Włodzimierz Bednarski

Epizody z życia Ellen G. White według jej autobiografii (cz. 1)

dodane: 2014-09-04
Adwentyści Dnia Siódmego do dziś nie wydali po polsku autobiografii swojej prorokini E. G. White, która po angielsku została napisana w roku 1915. Jednak opublikował ją jeden z odłamów adwentystycznych. Na jej podstawie przedstawiamy w naszym artykule epizody z życia E. White.

Epizody z życia Ellen G. White według jej autobiografii (cz. 1)

 

         W roku 1915 Kościół Adwentystów Dnia Siódmego wydał o swojej prorokini Ellen Gould White (1827-1915) książkę pt. Life Sketches of Ellen G. White.

         Wyznanie to w Polsce do dziś (2014) nie opublikowało tego dzieła w naszym języku. Jednak książka ta została wydana u nas przez jeden z odłamów adwentystycznych, to znaczy przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Misyjne Adwentystów Dnia Siódmego - Trzecia Część i jego wydawnictwo Testimonex (Kowale 1996, 2005).

Zawiera ona 480 stron i ma tytuł Życie i działanie Ellen G. White. W podtytule jej napisano: Osobiście spisane przez nią do roku 1881 wraz z opisem Jej późniejszych dokonań i ostatniej choroby, zebranych z oryginalnych Źródeł.

 

         W Przedmowie pierwotnego wydawcy wyjaśniono, że Od rozdziału 42 na str. 255 historia życia Ellen G. White jest kontynuowana przez C.C. Crislera, który przy pomocy jej syna W.C. White i D.E. Robinsona, dokończył to dzieło (s. 5).

 

         Wydawca polski (Testimonex) napisał o autorce tego dzieła następująco: Tak samo w ostatnich dniach historii tej ziemi, Bóg poprzez E. G. White objawił nań Swoją wolę, ostrzegał, radził, napominał i karcił, ona będąc wierna wszystkim Bożym poleceniom, mówiła i pisała słowa Świadectwa dla Zboru (s. 3).

 

         Dziwi fakt, że Kościół Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce nie wydał tej książki do tej pory, a jak zobaczymy, jego teologowie popełniali kilkakrotnie błędy opisując życie swojej prorokini. Czyżby wcześniej nie korzystali z oryginału angielskiego? Czy może wydawanie tej książki po polsku byłoby czymś niestosownym?

         Mało tego, E. G. White to przecież jedyna prorokini tego kościoła. Czyż nie warto było zatem opublikować jej autobiografii, zamiast upowszechniać omyłki i podawać złe dane. Dotyczyły one na przykład miejsca jej urodzenia, dat chrztu, ślubu czy śmierci.

 

         Trzeba tu na wstępie powiedzieć, że omawiana książka E. G. White jest po prostu dość nudna i monotonna.

Opisuje bowiem ona liczne wizyty w zgromadzeniach zborowych, spotkania z sympatykami adwentyzmu. Wymieniane są liczby obecnych na nich, ochrzczonych, itp.

Książka jest też sprawozdaniem z wielu snów prorokini, chorób jej i męża Jakuba White (1821-1881), z których, jak kilka razy pisze, została „trwale uzdrowiona”. Później jednak okazuje się, że dalej chorowała ona, jak i jej mąż.

E. G. White bardzo często przywołuje szatana, jako tego, który chciał zniweczyć jej pracę.

         Książka zawiera aż 61 rozdziałów, z których ostatnimi są następujące:

 

         LVIII. Ostatnia choroba (s. 440-449).

         LIX. Nabożeństwo pogrzebowe w „Elmshaven” (s. 450-455).

         LX. Nabożeństwo wspomnieniowe w Richmond (s. 456-461).

         LXI. Uroczystości pogrzebowe w Battle Creek (s. 462-480).

 

         W artykule naszym przedstawiamy ważniejsze epizody z życia adwentystycznej prorokini oraz przytaczamy niektóre wadliwe informacje o niej zawarte w ogólnodostępnych książkach wydanych przez polskich adwentystów.

 

         Data i miejsce urodzenia

 

„Urodziłam się w Gorham, Maine, 26 listopada 1827 roku” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 17).

 

         Jedna z książek adwentystów podaje miejsce urodzenia Gorharm, a nie Gorham:

 

         „Ellen G. White (Harmon) urodziła się 26 listopada 1827 r., w Gorharm, w stanie Maine...” (Adwentyzm Z. Łyko, Warszawa 1970, s. 141).

 

         Uderzona kamieniem w nos

 

         „Tutaj, gdy miałam dziewięć lat, zdarzył się wypadek, który miał wpływ na całe moje życie. Szłam z moja siostrą-bliźniaczką i z jedną koleżanką szkolną przez łąkę w Portlandzie, kiedy jakaś dziewczyna w wieku około trzynastu lat, która z powodu jakiejś drobnostki wpadła w gniew i rzuciła kamieniem, który mnie uderzył w nos. Zostałam okaleczona, straciłam przytomność i upadłam na ziemię. (...) Nie pamiętam niczego co się wydarzyło po tym wypadku. Moja mama mówiła, że nie reagowałam na nic, i że leżałam nieprzytomna przez trzy tygodnie. (...) Kiedy ponownie wróciła mi świadomość, miałam wrażenie jakbym cały czas spała. Nie pamiętam tego wydarzenia i nie znałam przyczyny mej choroby. Zrobiono dla mnie dużą kołyskę i leżałam w niej przez wiele tygodni. Schudłam tak, że wyglądałam jak szkielet. (...) Dwa lata nie mogłam oddychać przez nos” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 17-18).

 

         „Miałam osłabiony system nerwowy, moje ręce drżały, więc w pisaniu uzyskiwałam niewielkie postępy (...) Miałam zły kaszel, a moje ciało było bardzo osłabione” (jw. s. 19).

 

         Jedna z książek adwentystów podaje, że została ona „niechcąco” uderzona w „twarz”, a nie, że dziewczyna ta „wpadła w gniew” rzucając w „nos”.

 

         „(...) koleżanka uderzyła ją niechcąco kamieniem w twarz” (Nauki Pisma Świętego Z. Łyko, Warszawa 1989, s. 439, 441).

 

         W oczekiwaniu na rychły ‘koniec’

 

         „W marcu 1840 r. przybył do Portland w Stanie Maine Wiliam Miller przeprowadzając odczyt na temat drugiego przyjścia Jezusa. (...) Wraz z moimi przyjaciółmi uczestniczyłam w tych zgromadzeniach. Mówił o proroctwach z dokładnością, która trafiała do serc słuchaczy” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 20).

 

         „Przed czterema laty, idąc do szkoły, znalazłam skrawek papieru zawierający wyliczenie pewnego Anglika, który głosił, że ziemia będzie zniszczona za około trzydzieści lat. Wzięłam ten papier do domu i przeczytałam w rodzinie. (...) poczułam strach – tak mało czasu zostało dla nawrócenia i zbawienia świata. Ten mały kawałek papieru wywarł na mnie tak głębokie wrażenie, że przez kilka nocy nie mogłam dobrze spać, modliłam się ciągle by być gotową na przyjście Jezusa. Byłam pouczana, że przed przyjściem Chrystusa będzie miało miejsce tysiąc lat, kiedy przyjdzie na obłokach, ale teraz usłyszałam zaskakujące poselstwo, że Jezus ma przyjść w roku 1843, zaledwie za kilka lat” (jw. s. 20-21).

 

         W kościele metodystów

 

         „Przystąpienie do kościoła metodystów

Wkrótce po naszym powrocie ze zgromadzenia obozowego z kilkoma osobami, zostałam przyjęta do kościoła na okres próbny. Byłam przygotowywana do chrztu. (...) W końcu wyznaczono dla nas termin tego uroczystego obrzędu. (...) Gdy wystąpiłam z wody, moc Boża spoczęła na mnie. (...) Tego samego dnia po południu zostałam przyjęta do kościoła jako pełnoprawny członek” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 25).

 

Choć źródło powyższe nie podaje daty chrztu E. White, to jednak adwentyści podają lata 1840 i 1842:

 

         „W roku 1840 udała się z rodzicami na zebranie organizowane przez metodystów w Buxton, Maine, gdzie postanowiła oddać swe serce Bogu. Miała wówczas 12 lat. Po powrocie do domu przyjęła wraz z innymi chrzest, dokonany na jej życzenie przez zanurzenie w falach Oceanu Atlantyckiego (...) Tego samego dnia Ellen przyjęta została do Kościoła metodystów” (Nauki Pisma Świętego Z. Łyko, Warszawa 1989, s. 441).

 

         „W 1842 r. przyjęła chrzest i została członkinią Kościoła Metodystycznego, do którego należeli również rodzice” (Adwentyzm Z. Łyko, Warszawa 1970, s. 141).

 

         Słuchająca wykładów Millera i oczekująca na powrót Pana

 

         „W czerwcu 1842 r. Miller przeprowadzał druga serię odczytów w kościele na Gasco Streat w Portland. Uważałam to za wielki przywilej, ponieważ serce moje trapił niepokój, gdyż nie czułam się przygotowana na spotkanie z Panem. Druga seria odczytów wywołała większe poruszenie w mieście niż pierwsza. Z nielicznymi wyjątkami różne ośrodki zamknęły drzwi swych kościołów przed Millerem. W różnych kazaniach i kościołach starali się wykazać fanatyczne błędy Millera. (...) Wierzyłam w prawdziwość słów sługi Bożego, ból dotykał mego serca, kiedy spotykałam się ze sprzeciwem, lub stałam się przedmiotem żartów. Często chodziłam do zgromadzenia i wierzyłam, że Jezus wnet przyjdzie na obłokach niebieskich, moim wielkim dążeniem było być przygotowaną na spotkanie się z Nim” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 26-27).

 

         Uczęszczająca do dwóch kościołów

 

         „(...) byłam zdziwiona, że jest możliwość należenia do metodystów i odwiedzania nabożeństw Adwentystów, że nie odłącza mnie od tego, o co zabiegałam, by otrzymać uświęcające dowody otrzymania Ducha Bożego” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 28).

 

         Panicznie bojąca się piekła

 

         Interesujące jest to, że poniższe słowa wypowiada osoba świadomie ochrzczona:

 

         „Bałam się, że mogłam być zgubiona i musiałabym żyć w wiecznych cierpieniach. Przerażająca była myśl, że moje grzechy były zbyt wielkie, aby je wybaczyć i że jestem zgubiona na zawsze” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 29-30).

 

         „Myślałam, że podzielę los potępionego grzesznika w cierpieniach wiecznych płomieni piekła, tak długo dokąd Bóg będzie istniał” (jw. s. 31).

 

         „Moje cierpienia duchowe wzmogły się. Często przez całą noc nie ośmielałam się zamknąć oczu, ponieważ czekałam aż  moja bliźniacza siostra pogrąży się we śnie. Wtedy szybko opuszczałam łóżko i klęcząc na podłodze, modliłam się cicho, w niemej agonii, niemożliwej do opisania. Groza wiecznego, płonącego piekła była stale przede mną. Wiedziałam że długo nie jestem w stanie żyć, że nie mogłam pogodzić się ze strasznym losem grzeszników. (...) Często byłam pochylona w modlitwie przez całą noc, trapiąc się i drżąc w niemożliwych do wyrażenia mękach i w beznadziejności możliwości opisu” (jw. s. 32).

 

         Ciśnie się tu pytanie: jakie to grzechy obciążały sumienie nawróconej i ochrzczonej Ellen White?

         Wydaje się, że ten strach przed piekłem spowodował później odrzucenie przez nią nauki o męce piekielnej.

 

         „Moja pierwsza publiczna modlitwa”

 

         W tym rozdziale E. White napisała o swojej pierwszej publicznej modlitwie następująco:

 

         „Gdy pierwszy raz upadłam na ziemię, niektórzy z obecnych byli zaniepokojeni i bliscy wezwania lekarza, dlatego gdyż przypuszczali, że stało się coś nagłego i niebezpiecznego, lecz moja matka wezwała ich, aby zostawili mnie w spokoju, gdyż było dla niej i innych znających sprawę wiernych jasnym, że mnie przemogła cudowna moc Boża. Następnego dnia, gdy wróciłam do domu, mój umysł doznał wielkiej zmiany. Trudno mi przyszło uznać, że jestem tą samą osobą, która opuściła poprzedniego wieczora dom swojego ojca” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 38).

 

         W późniejszych latach E. White nie pisze już swoich „upadkach na ziemię” podczas modlitw.

 

         Śniąca po nocach

 

         „Noc po nocy w moich snach widziałam jak pracuję dla zbawienia dusz. W tym czasie były mi pokazane niektóre osoby, a ja następnie ich wyszukiwałam i modliłam się z nimi” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 42).

 

         Rozchodząca się poglądami z metodystami o rychłym powrocie Jezusa

 

         „Kiedy przestałam mówić, zapytał mnie prowadzący zebranie czy nie byłoby bardziej przyjemnie żyć długo, będąc pożytecznym i czyniącym dobro innym, od szybkiego przyjścia Chrystusa, po to aby zniszczyć biednych grzeszników. Odpowiedziałam, że pragnę przyjścia Jezusa. (...) Gdy spotkanie się skończyło uświadomiłam sobie, że ci, którzy przedtem byli dla mnie przyjaźni i uprzejmi, teraz traktują mnie z wyraźnym chłodem. Wróciłam z bratem do domu ze smutkiem z powodu nie zrozumienia nas przez naszych braci i także faktu, że temat bliskiego przyjścia Jezusa mógł wzbudzić tak ostrą opozycję” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 44).

 

         Widać z powyższego, że wspomniani metodyści mieli rację, skoro Pan nie powrócił, ani w oczekiwanych przez E. White latach 1843-1844, ani za jej życia.

 

         Oczekująca na Pana w roku 1843

 

         „Ogólnie uważano, że Chrystus przyjdzie w roku 1843. Czasu dla zbawienia dusz było niewiele, postanowiłam robić wszystko co w mojej mocy, aby prowadzić grzeszników do światła prawdy. Miała, w domu dwie siostry – Sarę, która była kilka lat starsza ode mnie i moja bliźniaczą siostrę Elżbietę. Przedyskutowałyśmy sprawę pomiędzy sobą i postanowiłyśmy zarobić tyle pieniędzy, ile potrafimy, aby kupować za nie książki i traktaty, które później będziemy bezpłatnie rozprowadzać” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 47).

 

         Wyłączona z kościoła metodystów

 

         „Jedynym zarzutem było to, że głosiliśmy przeciwne od nich zasady wiary. Na pytanie jakie zasady pogwałciliśmy, oświadczono z pewnym, zawahaniem, że chodzimy na inne zebrania i zaniedbaliśmy regularne uczęszczanie na spotkania klasowe” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 52).

 

         „Odpowiedziałyśmy, że nie ośmieliliśmy się zaniechać naszej wiary, czy zaprzeczyć świętym prawdom Bożym, że nie mogliśmy zaniechać nadziei na rychły powrót Odkupiciela i mimo że oni nazywają to herezją, będziemy Pana czcić tym sposobem. (...) Następnej niedzieli, na rozpoczęciu świętej miłości, starszy, który przewodniczył, wyczytał nasze nazwiska, w liczbie siedmiu, jako wyłączonych z kościoła. Oświadczył (...) jesteśmy winne wyznawania zasad sprzecznych z zasadami kościoła Metodystów” (jw. s. 53).

 

         Z perspektywy czasu widać, że pogląd E. White był rzeczywiście sprzeczny z nauką metodystów, bo Pan nie powrócił, ani w roku 1843, ani przez następne ponad 170 lat.

 

         Oczekująca na Pana w latach 1843-1844 i fiasko oczekiwań

 

         „Rozczarowanie 1843-44

Z troską i drżeniem zbliżaliśmy się do czasu, kiedy przyjście naszego Zbawiciela było oczekiwane. Z uroczystą gorliwością porządkowaliśmy nasze życie, abyśmy mogli być gotowi na spotkanie z Nim gdy przyjdzie” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 54).

 

         „Wydarzenie to zbliżało się. Nadzieja spotkania Go była tuż. (...) Świeckie interesy zostały w większej części odłożone na kilka tygodni. Ostrożnie badaliśmy każdą myśl i uczucia naszych serc, jakbyśmy byli na łożach śmierci, kilka godzin przed zamknięciem oczu na zawsze. Nikt nie robił specjalnych szat z tej okazji (...) naszymi białymi szatami była czystość dusz...” (jw. s. 56).

 

         „Kłopotliwe chwile

Czas oczekiwania minął. Zakończyła się pierwsza próba dla tych co wierzyli i mieli nadzieję zobaczyć Jezusa przychodzącego na obłokach niebieskich. Rozczarowanie oczekujących było wielkie. Szydercy triumfowali, a słabi i tchórzliwi przyłączali się do nich. (...) Byliśmy zakłopotani i rozczarowani, ale nie wyrzekliśmy się wiary. Wielu chwytało się nadziei, że Jezus opóźni swoje przyjście, że Słowo Boże było pewne, nie mogło się mylić. (...) Znaki czasu wskazywały, że koniec wszystkich rzeczy jest tuż, dlatego musimy obserwować i utrzymywać się przez cały czas, w gotowości na przyjście Pana. (...) Nasze obliczenie czasu proroczego było tak proste i jasne, że nawet dzieci mogły to zrozumieć” (jw. s. 57).

 

         Po przedstawieniu wyliczenia roku 1843, na podstawie tekstu Dn 8:14 i 2300 wieczorów i poranków, zinterpretowanych jako 2300 lat, E. White podała:

 

         „Początkowo nie zauważyliśmy, że jeśli dekret nie wszedł w życie na początku roku 457 p.n.e. to 2300 lat nie mogło być wypełnione przed końcem 1843 r. Ale ustalono, że dekret był dany pod koniec 457 p.Ch., w związku z tym, okres proroczy musi zakończyć się w roku 1844. Zatem wypełnienie się nie opóźniło, aczkolwiek wszystko na to wskazywało” (jw. s. 58).

 

         „Bóg próbował i doświadczał Swój lud w przeciągu roku 1843. Błąd w wyliczeniu okresu proroczego nie był odkryty od razu, nawet ci, którzy stali w opozycji sami oświadczyli, że Miller miał rację w swoich obliczeniach, chociaż kwestionowali wydarzenia koronujące ten okres. Tak oni jak i oczekujący lud Boży, myliliśmy się w kwestii czasu” (jw. s. 58).

 

         „Rozczarowani nie długo pozostali w ciemności, szukający z żarliwą modlitwą badali prorocze okresy i rozwiązania błędu i został on odkryty. W radosnym oczekiwaniu przyjścia Jezusa oczywiście opóźnienie w wypełnieniu proroctwa nie było brane po uwagę, a było smutną i nieoczekiwaną niespodzianką” (jw. s. 58).

 

         „Nadzieja odnowiona

Nasze nadzieje teraz skupiły się na przyjściu Pana w 1844 r. (...) To był najszczęśliwszy rok mojego życia. Byłam pełna radosnego oczekiwania. Ale czułam wielką litość i niepokój o tych, którzy byli zniechęceni i nie mieli nadziei w Jezusie” (jw. s. 59).

 

         „Oczekiwany czas przeminął

Dla ludu oczekującego Boga zbliżała się chwila w której radosna nadzieja musiała wypełnić się przyjściem Zbawcy. Ale czas znowu minął, a powrót Jezusa nie nastąpił. To było gorzkie rozczarowanie dla młodego stada, którego wiara była tak silna a nadzieja tak wielka. (...) Doświadczenia poprzedniego okresu powtarzały się, ale teraz razem były o wiele silniejsze. Ogromne rzesze wyrzekły się swojej wiary. (...) Byliśmy rozczarowani, ale nie straciliśmy otuchy. Postanowiliśmy powstrzymać się od szemrania...” (jw. s. 61).

 

         Opisująca nowy pomysł co do roku 1844

 

         „Miller i ci co byli w jedności z nim zakładali, że oczyszczenie Świątyni przepowiedziane w Danielu 8,14 oznacza oczyszczenie ziemi przez ogień poprzedzający przyjście Jezusa po Swoich świętych. Uznano to za drugie przyjście Chrystusa. Zatem oczekiwaliśmy tego wydarzenia w końcu 2300 dni, czyli lat. Ale po rozczarowaniu zaczęto ostrożnie badać Pisma, z modlitwą i gorliwym rozważaniem. I po okresie niepewności, światło wypełniło ciemności. Wątpliwości znikły. Było teraz oczywiste, że proroctwo z Daniela 8,14 odnosiło się nie do oczyszczenia ziemi, ale do ostatniego dzieła naszego najwyższego kapłana w niebiosach, kończącego czas pokuty i przygotowującego lud na oczekiwanie dnia Jego przyjścia” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 63).

 

         „Ten temat rozlewa wielkie światło na naszą obecna sytuację i pracę, dając nieomylny dowód ze Bóg prowadzi nas w przyszłych wydarzeniach. Wyjaśnia nasze rozczarowanie w 1844 roku, pokazując że świątynia była oczyszczona nie na ziemi, jak przypuszczaliśmy, ale że wtedy Chrystus wszedł do Najświętszego miejsca w niebiańskiej świątyni, że tam odbywa się końcowa praca Kapłańskiego urzędu, wypełniając słowa anioła proroka Daniela »Aż do 2300 dni, wtedy świątynia będzie oczyszczona« (Dan. 8,14)” (jw. s. 278).

 

         Mająca być powiadomiona o „dniu i godzinie” powrotu Jezusa

 

         Poniższe słowa pochodzą z rozdziału Moje pierwsze widzenie:

 

         „Wkrótce usłyszeliśmy głos Boży, jako szum wielu wód, mówiący o dniu i godzinie przyjścia Jezusa, Żywi święci w liczbie 144000 poznali ten głos, a źli go odebrali jako grzmot lub trzęsienie ziemi. W wypowiedzianym czasie Bóg wylał na nas Ducha Świętego, a nasze oblicza zaczęły świecić i promieniować chwałą Bożą, podobnie jak u Mojżesza, gdy zszedł z Góry Synaj” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 65).

 

         Mająca być przemieniona i zabrana do nieba za swego życia

 

         Poniższe słowa pochodzą z rozdziału Moje pierwsze widzenie:

 

         „Gdy Jezus zstępował na obłoku, spowity płomieniami ognia, srebrna trąba rozbrzmiewała. Jego wzrok spoczął na grobach śpiących świętych, kiedy podniósł oczy i ręce do nieba i zawołał: »Przebudźcie się, przebudźcie się, przebudźcie się śpiący w prochu ziemi i powstańcie!« Wtedy nastąpiło potężne trzęsienie ziemi. Groby otwarły się i martwi powstali, odziani w nieśmiertelność. 144000 zawołało głośno: »Alleluja«, gdy rozpoznali swoich przyjaciół, których zabrała im śmierć. W tym samym momencie zostaliśmy przemienieni i pochwyceni razem z nimi, na spotkanie Pana w powietrzu. Wstąpiliśmy wszyscy razem na obłok i przez siedem dni unosiliśmy się do morza ze szkła, gdzie Jezus osobiście włożył swoją prawicą korony na nasze głowy. Dał nam także złote harfy i palmy zwycięstwa” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 66).

 

         „Przedstawiłam widzenie wierzącym w Portland, którzy wykazali pełne zaufanie, że pochodziło ono od Boga. Wszyscy uwierzyli, że Bóg wybrał ten sposób po wielkim rozczarowaniu w październiku, aby pocieszyć i wzmocnić Swój lud” (jw. s. 68).

 

         Opinie innych o E. White

 

         „Niektórzy sądzili o mnie że nie mam Ducha Świętego i że wszystkie doświadczenia świętych ludzi to wpływ mesmeryzmu” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 88).

 

         „Z drugiej strony nominalni adwentyści oskarżali mnie o fanatyzm i byłam fałszywie przedstawiana jako lider fanatyzmu, co stale starałam się powstrzymywać” (jw. s. 89).

 

         Wyznaczanie dat przez jej współbraci

 

         „Ustanawiano stale nowe okresy przyjścia Pańskiego, narzucając to braciom do przyjęcia. Ale Pan pokazał mi, że oni się mylą, że czas trwogi musi nastąpić przed przyjściem Jezusa...” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 89).

 

         Przeżycie z utratą mowy

 

         „Podczas codziennych modlitw jednego poranka moc Boga zaczęła spoczywać na mnie, przemknęła mi myśl, że to jest mesmeryzm i zaczęłam się temu opierać. Od razu straciłam mowę i świadomość tego co się dzieje wokół mnie. Ujrzałam mój grzech powątpiewania w moc Bożą i że z tego powodu oniemiałam, ale mowa wróci mi przed upływem dwudziestu czterech godzin. Pojawiła się przede mną kartka na której złotymi literami napisany był rozdział i wiersze pięćdziesięciu tekstów z Biblii. Gdy widzenie się skończyło dałam znać, aby podano mi tablicę na której napisałam że jestem niema i opisałam widzenie, wzięłam Biblię i z chęcią odszukałam wszystkie teksty, które widziałam na kartce” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 89).

 

         Trudno nie zauważyć, że opowiadanie to jest jakby przeróbką tekstu Łk 1:18-22, 62-64.

 

         Czująca się upoważniona do zmiany nauk

 

         „W następnych latach ukazano mi, że fałszywe nauki powstałe w przeszłości, nie były całkowicie odrzucone. Kiedy nadeszła odpowiednia chwila, powróciły” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 92).

 

         Szkoda, że E. White nie wymieniła tych odrzucanych przez nią nauk, które adwentyści przez lata zachowywali.

 

         Przyjmująca szabat od Batesa, a nie od Boga

 

         „Starszy Bates zachowywał Sobotę jako dzień odpoczynku, siódmy dzień tygodnia i nalegał abyśmy zwrócili uwagę na ten prawdziwy Sabat. Nie odczuwałam ważności tego dnia, myślałam, że błądzi, kładąc większy nacisk na czwarte przykazanie niż na pozostałe dziewięć” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 95).

 

         Ciekawe, że E. White, uważana za prorokinię, nie wiedziała, jak wszyscy prorocy Starego Testamentu, że należy obchodzić szabat. Uważała nawet, że ten, który „nalegał”, aby przyjęła sobotę „błądzi”!

 

         Oglądająca w wizji planety

 

         „Duch Boży spoczął na mnie. Pokazano mi chwałę Bożą i po raz pierwszy miałam możliwość zobaczyć inne planety. Gdy widzenie się skończyło, przekazałam to co widziałam. (...) Brat Bates złożył następujące oświadczenie: »Chociaż nie widziałem w nich nic co by było przeciwne Słowu Bożemu, byłem czujny i zbyt pochopnie osądzałem sprawę, przez długi czas nie chcąc uważać, że jest to coś więcej niż produkt długo trwającego chorobliwego stanu ciała siostry White...«” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 97).

 

         Zauważmy, że wspomniany Bates doskonale zdawał sobie sprawę z „długo trwającego chorobliwego stanu ciała” E. White, jednak jej widzenie uznał za niezależne od jej choroby.

 

         Kolejne choroby E. White i cudowne wyzdrowienie

 

         „Po naszym powrocie ponownie zachorowałam i cierpiałam bardzo. Moi rodzice, mąż i siostry zjednoczyli się w modlitwie za mnie, ale cierpiałam przez trzy tygodnie. Często mdlałam i byłam jak martwa, lecz w odpowiedzi na modlitwę, odzyskałam zdrowie. Moje cierpienia były tak wielkie, że błagałam aby się za mnie nie modlono” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 98).

 

         Z innych jej relacji zauważymy, że E. White była co najmniej kilka razy cudownie „trwale uzdrowiona”, później jednak zapadała w kolejne choroby.

 

         Małżeństwo z Jakubem White

 

         „30 września 1846 roku wzięłam ślub ze starszym James White” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 97 [w edycji angielskiej na s. 97 są słowa: Aug. 30, 1846]; por. s. 470: „30 sierpnia 1846 roku”).

 

         Interesujące jest to, że kolejne źródła adwentystyczne podają inne daty powyższego ślubu (rok 1845, sierpień 1846):

 

         „W roku 1845 zawarł związek małżeński z Ellen G. Harmon” (Adwentyzm Z. Łyko, Warszawa 1970, s. 38).

 

         „Podczas podróży do Orrington, w stanie Maine, Ellen poznała 24-letniego kaznodzieję adwentystycznego, Jakuba White. (...) Wkrótce zawiązała się między nimi przyjaźń, a po upewnieniu się, że Pan kieruje ich losami, zawarli związek małżeński w sierpniu 1846 roku” (Nauki Pisma Świętego Z. Łyko, Warszawa 1989, s. 442).

 

         Biedna rodzina

 

         „(...) 26 sierpnia 1847 roku urodził się nasz najstarszy syn (...) Byliśmy biedni, a przed nami ciężkie czasy (...) nie powodziło się nam dobrze” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 105).

 

         „Wszystko wskazywało na to, że będziemy musieli żyć z wiary” (jw. s. 109).

 

         Z późniejszych wypowiedzi dowiemy się, do jakiego majątku doszła E. White i to poprzez działalność religijną, będąc początkowo „biedną”.

         Być może majętność E. White zaczęła poprawiać się wraz z wprowadzeniem dziesięciny w jej wyznaniu i rosnącym kolportażem jej publikacji:

 

„W roku 1869 wprowadzono pojęcie »systematycznej dobroczynności« na potrzeby Kościoła. Wkrótce uświadomiono sobie, że było to połowicznym rozwiązaniem i że w świetle Słowa Bożego wciąż jeszcze »oszukiwano« Boga »w dziesięcinach i ofiarach«. Studia nad tym zagadnieniem trwały kilkanaście lat, aż w roku 1878 ogłoszono i wprowadzono oficjalnie system dziesięcin” (Adwentyzm Z. Łyko, Warszawa 1970, s. 44, 46).

 

         Ciekawe, że omawiana autobiografia E. White nie wspomina nic o dziesięcinach.

 

         Mdlejąca z powodu błędów religijnych współbraci i mająca swego anioła

 

         „Te dziwne różnice w poglądach spadły na mnie jak wielki ciężar. Ujrzałam że wiele błędów prezentowano jako prawdę. Pomyślałam, że Bóg jest zniesławiony. Wielkie zmartwienie obciążyło mojego ducha i zemdlałam pod tym ciężarem. Niektórzy obawiali się że umarłam. Bracia Bates i Chamberlain, Gurney, Edson i mój mąż modlili się za mną. Pan wysłuchał modlitwy Swoich sług i ożyłam. Światło niebios spoczęło na mnie i straciłam poczucie ziemskich spraw. Mój towarzyszący anioł przedstawił mi niektóre z błędów obecnych oraz prawdę jako kontrast dla ich błędów” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 111).

 

         Jej widzenia na bezdechu

 

         „Miała widzenie przez półtorej godziny, cały czas nie oddychając. To bardzo oddziaływało. Wszyscy płakali z radości” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 112).

 

         Przeciwniczka złota

 

         „W tym czasie Brat Harris i ja rozmawialiśmy z siostrą, która nosiła złote ozdoby i jednocześnie wyznawała, że oczekuje przyjścia Jezusa. Mówiliśmy o tym, że Pisma wypowiadają się przeciwko noszeniu złota” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 113).

 

         Mówiąca o złotych kartach aniołów

 

         „(...) ujrzałam czterech aniołów unoszących się w stronę bramy miasta. Oni właśnie pokazywali złotą kartę aniołowi u wrót...” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 118).

 

         Oddająca dziecko na pięć lat do innych ludzi

 

         „(...) oddałam jedyne dziecko pod opiekę innych ludzi. (...) Trudno było rozstać się z dzieckiem. Jego smutna twarzyczka, gdy go opuszczałam, była przede mną dzień i noc. Ale dzięki Pańskiej pomocy uwolniłam się od tego i zajęłam się pracą dla dobra innych. Przez pięć lat rodzina Brata Howlanda ponosiła cały ciężar wychowania Henrego. Opiekowali się nim nie otrzymując za to żadnej rekompensaty, dostarczali całą odzież...” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 120).

 

         Widzenie o rozkręcaniu interesu wydawniczego

 

         „Po widzeniu powiedziałam do męża: »Mam dla ciebie poselstwo. Musisz rozpocząć drukować broszurki i rozsyłać je do ludzi. Na początek niech to będą małe druki, ale gdy ludzie przeczytają, wyślą ci środki przeznaczone na drukowanie i to się uda. Pokazano mi, że od tego skromnego początku, rozejdą się promienie światła, które rozjaśniają świat«” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 125).

 

         Widzimy, że E. White, niczym C. T. Russell (zm. 1916), założyciel Towarzystwa Strażnica, upatrywała sukces religijny w wydawaniu publikacji, których sprzedaż spowoduje bogactwo pod postacią nowych budynków, biur, wydawnictw itp.

 

         Modlitwa na klęczkach nad wydrukowanymi broszurami

 

         „Cenne wydrukowane arkusze zostały przyniesione do domu i położone na podłodze, i wtedy mała grupa zainteresowanych osób, które się tu zebrały, uklękły wokół czasopism i z pokorą w sercu i łzami w oczach, błagały Pana aby Jego błogosławieństwo spoczęło na tych wydrukowanych posłańcach prawdy” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 126).

 

         Pierwsze pieniądze za broszury

 

         „Wkrótce po wysłaniu pierwszego numeru otrzymaliśmy list zawierający środki za pomocą których kontynuowaliśmy publikowanie czasopism...” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 126 ).

 

         Rywalizacja jej męża z innymi adwentystami

 

         „Tam mój mąż pisał, drukował i głosił. Było konieczne mieć argumenty w każdym momencie, gdyż często rywalizował z nominalnymi Adwentystami, którzy podtrzymywali błędne poglądy. Niektórzy z nich wyznaczali określony czas przyjścia Jezusa” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 128).

 

         Przekazanie innym ludziom drugiego dziecka

 

         „Wiosna 1850 roku (...) Pozostawiłam małego Edsona, który miał dziewięć miesięcy, pod opieką siostry Benfoey, a my udaliśmy się w drogę zgodnie z Bożą wolą” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 131).

 

         „Moje maleństwa obciążały umysł. Jednego zostawiliśmy w Maine, w wieku dwa lata i osiem miesięcy, a chłopca dziewięciomiesięcznego w Nowym Jorku” (jw. s. 131).

 

         Zastanawiające jest to, po co E. White rodziła dzieci, skoro sama ich nie chciała pieścić, pielęgnować i wychowywać.

 

         Uzdrawiająca męża i ponowny atak choroby oraz kolejne uzdrowienie

 

         „Z każdą chwilą stan męża stawał się coraz bardziej krytyczny. Było jasne, że to cholera. Poprosiłam o modlitwę (...) położyłam ręce na jego głowie i prosiłam Pana o uleczenie (...) Zmiana nastąpiła od razu” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 137).

 

         „Wtedy mój mąż został ponownie zaatakowany. Poczuł wielki ból. Uklękliśmy przy łóżku i prosiłam Pana o wzmocnienie mojej wiary. (...) A gdy modliliśmy się, mój mąż zasnął (...) Gdy wstał był blady, ale zdrowy” (jw. 138).

 

         Kolejne widzenie o piśmiennictwie jej męża z szatanem w tle

 

         „Następnego ranka podczas rodzinnej modlitwy, otrzymałam w tych sprawach widzenie. Ujrzałam że mój mąż nie może zrezygnować z czasopism, gdyż szatan próbuje go właśnie doprowadzić do takiej decyzji i pracuje przez swoich agentów, aby się tak stało” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 140).

 

         Rozkręcanie kolportażu

 

         „Mój mąż miał dużo pracy i troski o wszystko. Na różnych konferencjach dużo wygłaszał kazań, sprzedawał książki i pracował aby rozszerzyć obieg czasopism. Gdy jedna konferencja się kończyła, spieszyliśmy na następną” (Życie i działanie Ellen G. White Kowale 2005 s. 145).

 

         W części drugiej tego artykułu będziemy kontynuować przedstawianie epizodów z życia E. White.

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane