Włodzimierz Bednarski

Prorokini adwentystów według książki pt. Życie E. G. White – obalenie jej twierdzeń (cz. 2)

dodane: 2013-12-13
Jeden z dawnych liderów Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, który opuścił to wyznanie, opisał życie i działalność prorokini tego kościoła. Streszczamy w naszym artykule jego myśli i słowa. W części drugiej kończymy nasz temat.

Prorokini adwentystów według książki pt. Życie E. G. White – obalenie jej twierdzeń (cz. 2)

 

         W części pierwszej tego artykułu rozpoczęliśmy omawiać treści z książki pt. Życie E. G. White – obalenie jej twierdzeń. Tu będziemy kontynuować nasz temat, dotyczący E. G. White (zm. 1915), prorokini adwentystów.

         Przypominamy na początku nasze krótkie wyjaśnienie. Dzieło pt. Życie E. G. White – obalenie jej twierdzeń nie jest napisane przez adwentystę, ale przez człowieka, który opuścił Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. Autorem jego jest D. M. Canright (1840-1919).

         Oto kolejne rozdziały z jego książki i krótkie ich omówienia.

 

Wielka plagiatorka

Używała swego daru dla zgromadzania pieniędzy

Obalenie jej odważnych twierdzeń

Pierwsze „dziecinne” wizje

Redaktor Smith odrzucił jej świadectwa

Jej proroctwa się nie sprawdzają

Twierdziła, że potrafi objawić ukryte grzechy

Natchniona by pisać „świadectwa”

Łamała Sabat przez dziewięć lat

Reforma ubioru krótka sukienka z pończochami

Jej błędne wizje na temat planet

Oddajcie niedzielę Panu

Wnioski

List A. T. Jones'a do Pani E. G. White

 

Wielka plagiatorka

 

         W rozdziale tym (s. 102-112) autor stwierdza, że E. G. White była „plagiatorem”. Przytacza dowody w postaci kilku tekstów, z których widać, że prorokini przepisywała swe „objawienia” z innych książek. Nie podawała przy tym ona źródeł ‘cytatów’, a przypisywała sobie te treści. Adwentyści zaś wierzyli w „natchnienie” ich, o czym ona ich upewniała.

         Mało tego, według autora, prorokini rzuciła w roku 1905 wyzwanie tym, którzy kwestionowali jej widzenia oraz natchnienie i obiecała wszystko wyjaśnić:

 

Pan pomoże mi wyjaśnić te wątpliwości i wyprostować to, co się wydaje zagmatwane. (...) Niech ci, którzy są zaniepokojeni, przedstawią na piśmie, to co zaprząta ich umysł, a wtedy zobaczymy, czy możemy rzucić światła na to, aby mogli się uwolnić z obiekcji” (s. 102).

 

         Znalazł się jednak jeden z adwentystów (lekarz Ch. Stewart), który nie przestraszył się E. G. White i przesłał jej swoje wątpliwości i zarzuty, w tym o plagiat.

         Niestety prorokini wycofała się ze swej obietnicy, zasłaniając się kolejnym widzeniem:

 

         „Miałam widzenie (...) Posłaniec z nieba polecił mi nie podejmować się wyjaśniać wszystkich wątpliwości i uwag pojawiających się w umysłach wielu ludzi” (s. 102).

 

         W związku z tym i innymi zarzutami autor podsumowuje jej działalność pisarską następująco:

 

         „Jednak czyniła coś więcej niż »tylko« kradła materiał innym autorom – ona podawała to światu jako boskie »objawienia«, otrzymywane za pośrednictwem Ducha Świętego od samego Boga” (s. 110).

 

         „Nie była pisarką, lecz raczej przepisywała prace innych. Utrzymując iż jest »ustami Boga« praktycznie przez całe życie była winna literackiego oszustwa. To niweczy jej twierdzenia o boskiej inspiracji. Bóg nie każe swoim prorokom kraść!” (s. 111).

 

         Trzeba tu dodać, że bardzo szerokie studium nad sprawą plagiatów E. G. White przeprowadził były adwentysta W. Rea (jego życiorys patrz: http://www.ellenwhiteexposed.com/rea/bio.htm ), który opisał te kwestie w swoich książkach wydanych po angielsku na początku lat 80. XX wieku, a po polsku w latach 1992-1993:

 

         Niewinne kłamstwo W. Rea (Bielsko-Biała 1992), opublikowana:

http://www.kchds.pl/niewinne_klamstwo/niewinne_klamstwo.pdf

 

         Reakcje na Niewinne kłamstwo W. Rea (Bielsko-Biała 1993), opublikowana:

http://www.kchds.pl/niewinne_klamstwo/reakcje_na_niewinne_klamstwo.pdf

 

         Te książki w wersji papierowej opublikowało kiedyś wydawnictwo Duch Czasów należące do Kościoła Chrześcijan Dnia Sobotniego.

 

Używała swego daru dla zgromadzania pieniędzy

 

         W rozdziale tym (s. 113-115) autor opisuje w jaki sposób E. G. White była wynagradzana za swe „natchnione” widzenia. Pisze on, że „W Biblii nie znajdziemy przypadku, gdzie któryś z proroków czerpał materialne korzyści ze swego natchnienia, a działalność prorocza przynosiła profity” (s. 113).

         Następnie autor stwierdza, że „Otrzymywała ona wyższą płacę, niż większość kaznodziejów Kościoła, czerpała zyski ze swych artykułów publikowanych przez ważniejsze czasopisma Kościoła, oprócz tego otrzymywała znaczny i wciąż rosnący dochód z honorariów za wszystkie swoje książki” (s. 113).

         Mało tego, E. G. White zaangażowana była osobiście w promocję swych dzieł:

 

„Nieprzerwanie ponaglała do ich kupowania, używając swego natchnionego autorytetu. (...) Tom »Ducha proroczego« a także Świadectw powinien znaleźć się w każdej rodzinie święcącej Sabat (...) Niech się zużyją, czytane przez wszystkich ich sąsiadów ... macie na nich naciskać, by je zakupili (...) Bóg zażąda zdania sprawy z tego zaniedbania” (s. 114).

 

Obalenie jej odważnych twierdzeń

 

         W rozdziale tym (s. 116-119) autor opisuje dlaczego przestał wierzyć w widzenia E. G. White. Swoje pretensje wymienia w dziewięciu punktach.

Pisze on np. że E. G. White zmieniała treści ze swoich widzeń:

 

„Widziałem, jak skreśla linijkę, zdanie czy nawet cała stronę, i pisze zupełnie odmienną wersję. Jeśli Bóg podał jej te słowa, to dlaczego je skreślała i poprawiała?” (s. 116).

 

         Wspomina, że przy spisywaniu swoich „natchnionych” widzeń miała korektora: „Widziałem, jak siedzi z piórem w ręku i czyta rękopis mężowi, podczas gdy on sugeruje zmiany, które ona potem zapisuje. (...) Czy on także znajdował się pod natchnieniem?” (s. 116).

 

         Później, według autora, zapewne po śmierci jej męża, E. G. White „Ponieważ była słaba w gramatyce, zatrudniała biegłych sekretarzy do korekty swych rękopisów, zmiany stylistyki, doszlifowania tekstu i jego stylu (...) Tysiące słów, fraz i zdań, nie były jej autorstwa (...) Czy ich słowa także były natchnione?” (s. 116).

         Przypomnijmy, że według adwentystów ich prorokini umiała zaledwie pisać i czytać:

 

„Ta skromna, bogobojna niewiasta nie mająca żadnego przygotowania literackiego z wykształceniem 3 klas szkoły podstawowej...” (Apokalipsa A. Godek, Warszawa 1988, s. 327).

 

         To tylko trzy kwestie, z dziewięciu, w których autor uzasadnia swoje odrzucenie „natchnienia” pism E. G. White.

 

Pierwsze „dziecinne” wizje

 

         W rozdziale tym (s. 120-122) autor opisuje początkowe wizje E. G. White. Stwierdza, że używała ona kiedyś zupełnie innego języka i stosowała inną symbolikę w swych proroctwach. Nazywa to jej „dziecinnymi” wizjami.

         Autor wspomina jej pomyłkę historyczną z jej „natchnionego” proroctwa. Otóż utożsamiła ona Heroda z czasów śmierci Jezusa z innym Herodem, który skazał na śmierć Apostoła Jakuba. Później redaktorzy jej książek w przypisach próbowali prostować jej „natchnioną” ale błędną wypowiedź (s. 121-122).

         D. M. Canright opisuje też zmianę poglądu E. G. White na temat doktora Kellogge’a. Wpierw nazwała go „lekarzem namaszczonym przez Boga”, a gdy miał odmienne poglądy niż ona „uznała go za narzędzie szatana” (s. 121).

 

Redaktor Smith odrzucił jej świadectwa

 

         W rozdziale tym (s. 123-126) autor opisuje zatarg E. G. White z redaktorem czasopisma adwentystów U. Smithem, który był zarazem jednym z pionierów tego ruchu. Chodziło o jego opinie na temat „natchnionych” widzeń prorokini, które on zdawał się kwestionować. Uważał on, że należy „rozróżnić pomiędzy bezpośrednim »widzeniem«, a zwykłym listem, czy świadectwem, których wiele napisała” (s. 123) E. G. White. Ona zaś nie chciała pogodzić się z taką jego opinią.

Autor znał osobiście U. Smitha i wymieniał z nim listy na powyższy temat. W końcu jednak, jak pisze D. M. Canright, „Publicznie Smith zaakceptował »świadectwa«, ale prywatnie nie wierzył w nie” (s. 125). Podobny stosunek do E. G. White i jej świadectw miał kiedyś sam autor, chociaż potrafił wyzwolić się z adwentyzmu, a Smith nie zdecydował się na ten krok. D. M. Canright podsumowuje opis całej sytuacji Smitha i innych następująco:

 

„Jednak, podobnie jak Starszy Smith, przełknął swe wątpliwości, zagłuszył sumienie i pozostał tam aż do śmierci. Tam wciąż postępuje wielu” (s. 126).

 

Jej proroctwa się nie sprawdzają

 

         W rozdziale tym (s. 127-133) autor twierdzi, że właściwie to nie widać z twórczości E. G. White, by była ona „prorokiem” (może więc dlatego sama nie nazywała siebie „prorokinią”?).

Pyta on i stwierdza:

 

„Jakie określone wydarzenia przewidziała w określonym czasie i wobec konkretnych miast? Gdzież są wszystkie owe proroctwa? Nie znajdziemy ich nigdzie, w żadnym z jej licznych tomów” (s. 127).

 

         Autor wymienia kilka jej ogólnikowych proroctw, ale i te się nie spełniły.

„Zamiast tego, jej »Świadectwa« i inne książki, są poświęcone prawie wyłącznie sprawom osobistym, wyjaśnieniom Biblii, i sprawom praktycznym, dotyczącym chrześcijańskiego życia i służby. Ale to wszystko mógłby przecież napisać każdy inteligentny nauczyciel religii” (s. 127-128).

         D. M. Canright pisze, że E. G. White nie była zwolennikiem modlitw za władze, które wprowadzono dopiero po jej śmierci:

 

„W ciągu całych 28 lat gdy byłem w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, nigdy nie zanosiłem ani jednej modlitwy za Prezydenta, Kongres, Gubernatora, czy kogokolwiek z władzy. Nigdy nie słyszałem, by E. G. White, Starszy White czy ktokolwiek spośród nich to czynił (...) (1 Tym 2,1.2). Znamienne: Od śmierci E. G. White Adwentyści zaczęli regularnie modlić się za rząd” (s. 130-131).

 

         Autor wspomina, że „W tamtych czarnych latach Wojny Domowej E. G. White prywatnie przestrzegała nasze małżeństwa by nie mieli już więcej dzieci. Czas był już krótki, a »siedem plag« oczekiwało na wylanie; dzieci prawdopodobnie by zginęły. Jednak ludzie urodzeni w tamtym czasie obecnie są już dziadkami!” (s. 132).

         Nie dziwią te prywatne jej wypowiedzi, bowiem według autora już w roku 1849 E. G. White stwierdziła oficjalnie:

 

Rozpoczął się czas ucisku. Nie skończy się, aż z ziemi znikną źli ludzie” (s. 132).

 

         Tu warto dodać, że podobnie, jak E. G. White, patrzył na kwestię rodzenia dzieci przywódca Świadków Jehowy, a mianowicie J. F. Rutherford (1869-1942):

 

         „Są dziś na ziemi Jonadabowie, którzy są Panu oddani i niewątpliwie okażą się wiernymi. Czy byłoby to zgodne z Pismem Św., aby się żenili już teraz i zaczęli płodzić dzieci? Nie – brzmi odpowiedź – poparta przez Pismo Św. (...) Daleko lepiej dla nich będzie, gdy pozostaną bez brzemion i hamulców, aby mogli czynić wolę Pana, jako im Pan rozkazuje, a także, aby ich w Armagedonie nic nie hamowało” (Spojrzyj faktom w oczy 1938 s. 46, 47).

 

Twierdziła, że potrafi objawić ukryte grzechy

 

         W rozdziale tym (s. 134-137) autor pisze, że za życia E. G. White panowało wśród wielu adwentystów przekonanie, iż zna ona cudze grzechy. Przytacza on relacje osób, które potwierdzały to, mówiąc: „myślałem, że E. G. White wie na mój temat wszystko, że potrafi czytać w moich myślach”, „uważałem E. G. White za proroka Pańskiego, wierzyłem, że wszystkie sprawy były otwarte przed jej oczyma, i potrafiła je zobaczyć” (s. 134).

         Według autora w tym przekonaniu utwierdzała ich sama prorokini, która tak oto mówiła o sobie w dziele pt. Świadectwa (t. III, s. 314):

 

Bóg z zadowoleniem otwarł przede mną sekrety wewnętrznego życia i ukrytych grzechów jego ludu. Nałożono na mnie ten nieprzyjemny obowiązek by ganić błędy i ujawniać ukryte grzechy” (s. 135).

 

         Również przytacza on inną podobną wypowiedź o niej prominentnego adwentysty z gremiów kierowniczych.

 

         Jednak po tym wstępie autor przytacza kilka epizodów z życia Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, które świadczą o tym, że prorokini wcale nie miała daru przenikania cudzych myśli czy odkrywania grzechów innych ludzi. Nieprawdą są więc jej zapewnienia, że „bywała w ich domach, słuchała ich rozmów, była obecna na ich naradach, i słyszała o czym rozmawiali w zaciszu swych domów” (s. 135).

 

Natchniona by pisać „świadectwa”

 

         W rozdziale tym (s. 138-144) autor twierdzi, że E. G. White czasem publikowała sprzeczne Świadectwa. Przez to uważa on, że nie mogły być one „natchnione” i pochodzić od Boga, gdyż musiałyby być „natchnionymi” jedne i drugie (starsze i nowsze):

 

„Oto mamy dwa »natchnione świadectwa« E. G. White, które stoją ze sobą w rażącej sprzeczności” (s. 141).

 

Autor przedstawia kilka przykładów takich odmiennych widzeń z jej życia i błędnych jej sądów (np. pomyliła osoby czy miejscowości). Do Świadectw zaliczano na przykład imienne napomnienia kierowane do różnych osób. Z czasem w książkach usunięto ich imiona i nazwiska, pozostawiając tylko inicjały. Jedna z takich osób, czująca się poszkodowaną poprzez „natchnioną” naganę E. G. White, wywalczyła odszkodowanie, a żądała 50 tysięcy dolarów zadośćuczynienia. „Sprawę załatwiono poza drogą sądową” (s. 143).

 

Łamała Sabat przez dziewięć lat

 

         W rozdziale tym (s. 145-147) autor opisuje początkowe wierzenia adwentystów i E. G. White, co do czasu obchodzenia szabatu. Opierały się one w dużym stopniu na wizjach prorokini. Wpierw, do roku 1846, nie uznawała ona szabatu, choć inni adwentyści już święcili ten dzień!

Później w roku 1847 oświadczyła ona, że w widzeniu „ukazano jej, iż rozpoczynanie Sabatu o wschodzie słońca było błędne” (s. 145), choć niektórzy z nich byli zwolennikami takiego świętowania.

Następnie, gdy J. Bates (zm. 1872), jeden z przywódców adwentowych, opowiadał się za rozpoczynaniem szabatu od godziny 18, to ona również miała wizję potwierdzającą to.

Gdy zaś J. Andrews, kolejny przywódca ruchu, w roku 1855 wprowadził dla rozpoczęcia soboty czas od zachodu słońca, to rzekomo kolejne widzenie E. G. White potwierdziło to.

Autor podsumowuje to, że widzenia E. G. White powstawały jakby na zamówienia kolejnych przywódców ruchu adwentowego. Uważa, że gdyby stał za nimi Bóg, to od pierwszego widzenia by było objawione prawidłowe święcenie szabatu. Między godziną 18, a rzeczywistym zachodem słońca, o różnych porach roku, występuje różnica do kilku godzin. Tak więc aż do roku 1855 adwentyści obchodzili część niedzieli lub część piątku w połączeniu z częścią soboty.

         Autor wspomina też, że żadnym usprawiedliwieniem dla adwentystów nie jest to, że nie wiedzieli, jak ten szabat obchodzić, bowiem od wieków świętowali go już Żydzi oraz od wielu lat Baptyści Dnia Siódmego (od 1653 r. w Europie, a w USA od 1671 r.).

 

Reforma ubioru krótka sukienka z pończochami

 

         W rozdziale tym (s. 148-151) autor opisuje jak E. G. White wpływała na ‘modę’ i styl ubierania się adwentystek. Narzucała im ubiór według widzeń od Pana. Przy okazji rozprowadzała odpłatnie ich papierowe wzory:

 

„Jedyny słuszny wzór, to ten jej autorstwa, ten który reklamowała w kościelnym periodyku, woziła ze sobą gdziekolwiek się udawała, wykonawszy z taniego papieru i wręczany siostrom zaledwie po dolarze za sztukę!” (s. 149).

 

         Autor podsumowuje we Wnioskach tę akcję dotyczącą ubioru następująco:

 

„Nakazywała adwentystkom noszenie »zreformowanego stroju«, twierdząc, że taka jest wola Boża. Strój ten naraził jej naśladowczynie na pośmiewisko, i ona sama zrzuciła go po ośmiu latach” (s. 159).

 

Jej błędne wizje na temat planet

 

         W rozdziale tym (s. 152-154) autor opisuje widzenia E. G. White dotyczące innych planet i ich księżyców. Stwierdza, że jej wizje pokrywały się tylko z ówczesną wiedzą na temat ilości księżyców Jowisza, Saturna i Urana. Gdy ta wiedza naukowa rozszerzyła się o istnienie kolejnych księżyców, to widzenie E. G. White okazało się nieprawdziwe i błędne. A miało jej widzenie mieć Boskie pochodzenie.

         Autor twierdzi, że swoją wiedzę w tej kwestii prorokini uzyskała od J. Batesa (1792-1872), jednego z pionierów adwentyzmu, który był „wielkim miłośnikiem astronomii” i który dzielił się swoją wiedzą:

 

„Wizja dotycząca księżyców – dokładnie korespondująca z tym, w co wierzył Starszy Bates – przekonała go do autentyczności i Boskiego pochodzenia widzeń E. G. White. (...) Gdyby Starszy Bates dzisiaj żył, byłby zmuszony do odrzucenia jej domniemanego »widzenia« dotyczącego planet, jako fałszywego, gdyż po jego śmierci odkryto fakty przeczące jej objawieniom” (s. 154).

 

Oddajcie niedzielę Panu

 

         W rozdziale tym (s. 155-157) autor opisuje wierzenie E. G. White, mówiące o tym, że adwentyści będą w przyszłości prześladowani z powodu „odmowy pracy w sobotę” (s. 155) i odrzucania niedzieli, jako dnia świątecznego. Miało to być dla nich powodem do chluby i potwierdzeniem prawdziwości ich nauki.

Gdy jednak doszło do rządowego zakazu pracy w niedzielę w Australii, w ich wydawnictwie, prorokini adwentystów nakazała im się „powstrzymać od zwyczajnej pracy tego dnia” (s. 156) i dodała: „Oddajcie niedzielę Panu jako dzień pracy misyjnej” (s. 156). Argumentowała, jak widać, by w niedzielę jej współwyznawcy zajmowali się w zamian pracą ewangelizacyjną, bo „Ten sposób spędzenia niedzieli zawsze zadawala Pana” (s. 156).

Autor podsumowuje, że takie spędzanie niedzieli przez adwentystów niczym się nie różniło od protestanckiego sposobu uświęcania tego dnia (odpoczynek od pracy, misyjność i ewangelizacja). Czy więc adwentyści nie przyjęli tym samym „znaku bestii”, którym dla nich jest niedziela?

 

Wnioski

 

         W rozdziale tym (s. 158-160) autor podsumowuje swoje krytyczne uwagi. We Wnioskach wymienia 19 najważniejszych swoich zarzutów wobec E. G. White, które zawarł w swej książce. Oto jeden z nich:

 

         „W 1905 roku obiecała, że wyjaśni swoje błędy i pomyłki, i stwierdziła, że Bóg pomoże jej to uczynić, jednak rok później stwierdziła, że Bóg kazał jej powstrzymać się przed jakimikolwiek próbami wyjaśnień” (s. 160).

 

List A. T. Jones'a do Pani E. G. White

 

         Alonzo T. Jones (1850-1923), wymieniony w tytule dodatku do książki, to adwentysta, jeden z liderów tego kościoła i dążący do jego reformy. Jego życiorys opublikowano na Wikipedii:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Alonzo_T._Jones

 

         W liście napisanym przez Alonzo T. Jonesa do prorokini, który nie doczekał się żadnej odpowiedzi z jej strony, jego autor zawarł swoje uwagi i pytania do E. G. White. Przypomnijmy, że w połowie pierwszej dekady XX wieku prorokini skierowała takie oto słowa do tych, którzy niedowierzali jej natchnieniu i wizjom:

 

Niedawno w widzeniach nocnych, stałam wśród dużej grupy ludzi. Obecny tam był Dr Kellogg, Starsi Jones, Tenny i Taylor, Dr Paulson, Starszy Sadler, Sędzia Arthur, i wielu ich współpracowników. Pan nakazał mi poprosić ich i wielu innych, którzy mieli dylematy i poważne wątpliwości dotyczące moich świadectw, aby przedstawili swe obiekcje i krytykę. Pan pomoże mi wyjaśnić te wątpliwości i wyprostować to, co się wydaje zagmatwane. Niech ci, którzy są zaniepokojeni, przedstawią na piśmie, to co zaprząta ich umysł, i zobaczymy czy możemy rzucić trochę światła na tę sprawę, co pomoże im uwolnić się od tych obiekcji” (s. 161).

 

         Jak wspomnieliśmy powyżej, znalazł się jeden z adwentystów (lekarz Ch. Stewart), który nie przestraszył się E. G. White i przesłał jej swoje wątpliwości oraz zarzuty, w tym najostrzejszy o plagiat. Byli też i inni tacy jak on (Sadler, Paulson), o których wspomniał Jones:

 

         „Potem, gdy otrzymałaś od braci szczere odpowiedzi na swe wezwanie, pod datą 3 czerwca 1906 roku napisałaś: »Miałam widzenie w którym przemawiałam przed dużą liczbą osób, którzy zadawali wiele pytań dotyczących mojej pracy i pism. Posłaniec z nieba polecił mi nie podejmować się wyjaśniania wszystkich wątpliwości i uwag, pojawiających się w umysłach wielu ludzi«.” (s. 165).

 

         Widać z tego, że prorokini wycofała się ze swej obietnicy, zasłaniając się kolejnym widzeniem od Pana. Zresztą obie sprzeczne wizje miały ponoć od Niego pochodzić, co podkreśla Jones.

         Dlatego właśnie również on skierował po jakimś czasie swój list do E. G. White. Pytał ją w nim między innymi, podobnie jak wymienieni, formułując takie oto słowa:

 

         „Czy wszystko, co mówisz i piszesz, jest inspirowane przez Boga, i powinno być traktowane jak Jego Słowo?” (s. 175).

 

         Trzeba tu dodać, że Jones nie był wtedy wrogiem E. G. White, gdyż ciągle należał do tego kościoła, będąc w nim „starszym” (tak go też nazwała w 1906 roku E. G. White, patrz powyżej). Sam swoje przywiązanie i zarazem zastrzeżenia do prorokini wyraził następująco:

 

         „Szanuję Cię jako Siostrę w Chrystusie, i w prawdzie Bożej. Poważam Cię za prawdę, jaką mówiłaś, o której pisałaś i broniłaś jej przez wszystkie te lata. Nie zaprzeczam, że posiadasz boskie oświecenie. Nie zaprzeczam, że posiadasz Ducha Proroctwa. Zaprzeczam natomiast, że wszystko, co do tej pory napisałaś, powstało z boskiej inspiracji Ducha Proroctwa. Zaprzeczam, jakobyś była nieomylna, i zaprzeczam, że wszystko, co napisałaś, jest nieomylnym Słowem Boga” (s. 178).

 

         Pomimo tych złożonych deklaracji Jones nigdy nie otrzymał odpowiedzi od prorokini. Zwolennicy jego poglądów w roku 1950, a więc wiele lat po jego śmierci, założyli Kościół Adwentystów Odpocznienia Sabatu i uznają oni „pisma E. J. Waggonera i A. T. Jonesa za »najcenniejsze poselstwo« (to właśnie odróżnia ich od Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego)”:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Adwentyst%C3%B3w_Odpocznienia_Sabatu

 

         Widzimy z powyższego, jak kontrowersyjną osobą była E. G. White. Po szerokich opisach D. M. Canrighta rozumiemy dlaczego przestał on wierzyć w „natchnienie Boże” jej widzeń i działań. Był on autentycznym świadkiem jej pracy i znawcą jej pism. Zszedł z tego świata przekonany, że nie mogła być ona nieomylnym „prorokiem” i „posłańcem Pana”. W jego opisach E. G. White jawi się nam jako „fałszywy prorok” i osoba, która doskonale potrafiła rozkręcić wydawanie swych publikacji za swego życia i po swej śmierci, co ma miejsce do dziś w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego.

 

         Na zakończenie składam podziękowanie J. Romanowskiemu z Warszawy i innej znanej mi osobie za udzieloną pomoc przy pisaniu tego artykułu.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane