Grzegorz Żebrowski

Odpowiedzi na protestanckie zarzuty (v2) - w pigułce

dodane: 2022-09-12
Poniżej przedstawiam kompletny i skrócony poradnik, jak rozmawiać z naszymi braćmi odłączonymi, którzy atakują naszą wiarę. Wersja druga - uzupełniona

 

Do napisania nowej wersji tego artykułu1 zmotywowała mnie postać pana Fabiana Błaszkiewicza – byłego ojca jezuity2, który z neoficką zaciekłością pragnie całemu światu wykazać, że Kościół katolicki jest w rzeczywistości jedną wielką sektą okłamującą swoich wiernych, która odrzuca nauczanie Biblijne w swej nieskażonej postaci. Z uwagi na to, że długość tego eseju wykracza poza ramy typowego artykułu, to zachęcam do czytania tej treści po kawałku z wykorzystaniem poniższego spisu treści.


 

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jest moim celem atakowanie protestantów i protestantyzmu – szanuję tych, którzy szanują innych (w tym i nas). Jednakże stworzenie tej treści uznałem za konieczność, aby udzielić kilku ważnych porad dla tych, którym tacy ludzie jak pan Fabian Błaszkiewicz namieszali w głowach podobnie jak niegdyś robili to Świadkowie Jehowy. Oprócz tego przymierzam się do napisania szczegółowej polemiki z tezami wysuwanymi przez tego pana, aby pokazać ludziom, z jakim to „biblistą” mamy tutaj do czynienia. Oczywiście treść tego artykułu zasadniczo odnosi się do najczęstszych zarzutów podnoszonych przez antykatolików, a konkretne tezy pana Fabiana są obecne jedynie w kilku miejscach. Ale właśnie taka ogólna treść to jest konieczny wstęp do polemiki szczegółowej – bo niewątpliwie krytykowane protestanckie zarzuty w zdecydowanej większości stoją u podstaw większości antykatolików – w tym również takich jak pan Fabian.

Skrócony spis treści:

Podstawy apologetyki

Najczęstsze błędy logiczne (oraz omówienie kontrowersji z tym związanych)

Ex silentio (argument z milczenia)

Petitio principii (błędne koło)

Ekwiwokacja

Burden of proof

Ipse Dixit

Ad Ignorantiam (argument z niewiedzy)

Apeal to authority

Galileo Gambit

Ad ad personam

Sofizmat Rozszerzenia

Non sequitur

Protestanci

Sola Fide - "tylko wiara"

Solus Christus, a pośrednictwo Maryi

Sola Scriptura - "Tylko Biblia"

Soli Deo gloria, a kult Maryi i oddawanie Jej czci

Maryja

Czy Maryja zgrzeszyła?

Dziewictwo Maryi

Tytuł Theotokos (czyli „Matka Boża”, „Bogurodzica”)

Gdzie Biblia pozwala modlić się do Maryi?

Czy Jezus zdyskredytował swoją matkę?

Niepokalane poczęcie i wniebowzięcie Maryi. Dlaczego nie ma o tym w Biblii?

10 Przykazań Bożych – kult obrazów i świętowanie niedzieli

Tytuł papieża: Ojciec Święty

Chrzest niemowląt


 

Apologetyka katolicka – podstawy

1. Apologetyka z greckiego "apologia" (czyli obrona) - jest to dziedzina pewnej nauki, aktywności Kościoła zajmująca się obroną wiary. Przy czym chciałbym tutaj położyć szczególny nacisk na słowo "obrona", ponieważ apologetyka koncentruje się głównie na obronie przed atakami, a nie na samym ataku innych wyznań. Celem apologetyki jest umocnienie wiary wyznawców, udzielenie odpowiedzi na nurtujące pytania, narastające wątpliwości co do zasadności naszych nauk, jak i wskazanie różnym sceptykom, że ich wszelkie ataki są pozbawione wszelkich podstaw logicznych i merytorycznych.

 

Potrzeba podejmowania takiej aktywności jest wskazana w 1 liście św. Piotra:

1 P 3,15 bt4 "Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest."

Jednakże w rzeczywistości konieczność podejmowania obrony wynika nie tyle z tego powyższego fragmentu, co z... samego życia!

 

Onus Probandi (tzw. ciężar dowodu)

 

Pierwsza sprawa najważniejsza w apologetyce, to tzw. ciężar dowodu - polega to na tym, że ciężar udowodnienia spoczywa na tej stronie, która narzuca swój punkt widzenia innym, postuluje jakieś twierdzenie, oraz daje do zrozumienia, że ma bezwzględnie rację i ci co się z tym nie zgadzają, to nie mają racji, lub postuluje, że strona przeciwna jest w błędzie. Zasada ta jest obecna powszechnie w prawie cywilnym, a u nas została sformułowana w sposób: „Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne”. Tym samym jeśli my wyznajemy jakąś prawdę "że wierzymy w Boga" i ją wyznajemy nie ingerując w światopogląd innych ludzi, nie chodzimy po ateistach głosząc im: "jesteście w błędzie, że nie wyznajecie Boga, bo On istnieje", nie chodzimy od domu do domu Świadków Jehowy i nie głosimy im „jesteście oszukiwani przez Strażnicę”. to nie musimy im niczego udowadniać. Jeśli oni próbują nam wmówić, że Boga nie ma i że jesteśmy w błędzie, to oni kładą na siebie ciężar udowodnienia tego postulatu. Jeśli natomiast zwyczajnie nie wierzą w Boga, nie podzielają naszego poglądu, nie twierdzą, że jesteśmy bezwzględnie w błędzie, to i oni nie biorą na siebie żadnego ciężaru dowodu. Jeśli tylko wierzysz w coś, albo jesteś przekonany o czymś (np. że ktoś nie ma racji), to nie musisz niczego udowadniać. Natomiast jeśli narzucasz swoje racje innym, to już bierzesz na siebie ten ciężar udowodnienia.

 

Najczęstszą pułapką ze strony różnych ateistów i protestantów, na którą my dajemy się im złapać, jest ich żądanie udowodnienia danej prawdy naszej wiary. To jest niestety haczyk, który często połykamy i w konsekwencji wykazujemy swoją zupełną bezradność. W tego typu dyskusjach warto mieć świadomość co do kilku ważnych kwestii.

 

Po pierwsze: wiara nie opiera się na dowodach, ale na przesłankach. Dlatego też bardzo często spotykamy się z problemem podczas dyskusji ze sceptykami, którzy każą nam udowodnić to, w co wierzymy: „wierzysz w Boga, to udowodnij, że on istnieje”. „wierzysz w wniebowzięcie Marii, to udowodnij to”. W tym momencie należy im wyraźnie powiedzieć: "nie, nic nie muszę udowadniać, bo moja wiara nie opiera się na dowodach. Jeśli ty chcesz mi pokazać, że jestem w błędzie, to na tobie spoczywa ciężar dowodu". Dobrym przykładem jest chociażby wiara w Boga. Zarówno istnienia Boga nie da się udowodnić, jak i nie da się udowodnić Jego nieistnienia. W takim razie nasuwa się słuszne pytanie: „dlaczego wierzymy”? Tutaj warto zdać sobie sprawę, że nasza wiara opiera się przede wszystkim nie tyle na dowodach, co raczej na przesłankach. Ja osobiście w takiej sytuacji odpowiadam:

 

1. Wierzę w wiarygodność Biblii, wierzę, że została ona napisana przez autentycznych świadków cudów Chrystusa, którzy widzieli to na własne oczy, opisali to w Ewangelii i za tę prawdę oddali swoje życie (tym się różni wiara chrześcijańska od innych wyznań, że jest zbudowana na krwi takich męczenników, którzy oddali swoje życie nie za wiarę, ale za wiedzę, bowiem aż do przelania krwi twierdzili, że widzieli Jezusa zmartwychwstałego – jest to ważna różnica – nie chodzi o to, że oddali życie za wiarę, ale za wiedzę, bo na własne oczy widzieli Jezusa zmartwychwstałego)

2. Wierzę w Boga, bo uznaję wiarygodność cudów, nadprzyrodzonych znaków, które dokonują się w imię Jezusa i przynoszą dobre owoce: uzdrowienia, uwolnienia z opętania. Wiele z tych nadprzyrodzonych wydarzeń zostało przekazanych przez bezpośrednich świadków naszych czasów, w tym moich znajomych, więc nie widzę żadnych podstaw do tego, aby je zanegować.

3. Wierzę, bo uznaję autentyczność całunu turyńskiego, który powstał w nadprzyrodzony sposób, nie zrozumiały przez współczesnych naukowców. Ja również wierzę w relacje cudu słońca w Fatimie, który dokonał się na oczach niemal 100 tys. osób.

4. Wiara ta również jest potęgowana przez obserwację zadziwiającej rzeczywistości, świata, który mnie otacza.

 

Idąc dalej, konsekwencją tego powyższego jest wiara w nauki głoszone przez Kościół::

Wierzę w dogmaty maryjne, ponieważ:

5. Wierzę w działanie Ducha Świętego w Kościele, w to, że nauka Kościoła pochodzi od Boga, co jest konsekwencją tego, że wierzę w Boga i Jego objawione słowo, które zapewnia o tym, że Bóg pośle swojego Ducha, który będzie z nami na zawsze i o wszystkim pouczy. Innymi słowy: skoro uwierzyłem już w Boga i uwierzyłem w Jego słowo (Biblię), to tym samym uwierzyłem w to, co w niej znajduję, a znajduję to, że Bóg działa przez swój Kościół, udziela mu Ducha Świętego.

6 Biblia w żaden sposób tym naukom nie zaprzecza i nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby je zanegować. Mam też świadomość swojej ułomności, tego że każdy fragment biblijny można zinterpretować na wiele sposobów, więc czasem pewne nauki biblijne, które na pierwszy rzut oka wydają się zaprzeczać nauce Kościoła, w rzeczywistości mogą być przeze mnie źle rozumiane. Problem ten porusza św. Piotr w swoim liście pisząc:

 

2P 3:16 BW "tak też mówi we wszystkich listach, gdzie o tym się wypowiada; są w nich pewne rzeczy niezrozumiałe, które, podobnie jak i inne pisma, ludzie niewykształceni i niezbyt umocnieni przekręcają ku swej własnej zgubie."

 

7 Uznaję autentyczność objawień maryjnych, które zostały potwierdzone przez Kościół, wydały dobre owoce i zostały potwierdzone nadprzyrodzonymi znakami (chociaż tak naprawdę żaden katolik nie ma obowiązku w to wierzyć).

Apologetyka kładzie główny nacisk na obronę i na podważaniu argumentów sceptyków, którzy usiłują wykazać, że jesteśmy w błędzie, że Biblia, albo fakty zaprzeczają temu, co wyznajemy. Jednak niekiedy idziemy krok dalej i próbujemy udowodnić czasem coś i my. Takim przykładem jest kwestia Bóstwa Jezusa Chrystusa - mamy tutaj dosyć spore pole manewru, więc możemy sobie na to pozwolić i jak się okazuje, z dość dobrym skutkiem. W takiej sytuacji to my bierzemy na siebie ciężar dowodu i nasi adwersarze mają wówczas za zadanie pokazać, że to co my postulujemy, nie jest takie oczywiste, a wymowa pewnych fragmentów nie jest taka jednoznaczna. Jeśli im się uda wykazać, że dany fragment można równie dobrze zinterpretować w taki sposób, że jego wymowa wcale nie dowodzi o Bóstwie Jezusa (wystarczy że podadzą tylko jedną taką hipotetyczną możliwość), to wygrali... I wielu bitwach udało im się odnieść zwycięstwo, ale zapewniam, że w tej „wojnie” są zdecydowanie na straconej pozycji.

Także w apologetyce najczęściej stajemy twarzą w twarz z tzw. "dowodami" naszych oponentów, które mają nam wykazać, że jesteśmy w błędzie. W takiej sytuacji metodą obrony jest zwyczajne "obalenie dowodu". Aby obalić dowód wystarczy dla przykładu:

 

1. Znaleźć chociaż jeden przykład, który przeczy danemu postulatowi.

Przykład:

Protestant mówi, że słowo "pierworodny" oznacza, że ta dana osoba urodziła się jako pierwsza, a po niej MUSIAŁY urodzić się inne osoby (przynajmniej musiała się również urodzić jakaś druga osoba). Tym samym Jezus, skoro jest pierworodnym synem Maryi, to oznacza, Maryja musiała urodzić jakieś inne dzieci (dziecko).

- Nie prawda. Doskonałym przykładem jest ten sam Jezus, który w jednym miejscu jest nazwany pierworodnym Ojca, a w innym miejscu jest nazwany "jednorodzonym Synem", a więc ten przykład obala ich twierdzenie, ze pierworodny implikuje kolejnych urodzonych. Więcej na ten temat w Dziewictwo Maryi.

 

2. Wskazanie błędu logicznego.

Logika i zestaw błędów logicznych to najpotężniejsza broń w apologetyce. Wystarczy wytknął jeden istotny błąd logiczny w argumentacji, aby podważyć cały dowód. Najczęstsze błędy logiczne, z którymi można się zetknąć podczas dyskusji to ex silentio, petitio principii, ekwiwokacja, burden of proof, ipse dixit, ad ignorantiam, apeal to authority, galileo gambit, sofizmat rozszerzenia, non sequitur, ad ad personam (to nie jest błąd – celowo umieściłem dwa razy „ad”). Typowe błędy logiczne omówimy sobie już za chwilę.

 

 

3. Wskazanie błędu merytorycznego

 

4. Podważenie aksjomatu. Aksjomat jest to pewne stwierdzenie, które uchodzi za oczywiste i ze swej natury nie wymaga dowodu (np.: każda liczba pomnożona przez zero jest zerem). Lecz w dyskusjach światopoglądowych dyskutanci czasem zbyt pochopnie przyjmują pewne stwierdzenia za aksjomaty - więc tutaj linia obrony sprowadza się do uzmysłowienia, że wskazany aksjomat nie jest wcale aksjomatem, jest bardzo wątpliwy i sam najpierw wymaga udowodnienia. Jest to w pewien sposób powiązane z błędem logicznym petitio principii.

 

Przykład:

- Jezus jest zrodzony przez Ojca.

- Ojciec nie jest przez nikogo zrodzony.

- każda czynność, działanie, dzieło (w tym przypadku) zrodzenia jest procesem, który zawsze odbywa się w jakimś punkcie czasu,

- więc z tego wniosek, że był czas, kiedy Jezusa nie było.

 

W takim przypadku należy postawić znak zapytania, czy aby na pewno w bożej rzeczywistości wszystko odbywa się w ramach czasu? A może jest jakaś rzeczywistość, która jest ponad czasem. Jeśli założymy że wszystko musi się odbywać w czasie, to dojdziemy do innych absurdalnych wniosków. Jeśli Jezus musiał być zrodzony w danym punkcie czasu, to może się wówczas okazać, że był czas, kiedy Boga Ojca nie było, albo w przeciwnym wypadku, był nieskończenie długi czas od minus nieskończoności do tego punktu czasu i przez nieskończenie długi czas Bóg Ojciec egzystował w samotności i przez nieskończenie długi czas mu to nie przeszkadzało, albo nie mógł sobie z tym poradzić, lub nie odczuwał potrzeby dzielenia się swoją miłością przez nieskończenie długi czas...

 

4a. Odrzucenie aksjomatu.

Tym się różni od powyższego, że w tamtym podkreślamy fakt, że ten aksjomat jest bardzo wątpliwy, nieuzasadniony i nie mający mocnych podstaw. W tym przypadku odrzucamy aksjomat, jako że nie uznajemy tej prawdy wiary. Możliwy zarzut: Teoria ewolucji powinna zostać bezwzględnie odrzucona, ponieważ my chrześcijanie wierzymy w natchniony charakter Biblii, wierzymy, że jest ona prawdomówna, bezbłędna, precyzyjna, dokładna i właśnie ta Biblia naucza, że wszechświat został stworzony w 6 dni.

 

W takiej sytuacji należy przyznać, że owszem, wierzymy w natchniony charakter Biblii, wierzymy, że wszystko co jest tam napisane, było wolą Boga. Jednak nie podzielamy poglądu, że wszystko jest tam dokładne, dosłowne, precyzyjne pod względem historycznym, astronomicznym, przyrodniczym i naukowym.

 

Jeśli chociaż jedna z tych metod się powiedzie, wtedy cały dowód rozpada się jak domek z kart...

 


 


 

Najczęstsze błędy logiczne

Oraz omówienie kontrowersji z tym związanych


 

Ostatnio w internecie można znaleźć dość sporo opracowań dotyczących błędów logicznych. Ja jednak skupię się na tych najczęstszych, jakie odnotowałem w dyskusjach z niektórymi antykatolikami. Tutaj również poruszę pewne problemy dotyczące niesłusznych zarzutów popełnienia błędu – gdy w rzeczywistości tego błędu nie było.



 

Ex silentio (argument z milczenia): opieranie argumentacji na tym, że jak coś nie zostało powiedziane, to oznacza, że to coś na pewno nie miało miejsca. Dla przykładu: skoro w Biblii nie ma ani jednego przykładu modlitwy za zmarłych, to oznacza, że apostołowie nigdy się za nich nie modlili. Jest to błędne logicznie. Ciekawostką jest to, że w Biblii nie znajdujemy żadnych przykładów modlitwy do Ducha Świętego, nie znajdujemy żadnego przykładu, aby Jezus się śmiał, uśmiechał. Na dobrą sprawę, to nawet nie znajdujemy fragmentu, który jednoznacznie wskazuje na modlitwę do Jezusa. Czy to oznacza, że Jezus nigdy się nie śmiał, nie uśmiechał, a pierwsi chrześcijanie nie modlili się do Jezusa? Biblia nic nie wspomina o śmierci św. Pawła, mimo iż jego dzieje stanowią znaczną (jeśli nie większą) część Dziejów Apostolskich - księga ta, mimo iż została napisana na wiele lat po jego śmierci kończy się słowami, że św. Paweł pozostał w Rzymie nauczając śmiało i bez przeszkód. Biblia również nic nie wspomina o śmierci św. Piotra. Niewiele mówi na temat Józefa, Maryi, nic nie wspomina o sekcie esseńczyków, czy o zelotach, którzy żyli obok faryzeuszów i saduceuszów, prawie nic nie mówi o dzieciństwie Jezusa, nie wspomina co się stało z Józefem (czy umarł, czy żył w czasie śmierci Jezusa na krzyżu).

 

Petitio principii (błędne koło): błąd polega na przyjęciu w dowodzie za przesłankę zdania bezpodstawnie uznanego za prawdziwe. Przykład:

 

Jeśli Biblia nie naucza nas o jakiejś prawdzie wiary, to oznacza, że to nie jest prawda wiary, ponieważ Biblia jest kompletnym, jedynym i wystarczającym źródłem naszej wiary.

 

Jest to tak zwane „błędne koło”, ponieważ wg takiego stwierdzenia to „tylko to co jest napisane w Biblii, to jest prawda wiary, ponieważ Biblia jest kompletnym i wystarczającym źródłem naszej wiary. Problemem w tym powyższym przykładzie jest to, że my katolicy nie uznajemy tego stwierdzenia, a do zbudowania tego argumentu posłużono się przesłanką, która sama najpierw wymaga udowodnienia.

 

Czasami z tym rodzajem błędu wiążą się pewne nieporozumienia. Dla przykładu zwolennicy sola Scriptura zarzucają nam błędnokołowość w ten sposób, że wierzymy w Tradycję w oparciu o autorytet Magisterium Kościoła, a z kolei autorytet Magisterium Kościoła jest oparty o Tradycję. Oczywiście prawdą jest to, że to Magisterium orzeka, co jest Tradycją przez wielkie T, a co nią nie jest. Również prawdą jest to, że idea Magisterium Kościoła mogła się wziąć z Tradycji. Ale nie jest prawdą, że jest to błąd błędnego koła. Stałby się, gdybyśmy słuszność Tradycji udowadniali sceptykom na podstawie argumentu o słuszności Magisterium, a słuszność Magisterium udowadniali na podstawie Tradycji. Jednak tak nie jest, bo my nic nikomu tutaj nie udowadniamy, nie narzucamy swojego stanowiska, a jedynie na tym się opieramy oraz uznajemy słuszność jednego i drugiego jako spójną logicznie koncepcję, która nie ma lepszej alternatywy. Tak nawiasem mówiąc, to my byśmy potrafili podobnie wyskoczyć z zarzutem, że Sola Scriptura jest błędnokołowa, bo opiera się na Scripturze (choć nie opiera się w rzeczywistości, ale o tym później).

 

 

Ekwiwokacja: Błąd polega na sprowadzeniu jakiegoś pojęcia do jednego znaczenia, podczas gdy ten wyraz może mieć w rzeczywistości wiele znaczeń. Przykładem może być wyraz zamek – jak wiadomo może mieć on kilka znaczeń – budowli, ale też mechanizmu zamykania drzwi, lub ubrania. Takim nieco przejaskrawionym błędem ekwiwokacji jest stwierdzenie, że to nie prawda, żę w Krakowie jest tylko jeden zamek, bo ja widziałem wiele zamków we drzwiach. Przykładem w kontekście protestantyzmu jest słowo „pośrednik” - w 1 Tm 2,5 czytamy, że jest tylko jeden pośrednik między Bogiem, a człowiekiem – Jezus Chrystus, więc tym samym sceptycy zarzucają nam, że Maryję nazywamy „pośredniczką”. Błąd polega na sprowadzeniu „pośrednictwa” Jezusowego i „pośrednictwa” Maryi do tego samego znaczenia, podczas gdy znaczenie tych pojęć jest zupełnie inne (szerzej ten temat rozwijam w Solus Christus, a pośrednictwo Maryi).

 

Burden of proof: Błąd ten zachodzi, jeśli z powodu braku dowodu dla tezy A przyjmuje się, że prawdziwa jest teza przeciwna. Przykład: Jeśli nie ma dowodu na istnienie Boga, to oznacza, że Bóg nie istnieje. Lub wersja odwrócona o 180 stopni: Jeśli nie ma dowodów na to, że Boga nie ma, to oznacza, że On istnieje. Protestanci bardzo często popełniają ten błąd w stwierdzeniach typu: Skoro Biblia nie zezwala nam modlić się do Maryi, to oznacza, że nie można się do niej modlić. W tym przypadku możemy odwrócić tę logikę o 180 stopni i odpowiedzieć, że skoro Biblia nam nie zabrania modlić się do Maryi, więc tym samym zezwala na to. Jeszcze prostszym przykładem tego błędu jest stwierdzenie, że „skoro kodeks drogowy nie zezwala nam na drapanie się po głowie podczas jazdy, to oznacza, że drapanie się po głowie jest zabronione”.

 

Ipse Dixit: Błąd opierający się na argumencie „przecież to oczywiste” nie podając przy tym racjonalnego uzasadnienia. Czyli narzucanie punktu widzenia jako czegoś oczywistego. Ten błąd zachodzi nawet wtedy, gdy oponent nie używa tego sformułowania „to oczywiste”, ale przedstawia swoje tezy jako oczywistą oczywistość nie licząc się z tym, że dla drugiej strony wcale to takie oczywiste nie jest. Przykład argumentu opartego na tym błędzie: „Święty Paweł nie wierzył w kult świętych, to oczywiste”. Błędu tego unikamy, jeśli po takim stwierdzeniu podajemy uzasadnienie, lub prezentujemy natychmiastową gotowość uargumentowania tego na życzenie.

 

Z mojej obserwacji jest to chyba najczęstszy błąd logiczny, z jakim się spotykam i czasem przybiera formę subtelną i bardzo niepozorną. Dla przykładu – „większość katolików nawet nie wie, że celibat został wprowadzony w kolejnych wiekach”. I to co można na to odpowiedzieć to np. „to że wprowadzenie celibatu w późniejszych wiekach było oczywistym złem, to już wiemy. Natomiast to, czego jeszcze nie wiemy, to dlaczego mamy uważać to za zło”. Czyli widzimy, że tutaj wkradł się ten błąd w sposób bardzo subtelny polegający na założeniu, że „jest to zło i jest to oczywiste”.

 

Ad Ignorantiam (argument z niewiedzy):

W pewnym sensie podobny do burden of proof - Jest to opieranie argumentacji na tym, że dowodem na niesłuszność jest brak argumentów przemawiających za słusznością jakieś tezy. Czyli dla przykładu jest to postulowanie, że coś jest niewytłumaczalne/bezsensowne, ponieważ nie ma na to wytłumaczenia. Np. skoro nie wiemy do czego służy człowiekowi szyszynka, to oznacza, że jej obecność nie ma tam sensu. Tymczasem jeśli nie znamy wytłumaczenia na coś, to nie oznacza, że takie wytłumaczenie logiczne nie istnieje. Ale taki błąd zachodzi również wówczas, kiedy ktoś przypisuje sobie bezwzględną rację (jako bezwzględnie pewną) tylko dlatego, że druga strona nie zna odpowiedzi na jego zarzuty. Tymczasem to, że druga strona nie zna dobrych odpowiedzi, to jeszcze nie oznacza, że postulowana teza jest bezwzględnie słuszna i że dobre kontrargumenty nie istnieją. W takiej sytuacji jedynym uprawnionym zachowaniem „wygranego” jest podtrzymywanie swojego stanowiska jako najlepszego znanego mu rozwiązania i wytłumaczenia.

 

Apeal to authority: Wymuszanie przyjęcia na oponencie jakiegoś stanowiska tylko dlatego, że tak twierdzi jakiś autorytet w tej dziedzinie. Podkreślam słowo wymuszanie.Dla przykładu: Wybitny historyk profesor teologii i filologii greckiej Jan Kowalski jednoznacznie stwierdza, że pierwsi chrześcijanie nie wierzyli w Bóstwo Chrystusa. On jest profesorem, a ty to pewnie Biblii ani razu nie przeczytałeś. Tak więc stanowisko wielkiego profesora nie jest argumentem ostatecznym tak długo, jak nie ma bezwzględnego dowodu na jego nieomylność. Sami dobrze widzimy, że w kwestiach szczepionek niektórzy profesorowie mówią tak, a inni mówią wprost przeciwnie. Również takim autorytetem może być większość (błąd znany jako ad populum). Tutaj warto zauważyć, że w poprzednich wiekach większość autorytetów lekarskich uważała, że najwłaściwszą formą terapii jest upuszczanie krwi.

 

Galileo gambit: Argument przez ośmieszenie: „Ty wierzysz w wniebowzięcie Maryi? Przecież to śmieszne...”. W tym przypadku warto zwrócić uwagę, że błąd ten zachodzi tylko wtedy, jeśli ktoś opiera swój argument na śmieszności nie podając równocześnie racjonalnego uzasadnienia, lub też brak w nim natychmiastowej gotowości do uargumentowania. Bo tak naprawdę różne rzeczy mają na sprawo śmieszyć i mamy prawo o tym mówić – więc jeśli chcemy uniknąć tego rodzaju błędu, musimy podać uzasadnienie (wówczas oponent może nam zarzucić czasem brak należytego wychowania, ale błędu już zarzucić nie może).

 

Ad ad personam

W tym miejscu oczywiście nie zrobiłem błędu – dwukrotnie użyłem słowa „ad”. Sam błąd ad personam ma miejsce wtedy, gdy dyskredytujemy czyjąś argumentację tylko dlatego, że ten ktoś ma, albo została mu przypisana zła renoma. Ale o wiele częściej można obserwować zjawisko odwrotne – oskarżanie kogoś o błąd ad personam i tym samym dyskredytowanie jego argumentów tylko dlatego, że robi jakieś wycieczki personalne pod adresem adwersarza. Jednakże takie osoby popełniają duży błąd. Otóż błąd logiczny ad personam zachodzi jedynie wtedy, gdy wycieczki personalne są używane ZAMIAST argumentacji, a nie OBOK argumentacji. Jeśli są atakami personalnymi obok argumentacji, to możemy jedynie mówić o chamstwie, o ataku ad personam, ale nie możemy mówić o błędzie logicznym ad personam.Złe zachowanie rozmówcy nie sprawia, że automatycznie nie ma on racji. I tak się czasami z tym spotyka, że ktoś odrzuca całą argumentację tylko dlatego, że jakiś apologeta nazwał kogoś gimbusem – a więc „skoro jest ad personam, to nie ma nawet potrzeby aby się do tego odnosić”... Tutaj należy rozróżnić sytuację, gdy ktoś nazywa kogoś gimbusem, ale jednak podaje merytoryczne argumenty od sytuacji, gdy zamiast argumentować, to nazywa go jedynie gimbusem i na tym jego argumentacja się kończy.

 

Sofizmat rozszerzenia (znany jako „atak na chochoła” lub „straw man”):

Błąd polega na tym, że oponent słysząc jakiś argument, wymyśla sobie jakiś zupełnie inny argument powiązany z tamtym i go się obala – co daje mu poczucie, że udzielił riposty na zarzut adwersarza. Dla przykładu jakiś antykatolik A twierdzi, że upadać na kolana można tylko i wyłącznie przed Bogiem. Na to katolik K pokazuje mu fragment z 1 Krn 29,20 w którym czytamy, że lud upadł na kolana i oddał pokłon Bogu i królowi Dawidowi - co obala postulat, że Biblia nie pozwala upadać przed czymś lub kimś innym niż tylko sam Bóg (bo w tym fragmencie ludzie upadli również przed Dawidem). Wówczas antykatolik A mówi, że „no tak, tylko że do Dawida to się nie modlono, a do Maryi katolicy się modlą”. I to jest właśnie klasyczny przykład tego ataku na chochoła. To że katolicy do Maryi się modlą, a do Dawida się nikt nie modli, to jednak w żaden sposób nie zmienia to faktu, że nieprawdą jest twierdzenie, że Biblia zabrania nam oddawania pokłonu komuś innemu niż Bogu - bo w przytoczonym fragmencie lud oddał pokłon nie tylko Bogu, ale również królowi Dawidowi. Dla nas nakaz kłaniania się wyłącznie Bogu jest skrótem myślowym oznaczającym zakaz oddawanie boskiej czci komuś innemu, niż jedynemu Bogu, co nie stoi w sprzeczności z oddawaniem komuś innemu czci, która boska nie jest (np. czci królowi, albo królowej) o ile nie jest to cześć boska, tylko odnosząca się do majestatu królewskiego.

 

Non sequitur (czyli: „nie ma związku”):

 

Nazwa tego błędu mówi sama za siebie – powstaje on wtedy, gdy przytaczany argument nie ma związku, lub ten związek jest jedynie życzeniowy z postulowaną tezą. Jest to błąd bardziej ogólny dla takich błędów jak np. omawiany wyżej ex silentio.Dla przykładu antykatolicy dla udowodnienia koncepcji „Tylko Biblia” (Sola Scriptura) przytaczają fragment z 2 Tm 3:16-17, że „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki […]". Jednakże ze słów „Całe Pismo przez Boga jest natchnione” to wynika jedynie tylko to, że to pismo, które mamy, to jest natchnione i nic po za tym z tego nie wynika a na pewno nie to, że tylkoPismo może być natchnione i nic poza tym, lub jedynie samym Pismem możemy się kierować i niczym więcej, lub że jest w pełni wystarczające i tym samym kwestionuje słuszność Tradycji apostolskiej.

 


Protestanci

Fundamenty protestantyzmu

 

 

Sola Fide - "Tylko wiara"

Chyba najważniejszym punktem ich wiary, którym w pośredni sposób uderzyli w nasz sposób rozumienia ewangelicznego przesłania jest to, że zbawienie można osiągnąć nie przez uczynki, ale tylko przez wiarę. Swój pogląd opierają głównie na słowach z Listu do Efezjan:



 

Ef 2,8n Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.

Oczywiście, Kościół Katolicki w pełni przychyla się do twierdzenia, że zbawienie Boże nigdy nie jest wynikiem naszych zasług, nie jest zapłatą za nasze dobre uczynki, ale jest wyłącznie niezasłużonym przez nas Bożym darem. Jednak mimo to, abyśmy w oczach Bożych okazali się godnymi zbawienia, Bóg wymaga od nas miłości, która najpełniej przejawia się w uczynkach.

Jednakże często można się spotkać z interpretacją naszych braci odłączonych, że pełnienie dobrych uczynków nie ma żadnego znaczenia dla naszego zbawienia. Swoje przekonanie opierają właśnie na powyższym fragmencie. Ich pogląd czasem przeradza się w zarzut, że my nauczamy o konieczności czynienia dobrych uczynków, które przyczyniają się do naszego zbawienia.

Aby odpowiedzieć na ten zarzut należałoby się przyjrzeć tym słowom św. Pawła dokładniej. List do Efezjan to nie jest jedyne miejsce, w którym padają takie słowa. Są jeszcze 2 podobne fragmenty:




 

Ga 2,16: Wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek.




 

Rz 3, 27n Gdzież więc chluba twoja? Wykluczona! Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej, lecz przez zakon wiary. (28) Uważamy bowiem, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, niezależnie od uczynków zakonu.




 

W tym momencie należy zadać pytanie, który z tych fragmentów powstał jako pierwszy, a który jako ostatni? Okazuje się, że pierwszy to List do Galatów, po nim List do Rzymian (który został napisany mniej więcej w tym samym czasie i w pewien sposób nawiązuje do problemu, z którym się zetknął św. Paweł pisząc List do Galatów, a dopiero na końcu został napisany list do Efezjan. Skoro to list do Galatów powstał jako pierwszy, to właśnie jemu się przyjrzyjmy dokładniej.

Został on napisany na skutek pewnych okoliczności, które zaniepokoiły św. Pawła. Już na samym wstępie tego listu pisze on:

 

Ga 1,6-9 "Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii, (7) chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową. (8) Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! (9) Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty!"



O co chodzi w tym powyższym fragmencie. W Galacji pojawili się nauczyciele żydowscy, którzy zaczęli nauczać, że zbawienie można osiągnąć poprzez skrupulatne wypełnianie prawa mojżeszowego, w tym również obrzezania. Taka nauka wywołała ostry sprzeciw św. Pawła, ponieważ przepisy starego prawa dotyczące różnych rytuałów, oczyszczeń, obrzezania zostały zniesione i nie są wymagane do zbawienia. Już wcześniej powstał spory spór pomiędzy św. Pawłem, a niektórymi judeochrześcijanami, którzy głosili, że nowo nawróconych pogan należy obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego, co zaowocowało zwołaniem pierwszego soboru, na którym uregulowano tę kwestię. Przytoczmy ten fragment:

 

Dz 15,1-29 bw "(1) A pewni ludzie, którzy przybyli z Judei, nauczali braci: Jeśli nie zostaliście obrzezani według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni. (2) Gdy zaś powstał zatargi spór niemały między Pawłem i Barnabą a nimi, postanowiono, żeby Paweł i Barnaba oraz kilku innych spośród nich udało się w sprawie tego sporu do apostołów i starszych do Jerozolimy. [...] A gdy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez zbór oraz apostołów i starszych, [...] (5) Lecz niektórzy ze stronnictwa faryzeuszów, którzy uwierzyli, powstali, mówiąc: Trzeba ich obrzezać i nakazać im, żeby przestrzegali zakonu Mojżeszowego. (6) Zgromadzili się więc apostołowie i starsi, aby tę sprawę rozważyć. [...] wstał Piotr i rzekł do nich: [...] dlaczego wyzywacie Boga, wkładając na kark uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my nie mogliśmy unieść? (11) Wierzymy przecież, że zbawieni będziemy przez łaskę Pana Jezusa, tak samo jak i oni. [...] Dlatego sądzę, że nie należy czynić trudności tym spośród pogan, którzy nawracają się do Boga, (20) ale polecić im, żeby się wstrzymywali od rzeczy splugawionych przez bałwany, od nierządu, od tego, co zadławione, i od krwi. [...] Wówczas postanowili apostołowie i starsi razem z całym zborem posłać [...] dając im do ręki następujące pismo: [...] usłyszeliśmy, że niektórzy spośród nas zaniepokoili was naukami i wzburzyli dusze wasze, bez naszego upoważnienia, [...] Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: (29) Wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu; jeśli się tych rzeczy wystrzegać będziecie, dobrze uczynicie.

 

Tak więc okazuje się, że takie ustalenia okazały się niewystarczające, bo ci judeochrześcijanie najwyraźniej nie dali za wygraną i mimo tych ustaleń wkroczyli do Galacji i zaczęli siać zamieszanie, co okazało się być uderzeniem w czuły punkt św. Pawła. Konkluzję problemu dotyczącego listu do Galatów odnajdujemy w tym ustępie:

Ga 5,2-9 Oto ja, Paweł, powiadam wam: Jeśli się dacie obrzezać, Chrystus wam nic nie pomoże. (3) A oświadczam raz jeszcze każdemu człowiekowi, który daje się obrzezać, że powinien cały zakon wypełnić. (4) Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski. (5) Albowiem my w Duchu oczekujemy spełnienia się nadziei usprawiedliwienia z wiary, (6) bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości. (7) Biegliście dobrze; któż wam przeszkodził być posłusznymi prawdzie? [...] a ten, kto was niepokoi, kimkolwiek by był, poniesie karę.

Więc jak należy rozumieć te fragmenty o usprawiedliwieniu nie przez uczynki, a przez wiarę? A mianowicie o innego rodzaju uczynki tutaj chodzi: o wypełnianie uczynków starotestamentalnego prawa (czyli obrzezania, oczyszczania, składania ofiar, rytuałów itp), a nie uczynków wynikających z miłości do bliźniego! To nie wypełnianie starotestamentalnego prawa, prawa mojżeszowego jest drogą do zbawienia, ale wiara w Jezusa Chrystusa! I tego dotyczyła cała kwestia.

 

Przypatrzmy się teraz fragmentowi z listu do Efezjan, na jego najbliższy kontekst:

Ef 2,8-16 (BW)

8 Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;
9 Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.

10 Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.
11 Przeto pamiętajcie o tym, że wy, niegdyś poganie w ciele, nazywani nieobrzezanymiprzez tych, których nazywają obrzezanymi na skutek obrzezki, dokonanej ręką na ciele,
12 Byliście w tym czasie bez Chrystusa, dalecy od społeczności izraelskiej i obcy przymierzom, zawierającym obietnicę, nie mający nadziei i bez Boga na świecie.
13 Ale teraz wy, którzy
niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscyprzez krew Chrystusową.
14 Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił,
że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni
15
On zniósł zakon przykazań i przepisów, aby czyniąc pokój, stworzyć w sobie samym z dwóch jednego nowego człowieka
16
I pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, zniweczywszy na nim nieprzyjaźń;




 

Już w 10 wersecie możemy zaobserwować, jak ważne są uczynki dla św. Pawła, ale oczywiście chodzi o uczynki miłości, dobre uczynki... Jak widać, kontekst kładzie szczególny nacisk na podkreślenie faktu zbawienia i włączenia do społeczności bożej Pogan. Dzieło zbawienie przed ofiarą Jezusa było udziałem tylko Żydów, o ile ci skrupulatnie wypełniali prawo Mojżeszowe. Teraz to prawo zostało zniesione (w. 15), nie ma potrzeby ich skrupulatnego wypełniania, dzięki czemu zbawienie stało się możliwe przez wiarę w Jezusa, a nie przez wypełnianie starotestamentalnego prawa.


 

To zróżnicowanie również dobrze widać w Liście do Rzymian, w którym św. Paweł porównuje usprawiedliwienie z prawa mojżeszowego do usprawiedliwienia z wiary:



 

Rz 10,4-6 (BW) Albowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy. Tak bowiem Mojżesz pisze o usprawiedliwieniu, które jest z zakonu: Człowiek, który spełnił zakon, przezeń żyć będzie. A usprawiedliwienie, które jest z wiary, tak mówi: Nie mów w sercu swym: Kto wstąpi do nieba? [...]



 

Słowo "zakon" to oczywiście greckie nomos, które oznacza "prawo". Zwróćmy uwagę na jego słowa, że końcem prawa mojżeszowego jest Chrystus, oraz to że wcześniejsze prawo kładło nacisk na wypełnianie uczynków prawa i to prowadziło do zbawienia („przezeń żyć będzie”). A teraz to prawo ustało i do zbawienia prowadzi już nie wypełnianie uczynków tego prawa, ale wiara w Jezusa.

Ponadto mam wrażenie, że ci protestanci czasem zdają się zapominać o innych ważnych fragmentach z Pisma Świętego, które wyraźnie ukazują, że to właśnie uczynki, które są aktem miłości, mogą stać się najważniejszym wyznacznikiem naszego zbawienia:



 

Mat 25:32nn
Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w chwale w otoczeniu wszystkich aniołów swoich, zasiądzie na tronie chwały (32) i wszystkie narody zgromadzą się przed Nim. A On oddzieli jednych ludzi od drugich, tak jak pasterz zwykł oddzielać owce od kozłów. (33) I zbierze owce po prawej stronie, a kozły po lewej. (34) A potem powie Król do tych, co są po prawej stronie: Przyjdźcie, błogosławieni Ojca mego, [...] (35) Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem obcy, a przyjęliście Mnie. [...] (37) Wtedy odpowiedzą Mu sprawiedliwi: Panie, kiedyż to widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Cię, [...] A Król odpowie im tak: [...] cokolwiek uczyniliście jednemu spośród najmniejszych braci moich, uczyniliście Mnie samemu. (41) A potem powie do tych z lewej strony: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i aniołom jego. (42) Byłem bowiem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić. [...] I pójdą stamtąd: ci na wieczne potępienie, a sprawiedliwi do życia wiecznego.


Innym ważnym fragmentem, jakże bardzo znienawidzonym przez Lutra (do tego stopnia, że o mały włos nie usunął tej księgi z kanonu Biblijnego) jest ten fragment z Listu do Jakuba:



 

(Jk 2,14nn): Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, (16) a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże? (17) Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie. [...] Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary."



 

I wydaje mi się, że w dyskusji z Protestantami warto podkreślać ten fragment - bo w naszej, katolickiej wykładni nie ma żadnej sprzeczności - ta sprzeczność jest wyraźna w wykładni protestanckiej - jakby Luter odrzucił ten List św. Jakuba, to nie mieliby takiego problemu - a tak mają i to duży! Bo przecież tego listu w końcu nie odrzucili, a wiec jest on na równi natchniony z innymi księgami Pisma Świętego!

O wadze uczynków, o tym, że one odgrywają ważniejszą rolę w dziele naszego zbawienia można by pisać naprawdę bardzo dużo. Już sam fakt, że św. Paweł w pewnym miejscu stawia miłość i wiarę obok siebie i nie pozostawia cienia wątpliwości, co jest w rzeczywistości ważniejsze:



 

1 Kor 13,1nn [...] i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłościbym nie miał, byłbym niczym. [...] Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.



 

Również warto sobie przypomnieć, jakie są najważniejsze przykazania w prawie.... Są to oczywiście przykazania miłości, a dodatkowo w Ewangelii św. Łukasza znajdujemy wyjaśnienie, jak to należy rozumieć w praktyce:



 

Łk 10, 27-37 [...] Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. (28)Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. (29)On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? (30)A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. (31)Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. (32)Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. (33)Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. (34)I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. (35)A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. (36)Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? (37)A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie.


 

To że miłość (najważniejsza cnota) jest ściśle związana z uczynkami, to możemy odnaleźć w tym poniższym fragmencie:



 

1 J 3,17-18 Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy(gr. agapao) nie słowem ani językiem, lecz czynem(gr. ergon - czyli uczynek) i prawdą.

Tak więc widzimy, ze wiara - owszem, jest konieczna do zbawienia, ale jak mamy ustawiać priorytety, to okazuje się, że od niej jest coś jeszcze ważniejszego - a mianowicie uczynki miłości - coś co wg protestantów nie ma znaczenia w zbawieniu.



 

Solus Christus, a pośrednictwo Maryi

Protestanci często zarzucają nam, że Matkę naszego Pana Jezusa nazywamy pośredniczką, mimo iż Biblia naucza nas o tym, że mamy tylko jednego pośrednika, a jest nim Jezus Chrystus:




 

1 Tm 2,5-7 BW "(5) Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, (6) który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie. Na to zostałem ustanowiony kaznodzieją i apostołem - prawdę mówię, nie kłamię - nauczycielem pogan w wierze i w prawdzie."

 

Jezus jest tu nazwany pośrednikiem, ale okazuje się, że nie jest to jedyne miejsce, w którym Jezus jest określony tym terminem, bo są jeszcze 3 inne fragmenty z Listu do Hebrajczyków:

 

Hbr 8:6 bw "Teraz zaś objął o tyle znakomitszą służbę, o ile lepszego przymierza jest pośrednikiem, które ustanowione zostało w oparciu o lepsze obietnice."

 

Hbr 9:15 bw "I dlatego jest On pośrednikiem nowego przymierza, ażeby gdy poniesiona została śmierć dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są powołani, otrzymali obiecane dziedzictwo wieczne."

 

Hbr 12:24 bw "i do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla."

 

 

To co się rzuca wyraźnie w oczy, to że Jezus jest pośrednikiem nowego przymierza. A w domyśle można zauważyć tu kontrast to starego przymierza. W tym momencie nasuwa się pytanie: czy był jakiś pośrednik poprzedniego, starego przymierza? Okazuje się, że tak... Był nim Mojżesz! I tak się szczęśliwie składa, że jest jedna wzmianka na ten temat w Nowym Testamencie - pisze o tym właśnie św. Paweł niejako na marginesie:

 

Ga 3:19 bw "Czymże więc jest zakon? Został on dodany z powodu przestępstw, aż do przyjścia potomka, którego dotyczy obietnica; a został on dany przez aniołów do rąk pośrednika."

 

Ale niezależnie od tego, taką naukę jeszcze lepiej wyraża Stary Testament:

 

Kpł 26, 46 Te są ustawy, wyroki i prawa, które Pan ustanowił między sobą a między synami izraelskimi na górze Synaj za pośrednictwem Mojżesza.
 

 

Jak wiadomo, Prawo Mojżeszowe dlatego właśnie tak się zwie, że zostało podane w ręce Mojżesza... I to właśnie Mojżesz w tamtych czasach był uznawany za pośrednika, który prowadzi do zbawienia. Pośrednikami byli również kapłani, nie mniej jednak tym szczególnym rodzajem pośrednika, który prowadził do Boga Ojca dla Żydów był uważany Mojżesz. Pośrednik jest pojęciem, które miało szczególne znaczenie dla Żydów i dlatego nie przypadkiem Jezus jest nazwany pośrednikiem nowego przymierza właśnie w Liście do Hebrajczyków, który był adresowany do Żydów myślących swoimi kategoriami. Tym samym nasuwa się wniosek, że w przedmiotowym fragmencie z 1 listu do Tymoteusza św. Paweł niejako dał nam w podtekście do zrozumienia, że jedynym pośrednikiem teraz jest Jezus, a tym samym pośrednikiem przestał być Mojżesz. Właśnie nie przypadkowo ten wątek umieściłem jako następny po „Sola Fide” (tylko wiara), ponieważ ten wątek łączy się z tamtym... Tym samym chciałem zaakcentować, jak ważnym było dla apostołów podkreślenie faktu, że Prawo Mojżeszowe zostało zniesione. Dla św. Pawła ten problem był szczególnie istotny, szczególnie bolesny, był wyjątkowo czułym dla niego punktem, dlatego niemal na każdym kroku próbował podkreślać, że prawo Mojżeszowe już nie obowiązuje, że wypełnianie uczynków prawa Mojżeszowego już nie prowadzi do zbawienia, że Mojżesz przestał być pośrednikiem do Boga, a jest nim teraz tylko Jezus Chrystus. I tylko tyle chciał dać swoim adresatom do zrozumienia. I co to ma wspólnego z pośrednictwem Maryi? Otóż nic! Bo Ona jest dla nas pośredniczką łask od Boga, ona prowadzi nas do Boga przez Swojego syna (a nie przez Mojżesza) i jej forma pośrednictwa nie ma kompletnie nic wspólnego z pośrednictwem o którym mowa w 1 Tm 2,5, a jeśli czymś jest – to jedynie doskonałym przykładem błędu logicznego ekwiwokacji.

 

 

Pan Fabian Błaszkiewicz ponadto zwraca uwagę, że tym, który udziela łaski jest Jezus3. Z tego (o ile zrozumiałem) miałoby wynikać, że skoro to Bóg jest tym, który udziela łaski, to z tego wg pana Fabiana miałby wynikać logiczny wniosek, że to nie Maryja udziela łask. No sorry, ale tak się składa, że z poprawną logiką nie ma to za wiele wspólnego – co można również zobrazować przykładem ze współczesności. Wyobraźmy sobie, że Unia Europejska daje dotacje na jakieś przedsięwzięcie. Czy to zaprzecza logicznie temu, że gmina udziela dotacji? Nie. Może to robić i gmina i Unia Europejska, jak i jedno i drugie równocześnie, oraz przekazane pieniądze mogą pochodzić zarówno z Unii Europejskiej jak i z gminy (w ten sposób, że to gmina wedle własnych kryteriów rozdziela te przyznane unijne środki). Już nic nie mówiąc o tym, że słowo charis, które jest tłumaczone jako łaska, może mieć znaczenie „dar” i ten „charis” (czyli dar) może pochodzić nawet od ludzi:

 

1 Kor 16:3 BW A gdy przyjdę, poślę z listami tych, których uznacie za godnych, aby odnieśli wasz dar do Jerozolimy; 2 Kor 8,4.6.7.19; Ef 4,29

 

 

Sola Scriptura - "Tylko Biblia"

 

Jednym z najważniejszych zarzutów, jaki pojawia się na ustach naszych braci odłączonych jest to, że zamiast uznawać Biblię jako jedyny i wyłączny autorytet naszej wiary (sola Scriptura), to my kierujemy się również Tradycją. I to jest chyba najważniejsza różnica pomiędzy naszym i ich wyznaniem. I to jest oczywiście prawda – Kościół katolicki na równi z Objawieniem biblijnym stawia Tradycję apostolską. Jednakże w tym miejscu należy wspomnieć o kilku kwestiach. Pierwszą jest samo pojęcie Tradycji apostolskiej pisanej wielką literą T, aby odróżnić ją od innych tradycji pisanych małą literą t (czyli chodzi o takie tradycje jak: liturgiczne, pobożnościowe, teologiczne o których wspomina KKK 83), które nie mają takiej rangi i takiego znaczenia jak Tradycja apostolska. Otóż Tradycją apostolską jest to niespisana w Objawieniu biblijnym nauka, której pochodzenie przypisuje się od czasów pierwszych apostołów, która choć nie została utrwalona na kartach Nowego Testamentu, to jednak przetrwała w taki sposób, że była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Takie podejście napotkało silny opór podczas wystąpienia Lutra w XVI wieku, który ogłosił, że nauka chrześcijańska może opierać się wyłącznie na Biblii, a tym samym nie ma tam żadnego miejsca dla Tradycji.

Jednakże koncepcja o nazwie sola Scriptura(tylko Biblia) ma wiele słabych punktów. Oto one:

  • Skoro mielibyśmy uznać, że wszystko w co mamy wierzyć i uznawać powinno znajdować się w Biblii, to gdzie w takim razie w Biblii jest zasada "tylko Biblia" - gdzie ona naucza o tym, abyśmy się kierowali tylko Biblią? Bo jeśli nie ma, to sola Scriptura zaprzecza sama sobie.

  • Sama zasada "sola scriptura" (tylko Biblia) oparta jest na niczym innym, jak na ludzkiej tradycji [sic!]. Biblia nigdzie nie naucza nas, że powinniśmy się w nauce bożej kierować wyłącznie Biblią. Została ona wprowadzona w życie w okresie reformacji w XVI wieku przez Lutra, a najstarsze ślady tej koncepcji sięgają dopiero IV wieku po Chrystusie.

  • Biblia nigdzie nie przeczy naukom katolickim, które wywodzą się z tradycji, a jeśli są, to są tylko pozorne i łatwo wykazać, że ta argumentacja oparta jest na błędnej logice, a fragment z Pisma Świętego jest tendencyjnie interpretowany (lub nie jest jednoznaczny). Ja mam w zwyczaju powtarzać "dajcie mi fragment biblijny, a pokażę wam 5 nie dających się ze sobą pogodzić interpretacji".

  • Gdzie w Biblii znajdziemy informację, które księgi są natchnione, a które nie natchnione. I tutaj doprawdy rozważania, który kanon jest bardziej słuszny, a który mniej słuszny nie mają żadnego znaczenia - bo niezależnie od tego, który jest bardziej słuszny, a który mniej, to nie zmienia to faktu, że jest on oparty na ludzkiej tradycji. I w jednym i w drugim przypadku za tym stoi ludzka tradycja czy tego chcemy, czy też nie chcemy.

  • Protestanci na podstawie samej Biblii nie są w stanie wykazać takich nauk, jak modlitwa do Ducha Świętego, a nawet na dobrą sprawę do będą mieli poważne problemy, aby uzasadnić słuszność modlitwy do Jezusa Chrystusa (tym samym mają problemy np. ze Świadkami Jehowy).

  • Odrzucając tradycję zmuszeni są do interpretacji Pisma Świętego od podstaw. Problem jest w tym, że większość fragmentów można zinterpretować na kilka sposobów. Z tego powodu utworzyło się kilkadziesiąt tysięcy ich odłamów i wielu z nich uważa, że to oni poprawnie to interpretują, a inni nie mają racji. Co jakiś czas pojawia się nowy odłam, nowi samozwańcy, którzy na podstawie jakiego fragmentu odczytają jakąś rewelację, nie dostrzegając, że ta interpretacja nie jest jedyna możliwa. I znowu wtedy to oni mają rację, a inni nie są w stanie zrozumieć tej ważnej nauki biblijnej.

  • Skąd mamy wiedzieć, że mam wierzyć w Trójcę, a nie możemy wierzyć w czyściec? Nauka o Trójcy jest czymś, co przez protestantów może być jedynie wydedukowane na podstawie Biblii, a nauka o czyśćcu jest właśnie wydedukowana przez nas - katolików. Skąd mamy wiedzieć, że mamy wierzyć w Trójcę, a nie powinniśmy wierzyć w czyściec, a nie odwrotnie?

 

W Biblii można znaleźć fragmenty, które raczej pozytywnie odnoszą się do tradycji:

 

2 Tes 2,15 Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.

2 Tes 3.6 Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie według
tradycji, którą przejęliście od nas.

Protestanci często wskazują na poniższy fragment, aby uzasadnić swoje negatywne podejście do tradycji:

Mk 7,8-13
Uchyliliście przykazanie Boże, a
trzymacie się ludzkiej tradycji. I mówił do nich: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie. A wy mówicie: Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem /złożonym w ofierze/ jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie - to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali.

- Ten rodzaj tradycji stoi w sprzeczności z Bożymi przykazaniami, ma na celu usprawiedliwienie zła, które wynika ze złamania tych przykazań. Innymi słowy odnosi się to do obchodzenia niewygodnych przykazań Bożych za pomocą wymyślonej tradycji. Nasza tradycja nie ma nic wspólnego z tą opisywaną, bo nie stoi w sprzeczności ani z Bożymi przykazaniami, ani z nauczaniem Biblijnym. Nasza tradycja zakłada, że są nauki, które nie mają swojego źródła w Biblii, że w pewien sposób uzupełnia naukę Biblijną, że jest pewnym uzupełnieniem, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie za pomocą ustnego przekazu. Co więcej, to katolicka Tradycja (ta pisana wielką literą T - dla odróżnienia od innych tradycji, których nie stawiamy na równi z Pismem Świętym (np. tradycje liturgiczne, pobożnościowe, teologiczne, o czym wspomina KKK 83) - ta Tradycja ma zupełnie inny charakter - a mianowicie jest to nauka apostolska dotycząca faktów, stanu faktycznego, a nie jakiś praktyk i zwyczajów.

Z kolei protestanci, aby uzasadnić tę koncepcję przytaczają takie oto fragmenty:

"[...] abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano [...]" (1Kor.4:6)

W tym przypadku niestety, można jedynie mówić o ich osobliwej interpretacji rozumianej na sposób życzeniowy. Bo tak się składa, że odnoszenie tego fragmentu do koncepcji
sola Scriptura jest rażąco nieuprawnione. Św. Paweł nic nie wspomina, aby tę zasadę stosować wobec całej nauki i każdej przestrzeni naszej wiary. Kontekst wspomina o upomnieniu św. Pawła, że adresaci rozumieli o sobie trochę za dużo, wynosili się jeden nad drugiego, twierdząc, że oni są lepsi od innych „bo ja jestem Apollosa, a jak od Kefasa” - o czym dobitnie świadczy kontekst tej wypowiedzi z pierwszego listu do Koryntian. I zwyczajnie św. Paweł pouczył ich, aby w tej konkretnej sprawie (wynoszenia się jednych nad drugimi) nie rozumieli więcej, niż w tej konkretnej sprawie do nich napisano - o czym dobitnie można się przekonać czytając kontekst tej wypowiedzi.



 

Podobne słowa padają zresztą w Liście do Rzymian:



 

Rz 12,3 BW Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił.


 

Także tutaj właśnie widać dość wyraźnie manierę św. Pawła aby przycinać trochę pychę swoich adresatów, coś co do złudzenia jest podobne do tamtego fragmentu z 1 Kor, a o podobieństwie i jasnej wymowie kontekstu to już nie wspomnę. Więc co to ma wspólnego z koncepcją sola Scriptura? NIC!


Stosują taki sposób rozumowania równie dobrze moglibyśmy powiedzieć na podstawie innego fragmentu, że nie należy umieć niczego więcej, niż Jezusa - i to ukrzyżowanego (czyli nie umieć ani Boga Ojca, ani Ducha Świętego, a jedynie samego Jezusa i to w dodatku tylko tego ukrzyżowanego):

1Kor 2,2 BW "Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego."

Kolejny fragment to ten:

2 Tm 3:16-17 BW "Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, Aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany."

W przypadku tego wersetu to pytanie jakie należałoby tutaj postawić, to gdzie tu zwolennicy sola Scriptura widzą, że Pismo jest wystarczające? Z tego ustępu przebija się informacja, że Pismo jest natchnione i pożyteczne, ale że jest wystarczające, to tego tutaj nie ma NIGDZIE. I oczywiście my, zwolennicy Tradycji jak najbardziej zgadzamy się z tezą, że Biblia jest święta, jest natchniona, pochodzi od Boga, że jest pożyteczna, prowadzi do świętości itd. Ale z tego jeszcze w żaden sposób nie wynika wystarczalność, albo negowanie użyteczności Tradycji. To tak jakby powiedzieć, że skoro prawo jest dobre, to oznacza, że zasady współżycia społecznego są niepotrzebne.

Kolejne fragmenty to takie:


"Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie" (Pwt 4,2)


"Każde słowo Boga w ogniu wypróbowane, (...) Do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarał: nie uznał za kłamcę." (Prz 30,5-6)

"Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym - które są opisane w tej księdze." (Ap 22,18-19).


No właśnie problem w tym, że te słowa nie dość, że nie wyrażają sola Scriptura dobitnie, to tak naprawdę w ogóle nie wyrażają, ale znowu są jedynie życzeniową interpretacją i nic więcej. I zwróćmy uwagę na słowa z Pwt 4,2 – gdzie Bóg mówił do Mojżesza, aby niczego nie dodawać. A więc zatem należy uznać, że ten zakaz złamali wszyscy następni autorzy kolejnych ksiąg Starego Testamentu... Bo jeśli mielibyśmy te słowa rozumieć po protestancku, że taki zakaz Boga zamyka naukę o objawieniu, to zauważmy że mimo tego zakazu pojawiały się nowe i nowe treści – u kolejnych proroków, aż do Micheasza, Nahuma, Habakuka, Sofoniasza, Aggeusza, Zachariasza i Malachiasza. Natomiast jeśli weźmiemy Apokalipsę i jej ostatnie słowa, które zostały wyżej przytoczone – to znowu... Należy zadać pytanie, skąd wiemy, czy autor zakazuje dodawać czegokolwiek do Nowego Testamentu, czy jedynie do samej treści Apokalipsy? Bo niestety nie jest to wcale oczywiste. Już nic nie mówiąc oczywiście o tym, że przecież nasza Tradycja niczego nie dodaje do Słowa Bożego, niczego nie dopisuje tam do tych ksiąg i twierdzi, że jest to pismo natchnione i te słowa zawsze tam były i że jeszcze właśnie to Jezus powiedział św. Janowi w trakcie apokaliptycznego objawienia. No i kolejne pytanie: dlaczego protestanci nie usunęli fragmentu z J 7,53-8,11 (czyli perykopa o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie) – jak wiadomo do treści Biblii zostało to ostatecznie dopisane w ok. VI wieku po Chrystusie. I ta właśnie kwestia jest dla mnie szczególnie zdumiewająca!!! Przez 5 długich wieków nie zorientowali się, że ta perykopa to nie jest Biblia, ale jest to Tradycja? Halo! To zostało włączone do Biblii dopiero w VI wieku! Wcześniej istniało jedynie w Tradycji. Jak to ma świadczyć o ich biblistyce i ich konsekwencji?


 

A teraz chciałbym również krótko pociągnąć jeszcze wątek tych różnorodnych denominacji protestanckich i przypomnieć Państwu o takim zjawisku, które było obecne na przestrzeni XII-XIV wieku naszej ery – czyli albigensi4 (tzw. katarzy – czyli sekta, z którą zetknął się św. Dominik). Nie wiem czy Państwo kojarzą, ale to nie była jakaś sekta, jak dzisiaj są np. Mormoni – którzy mają jakieś swoje własne księgi objawione. Nie. Była to społeczność, która znana jest z tego, że m.in. potępiała wszelką materię, seksualność, zabraniała współżycia seksualnego, gardzili wszystkim co materialne, ostro pościli (czasem nawet do śmierci głodowej), a Jezus to dla nich (w zależności od wersji), albo miał pozorne ciało, negowali Jego męczeństwo, wcielenie. Również wierzono czasem w reinkarnację, albo preegzystencję naszych dusz, a świat został stworzony przez złego boga, albo szatana. I co jest najciekawsze? To że oni opierali się wyłącznie na Biblii. TAK, właśnie – ich przekonania nie wzięły się z sufitu, albo z kosmosu, ale z Biblii! Św. Dominik jak ich nawracał, to właśnie robił to na podstawie Biblii – mając świadomość, że dla nich stanowi to ostateczny autorytet. I myślą Państwo, że poglądy albigensów nie były biblijne? Np. reinkarnacja? Nie ma w Biblii? Oczywiście że jest – Jezus o Janie Chrzcicielu powiedział, że był to Eliasz, który miał przyjść. A potępienie seksualności i rzeczywistości materialnej? No przecież św. Paweł niemal co chwila grzmiał, że żeby wyzbyć się wszelkiej cielesności, że jest on wrogi Bogu, aby kierować się tym co duchowe, a nie cielesne. Jezus nie mógł cierpieć, bo cierpienie jest skutkiem grzechu - a Jezus przecież nie zgrzeszył i narodził się bez grzechu - więc nie mógł cierpieć. O ostrym poście już nie wspomnę. Jezus nie jadł 40 dni i nocy - oraz wyraźne potępianie obżarstwa, niewstrzemięźliwości itd. Świat materialny - to pamiętajmy o nauce biblijnej, że to szatan jest władcą tego świata, a królestwo Jezusa nie jest z tego świata. Czyli widzimy, że ci katarzy to czysta nauka biblijna nieskażona jakąkolwiek Tradycją. Dokładnie tak samo jak u Świadków Jehowy, arian itd. Dla jednych biblijny jest unitarianizm (bo Jezus w Biblii powiedział, że „Ojciec większy jest ode mnie”), a dla innych biblijne jest wprost przeciwne twierdzenie (bo Tomasz powiedział do Jezusa „Pan mój i Bóg mój”). Tak samo ze Świadkami Jehowy – oni identycznie – opierają się wyłącznie na Biblii. Ktoś może zarzucić, że opierają się na Strażnicy, albo Ciele Kierowniczym? Nieprawda – Strażnica i Ciało Kierownicze jest jedynie ich wykładnią nauki Biblijnej nieskażonej jakąś tam Tradycją – czyli to samo co robią protestanci, to samo co robi pan Fabian Błaszkiewicz na swoim kanale „Tajemny Plan”, gdzie omawia całąBiblię księga po księdze. Szkoda że oni wszyscy nie mogą się razem spotkać i podyskutować ze sobą.


 

Nie da się ukryć, że w rzeczywistości problem sola Scriptura jest najistotniejszą i najbardziej fundamentalną kwestią w sporze z protestantami. Nie ma ważniejszej kwestii niż ta jedna, bowiem pośrednio na tym właśnie problemie opiera się zdecydowana większość ich zarzutów. Nieustannie pytają „a gdzie w Biblii jest to, czy tamto”. I tutaj chciałbym Państwa szczególnie wyczulić, aby nie dać się złapać na ten haczyk. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w stanie coś wykazać na podstawie Biblii, czy też nie, to zawsze stanowczo należy naciskać, że my nie jesteśmy wyznawcami koncepcji sola Scriptura – a następnie ich zapytać, dlaczego oni od nas oczekują, abyśmy im wszystko na podstawie Biblii? Zanim zaczną od nas oczekiwać, abyśmy wykazywali im swoje nauki na podstawie Biblii, to niech najpierw uzasadnią słuszność tej swojej koncepcji sola Scriptura. I oczywiście warto dodać tutaj słowo: „POWODZENIA !!!”


 

Szczegółowe omówienie tej zasady opisałem w odrębnym artykule "Analiza krytyczna Sola Scriptura"5



 

Soli Deo gloria, a kult Maryi i oddawanie Jej czci.

Czy powinniśmy oddawać cześć tylko i wyłącznie Bogu?

- Tak, ale tylko cześć Boską. Biblia nie zakazuje nam czci "nie boskiej". Mało tego, nawet nakazuje nam cześć wobec stosownego majestatu:

 

1 Ptr 2,17 Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, KRÓLA CZCIJCIE.

 

Wielokrotnie Biblia pokazuje też kłanianie się innym ludziom, mimo iż kłaniać można się tylko Bogu (Mt 4,10):

 

Mt 18,26 Tedy sługa padł przed nim, złożył mu pokłoni rzekł: Panie! Okaż mi cierpliwość, a oddam ci wszystko. (BW)

 

Ap 3,9 Oto sprawię, że ci z synagogi szatana, którzy podają się za Źydów, a nimi nie są, lecz kłamią, oto sprawię, że będą musieli przyjść i pokłonić się tobie do nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem.

 

W powyższym fragmencie widzimy, że jest to jak najbardziej możliwe, że wolą Boga jest to, aby ktoś się pokłonił do nóg również komuś innemu, niż tylko Bogu, komuś, kto jest w sposób szczególny umiłowany przez Boga. Natomiast w poniższym wersecie widać, że ludzie oddają pokłon zarówno Bogu, jak i królowi Dawidowi:

 

1 Krn 29,20 Potem rzekł Dawid do całego zgromadzenia: Błogosławcie Pana, Boga waszego! I błogosławiło całe zgromadzenie Pana, Boga ich ojców, i pochylili się, i oddali pokłon Panu i królowi.

 

Więc należy rozróżnić kult boski i kult nieboski. Ten pierwszy należy się tylko Bogu, a ten drugi nie jest zabroniony, co widać na powyższych przykładach.

 

 

Maryja

 

Czy Maryja zgrzeszyła?



 

Zastanówmy się teraz nad taką kwestią jak bezgrzeszność Maryi. Tutaj oczywiście najczęściej protestanci powołują się na fragment z listu do Rzymian, w którym św. Paweł poucza, że (absolutnie) wszyscy zgrzeszyli (Rz 3,23) i nie ma ani jednego sprawiedliwego (Rz 3,10; Ps 14,1-3; 53,2-4) – więc jak uważa, logicznym jest to, że Maryja też zgrzeszyła.

 

Jednak tak się składa, że ten zarzut można rozwiązać na wiele sposobów, które co ciekawe, to wcale się nie wykluczają, ale wzajemnie uzupełniają.

 

A więc po pierwsze – to warto zwrócić uwagę, że tutaj św. Paweł cytuje słowa Psalmu, który przecież był napisany na długo przed urodzeniem Maryi.

Po drugie – warto zwrócić uwagę, że takie słowa to na dobrą sprawę nie wykluczają również bezgrzeszności Jezusa – skoro chcą tak bezwzględnie i bez wyjątku rozumieć, że nie ma ani jednego sprawiedliwego (a w domyśle, nigdy nie było, nigdy nie będzie), to zauważmy, że w tej narracji nigdzie ani św. Paweł, ani psalmista nie wyłączają z tej zasady Jezusa.

Po czwarte – warto zapytać się protestantów o noworodków, które umarły zaraz po urodzeniu – czy one również zgrzeszyły? No przecież skoro wszyscy, to wszyscy...

Po piąte – i teraz zbliżamy się do naszego rozumienia tego problemu, to warto zauważyć, że Pismo święte oprócz tego, że jest słowem Boga (tzn. każdy wyraz jest w 100% zgodny z Jego wolą i zamysłem), to jest również słowem ludzkim - czyli jest naturalną narracją ludzką. I żeby dać szybki przykład, to zauważmy, że i my mówimy „wszyscy mnie nienawidzą”, albo „każdy myśli tylko o sobie”, „on jeden potrafi się zachować”. Czyli to na co chcę wskazać, to nasza narracja jest przesiąknięta takimi słowami, które pozoru mogą się wydawać absolutne, a w rzeczywistości mają wymiar relatywny. I od takich przykładów w samej Biblii aż się roi – za chwilę zobrazuję to konkretami.

 

Ale zanim to szczegółowo omówimy, to jeszcze:

 

po szóste: czasami św. Paweł używa podobnej narracji, aby opisać coś nie tyle w sposób mega precyzyjny, co raczej symboliczny, koncentrujący się na duchowym i szerszym sensie, niż literalnym brzmieniu. Dla przykładu. W tym samym liście do Rzymian mówi, że podobnie jak śmierć weszła przez jednego człowieka – Adama, tak też i łaska przyszła przez jednego Człowieka – Jezusa. I to na co chciałbym się skoncentrować, to czy faktycznie śmierć weszła na świat przez dosłownie jednego człowieka – Adama – innymi słowy – czy to ma oznaczać, że tylko jeden człowiek (tzn. Adam) zgrzeszył, a Ewa to już nie zgrzeszyła? A może ona nie była człowiekiem? Jak byśmy rozumieli to na sposób protestancki, to musimy być konsekwentni. Skoro przez jednego, to przez jednego, a nie przez dwoje. A więc wobec tego Ewa nie zgrzeszyła. I mam nadzieję, że już wyczuwamy, tę niedorzeczność – a sytuacja jest o tyle dobra, że jej ewidentny grzech potwierdza również św. Paweł w liście do Tymoteusza:

 

1 Tm 2,13n Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech.

 

Czyli widzimy, na tym przykładzie, że rzeczywisty sens nie leży w dosłowności, ale w głębszym sensie, który wcale nie musi się pokrywać z dosłownym brzmieniem jego wypowiedzi,

 

Tak samo i w przypadku tych słów „wszyscy zgrzeszyli, nie ma ani jednego sprawiedliwego” - tutaj św. Paweł chce zaznaczyć swoim adresatom, żeby żaden nie myślał sobie, że jest bezgrzeszny, nie myślał sobie, że on jest wyjątkiem, oraz że wszyscy na tym samym wózku grzeszności brzemienia grzechu pierworodnego jedziemy. I podobnie jak my czasem mówimy „wszyscy mnie nienawidzą”, „wszyscy się ze mnie śmieją”, to mamy w rzeczywistości na myśli jakiś ograniczony zbiór naszych znajomych, którzy w tym momencie przychodzą nam do głowy i słowo „wszyscy” naturalnie zawężamy do zbioru tych, których aktualnie mamy na myśli.

 

I tak ja zaznaczyłem w pkt piątym, to chciałbym zilustrować to kilkoma przykładami z Pisma Świętego.

 

1 Tm 3,15-17 I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.

 

Widzimy, że wg św. Pawła całe Pismo jest natchnione. Ale zwróćmy uwagę, że Tymoteusz wychował się raczej w środowisku pogańskim – jego matka była Żydówką, ale ojciec był Grekiem i jak czytamy w Dz Ap to dopiero św. Paweł go obrzezał ze względu na Żydów (Dz 16,1-3). Dlaczego o tym mówię – aby wskazać, że Tymoteusz, jako osobnik greckojęzyczny najwyraźniej i najprawdopodobniej używał wyłącznie Septuaginty, w której skład oprócz ksiąg deuterokanonicznych takich jak ks Barucha, Judyty, Tobiasza, ksiąg Machabejskich, to były również pisma apokryficzne. Ten fakt jest wzmocniony również tym, że właśnie on szedł razem z Pawłem nawracać grecko-języcznych pogan, oraz św. Paweł pisał do niego w języku greckim I do niego św. Paweł pisze, że całe pismo jest natchnione – używając tutaj wyrazu „całe”, „wszystkie”. Czy to oznacza, że faktycznie całe to pismo jest natchnione? No chyba nie. Znowu widać, że dla św. Pawła ma to znaczenie relatywne, umowne, a nie dosłowne i absolutne.

 

1 Tm 6, 10 10 Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia.

 

Czy to faktycznie oznacza, że tylko i wyłącznie miłości pieniędzy jest korzeniem wszelkiego zła? Czy to oznacza, że nie istnieją inne przyczyny zła, które nie są związane z chciwością?

 

Tyt 1:15 Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane sa zarówno ich umysł, jak i sumienie. (BW)

 

Czy rzeczywiście dla czystych wszystko jest czyste? Czy nawet grzech, pycha, nienawiść, cudzołóstwo, itd. to jest czyste? No chyba nie.

 

Rz 10,13 Każdy bowiem; kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie.

 

Tutaj też mamy słowo „każdy”. Ale czy aby na pewno wzywanie imienia Pańskiego jest gwarantem zbawienia? Zobaczmy, co św. Paweł pisze w liście do Tymoteusza:

 

2 Tm 2:19 Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego. (BW)

 

I na dokładkę przytoczmy jeszcze słowa Jezusa:

 

Mt 7,21 Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mego, który jest w niebie.

 

Czyli o co tak naprawdę może chodzić św. Pawłowi, który przywołując słowa psalmu, że zostanie zbawiony każdy, kto wzywa imienia Pańskiego. Otóż znowu warto spojrzeć na to szerzej i przekonać się, że św Paweł mówi o włączeniu pogan w dzieło zbawienia niejako dając do zrozumienia, że miejsca w niebie jest dużo, dla każdego, kto wzywa imienia Pańskiego, że Bóg nie dzieli na lepszych i gorszych, tych lepszych – obrzezanych z rodu Abrahama i tych gorszych, dla których nie ma tam miejsca i wstępu, bo są poganami. Nie, ponieważ dla wszystkich wzywających Jego imienia jest tam miejsce, co nie oznacza jednak, że sama czynność wzywania imienia jest gwarantem zbawienia.

 

I doprawdy jeszcze mógłbym podawać dużo takich przykładów, w których słowo „wszyscy”, „nikt”, „każdy”, „jeden” nie ma znaczenia absolutnego, tzn. nie pozostawiającego wyjątku.

 

 

Dziewictwo Maryi



 

Jest to jeden z ulubionych tematów braci protestantów, ponieważ wydaje im się, że dowody w tej materii są tak oczywiste i klarowne, że aż nie mogą się nadziwić, że my katolicy wciąż wierzymy i wyznajemy, że Maryja była wiecznie dziewicą, nigdy w swoim życiu nie obcowała z żadnym mężczyzną, a tym samym nie miała innych dzieci.

Bracia i siostry Jezusa.

Oczywiście jest to prawda, że Biblia wielokrotnie wspomina o braciach i siostrach Jezusa, więc na pierwszy rzut oka można by było powiedzieć, że protestanci mają rację. Ale czy na pewno? Otóż nie koniecznie... Problem polega na pewnych naleciałościach zaczerpniętych z naszej kultury, w której przyszło nam żyć. Otóż jak my mówimy słowo "brat" to najczęściej kojarzy nam się to z bratem rodzonym. Jak chcemy komuś przedstawić swojego brata ciotecznego/stryjecznego, to najczęściej używamy tego słowa "cioteczny": "proszę poznajcie mojego brata ciotecznego". W kulturze w której powstawały Ewangelie znaczenie słowa brat rozciągało się nie tylko na braci rodzonych, ale tak samo na braci ciotecznych, stryjecznych i bratanków. W Nowym Testamencie jest tylko jeden przykład słowa "kuzyn" użytego w znaczeniu "brat cioteczny" albo "stryjeczny" - Kol 1,10. Natomiast znajdujemy wiele przykładów ukazujących, że słowo brat/siostra są użyte wobec pokrewieństwa innego niż pierwszy stopień.


 

Jan Lewandowski w artykule „Dziewictwo Marii”6 pisze:

"braćmi" nazywano braci nie będących rodzeństwem. W takim znaczeniu używa tego słowa NT, gdy podaje, że Herod, syn Mariamme, jest "bratem" (adelfou) Filipa, syna Maltake (Mt 14,3, Mk 6,17n), i "bratem" (adelfou) Filipa, syna Kleopatry (Łk 3,1). Wspomniani trzej bracia nie byli braćmi rodzonymi z jednej matki, co wiadomo z historii świeckiej, a mimo to NT mówi o nich jako o "braciach" (adelfou), tak samo jak mówi o braciach Jezusa. Innym autorem, który w czasach powstawania NT stosował greckie słowo "brat" (adelfos) wobec krewnych nie będących rodzeństwem, był Józef Flawiusz, stosujący to słowo wobec kuzynów. Grecki tekst ST, Septuaginta, używała słowa adelfos- "bracia", nie tylko wobec braci ciotecznych, ale nawet wobec krewnych stopnia bratanka, siostrzeńca. Np. w Rdz 13,8 i 14,12.14 czytamy o Locie, który był synem Harana, brata Abrahama (Rdz 11,27; 11,31), czyli po prostu bratankiem Abrahama, że jest "bratem" (adelfoi- Rdz 13,8; adelfos- Rdz 14,14; adelfon- Rdz 14,16) Abrahama. Rdz 29,15 podaje, że Laban jest "bratem" (adelfos) Jakuba, choć był on jego siostrzeńcem (Rdz 29,10-12). Septuagintaw Kpł 10,4 nazywa braćmi Miszaela, Elsafana, Nadaba i Abihu, choć mieli oni różnych ojców: Aarona i Uzzjela (por. Kpł 10,1.4). W Joz 17,4 córki Selofchada nazywają braćmi (adelfon) pewnych swoich krewnych, choć ściśle rzecz biorąc, są to bracia nie ich, ale ich ojca (adelfois tou patros auton).
 

Reasumując: Jest to oczywiste, że Jezus miał braci, bo nie posiadanie żadnej rodziny, żadnego rodzeństwa ciotecznego, stryjecznego było raczej czymś rzadkim. Jednak nie znajdujemy w Biblii żadnej informacji o tym, że to było rodzeństwo rodzone (z tej samej matki), więc ten argument zupełnie o niczym nie świadczy. Niezależnie od tego, czy Maryja miała inne dzieci, czy ich nie miała, to Jezus mógł mieć braci i siostry i tak się składa, że miał i Biblia o tym wspomina. Więc podkreślam - nie znajdujemy w Biblii żadnej informacji o tym, jacy to byli bracia, a z drugiej strony byłoby to dziwne, gdyby Jezus nie miał żadnych braci i żadnych sióstr. Więc ten argument nie jest żadnym dowodem na to, że to były dzieci Maryi.

Aby to jeszcze lepiej zilustrować, spójrzmy na poniższy sposób rozumowania:

Założenie 1. Maryja miała dzieci: Czy Jezus miał braci? Odpowiedź brzmi TAK.
Założenie 2. Maryja nie miała dzieci. Czy Jezus miał braci? Odpowiedź brzmi również TAK.

A więc podchodząc do tego problemu od drugiej strony... Skoro Jezus miał braci, to czy to oznacza, że Maryja miała dzieci? Odpowiedź:
Albo miała, albo nie miała...
Innymi słowy: Jak na Hieronima jest pogoda albo ni ma, to w połowie listopada albo pada, albo nie pada... :)

 

Idźmy dalej, bo okazuje się, że wielu protestantów i racjonalistów w tym momencie jeszcze nie daje za wygraną i pokazują nam fragmenty, w których słowo brat/siostra (adelfos/adelfe) są odróżnione od krewnych. I twierdzą, że gdybyśmy mieli rację i ci bracia i siostry byli braćmi/siostrami ciotecznymi, to zostali by oni nazwani krewnymi...

 

Jest to ewidentny błąd, co można wyraźnie dostrzec na przykładzie Heroda i jego dwóch braci Filipów, jak i bardzo wielu przykładów z Septuaginty (greckiego przekładu Starego Testamentu), w którym słowo brat (adelfos) odnosi się do krewnych, którzy są dalszego stopnia pokrewieństwa. I to jest ten sam język grecki... Więc w języku greckim i w kulturze, w jakiej powstawał było naturalne, że braci ciotecznych, stryjecznych, a nawet dalszych kuzynów określało się mianem brat (adelfos). Oprócz tego, spójrzmy na te fragmenty przytaczane przez sceptyków, które miałyby ukazywać, że bracia są odróżnieni od krewnych w Nowym Testamencie:

 

Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę” (Łk 14,12 – BT)

 

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewnii przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią” (Łk 21,16 – BT).

 

Jest to również błąd w rozumowaniu, bo tak się składa, że niemal na każdym kroku możemy się natknąć w Biblii na różne zestawienia synonimiczne. My w swojej kulturze również ich używamy. Dla przykładu: to jest drań i łobuz. Czy to oznacza, że drań ma inne znaczenie niż łobuz? Apostołowie działali znaki i cuda, kogoś ogarnęły mrok i ciemność, ucisk i prześladowanie spadnie na tego, co nie są posłuszni prawdzie... Spójrzmy na kilka takich fragmentów:

 

On wyprowadził ich, czyniąc znaki i cuda w ziemi egipskiej nad Morzem Czerwonym i na pustyni przez lat czterdzieści” (Dz 7,36 – BT). Zob. też Dz 8,13; 11,8.

 

«O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr” (Dz 10,14 – BT).

 

Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca». Natychmiast spadły na niego mrok i ciemność. I chodząc wkoło, szukał kogoś, kto by go poprowadził za rękę” (Dz 13,11 – BT).

 

Innym, argumentem świadczącym o rzekomych dzieciach Maryi jest powołanie się na słowa mesjańskiego psalmu:

 

Dla braci moich stałem się obcym i cudzoziemcem dla synów mej matki(Ps 69,9 – BT).

 

Odpowiedź:

Nie ulega wątpliwości, że Psalm 69 ma charakter mesjański, gdyż wiele z jego fragmentów apostołowie odnosili bezpośrednio do Jezusa (por. w.: Ps 69,5 i J 15,25; Ps 69,10 i J 2,17; Ps 69,22 i Mt 27,48). Gdyby również ten powyższy fragment odnieść do Chrystusa, to okazałoby się, że Jego matka miała jakiś innych synów. Jednakże w rzeczywistości psalmy te odnosiły się do psalmisty, a apostołowie pewne jego fragmenty, w wybiórczy sposób, odnosili do osoby Jezusa, nadawali im charakter mesjański, interpretowali je w duchu Nowego Przymierza, ale nigdy nie odnosili w sposób pełny, dosłowny i w całości do naszego Zbawiciela. W rzeczywistości niewiele potrzeba, aby obalić ten argument. Wystarczy wskazać na jeden wcześniejszych wersetów tego samego psalmu, aby ujrzeć zdziwioną i zakłopotaną minę naszego oponenta, zazwyczaj wywodzącego się ze środowisk protestanckich:

 

Boże, Ty znasz moją głupotę i występki moje nie są zakryte przed Tobą” (Ps 69,6 – BT).

 

Ten werset pochodzi z tego samego psalmu! W tym momencie warto zadać naszym adwersarzom pytanie, czy wobec tego ten fragment również mamy odnieść do osoby Jezusa Chrystusa? Jeśli tamten tak, to dlaczego nie ten, który znajduje się 3 linijki wcześniej? Jeśli i ten dotyczy Jezusa, to okazałoby się, że Jezus przyznawał się do swojej głupoty i do swoich występków... tym oto prostym sposobem obalamy powyższy argument.

 

Fragment z Ewangelii Mt 1,25

 

Innym bardzo popularnym argumentem jest ten oto ustęp Biblii:

 

Mt 1,25 lecz nie zbliżał się do Niej, porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.

 

Zwróćmy uwagę, że jest tutaj napisane, że do tego czasu nie zbliżał się do niej, ale też nie odnajdujemy żadnej informacji o tym, że później ten stan rzeczy się zmienił. Słowo "aż" (greckie heos) nie implikuje tego, że po zajściu tego zdarzenia stojącego po drugiej stronie słowa "aż" sytuacja ulegnie zmianie. Dobrym tego przykładem jest poniższy fragment z Ewangelii wg św. Mateusza:

 

Mt 28,20 [...] A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni (gr. heos) do skończenia świata.

 

Zob. jeszcze J 5,17; 1 Kor 4,13; Mt 5,25; Mt 11,12; Mt 27,8; Dz 8,40; Rz 11,8; Koh 12,2; Ps 112,8; Ps 72,7 itp.

 

 

Tutaj jest to samo słowo "aż" (heos). Czy to oznacza, że po skończeniu świata Jezus już z nami nie będzie? Że będzie tylko do skończenia świata, a potem już nie?

 

1 Tes 4,16-17 Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, Potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem.

 

Jednakże w tym rozważaniu chciałbym pójść krok dalej, aby wykazać, że ten sposób argumentacji nie jest żadnym pokrętnym i wymijającym wybiegiem. Postawmy sobie pytanie, dlaczego ewangelista wspomniał o tym fakcie?

 

Ewangelia była chrystocentryczna, a nie zajmowała się takimi zagadnieniami, jak cielesne obcowanie Marii i Józefa! Celem tego fragmentu było przekonanie czytelnika, że Jezus urodził się nie z poczęcia ludzkiego, ale z boskiego. Dla nas, którzy przesiąkliśmy prawdami wiary od dzieciństwa jest to dość oczywiste, ale nie koniecznie dla ówczesnych Żydów, dla których fakt poczęcia bez udziału mężczyzny mógł być nie do pojęcia. Tym właśnie św. Mateusz chciał podkreślić, że Jezus nie został spłodzony z człowieka, że na pewno nie obcowała z kimkolwiek przed urodzeniem Swego Syna, że On na pewno urodził się z Ducha Świętego w sensie dosłownym, aby nikt w tym fakcie nawet nie doszukiwał się żadnej przenośni. Był to fakt szczególnie ważny i konieczny do podkreślenia. Temat, czy Maryja z Józefem współżyli po narodzinach Zbawiciela dla ewangelisty był zupełnie nieistotny, dla niego liczyło się tylko jedno - utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że Jezus na pewno nie ma ludzkiego ojca i żeby poczęcie z Ducha Świętego odczytać dosłownie, a nie w przenośni.

 

 

Jezus – pierworodny syn Maryi

Sposób argumentowania antykatolików jest prosty. Skoro fragment Łk 2,7 wspomina o tym, iż Maryja porodziła swojego pierworodnego, to oznacza, iż tych synów miała więcej.

 

 

Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (BT).

 

Lecz czy rzeczywiście celem przekazu św. Łukasza w tym fragmencie było to, że Jezus nie był jedynym synem Maryi? Okazuje się, że nie koniecznie. Wystarczy tylko doczytać kilka wersetów dalej, aby wniosek nasuną się samodzielnie:

 

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodnedziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Łk 2,22-23 – BT).

 

Pierworodny syn w tamtych czasach był traktowany i rozumiany jako synonim słowa dziedzic, z czym wiązały się szczególne prawa wobec dziecka. Autor trzeciej Ewangelii również w ten sposób ukazał, iż fakt szczególnego poświęcenia Jezusa Bogu wynikał z samego prawa Mojżeszowego. Lecz oprócz tego bycie pierworodnym wcale nie implikuje tego, iż kiedykolwiek posiadało się rodzeństwo. Aby udowodnić wystarczy spojrzeć na poniższe wersety:

 

Skoro zaś znowu wprowadzi Pierworodnego na świat, powie: «Niech Mu oddają pokłon wszyscy aniołowie Boży!»” (Hbr 1,6 – BT)

 

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16 – BT).

 

Jak widzimy, Jezus jest nazwany pierworodnym Synem Boga, co nie przeszkadza mu być również jednorodzonym. Dlatego należy podkreślić fakt, że najważniejsze w słowie pierworodny, to nie bycie pierwszym z wielu, ale bycie pierwszym, a w konsekwencji bycie dziedzicem.

 

Aby ten fakt dobitnie uzmysłowić, wystarczy zwrócić uwagę na to, że pierworództwo można również sprzedać:

 

 

Hbr 12,16 i aby się nie znalazł jakiś rozpustnik i bezbożnik, jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał swoje pierworodztwo.

 

 

Protestancka argumentacja „na zdrowy chłopski rozum”

Twierdzą, że skoro Maryja miała męża, to musiała z nim współżyć:

 

Odpowiedź:

Skąd ta pewność? A jeśli tak się złożyło, że mąż również odkrył powołanie do takiego życia w czystości? To Bóg wybrał Maryję na matkę Jezusa, to i mógł również wybrać takiego, a nie innego opiekuna w osobie św. Józefa. Któryś z doktorów Kościoła powiedział, że św. Józef widząc jak święty owoc poczęty cudownie z Ducha wydała Maryja ze swego łona, mógł powziąć decyzję o pozostawieniu Jej w czystości, mógł postrzegać obcowanie z Nią jako niegodziwość. Zwróćmy uwagę, że tacy ludzie jak Święty Paweł, Jan Chrzciciel, a nawet sam Jezus są dobrymi przykładami takiego powołania. Dodatkowo św. Paweł w 1 liście do Koryntian pisze o pewnej relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą, którzy nie współżyją cieleśnie:

 

1 Kor 7,37 "Kto jednak mocno postanowił w sercu swoim, bez przymusu, a panuje nad wolą swoją, i rozstrzygnął we własnym sercu, że zachowa swoją pannę w dziewictwie, dobrze uczyni."

 

 

PRZESŁANKI PRZEMAWIAJĄCE ZA TYM, ŻE JEDNAK BYŁA DZIEWICĄ:

 

Święty Józef widząc, że z Maryi począł się święty Zbawiciel poczęty z Ducha Świętego, mógł uznać, że w takiej sytuacji bardziej stosownym jest pozostawienie Jej w czystości,

Jezus powiedział pod krzyżem do Matki "oto syn twój", a do niego "oto Matka twoja". Od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Dziwne by było, gdyby do siebie nie wzięliby jej inne dzieci, gdyby je miała. A jak nie miała, to wszystko się układa w logiczną całość. Prawdopodobnie Józef już nie żył, a tym samym Maryja mogła być osobą samotną, wcześniej zdana na łaskę i niełaskę jej rodziny, której się trzymała, czego ślady odnajdujemy również w Ewangelii. W czasie ukrzyżowania Maryja mogła mieć poczucie, że nie ma dokąd wracać - Jej Syn otoczony hańbą, sama nie miała innych dzieci, czuła się jak piąte koło u wozu, oraz Jej obecność w domu swojej siostry nie dawała poczucia bezpieczeństwa tej rodzinie. W tej sytuacji to umiłowany uczeń Jezusa przygarnął Ją do siebie.

Życie w czystości dla królestwa niebieskiego jest chwalebne w Bożych oczach i przejawem świętości: Mt 19,12 [...] są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!

Są przesłanki, że Józef również był wyjątkowo świętym człowiekiem. Daje to jakieś prawdopodobieństwo, że może też chciał w podobny sposób poświęcić swoją czystość Bogu, przez co słowa z Mt 19,12 mogły mieć również zastosowanie do Niego.

Biblia nic nie wspomina o innych dzieciach Józefa i Maryi podczas pielgrzymki do Jerozolimy.

Święty Paweł ukazuje przykład takiego związku pozostającego we wstrzemięźliwości cielesnej jako coś chwalebnego:

1 Kor 7,37 "Kto jednak mocno postanowił w sercu swoim, bez przymusu, a panuje nad wolą swoją, i rozstrzygnął we własnym sercu, że zachowa swoją pannę w dziewictwie, dobrze uczyni."

Ta prawda była potwierdzana w licznych objawieniach maryjnych i od pierwszych wieków obecna w Kościele.

 

 

Inne zarzuty wobec katolickiej mariologii

 

Tytuł Theotokos (czyli „Matka Boża”, „Bogurodzica”)

Często protestanci zarzucają, że Kościół nazwał matkę Jezusa Matką Bożą, co wg nich miałoby wskazywać, że Ona dała początek Bogu.

Jest to oczywiście nieprawda. Owszem, Kościół tak właśnie tytułuje Matkę naszego Zbawiciela, ale doprawdy nie rozumiem w czym jest problem [!!!] Ten tytuł oznacza jedynie to, że Maryja jest matką Jezusa, który zawsze był Bogiem. Zawsze - a to oznacza, że zarówno przed wcieleniem, w czasie wcielenia, w Jej łonie, po urodzeniu i po zmartwychwstaniu - innymi słowy jest Bogiem odwiecznym i nigdy nie przestał nim być. I jest to o tyle dziwne, że sami zgadzają się z tą nauką, że Jezus jest odwiecznym Bogiem i nigdy nie przestał nim być. A skoro Maryja urodziła Jezusa, który zawsze był Bogiem, to co jest takiego bulwersującego w tym tytule "Matka Boża"??? Jeden z protestantów na tak postawione pytanie odpowiedział mi, że ten tytuł sugeruje, że Ona dała początek Bogu. Jest to ewidentna nieprawda! Kościół katolicki aż grzmi w swojej nauce, że Jezus jest odwiecznym Bogiem, że jest on stwórcą Maryi, że On jest odwieczny i niestworzony, a Ona z kolei jest stworzeniem, oraz że nastąpiło Jego wcieleniew Jej łonie. I nie bardzo wiem, dlaczego mamy się przejmować tym, że jacyś protestanci mają takie skojarzenia co do tego terminu (jej tytułu theotokos). To tak jakby powiedzieć, że powinniśmy odrzucić naukę o Trójcy, bo muzułmanom to się kojarzy z politeizmem…

 

Gdzie Biblia pozwala modlić się do Maryi?

Jest to dosyć częste pytanie stawiane nam katolikom przez różnych protestantów. A odpowiedź na to jest banalna i mam nadzieję, że niektórzy już intuicyjnie wyczuwają odpowiedź – bowiem w takiej sytuacji najlepszą odpowiedzią jest pytanie: „a gdzie Biblia zabrania się modlić do Maryi”? Czy to co nie jest wyraźnie zabronione, to jest z automatu dozwolone? I to jest właśnie przykład powyższego błędu logicznego „burden of proof”. To tak jakby powiedzieć, że skoro kodeks drogowy nie zezwala na drapanie się po głowie w czasie jazdy, to oznacza, że jest to zabronione.

 

W tym miejscu na marginesie należą się pewne słowa wyjaśnienia – otóż niektórzy z Państwa mogliby odebrać takie podejście jako przyznanie sytuacji odwrotnej i zapytać, czy zatem wszystko to, co nie zostało zabronione, to jest dozwolone? Otóż nie – i ja nic broń Boże takiego nie twierdzę. Ale to właśnie działa jak nasze prawo formułowane w ustawach. Dla przykładu – weźmy taki zapis w Prawie o Ruchu Drogowym:

 

PoRD Art. 7. 2. Minister właściwy do spraw transportu i minister właściwy do spraw wewnętrznych [...] określi, w drodze rozporządzenia, znaki i sygnały obowiązujące w ruchu drogowym, ich znaczenie i zakres obowiązywania.

 

Widzimy, że ustawodawca zdefiniował ustawę główną, ale pewne elementy szczegółowe (w tym przypadku znaki drogowe) pozostawił do sformułowania przez organ wykonawczy. Podobnie jest w Kościele – gdzie Biblię należy traktować jako ustawę główną, a pewne elementy szczegółowe, które nie zostały tam rozstrzygnięte pozostawione dla kompetencji Kościoła. I to Kościół ma autorytet, aby orzekać o kwestiach, których Biblia nie rozstrzyga.

 

 

Ale wracając do kwestii „gdzie Biblia pozwala się modlić do Maryi”, to antykatolicy oczywiście nie dają za wygraną i otwierają nam Biblię, wyciągają takie oto fragmenty jak te, aby nam pokazać, że Biblia nam tego wręcz wyraźnie „zabrania”:

 

Pwt 18,10-11 BW "Niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, (11) Ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych"

 

Jednakże taki fragment jest nietrafiony, bo my nie wywołujemy świętych, ani nie wzywamy zmarłych (aby się nam objawili). My się do nich modlimy. Podobnie jak z modlitwą do Boga. Czy modlenie się do Boga jest wywoływaniem Boga? No chyba nie… I tutaj dobra wiadomość :) Na tym ich biblijne „dowody” niby to wskazujące na to, że nie można się modlić do Maryi i świętych się kończą :) Oczywiście tacy mentorzy jak pan Fabian Błaszkiewicz próbują jeszcze zwrócić uwagę na to, że wzywanie zmarłych jest tutaj odróżnione od wywoływania duchów. Ale ten argument jest mocno chybiony – i to z dwóch powodów. Po pierwsze to wywoływanie duchów od wzywania zmarłych może różnić się w rzeczywistości tym, że duchy to nie tylko zmarli, ale również aniołowie, demony, wszelkie istoty niebieskie, które nigdy nie miały ciała ludzkiego. A zmarli – to wiadomo – ci, którzy żyli niegdyś na ziemi i odeszli do wieczności. I przykład wzywania zmarłych mamy ukazany np. w 1 Sm 28, 7-19. A drugi powód – nawet jeśli założymy, że zmarli i duchy to jest to to samo, to również taka argumentacja zawodzi, bo zarówno w naszej naturalnej ludzkiej narracji, jak i w Biblii aż się roi od zestawień synonimicznych, o czym wspominałem przy okazji omawiania dziewictwa Maryi. I widać to nawet na przykładzie tego fragmentu, w którym potępia się guślarza, czarodzieja i zaklinacza. A przecież te wyrazy funkcjonują jako synonimy.

 

A ponadto my katolicy nie traktujemy Biblii jako kompletnej listy dopuszczalnych praktyk religijnych… Bo również i my możemy się tutaj zapytać, a gdzie Biblia zezwala na modlitwę do Ducha Świętego?


Czy Jezus zdyskredytował swoją matkę?

Oczywiście chodzi o przytaczane przez antykatolików takie fragmenty jak te:

 

Łk 8,19-21 BW I przyszła do niego matka z braćmi jego, ale nie mogli dotrzeć do niego z powodu tłumu. I doniesiono mu: Matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą widzieć się z tobą. On zaś odpowiedział im: Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je.

 

Łk 11,27-28 A gdy On to mówił, pewna niewiasta z tłumu, podniósłszy swój głos, rzekła do niego: Błogosławione łono, które cię nosiło, i piersi, które ssałeś. On zaś rzekł: Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go.


Pan Fabian Błaszkiewicz w swoim filmie o kulcie Maryi w sposób szczególny podkreśla słowo „raczej”, aby chyba podkreślić, że Jezus nie dość, że nie potwierdza wielkości Maryi, to można powiedzieć, że niejako to wręcz neguje.

Jednakże czy faktycznie te teksty umniejszają wielkość Maryi? Otóż niekoniecznie! Najprawdopodobniej Jezus chce tutaj przekazać swoim słuchaczom, że u Niego nie ma hierarchii ważności opartej na więzach krwi. Innymi słowy ten fragment ukazuje jak bardzo obcy był Jezusowi nepotyzm. Z tego fragmentu raczej należy odczytać, że wielkość i osobiste znaczenie dla osoby Jezusa opiera się nie tyle na więzach krwi, co raczej na tym, w jakim stopniu dana osoba słucha i wypełnia wolę Boga. I co jest z tego wszystkiego najciekawsze, to właśnie św. Łukasz w sposób szczególny wskazuje na Maryję jako tę, która słucha i zachowuje słowo Boże w swoim sercu:

 

Łk 2:19 BW "Maria zaś zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w sercu swoim."

Łk 2:51 BW "I poszedł z nimi, i przyszedł do Nazaretu, i był im uległy. A matka jego zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim."

 

Czyli wniosek jaki się tutaj nasuwa, to wielkość Maryi wynika nie tyle z więzów krwi, co raczej z tego, że Ona w sposób szczególny słuchała i strzegła słowa Bożego w swoim sercu.

 

Niepokalane poczęcie i wniebowzięcie Maryi. Dlaczego nie ma o tym w Biblii?

 

Wniebowzięcie Maryi – trzeba uczciwie przyznać – nie ma swojego źródła w Biblii. Jednak nie oznacza to, że ta nauka jest bezpodstawna. Ma ona źródło w Tradycji apostolskiej. Ciekawostką również może być to, że ważną informacją może być również brak informacji – a mianowicie brak jakichkolwiek informacji o grobie Maryi stanowiła również ważną przesłankę za tym, że Ona nie umarła – mimo iż jej kult sięgał najdawniejszych czasów i wyraźne ślady były obecne już w II wieku7. Najstarsze informacje jakie istnieją (choć zachowane pisemne świadectwa pochodzą dopiero z początku średniowiecza) wskazują na przekonanie co do oczywistości o jej wniebowzięciu (natomiast brak jakichkolwiek świadectw nauczających o jej śmierci i miejscu pochówku). Ta nauka również pokrywa się z przesłaniem Biblii, że nie pozostaje w stanie śmierci ten, kto jest bez grzechu. A jej bezgrzeszność jest z kolei udokumentowana bardzo wczesną tradycją chrześcijańską, która podobnie jak w Jezusie upatrywała nowego Adama, tak w Maryi upatrywała nową Ewę8 i niepokalaną dziewicę.

 

A dlaczego nie ma tego opisu w Biblii?

Wiadomo, że Maryja żyła po zmartwychwstaniu Jezusa. Jak długo - nie wiadomo, mogło to być kilka miesięcy, mogło to być kilkadziesiąt lat. W każdym razie, należy się liczyć również z tą drugą wersją. Wiadomo, że ewangelie, jakie znamy, są opisem życia i działalności Jezusa, które zaczynają się historią poprzedzającą Jego narodzenie, a kończącą jego wniebowstąpieniem. Nie można odmówić słuszności hipotezie, która zakłada, że celem spisania tych ksiąg było utrwalenie nauki w swojej czystej, nieskażonej postaci, która była przez długie lata przedmiotem nauczania za pomocą tradycji ustnej. Tym samym nie można mieć pretensji do Ewangelii, że nie zawiera w sobie informacji o wniebowzięciu Maryi. Ewangelie były wyłącznie chrystocentryczne i miały na celu przekonać do wiary w Jezusa Chrystusa, do Jego nauki, miały opisać jego działalność, jego cuda, głoszenie Ewangelii, śmierć i zmartwychwstanie, a nie precyzować w punktach i detalach, w co mamy wierzyć, a w co nie wierzyć. Ewangelie miały za zadanie skończyć się wniebowstąpieniem Jezusa, więc nie możemy mieć pretensji, że nie ma tam wniebowzięcia Maryi. Więc jak nie w Ewangeliach, to gdzie miałby znaleźć się ten opis? W Dziejach Apostolskich? Warto zauważyć również, że zostały one napisane na wiele lat po śmierci św. Pawła (został on stracony pomiędzy 64-67 r., podczas gdy przyjmuje się, że Dzieje Apostolskie zostały napisane w latach 80-90r. oraz najprawdopodobniej powstały w Rzymie), a kończą się słowami, że św. Paweł pozostał w Rzymie i nauczał śmiało i bez przeszkód... Ani słowa o jego męczeńskiej śmierci, o jego ścięciu. Dzieje Apostolskie również nic nie wspominają o prześladowaniach chrześcijan w Rzymie, o zrzucenie na nich winy o podpaleniu Rzymu, o śmierci męczeńskiej św. Piotra, o zburzeniu Jerozolimy i wybiciu tysięcy Żydów. Tym samym, skoro nic nie wspominają o takich rzeczach, to nie możemy mieć pretensji, że nie opisali co się stało z Maryją. Ponadto Dzieje Apostolskie koncentrowały się na dziele ewangelizacji, szerzeniu Ewangelii. Nie możemy mieć pretensji do listów apostolskich, bo kiedy autorzy je pisali, to nie robili tego pod kątem tworzenia nowej Biblii - po prostu odpisywali na bieżące problemy, z którymi zmagali się ówcześni adresaci. Tym samym cały ogrom nauk Jezusa, żywot pierwszych świętych nie został utrwalony w Nowym Testamencie, ale jednak nie zaginął, bo przetrwał w Tradycji, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie.

 

 

10 Przykazań Bożych

 

1. KULT OBRAZÓW

 

Problem tych dziesięciu słów istnieje w kościele od dawna. Przypuszcza się, że pierwotnie na tych tablicach było wypisanych faktycznie 10 słów (Wj 34,28), które z biegiem czasu zostały rozbudowane do postaci, którą znamy z księgi Wyjścia i Powtórzonego Prawa. Lecz w Biblii nie znajdujemy niczego, co by w jednoznaczny sposób numerowało te przykazania Boże. Dlatego też istnieją trzy tradycje, które na trzy różne sposoby je numerują. Tradycja żydowsko-hellenistyczna (prawdopodobnie to ten podział był obowiązujący w judaizmie) - dzieli je w ten sposób, że pierwszym przykazaniem jest "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną", drugim jest "nie będziesz czynił żadnej rzeźby [...] nie będziesz oddawał im pokłonu", dalej po kolei, a ostatnie przykazanie jest połączeniem naszego 9 i 10 przykazania. Drugi podział - talmudyczny, za pierwsze przykazanie uważa "jam jest Pan Bóg twój, który...", za drugie uważa "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, nie będziesz wykonywał rzeźb i nie będziesz się im kłaniał", a ostatnie przykazanie takie jak w poprzednim podziale. Ostatni podział, jest to podział oparty na Septuagincie (w skrócie LXX - jest to Stary Testament w języku greckim, który był używany za czasów Jezusa, w początkach chrześcijaństwa przez wszystkie gminy wywodzące się ze środowisk pogańskich, greckojęzycznych). I ten ostatni podział przyjął się w chrześcijaństwie i obowiązuje do dzisiaj w Kościele Katolickim. Ostatnie przykazania w tejże LXX brzmią w dosłownym tłumaczeniu mniej więcej tak:

 

Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego. Nie będziesz pożądał domu bliźniego swego, ani pola jego, ani sługi jego, ani służącej jego, ani wołu jego, ani osła jego, ani wszelkiego zwierzęcia jego, ani cokolwiek, co bliźniego twego jest.

 

Jak widać, pożądanie żony zostało wyraźnie oddzielone od pożądania całej reszty, które są złączone w jednym zdaniu za pomocą "ani" (greckie oude).

 

 

Ale wróćmy do przykazania Bożego dotyczącego sporządzania obrazów i rzeźb. W tej pierwszej tradycji nasze obecne pierwsze przykazanie mamy rozdzielone na dwa przykazania: (1) Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną i (2) nie będziesz czynił żadnej rzeźby i nie będziesz oddawał im pokłonu. To przykazanie było rozdzielone na dwa, co było uzasadnione pewnym aspektem kulturowym. [...] ten lud na każdym kroku tworzył sobie bożków i bożków tworzył sobie ze wszystkiego, co było dookoła. Dla nich te rzeźby nie symbolizowały im Boga, nie kierowały ich myśli w Jego stronę, lecz były dla nich bogami samymi w sobie. W Biblii znajdujemy wiele praktyk bałwochwalczych związanych z tworzeniem sobie rzeźb, obrazów, posągów, lecz niemalże zawsze jest to związane z oddawaniem im boskiej czci.

 

Kpł 26,1 Nie będziecie czynili sobie bałwanów ani stawiali sobie podobizny rzeźbionej, ani kamiennych pomników, ani też umieszczali kamiennych obrazów w ziemi waszej, by im się kłaniać; gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym.

 

Zob. również Kpł 26,1; Pwt 29,16; 1 Sam 15,23; 1 Krl 14,9; 21,26; 2 Krl 17,12; 21,21; 2 Krn 24,18; 33,22; Ps 31,7; 106,36; Iz 2,20; 44,17; Ez 8,10; Mdr 13,10; 14,15-20; Rz 1, 23-25, Ap 13,14-15; Ap 14,9.11; 16,2; 19,20; 20,4

 

Zdarzają się bardzo nieliczne przypadki, w których kult tych tworzonych bałwanów nie jest wyraźnie określony, lecz też nigdzie nie znajdujemy niczego, co by sugerowało, że tworzenie rzeźb i obrazów jest bezwzględnie zabronione, nawet gdyby nie miało to kontekstu bałwochwalczego. Ten fakt uprawnia nas do przypuszczeń, że w tych nielicznych przypadkach potępienie wytwarzania tych rzeźb/obrazów było rozumiane jako tworzenie sobie bóstw, które stanowią przedmiot kultu.

 

Jednakże w Biblii można znaleźć wręcz coś przeciwnego, coś, co wskazywałoby na to, że tworzenie rzeźb, obrazów, nie musiało być przez natchnionych autorów, naród wybrany traktowane jako bałwochwalstwo. Przykładem tego może być fragment z księgi Mądrości Syracha:

 

 

Syr 38,27 Tak każdy rzemieślnik i artysta, który noce i dnie na pracy przepędza, i ten, co rzeźbi wizerunki na pieczęciach, którego wytrwałość urozmaica kształty rzeźb, serce swe przykłada do tego, by obraz uczynić żywym, a po nocach nie śpi, by wykończyć dzieło.

 

Fragment ten co prawda pochodzi z księgi deuterokanonicznej (nie uznawanej przez protestantów), ale to nic nie szkodzi - jak chcą to podważyć, to najpierw muszą podważyć nasz kanon Biblijny i uzasadnić słuszność swojego kanonu, który został ustanowiony na podstawie ludzkiej tradycji [sic], którą de facto odrzucają :) Mimo wszystko nawet jeśli oni tego nie uznają za księgę natchnioną, to powinni przyjąć do wiadomości, że takie właśnie było zrozumienie tej istoty sprawy przez ówczesnych ludzi i taka była wiara narodu wybranego.

 

Ponadto:

 

1 Krl 7:25 mówi o dwunastu wołach, na których stało "morze" w świątyni pańskiej:

 

1 Krl 7,23-25 Sporządził też kadź odlewną wyobrażającą morze, [...] Stała ona na dwunastu bykach, z których trzy były zwrócone ku północy, trzy ku zachodowi, trzy ku południowi, a trzy ku wschodowi, kadź zaś była na nich z wierzchu, a zady ich były zwrócone do wewnątrz.

 

W świątyni były również figury lwów, wołów, cherubów, oraz płaskorzeźby:

 

1 Krl 7,29-31 A na tych prętach między ramami - lwy, woły i cheruby. Poza tym na ramach, zarówno nad, jak i pod lwami i wołami, zwisające girlandy. [...] Dokoła jej otworu też były płaskorzeźby. [...]

 

Bóg również polecił wykonać cherubów i umieścić je na arce przymierza Wj 25,18-22; 26,1.31; 1 Krl 6,23.

 

Wyj 25,18-22

18. Zrobisz też dwa cheruby z litego złota, zrobisz je na obu krawędziach wieka.

19. Jednego cheruba zrobisz na krawędzi z jednej strony, a drugiego cheruba na krawędzi z drugiej strony; razem z wiekiem połączone zrobicie cheruby na obu jego krawędziach.

20. Cheruby będą miały skrzydła rozpostarte do góry. Będą one okrywać swoimi skrzydłami wieko, a twarze ich zwrócone będą ku sobie. Twarze cherubów zwrócone będą ku wieku,

21. Na wierzchu skrzyni położysz wieko, w skrzyni zaś złożysz Świadectwo, które ci dam.

22. Tam będę się spotykał z tobą i sponad wieka będę z tobą rozmawiał spośród dwu cherubów, które są na Skrzyni Świadectwa, o wszystkim, co jako nakaz przekażę ci dla synów izraelskich.

 

 

W swojej interpretacji rozdzielają to przykazanie na dwa podpunkty czyniąc je dwoma przykazaniami. A mianowicie:

 

Wj 20:4-5

4. Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!

 

oraz:

 

5. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.

 

Jednakże w każdej z tych trzech metod podziału przykazań Bożych (była o tym mowa wyżej) te dwa wersety stanowią jedno przykazanie. Co więcej, to przykazanie zarówno we współczesnej interpretacji kościoła katolickiego (która przejęła tradycję z greckiej Septuaginty, a którą przyjęli również niektórzy ojcowie kościoła), jak i w interpretacji współczesnych palestyńskich Żydów łączy się dodatkowo z wcześniejszym wersetem "nie będziesz miał cudzych bogów przede mną" stanowiąc razem nierozerwalną całość. W każdej znanej interpretacji tego fragmentu zakaz tworzenia rzeźb, obrazów wiąże się dodatkowo z ich kultem - boskim kultem. Tylko starożytni izraelici dzielili te wersety w taki sposób, że "nie będziesz miał cudzych bogów przede mną" oddzielają od dwóch następnych wersetów, lecz nie zmienia to faktu, że nawet oni wersety Wj 20,4 i Wj 20,5 łączą w jedno przykazanie.

 

Dodatkowo chciałbym zaznaczyć, ze interpretacja ta nie jest wymysłem tylko kościoła katolickiego, gdyż w rzeczywistości jest obecna również w środowiskach protestanckich. Oto przykładowy komentarz do tego wersetu z przekładu New English Translation (NET)

 

Cytat:

(20:4) A (pesel) is an image that was carved out of wood or stone. The Law was concerned with a statue that would be made for the purpose of worship, an idol to be venerated, and not any ordinary statue.

 

 

Biblia ta jest dostępna online na http://www.bible.org/netbible/index.htm

 

No i teraz jeszcze jeden ważny fragment na zakończenie - Jozue upadł na twarz przed arką przymierza:

 

 

Joz 7:6 "Wtedy Jozue rozdarł swoje szaty i padł twarzą na ziemię przed Arką Pańską, [pozostając] aż do wieczora, on sam i starsi Izraela. [...]

 

Czy to oznacza, że Jozue złamał to przykazanie Boże (przypomnę, że na arce przymierza były cheruby)?. Nie, to oznacza, że antykatolicy je źle zrozumieli.

 

Ten wątek stanowi również doskonałą odpowiedź na zarzuty dotyczące kultu obrazów – bo uczciwie trzeba przyznać, że czcimy nie tylko osoby, które je wyrażają, ale również święte obrazy (które koronujemy), relikwie, całun turyński. I tutaj należy wyraźnie jednak zaznaczyć, że my czcimy Boga jako Boga, a obrazy czcimy nie jako boga, ale jako obrazy wyrażające coś, co jest święte (Bóg, Maryja, święci itp). One nie są dla nas bogami, ale są świętymi obrazami, które również godne są czci. I warto zadać pytanie – czy faktycznie jest to bałwochwalstwo i czy jest to zabronione? Myślę, że świetną odpowiedź stanowi tutaj obraz kultu, jakim Izraelici otaczali Arkę Przymierza. I w tej sytuacji należałoby postawić pytanie protestantom – czy ten kult arki był bałwochwalczy? Czy arka była jakimś Bogiem? Jak mamy rozumieć to, że Jozue padł przed arką na twarz i pozostawał do wieczora? Jak mamy rozumieć sceny, w których niesiono z wielką czcią tę arkę, w uroczystych pochodach, co chwila składając ofiary z wołów? Chodzi o fragmenty z księgi Jozuego – 6 i 7 rozdział oraz 2 Sm 6,2-20 i 1 Krn 16,1nn. Czy Dawid i Izraelici pod wodzą Jozuego również dopuszczali się bałwochwalstwa? No bo tak by wynikało to przecież z toku myślenia antykatolików – że cześć czegokolwiek poza czcią oddawana bezpośrednio Bogu jest bałwochwalstwem – a zatem Dawid i Jozue dopuścili się bałwochwalstwa. Czy tak mam to rozumieć?

 

Pan Fabian Błaszkiewicz posuwa się nawet trochę dalej twierdząc, że Bóg nie tyle zakazał tworzenia swoich wizerunków, co zakazał wykonywania jakichkolwiek wizerunków9! I jako uzasadnienie podaje ustęp z Pwt 5,8 „nie czyń sobie podobizny czynionej czegokolwiek”. Potem oczywiście dopowiada dalszą część tego ustępu w którym czytamy, że „nie będziesz się im kłaniał, ani też nie będziesz im służył”. Muszę przyznać, że taka logika wręcz zapiera dech w piersiach. Aby to zrozumieć, to wyobraźmy sobie takie hipotetyczne przykazanie:

 

Nie będziesz wspierał przestępczości. Nie będziesz przeprowadzał zbiórek pieniędzy i nie będziesz ich wpłacał na konta przestępców.

 

No i pytanie za 100 punktów: czy to powyższe zdanie zabrania przeprowadzania zbiórek pieniędzy? Przecież jest tam wyraźnie napisane „Nie będziesz przeprowadzał zbiórek pieniędzy”.

 

Ten przykład jest trochę przejaskrawiony i karykaturalny, ale mam nadzieję, że dobrze ilustruje ten problem. Otóż nie! Nie zabrania, bo ten „zakaz” jest integralną częścią dalszej części tej wypowiedzi „i nie będziesz ich wpłacał na konta przestępców” – i bez tej integralnej części nie ma samoistnego sensu.

 

I we wskazanym w odnośniku filmie w dalszej części zdaje się brnąć w swojej błędnej argumentacji przywołując fragment z listu do Rzymian

 

Rz 1,18-25 BW "Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi [...] Dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli [...] I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy [...] zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy […]"

 

I tutaj widzimy, że jest dokładnie ta sama logika. To co naprawdę tutaj św. Paweł potępia, to wszelkie działania, które sprawiają, że porzucamy Boga, przestajemy Go czcić i zamiast czcić stwórcę, to czcimy dzieło swoich własnych rąk jako Boga – co oczywiście jak najbardziej było obecne w tamtym czasie wśród ludów pogańskich – w tym i w Rzymie. Innymi słowy – ten potępiany przez św. Pawła czyn jest występkiem wtedy, jeśli spełniony jest kluczowy warunek – porzucenie Boga prawdziwego i zastąpienie Go bogiem fałszywym. Więc w tym tekście nie ma zakazu tworzenia obrazu, bo ten zakaz w oderwaniu od dalszej części zdania nie ma sensu. I to jest istotą tej treści – sytuacja, kiedy człowiek przestaje czcić Boga prawdziwego jako Boga i/lub czci cokolwiek innego jak bogów, albo jakąkolwiek wartość, która w naszej hierarchii jest wyżej niż Bóg. Dla przykładu: chciwość pieniędzy:

 

Kol 3,5 BW "Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem,"

 

Jednakże kult obrazów nie jest bałwochwalstwem o ile obraz ma związek z kultem prawdziwego Boga. I dokładnie tak samo działa to w naszym życiu – jak odnosimy się do fotografii osób, które kochamy, lub nienawidzimy. Jeśli kogoś kochamy, to obraz tej osoby umieszczamy w piękne ramki, stawiamy w widocznym miejscu, często na to patrzymy. Jeśli kogoś nienawidzimy, to zaczynamy się „znęcać” nad tym obrazem – wbijać szpilki, dorysowywać rogi itd. I jeśli obraz kochanej osoby otaczamy szacunkiem, to czy oznacza, że ten obraz jest przedmiotem naszej miłości? I porównywanie to z bałwochwalczym starożytnym kultem jest nie na miejscu – bo dla nich te obrazy nie kojarzyły się z Bogiem Jahwe, ale były bogami samymi w sobie.

 

A na koniec, aby ukazać sens naszego podziału, to zachęcam do otwarcia treści tych przykazań Bożych z ks. Wyjścia albo Powtórzonego Prawa. No i załóżmy, że pierwszym przykazaniem jest oczywiście „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, a drugimi przykazaniem jest „Nie będziesz czynił żadnej podobizny […] i nie będziesz się im kłaniał […]”. I teraz zastanówmy się – Przy takim podziale przykazań jaki proponują nam antykatolicy – to czy złamanie drugiego przykazania narusza przykazanie pierwsze? Tak !!!! I to ZAWSZE!!! Zawsze złamanie tego „drugiego” przykazania sprawia, że zostaje złamane przykazanie „pierwsze”. Sprawdźmy zatem, czy złamanie któregokolwiek innego przykazania powoduje złamanie jakiegoś innego przykazania? Okazuje się, że NIE !!! Jeśli zostało złamane przykazanie „nie kradnij”, to nie zostało naruszone żadne inne przykazanie – ani nie zabijaj, ani nie cudzołóż, ani nie dawaj fałszywego świadectwa itd. Dlatego też sens takiego właśnie podziału budzi bardzo poważne wątpliwości i o wiele bardziej logicznym wydaje się, że te dwa przykazania są w rzeczywistości jednym i tym samym przykazaniem.

 

 

2. UNIEWAŻNIENIE SABATU I ŚWIĘTOWANIE NIEDZIELI

 

Jezus na kartach Ewangelii uczy nas prawidłowego rozumienia Biblii. Z jednej strony był pod starym prawem, ale z drugiej strony nie był pod prawem żydowskim, który był jedynie patologiczną interpretacją prawa mojżeszowego. Dobitnym przykładem jest tu właśnie... święcenie szabatu. Faryzeusze i uczeni w Piśmie uznawali, że szabat jest dniem, w którym nie wolno wykonywać absolutnie żadnej pracy, nie wolno zmieniać stanu obecnej rzeczywistości. Jezus pokazuje natomiast coś innego - że to szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2:27). Przykazania Boże stanowiły jasno: nie będziesz wykonywał żadnej pracy. A jednak Jezus wykonywał tego dnia swoją pracę uzdrawiając ludzi. I to właśnie Jezus nakazuje nam, abyśmy w przykazaniach szukali głębszego sensu, a nie literalnego brzmienia. Jakbyśmy kierowali się literalnym brzmieniem zaniedbując sens, to byśmy złamali wyraźne wytyczne Jezusa. Wówczas protestanci byliby happy, ale z innej strony doświadczalibyśmy (słusznej) krytyki, że zatracamy sens. A sens tego przykazania jest obecny również w Starym Testamencie:

 

Wj 31:15 bw "Sześć dni będzie się pracować, ale w dniu siódmym będzie sabat, dzień całkowitego odpoczynku, *POŚWIĘCONY PANU*. Każdy, kto w dniu sabatu wykona jakąkolwiek pracę, poniesie śmierć."

 

Jeśli sięgniemy wzrokiem do okresu, w którym powstawały te przykazania, jak i do problemów, które możemy zaobserwować współcześnie, to zobaczymy pewną pogoń za doczesnością, za tym, aby jak najwięcej sobie wypracować, jak najwięcej zarobić, aby móc godnie egzystować na ziemi. I to właśnie przeciwko takiej postawie jest skierowane to przykazanie: NIE !!! CZĘŚĆ SWOJEGO ŻYCIA MASZ POŚWIĘCIĆ BOGU, A NIE TYLKO I WYŁĄCZNIE PRACY I RZECZOM DOCZESNYM !!! NIECH JEDEN DZIEŃ BĘDZIE ŚWIĘTY I TEN DZIEŃ ODDAJ SWEMU PANU !!!

 

I właśnie w tym kierunku poszedł Kościół. Jak wiadomo, Jezus swoją ofiarą na krzyżu zniósł stare prawo (Rz 10:4; Ef 2:15; Hbr 10:9) i zawiązał nowe. Dla chrześcijan dzień Pański to już nie sobota, ale niedziela, bowiem w tym dniu Bóg zmartwychwstał, tchnął na apostołów, zesłał Ducha Świętego, a w ten sposób dokonał nowego stworzenia - opartego nie na ciele, ale na Duchu ("ciało" w NT funkcjonuje również jako symbol starego prawa, starego przymierza, jest przeciwstawieniem ducha, czyli symbol Nowego Przymierza, stworzenia opartego na Duchu). To niedziela jest teraz najświętszym dniem, dniem nowego stworzenia. Kościół znosząc świętowanie szabatu, a ustanawiając niedzielę kierował się sensem tych słów, a nie ich literalnym odbiorem, ponieważ literalny odbiór przykazań, bez wgłębienia się we właściwy sens jest niezgodny z prawdziwym przesłaniem, co zostało wyraźnie ukazane w nauce Jezusa. Dlatego to antykatolicy są dalecy od wypełniania Bożej woli, a nie my.

 

Tytuł papieża: Ojciec Święty.

Problem dotyczy słów:

 

Mt 23:9 BT "Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie."

 

Czy te słowa faktycznie oznaczają, że nie możemy nikogo nazywać ojcem, oprócz samego Boga?

 

Okazuje się że nie, bo nawet św. Paweł uważał się za ojca:

 

 

1Kor 4:15 bw "Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie."

 

Niestety często antykatolicy nie potrafią rozróżnić tytułów w sensie absolutnym od tych w relatywnym.

 

Werset 8: Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście.

 

Niby nauczyciel jest tylko jeden, ale jak spojrzymy np. na ten werset:

 

Dz 13:1 bt "W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i NAUCZYCIELAMI: Barnaba i Szymon zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł."

 

To widzimy, że oni też byli nauczycielami. Mało tego, Barnaba nawet został nazwany dobry, mimo iż dobry może być tylko Bóg (Mt 19,17)

 

Dz 11,22-24 [...] wysłali więc do Antiochii Barnabę, [...] Był to bowiem mąż DOBRY i pełen Ducha Świętego i wiary [...].

 

Nie chcę wspominać już o tym, że Biblia poucza nas o tym, że jest tylko jeden Pan, któremu mamy służyć (1 Kor 8,6; Jud 1,4; Ef 4,5; 1 Kor 12,5; Rz 10,12); [nie można dwom panom służyć: Mt 6,24], ale mimo tego panami również nazywani są ludzie, którym św. Paweł i św. Piotr nakazywali posłuszeństwo i kazał im służyć: (1 Tm 6,1-2; Ef 6,5, Kol 3,22; Tt 2,9; 1 P 2,18)

 

Także widzimy, że są pewne tytuły w sensie absolutnym i są pewne tytuły w sensie relatywnym.

 

Chrzest niemowląt

W przypadku tego rodzaju zarzutów ze strony protestantów, przyznam że nie są dla mnie do końca zrozumiałe. Twierdzą oni, że powinniśmy chrzcić tylko i wyłącznie dorosłych, którzy świadomie przyjęli wiarę. Jednakże nie potrafią oni wynaleźć biblijnych fragmentów, które wyraźnie narzucałyby takie ograniczenie. Ten zarzut opierają oni głównie na argumencie „przecież to oczywiste”, co jest błędem logicznym „ipse dixit”. No bo przecież Jan Chrzciciel i apostołowie chrzcili dorosłych... No bo przecież nie ma w Biblii żadnych jednoznacznych przykładów chrzczenia dzieci (jest to znowu błąd logiczny „ex silentio”). Owszem, apostołowie i Jan Chrzciciel chrzcili dorosłych, bo w sytuacji jaką oni zastali, dorośli nie byli jeszcze ochrzczeni, bo prawie nikt nie był ochrzczony. Biblia ukazuje nam chrzest dorosłych nie dlatego, żeby pokazać, że tylko i wyłącznie dorosłych powinno się chrzcić, ale dlatego, że ci dorośli nie byli jeszcze ochrzczeni (bo to był początek chrztu w dziejach zbawienia).

Chrzest można traktować jako zastąpienie starotestamentalnego rytuału obrzezania, który był znakiem wejścia w rzeczywistość Starego Przymierza. Chrzest jest niejako znakiem wejścia w rzeczywistość Nowego Przymierza. W dziejach apostolskich odnajdujemy zalecenie judeochrześcijan, aby wszystkich nawróconych pogan (w tym właśnie dorosłych osobników) poddać obrzezaniu... W tej sytuacji oni uznali, że skoro nawróceni dorośli nie są jeszcze obrzezani, to właśnie należy ich wszystkich obrzezać. Z kolei w narodzie żydowskim dorosłych się w ogóle nie obrzeza, bo... byli obrzezani jako małe dzieci w ósmym dniu życia. I to jest właśnie klucz to rozwiązania tego problemu. Dla nas chrzest jest znakiem włączenia do społeczności Bożej, który wyparł akt obrzezania obecny w starotestamentalnym prawie. Jak wiadomo, izraelici obrzezywali niemowlęta w ósmym dniu życia (czyli niemowlęta), nie zaprzątając sobie głowy tym, czy jest to ich świadoma wola, czy też nie. Ani chrzest, ani obrzezanie nie odbierają człowiekowi ostatecznej woli, czy chce być zbawiony, czy nie, czy chce przynależeć do społeczności Bożej, czy chce się jej zaprzeć.

Reasumując ten wątek należy wyraźnie podkreślić, że taka argumentacja, że Biblia nie zezwala wyraźnie na chrzczenie dzieci jest błędna logicznie, bo to co nie jest wyraźnie dozowolone, to nie oznacza, że jest z automatu wyraźnie zabronione.

 

Chociaż jednak czasem można znaleźć jakieś „biblijne” argumenty za tym, aby chrzcić jedynie dorosłych. Czasami się podaje fragment z końcówki ew. Marka, który miałby zwracać uwagę, że najpierw musi być wiara, a następnie potem chrzest (a nie odwrotnie):

 

"Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16)

 

Jednakże i tutaj można dostrzec pewne problemy. Po pierwsze, to dziwne że ten fragment dla protestantów jest autorytetem, bo to jest ten właśnie drugi fragment z tych dwóch, które zostały dopisane w późniejszych wiekach (tym pierwszym była perykopa o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie). Wiec to pochodzi z Tradycji i nie ma tego w najstarszych rękopisach. A po drugie – co jest o wiele ważniejsze – to dlaczego uważają oni, że ten fragment chce nam zaznaczać właściwą kolejność postępowania? Jeśli przyjęcie chrztu stoi za uwierzeniem, to czy to oznacza, że najpierw wiara, a potem dopiero chrzest? Otóż okazuje się, że nie koniecznie, bo autorzy biblijni nie koniecznie przywiązywali takiej wagi do kolejności tych warunków, jaką chcą tutaj nadać protestanci. Dla przykładu:

 

Rz 10:9 BW "Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz."

 

1 Tm 2,3-4 BW Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, Który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.

 

 

Czy w tych powyższych fragmentach też mamy odczytywać taką właśnie kolejność postępowania, jaka wynika z tekstu?

 

 

Garść linków na zakończenie:

 

https://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/analiza-krytyczna-sola-scriptura,1454.htm

http://www.apologetyka.info/ateizm/najczestsze-bedy-logiczne-u-racjonalistow-i-ateistow,253.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/czy-bracia-jezusa-nie-mogli-byc-jego-kuzynami-skoro-czesto-mu-towarzyszyli,391.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/maria-dziewica,74.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/czy-sowo-kuzyn-z-kol-410-przeczy-idei-jedynactwa-jezusa,382.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/maryja-wspoodkupicielka,435.htm

/kosciol-katolicki/dekalog-podzia-przykazan-wedug-koscioa-rzymskokatolickiego,590.htm

 

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/maria-posredniczka,854.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/ogolne/obrona-katolicka-kilka-argumentow,784.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/dziewictwo-maryi,783.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/ogolne/spor-z-protestantami-wiara-czy-uczynki-sola-fide,767.htm

http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/ogolne/obrona-wiary-katolickiej-podstawy,604.htm

 

1 https://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/ogolne/jak-rozmawiac-z-protestantami-poradnik-w-piguce,860.htm

2 W niniejszym eseju będę go nazywał „pan Fabian” z uwagi na to, że prawdopodobnie nie życzyłby sobie, abym używał tytułu „ojciec”. Pan Fabian prowadzi kanał na Youtube oraz stronę internetową „Tajemny Plan”.

3- https://www.youtube.com/watch?v=_8E7qJxBDs0

4- https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzy

6 http://www.apologetyka.info/kosciol-katolicki/maryja/dziewictwo-marii-cz3,99.htm

7 https://pl.wikipedia.org/wiki/Kult_maryjny

8 http://teologia.deon.pl/ojcowie-o-dziewictwie-maryi/

9 https://youtu.be/s-QlnOiqYFY?t=10811

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości

Komentarze są zablokowane