Włodzimierz Bednarski

Czy J. F. Rutherford był kłótliwy, czy źle dobierał sobie współpracowników? (cz. 5)

dodane: 2020-02-26
Paul Balzereit był jednym z najbardziej znanych Świadków Jehowy w Europie, a szczególnie w Niemczech. Rządził biurem niemieckim w latach 1916-1917 i w latach 1920-1933, a po delegalizacji Świadków Jehowy przewodził im nawet do roku 1936. Później jego drogi z prezesem J. F. Rutherfordem rozeszły się. Tekst nasz opisuje cała tę historię.

 

Czy J. F. Rutherford był kłótliwy, czy źle dobierał sobie współpracowników? (cz. 5)

 

         Kontynuujemy tu omawianie osób, które opuściły J. F. Rutherforda lub zostały przez niego usunięte z Towarzystwa Strażnica.

         W części drugiej, trzeciej i czwartej tego artykułu omawialiśmy szczególnie osoby, które nie lubiły Sędziego i za którymi on nie przepadał. Dotyczyło to czasu aż do końca lat 30. XX wieku.

 

J. F. Rutherford i jego ‘odstępczy’ współpracownicy

 

         W tej części artykułu i w następnej zajmujemy się współpracownikami J. F. Rutherforda, których on sam wybrał i ustanowił zarządzającymi w poszczególnych krajach. Poświęcamy też uwagę głównemu prawnikowi Świadków Jehowy z czasów Sędziego. Były to tak zwane ‘grube ryby’ w Towarzystwie Strażnica.

         Oto te osoby:

 

         P. Balzereit – nadzorca oddziału w Niemczech.

         W. Salter – nadzorca oddziału w Kanadzie.

         O. Moyle – główny prawnik Towarzystwa Strażnica.

 

         Oczywiście były też inne nie mniej ważne osoby (np. Konrad Binkele – nadzorca Centralnego Biura Europejskiego), które omówiliśmy w części drugiej i trzeciej tego artykułu, ale one często nie służyły J. F. Rutherfordowi tak długo, jak ci wymienieni.

 

         P. Balzereit – nadzorca oddziału w Niemczech

 

         Ponieważ Paul Balzereit (1885-1959) przestał być Świadkiem Jehowy, więc nie znajdziemy jego pełnego życiorysu w publikacjach Towarzystwa Strażnica. Lata jego urodzenia i śmierci podaje Wikipedia, jak i inne wydarzenia z jego młodych lat:

 

Paul Balzereit po ukończeniu szkoły podstawowej zdobył zawód kupca, którym się trudnił. Kilka lat później przyjął wierzenia Badaczy Pisma Świętego. W roku 1910 został kolporterem (pionierem), a od 1913 roku był pielgrzymem (nadzorcą podróżującym) Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego”.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Balzereit

 

         Najstarsza publikacja Towarzystwa Strażnica, która o nim wspomina, to czasopismo z roku 1921 (Strażnica 01.01 1922 s. 7 – „z Bratem Paulem Balzereitem jako zarządcą miejscowym w Barmen” [ang. 15.12 1921 s. 375]).

         Jednak rzeczywiście już podczas pierwszej wojny światowej, jak podaje jedna z publikacji, Balzereit był pielgrzymem (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 8).

 

         W roku 1920 oddział niemiecki, który był do tego czasu niepisaną centralą na kontynencie europejskim, przekazał swoje przodownictwo Szwajcarii (biuro krajowe istniało w niej od 1903 r., a w Niemczech od 1902 r.; pierwszym europejskim było założone w Londynie w 1900 r.), w której utworzono „Centralne Biuro Europejskie Towarzystwa Strażnica”. Zadecydowała o tym między innymi neutralność Szwajcarii („Szwajcaria została uznana za dobrą lokalizację,ponieważ kraj ten nie był aktywnie zaangażowany w wojnę” – ang. Rocznik Świadków Jehowy 1987 s. 129):

 

„W sprawozdaniu rocznym brat Rutherford donosił, że Towarzystwo zamierza założyć Centralne Biuro Europejskie, nadzorujące działalność kaznodziejską w Szwajcarii, Belgii, Holandii, Niemczech, Austrii, we Francji i Włoszech” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 54).

 

         Trzeba tu stwierdzić, że pomimo tego, iż w Szwajcarii było Centralne Biuro Europejskie, to oczkiem w głowie prezesa J. F. Rutherforda było nadal Biuro Oddziału w Magdeburgu, z nowoczesną, jak na tamte czasy, drukarnią. Na dodatek w Niemczech było najwięcej Świadków Jehowy z krajów europejskich. Równocześnie jednak biuro to było ‘wylęgarnią’ odstępstwa i ciągłych zmian nadzorujących je. Z niego wywodził się K. Binkele, który tam zarządzał w roku 1914 i 1915 (w latach 1920-1925 zarządzał w Szwajcarii; odszedł z organizacji w 1925 r.) oraz omawiany Paul Balzereit, który rządził tym biurem w latach 1916-1917 i w latach 1920-1933, aż do jego zamknięcia przez władze niemieckie (1933), a samą pracę Świadków Jehowy nadzorował nawet do roku 1936 (opuścił organizację w 1936 r.):

 

„Od października roku 1916 do lutego 1917 roku nadzór sprawował Paul Balzereit; od lutego 1917 do stycznia 1918 brat Herkendell, a od stycznia 1918 do stycznia 1920 brat M. Cunow, którego zastąpił później brat Balzereit” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 8).

 

         Jak widzimy, już za czasów C. T. Russella (zm. 31 października 1916 r.) P. Balzereit, od października 1916 roku, nadzorował pracę w Niemczech. Wpierw przeznaczył go do zarządzania pastor, a później w roku 1920 Sędzia Rutherford.

         Pomimo, że w Szwajcarii istniało Centralne Biuro Europejskie, to jednak biuro niemieckie miał pewną niezależność, na przykład w drukowaniu dla siebie literatury:

 

„Paul Balzereit został wybrany na nadzorcę w Niemczech, a brata Binkele zamianowano na głównego nadzorcę Centralnego Biura Europejskiego” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 11).

 

         „(...) drukowaliśmy literaturę dla całej Europy z wyjątkiem Niemiec” (Strażnica Nr 21, 1991 s. 27).

 

         Na dodatek biuro w Niemczech posiadało rejestrację jako zagranicznej korporacji:

 

„W wyniku tego, 7 grudnia 1921 roku Towarzystwo Strażnica, założone w roku 1884 w Allegheny, USA, zostało w Niemczech uznane jako prawnie zarejestrowana korporacja zagraniczna” (Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 12).

 

         Status przewodniczących w Niemczech był więc szczególny.

         Biuro niemieckie, założone w roku 1923 w Magdeburgu (przeniesione z Barmen-Elberfeld, gdzie istniało od 1902 r.), zostało w roku 1933 zlikwidowane przez władze w Niemczech:

 

„Stwierdzono, że maszyny znajdujące się w Barmen obecnie już nie wystarczają. Wyraźnie kierowani duchem Jehowy, bracia zwrócili uwagę na pewną posiadłość w Magdeburgu, którą można było natychmiast nabyć. Chociaż trzeba było szybko podejmować decyzję, Towarzystwo kupiło tę posiadłość, leżącą przy Leipzigerstrasse. W dniu 19 czerwca roku 1923 odbyła się oficjalna przeprowadzka z Barmen do Magdeburga” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 15).

 

W czerwcu 1933 roku naziści skonfiskowali posiadłość Towarzystwa, zamknęli drukarnię, a na budynkach zatknęli swastyki. Po II wojnie światowej obiekty te wróciły do Świadków, ale nie na długo. W sierpniu 1950 roku zagarnęły je władze komunistyczne” (Rocznik Świadków Jehowy 1999 s. 134).

 

         Balzereit, razem z prezesem J. F. Rutherfordem, zaangażował się w obronę zdelegalizowanych Świadków Jehowy w Niemczech, korespondując nawet z Hitlerem:

 

„Joseph F. Rutherford, ówczesny prezes Towarzystwa Strażnica, zaniepokojony coraz bardziej napiętą sytuacją w Niemczech, postanowił wraz z administratorem niemieckiego Biura Oddziału Paulem Balzereitem wszcząć kampanię w celu poinformowania kanclerza Hitlera, przedstawicieli rządu i opinii publicznej, że Świadkowie Jehowy nie stanowią żadnego zagrożenia dla państwa i jego obywateli. Rutherford najwyraźniej myślał, że Hitler nie wie o atakach na Świadków albo że przeciwnicy religijni nakreślili mu fałszywy obraz sług Jehowy” (Przebudźcie się! Nr 13, 1998 s. 12).

 

„Według sprawozdania zamieszczonego w Roczniku Świadków Jehowy – 1974 niektórzy niemieccy Świadkowie byli rozczarowani nie dość ostrym językiem rezolucji. Czy administrator Biura Oddziału, Paul Balzereit, rozwodnił tekst tego oświadczenia? Bynajmniej, ponieważ przeczy temu porównanie tekstu niemieckiego z angielskim. Najwyraźniej wrażenia takie opierały się na subiektywnych obserwacjach osób, które nie brały bezpośredniego udziału w przygotowywaniu tego dokumentu. Do powyższych wniosków być może skłaniał również fakt, iż Balzereit zaledwie dwa lata później wyrzekł się wiary” (Przebudźcie się! Nr 13, 1998 s. 14).

 

         Po zamknięciu biura w Niemczech Balzereit przeniósł się do Czechosłowacji, aż w końcu, jak widzimy, porzucił J. F. Rutherforda i organizację:

 

„Brat Balzereit, który ze względu na osobiste bezpieczeństwo przeniósł się do Czechosłowacji, poczuł się teraz ograniczony w swych kompetencjach i urażony. Jednakże osobiście nie okazywał wiele chęci, by wrócić do kraju dla przeprowadzenia rozmów o uwolnienie majątku Towarzystwa i popierania braci w walce o wiarę. Jednocześnie brat Balzereit i niektórzy jego współpracownicy oskarżyli brata Harbecka o niedbałość w sprawie obrony interesów dzieła Królestwa w Niemczech, a jeszcze inni bracia depeszowali do brata Rutherforda na korzyść brata Balzereita. Wobec tego brat Rutherford napisał bratu Balzereitowi, co następuje: »Wracaj do Magdeburga i pozostań tam, obejmij nadzór i staraj się działać jak możesz, ale informuj o wszystkim brata Harbecka. (...) Niepotrzebnie prosiłeś mnie o zezwolenie na powrót do Niemiec, bo według mego zdania, i Ty wiesz dobrze o tym, mogłeś tam przez cały czas pozostać. Sam starałeś się mnie przekonać, że dla Twojego osobistego bezpieczeństwa musisz opuścić kraj«.” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 30).

 

         Dlaczego „Brat Balzereit, który ze względu na osobiste bezpieczeństwo przeniósł się do Czechosłowacji, poczuł się teraz ograniczony w swych kompetencjach i urażony”? Otóż nie ma w tym za wiele prawdy, gdyż w innej publikacji Towarzystwo Strażnica samo pisze, że Balzereit był w Czechosłowacji jednym z dyrektorów filii tej organizacji, a wcześniej zarządzał bezpośrednio Czechosłowakami:

 

         „Poprawa organizacji pracy nastąpiła w roku 1928, kiedy to J. F. Rutherford, ówczesny prezes Towarzystwa, zorganizował nadzór nad działalnością w Czechosłowacji przez Magdeburg, Oddział w Niemczech. (...) Na zgromadzeniu w Pradze w roku 1930 zorganizowano dwie korporacje, aby przyjąć prawne obowiązki związane z działalnością głoszenia Królestwa. Zarówno korporacja, Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica, jak i Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego, oddział czechosłowacki, miały swoją siedzibę w Pradze. Brat Balzereit, niemiecki sługa oddziału, i brat Karel Kopetzky z Pragi byli członkami zarządu w obu tych korporacjach” (ang. Rocznik Świadków Jehowy 1972 s. 130-131 – At an assembly in Prague in 1930 two corporations were organized to assume the legal responsibilities relative to the Kingdom-preaching work. Both corporations, WatchTower Bible and Tract Society and International Bible Students Association, Czechoslovak branch, had their headquarters in Prague. Brother Balzereit, the German branch servant, and Brother Karel Kopetzky of Prague were officers in both of these corporations.).

 

         Te zobowiązania wobec ważnych filii korporacji Towarzystwa, jak i bezpieczeństwo, decydowały o tym, że Balzereit mógł przebywać w Czechosłowacji zamiast w Niemczech, gdzie rozpoczęto prześladowania (wspomniany Kopetzky też stał się później ‘odstępcą’, o czym pisaliśmy wcześniej).

Balzereit mógł też stosować się do znanych mu słów Biblii: „Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego” (Mt 10:23).

 

         Prócz tego w latach 1935-1936 Towarzystwo samo nie widziało nic złego w tym, że prześladowani „bracia” z Niemiec przenieśli się do Czechosłowacji:

 

         „Praca w Czechosłowacji posunęła się naprzód w ciągu roku. Niektórzy z braci, którzy byli wcześniej w Niemczech, mogli zamieszkać w Czechosłowacji i pracować tam. Brat Balzereit kierował tam pracą aż do momentu, gdy został zatrzymany w Niemczech i uwięziony” (ang. Rocznik Świadków Jehowy 1936 s. 127 – The work in Czechoslovakia has made progress during the year. Some of the brethren who were formerly in Germany have been able to reside in Czechoslovakia and work there. Brother Balzereit was managing the work there until he was seized in Germany and imprisoned).

 

         Po powrocie do Niemiec (za namową Rutherforda) Balzereit został aresztowany:

 

„Właśnie w tym okresie odbył się w dniu 17 grudnia 1935 roku proces przeciwko Balzereitowi, Dollingerowi i siedmiu innym, których uważano za »przywódców«. Proces ten stał się końcem biegu chrześcijańskiego dla przynajmniej połowy tych braci” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 37).

 

         Jeszcze w lutym 1936 roku pisano o nim w czasopiśmie Świadków Jehowy następująco:

 

         „Gestapo ma więc kłopoty z Badaczami Pisma Świętego i 17 grudnia rozpoczyna się w Halle wielki pozew przeciwko uwięzionym przywódcom Badaczy Pisma Świętego, Balzereitowi i Dollingerowi, z powodu działalności nieprzyjaznej dla państwa. Jako powód dla prześladowań »heretyków« (taki termin jest używany przez narodowych socjalistów), zostali oskarżeni o bycie pod wpływem Żydów, co jest całkowicie błędne” (ang. Złoty Wiek 12.02 1936 s. 306 – So the Gestapo have their trouble with the Bible Students and on the 17th of December there begins in Halle a big lawsuit against the imprisoned leaders of the Bible Students, Balzereit and Dollinger, because of activity inimical to the State. As an excuse for the persecution of these “heretics” (as this term is used by the National Socialists), they have been charged with being under Jewish influence, which is entirely wrong.).

 

         Podczas procesu Balzereit bronił się, jak mógł, co zostało opisane we wskazanym źródle (patrz poniżej), ale nie spotkało się to z aprobatą J. F. Rutherforda, który tak napisał w liście do niemieckich Świadków Jehowy w połowie roku 1936:

 

         „Wkrótce po tym procesie brat Rutherford napisał następujący list do niemieckich braci:

Do wszystkich wiernych Jehowie w Niemczech! (...) Wasza wytrwałość w prześladowaniach i wasza szczera lojalność wobec Jehowy różni się bardzo od postępowania poprzedniego przedstawiciela Towarzystwa w Niemczech i jego najbliższych współpracowników. Na podstawie otrzymanej niedawno kopii zeznań złożonych przez oskarżonych na procesie w Halle, stwierdziłem, że żaden z nich nie wydał szczerego i prawdziwego świadectwa w obronie imienia Jehowy.Właśnie Balzereit, dawniejszy przedstawiciel Towarzystwa, powinien był wysoko wznieść sztandar prawdy i wobec każdej opozycji śmiało opowiedzieć się za Bogiem i Jego Królestwem, tymczasem żadne jego słowo nie świadczyło o jego bezgranicznym zaufaniu do Jehowy. Wielokrotnie wykazywałem mu, co można by jeszcze uczynić dla dobra dzieła w Niemczech, a on w odpowiedzi bezustannie mnie zapewniał, że czyni się wszystko, co tylko możliwe, by zachęcać braci do dalszej pracy głoszenia. Na procesie jednak wyraźnie oświadczył, że nic nie zrobiono. Nie ma potrzeby, abym dalej się rozwodził na ten temat. Wystarczy, że powiem, iż Towarzystwo odtąd nie ma nic wspólnego z nim ani z tymi, którzy na tej rozprawie mieli możliwość świadczenia na rzecz imienia Jehowy i Jego Królestwa, a nie wykorzystali tej okazji. Towarzystwo nie uczyni też nic, aby ich uwolnić z więzienia, nawet gdyby nadarzała się taka możliwość” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 38).

 

         Ale to nie wszystko i nie koniec problemów Balzereita, bo został on wysłany do obozu koncentracyjnego, gdy tymczasem jego były prezes Rutherford mieszkał w Bet Sarim (Domu Książąt) w Kalifornii:

 

„List ten został omówiony w Strażnicy niemieckiej z 15 lipca 1936 r. jako ostrzeżenie dla wszystkich, którzy szczerze pragnęli pozostać wiernymi świadkami Jehowy. Balzereit został skazany jedynie na dwa i pół roku więzienia, a Dollinger na dwa lata, w przeciwieństwie do wielu braci, skazanych na pięć lat więzienia. Po odbyciu kary więzienia, Balzereita zesłano do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie zmuszono go do odegrania wyjątkowo haniebnej roli. Podpisał oświadczenie, że wyrzeka się wszelkich powiązań z braćmi i też unikał wszelkich kontaktów z nimi. Rok później zwolniono go za poprawne zachowanie, ale do tego czasu przeżył niejedno gorzkie upokorzenie ze strony SS-manów, którzy w gruncie rzeczy nienawidzili zdrajców. Sami SS-mani przezwali go nawet »Belzebubem«. Jeden z nich postawił go przed wszystkimi braćmi, których liczba w obozie wynosiła wtedy około 300 osób, i kazał mu recytować podpisane przez siebie oświadczenie, w którym się wyrzekał wszelkich kontaktów ze świadkami Jehowy. Posłusznie wykonał rozkaz. W roku 1946 Balzereit, już wówczas zaciekły wróg prawdy, zwrócił się do władz kompetentnych w tych sprawach z roszczeniem o odszkodowanie. W liście swym ujawnił swoje wrogie nastawienie, które żywił jeszcze przed procesem. W ten sposób została ostatecznie zamknięta ciemna karta historii ludu Bożego w Niemczech, której początki sięgały lat dwudziestych” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 38).

 

Jeden z członków Ciała Kierowniczego, zresztą Polak z pochodzenia, Daniel Sydlik, wspomina o „jego domu w San Diego”, to znaczy Rutherforda:

 

„Minione lata bardzo mnie wzbogaciły dzięki osobistym kontaktom z oddanymi Bogu i gorliwymi ludźmi, którzy umiłowali Jehowę nad własne życie. Jednym z nich był na przykład sędzia Rutherford, którego miałem zaszczyt poznać w jego domu w San Diego na terenie Kalifornii” (Strażnica Rok CVII [1986] Nr 1 s. 26).

 

         Co takiego strasznego powiedział Balzereit na rozprawie sądowej, że Rutherford go wykluczył? Oto relacja, pod którą zaraz zamieszczono list prezesa cytowany powyżej:

 

„W przeciwieństwie do tego oskarżeni w procesie w Halle wyparli się uczynienia czegokolwiek wbrew zakazowi wydanemu przez rząd. Na pytanie przewodniczącego, co ma do powiedzenia na swoją obronę, Balzereit odrzekł, że wydał polecenie natychmiastowego przerwania wszelkiej działalności z chwilą wydania zakazu w Bawarii i to dotyczyło także wszystkich innych krajów związkowych. Dodał, że od niego nigdy nie wyszła żadna wskazówka lekceważąca ten zakaz. Zapytany przez przewodniczącego w sprawie dorocznej uroczystości Pamiątki, Balzereit wyjaśnił, że wiedząc o zamiarach braci obchodzenia Pamiątki wbrew zakazowi, ostrzegł ich przed tym krokiem, mówiąc im o zaplanowanej na ten dzień specjalnej akcji policyjnej. Jak na wszystkich procesach, tak i na tym poruszono sprawę osobistego stosunku do służby wojskowej. Balzereit oświadczył, że w zupełności zgadza się z poglądem Führera, a mianowicie, że każda wojna jest przestępstwem, ale każde państwo ma prawo i obowiązek stanąć w obronie bezpieczeństwa swoich obywateli.

Wkrótce po tym procesie brat Rutherford napisał następujący list do niemieckich braci...” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 38).

 

         Balzereit miał moralny obowiązek przestrzegać „braci”, przed tym, co może ich spotkać, gdy będą łamać prawo. On im nie zabraniał działać, bo jednak działali (otrzymując wyroki), ale jako przewodniczący, znający rozporządzenia władzy, musiał przekazywać im je i ostrzegać, co im grozi.

 

         W innej publikacji tak to opisano:

 

         „Na pytanie sędziego, co mado powiedzenia w tej sprawie, Balzereit oświadczył, że gdy tylko w Bawarii wydano zakaz, wydał polecenie żeby tam nie pracować, i nigdy nikogo nie zachęcał do łamania zakazu(Służba Królestwa Nr 3, 1975 s. 8).

 

         Ciekawe jakich słów Balzereita przed sądem oczekiwał Sędzia Rutherford? Czy takich, po których zaraz by go ‘skrócono o głowę’? Czy miał ‘pyskować’, że pomimo zakazu będą tym bardziej robić władzy na złość?

 

         Nie można dziś twierdzić, że Balzereit nic nie robił, a nawet zakazywał Świadkom Jehowy działać. Przecież Towarzystwo Strażnica w innej publikacji chwaliło się działaniami głosicieli pod kierownictwem Balzereita, cytując nawet cały list do rządu Rzeszy:

 

„Dnia 7 października 1934 roku każdy zbór Świadków Jehowy w Niemczech wysłał do rządu tego kraju list następującej treści:

»DO RZĄDU RZESZY:...«” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 694).

 

         To nie jest tak, że jeden Balzereit nie chciał nadstawiać głowy za Sędziego Rutherforda i jego Towarzystwo Strażnica. Takich jak on było wielu, o czym ta organizacja sama pisze, a niektórzy nawet później poszli na front:

 

Na początku lat trzydziestych zbory niemieckie opuściła większość osób, które próbowały zniechęcić drugich do służby polowej. Inni wycofali się ze strachu, gdy w roku 1933 w wielu krajach Rzeszy działalność obłożono zakazem” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 639).

 

         „Próba ta spada szczególnie na lud Jehowy w Niemczech od ostatnich dwu lat. Niektórzy upadli pod próbą, podczas gdy drudzy stoją wiernie i prawdziwie, woląc cierpieć więzienie, chłosty i ponieść śmierć jak być niewierni Bogu i jego królestwu. Tacy obierają mądry bieg” (Strażnica 01.05 1936 s. 139 [ang. 01.03 1936 s. 74]).

 

         „Sporą liczbę braci, którzy podpisali deklarację, zaciągnięto do wojska i wysłano na front, gdzie większość zginęła. Chociaż istnieje wiele dowodów, że bracia, którzy podpisali oświadczenie znaleźli się poza ochroną Jehowy, jednak, poza nielicznymi wyjątkami, nie byli »zdrajcami«. Wielu jeszcze przed wyjściem cofnęło swój podpis, gdy wyrozumiali i dojrzali bracia pomogli im zrozumieć błąd. Pełni skruchy prosili Jehowę, aby dał im jeszcze jedną możliwość udowodnienia, że są wobec Niego lojalni. Wielu z nich zaraz po załamaniu się systemu hitlerowskiego stanęło w szeregach głosicieli, a później służyli w charakterze pionierów, nadzorców, a nawet nadzorców podróżujących, popierając w przykładny sposób sprawy Królestwa Jehowy” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974, 1975 s. 50).

 

         Zadziwiają cytowane słowa Towarzystwa Strażnica, które pisało, że „Balzereit został skazany jedynie na dwa i pół roku więzienia” (patrz powyżej), co zostało zresztą później ‘uzupełnione’ obozem koncentracyjnym. To stwierdzenie „jedynie” wygląda tak, jak gdyby więcej mu życzono. Tak jakby winą jego było to, że się lepiej bronił, niż inni. Jednak organizacja ta nie ma litości dla ‘odstępców’. Nawet to podkreśliła, jak cytowaliśmy: „Towarzystwo nie uczyni też nic, aby ich uwolnić z więzienia, nawet gdyby nadarzała się taka możliwość”.

 

         Dalsze informacje o losie Balzereita podaje nam Wikipedia, jednak Towarzystwo w swoich publikacjach nie stawia mu zarzutu dotyczącego współpracy ze Stasi (nie wspomniano też o nim wcale w Roczniku Świadków Jehowy 1999 [s. 66-147], w którym ponownie opisano historię Świadków Jehowy w Niemczech):

 

         „Po wojnie Balzereit został dyrektorem Stowarzyszenia Kształcenia Biblijnego (późniejsze Stowarzyszenie Wolnych Chrześcijan), które z pomocą Stasi prowadziło kampanie przeciw Świadkom Jehowy w NRD”.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Balzereit

 

         W NRD wszelkie środowiska społeczne, religijne i polityczne prześwietlane były przez Stasi, więc obciążanie Balzereita za szczególne niszczenie Świadków Jehowy i robienie z niego jakiegoś super agenta jest nadużyciem (jako wykluczony w 1936 r. nie miał dostępu do tego co się działo wewnątrz organizacji po tym roku). Balzereit, jak można wyczytać w dokumentach krytycznych, zajmował się głównie biblijną polemiką z naukami Świadków Jehowy. Reprezentował on, jak przeczytamy poniżej, nauki, które pozostawił po sobie C. T. Russell. Po śmierci Balzereita wydano nawet książkę, uzasadniającą jego wykładnie.

         Towarzystwo podaje, że Balzereit „Podpisał oświadczenie, że wyrzeka się wszelkich powiązań z braćmi i też unikał wszelkich kontaktów z nimi”.

Owszem zaparł się on J. F. Rutherforda i tej organizacji, ale nie wyparł się wiary w Boga. Wikipedia (niemiecka strona) podaje, że w roku 1945 założył on nową wspólnotę chrześcijańską, w której nawiązywał do nauk C. T. Russella, a więc do tych wykładni, dla których wstępował do Towarzystwa, a które Sędzia z czasem pozmieniał i odrzucił:

 

„Od czasu zakazu z roku 1950 Badacze Pisma Świętego (Świadkowie Jehowy) w NRD znaleźli się w trudnej sytuacji. Wielu zostało aresztowanych, inni się odwrócili od wiary. Paul Balzereit w roku 1945 założył »Stowarzyszenie Wolnych Chrześcijan«. W tym samym okresie utworzono »Stowarzyszenie Wolnych Wspólnot Chrześcijańskich« z lokalnymi »Wolnymi Wspólnotami Chrześcijańskimi« pod kierownictwem Alfreda Dienera. Pierwsza z dwóch społeczności w dużej mierze podąża za naukami Russella, podczas gdy druga jest bardziej ostrożna w odniesieniu tych naukach”.

https://de.wikipedia.org/wiki/Bibelforscherbewegung

         Tekst oryginalny z niemieckiej Wikipedii:

In der DDR waren die Bibelforscher seit dem Verbot von 1950 in einer schwierigen Lage. Viele wurden verhaftet, andere wandten sich ab. Paul Balzereit gründete 1945 die „Vereinigung freistehender Christen”. Im selben Zeitraum entstand auch der „Bund freier Christengemeinden” mit örtlichen „Freien Christengemeinden“ unter der Leitung von Alfred Diener. Die erste der beiden Gemeinden hält sich weitgehend an die Lehren Russells, während die andere diesen Lehren gegenüber zurückhaltender eingestellt ist.

 

         Popatrzmy na poniższe słowa, wracając do jego skazania:

 

         „Po odbyciu kary więzienia, Balzereita zesłano do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie zmuszono go do odegrania wyjątkowo haniebnej roli. Podpisał oświadczenie, że wyrzeka się wszelkich powiązań z braćmi i też unikał wszelkich kontaktów z nimi” (cały fragment powyżej).

 

         Towarzystwo ma pretensję, że Balzereit wyrzekł się wiary Świadków Jehowy. Ale przecież już w roku 1936 jemu powiedziano i napisano: „Towarzystwo nie uczyni też nic, aby ich uwolnić z więzienia, nawet gdyby nadarzała się taka możliwość” (patrz powyżej).

         To nie Balzereit pierwszy się zaparł organizacji (przecież siedział za organizację w więzieniu), ale Sędzia Rutherford stwierdził, że nic nie pomoże więzionemu, choćby mógł. Dopiero takiej organizacji i jej czynów zaparł się Balzereit w więzieniu i obozie.

 

         Dziwny jest kolejny zarzut Towarzystwa: „w roku 1946 Balzereit, już wówczas zaciekły wróg prawdy, zwrócił się do władz kompetentnych w tych sprawach z roszczeniem o odszkodowanie”.

         Czy Balzereitowi nie należało się odszkodowanie za pobyt w więzieniu i w obozie koncentracyjnym? Przecież wszyscy Świadkowie Jehowy uważają, że niesprawiedliwie byli więzieni. Czyżby zatem odszkodowanie nie miało dotyczyć ‘odstępców’ i innych ludzi, tak samo karanych?

         Ciekawe jest to, że w innej publikacji zmieniono te słowa, opuszczając fragment o odszkodowaniu. Porównajmy te fragmenty:

 

„(...) kazał mu recytować podpisane przez siebie oświadczenie, w którym się wyrzekał wszelkich kontaktów ze świadkami Jehowy. Posłusznie wykonał rozkaz. W roku 1946 Balzereit, już wówczas zaciekły wróg prawdy, zwrócił się do władz kompetentnych w tych sprawach z roszczeniem o odszkodowanie. W liście swym ujawnił swoje wrogie nastawienie, które żywił jeszcze przed procesem. W ten sposób została ostatecznie zamknięta ciemna karta historii ludu Bożego w Niemczech, której początki sięgały lat dwudziestych” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 38).

 

         „(...) kazał mu recytować podpisane przez siebie oświadczenie, w którym się wyrzekał wszelkich kontaktów ze świadkami Jehowy, i on to czynił. Ta czarna karta historii ludu Bożego w Niemczech została ostatecznie zamknięta w roku 1946, kiedy Balzereit dał się poznać jako zaciekły wróg prawdy” (Służba Królestwa Nr 3, 1975 s. 8).

 

         Po usunięciu słów o odszkodowaniu rok 1946 nic nie mówi i nie zmienia, gdyż przecież w roku 1936 wykluczono Balzereita, już wtedy wyrzucając go jako „zaciekłego wroga prawdy”.

 

         Oto przykład jak potrafiono żarliwie bronić Balzereita podczas konwencji w roku 1926 i w ogólnej rezolucji, wtedy, gdy był jeszcze potrzebny:

 

         „Po wykładzie brata Martina, brat Rutherford ukazał się na estradzie (...) Brat Balzereit, kierownik biura Towarzystwa jest znowu pod aresztem za rozpowszechnienie »Obwinienia«, przyjętego na konwencji w Columbus (...)

Rezolucja (...) i my uprzejmie prosimy trybunały powstrzymać i odrzucić skargę przeciw Pawłowi Balzereitowi, oraz by jego sprawę i wszelkie inne podobne w Niemczech umorzyć” (Strażnica 01.08 1926 s. 231, 233 [ang. 01.07 1926 s. 199, 201]).

 

         Balzereit, jak widać, był już wcześniej sądzony i więziony.

         Nazwisko Balzereit pojawia się jeszcze raz w publikacji Świadków Jehowy w roku 1942, ale tylko napomknięto o nim:

 

         „Gazeta The National Socialist opublikowała długi artykuł przeciwko nam, w którym stwierdzono między innymi, że Charles Taze Russell był Żydem, a Żyd, Balzereit, kierował pracą w Niemczech. W dalszej części artykułu stwierdzono, że udowodniono, iż Żydzi w Ameryce dawali pieniądze na tę pracę...” (ang. Rocznik Świadków Jehowy 1942 s. 202 – The newspaper The National Socialist published a long article against us in which it was stated amongst other things that Charles Taze Russell was a Jew, and that a Jew, Balzereit, had directed the work in Germany. The article further stated that it had been proved that Jews in America had given money for the work...).

 

         Następcą Balzereita w roku 1936 został E. Frost:

 

„Erich Frost, urodzony 22 grudnia 1900 roku, zakończył swój ziemski bieg 30 października 1987 roku, przeżywszy ponad 86 lat. Do chrztu zgłosił się 4 marca 1923 roku, a w roku 1928 wstąpił do służby pełnoczasowej. W roku 1936 powierzono mu kierowanie podziemną działalnością prześladowanych świadków Boga Jehowy w Niemczech” (Strażnica Nr 9, 1988 s. 19).

 

         A co takiego było wcześniej w życiu Balzereita, jeszcze w organizacji, że ona to tak chętnie opisywała?

Prezes Towarzystwa Strażnica lubił zaszczycać swoją obecnością konwencje (kongresy) w Niemczech, w Magdeburgu (prawdopodobnie co roku). Organizował to wszystko właśnie Balzereit. Na przykład w ostatnich dniach maja 1925 roku, przyjęto Sędziego z istną ‘pompą’, choć nie sprawdziły się jego oczekiwania związane z kwietniem 1925 roku (nie zmartwychwstali prorocy). Kongres ten nazwano prawie ‘wzorcowym’:

 

„Zielone świątki czyli Pięćdziesiątnica jest to czas świąteczny w Europie. Zarządca TOWARZYSTWA w Magdeburgu z początkiem zimy uczynił usilne staranie, by w Magdeburgu odbyła się konwencja dla braci niemieckich w czasie Pięćdziesiątnicy. I było w ten sposób uczynione.

Konwencja rozpoczęła się w piątek 29-go maja, a zakończyła się w poniedziałek wieczorem, l-go czerwca. Trudno jest znaleźć słów do opisania tej konwencji. Przyjezdni bracia zinnych części Europy i Ameryki, słyszeli wszystkich mówiących: »Jest to cudowna; wspaniała!« (konwencja).

KONWENCJA W MAGDEBURGU

Na otwarciu konwencji było blizko l0,000 braci. Brat Rutherford rozpoczął konwencję swym wykładem który został przyjęty przez braci z wielką radością i entuzjazmem. Muzyka taka była, jaką tylko sami Niemcy mogą uczynić. Była tam orkiestra, która się składała ze 125-ciu instrumentów; i każdy kto grał, był poświęconym bratem lub siostrą. Orkiestra była pod dyrektywą brata, który jest zawodowym dyrygientem orkiestry. Śpiew był prowadzony przez zawodowego śpiewaka chórzystę. Wielkie zgromadzenie zdawało się być jakoby było ćwiczone, ponieważ czas był akuratnie trzymany, i śpiew był ożywiający. Główna sala pomieściła 8,000 braci. W niedalekiej przestrzeni od tej sali zbudowano namiot, i wtem namiocie było umieszczonych z górą 5,000 braci i sióstr. Inna sala w pobliżu która mogła pomieścić około 1.000 również była zapełniona. Przyrząd do powiększenia głosu był umieszczony na scenie głównej sali, który był połączony z innymi przyrządami na froncie namiotu i małej sali.

Bratu Balzereit przyszedł na myśl niezwykłypomysł: Wielki portret każdego mówcy był wymalowany; i gdy on przemawiał w głównej sali, jego portret był wystawiony na froncie namiotu jak i w mniejszej sali, tak, że mogli widzieć jego twarz i słyszeć głos jego.

W niedzielę popołudniu było z górą 14,000 braci w tych różnych salach. Oni nie rozmawiali o gruntach; lecz słuchali wykładów. Zdaje się nikt nie szukał rozrywek lub prywatnego miejsca na rozmowę, lecz każdy gorliwie nachylał się i słuchał co mówca mówił. Oni by siedzieli spokojnie przez całe godziny, przy śpiewie powstali, po śpiewie znów usiedli aby słuchać. Prawdopodobnie ona nie przewyższała liczbą konwencji w Columbus, lecz piszący nie był dotąd na żadnej konwencji na której by był taki spokój, uszanowanie, i ukazanie ducha poświęcenia przez wszystkich obecnych. Nie było tam pogadanek lub nieporządku. Wszyscy bracia na ziemi powinni wziąć dobry przykład z tej konwencji. Wierzymy, że nigdy nie było okazane takie prawdziwe poświęcenie, jak wtem zebraniu ludu Bożego. STRAŻNICA często zwracała uwagę tego faktu, że lud Pański gdy się zbierze powinien zachować spokój, uszanowanie, nawet wtedy, gdy mówca nie jest na scenie. Wiele jest trudności nauczyć się tego; lecz niemieccy bracia już się nauczyli. Przynajmniej. Jest to dla ich pochwały.” (Strażnica 01.09 1925 s. 265-266 [ang. 01.08 1925 s. 232-233]).

 

         Relacja z kongresu zamieszczona w Strażnicy przekazała nam też ucztę, którą zgotowali organizatorzy uczestnikom, wśród których przemawiającym był prezes J. F. Rutherford. Wtedy to właśnie podano między innymi „lekkie piwo” (w ramach protestu przeciw amerykańskiej prohibicji) i „kiełbasę” „po najniższej cenie”:

 

„Inne miejsce zostało sporządzone do nakarmienia tej rzeszy. Tartynki, kiełbasa, woda, kawa i lekkie piwo były do użytku po najniższej cenie; i te miłe dusze trzymały w jednej ręce przekąskę, a w drugiej kufel; stali spokojnie i spożywali swoją porcję. Po spożyciu przekąski powrócili na miejsce zebrań do swych siedzeń. W czasie wystawy w przyległych budynkach głównej sali znajdowała się maszyneria i bydło. Te budynki zostały sporządzone na wzór wojskowych koszar, i tysiące braci spało na ziemi w tych ubikacjach. To zostało oddane dla nich bezpłatnie. Siostry znajdowały się w jednem wielkim miejscu, a bracia znów w drugim. Wielu z tych błogich dusz podróżowało długą przestrzeń na rowerach; wielu innych pieszo; niektórzy w samochodach, tak pasażerskich jak i ciężarowych podróżowali od trzysta do czterysta mil. Wielu urządziło specjalne pociągi na konwencję, i spodziewano się od kompanii kolejowej zniżki; lecz w ostatnim momencie zniżka została cofnięta. (...) To co Pan uczynił dla Niemiec od czasu wojny jest wprost cudownem w naszych czasach” (Strażnica 01.09 1925 s. 266 [ang. 01.08 1925 s. 233]).

 

         Po takiej ‘uczcie duchowej’ i pokarmowej uczestnicy kongresu w roku 1925 zgotowali odjeżdżającemu prezesowi J. F. Rutherfordowi pożegnanie jak „Kajzerowi”:

 

         „Wponiedziałek o godzinie 5-tej po południu, Prezydent TOWARZYSTWA miał swój ostatni wykład na konwencji. Przewodniczący poprosił br. Rutherford aby zaczekał aż bracia urządzą mu pożegnanie w ich szczególny sposób. Niebyło znane co oni mają zamiar uczynić. Pomiędzy wyjściem z głównej sali a przejazdem, jest szeroka ulica, prawdopodobnie 1,500 do 2,000 stópdługa. Bracia maszerowali w dłuż tej ulicy i utworzyli dwie linie dziesięć lub piętnaście stóp szerokości po obu stronach wzdłuż całej ulicy i linja ta była skierowana do głównego przejazdu ulicy, i pozostawiono tylko wązkie przejście pomiędzy dwiema liniami. Przy wyjściu ze sali były samochody w których mówcy mieli jechać tym wązkim przejściem i w ten sposób uczynić pożegnanie się z braćmi. Jednak samochody nie były użyte. Byłoby niewłaściwym jechać, podczas gdy, inni stali więc brat Balzereit i brat Rutherford, szli naprzód, a za niemi postępowali wolno inni mówcy przez to wązkie i długie przejście, gdzie po obu stronach stali bracia, powiewając chusteczkami i śpiewali »Zostań z Bogiem« przy akompanjowanju orkiestry. Podczas tego pożegnania, bracia wykrzykiwali »Auf wiedersehn«, »Zostań z Bogiem aż się zejdziem znów«; »niech was Bóg błogosławi.« Gdyśmy doszli końca tej linji, spojrzeliśmy wstecz ujrzeliśmy wesołe twarze i powiewających chusteczkami 14,000 ludzi. To sprawiło takie wrażenie w siedztwie, że mężczyźni, niewiasty i dzieci wyglądali oknami, podczas inni wspięli się na drzewa i wielu innych powychodziło na dachy aby się przyglądać. Wielka liczba policji była obecnąi obchodzili się bardzo z uszanowaniem i poważnie. Kapitan z niektórymi porucznikami stał na samem końcu tego wązkiego przejścia w baczności oddając tem honor wojskowy gdy br. Rutherford przechodził; a nawet wrogo usposobieni urzędnicy prawa, nie mogli się powstrzymać od przyjemnego uśmiechu. Brat Martin zwrócił uwagę i rzekł »Kajzer nigdy nie miał takiego przyjęcia lub pożegnania jak to. On mógł to mieć uczynione, lecz nigdy dobrowolnie i z pobudek miłości.« Celem tej demonstrancji nie było, by uczcić kogokolwiek z ludzi, lecz ona była prawdziwie dobrowolnym wybuchem wdzięcznego poświęcenia się Panu, Królowi naszemu, i miłość dla tych, którzy stoją ramię w ramię, walcząc dla sprawy królestwa” (Strażnica 01.09 1925 s. 266-267 [ang. 01.08 1925 s. 234]).

 

         Trzeba tu koniecznie dodać, że obecność „kiełbasy” na kongresach w Niemczech nie była nowością, bo pojawiła się ona na nich już co najmniej rok wcześniej, to znaczy w roku 1924. Latem roku 1925 nowym, być może jednorazowym, zwyczajem było tylko podanie „lekkiego piwa” na konwencji. Oto relacja z roku 1924:

 

„Największym wydarzeniem w roku 1924 był kongres w Magdeburgu, na który przyjechał brat Rutherford. (...) Gdy w czasie wykładów głód dawał się we znaki, bracia sięgali po kęs suchego chleba. Brat Rutherford był tym tak wzruszony, że podjął starania, by na następny dzień każdy z około 4000 braci otrzymał bezpłatnie po dwie gorące parówki, dwie bułki i butelkę wody mineralnej. Możemy sobie wyobrazić radość obecnych, gdy nagle z dwóch stron sali wniesiono olbrzymie kotły z gorącymi parówkami. Bracia ustawili się w kolejce po posiłek. Pokrzepieni wracali na miejsca i czuli się jak goście na uczcie” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych 1975 s. 16; por. Strażnica 15.08 1924 s. 244 [ang. 01.07 1924 s. 196]).

 

         Balzereit w drugiej połowie lat 20. XX wieku w pewien sposób nadzorował też polskie biuro oddziału, gdy jeden po drugim odchodzili polscy nadzorcy krajowi:

 

„Brat Paul Balzereit, wydelegowany z niemieckiego Biura Oddziału, starał się znaleźć w Polsce kogoś, kto objąłby po Narodowiczu placówkę w Warszawie i we współpracy z biurem w Magdeburgu troszczył się o sług Jehowy w całym kraju. Zbór łódzki przodował wówczas w działalności, toteż Balzereit zapytał brata Scheidera, czy się podejmie tego zadania. Będąc człowiekiem pokornym, ze swej strony zaproponował on Edwarda Rüdigera, tłumacza Złotego Wieku. Brat ów potem istotnie pełnił te obowiązki przez blisko rok. (...) Bezpośrednią opiekę nad działalnością teokratyczną na tym terenie przejęło środkowoeuropejskie biuro Towarzystwa w Bernie, w Szwajcarii. Stamtąd też przyjechał w roku 1928 Martin Harbeck, aby jeszcze raz poszukać kogoś, kto by się nadawał do usługiwania w charakterze nadzorcy dzieła w kraju. Ponownie zapytany, brat Scheider tym razem przyjął ten przydział pracy” (Rocznik Świadków Jehowy 1994 s. 190).

 

Paradoksem jest to, że broda C. T. Russella stała się później powodem do zaprzestania posiadania jej przez głosicieli Towarzystwa Strażnica. J. F. Rutherford po prostu był o nią zazdrosny oraz o przywiązanie głosicieli do pastora, i to w kilka lat po jego śmierci. Sędzia nakazał więc Balzereitowi zgolić brodę. Oto wspomnienie tej organizacji dotyczące roku 1923:

 

Potrzebne jednak były dalsze maszyny. Dlatego brat Balzereit zwrócił się do brata Rutherforda z prośbą o zezwolenie na kupno prasy rotacyjnej. Brat Rutherford wyraził zgodę, lecz pod jednym warunkiem. Zauważył bowiem, że brat Balzereit z biegiem lat zapuścił brodę bardzo podobną do brody brata Russella, a w ślad za nim poszli inni bracia, którzy chcieli wyglądać tak jak brat Russell. Nie chcąc, aby to doprowadziło do ubóstwiania stworzeń, brat Rutherford chciał temu położyć tamę. Dlatego też podczas swej następnej wizyty poinformował brata Balzereita w obecności całej rodziny Betel, że może zakupić prasę rotacyjną, ale tylko pod warunkiem zgolenia brody. Brat Balzereit z ciężkim sercem zgodził się na to i udał się do fryzjera. W dniach następnych zdarzały się pomyłki, wywołujące nieraz zabawne sytuacje, ponieważ współpracownicy nie rozpoznawali »obcego«.” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych 1975 s. 15).

 

         Jednak sam J. F. Rutherford w roku 1941, na pół roku przed śmiercią, zapuścił brodę, co widać na jednym ze zdjęć (patrz Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 221).

 

         Poniżej zamieszczamy inne wydarzenia związane z Balzereitem.

 

„Życie brata Balzereita znalazło się w niebezpieczeństwie. Otrzymał on list anonimowy, w którym między innymi powiedziano: »Ty Diable w owczej skórze!«” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 16).

 

         Zauważmy, póki Balzereit był Świadkiem Jehowy, to obraźliwym było nazywanie go „diabłem”, ale gdy przestał nim być, to z satysfakcją napisano: „Sami SS-mani przezwali go nawet »Belzebubem«” (patrz powyżej).

 

         W jednym z procesów karnych Balzereit dostał pewne ostrzeżenie od sądu, z którego wyciągnął on wnioski:

 

„Sąd, uznając ten fakt, uniewinnił brata Balzereita, ale czuł się zmuszony przestrzec go, by w przyszłości nie publikował takich ostrych wypowiedzi” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 16).

 

„W tym okresie prawość brata Balzereita wobec Jehowy została też zagrożona z innych względów. Widocznie zawsze bał się prześladowania. Jako osobie odpowiedzialnej za prowadzenie niemieckiego biura oddziału, wytoczono mu proces w związku z rozpowszechnianiem rezolucji: »Oskarżenie przeciwko duchowieństwu«. Wprawdzie został uniewinniony, ale gdy sędzia radził mu, aby w przyszłości unikał zamieszczania w naszej literaturze takich ostrych wypowiedzi, widocznie zdecydował się usłuchać tej rady, bo gdy odtąd jakieś stwierdzenia czy wyjaśnienia w Strażnicy i innych publikacjach z Brooklynu wydawały mu się za ostre »łagodził« ich ton” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 19).

 

„Władze zawiadomiły biuro w Magdeburgu, że ilustracja na stronie tytułowej broszury (żołnierz z mieczem ociekającym krwią) jest nie do przyjęcia i zażądały usunięcia jej. Brat Balzereit, który już niejednokrotnie okazał gotowość do kompromisu, wydał natychmiast polecenie, aby zrywano barwną okładkę broszury” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 20).

 

         Dziwne, że Towarzystwo Strażnica stawia takie zarzuty Balzereitowi. Gdyby nie jego wyważony styl („łagodził” ton ostrych publikacji), to o wiele wcześniej organizacja Świadków Jehowy byłaby w Niemczech zdelegalizowana. Komu potrzebny na okładce „żołnierz z mieczem ociekającym krwią”? Potrzebny tylko Towarzystwu, które prowokowało tym do swego prześladowania.

 

         Dziwne, że pisanie wierszy przez Balzereita uznało Towarzystwo Strażnica jako „materialistyczne pragnienia”:

 

„Opanowywały go również materialistyczne pragnienia. Balzereit lubił pisać wiersze i wydawał je w czasopiśmie Złoty Wiek, pod pseudonimem Paul Gerhard. Napisał również książkę, którą opublikował w Lipsku. Nie znając okoliczności powstania książki, zbory wciągnęły ją na listę literatury przeznaczonej do rozpowszechniania, co przynosiło bratu Balzereitowi znaczne dochody. Przy Domu Betel kazał też urządzić kort tenisowy, i to nie na użytek rodziny Betel, ale do swego użytku. Chcąc zakończyć budowę nowego domu przed wizytą brata Rutherforda, brat Balzereit przy końcu grudnia 1930 roku powiększył liczbę pracowników Betel ze 165 na 230 osób, ale nie postępował przy tym uczciwie. Z obawy, że brat Rutherford nie zaaprobuje tak wysokiej liczby pracowników i nie chcąc, aby ich brat Rutherford zobaczył, wysłał 50 braci w »podróż misyjną«. Po powrocie zapytano ich, czy chcą wrócić do domu, czy też wolą podjąć pracę pionierską. Jedni zrozumieli, że dzieło Jehowy jest ważniejsze niż sprawy ludzi, i podjęli się ochoczo pracy pionierskiej, inni zaś wrócili rozgoryczeni do domów” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 19).

 

         Wydaje się, że dochody z opublikowanej książki Balzereit przeznaczał dla Towarzystwa, tak jak i jego wiersze zamieszczane były w czasopiśmie Złoty Wiek, a ono było sprzedawane ludziom. Przecież mieszkał on w Betel i nie miał zamiaru opuszczać go, więc pieniądze dodatkowe nie były mu potrzebne. Jak podano w jednym z niezależnych źródeł, książka ta miała wydźwięk antykatolicki (a więc zgodna z nauką Towarzystwa), a Balzereit ją „opublikował pod pseudonimem P. B. Gotthilf i za pozwoleniem brooklyńskiego kierownictwa” i miała ona tytuł „Die grösste Geheim-Macht der Welt (Największa władza tajemna świata). Aby książki nie łączono z Towarzystwem Strażnica, została ona wydana przez wydawnictwo »Stern«. Pierwszy nakład wynosił 200 tys. egzemplarzy” (Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 127). Ukazała się ona w roku 1924, a później jeszcze w drugiej połowie lat 20. XX wieku wydawano jej dodruki. Reklamowana była ona w niemieckim Złotym Wieku. Inicjały „P. B.” oznaczały: „Paul Balzereit”. W jednym z artykułów w Internecie ukazano kilka reklam tej książki we wspomnianym niemieckim czasopiśmie z lat 1924-1925:

http://www.manfred-gebhard.de/Geheimmacht.htm

Trzeba tu dodać, że biurem niemieckim zarządzało od roku 1920 Centralne Biuro Europejskie Towarzystwa Strażnica w Szwajcarii, więc to, co było reklamowane w czasopismach tej organizacji, było akceptowane przez tę jednostkę nadrzędną. Nie jest więc zapewne prawdą to, że Balzereit coś sobie samodzielnie wydawał, reklamował i rozprowadzał oraz zarabiał na tym dla siebie.

         Dziwny jest zarzut dotyczący urządzenia kortu tenisowego. Nie chce się wierzyć, by Balzereit zrobił to w tajemnicy przez J. F. Rutherfordem, który wiele razy przybywał do Niemiec. Gdyby „bracia” ciągle tam grali w tenisa, to pewnie Sędzia nie były z tego zadowolony. Przecież głosiciele mają przebywać w terenie lub w drukarni, a nie na korcie. Dziwne, że zarzut o kort pojawia się dopiero po śmierci Balzereita i Rutherforda. Nikt wcześniej nie protestował, że nie może grać w tenisa? Żadna wcześniejsza publikacja nie informuje nas o jakichś niesnaskach tenisowych. Poniżej piszemy, że jednak nazywano Balzereita „świetnym organizatorem”, więc pewnie tenis też dobrze zorganizował.

 

         Kolejny zarzut Towarzystwa dotyczy tytułowanie Balzereita dyrektorem, choć uznano to, że był „świetnym organizatorem”, a „dzieło w Niemczech pod jego kierownictwem robiło duże postępy”:

 

„Nie da się zaprzeczyć, że był świetnym organizatorem i że dzieło w Niemczech pod jego kierownictwem robiło duże postępy. Jednakże jego wielkim błędem było przypisywanie tego rozwoju własnym wysiłkom, a nie pomocy ducha Jehowy. Podczas jednego z posiłków brat Balzereit zażądał, by członkowie rodziny Betel w obecności ludzi ze świata nie zwracali się do niego słowem »bracie« lecz »Panie Dyrektorze«. Na drzwiach swego biura kazał nawet zawiesić wizytówkę z napisem »Dyrektor«.” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 19).

 

         Dziwnym zarzutem jest to, że Balzereit nie mógł być rzekomo nazywany „dyrektorem”, a Rutherforda można było nazywać na przykład Sędzią, Wodzem i Prezydentem. Przecież Sędzia prawie co roku wizytował w Magdeburgu i gdyby go gorszyła ta wizytówka „Dyrektor”, to kazałby zaraz ją zdjąć.

         Trzeba tu też pokazać wybiórczość Towarzystwa Strażnica, gdyż same publikacje organizacji nazywały Balzereita „dyrektorem”, a nie on sam sobie wymyślił ten tytuł.

         Po pierwsze, Balzereit był członkiem zarządu korporacji Towarzystwa w Czechosłowacji (patrz powyżej ang. Rocznik Świadków Jehowy 1972 s. 130-131), a wszystkich takich członków zwano „dyrektorami”:

 

         „Potem przystąpiono do wyboru Zarządu Dyrektorów, składającego się z siedmiu członków, na przeciąg trzech lat” (Strażnica 15.01 1927 s. 21; patrz ten sam tekst angielski I.B.S.A.Year Book 1927 s. 34 – Board of Directors of seven members).

 

         W polskiej korporacji Towarzystwa w Detroit też byli „dyrektorzy” i „Prezydent”:

 

         „Brat J. F. Rutherford – Prezes

Dyrektorzy: R. Arnold, S. Bończak, M. Job, M. Kostyn, L. Kuźma, W. Świętek” (Strażnica 15.04 1921 s. 114).

 

„(...) Brat Kołomyjski jako Prezydent Polskiej Filii Towarzystwa” (Strażnica 15.07 1921 s. 216).

 

         Tak zresztą do dziś zwie się członków zarządu Towarzystwa w języku angielskim (Directors), choć w języku polskim raczej nazywa się ich „członkami zarządu”:

 

         „Od tamtej pory w skład Ciała Kierowniczego zaczęli wchodzić namaszczeni bracia, którzy nie byli członkami zarządu Towarzystwa. Ostatnio członkami zarządu Towarzystwa Strażnica i innych korporacji prawnych zostają bracia należący do grona »drugich owiec«. Dzięki temu Ciało Kierownicze może się skupić na udzielaniu wskazówek duchowych” (Strażnica luty 2017 s. 26).

 

         Ten sam tekst angielski mówi o „dyrektorach”:

 

The Governing Body henceforth included anointed brothers who were not Society directors. In recent years, responsible brothers of the “other sheep” have served as directors of the legal Society and of other corporations used by God’s people, thus allowing the Governing Body to focus on providing spiritual instruction and direction.(ang. Strażnica luty 2017 s. 26).

 

         Jeśli Towarzystwo Strażnica nazywa swoich członków zarządu „dyrektorami”, to dlaczego obraża się, gdy ktoś z tych ludzi chce być tak nazywany?

Albo ktoś jest „dyrektorem”, albo nim nie jest. Czy ma nim być, a udawać, że nim nie jest?

         Po drugie, w czasopiśmie kongresowym (z Toronto) tak oto przedstawiono Balzereita:

 

„Kierownik drukarni i Dyrektor Dzieła w Niemczech” (The Messenger 19.07 1927 s. 7 – Manager of Printing Plant and Director of Work in Germany).

 

         W poniższym fragmencie oskarżono Balzereita o zmianę i rozwodnienie tekstu napisanego przez J. F. Rutherforda, ale w ponad 20 lat później Towarzystwo Strażnica, jak czytaliśmy powyżej, napisało co innego, co powtarzamy dla porównania:

 

„Brat Rutherford i brat Knorr przybyli do Niemiec kilka dni wcześniej, chcąc zabezpieczyć własność Towarzystwa; przygotowali też razem z bratem Balzereitem oświadczenie, które miało być przedłożone delegatom na kongres. Był to protest przeciwko wtrącaniu się władz hitlerowskich w działalność kaznodziejską. Wszyscy urzędnicy rządowi, począwszy od prezydenta w dół, mieli otrzymać listem poleconym egzemplarz oświadczenia protestacyjnego. Na kilka dni przed rozpoczęciem kongresu brat Rutherford wrócił do Ameryki. Treść tego »oświadczenia« rozczarowała wielu obecnych, gdyż w wielu punktach nie było ono tak stanowcze, jak bracia się spodziewali. Brat Mütze z Drezna, dotychczasowy bliski współpracownik brata Balzereita, oskarżył go później o osłabienie pierwotnego tekstu. Już nie po raz pierwszy brat Balzereit rozwadniał jasne i niedwuznaczne wypowiedzi zawarte w publikacjach Towarzystwa, byle się tylko nie narażać władzom. Niemała liczba braci odmówiła z tego powodu przyjęcia rezolucji” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 21).

 

„Według sprawozdania zamieszczonego w Roczniku Świadków Jehowy – 1974 niektórzy niemieccy Świadkowie byli rozczarowani nie dość ostrym językiem rezolucji. Czy administrator Biura Oddziału, Paul Balzereit, rozwodnił tekst tego oświadczenia? Bynajmniej, [w ang. No] ponieważ przeczy temu porównanie tekstu niemieckiego z angielskim. Najwyraźniej wrażenia takie opierały się na subiektywnych obserwacjach osób, które nie brały bezpośredniego udziału w przygotowywaniu tego dokumentu. Do powyższych wniosków być może skłaniał również fakt, iż Balzereit zaledwie dwa lata później wyrzekł się wiary” (Przebudźcie się! Nr 13, 1998 s. 14).

 

         Przypuszczamy, że nie tylko w tej kwestii Towarzystwo Strażnica pomyliło się co do Balzereita. Prawdopodobnie przypisano mu wiele kwestii i dzieł, których on nie zrobił, albo dokonał w duchu działań organizacji. Z czasem, jak napisano, „do powyższych wniosków być może skłaniał również fakt”, że „później wyrzekł się wiary”. Jako ‘odstępcy’ z czasem przypisano Balzereitowi wszelkie zło, jakie tylko można było. Ciekawe, że poza cytowanym listem Rutherforda, nie opublikowano za życia Sędziego żadnych innych zarzutów wobec Balzereita.

         Przypomnijmy główne zarzuty Rutherforda wobec Balzereita:

 

„Na podstawie otrzymanej niedawno kopii zeznań złożonych przez oskarżonych na procesie w Halle, stwierdziłem, że żaden z nich nie wydał szczerego i prawdziwego świadectwa w obronie imienia Jehowy. Właśnie Balzereit, dawniejszy przedstawiciel Towarzystwa, powinien był wysoko wznieść sztandar prawdy i wobec każdej opozycji śmiało opowiedzieć się za Bogiem i Jego Królestwem, tymczasem żadne jego słowo nie świadczyło o jego bezgranicznym zaufaniu do Jehowy. Wielokrotnie wykazywałem mu, co można by jeszcze uczynić dla dobra dzieła w Niemczech, a on w odpowiedzi bezustannie mnie zapewniał, że czyni się wszystko, co tylko możliwe, by zachęcać braci do dalszej pracy głoszenia. Na procesie jednak wyraźnie oświadczył, że nic nie zrobiono. Nie ma potrzeby, abym dalej się rozwodził na ten temat” (Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych. Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974 1975 s. 38).

 

         Jak widzimy, głównym zarzutem Rutherforda wobec Balzereita było to, że nie mówił w sądzie o Jehowie!

Ale czy sędziów interesują jakiekolwiek wierzenia? Sąd zajmuje się tymi, co łamią prawo, a nie interesuje się Jehową i Królestwem, które Towarzystwo Strażnica zapowiadało wielokrotnie. Z czasem zapewne, jako wobec ‘odstępcy’, zaczęto mnożyć oskarżenia kierowane w stronę Balzereita, który zarządzał dziełem w Niemczech w latach 1920-1936 i to z ustanowienia Sędziego Rutherforda. Warto dodać, że wspomniany niemiecki list prezesa z roku 1936 nie został opublikowany ani w polskiej, ani w angielskiej Strażnicy, a jedynie w niemieckiej.

 

         Wydaje się, że Sędzia Rutherford w roku 1936 zaczął tracić grunt pod nogami, bo w tym samym czasie co P. Balzereit w Niemczech, również zarządzający w Kanadzie Walter Salters opuścił jego i Towarzystwo Strażnica. O tym piszemy w kolejnej części naszego artykułu. Wcześniej też pisaliśmy, że w roku 1936 nadzorców krajowych zmieniał Rutherford także we Francji i Czechosłowacji (patrz cz. 3 tego artykułu).

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane