolejności, dostosowań, jakie postuluje teoria, to wówczas twierdzenia krytyka, że potrafi zrekonstruować ten proces, są groteskowe -równie dobrze można zaczynając od sznura kiełbasek, próbować zrekonstruować świnię” (If the sources have undergone anything like the amount of amplification, excision, rearrangement and adaptation which the theory postulates, then the critic’s pretence that he can unravel the process is grotesque. As well hope to start with a string of sausages and reconstruct the pig, str.29, przypis 95, za: The Four Gospels a Study of Origins 1924, str. 377). Otóż Ewangelia Jana z jednej strony jest zaskakująco jednolita w stylu, z drugiej strony przejścia pomiędzy poszczególnymi epizodami są bardzo często niejasne, tak jakby poszczególne opowiadania zespawano ze sobą bez konkretnego łącznika. W badaniach nad jej strukturą zrezygnowano jednak przynajmniej, z często postulowanego w starszych pracach przesuwania kolejności rozdziałów czy epizodów.

Zamiast takich jałowych prób rekonstrukcji źródeł połączonych w Ewangelię Jana, wspólnych lub nie z tradycjami Synoptyków, Robinson postuluje co innego; a co jeśli Ewangelia Jana rzeczywiście jest literacko niezależną relacją? Która to relacja pochodzi od bezpośredniego świadka, i ma oparcie nie w koncepcjach teologicznych i odległych tradycjach chrześcijańskich wspólnot, lecz w rzeczywistych wydarzeniach, które ów świadek relacjonuje na swój własny sposób, niezależny sposób -i stąd biorą się podobieństwa i różnice w stosunku do Synoptyków. To jest właśnie klucz do rozumienia koncepcji „pierwszeństwa” wedle Robinsona, Ewangelia Jana miałaby ten swój „priorytet” nie dlatego że miała powstać pierwsza (mogła zostać spisana nawet na końcu), lecz dlatego, że pochodzi od najbliższego świadka wydarzeń, jest najbardziej bezpośrednia -najbliższa temu, co się rzeczywiście wydarzyło.

W rozdziale drugim, najdłuższym, Robinson porusza kwestię autorstwa Ewangelii Jana. We wstępie do niego Robinson ukazuje, jak zmieniły się poglądy na powstanie Ewangelii Jana od XIX w., gdy uważano ją za późne dzieło napisane w 2 połowie II w. (niedługo przed pierwszą wzmianką u Ireneusza z Lyonu ok. 180 r.), pod wpływem myśli hellenistycznej i gnostycznej, do czasów współczesnych, gdy szczególnie po odkryciach w Qumran w 1947 r., zaczęto pilniej zwracać uwagę na jej związki z judaizmem z czasów sprzed zburzenia Świątyni w 70 r. Dalej rozdział ten podzielony jest na trzy podrozdziały, pierwszy omawiający kwestie geograficzne (gdzie Ewangelia Jana została napisana, oraz wewnętrzna geografia w księdze, jej znaczenie oraz dokładność), drugi kwestię czasu napisania księgi, trzeci osobę autora. Co do geografii, tradycja zawsze wskazywała Efez jako miejsce powstania Ewangelii Jana, i wedle Robinsona nie ma żadnych konkretnych przesłanek by to podważać. Podobnie nie ma większych przesłanek, by w rozkładzie miejscowości opisywanych w Ewangelii Jana doszukiwać się jakiegoś ukrytego, symbolicznego przesłania, co często robili krytycy. Za to geografia i topografia Jana okazuje się być bardzo dokładna (w przeciwieństwie do chociażby ogólnikowych stwierdzeń Łukasza, który nie pochodził z Palestyny) i potwierdzona tak przez odkrycia archeologiczne (choć Robinson podkreśla pewne ograniczenia metod archeologicznych), jak i tradycyjną lokalizację najważniejszych miejsc chrześcijaństwa w Jerozolimie.

Jeśli chodzi o czas powstania, to Robinson powtarza tu swoją opinię, którą wyraził już w „Redating the New Testament”, że Ewangelia Jana miałaby powstać przed rokiem 70. Wyrażając taki pogląd, idzie on na przekór tak liberalnym, jak i konserwatywnym badaczom, datującym to dzieło bliżej roku 90-tego, na podstawie dawnych przekazów Tradycji, iż Jan napisał je w podeszłym wieku, po tym, jak zesłany za czasów Domicjana na wyspę Patmos spisał Apokalipsę. Lecz Robinson woli iść własną ścieżką, powtarzając parokrotnie, że „zewnętrzna tradycja jest tylko tak mocna, jak wewnętrzna” (the external tradition is only as strong as the internal, str. 68). Jest to dość typowo protestanckie podejście, które ignoruje przekazy Tradycji, jeśli nie zgadzają się one z konkretnym odczytaniem tekstu Biblii przez danego protestanta. Robinson uważa, na podstawie różnic językowych, że Ewangelię Jana i Apokalipsę napisały dwie różne osoby, ponadto tę ostatnią datuje na podstawie interpretacji jej treści oraz późniejszych przekazów Tradycji, na czasy Nerona. Fakt, że Jan miał dożyć późnego wieku ok. 90 lat, wydaje mu się mało prawdopodobny. Co do wcześniejszej daty, Robinson argumentuje z milczenia (pobieżnie zaznaczając tylko, że zdaje sobie sprawę z ułomności takiego rozumowania): Ewangelia Jana nie zawiera wzmianki o zburzeniu Świątyni w 70 r., aluzji do sporów pomiędzy chrześcijanami z pogaństwa oraz z Żydów odnośnie kwestii obrzezania, czy prześladowań ze strony pogan. Chrystologia nie jest bardziej zaawansowana, a odniesienia do gnostycyzujacych herezji w Listach Jana nie są bardziej podkreślone, niż w niektórych listach Pawła, jak do Kolosan, powstałych, wedle Robinsona, w latach 50-tych i 60-tych I wieku. Robinson polemizuje też z wielce rozpowszechnionym przekonaniem, że wzmianki o wyrzucaniu chrześcijan z synagog (J 9,22; 12,42; 16,2), to reakcja na rzekomą decyzję rabinów na synodzie w Jamni (ok. 90 r.) o wyłączeniu chrześcijan ze społeczności Żydów; wedle Robinsona takie przekonanie nie ma historycznych podstaw. Także użycie określenia Żydzi (czy też ściślej Judejczycy) wobec przeciwników Jezusa nie daje podstaw do stwierdzenia, że nastąpił definitywny podział na chrześcijaństwo i judaizm, Jan po prostu dość luźno posługuje się tym terminem, który u niego oznacza czy to mieszkańców Judei, czy też elity żydowskie. Moim zdaniem, choć przyznałbym rację Robinsonowi, że niektóre argumenty krytyków wysuwane na „konieczność” późnego datowania powstania pism Jana są naciągane, to jednak i z niektórymi argumentami Robinsona można by polemizować. Chęć przesunięcia datowania pism Jana na okres przed rokiem 70-tym wydaje mi się bardziej kwestią ambicji samego Robinsona (który w Redating the New Testament datował przed tym terminem wszystkie księgi Nowego Testamentu), niż czymś, co miałoby wynikać z samej analizy tych pism, albo być do czegoś potrzebne. Ponadto Robinson nie przeanalizował tak naprawdę dokładnie wszystkich przekazów Tradycji (np. starożytnych prologów starołacińskich do ewangelii), które zmieniłyby nieco obraz.

W trzecim podrozdziale dyskutowana jest sama osoba autorstwa Ewangelii Jana. Robinson co prawda na początku zarzeka się, że kwestia czy autorem był Jan Apostoł, syn Zebedeusza, brat Jakuba, jeden Dwunastu, nie jest tak istotna dla kwestii „priorytetu”. Lecz Robinson dość skutecznie owo tradycyjne autorstwo broni przed atakami krytyków. Próby identyfikowania Umiłowanego Ucznia z innymi postaciami poza Janem Apostołem nie dały satysfakcjonujących rezultatów. Czasem próbuje się identyfikować go z Łazarzem, jako że jest to jedyny mężczyzna, o którym jest powiedziane wprost, że Jezus go miłował (J 11,5.36), lecz w J 11,5 słowo ἀγαπάω, agapao, użyte na określenie umiłowanego ucznia we wszystkich przypadkach,za wyjątkiem J 20,2 (gdzie użyte jest słowo φιλέω, fileo, podobnie jak w J 11,36), odnosi się także do sióstr Łazarza. On sam zaś nigdy nie jest określony mianem ucznia i nie jest wspomniane, że towarzyszy Jezusowi. Inne kandydatury, jak np. Jana Marka, są jeszcze mniej przekonujące. Natomiast teoria, że autorem Ewangelii Jana miałby być rzekomo Jan Prezbiter, nauczyciel Papiasza, różny od Jana Apostoła, opiera się na wątpliwym rozumowaniu Euzebiusza odnośnie dwóch wzmianek Papiasza o Janie (Historia Kościoła III 39, 1-4). Nawet jeśli uznam, że ktoś taki rzeczywiście istniał, to jednak nigdy nie przypisywano mu w starożytności autorstwa Ewangelii Jana, która zawsze uchodziła za dzieło Apostoła, hipotetycznemu Janowi Prezbiterowi przypisywano autorstwo Apokalipsy, oraz 2 i 3 Listu Jana. Co do jednorodności dzieł Janowych, Robinson stwierdza, że analizy językowe Ewangelii Jana, jej rozdziału 21, uważanego często za późniejszy dodatek, oraz Listów, nie dały jednoznacznych wyników, czy pochodzą one z tej samej ręki, czy też nie, i wydaje się rozsądniejsze przyjąć jednak wspólne autorstwo, niewielkie różnice leksykalne uznając za jedynie efekt przypadku. Trudniej zaś za efekt przypadku uznać w Ewangelii Jana brak bezpośrednich wzmianek o synach Zebedeusza (z wyjątkiem J 21,2), najbliższych, poza Piotrem, uczniach Jezusa, oraz że Jan Chrzciciel zawsze jest określony po prostu jako „Jan”, bez przydomka (w przeciwieństwie do innych postaci), tak jakby nie było potrzeby odróżniania go od innych Janów, w tym Jana Apostoła. Jest to zrozumiałe, jeśli ten ostatni był autorem Ewangelii Jana, i nie czuł potrzeby bezpośredniego podawania swojego imienia.

Robinson, że wiele najczęściej przytaczanych argumentów przeciw autorstwu Jana Apostoła, tak naprawdę ma niewielką wartość. Znajomość języka greckiego? Język grecki Ewangelii Jana jest co prawda gramatycznie poprawny, ale dość ubogi, o wyraźnie semickim zabarwieniu, co zgadza się z przypisaniem go komuś, kto języka greckiego nauczył się jako drugiego, po ojczystym aramejskim, i to najpewniej na Septuagincie, czyli greckim tłumaczeniu Starego Testamentu. Wychowany w na wpół zhellenizowanej Galilei, Jan jakiś kontakt z greką musiał na pewno mieć. Brak wykształcenia, inny argument, podnoszony na podstawie wzmianki z Dz 4,13, że Piotr i Jan byli ἀγράμματοί, agrammatoi? Ale przecież wzmianka w Dziejach podkreśla kompetencje i elokwencję Piotra i Jana, pomimo iż byli oni „nieuczeni” (wedle Robinsona należałoby przyjąć raczej takie rozumienie terminu ἀγράμματοί, niźli „niepiśmienni”), nie przeszli formalnej edukacji rabinicznej. Jan pochodził z rodziny zamożnych rybaków i wystarczającą edukację mógł mieć. Twierdzeń, przypisywanych rzekomo Papiaszowi przez późniejszych, niewiarygodnych, autorów takich jak Filip z Syde i Grzegorz Grzesznik, że jakoby Jan Apostoł miał zginąć razem ze swym bratem Jakubem (ściętym przez panującego w latach 41-44 Heroda Agryppę, Dz 12,2) nikt tak naprawdę nie bierze poważnie. Kontakty w Jerozolimie, znajomości z arcykapłanami? Bycie rybakiem nad Jeziorem Galilejskim tego wcale nie wykluczało. W Jerozolimie też przecież jedli ryby, które trzeba było z Jeziora Galilejskiego sprowadzać. Pewne tradycje przypisywane Ewangelii Nazarejczyków (identyfikowanej niekiedy z Ewangelią Hebrajczyków) sugerują, że Jan miał dostarczać ryby na dwór arcykapłana (średniowieczna Historia passionis Domini, powołująca się na Ewangelię Nazarejczyków, chociaż wiarygodność tego cytatu jest wątpliwa, Apokryfy Nowego Testamentu, Tom I, Ewangelie Apokryficzne, Część 1, redakcja Marek Starowieyski, WAM 2003, str. 111). Natomiast co do twierdzeń krytyków, jakoby autor Ewangelii Jana miał pochodzić z Judei, a nie z Galilei, z kręgu jerozolimskich elit żydowskich, Robinson ironicznie zauważa, dlaczego żydowski arystokrata miałby się nagle znaleźć w jednej łodzi z prostymi galilejskimi rybakami, oraz Piotrem, jak to jest opisane w J 21? A także zauważa, że Jan, jako jedyny w Nowym Testamencie używa słowa ὀψάριον,opsarion, oznaczającego przyrządzoną rybę (w przeciwieństwie do „zwykłej” ryby ἰχθύς, ichtus), oraz zauważa ze zdziwieniem wynikającym zapewne z rybackiego doświadczenia, że sieć zawierająca 153 grube ryby się nie rozerwała (J 21,11, w przeciwieństwie do podobnego cudu w Łk 5,6, gdzie sieć się rwała). Na koniec tego rozdziału Robinson oddaje się spekulacjom, opartym na różnych hipotezach odnośnie liczby i tożsamości kobiet pod krzyżem Jezusa, odnośnie rzekomego pokrewieństwa Jana z Jezusem, co mogło być jedną z przyczyn bliskiej zażyłości między nimi. Mnie jednak tego typu wywody o rzekomym pokrewieństwie raczej nie przekonują.

Trzeci rozdział książki Robinsona to chronologia działalności Jezusa w oparciu głównie o Ewangelię Jana -typowy schemat, chociaż jak zawsze, pewne szczegóły można dyskutować. Robinson zauważa, że Synoptycy zdają się zakładać wcześniejsze wizyty Jezusa w Jerozolimie, co zgadza się z opisami Jana.

W czwartym rozdziale Robinson omawia początki działalności Jezusa w Ewangelii Jana oraz związek Jezusa z Janem Chrzcicielem. Robinson zauważa oraz przytacza opinie innych, że Ewangelia Jana ma cechy bardziej narracji ustnej, opowiadania w wąskim kręgu najbliższych uczniów, niźli kompozycji literackiej. Jest on także sceptyczny co do prób doszukiwania się w liczbach w Ewangelii Jana jakiejś ukrytej symboliki, twierdząc, że Jan nie daje ku temu wyraźnych wskazówek, jest także sceptyczny w doszukiwaniu się w opisie wydarzeń w 1-2 rozdziale odniesień do symbolicznego lub realnego, tygodnia. Za to uważa on, że narracja Jana odnośnie powołania pierwszych uczniów, oraz relacji Jezusa z Janem Chrzcicielem wydaje się dokładniejsza, precyzyjniejsza, niźli nieco uproszczone relacje Synoptyków. To Jan nakreśla tło, kontekst, dla opisów tych ostatnich, dlaczego pierwsi uczniowie od razu poszli za Jezusem (Mt 4,18-22, Mk 1,16-20, Łk 5,4-11). Ważny jest też ich pierwotny związek z Janem Chrzcicielem, którego byli zapewne pierwotnie zwolennikami czy uczniami. Wywodząc się z tego środowiska, poszli za Jezusem, gdy na niego wskazał Chrzciciel. U Synoptyków, po chrzcie, a przed uwięzieniem Chrzciciela, nie ma bezpośrednich wzmianek o kontaktach między nimi, Jan uzupełnia tę lukę i wskazuje na szerszy kontekst Chrzciciela jako poprzednika Jezusa. Robinson zwraca też uwagę na pewne podobieństwa między ewangelicznymi zapowiedziami przyszłego chrztu i zesłania Ducha Świętego, z podobnymi oczekiwaniami, jakie znajdujemy w dokumentach wspólnoty w Qumran. Natomiast twierdzenia o rzekomej rywalizacji czy konflikcie między Chrzcicielem a Jezusem, czy ich uczniami, to wedle Robinsona jedynie wymysły współczesnej krytyki, oparte na błędnokołowych rozumowaniach -te same fragmenty, które są uznawane za polemikę z rzekomymi wyznawcami Jana Chrzciciela, są używane do wykazywania jakoby istnienia tejże grupy (str. 172). Tymczasem między nauczaniem Jana Chrzciciela i Jezusa więcej jest ciągłości niż przesadnie akcentowanych przez krytykę różnic.

W kolejnym, piątym rozdziale, Robinson prowadzi rozważania nad kontrowersyjnym tematem, jakim jest lokalizacja cudu rozmnożenia przez Jezusa chleba i ryb, oraz znaczeniem tego znaku dla misji Jezusa, w kontekście politycznych aspiracji nakarmionego ludu, chcącego ogłosić Jezusa królem.

W szóstym rozdziale Robinson omawia ostatnie dni Jezusa, Jego ostatnią podróż do Jerozolimy, aresztowanie, procesy żydowski i rzymski, ukrzyżowanie, pogrzeb i zmartwychwstanie. Pokazuje on, że spośród relacji Czterech Ewangelii relacja Jana odnośnie męki Jezusa jest najprecyzyjniejsza (chociaż oczywiście pomija pewne epizody, podobnie jak pozostałe) i to ona nakreśla kontekst procesów żydowskiego i rzymskiego. Bez uzupełnień Jana relacje Synoptyków byłyby w wielu punktach niezrozumiałe, a dzięki nim, można nakreślić dokładną chronologię ostatnich godzin życia Jezusa (str. 254). Opowiadanie Jana zgadza się także w szczegółach z relacjami żydowskimi, szczególnie starożytną tradycją przekazaną przez Talmud (Sanhedryn 43a), a także Całunem Turyńskim, którego autentyczności zwolennikiem był Robinson. Uważał on ponadto, odnośnie procesu żydowskiego, że zgodnie z relacją Sanhedrynu 43a, prawdziwy proces żydowski Jezusa odbył się in absentia na kilkadziesiąt („czterdzieści”, choć to tak naprawdę okrągła liczba) dni przed Świętem Paschy, a posiedzenie Sanhedrynu po pojmaniu Jezusa, w nocy, lub tez nad ranem dnia następnego, było tylko, jakkolwiek by nie naciągano przepisów żydowskiej tradycji sądowniczej, zatwierdzeniem wcześniej wydanego wyroku. Wskazuje on też na str. 250, jak poszczególne fragmenty opisywanego przez Synoptyków procesu Jezusa i wysuwanych przeciw niemu zarzutów można znaleźć w różnych miejscach Ewangelii Jana.

Rozdział siódmy omawia nauki Jezusa zamieszczone w Ewangelii Jana. Robinson polemizuje tu z rozpowszechnionymi poglądami, jakoby miały one stanowić jedynie niehistoryczne wymysły ewangelisty. Forma, w jakiej nauki Jezusa są przytaczane, różni się od podejścia Synoptyków, jednak treść owych nauk jest kompatybilna. Robinson pokazuje, że wbrew pozorom, istnieje wiele podobieństw i analogii między naukami Jezusa w Ewangeliach Synoptycznych, oraz w Ewangelii Jana, natomiast nacisk krytyków na rzekome różnice jest zdecydowanie przesadzony. Chociaż żaden z Ewangelistów nie przytacza dokładnie słowo w słowo tłumaczenia oryginalnych wypowiedzi Jezusa wygłoszonych po aramejsku, to jednak istnieją pewne cechy pozwalające domyślić się charakteru oryginalnych wypowiedzi Jezusa, cechy te widać zarówno u Synoptyków, jak i w przekazie Jana. Do takich przykładów, wedle Robinsona, należy m.in. obecność paralelizmów, używanie terminu „Syn człowieczy”, słowa „Amen” na początku zdania, czy sposób polemizowania Jezusa, poprzez odsyłanie do Pisma i sugestie, że adwersarze Jezusa tak naprawdę go nie znają. Pewne podobieństwa do sposobu, w jaki Jezus wyraża się o sobie w Ewangelii Jana, można znaleźć także u Synoptyków, zwłaszcza we fragmencie Mt 11,27 = Łk 10,22. Podobne wypowiedzi Jezusa zawarte zarówno u Synoptyków, jak i u Jana, używają innego słownictwa, chociaż treść jest ta sama, co ukazuje niezależność literacką Jana. Robinson sprzeciwia się też twierdzeniom, jakoby Ewangelia Jana nie zawierała przypowieści, wyliczając ich kilkanaście. Opowieść o Dobrym Pasterzu (J 10), którą Robinson dzieli na trzy przypowieści, ma bardzo palestyński koloryt. Co do niektórych nauk Jezusa u Jana w porównaniu z tymi u Synoptyków, zachodzi zjawisko, jak to Robinson określił, transpozycji. Oznacza to, że podobne nauki, wygłaszane do tłumów, często za pomocą przenośni i paraboli („Królestwo Boże jest jak...”), są opowiadane uczniom w sposób skłaniający do bardziej osobistej refleksji. O ile u Synoptyków Jezus mówi, że Królestwo Niebieskie jest jak winnica, czy jak stado owiec, to u Jana stwierdza, że On jest Dobrym Pasterzem, czy też krzewem winnym. O ile przekaz Synoptyków jest skierowana bardziej dla świata, to u Jana jest on bardziej skierowany do uczniów, nauki Jezusa zbudowane na tych samych tematach mają głębszy, bardziej intymny charakter. Co do zarzutów, że nauki Ewangelii Jana mają gnostycki charakter, Robinson stwierdza, że Jan tak naprawdę polemizuje, szczególnie w listach, z protognostyckimi interpretacjami nauk, które on przytacza, oraz z chęcią odcięcia się od świata, stworzenia ezoterycznego kultu tylko dla garstki wybrańców. A jeśli chodzi o zarzut, że w Ewangelii Jana brak jest fragmentów sugerujących bliską paruzję (co jest używane jako argument dla późnego datowania jej redakcji), Robinson stwierdza coś odwrotnego. Brak nacisku na apokaliptyczne aspekty powrotu Jezusa miałby być argumentem na pierwotność tradycji Jana, kiedy -wedle Robinsona -oczekiwania apokaliptyczne nie były jeszcze aż tak rozbudowane, jak w późniejszych tekstach Nowego Testamentu.

W ostatnim, ósmym rozdziale, Robinson omawia chrystologię Ewangelii Jana: jaki obraz Jezusa się z niej wyłania. Liberalna krytyka powszechnie uważała chrystologię Jana za najbardziej i najpóźniej rozwiniętą spośród wszystkich obrazów Jezusa w Czterech Ewangeliach, efekt długiego rozwoju, refleksji i stopniowego przypisywania Jezusowi boskich cech. „Jezus wiary” opisany w Ewangelii Jana miał rzekomo nie mieć nic wspólnego z rzeczywistym „Jezusem historii”, jaki chodził po Ziemi. Robinson jednak stanowczo sprzeciwia się takiemu podejściu. Technika prezentacji postaci Chrystusa przez Jana polega na wyciąganiu wniosków z widocznych przesłanek (making explicit from the implicit, str. 343n). Najlepiej streszcza to przytoczone przez Robinsona zdanie R. Browninga: „co wpierw wydawało mi się punkcikami, teraz wiem, że są to gwiazdy” (what first were guessed as points, I now knew stars, str. 33 przypis 113; str. 347).

Takie podejście wprost zakłada odwołania do rzeczywistej, historycznej postaci Jezusa, do Jego słów i czynów oraz tego, jak interpretowali je inni. A interpretowali je z różnych pozycji. Niektórzy z pozycji niewierzącego, spoglądającego cieleśnie (on the outside, jak patrzyli na Jezusa Jego przeciwnicy, a Robinson porównuje to do pozycji przeciwników Sokratesa). Inni z pozycji naiwnego, nie w pełni rozumiejącego jeszcze świeżego nawróconego widzącego znaki (from the outside in), co jest niezbędnym pierwszym etapem. Tak widzieli postać Jezusa Jego pierwsi uczniowie (J 1), Samarytanka (J 4,39-42), Tomasz (J 20,29), czy nawet sam Umiłowany Uczeń (J 20,8). Jest to perspektywa prezentowana w księgach Synoptyków, Robinson porównuje je do spojrzenia z szacunkiem Ksenofonta na swego nauczyciela Sokratesa. Bardziej dojrzała interpretacja jest już tych, którzy zrozumieli naturę Chrystusa (from the inside out), że jest On rzeczywiście wcielonym Logosem, Ojcem widocznym w Synu -co, chociaż w pewnym stopniu obecne w relacjach Synoptyków, najpełniej jest wyrażone właśnie w ewangelii Jana, Robinson porównuje to do spojrzenia Platona na swego mistrza Sokratesa, ucznia, który zrozumiał przesłanie mistrza. Wedle Robinsona, Jan jest świadomy, że inni stosują inne podejście (on the inside), czyli ślepe sekciarskie uwielbienie dla pewnej idei bez dowodów, które to podejście charakteryzuje gnostyków (oraz neoplatonistów), a które to podejście Jan zwalcza w Listach (str. 345-346). Dla Jana nie ma przeciwstawienia historii i teologii, Słowo stało się ciałem, i na podstawie tego, co uczyniło będąc w ciele, można zrozumieć naturę Słowa. Jan przytacza także błędne interpretacje niektórych co do postaci Jezusa (str. 348-349) i oszczędnie używa tytułów chrystologicznych, nie starając się forsować odgórnego przekonania o Chrystusie -raczej pozwala znakom przez Niego czynionym mówić za siebie. A może raczej znakom czynionym przez Ojca, bo Jezus w Ewangelii Jana zawsze podkreśla, że czyni On je nie przez siebie, lecz przez Ojca, co podkreśla ludzką naturę Jezusa. Jezus nie jest bogiem w człowieku znaczeniu ówczesnego, rozwiniętego w epoce hellenistycznej, pogańskiego myślenia (które przejawiało się m.in. w deifikacji władców), który czyni cuda i znaki swoją własną boską mocą, która na niego skądś tam spadła. Jezus jest przedstawicielem Ojca, Jego wysłannikiem, co w myśl ówczesnych żydowskich zwyczajów handlowych, utożsamiało go z wysyłającym -umowy handlowe zawierane z przedstawicielem danej strony, traktowano tak samo, jak zawarte osobiście (str. 350). Głos Jezusa jest zatem głosem Boga, co oczywiście sprowadziło zarzuty Żydów wobec Jezusa o bluźnierstwo. Pod tym względem, zarówno Synoptycy, jak i Jan rysują tak naprawdę identyczny obraz.

Dalej Robinson eksploruje ludzką naturę Jezusa, zastanawia się nad możliwością stworzenia psychologicznego portretu Jezusa i rozwoju Jego świadomości. Jezus, choć był człowiekiem, to jednak posiadał pewną intymną więź z Ojcem, znając Jego zamiary, będąc niejako z Nim połączony jakby pępowiną, która zapewniała Mu znajomość woli i wiedzy Ojca oraz pochodzącą od Niego moc. Najlepszym przedstawicielem danego męża, w rozumieniu ówczesnych Żydów, był jego syn, który będąc dziedzicem majątku, wiernie dbał o interesy własnego ojca.

Jezus pochodził od Boga, nie był jednak oderwaną od ziemskiego padołu istotą z innego świata -Robinson sprzeciwia się doketystycznym interpretacjom postaci Jezusa w Ewangelii Jana. Przeciwnie, Jan kładzie taki sam nacisk na ludzką stronę Jezusa, jak i Synoptycy, Jezus ma ziemską rodzinę, pochodzi z konkretnego miejsca na Ziemi z Nazaretu. Niektórzy, jak Nikodem, wierzą, że pochodzi On od Boga, co jednak nie oznacza automatycznie, że Jezus miałby być Bogiem, podobnie jak odpowiedź Jezusa Żydom, którzy chcieli go ukamienować za to, że stwierdził, iż jest Synem Bożym (J 10,22-39). Podobne tytuły w ówczesnym judaizmie przydawano wybitnym mężom dawnych czasów, jak Mojżeszowi czy Eliaszowi, zbliżając się niemal do granicy ich ubóstwienia. Według Robinsona prawdziwa istota synostwa Jezusa jest taka, że w pełni On rozumie i wypełnia wolę Ojca. Jan szczególnie podkreśla to w Listach, wedle Robinsona nie rozróżnia on pomiędzy metafizyką a moralnością, wiedza i miłością, pełniąc uczynki miłości posiadamy wiedzę i stajemy się dziećmi Bożymi -ale w pełni doskonały pod tym względem jest Jednorodzony Syn. Prawdziwy człowiek w pełni zespolony z Boską naturą, przez którego przemawia odwieczne Boże „Ja”. Taka jest interpretacja Robinsona, który akceptując a priori bóstwo Chrystusa, stara się przede wszystkim podkreślić Jego zupełne człowieczeństwo. Tego typu teologiczna wizja liberalnego anglikanina może wywołać wiele dyskusji, jednak nie będziemy tu w to wchodzić.

Cóż powiedzieć, wiele kwestii poruszonych przez Robinsona i jego poglądów można dyskutować. Jego książka bynajmniej nie wyczerpuje całej problematyki Ewangelii Jana, wprost przeciwnie, wiele kwestii jest nieporuszonych, lub ledwie dotkniętych, cześć tych zagadnień poruszają inne, późniejsze pozycje. Robinson co do Ewangelii Jana odrzucił rzekomo arcynaukowe podejście nowożytnej liberalnej krytyki form czy redakcji, na rzecz tradycyjnego poglądu o bezpośrednim autorstwie Jana, jednak w stosunku do Synoptyków nadal odnosił się do poglądów i wniosków postulowanych przez te kierunki. Na kartach swojej książki przyjmuje on np. pierwszeństwo Ewangelii Marka, tylko niekiedy przyznając, że zdaje sobie sprawę z ograniczeń takiego założenia, przyjmuje istnienie źródeł Q, M, L dla Ewangelii Synoptycznych, uważa, że dwa opisy rozmnożenia chleba i ryb w Ewangeliach Mateusza i Marka to dublety itd. Choć stara się on powiązać Synoptyków z Janem i uważa ich za równie wiarygodnych, to jednak pełne dowartościowanie tradycyjnych przekazów o genezie Czterech Ewangelii to już zadanie dla jego następców. Jednak właśnie na przykładzie Jana, Robinson pokazał pewną ścieżkę, wskazał na pewne kierunki, w które można by iść, chociaż może niekoniecznie zawsze słuszne. Dziś koncepcje Robinsona nie wydają się aż tak bardzo rewolucyjne, jak zapewne były kiedyś, w momencie oryginalnego wydania jego prac. Oczywiście Robinson nie działał w próżni i był dziedzicem pewnej określonej tradycji anglikańskiej, która ukształtowała jego poglądy tak naukowe, jak i teologiczne, w swoich książkach raz po raz cytuje takich anglikańskich teologów jak np. J. B. Lightfoota czy C.H. Dodda. Należy to oczywiście mieć na uwadze, analizując jego tok myślenia oraz wnioski, do których dochodzi. Pokazuje to wyraźnie, że zwłaszcza w naukach takich jak biblistyka, tak naprawdę nie da się oddzielić pracy badawczej od osobowości i poglądów danego badacza. Na kartach książki Robinsona można znaleźć wiele przytoczonych przez niego poglądów różnych badaczy na różne kwestie poruszane w studiach nad Ewangelią Jana i jak nieraz były one radykalnie odmienne -przy czym głosiciele tychże poglądów, uważali je za zupełne oczywistości. Pokazuje to tak naprawdę, jak daleka od „oczywistości” jest w rzeczywistości Ewangelia Jana, i jak wiele rozpowszechnionych tak w akademickich opracowaniach, jak i w popularnych przekazach oczywistości zakwestionował Robinson. Studia nad Ewangelią Jana niektórym zajmują wręcz całe życie. Do księgi tej bowiem tak naprawdę trzeba dojrzeć i wbrew pozorom, nie daje ona tak naprawdę łatwych i jednoznacznych odpowiedzi na nurtujące wielu pytania.

O książce Robinsona trzeba jeszcze to szczerze wyznać, że nie jest ona bynajmniej łatwa do czytania. Nie mówiąc już o skomplikowanej tematyce Ewangelii Jana, to jeszcze sprawy nie ułatwia język i sposób prezentacji zagadnień przez Robinsona. Styl jest bardzo osobisty, pełen nawiązań do konkretnego środowiska, z jakiego się wywodził (tak pod względem czasowym, jak i kręgu kulturalnego anglikańskiej akademickiej teologii), a także co chwila odnoszący się do kwestii szczegółowych, przez co niełatwo śledzić główny watek i tok rozumowania Robinsona. Bardzo często stosuje on dość wyszukane konstrukcje zdaniowe, czy też przykłady niekoniecznie jasne dla zwykłego śmiertelnika spoza kasty intelektualistów, do zilustrowania jakiejś myśli. Niektóre rzeczy trzeba przeczytać co najmniej dwukrotnie, by dokładnie zrozumieć, o co mu tak naprawdę chodziło. Jak napisał we wstępie redaktor jego pośmiertnego dzieła, J. F. Coakley, Robinson nigdy nie zdołał dokonać pełnej redakcji swojej pośmiertnej książki, a sam Robinson też to we wstępie przyznaje, że wiele książek o Ewangelii Jana pozostało niedokończonych. Ba, być może dotyczyło to wręcz samej Ewangelii Jana, posiadającej liczne powtórzenia czy niespójności pomiędzy poszczególnymi częściami -Jan za życia nie zdołał już dokonać pełnej redakcji swej księgi, która dotarła do nas w takim stanie, w jakim Apostoł ją nam za życia zostawił. I to samo dotyczy komentarza do niej Robinsona. Uważał on bowiem (str. 33) Ewangelię Jana za alfę i omegę Nowego Testamentu. Z jednej strony jest to bowiem księga, która ma swoiście pojmowane „pierwszeństwo” -wywodząc się od najbliższego świadka z najściślejszego kręgu uczniów Jezusa. Z drugiej strony, można powiedzieć, że jest to może pod pewnymi względami najbardziej dojrzała z ksiąg Nowego Testamentu, jego ukoronowanie, efekt rozważań i medytacji nad tajemnicą Jezusa podczas całego życia Umiłowanego Ucznia. I aż się narzuca tu pewna refleksja: że tak naprawdę jedno z drugim się łączy. Wbrew bowiem nowożytnym racjonalistycznym i liberalnym koncepcjom o stopniowym, ewolucyjnym rozwoju teologii chrześcijańskiej, rozbudowującej się o kolejne warstwy cegieł teologicznych koncepcji (niemających nic wspólnego z historycznym doświadczeniem bezpośrednich uczniów Jezusa), tak naprawdę to, co najbardziej dojrzałe, jest równocześnie najbardziej pierwotne, bo najbliższe historycznej postaci samego Jezusa, jakiego znali w ciele bezpośredni uczniowie. Cóż: Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego (Mt 10,24-25), Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik [dosł. apostoł] od tego, który go posłał (J 13,16, cytaty za Biblią Tysiąclecia).

 

Lipiec 2021

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości